Białoruś: Milicjant będzie mógł więcej. Prezydent zwalnia ich z odpowiedzialności

​Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka podpisał ustawy rozszerzające uprawnienia funkcjonariuszy służb i innych organów państwowych krajów, a także przewiduje nowe środki ochrony dla nich i dla ich bliskich – informuje białoruska agencja BiełTA. Oznacza to, że policjanci będą zwolnieni z odpowiedzialności za szkody wyrządzone np. w trakcie tłumienia protestów.

Pierwsza ustawa zwalnia funkcjonariuszy organów ścigania z odpowiedzialności za szkody wyrządzone w wyniku użycia siły fizycznej, środków specjalnych, broni, sprzętu wojskowego i specjalnego, jeśli tylko było to „zgodne z wymogami aktów prawnych”.

Ponadto przepisy zezwalają funkcjonariuszom na użycie sprzętu wojskowego i specjalnego w celu „rozproszenia zamieszek”. Milicja będzie miała także prawo zakazać obywatelom nagrywania filmów, rejestrowania dźwięku czy robieniu zdjęć służbom podczas wykonywania obowiązków.

Będą mogli też dokonywać rewizji osobistej obywateli, przeszukiwać ich rzeczy oraz pojazdy.

Druga z ustaw poszerza krąg osób podlegających ochronie państwa i dodaje do nich m.in. żołnierzy, pracowników prezydenckich, urzędników, sędziów, dziennikarzy, członków komisji wyborczych i ich bliskich. Jeśli pojawi się groźba zamachu na ich życie, wówczas te osoby będą mogły skorzystać z szerokiego zakresu pomocy państwa, włącznie z umożliwieniem zmiany wyglądu lub miejsca pracy.

Przepisy ustawy wchodzę w życie miesiąc po ich ogłoszeniu.

W sierpniu 2020 roku na Białorusi rozpoczęły się masowe demonstracje, po tym jak w wyborach prezydenckich ponownie zwyciężył rządzący krajem od 1994 roku Alaksandr Łukaszenka. Wielu obywateli, a także obserwatorzy zagraniczni, stwierdzili, że wyniki wyborów zostały sfałszowane. Białoruskie służby brutalnie pacyfikowały manifestujących.

Wobec protestujących i działaczy wszczęto setki spraw karnych. Służby prześladowały dziennikarzy niezależnych mediów, polityków opozycyjnych, prawników i pracowników organizacji pozarządowych, którzy pomagali manifestującym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejne gwałtowne protesty przeciwko osadzeniu rapera w Hiszpanii

Kilka tysięcy zwolenników osadzonego we wtorek rapera Pablo Hasela wyszło na ulice największych miast Katalonii oraz Walencji. Domagali się uwolnienia artysty. W Barcelonie sympatycy piosenkarza osadzonego m.in. za gloryfikowanie terroryzmu starli się z policją i zdemolowali wiele witryn sklepowych.

Wieczorne manifestacje, podczas których domagano się uwolnienia Hasela, odbyły się m.in. w Geronie, Leridzie, Vic, Reus i w Tarragonie, gdzie jeden z uczestników zamieszek został potrącony przez policyjny radiowóz .

Protestowano również w Walencji, gdzie po starciach z policją i demolowaniu mienia miejskiego aresztowanych zostało 8 osób. Jeden z manifestantów został ranny. Największy protest prowadzony jest w Barcelonie, gdzie początkowo pokojowe zgromadzenie młodzieży zamieniło się w pole bitwy z policją. Zamaskowani manifestanci zdemolowali w centrum miasta szereg witryn sklepowych, a także starli się z funkcjonariuszami . Policja użyła kul piankowych.

W kilku miejscach Barcelony wandale ustawili barykady z koszy na śmieci, które następnie podpalili. Do ich przygotowania użyto też połamanych ławek oraz wyrwanych z jezdni struktur podtrzymujących sygnalizację świetlną. Jeden z policjantów został ranny wskutek uderzenia go w głowę ciężkim przedmiotem.

Obraził Króla, chwalił terrorystów

Pablo Hasel we wtorek został siłą doprowadzony do więzienia w Leridzie, aby odbyć 9-miesięczną karę zasądzoną mu w 2018 r. za obrazę króla, hiszpańskich organów państwowych oraz pochwalanie baskijskiej organizacji terrorystycznej ETA.

Choć Hasel zabarykadował się w poniedziałek na uniwersytecie w Leridzie, nazajutrz został siłą wyprowadzony z terenu uczelni i doprowadzony do zakładu karnego. Kilka godzin po jego osadzeniu, w miastach Katalonii, w Walencji i Madrycie rozpoczęły się protesty sympatyków muzyka, które zamieniły się w zamieszki. Starcia z policją powtórzyły się w środę wieczorem.

Łącznie w starciach sympatyków Hasela z policją rannych zostało blisko 50 osób, a ponad 30 odniosło obrażenia .

W czwartek po południu sąd w Leridzie skazał ponownie Hasela. Tym razem zasądzono mu 2,5 roku więzienia za kierowanie przez artystę gróźb wobec mężczyzny będącego świadkiem w procesie dotyczącym bójki w centrum katalońskiego miasta.
Źródło info i foto: TVP.info

Szykuje się protest pod kurią w Szczecinie. Sprawa księdza Andrzeja Dymera

„Zdemaskować gwałcicieli” – pod takim hasłem odbędzie się protest pod siedzibą kurii szczecińsko-kamieńskiej. To pokłosie kontrowersyjnego dokumentu „Najdłuższy proces Kościoła” wyemitowanego w poniedziałek na antenie TVN24. Reportaż opowiada o działalności księdza Andrzeja Dymera, znalazły się w nim również wstrząsające relacje osób, które w przeszłości miały paść ofiarą molestowania seksualnego ze strony szczecińskiego duchownego. Dokument porusza także niespotykaną na światową skalę opieszałość w procedurach kościelnych, mających na celu osądzenie księdza.

„Spójrzmy w oczy diabła i wykrzyczmy że ich osądzimy, tu na ziemi! Nie ma zgody na wykorzystywanie seksualne dzieci oraz dorosłych chłopców pochodzących ze środowisk wymagających wsparcia. Stop pedofili w kościele! Łapy precz od naszych dzieci zboczeńcy kościelni! Rozliczymy Was zboczeńcy!” – zapowiadają organizatorzy protestu.

Przypomnijmy, o księdzu Andrzeju Dymerze jest głośno od wielu lat. Chodzi o wykorzystywanie seksualne nieletnich wychowanków, którzy trafili pod opiekę szczecińskiego duchownego. Biskupi mieli wiedzieć o tym już w 1995 roku. Mimo, iż w kwietniu 2008 roku, po nagłośnieniu sprawy przez „Gazetę Wyborczą”, sąd kościelny skazał ks. Dymera, ten złożył apelację, a ostateczny wyrok nie zapadł do dnia dzisiejszego. Jest to sytuacja niespotykana na skalę światową, że przez ponad 25 lat sprawa nie została ostatecznie rozwiązana. W tym czasie w diecezji zmieniło się trzech biskupów, a w całym Kościele Katolickim zdążyło zmienić się aż trzech papieży.

Sprawa była wielokrotnie nagłaśniana w mediach, m.in. na łamach „Gazety Wyborczej”, „Więzi” i „OKO.press”. Teraz poczynaniami księdza Dymera zainteresowali się dziennikarze TVN24. Wstrząsający reportaż „Najdłuższy proces Kościoła” został wyemitowany 15 lutego.
Źródło info i foto: se.pl

Nie wiadomo, gdzie znajduje się zatrzymana żona Aleksieja Nawalnego

Nie wiadomo, gdzie znajduje się żona rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, Julia Nawalna, zatrzymana w niedzielę podczas protestów w obronie jej męża – poinformował pracownik założonej przez Nawalnego Fundacji Walki z Korupcją Wiaczesław Gimadi na Twitterze.

„Nie wiemy, gdzie znajduje się bezprawnie zatrzymana (czyli faktycznie uprowadzona) Julia Nawalna. Została odwieziona w nieznanym kierunku bez choćby wzmianki o ustawie o policji” – napisał Gimadi.

Dodał, że Nawalną zatrzymano podczas „pokojowego spaceru po Moskwie”, nie został do niej dopuszczony obrońca, a osoby zatrzymujące nie przedstawiły się i nie podały powodu zatrzymania. Nawalna została zatrzymana także w ubiegłą sobotę, podczas poprzedniej akcji protestów w obronie aresztowanego Nawalnego. Zwolniono ją z komisariatu trzy godziny później.
Źródło info i foto: TVP.info

Rosja żąda od TikToka natychmiastowego usunięcia filmów, które nawołują do protestów ws. Aleksieja Nawalnego

Rosja wezwała TikToka do usunięcia filmów wzywających młodzież do udziału w manifestacjach poparcia dla zatrzymanego przez służby Aleksieja Nawalnego. Od momentu zatrzymania Nawalnego portal został zalany klipami z wyrazami poparcia dla lidera rosyjskiej opozycji. Rosyjska Agencja Nadzoru Telekomunikacyjnego (Roskomnadzor, zajmujący się regulacją mediów) wystosowała swój apel również do innych mediów społecznościowych. Rosja chce, aby popularne portale zablokowały rozpowszechnianie informacji wzywających „do udziału nieletnich w nielegalnych zgromadzeniach”.

Niezależny portal The Moscow Times informuje, że wraz z początkiem tygodnia młodzi Rosjanie zalali TikToka krótkimi filmikami wyrażającymi poparcie dla lidera opozycji Aleksieja Nawalnego. Na portalu pojawiają się nagrania młodych ludzi, którzy pakują się na sobotnią manifestację, wyrażają gotowość zatrzymania ich przez władze oraz zastępują naścienne portrety Władimira Putina zdjęciami Aleksieja Nawalnego. Filmy zgromadzone pod hashtagiem „Free Navalny” i „Jan. 23” zdobyły ponad 50 milionów wyświetleń.

Apel do TikToka oraz popularnego w Rosji portalu społecznościowego Vkontakte został wystosowany przez Roskomnadzor w środę 20 stycznia. „Na podstawie żądania Prokuratury Generalnej Federacji Rosyjskiej żądamy niezwłocznego podjęcia kompleksowych środków w celu zapobieżenia rozpowszechnianiu takich niezgodnych z prawem informacji na platformie TikTok” – napisano w komunikacie. W 2018 r. w Rosji uchwalono prawo, zgodnie z którym wzywanie nieletnich do udziału w nieautoryzowanych protestach jest przestępstwem.

Na sobotę (23 stycznia) planowane są ogólnokrajowe manifestacje pod hasłem „uwolnić Nawalnego”. Organizatorzy chcą, aby pikiety odbyły się w każdym mieście. Do wzięcia udziału w manifestacjach wezwał osobiście Aleksiej Nawalny oraz liczni artyści, niezależni dziennikarze i intelektualiści. Prokuratura Generalna ostrzegła, że demonstracje zostaną uznane za nielegalne oraz zagroziła blokadą stron internetowych, które rozpowszechniają wezwania do wyjścia na ulice.

Przypomnijmy, że Nawalny wrócił do Rosji po pięciomiesięcznym leczeniu w Niemczech i od razu został zatrzymany na lotnisku. W sierpniu 2020 r. opozycjonista stracił przytomność, lecąc samolotem z Tomska do Moskwy. Rodzina i przyjaciele przetransportowali go do Berlina. Stwierdzono tam, że Nawalny został otruty bojowym preparatem z grupy substancji nowiczok o działaniu paralityczno-drgawkowym.

W poniedziałek sąd w podmoskiewskich Chimkach orzekł, że Nawalny zostanie umieszczony w areszcie na następne 30 dni. W zamknięciu polityk będzie czekał na kolejne orzeczenie sądu, po którym może trafić do łagru na niemal trzy lata. Federalna Służba Wykonywania Kar domaga się odwieszenia wyroku wydanego na opozycjonistę w 2014 r. za rzekomą defraudację funduszy firmy Yves Rocher.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Starcia z policją w Holandii. Tysiące osób protestowały przeciw obostrzeniom

Kilka tysięcy osób wzięło udział w nielegalnym proteście w stolicy Holandii. Domagali się zniesienia obostrzeń wprowadzonych w związku z epidemią koronawirusa. Doszło do bójek z policją, która musiała użyć armatki wodnej. Jak poinformował Reuters, protestujący zgromadzili się na placu przed Rijksmuseum i Muzeum Van Gogha. Wcześniej władze nie wyraziły zgody na organizację wydarzenia, tak więc kilkutysięczna demonstracja od początku była nielegalna.

Uczestnicy domagali się złagodzenia obowiązujących w kraju obostrzeń, wprowadzonych przez rząd w związku z epidemią koronawirusa. Skandowali: „Czego chcemy? Wolności!”, a część z nich przyniosła ze sobą transparenty z hasłem: „Wolność: powstrzymaj to oblężenie”.

„Żaden z protestujących nie miał na sobie maseczki. Nieliczni przestrzegali zasad dystansu społecznego” – podaje Reuters.

Po jakimś czasie służby wezwały demonstrantów do rozejścia się – ci jednak nie zamierzali tego zrobić. Doszło do starć z policją, która zmuszona była użyć armatki wodnej. W stronę funkcjonariuszy poleciały też petardy. W grudniu holenderski rząd zdecydował o zamknięciu szkół i większości sklepów. W ubiegłym tygodniu lockdown przedłużono co najmniej do 9 lutego. W Holandii odnotowano dotąd ponad 900 tys. przypadków zakażenia koronawirusem – w ostatnich dniach było ich ok. 5-6 tys. dziennie. Zmarło 13 tys. zakażonych pacjentów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Na Białorusi zatrzymano ponad 300 osób

Ponad 300 osób zatrzymano podczas niedzielnych protestów w Mińsku – poinformowała mińska milicja. Jak twierdzi centrum praw człowieka Wiasna, zatrzymania przeprowadzono też w innych miastach i miejscowościach. Demonstrujący, domagający się odejścia Alaksandra Łukaszenki, maszerują kolumnami i biorą udział w akcjach solidarności. To 126. dzień protestów powyborczych w tym kraju.

Na udostępnionej przez centrum Wiasna liście zatrzymanych widnieje 226 nazwisk. Zdecydowaną większość zatrzymań przeprowadzono w Mińsku, ale są też informacje o zatrzymaniach w Smolewiczach, Brześciu i Borowlanach.

Mińska milicja poinformowała, że w stolicy liczba uczestników akcji nie przekroczyła 800 osób. Dodano, że „za naruszenie przepisów o masowych zgromadzeniach” w Mińsku zatrzymano ponad 300 obywateli. Sprecyzowano, że zatrzymania przeprowadzono na podstawie artykułów dotyczących naruszenia porządku organizacji albo przeprowadzania masowych zgromadzeń i niepodporządkowania się poleceniu pracowników organów spraw wewnętrznych.

Zatrzymano dziennikarzy, ale i uczniów

Według niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) w Mińsku zatrzymano korespondenta Biełsatu Stanisłaua Iwaszkiewicza. W niedzielę zatrzymano też redaktora portalu Onliner Mikałaja Hradziuszkę oraz dziennikarza Hienadzia Wieracinskiego. Tut.by podał, że do kontroli zatrzymano znanego muzyka Maksa Korża. Po sprawdzeniu telefonu został wypuszczony.

W Smolewiczach – relacjonuje Tut.by – zatrzymano 12 uczniów XI klasy, którzy wracali z próby tanecznej. Przewieziono ich do rejonowego oddziału spraw wewnętrznych. Jak relacjonuje jeden z uczniów, stali tam około 10 minut twarzami do ściany. Później milicjant powiedział, że dzieci są wolne i przeprosił za to, że pomylono ich z demonstrującymi – dodał rozmówca Tut.by. MSW potwierdziło, że uczniów przewieziono na komisariat, jednak zaprzeczyło temu, że dzieci miały stać przed budynkiem na baczność. Dodano, że milicjanci przeprosili uczniów „za niedogodności”.

Portal Onliner pisze, że w niedzielę rano, jak co tydzień, do Mińska władze ściągnęły dodatkowe siły milicyjne i sprzęt do rozpędzania demonstracji. Według portalu Tut.by w mieście widziano armatki wodne. Interfax-Zapad zwraca uwagę, że to pierwsza niedziela od początku protestów, kiedy w białoruskiej stolicy nie odnotowano problemów z łącznością przez internet mobilny i nie zamknięto stacji metra.

Demonstrujący w Mińsku, innych miastach i miejscowościach maszerowali kolumnami, część z nich trzymała flagi w biało-czerwono-białych barwach, używanych przez opozycję. W poprzednią niedzielę – według MSW – podczas akcji protestu zatrzymano ponad 340 osób, natomiast Wiasna poinformowała o 330 zatrzymanych.

Białorusini protestują

Na Białorusi od 9 sierpnia trwają akcje protestacyjne. Ich uczestnicy domagają się odejścia Łukaszenki i rozpisania nowych, uczciwych wyborów prezydenckich. W poprzednią niedzielę – według MSW – podczas akcji protestu zatrzymano ponad 340 osób, natomiast Wiasna poinformowała o 330 zatrzymanych.
Źródło info i foto: wp.pl

Białoruś: Dziennikarze wśród zatrzymanych podczas protestów

Podczas niedzielnej akcji protestu w Mińsku zatrzymano Ninę Bahińską, 73-letnią opozycjonistkę, znaną uczestniczkę antyprezydenckich demonstracji na Białorusi – wynika z danych centrum praw człowieka Wiasna. Według uaktualnianej listy tego dnia zatrzymano dotychczas 76 osób, w tym dwoje dziennikarzy.

Według Wiasny Bahińską zatrzymano w Mińsku w pobliżu Akademii MSW. Opozycyjny portal Tut.by napisał, że Bahińska została już wypuszczona na wolność. Emerytka, która stała się symbolem białoruskich protestów, chodzi prawie na wszystkie demonstracje w Mińsku z wielką biało-czerwono-białą flagą. Są to barwy używane przez opozycję. Po wyborach prezydenckich z 9 sierpnia kobieta była kilkakrotnie zatrzymywana przez milicję w czasie ulicznych akcji, także podczas marszów kobiet.

Łańcuchy solidarności

W niedzielę W Mińsku i innych białoruskich miastach ludzie maszerują kolumnami w dzielnicach mieszkaniowych, tworzą łańcuchy solidarności – relacjonuje Tut.by. Około godziny 13 (godziny 11 czasu polskiego) zaczęły się zatrzymania. Internauci informują o problemach z korzystaniem z serwisu Telegram w Mińsku i Homlu.

Najwięcej osób zatrzymano do tej pory w niedzielę w Mińsku, zatrzymania miały też miejsce między innymi w Brześciu i Grodnie – wynika z informacji przekazanych przez Wiasnę. Według niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) w Grodnie dwoje dziennikarzy agencji BiełaPAN zostało zabranych na przesłuchanie, a po kilku godzinach zostali wypuszczeni.

Na Białorusi od 9 sierpnia trwają akcje protestacyjne, których uczestnicy domagają się odejścia Alaksandra Łukaszenki i rozpisania nowych, uczciwych wyborów prezydenckich. W minioną niedzielę według MSW zatrzymano i umieszczono w areszcie 313 osób. Obrońcy praw człowieka z organizacji Wiasna oszacowali liczbę zatrzymanych przed tygodniem na 424.
Źródło info i foto: TVP.info

Jarosław Kaczyński wzywał do „obrony kościołów”. Nie będzie prokuratorskiego śledztwa ws. oświadczenia prezesa PiS

Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia postępowania w związku z październikowym oświadczeniem Jarosława Kaczyńskiego po pierwszych protestach kobiet. Zawiadomienie w tej sprawie złożył wiceszef klubu Lewicy Krzysztof Śmiszek, który zapowiada, że w ciągu siedmiu dni złoży zażalenie na „pseudo-postanowienie” prokuratury. Chodzi o słowa Kaczyńskiego z jego oświadczenia wygłoszonego 27 października, w którym odnosił się do protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. przepisów dotyczących aborcji.

– W szczególności musimy bronić polskich kościołów. Musimy ich bronić za każdą cenę. Wzywam wszystkich członków Prawa i Sprawiedliwości i wszystkich, którzy nas wspierają do tego, by wzięli udział w obronie Kościoła, w obronie tego, co dziś jest atakowane i jest atakowane nieprzypadkowo – mówił wówczas wicepremier i prezes PiS.

Szef PiS apelował, by „bronić Polski”

Kaczyński określił wtedy wyrok TK ws. przepisów dot. aborcji jako „całkowicie zgodny z konstytucją”. Kaczyński potępił jednocześnie protesty przeciwników zaostrzenia prawa aborcyjnego.

– Ci, którzy do nich wzywają, ale i także ci, którzy w nich uczestniczą, sprowadzają niebezpieczeństwo powszechne, a więc dopuszczają się poważnego przestępstwa – oświadczył szef PiS.

– To czas, w który musimy umieć powiedzieć „nie” temu wszystkiemu, co może nas zniszczyć. To zależy od nas, to zależy od państwa, od jego aparatu, ale przede wszystkim zależy od nas – od naszej determinacji, odwagi. Obrońmy Polskę – mówił Kaczyński.

Śmiszek: odmowa wszczęcia podstępowania to pseudo-postanowienie

Na początku listopada Krzysztof Śmiszek skierował w tej sprawie do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Kaczyńskiego. Według posła Lewicy prezes PiS wyczerpał znamiona przestępstw takich jak podżeganie do przemocy, podżeganie do gróźb, podżeganie do udziału w bójkach, a także przekroczył uprawnienia funkcjonariusza publicznego.

W piątek poseł Lewicy poinformował, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała mu pismo, „w którym odmawia wszczęcia postępowania bez zachowania formalnych wymogów dotyczących takiego postanowienia”.

– To oczywiście nie będzie mnie powstrzymywało od tego, aby w ciągu siedmiu dni – zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania karnego – złożyć zażalenie do Sądu Rejonowego w Warszawie na to pseudo-postanowienie Prokuratury Okręgowej w Warszawie – dodał polityk.

„Uważam, że Kaczyński popełnił przestępstwo”

Jak podkreślił, „jest przekonany o słuszności swojego zawiadomienia”. – Uważam, że Jarosław Kaczyński popełnił przestępstwo podżegając do przemocy na polskich ulicach – powiedział. Śmiszek przekazał też postanowienie warszawskiej Prokuratury Okręgowej o odmowie wszczęcia postępowania w tej sprawie podpisane przez wiceszefową tej prokuratury Magdalenę Kołodziej. Jak wynika z tego pisma, prokuratura nie stwierdziła, że czyny popełnione przez Kaczyńskiego nie zawierają znamion czynu zabronionego.

Po ogłoszeniu wyroku przez TK rozpoczęły się protesty w całej Polsce, organizowane m.in. przez Strajk Kobiet. Manifestujący przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego protestowali m.in. pod domem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, siedzibą PiS w Warszawie oraz na ulicach wielu miast w Polsce. Odbywały się także liczne protesty przed kościołami i w kościołach w całej Polsce.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zamieszki w Buenos Aires. Pożegnanie Maradony

W Buenos Aires policja użyła gumowych kul i gazu łzawiącego dla uspokojenia tłumu w okolicach Pałacu Prezydenckiego, gdzie jest wystawiona trumna z ciałem zmarłego wczoraj Diego Maradony. Wcześniej zdecydowano, że trumna zostanie przeniesiona do innego pomieszczenia w pałacu, ponieważ ludzie zaczęli przeskakiwać przez ustawioną barierkę i gromadzić się przy niej. Wobec protestów zdecydowano o przedłużeniu o trzy godziny czasu, w jakim można składać hołd Maradonie. Pierwotnie miała być to 20.00 czasu obowiązującego w Polsce.

Pożegnanie Diego Maradony

Od rana tłumy Argentyńczyków żegnają się z Maradoną, stoją w długiej kolejce do pałacu prezydenckiego w Buenos Aires, który jest siedzibą prezydenta Argentyny. Przynoszą kwiaty, koszulki piłkarskie, flagi narodowe, a także kartki z zapisanym pożegnaniem i maskotki.

Czwartek jest pierwszym dniem trzydniowej żałoby narodowej w Argentynie, ogłoszonej dekretem prezydenta Alberto Fernandeza. Trumna z ciałem Maradony ma pozostać w pałacu do soboty, by każdy, kto chce mógł go pożegnać. Według mediów, w sumie może być to nawet milion osób.

Oficjalny kanał pałacu prezydenckiego na YouTubie udostępnia relację na żywo z sali, w której stoi trumna.

Diego Armando Maradona będzie miał pogrzeb państwowy, zarezerwowany zwykle dla ważnych osobistości, np. prezydentów. Do tej pory jedynym sportowcem w historii Argentyny, który miał pogrzeb państwowy był pięciokrotny mistrz Formuły 1 Juan Manuel Fangio. Według niektórych mediów, rodzina nalega, by pogrzeb Diego Maradony odbył się jeszcze dziś. Podają nawet godzinę – 18.00 czasu lokalnego, czyli 22.00 czasu obowiązującego w Polsce. Piłkarz ma być pochowany na cmentarzu Jardin de Paz na obrzeżach Buenos Aires, tam, gdzie jego rodzice.

Diego Maradona, który w 1986 roku poprowadził reprezentację Argentyny do mistrzostwa świata, zmarł wczoraj w wieku 60 lat wskutek zawału serca.
Źródło info i foto: TVP.info