Samochód wjechał w protestujących na Manhattanie

Podczas protestu Black Lives Matter na nowojorskim Manhattanie w ludzi wjechało auto. Są ranni. Służby badają okoliczności zdarzenia. Nie wiadomo, czy to był wypadek, czy celowe działanie. W grupę około 50 protestujących wjechał samochód. Poszkodowanych zostało co najmniej sześć osób. Zostali przetransportowani do szpitala. Obrażenia rannych nie zagrażają jednak ich życiu.

Do zdarzenia doszło po godzinie 16:00 czasu lokalnego na rogu 39. Ulicy i Trzeciej Alei. Kobieta z BMW Sedan została zatrzymana na przesłuchanie.

Protest zorganizowano przeciwko warunkom przetrzymywania nielegalnych migrantów przez służby imigracyjne. Akcję protestacyjną na Manhattanie wspierał antyrasistowski ruch Black Lives Matter – donosi Reuters, powołując się na informacje policji. W mediach społecznościowych nowojorczycy publikowali zdjęcia i filmy z miejsca zdarzenia.

Co się stało? Wersje wydarzeń są różne. Według niektórych protestujących kobieta prowadząca samochód celowo przyspieszyła, potrącając uczestników demonstracji. Z kolei stacja NBC informowała, że kobieta spanikowała, bo protestujący otoczyli jej auto i w niego uderzali.
Źródło info i foto: wp.pl

Ojciec Rydzyk oskarża protestujących o satanizm

W Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu przez dziewięć najbliższych dni będą odbywały się msze, które mają wynagrodzić Panu Bogu i Maryi protesty przeciwników zaostrzenia prawa aborcyjnego. Do modlitwy zachęca ojciec Tadeusz Rydzyk.

Informacje o serii mszy można znaleźć na internetowej stronie Radia Maryja. Pierwsza odbyła się wczoraj. Kolejne mają odbywać się codziennie do 6 listopada w toruńskim sanktuarium. To monumentalna świątynia w zachodniej części Torunia, powstała kilka lat temu na terenie zajmowanym przez redemptorystów. Niektórzy nazywają ją „kościołem Rydzyka”.

Sam zakonnik gorąco zachęca do modlitwy. Robi to w zaskakujący sposób. W krótkiej odezwie do radiosłuchaczy, dotyczącej wspomnianej mszy, udało mu się dwukrotnie wspomnieć o satanizmie, który – jak można wnioskować – wyznaje część protestujących.

– Kochana Rodzino Radia Maryja! – zaczął ojciec Rydzyk. – W związku z ostatnimi wstrząsającymi, tragicznymi wydarzeniami w naszej ojczyźnie, bluźnierstwami, satanistyczną agresją, obrażaniem Pana Boga, Matki Najświętszej, dewastacją świątyń, przerywaniem w sposób satanistyczny mszy świętych zapraszamy ludzi dobrej woli do podjęcia aktów wynagrodzenia Panu Bogu i Matce Najświętszej za te grzechy.

Na samych mszach się jednak nie skończy.

„W trakcie nowenny szczególnym dniem będzie piątek, w którym organizatorzy zachęcają do postu o chlebie i wodzie” – czytamy w publikacji Radia Maryja.

Czy spór aborcyjny ma charakter antyreligijny?

Podczas pierwszych dni protestów rzeczywiście doszło do zakłóceń mszy oraz zawieszenia lub malowania haseł na kościołach. Były to jednak incydentalne przypadki, bez związku z satanizmem. Część członków rządu PiS wykorzystała to jednak, by nastawiać społeczeństwo przeciwko protestującym. Sam Jarosław Kaczyński wzywał do obrony świątyń i słownie poniżał uczestników demonstracji. To, jak bardzo karykaturalną postać przybrała ta obrona, pokazał casus sportowca Marina Najmana, który bez zastanowienia ruszył do Częstochowy bronić świątyń i na miejscu nikogo nie zastał.

W ostatnich dniach incydenty dotyczące kościołów już prawie w ogóle nie mają miejsca. Zdarzają się jednak inne, np. pod Toruniem, gdzie proboszcz wyszedł z bronią do protestujących.

Ojciec Rydzyk – szara eminencja zmian aborcyjnych?

O tym, że to ojciec Rydzyk, a nie Kaja Godek, mógłby zostać twarzą niedawnego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, pisaliśmy pod tym linkiem.

Redemptorysta, mimo wyśmienitych relacji z członkami rządu PiS, nie wahał się ich publicznie upominać za to, że w Polsce wciąż można dokonywać aborcji. Ganił ich, czynił im niewybredne uwagi, a dwa miesiące temu w toruńskim sanktuarium odbyła się nawet msza, podczas której wierni przepraszali za grzech aborcji i prosili o „ustanowienie w Polsce prawa, które uchroni każde nowe życie”.

Zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce było jednym z największych marzeń ojca Tadeusza Rydzyka. To marzenia kilka dni temu się ziściło.
Źródło info i foto: onet.pl

Policja wydała komunikat ws. protestów

Po raz kolejny ze strony protestujących pojawia się agresja wobec policjantów. Mamy do czynienia z bardzo prowokacyjnymi zrachowaniami. Kilku funkcjonariuszy ochlapano farbą, protestujący używają pirotechniki – napisała w piątek wieczorem Komenda Stołeczna Policji na Twitterze. W ocenie stołecznej policji, części protestujących osób „wyraźnie zależy na doprowadzeniu do otwartego konfliktu”. „Nadawane przez policjantów komunikaty z wezwaniem do zachowania zgodnego z prawem próbuje się zagłuszać wulgarnymi okrzykami. W stronę policjantów, tak jak wczoraj, rzucane są kamienie” – podaje warszawska policja.

Gdy protestujący skierowali się w piątek wieczorem z Żoliborza w stronę Śródmieścia, rzecznik komendanta stołecznego policji nadkom. Sylwester Marczak zapewnił, że policjanci dla bezpieczeństwa wyłączali z ruchu kolejne ulice.

W piątek wieczorem w kilku miastach w Polsce rozpoczęły się protesty przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów dotyczących aborcji. W Warszawie manifestacja odbywa się w okolicy domu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

„Pomimo złych wczorajszych doświadczeń, gdy policjanci zostali obrzucani kamieniami, my nadal stoimy na stanowisku, że używanie środków przymusu to ostateczność” – zaznaczyła jednocześnie KSP. Jak dodała, dlatego „w miejsce, gdzie gromadzą się protestujący, kierujemy naszych policjantów z zespołu antykonfliktowego”. „Stawiamy na mediację, stawiamy na informowanie o obecnym stanie prawnym i obostrzeniach wynikających z epidemii” – dodała.

Pierwszy protest przeciwko wyrokowi TK, który uznał za niekonstytucyjny przepis zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, odbył się w stolicy w nocy z czwartku na piątek. W jego trakcie policjanci zatrzymali 15 osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Starcia z policją w Izraelu

Gdy izraelscy policjanci zaczęli usuwać spod rezydencji premiera w Jerozolimie miasteczko namiotowe, doszło do starć z demonstrantami. Jak informują protestujący, ucierpiało sześć osób.

Do przepychanek doszło, kiedy nad ranem izraelska policja drugi dzień z rzędu zaczęła rozbierać rozstawione na chodnikach przed rezydencją premiera w Jerozolimie namioty i altanki protestujących. Nagranie z incydentu opublikowane przez izraelską telewizję publiczną pokazuje, że demonstranci usiłowali powstrzymać funkcjonariuszy przed zabraniem sprzętu. Według opozycji sześć osób odniosło obrażenia.

„Netanjahu stracił zaufanie publiczne”

W komunikacie władze miasta podały, że usunęły instalacje ze względu na brak odpowiedniego pozwolenia. Namioty demonstrantów domagających się dymisji premiera Benjamina Netanjahu w związku z zarzutami o korupcję stoją tam od ponad miesiąca. Jeden z liderów protestu emerytowany gen. Amir Haskel zapowiedział jednak, że demonstranci nie wyniosą spod rezydencji szefa rządu.

„Netanjahu stracił zaufanie publiczne, a z nim odwagę, aby stanąć przed obywatelami, którzy codziennie wygarniają mu prawdę” – napisał na Twitterze lider opozycji Jair Lapid.

Protest przeciw konsekwencjom pandemii

W weekend w Tel Awiwie miały miejsce wielotysięczne antyrządowe protesty związane z gospodarczym kryzysem wywołanym pandemią COVID-19.

W Jerozolimie ścierali się z policją również ultraortodoksyjni Żydzi protestujący przeciwko przywróceniu kwarantanny w zamieszkiwanych przez nich dzielnicach. Według dziennika „Jediot Achronot” protestujący obrzucili policjantów jajkami, nazywając ich nazistami i antysemitami. Przynajmniej 10 osób zostało zatrzymanych.

Mimo początkowego sukcesu w walce z pandemią Izrael zmaga się obecnie z drugą falą zachorowań. W ciągu ostatniego tygodnia dzienna liczba nowych diagnozowanych przypadków Covid-19 wzrosła do ponad 1,2 tys. – jest to znacznie więcej niż podczas pierwszej fazy pandemii. Dotychczas wirusa wykryto u 38,7 tys. osób, z czego 362 osoby zmarły.

Według opublikowanego w niedzielę sondażu telewizji publicznej, aż 85 proc. Izraelczyków krytycznie ocenia działania państwa w związku z pandemią.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Chile: 56-letni Amerykanin strzelał do protestujących

56-letni Amerykanin żyjący w Chile, który sam określa siebie jako „największego neoliberała w całym kraju”, trafił za kratki po tym, jak otworzył ogień do protestujących. Mężczyzna tłumaczył, że „nie zrobił nic złego”. Jak podaje Reuters, w niedzielne popołudnie w regionie Valparaiso, mężczyzna oddał kilka strzałów podczas protestu, w którym brało udział około pięciu tysięcy osób. Według oświadczenia gubernatora Jorge Martineza, jedna z kul trafiła 33-letniego mężczyznę w udo. Poszkodowany trafił do szpitala.

„Największy neoliberał w całym kraju”

W nagraniu opublikowanym na YouTube Cobin przekonywał, że oddał kilka strzałów z pistoletu po tym, jak został otoczony przez grupę protestujących na nabrzeżu Reñaca, gdy jechał na strzelnicę. – Bałem się o swoje życie, gdy zostałem zaatakowany przez brutalny tłum – mówił mężczyzna. Przekonywał również, że „nie zrobił nic złego” i „na szczęście miał broń, żeby się obronić”.

Na nagraniach widać jednak, że sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Grupa protestujących stawała przed autami na światłach i zaczynała zabawę – kto zatańczy, przejedzie. Pierwszy kierowca wysiadł z auta, zatańczył i grupa się rozstąpiła. Następny w kolejce był Cobin, który przejechał zanim protestujący znów zagrodzili przejazd. Mężczyzna odjechał, zatrzymał auto i zaczął strzelać. Cobin został aresztowany i oskarżony o próbę zabójstwa.

John Cobin jest amerykańskim ekonomistą i wykładowcą, znanym z libertariańskich i konserwatywnych przekonań. Próbował zrobić polityczną karierę w USA, jednak wycofał swoją kandydaturę do amerykańskiego Kongresu z powodu zarzutów o przemoc domową. Po wyemigrowaniu do Chile, Amerykanin zrobił karierę jako polityczny komentator. Sam tytułował się „największym neoliberałem w całym kraju”. Chilijskie media nazywają go jednak „białym suprematystą”.

Jak podaje „The Washington Post” w 2012 roku pomagał kilku innym libertarianom osiedlić się w Chile, na farmie „wolnej od natarczywości i nadużyć rządu”. Grupa Anonymous twierdzi, że Cobin chciał stworzyć tam faszystowską grupę kilkuset rodzin.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wyrok 20 lat więzienia dla Muhammada Mursiego podtrzymany

Egipski sąd apelacyjny podtrzymał karę 20 lat więzienia dla obalonego prezydenta Muhammada Mursiego – podała agencja informacyjna Associated Press. Mursi został skazany za wydanie rozkazu torturowania i aresztowania protestujących pod pałacem prezydenckim w 2012 r.

Dzisiejszy wyrok sądu apelacyjnego to pierwszy prawomocny wyrok, jaki zapadł w sprawie byłego prezydenta Egiptu Muhammada Mursiego. Mursi został też skazany na śmierć za zorganizowanie ucieczki z więzienia Waqdi al-Natrun w 2011 r., podczas której zginął jeden oficer policji, oraz na dożywocie za zdradę stanu i szpiegostwo. Te wyroki nie są jednak prawomocne.

Wyrok ws. nakazu torturowania i aresztowania protestujących zapadł w kwietniu 2015 r. Mursi i 14 wysokiej rangi członków Bractwa Muzułmańskiego zostało uznanych za winnych wydania rozkazu torturowania i zamykania demonstrantów protestujących pod pałacem prezydenckim w grudniu 2012 r. Ogłoszenie wyroku transmitowała telewizja państwowa.

Wybrany w pierwszych demokratycznych wyborach po obaleniu dyktatury Hosniego Mubaraka Mursi rządził zaledwie rok. Latem 2013 r., po serii protestów przeciwko rządom islamistów, armia odebrała mu władzę. Wojskowi rządzili rok, zanim w kraju zorganizowano kolejne wybory prezydenckie, w których zwyciężył namaszczony przez generałów Abd al-Fatah as-Sisi.
Mursi skazany na 20 lat więzienia, dożywocie i śmierć

20 lat więzienia to najłagodniejszy wyrok, jaki dostała obalony prezydent. W maju 2015 r. Mursi został skazany na śmierć w związku z masową ucieczką z więzienia Waqdi an-Natrun w 2011 r. Miało to miejsce podczas rewolucji, która obaliła ówczesnego prezydenta Hosniego Mubaraka. Z więzienia uciekło wówczas około 20 tys. osadzonych, w tym Mursi. Zginął wówczas również jeden oficer policji. Według sądu ucieczkę Mursiego zorganizował sam były prezydent i piętnastu członków Bractwa Muzułmańskiego.

Z kolei w czerwcu 2016 r. Mursi został skazany na dożywocie za zdradę stanu i szpiegostwo. Sąd uznał, że obalony prezydent spiskował razem z palestyńskim Hamasem, libańskim Hezbollahem i irańską Gwardią Rewolucyjną. Mursi miał też narazić bezpieczeństwo narodowe Egiptu przez ujawnianie tajemnic państwowych Katarowi za pośrednictwem telewizji Al-Dżazira.

Katar był jednym z głównych sojuszników Mursiego i potępił obalenie go przez wojsko i obecnego prezydenta Abd al-Fataha as-Sisiego. Katar wielokrotnie potępiał represje reżimu Sisiego na zwolennikach Mursiego, głównie za pośrednictwem telewizji Al-Dżazira. Kair zarzucał telewizji, że jej relacje sprzyjają islamistycznym ugrupowaniom.
Amnesty International: „Parodia sprawiedliwości” w Egipcie

Obecne władze Egiptu są oskarżane o wykorzystywanie sądownictwa do represjonowania przeciwników politycznych. W rezultacie zbiorowych procesów, krytykowanych przez społeczność międzynarodową, na śmierć skazano setki zwolenników Mursiego, a około 15 tysięcy osób trafiło do więzień. Pod koniec 2013 r. nowe władze Egiptu uznały Bractwo Muzułmańskie za ugrupowanie terrorystyczne.

Po ogłoszeniu wyroku śmierci na Mursiego w 2015 r. organizacja Amnesty International oznajmiła, że Muhammad Mursi powinien zostać jeszcze raz sądzony przez sąd cywilny lub uwolniony. Ta organizacja broniąca praw człowieka nazwała orzeczenie „parodią sprawiedliwości”, co „rozwiewa ostatki złudzeń co do niezależności i bezstronności systemu prawa karnego w Egipcie”.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

USA: dżihadyści solidaryzują się z demonstrantami

W Stanach Zjednoczonych trwają protesty po decyzji ławy przysięgłych o niepostawieniu w stan oskarżenia białego policjanta, który w sierpniu zastrzelił czarnego nastolatka. Z amerykańskimi demonstrantami solidaryzują się… dżihadyści z Państwa Islamskiego. „Widać, że amerykański rząd nie ma poszanowania dla własnych obywateli, tak jak dla innych mieszkańców świata” – napisał na Twitterze zadeklarowany islamista Abu Dujana. „Mieszkańcy Ferguson, jak długo będziecie to tolerować? Zabijają was w waszym domu i szlachtują tysiące ludzi na całym świecie” – dodał Abu Dujana.

Przy okazji innego wpisu opublikował zdjęcie noża myśliwskiego, które podpisał w następujący sposób. „Jak długo będziecie zezwalać na rządowe opresje? Chwyćcie za swoje noże i pokażcie im waszą odpowiedź” – zaapelował.

Brytyjscy dżihadyści walczący za Państwo Islamskie w Syrii i Iraku zaproponowali nawet protestującym Amerykanom militarne wsparcie, o ile ci zdecydują się przejść na islam. „Przyjmijcie islam i pokłońcie się naszemu liderowi, a wyślemy do was żołnierzy, którzy nigdy nie śpią” – proponuje Abu Hussain Al Britani. Amerykanie protestują w mieście Ferguson w stanie Missouri, a także m.in. w Bostonie, Nowym Jorku, Los Angeles, Dallas i Atlancie. Do niepokojów doszło także w Oakland, w Kalifornii, gdzie uczestnicy zamieszek niszczyli wozy policyjne i punkty usługowe w centrum miasta.

W sierpniu 18-letni Michael Brown został zastrzelony przez białego funkcjonariusza Darrena Wilsona. Policja z Ferguson utrzymuje, że chłopak zachowywał się agresywnie, świadkowie przedstawiają inną wersję wydarzeń. Według nich policjant zastrzelił nieuzbrojonego nastolatka, stojącego z rękami podniesionymi do góry.
Żródło info i foto: interia.pl

Policja wyprowadziła protestujące osoby z budynku PKW

Policja usunęła z siedziby PKW osoby, które w czwartek wieczorem wtargnęły i okupowały pomieszczenia w budynku Komisji. Funkcjonariusze działali na wniosek administratora budynku, czyli Kancelarii Prezydenta. Osoby, które nie posłuchały wezwania funkcjonariuszy do wyjścia na zewnątrz, zostały usunięte siłą. O godz. 6 studio wyborcze PKW zostało otwarte dla dziennikarzy. Uchwałę o wznowieniu prac sędziowie mają podjąć po godz. 8.

Tuż po północy policja wyprowadziła protestujących, którzy okupowali siedzibę PKW. Na miejscu było kilkunastu funkcjonariuszy, pod budynkiem na wynoszone osoby czekały policyjne busy. Zatrzymano 12 osób. Trafiły na komendę, gdzie zostaną przesłuchane. – Wobec zatrzymanych osób będą prowadzone czynności w kierunku art. 193 kodeksu karnego. Chodzi o naruszenie miru domowego. Kolejne osiem osób dostało wezwania do stawiennictwa w jednostkach policji na przesłuchanie w charakterze świadka – powiedziała Anna Kędzierzawska z zespołu prasowego KSP.

Policja: pilnowaliśmy bezpieczeństwa

Kędzierzawska poinformowała, że administrator budynku złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Następnie kilkukrotnie zwrócił się do protestujących o opuszczenie budynku. Po tej prośbie część osób opuściła dobrowolnie budynek, ale część pozostała. Administrator budynku poprosił więc policję o podjęcie interwencji. Policjanci jeszcze raz poprosili zgromadzonych o opuszczenie budynku, a gdy to nie poskutkowało, policjanci wyprowadzili ich siłą.

– Naszym zadaniem było zapewnienie bezpieczeństwa osób zgromadzonych i postronnych. Byliśmy tu wyłącznie po to, aby zapewnić bezpieczeństwo i aby nie doszło do naruszenia prawa – podkreśliła Kędzierzawska.

Wcześniej w związku z wtargnięciem do jej siedziby dużej grupy osób, Państwowa Komisja Wyborcza przerwała pracę. Jak napisano w komunikacie, miała ją wznowić po „usunięciu zagrożenia”, jednak sędziowie komisji muszą się spotkać i podjąć uchwałę o wznowieniu prac – ma to nastąpić po godz. 8. W czasie okupowania budynku PKW normalnie działały terytorialne komisje, które wciąż liczą głosy po niedzielnych wyborach samorządowych.
Żródło info i foto: TVP.info

Setki aresztowanych w Nowym Jorku

Ponad 700 uczestników protestu w Nowym Jorku przeciw niesprawiedliwościom systemu gospodarczego zostało aresztowanych w sobotę wieczorem na Moście Brooklyńskim przez amerykańską policję. Demonstranci zostali zatrzymani za blokowanie ruchu ulicznego i próbę zorganizowania marszu bez zezwolenia władz. Niektórzy zeszli z przejścia dla pieszych na moście łączącym Manhattan z Brooklynem i zajęli jezdnię. W proteście uczestniczyło około 1500 osób. „Nie było problemu, dopóki grupa ludzi nie oderwała się i nie zaczęła krzyczeć: „Zajmijmy most, zajmijmy most!” – relacjonował rzecznik policji Paul Browne. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Londyn wciąż niebezpieczny

Kolejne zamieszki w Londynie. Tym razem w dzielnicy Hackney. Na wieść o nich brytyjska szefowa spraw wewnętrznych przerwała urlop. Bezpośrednim powodem ich wybuchu było zatrzymanie przez policję czarnego mężczyzny i przeszukanie go. Fala rozruchów rozpoczęła się w sobotę od wiecu protestacyjnego przed posterunkiem policji w Tottenham w płn. Londynie. W większości czarni mieszkańcy dzielnicy domagali się „sprawiedliwości” dla 29-letniego Marka Duggana, śmiertelnie postrzelonego przy próbie aresztowania. Demonstracja przerodziła się w zamieszki. Rannych zostało 26 policjantów. Zatrzymano 215 osób. 25 usłyszało zarzuty. Dziś znów wybuchły. Świadkowie mówią o „bardzo napiętej” sytuacji w dzielnicy Hackney. Zamaskowani uczestnicy rozruchów rzucali w policję śmietnikami i odłamkami gruzu. Wiele osób było uzbrojonych w drewniane pałki i metalowe pręty. Włamywano się do sklepów. Do opanowania zamieszek skierowano ok. 200 policjantów oddziałów szturmowych i helikopter. Żródło info i foto: zetnews.pl