CBA zatrzymało osiem osób z mafii paliwowej

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało w kilku województwach kolejne osiem osób, które w latach 2013-18 brały udział w tzw. mafii paliwowej wyłudzającej podatki na ok. 308 mln zł w ramach tzw. karuzeli podatkowej. Wydział komunikacji społecznej Biura podał, że zatrzymani przez funkcjonariuszy łódzkiej delegatury CBA kierowali kilkoma spółkami zajmującymi się fikcyjnym obrotem olejem smarowym. Oprócz Polski spółki zarejestrowane były w Niemczech i Wielkiej Brytanii.

Do tej pory w śledztwie prowadzonym wspólnie przez kilka delegatur CBA oraz Prokuraturę Regionalną w Białymstoku zarzuty usłyszało 120 osób – podało CBA. Oprócz nowych zatrzymań postawiono zarzuty jednej osobie już przebywającej w więzieniu w związku z inną sprawą. Według śledczych od polskiej firmy kupowano olej smarowy i w ramach karuzeli podatkowej przepuszczano go przez zagraniczne spółki. Następnie sprowadzano go z powrotem do kraju bez regulowania zobowiązań podatkowych.

CBA ocenia, że uszczuplenia podatku VAT oraz podatku akcyzowego wyniosły około 308 mln zł.

Białostocka prokuratura regionalna postawiła zatrzymanym przez CBA zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy oraz narażenia na uszczuplenie i uszczuplenia należności Skarbu Państwa na tę kwotę – poinformował wydział. Czterech zatrzymanych trafiło na trzy miesiące do aresztu, a pozostałym prokurator wyznaczył wolnościowe środki zapobiegawcze – podało CBA.
Źródło info i foto: TVP.info

Komendant policji w Oławie oskarżony o jazdę pod wpływem alkoholu. Został odwołany

Jak informuje portal tuolawa.pl, nadkomisarz Paweł U. został odwołany z funkcji Komendanta Powiatowego Policji w Oławie. W nocy z soboty na niedzielę mężczyzna miał – zdaniem prokuratury – prowadzić samochód pod wpływem alkoholu. Paweł U. usłyszał już zarzuty i przyznał się do winy.

Jak informuje portal tuolawa.pl, w nocy z soboty na niedzielę Paweł U., Komendant Powiatowy Policji w Oławie (woj. dolnośląskie), miał prowadzić samochód pod wpływem alkoholu i uczestniczyć w zdarzeniu drogowym – jego pojazd miał uderzyć w barierki na poboczu drogi. Decyzję o odwołaniu U. z funkcji komendanta powiatowego podjął już Komendant Wojewódzki Policji we Wrocławiu.

„Komendant Wojewódzki już podjął decyzję o odwołaniu Pawła U. z funkcji komendanta. Prowadzone jest też postępowanie w kierunku natychmiastowego wydalenia ze służby, ponieważ jest podejrzenie jazdy w stanie nietrzeźwości, a takie zachowania, nie mogą być akceptowane w policji” – powiedział w rozmowie z portalem tuolawa.pl rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu nadkom. Kamil Rynkiewicz.

Sprawą zajęła się już także oławska prokuratura rejonowa. U. postawiono zarzut kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości i zatrzymano prawo jazdy. Policjant przyznał się do winy, jednak odmówił składania wyjaśnień. W jego samochodzie miał znajdować się także inny policjant, również będący pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Profesjonalna plantacja marihuany w domu pod Warszawą

Ponad 3200 roślin konopi oraz 6 kilogramów gotowego suszu o czarnorynkowej wartości około 3,5 miliona złotych zabezpieczyli stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością narkotykową. Była to jedna z największych domowych plantacji ujawniona w ostatnim czasie. W czasie akcji policji towarzyszyła kamera Polsat News.

Nielegalna plantacja marihuany prowadzona była na terenie powiatu piaseczyńskiego. Zlokalizowana była w budynku, w którym wcześniej mieściła się siedziba firmy. Policjanci wpadli na trop plantacji kilka tygodni temu. Rośliny były uprawiane w piwnicy i garażu. Plantacja była profesjonalna i w pełni zautomatyzowana – nawodnieniem, oświetleniem i temperaturą sterował komputer.

W budynku zabezpieczono ponad 3200 konopi. Z takiej ilości roślin można wytworzyć około 200 kilogramów marihuany. Funkcjonariusze przejęli także 6 kilogramów gotowego suszu. Szacuje się, że czarnorynkowa wartość tych narkotyków wynosi ponad 3,5 mln złotych.

Plantację prowadzili Chińczycy

W związku ze sprawą zatrzymano dwóch obywateli Chin. Jak ustalili policjanci, 61-letni mężczyzna miał opiekować się uprawą, natomiast 43-latek, przewozić gotowy susz do magazynu na terenie Warszawy, gdzie prawdopodobnie był on pakowany i wysyłany do krajów na terenie Europy. Funkcjonariusze ustalili, że w ostatnim czasie dwie paczki z nielegalnym towarem zostały wysłane do Hiszpanii.

Obaj mężczyźni zostali zatrzymani. 43- i 61-latek zostali oskarżeni o uprawę konopi oraz wytwarzanie środków odurzających. Młodszy z nich usłyszał także zarzut przerobienia paszportu Republiki Chińskiej. Obaj zostali tymczasowo aresztowani przez sąd. Może im grozić kara co najmniej 3 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Indie: Służby próbują odzyskać ciało misjonarza, który zginął z rąk tubylców

Indyjska policja w ostatnich dniach prowadziła dokładne obserwacje wyspy Sentinel Północny. To tam przez lokalne plemię został zamordowany 26-letni podróżnik i misjonarz, John Allen Chau. Służby chcą odzyskać ciało mężczyzny.

W ostatnich dniach indyjska policja prowadziła dokładne obserwacje wyspy Sentinel Północny w Zatoce Bengalskiej. Mieszkający tam Sentinelczycy zakopali ciało 26-letniego amerykańskiego podróżnika i chrześcijańskiego misjonarza Johna Allena Chau. Mężczyzna został zamordowany przez tubylców najprawdopodobniej strzałem z łuku w połowie listopada. Odwiedził wyspę, bo chciał tam szerzyć wiarę.

Służby zastanawiają się teraz, jak odzyskać ciało Amerykanina. W obserwacji Sentinelu Północnego pomagają dwaj rybacy, należący do grupy siedmiu osób zatrzymanych za umożliwienie 26-latkowi dotarcia na wyspę. Policja poprosiła również ekspertów – antropologów – o szczegółowe informacje dotyczące zachowań i zwyczajów Sentinelczyków.

Tubylcy z Sentinelu Północnego

Służby i urzędnicy zwykle nie udają się na tę wyspę. Mieszkający tam ludzie – najprawdopodobniej w liczbie nie większej niż kilkaset osób – żyją podobnie jak ich przodkowie tysiące lat temu. Na wszelkie próby zbliżenia się do wyspy i nawiązania kontaktu tubylcy reagują agresją.

Sentinelczycy strzelali już z łuków nie tylko do zbyt blisko nadpływających rybaków, ale także do helikopterów. Z rąk Sentinelczyków zginęło m.in. w 2006 r. dwóch kłusowników, którzy zapuścili się na wyspę. Ich ciał nigdy nie udało się zabrać na stały ląd.

„Nie miał nic oprócz miłości”

John Chau był – jak mówią o nim przyjaciele – odważny i zaangażowany. Pracował jako misjonarz w różnych zakątkach świata. Syn chińskiego uchodźcy z czasów rewolucji kulturalnej chętnie angażował się w programy edukacyjne, w tym piłkarskie, skierowane do dzieci znajdujących się w trudnej sytuacji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Albańczycy skazani za handel ludzkimi organami

Sąd w Prisztinie skazał dwóch kosowskich Albańczyków za pobieranie na handel ludzkich organów. Urolog Lutfi Dervishi dostał wyrok siedmiu i pół roku więzienia, karę grzywny w wysokości 8 tys. euro oraz zakaz wykonywania zawodu przez dwa lata po odbyciu kary. Anestezjolog Sokol Hajdini został skazany na rok więzienia.

Według międzynarodowych prokuratorów z sądu w Prisztinie, Dervishi wraz z synem prowadził klinikę Medicus, w której przeprowadzili w 2008 roku co najmniej 23 operacje przeszczepienia nerki. Ich klienci, w tym wielu z Izraela, za nową nerkę płacili 80-100 tys. euro.

Dawcom organów z Rosji, Białorusi, Kazachstanu, Rumunii, Izraela i Turcji oferowano około 10 tys. euro. Prokuratorzy udowodnili w procesie, że wszyscy dawcy byli ludźmi żyjącymi w biedzie i po operacji następowało u nich pogorszenie stanu zdrowia.
Źródło info i foto: TVP.info

Arabia Saudyjska: Aresztowano kilka odważnych kobiet. „Nie chcieli, by ogłosiły sukces”

Od czerwca Saudyjki będą mogły prowadzić samochód. To zasługa wielu aktywistek, które od lat walczyły o zmianę przepisów. Sukces ma jednak drugą stronę medalu – władzom nie podoba się, że ma on przypaść w udziale komuś innemu niż oni sami – donoszą światowe media.

Agencja Reuters podała, że władze Arabii Saudyjskiej w zeszłym tygodniu aresztowały przynajmniej pięć osób, głównie kobiety, które w przeszłości agitowały na rzecz zniesienia zakazu. Zdaniem BBC, chodzi o siedem osób, w tym dwóch mężczyzn. Wszyscy zostali zatrzymani 15 maja.

Walka o prawa kobiet w Arabii Saudyjskiej

Wśród zatrzymanych są m.in. Loujain Al-Hathlool i Eman Al-Nafjan – obie publicznie sprzeciwiały się zakazowi prowadzenia samochodów przez kobiety. Ponadto obie, jak podaje Human Rights Watch, podpisały petycję sprzeciwiającą się systemowi „opieki” mężczyzn nad kobietami.

Publiczna telewizja poinformowała, że zostały aresztowane za „kontakty z zagranicznymi siłami”.

Zmiana prawa, która wejdzie w życie w czerwcu, ma być jednym z dowodów na postępowość ultrakonserwatywnego kraju pod rządami księcia Mohameda bin Salmana, następcy saudyjskiego tronu. Jednak jak opisuje Reuters, postęp jest osiągany równolegle z coraz gorszym traktowaniem przeciwników i krytyków.

W rozmowie z Reutersem jeden z obrońców praw człowieka, proszący o anonimowość w obawie przed represjami twierdzi, że aresztowania są ściśle powiązane ze zniesieniem zakazu prowadzenia samochodów i kobietami, które do tej zmiany doprowadziły.

– Zatrzymali je, ponieważ nie chcieli, aby publicznie ogłosiły sukces – stwierdził.

Władze Arabii Saudyjskiej milczą w tej sprawie, nie odniosły się do doniesień, mimo że wiadomość obiegła już świat.

Kobiety będą mogły prowadzić samochody od 24 czerwca. W ramach przygotowań władze uruchomiły szkoły nauki jazdy dla kobiet, a w policji zatrudniono kobiety do pracy w drogówce.

Reuters przypomina, że w zeszłym roku ponad 20 działaczek na rzecz zniesienia zakazu prowadzenia samochodów otrzymało od władz telefoniczny nakaz milczenia na temat zmiany prawa. Poinstruowano je, by nie udzielały komentarza w tej sprawie.

Jak donosi Reuters, wśród aresztowanych kobiet są te, które głośno mówiły o zakazie, jednak zdaniem dziennikarzy agencji nie jest jasne, czy właśnie ten fakt był powodem zatrzymań.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prokuratura z Łodzi zbada nieprawidłowości w postępowaniu przeciwko Tomaszowi Komendzie

Prokuratura Okręgowa w Łodzi będzie prowadzić śledztwo ws. nieprawidłowości w postępowaniu przeciwko Tomaszowi Komendzie – poinformował jej rzecznik Krzysztof Kopania. Komenda został skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki. Po 18 latach wyszedł z więzienia, bo według śledczych nie popełnił tej zbrodni.

Śledztwo w sprawie skazania Komendy polecił wszcząć minister sprawiedliwości-prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Prokuratura Okręgowa została wyznaczona do przeprowadzenia śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych prowadzących postępowanie, dotyczące zabójstwa i zgwałcenia małoletniej, do którego doszło 31 grudnia 1996 roku, a które zakończone zostało bezzasadnym skierowaniem aktu oskarżenia przeciwko mężczyźnie.

Przede wszystkim będziemy ustalać, czy nie dochodziło do tworzenia fałszywych dowodów, które ukierunkowywałyby postępowanie przeciwko osobie niewinnej, bądź zatajania dowodów niewinności. Sprawa będzie badana także pod kątem ewentualnego poplecznictwa i bezprawnego pozbawienia mężczyzny wolności – powiedział Kopania. Dodał, że w pierwszej kolejności prokuratorzy będą się zapoznawać z materiałem dowodowym, który zawiera się w 50 tomach. Następnie przystąpią do realizacji własnych czynności.

Tomasz Komenda został w 2004 roku prawomocnie skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki. Odsiadywał wyrok w Zakładzie Karnym w Strzelinie.

Z prośbą o ponowne zajęcie się sprawą do ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry zwrócili się w zeszłym roku rodzice Małgorzaty K. Śledztwo zostało wznowione w 2017 r. W czerwcu ubiegłego roku prokuratura poinformowała, że w sprawie zbrodni zatrzymano Ireneusza M. Prokurator przedstawił mu zarzut popełnienia przestępstwa zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwa piętnastoletniej Małgorzaty K.

W czwartek sąd penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolnił Tomasza Komendę z odbywania kary 25 lat więzienia.

„Odszkodowanie dla Komendy powinno być wysokie”
Zadośćuczynienie za niesłuszne skazanie na 25 lat więzienia Tomasza Komendy powinno być wysokie – powiedział PAP dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej we Wrocławiu adw. Andrzej Grabiński. Temu człowiekowi złamano życie i tego nie będą w stanie naprawić żadne pieniądze – dodał.

Grabiński w rozmowie podkreślił, że Tomasz Komenda będzie mógł strać się o zadośćuczynienie dopiero po prawomocnym uniewinnieniu. Ta procedura może trwać wiele miesięcy – dodał mecenas.

Zdaniem dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej we Wrocławiu zadośćuczynienie dla Tomasza Komendy powinno być wysokie. Uważam, że należałoby orzec kwotę kilku milionów złotych. Do tej pory – o ile dobrze pamiętam – w historii polskiego wymiaru sprawiedliwościowi najwyższe zadośćuczynienie za niesłuszne pozbawienie wolności wyniosło 2,8 mln zł – powiedział mecenas.

Jak podkreślił Grabiński, trzeba mieć przy tym na uwadze, że Tomaszowi Komendzie „złamano życie”. Nie miał on życia osobistego, możliwości kształcenia i zdobycia zawodu, takiego jak w warunkach wolnościowych. Prawdopodobnie nie wykonywał on pracy, a jeśli tak, to była ona w realiach pozbawienia wolności – niskopłatna. Będzie miało to wpływ na wysokość przyszłej emerytury. Do tego dochodzi trauma systemu penitencjarnego, czego nie da się przeliczyć na pieniądze – wyliczał.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Tragiczny wypadek w Świdniku. Zatrzymani przyznali, że to oni prowadzili auto

Dwaj zatrzymani w niedzielę w tej sprawie mężczyźni przyznali się do tego, że jechali samochodem, który śmiertelnie potrącił trzyosobową rodzinę – informuje RMF FM. W sobotę późnym wieczorem służby ratunkowe otrzymały informację, że na poboczu drogi w Świdniku leży człowiek, który prawdopodobnie został potrącony przez samochód. Kiedy ratownicy dotarli na miejsce, okazało się że w rowie leżą trzy osoby – wszystkie martwe. Z ustaleń policji wynika, że ofiary to małżeństwo i ich 10-letnie dziecko.

Wiele wskazywało na to, że rodzina została potrącona przez samochód, a sprawca zbiegł z miejsca wypadku.

W wyniku policyjnych poszukiwań udało się odnaleźć i zatrzymać dwóch mężczyzn. Na posesji, w zamkniętym garażu policjanci znaleźli samochód, który zakryty był folią. Okazało się, że posiada poważne uszkodzenia, które mogą świadczyć o tym, że brał udział w wypadku. 17- i 21-latek przyznali, że to oni prowadzili auto, które śmiertelnie potrąciło trzyosobową rodzinę. Podczas składania zeznać mieli powiedzieć, że wieczorem, kiedy doszło do wypadku, pili alkohol. Mężczyźni prawdopodobnie jeszcze dziś usłyszą zarzuty.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Nowe posiedzenie komisji weryfikacyjnej ws. reprywatyzacji. Ślady prowadzą do Francji

Trwa kolejne posiedzenie komisji weryfikacyjnej. Tym razem komisja bada kamienicę przy ul. Marszałkowskiej 43 w Warszawie. Nieruchomość oddano prywatnej osobie wraz z lokatorami. Posiedzenie jest niejawne.

Kamienicę zreprywatyzowano w 2010 roku. Jakub R., były wicedyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami w urzędzie miasta podpisał wtedy decyzję o nakazie zwrotu kamienicy. Nowe właścicielki po krótkim czasie sprzedały nieruchomość bratu Jakuba R. – Adamowi.

– Są dowody na to, że w zamian za zwrot tej nieruchomości jeden z urzędników dostał gratyfikację w postaci dwóch i pół miliona złotych. Gratyfikację w postaci udziałów w innej nieruchomości – mówił dla Polskiego Radia Paweł Lisiecki, poseł PiS, a także członek komisji weryfikacyjnej.

Podczas rozprawy, która odbyła się 6 września, zeznania złożyli: Krystyna Wrońska, Adam Rudnicki oraz Alina Domańska. Za zamkniętymi drzwiami na pytania komisji odpowiadała mecenas Iwona Gerwin. Na świadków powołano również rzekome spadkobierczynie nieruchomości mieszkające we Francji, które o posiadaniu spadku dowiedziały się dopiero z testamentu w 2007 r. Jednak jak twierdzi Krystyna Wrońska, mieszkanka kamienicy, dane pełnomocników spadkobierczyn były znane już w 2004 r.

Posiedzenie komisji rozpoczęło się o godz. 10.
Źródło info i foto: wawalove.pl

Domowy narkobiznes w Toruniu

Narkotykowy domowy biznes prowadziła w Toruniu 58-letnia kobieta wraz z 34-letnim siostrzeńcem. Najwyraźniej szedł dobrze, przynajmniej do czasu, gdy w mieszkaniu pojawili się policjanci. Interes kwitł na Bydgoskim Przedmieściu. 58-letnią kobietą zainteresowali się kryminalni z Komisariatu Policji Toruń Śródmieście.

W trakcie przeszukania jej mieszkania znaleźli kilkanaście zwitków foliowych z białą substancją. W sumie zabezpieczyli blisko 19 gramów narkotyków i wagę elektroniczną. Jak się później okazało, była to amfetamina.

Gdy funkcjonariusze przeszukiwali mieszkanie, przyszedł klient, który nie ukrywał, że chciał kupić narkotyki. Dzięki temu policjanci zyskali dowód, że kobieta nie tylko posiada niedozwolone substancje.

Policjanci ustalili, że pomagał jej 34-letni siostrzeniec. Oboje zostali zatrzymani. Kobieta usłyszała zarzuty posiadania narkotyków i ich udzielania, za co grozi do 10 lat więzienia. Siostrzeniec odpowie za wprowadzanie do obrotu znacznej ilości substancji psychotropowych, za co może trafić nawet na 12 lat za kraty.

Oboje mają policyjny dozór i do czasu zakończenia postępowania będą musieli zgłaszać się trzy razy w tygodniu do komisariatu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl