Nożownik zaatakował w przedszkolu w Chinach. Nie żyje dwoje dzieci

Dwoje dzieci nie żyje, a kolejnych 16 zostało rannych w wyniku ataku nożownika w przedszkolu w mieście Beiliu w prowincji Guangxi na południowym zachodzie Chin. Do ataku doszło w środę, około godziny 14 czasu lokalnego. Uzbrojony w nóż mężczyzna wtargnął do prywatnego przedszkola i zaatakował dzieci podczas popołudniowej drzemki. Obrażenia odniosło także dwóch nauczycieli – przekazała chińska agencja Xinhua.

Media: napastnik rozwodzi się z żoną

24-letni mężczyzna został aresztowany przez policję. Motyw jego działania nie jest jasny. Media w Hongkongu podały, że nożownik jest w trakcie rozwodu, a jego żona pracowała w placówce, gdzie zaatakował dzieci. Policja nie wyklucza, że napastnik cierpi na zaburzenia psychiczne.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Lubartów: 80-latek odebrał z przedszkola nie swojego wnuka. Chłopca szukało 50 funkcjonariuszy policji

80-letni mężczyzna odebrał z przedszkola w Lubartowie czteroletniego chłopca myśląc, że to jego wnuk. „Zaginionego” dziecka szukało około 50 policjantów. W piątek 6 marca ponad 50 funkcjonariuszy policji oraz pies tropiący szukali 4-letniego chłopca z Lubartowa. Służby otrzymały jedynie informacje, że dziecko wyszło z przedszkola w towarzystwie starszego mężczyzny.

– Mój ojciec odebrał z tego samego przedszkola starszego wnuka, po czym poszedł do sali obok po młodszego. Dziecka jednak nie było a przedszkolanka powiedziała, że dziadek już go odebrał – opowiadała matka czterolatka.

Jak się okazało, chłopca trafił pod opiekę 80-letniego dziadka kolegi, który w pierwszej chwili nie zorientował się, że odebrał z przedszkola nie swojego wnuka. Zabrał chłopca do domu, dał mu zupę i włączył bajkę. Uświadomił sobie, że doszło do pomyłki, gdy do jego mieszkania zapukali policjanci.

Chłopcy mają podobne imiona i kurtki

– Chłopcy mają podobnie brzmiące imiona, chodzą w takich samych kurtkach i mają czapki takiego samego koloru. Przedszkolanka dobrze znała osobę, której powierzyła dziecko. Nie skojarzyła tylko w pierwszym momencie, że dziadek odbiera nie to dziecko. W naszej placówce nigdy wcześniej nie doszło do takiej sytuacji – podkreśliła Iwona Kożuchowska, dyrektorka Przedszkola Miejskiego nr 4 w Lubartowie.

– Chłopcy mieli obiecane, że któregoś dnia odbierze ich z przedszkola właśnie dziadek kolegi mojego syna i że pobawią się w domu tegoż dziadka. Mój syn uznał, że właśnie jest ten dzień. Tylko dlatego poszedł z tym panem, poza tym bardzo dobrze go znał – dodała matka czterolatka.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Molestowanie seksualne dzieci w przedszkolu pod Łodzią? Minister Wójcik zlecił analizę

Minister Michał Wójcik odniósł się do doniesień mediów dotyczących molestowania dzieci w jednym z prywatnych przedszkoli pod Łodzią. O sprawie jako pierwsza poinformowała „Uwaga” TVN, przytaczając m.in. zeznania rodziców dzieci, które były podopiecznymi placówki. – Ten reportaż jest wstrząsający. Zleciłem analizę dotyczącą statusu punktów przedszkolnych w Polsce – powiedział Wójcik.

Minister Michał Wójcik w rozmowie z Onetem zareagował na serię tekstów i reportaż „Uwagi” TVN, w którym dziennikarze ujawnili, że w jednym z mieszczących się pod Łodzią prywatnych punktów przedszkolnych mogło dochodzić do gwałtów i molestowania seksualnego dzieci. W sądzie dla nieletnich toczy się obecnie proces w tej sprawie przeciwko 16-letniemu synowi dyrektorki, który – jak wynika z zeznań pokrzywdzonych dzieci – miał być sprawcą molestowania, pokazywać im filmy pornograficzne i zwabiać do jednego z pokoi pod pretekstem m.in. pogrania na konsoli.

Jak ujawniono w materiale „Uwagi”, w budynku przedszkola było przejście między częścią „oficjalną”, w której przebywały dzieci, a częścią prywatną. – Wewnętrznym przejściem między punktem przedszkolnym a posesją prywatną dzieci miały być zabierane na górę do pokoju 16-latka, który jest synem pani dyrektor – mówił w rozmowie z TVN detektyw Dariusz Korganowski zaangażowany w badanie sprawy.

Molestowanie w przedszkolu? Minister Wójcik: Wstrząsający reportaż

Sprawa ma swój początek w czerwcu zeszłego roku – wówczas sześcioletni Igor, podopieczny przedszkola, w rozmowie z rodzicami przyznał, że był krzywdzony przez syna dyrektorki przedszkola (zdaniem biegłych jego zeznania są wiarygodne). Z czasem okazało się, że pokrzywdzonych dzieci najprawdopodobniej może być więcej. Onet opublikował 15 lutego rozmowę z mamą 4-letniego Kacpra, również podopiecznego przedszkola. – Na obecnym etapie wiemy, że syn dyrektorki mógł puszczać dzieciom filmy pornograficzne, masturbować się przy nich i molestować je. To mogło spotkać także mojego syna. Poza nim i Igorem o molestowaniu w trakcie przesłuchań przed sądem opowiedziała jeszcze dwójka innych dzieci – powiedziała w rozmowie z portalem.

Mama sześciolatka, który jako pierwszy opowiedział o sprawie, w rozmowie z „Uwagą” TVN powiedziała: – Wybierał dzieci i brał je do góry. Oglądali filmy pornograficzne, później odwzorowywali to u niego w łóżku, bądź w sypialni rodziców. Dodała także, że wraz z mężem skonfrontowała sprawę z 16-letnim synem dyrektorki – ten miał powiedzieć, że „już nie będzie, żeby nie mówić jego mamie” i stwierdzić „przepraszam, nie będę już tak robił”. Natomiast matka 16-latka i dyrektorka przedszkola zaprzecza, jakoby w placówce dochodziło do molestowania.

Postępowanie do niedawna toczyło się także w prokuraturze – dotyczyło niedopełnienia obowiązków przez dyrektora oraz opiekunów przedszkola – śledczy umorzyli je jednak, bo – jak wskazano w uzasadnieniu – dyrektorka i pracujący w prywatnym przedszkolu opiekunowie „nie są funkcjonariuszami publicznymi, którzy podlegają pod przepisy dotyczące przekroczenia uprawnień.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Barwice: Dyrektorka przedszkola znęcała się nad dziećmi. Usłyszała trzy zarzuty

Dyrektorka i właścicielka przedszkola w Barwicach w województwie zachodniopomorskim usłyszała trzy zarzuty, w tym naruszenia nietykalności trzyletniego dziecka poprzez związanie mu rąk taśmą klejącą. Kobieta częściowo przyznała się do zarzucanych jej czynów. Nagranie ze zdarzenia zostało zarejestrowane przez kamerę monitoringu, ale – według ustaleń śledczych – zostało ono zniszczone. W sprawie został zatrzymany również mąż kobiety.

Dyrektorka i właścicielka niepublicznego przedszkola w Barwicach Katarzyna H. miała raz związać ręce taśmą klejącą trzyletniemu podopiecznemu.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski przekazał, że z zeznań, które złożyła, wynika, że „zrobiła to w tym celu, by uświadomić chłopcu, że się źle zachowuje wobec innych dzieci”. – On agresywnie się do nich odnosił, szczypał, gryzł. To miał być środek, który uzmysłowi mu, że tak nie należy się zachowywać – wyjaśnił prok. Gąsiorowski.

Śledczy: zapis z monitoringu zniknął

O zdarzeniu zawiadomiła policję matka dziecka, którą dyrektorka miała zwodzić w sprawie udostępnienia nagrania z monitoringu przedszkola, na którym widoczne miało być zachowanie chłopca i dyrektorki. Prokurator Gąsiorowski powiedział, że według ustaleń, „zapis z monitoringu został wyniesiony z przedszkola, wyrzucony”.

Do sprawy zatrzymano dyrektorkę, Katarzynę H. i jej męża. We wtorek zostali przesłuchani w Prokuraturze Rejonowej w Szczecinku i przedstawiono im zarzuty.

Kobieta usłyszała trzy zarzuty. – Pierwszy to naruszenie nietykalności przedszkolaka poprzez związanie mu rąk taśmą klejącą. Zarzut drugi, to nakłonienie dwóch osób pracujących w przedszkolu do składania fałszywych zeznań, kiedy sprawą zainteresowała się policja. Trzeci zarzut, to złożenie fałszywych zeznań, mimo prawa do odmowy ich składania – wymienił prok. Gąsiorowski.

Katarzyna H. przyznała się do pierwszego i trzeciego zarzutu. Za pierwszy czyn grozi jej kara do roku pozbawienia wolności, za drugi – do 8 lat, a za trzeci – do 5 lat. Mąż dyrektorki jest podejrzany o złożenie fałszywego zeznania. Najprawdopodobniej prokurator nie będzie składał wniosku o areszt dla żadnej z podejrzanych osób.

W przedszkolu w Barwicach jest prowadzona kontrola przez pracowników kuratorium oświaty. Na co dzień uczestniczy tam w zajęciach około 40 dzieci.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wrocław: Ruszył proces zwyrodniałych opiekunek z przedszkola. Wiązały maluchy i kazały im jeść wymiociny

Przedszkolanki grozy 8 lat temu stworzyły we Wrocławiu istny obóz tortur. Krępowały maluszki pieluchami, a nawet wpychały im do buzi wymiociny. Ale za kratki nie trafią! Sąd apelacyjny podtrzymał szokująco niskie wyroki – po 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat.

Zaczarowana Kraina Puchatka we Wrocławiu była prywatnym przedszkolem i żłobkiem, w którym dzieci miały mieć zapewnioną lepszą opiekę niż w placówce publicznej. W rzeczywistości za zamkniętymi drzwiami rozgrywał się horror. Siostry Sylwia Ł. (41 l.) i Magdalena Ł. (37 l.) wiązały dzieciaczki, straszyły upiornymi maskami, chowały przed nimi smoczki i domowe zabawki.

Jakby tego było mało, bestie w okrutny sposób zmuszały dzieci do jedzenia. Przytrzymywały im rączki, zatykały nos i siłą wpychały do ust posiłki. Jeśli dziecko coś wypluło lub zwymiotowało, musiało to ponownie zjeść.

Dręczycielki stosowały też inne wymyślne tortury – kładły maluchy do łóżeczek na gołe deski, przywiązywały do krzeseł, polewały prysznicem i wkładały im kilka par majtek zamiast pieluchy.

Placówka została zamknięta w październiku 2012 r., gdy makabryczny proceder sióstr nagrały inne pracownice. Sąd pierwszej instancji uznał siostry za winne znęcania się nad dziećmi, ale wymierzył im łagodną karę – po 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat. Kobiety dostały też 10-letni zakaz sprawowania opieki nad dziećmi.

Wczoraj sąd apelacyjny podtrzymał ten wyrok. Jak go uzasadnił? – Kara na pewno nie jest rażąco niewspółmierna do czynu. Oskarżone dotychczas nie były karane. Sąd uznał, że brakuje podstaw do bezwzględnego pozbawienia wolności – powiedział sędzia Marek Poteralski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Chiny: Atak nożownika w przedszkolu. 39 osób rannych

Co najmniej 39 osób, w większości dzieci, zostało rannych w czwartek w wyniku ataku nożownika w przedszkolu w południowych Chinach – poinformowały lokalne media. Motyw sprawcy, ochroniarza przedszkola, pozostaje nieznany. Władze powiatu Cangwu w prowincji Guangxi przekazały, że 37 podopiecznych przedszkola i dwoje dorosłych odniosło różnego rodzaju obrażenia.

Chińskie media państwowe zidentyfikowały napastnika jako ochroniarza o nazwisku Li. Podejrzany został ujęty, a w sprawie wszczęto śledztwo – podały media.

Chińska telewizja państwowa CCTV poinformowała z kolei, że w ataku rannych zostało 40 osób, w tym trzy ciężko – dyrektor szkoły, inny ochroniarz i uczeń. Agencja AP, która powołuje się na CCTV, nie precyzuje, czy do ataku doszło w przedszkolu, czy np. w zespole szkolno-przedszkolnym. Brutalne przestępstwa są w Chinach rzadsze niż w wielu innych krajach świata, m.in. z powodu ścisłej kontroli broni palnej i środków bezpieczeństwa stosowanych szczególnie w dużych miastach. W ostatnich latach krajem wstrząsnęła jednak seria tragicznych w skutkach ataków z użyciem noży i siekier, których ofiarami często padały dzieci.

W połowie listopada ub.r. 51 dzieci i troje wychowawców przedszkola w prowincji Junnan na południowym zachodzie Chin odniosło obrażenia w wyniku ataku z użyciem żrącej substancji. W październiku 2018 r. kobieta zraniła nożem 14 dzieci w przedszkolu w mieście wydzielonym Chongqing w środkowych Chinach.

Prawie 20 dzieci zginęło w szkolnych atakach w 2010 roku, co skłoniło kierownictwo wielu szkół do wprowadzenia dodatkowych zabezpieczeń, jak bramy czy ochroniarze.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Chiny: Zaatakował dzieci żrącą substancją. Kilkadziesiąt przedszkolaków rannych

51 dzieci zostało poparzonych żrącą substancją przez napastnika w przedszkolu w południowo-zachodnich Chinach. Mężczyzna – według relacji chińskich mediów – chciał „zemsty na społeczeństwie”.

Do ataku w mieście Junnan doszło w poniedziałek po południu. Mężczyzna przedostał się na teren placówki i zaatakował dzieci z użyciem wodorotlenku sodu. Jak podaje rp.pl, powołując się na państwową agencję informacyjną Xinhua, obrażenia odniosły 54 osoby – w tym 51 dzieci i troje nauczycieli.

Napastnikiem okazał się 23-latek. Mężczyzna zbiegł, zatrzymano go pół godziny później. Według chińskiej agencji prasowej dwie osoby mają poważne obrażenia.
Źródło info i foto: TVP.info

Warszawa: 38-latek strzelał z kuszy w kierunku przedszkola. Został zatrzymany

​Policjanci zatrzymali 38-latka, który strzelał z kuszy. Bełty lądowały głównie na placu zabaw pobliskiego przedszkola. Jacek P. usłyszał zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – poinformowała nadkomisarz Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII.

Policjanci zostali wezwani do jednego z przedszkoli. Jego dyrektorka wskazała, że na podwórku, na którym bawią się dzieci są bełty prawdopodobnie od kuszy. Funkcjonariusze przeprowadzili rozmowę ze zgłaszającą i jedną z mam, która znajdowała takie przedmioty wcześniej – mówi nadkom. Joanna Węgrzyniak.

Patrolowcy szybko wytypowali mieszkanie, z którego prawdopodobnie były oddawane strzały. Niedługo potem zapukali do jego drzwi. Ponieważ właściciela nie było na miejscu poczekali na jego pojawienie się i zatrzymali go. W środku znaleźli i zabezpieczyli kuszę, cięciwy i bełty.

38-letni Jacek P. twierdził, że nie miał pojęcia o tym, że na taką broń należy posiadać pozwolenie, twierdził, że kupił ją na portalu za granicą, jednocześnie próbował zaprzeczać, by to on z niej strzelał – tłumaczy nadkom. Węgrzyniak.

Kryminalni i dochodzeniowcy przeprowadzili niezbędne czynności, a zgromadzony materiał dowodowy pozwolił na przedstawienie 38-latkowi zarzutu narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dodatkowo mężczyzna odpowie też za wykroczenie z ustawy o broni i amunicji. Decyzją sądu podejrzany został tymczasowo aresztowany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sosnowiec: Próba porwania dziewczynki z przedszkola. Nauczycielki powstrzymały napastników

Próba porwania dziecka w Sosnowcu w województwie śląskim. Informację dostaliśmy od zaniepokojonych rodziców na Czerwony Telefon Radia ZET. Do zdarzenia doszło w poniedziałek. Nieznani mężczyźni próbowali odebrać jedno z dzieci z przedszkola numer 14.

Jak relacjonowali reporterowi Radia ZET rodzice, kiedy dzieci były na spacerze, do grupy podeszło dwóch mężczyzn, którzy chcieli zabrać jedną z dziewczynek. W porę interweniowały jednak nauczycielki, które wyrwały im dziecko.

Sosnowiec – próba porwania dziecka

Według jednej z nich mężczyźni chcieli zabrać dziecko do stojącego niedaleko samochodu. Policja i dyrektor przedszkola potwierdzili, że coś takiego miało miejsce. Dzieci mają być teraz lepiej pilnowane, dostaną też pomoc psychologiczną. Dziewczynka, którą próbowano zabrać, nie była dziś na zajęciach. Sprawą zajęła się już prokuratura.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Lubawa: 26-letni pedofil wtargnął do przedszkola i zaatakował 7-letnią dziewczynkę

Tylko dzięki czujności i ogromnej sile właściciela przedszkola w Lubawie nie doszło do tragedii. W szatni zboczeniec Krzysztof C. (26 l.) zaatakował 7-letnią dziewczynkę. Wykorzystał chwilę, gdy mama dziewczynki wróciła po ubranie i zaczął ciągnąć dziecko do łazienki! Wszystko działo się po południu. Napastnik wykorzystał moment, gdy rodzice przychodzą po dzieci i też wszedł do budynku przedszkola. Zauważył, że mama 7-latki wraca do szatni po ubranie i zaczął ciągnąć dziecko do łazienki. Dziewczynka krzyknęła. Usłyszał to właściciel przedszkola – były policyjny komandos Grzegorz Kowalkowski (41 l.).

– Zbiegłem po schodach i go złapałem. Dziewczynka uciekła, ale bandyta był dalej bardzo agresywny – mówi pan Grzegorz. – Rzuciłem nim o podłogę, ale ledwo mogłem go utrzymać. Musiał być pod wpływem narkotyków, bo był bardzo silny!

Policjanci, którzy przyjechali po 40 minutach, zabrali zboczeńca. To mieszkaniec wsi pod Iławą, dobrze znany miejscowej policji. Od dwóch miesięcy krążył po Lubawie. Był zatrzymywany kilkakrotnie za kradzieże, ale to były drobne występki, za które nie ma surowych kar. Po zatrzymaniu zawsze wychodził na wolność.

– To, czego się dopuścił w przedszkolu, jest po prostu zbrodnią! – wyjaśnia Jan Wierzbicki, prokurator rejonowy z Iławy. – Został aresztowany przez sąd na dwa miesiące. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl