Roman Polański przegrał proces

Roman Polański przegrał we wtorek proces sądowy o przywrócenie go do Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, z której został usunięty w maju 2018 roku w związku z zarzutami o przestępstwo seksualne. Reżyser prawdopodobnie nie będzie odwoływał się od wyroku.

Składając w kwietniu 2019 roku pozew do sądu Polański argumentował, że przyznająca Oscary Akademia odmówiła mu należytego dochodzenia w sprawie oskarżeń i działała wbrew swojemu regulaminowi. Wcześniej reżyser bezskutecznie odwoływał się od decyzji usuwającej go z szeregów Akademii.

Sędzia Sądu Najwyższego w Los Angeles Mary H. Strobel napisała w orzeczeniu, że Polański „miał możliwość przedstawienia Akademii wszelkich dowodów, które uznał za istotne”, w tym obszernej opinii swojego adwokata i nagrań wideo.

Reżyser nie był obecny w sądzie, bo od czasu ucieczki ze Stanów Zjednoczonych jest poszukiwany listem gończym i w razie powrotu niemal na pewno zostałby skazany na wieloletnie więzienie. W czasie rozprawy reprezentowali go prawnicy – podaje Onet.

Cieszymy się, że sąd potwierdził, iż procedury Akademii wobec pana Polańskiego były uczciwe i rozsądne – stwierdziła Akademia w oświadczeniu po wtorkowym orzeczeniu sądu. Zdaniem adwokata Polańskiego Harlanda Brauna reżyser prawdopodobnie nie odwoła się od wyroku. Nie ma takiego zamiaru. On po prostu chce być traktowany uczciwie – powiedział Braun.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były szef CBA przegrał w sądzie

Wojewódzki Sąd Administracji oddalił skargę byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego dotyczącą cofnięcia mu poświadczeń bezpieczeństwa, czyli dostępu do informacji niejawnych – dowiedział się Onet; Liczyłem się z działaniami odwetowymi – powiedział portalowi Paweł Wojtunik.

Jak ustalił Onet, 19 kwietnia br. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał wyrok oddalający skargę Pawła Wojtunika na decyzję Prezesa Rady Ministrów w przedmiocie cofnięcia mu poświadczeń bezpieczeństwa osobowego. Rozstrzygnięcie sądu oznacza, że w mocy pozostają decyzje ministra koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, który w maju 2017 roku, jako organ drugiej instancji utrzymał w mocy cofnięcie dostępu do informacji niejawnych.

Wojtunik w skardze do WSA wytykał nowemu szefowi ABW Piotrowi Pogonowskiemu, który odebrał mu certyfikat, „wielokrotne złamania prawa”. Twierdził, że ustawa o ABW została bezwzględnie wykorzystana jako narzędzie w walce politycznej, służące do usunięcia ze stanowisk osób niezależnych od obecnej władzy.

„Liczyłem się z działaniami odwetowymi” – powiedział portalowi Wojtunik. Jak podkreśla, w ostatnim czasie wielokrotnie publicznie komentował skandale i patologie w funkcjonowaniu kierownictwa CBA oraz koordynatorów służb specjalnych.

Były szef CBA zapowiedział, że jego walka na wyroku WSA się nie kończy. „Po otrzymaniu orzeczenia, a jest ono nieprawomocne, wystąpię zgodnie z przysługującymi mi prawem o uzasadnienie i z całą pewnością będę składać skargę kasacyjną do NSA, w ramach której będę dalej dochodzić swoich racji” – zaznaczył Wojtunik.

Jak podkreśla Onet, cała historia zaczęła się w listopadzie 2015 roku, kiedy to Paweł Wojtunik podał się do dymisji z powodu rozpoczęcia przez ABW postępowania kontrolnego dotyczącego jego rozmowy z byłą wicepremier, minister rozwoju regionalnego Elżbietą Bieńkowską, nagranej w czerwcu 2014 r. w warszawskiej restauracji Sowa&Przyjaciele.

Po trwającym rok postępowaniu, ostatecznie cofnięto Wojtunikowi certyfikat bezpieczeństwa, uzasadniając, że „nie daje on rękojmi zachowania tajemnicy”. Były szef CBA odwołał się od tej decyzji do premier Beaty Szydło, lecz została ona podtrzymana.
Źródło info i foto: gazetaprawna.pl

Norwegia: Anders Breivik przegrał w procesie wytoczonym państwu

Warunki, w jakich karę więzienia odbywa Anders Breivik, nie są nieludzkim i poniżającym traktowaniem – orzekł w środę sąd apelacyjny w mieście Skien, zmieniając wcześniejszy wyrok, korzystny dla sprawcy ataków terrorystycznych z 22 lipca 2011 roku. W kwietniu 2016 roku sąd niższej instancji częściowo przyznał rację Breivikowi, który zarzucił państwu norweskiemu, że warunki, w jakich odbywa karę, są nieludzkim traktowaniem. Sąd uznał, że trzymanie go w izolacji od innych więźniów jest sprzeczne z art. 3 europejskiej konwencji praw człowieka, który stanowi, że „nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu”.

Sąd odrzucił natomiast skargę Breivika na brak poszanowania jego życia prywatnego poprzez kontrolę korespondencji przez służby więzienne.

Od wyroku odwołały się obie strony. Rząd Norwegii argumentował, że Breivik jest traktowany humanitarnie, a odseparowanie go od innych więźniów jest podyktowane względami bezpieczeństwa. Według państwa norweskiego istnieje obawa kontaktu Breivika z innymi osobami o skrajnych poglądach. Dowodzono, że skazany ma w więzieniu dostęp do gier wideo, może oglądać telewizję oraz ma zapewnione ćwiczenia fizyczne.

Breivik skarżył się nie tylko na izolację i kontrolę jego korespondencji. Narzekał też m.in. na jakość więziennego jedzenia i na to, że musi się posługiwać plastikowymi sztućcami. Przed sądem wyższej instancji domagał się zgody na przyjmowanie gości. Argumentował to chęcią założenia rodziny.

W opublikowanym w środę 55-stronicowym wyroku sąd apelacyjny podkreślił, że „rygorystyczne środki są konieczne ze względów bezpieczeństwa”. Za właściwe wskazano odizolowanie skazanego od innych więźniów. „Ogólny stan zdrowia (psychicznego) i zachowanie skazanego nie zmieniły się znacząco od chwili rozpoczęcia odbywania kary” – napisano w wyroku.

Koszty procesu mają pokryć obie strony – zarówno Breivik, jak i państwo norweskie.

Na razie nie wiadomo, czy Breivik zaskarży wyrok do sądu wyższej instancji. – Jesteśmy na to gotowi, ale najpierw chcemy dokładnie przeczytać treść wyroku – przekazał jego adwokat Oystein Storrvik. Po wyroku sądu pierwszej instancji norweskie państwo nieznacznie złagodziło zastosowane wobec Breivika środki izolacji, np. ze swoim adwokatem mógł rozmawiać przez kratę zamiast przez szybę.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zbigniew Stonoga skazany na rok bezwzględnego więzienia

Uprawomocnił się wyrok skazujący Zbigniewa Stonogę na rok bezwzględnego więzienia bez możliwości zawieszenia kary. Jak opisuje „Polityka”, chodzi o sprawę oszustwa przy sprzedaży lexusa o wartości 50 tys. zł. Stonoga został skazany, odwołał się, ale teraz przegrał. Na Facebooku bardzo ostro skomentował wyrok.

Sąd apelacyjny utrzymał w mocy wyrok sądu rejonowego z 2014 r., który skazał Zbigniewa Stonogę na rok więzienia za „doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie w błąd w celu osiągnięcia korzyści majątkowych”. Jak podkreśla tygodnik „Polityka”, który pierwszy poinformował o niekorzystnym dla Stonogi wyroku, oszustwa tego biznesmen dokonał w warunkach recydywy.

Czy Stonoga pójdzie do więzienia?

– To prawda, że pan Stonoga ma rok kary więzienia do odbycia. Uprawomocnił się wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi Północ, w którym wymierzono mu karę roku pozbawienia wolności. Nie ma możliwości warunkowego zawieszenia wykonania tej kary, choć pan Stonoga może składać wnioski o odroczenie jej wykonywania – mówi portalowi Gazeta.pl sędzia Joanna Zaremba, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga ds. karnych.

– Ale decyzję co do tego, czy na to ewentualne odroczenie będzie czekał na wolności, czy w więzieniu, podejmie sąd. Takie decyzje są podejmowane przez wymiar sprawiedliwości dość szybko – dodaje.

Jak będzie wyglądało dalsze postępowanie ws. Stonogi? Sąd okręgowy sporządza obecnie uzasadnienie wyroku. Gdy akta sprawy wrócą do sądu rejonowego, sąd ów będzie mógł rozpocząć fizyczne wykonywanie wyroku, czyli będzie mógł wysłać do Stonogi wezwania do odbycia kary. Jeśli skazany się do tego wezwania nie zastosuje, sąd zleci wówczas doprowadzenie go do zakładu karnego przez policję.

Jak podkreśla tygodnik „Polityka”, Stonoga może mieć jeszcze jeden kłopot. 25 czerwca ma zapaść decyzja o dalszym sposobie wykonywania innej kary – pół roku więzienia za posługiwanie się sfałszowanym dokumentem. Karę tę udało się Stonodze zamienić na dozór elektroniczny, ale niedawno sąd cofnął swoją zgodę na ten sposób wykonywania wyroku. Łącznie zatem kontrowersyjny biznesmen ma do odsiadki ponad rok – a to oznacza, że nie uda się tych kar zamienić ponownie na dozór elektroniczny.

Stonoga odpowiada. Bardzo mocno i wulgarnie

Na informację o niekorzystnym rozstrzygnięciu sądu Stonoga odpowiedział w swoim stylu. W opublikowanym na Facebooku krótkim filmie zwrócił się do wymiaru sprawiedliwości następującymi słowami: „Słuchajcie, wy prostytutki sądowe warszawskie, ile wam Kopaczowa dała, skur…y, za ten wyrok? Ile?”. W dalszej części okraszonego wulgaryzmami oświadczenia zapowiada, że „kolejna afera za chwilę”. „Pokażę, co zrobiliście z Andrzejem Lepperem” – mówi Stonoga.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Michał L. chciał się zabić przez długi?

Michał L. (32 l.) – który taranował ludzi na molo w Sopocie – był trzeźwy, w jego krwi nie wykryto też narkotyków. Co więc skłoniło go do tak nieodpowiedzialnego kroku? Niespełna dwa tygodnie temu wariat w kompletnym amoku rozjeżdżał autem ludzi na zatłoczonym deptaku w centrum miasta, a w końcu rozbił się na drzewie. Możliwe, że chciał popełnić samobójstwo! Nieoficjalnie mówi się, że miał ogromne długi. Michał L. jest doświadczonym psychologiem, ratownikiem WOPR, uwielbiał podróże i książki. Biegle mówił po angielsku i prowadził dostatnie życie. Niespełna dwa tygodnie temu to wszystko przestało się dla niego liczyć. Wsiadł do swojej hondy civic i nacisnął pedał gazu.

Po chwili gnał przez sopocki Monciak i taranował wszystko, co stanęło mu na drodze. 23 osoby zostały ranne po jego rajdzie na molo, dziesiątki mogły zginąć. Co skłoniło Michała L. do tak straszliwego kroku? Tuż po zatrzymaniu odmówił składania wyjaśnień. Nieoficjalnie mówi się, że chciał zabić nie innych, ale siebie! I to przez problemy finansowe. Tuż przed rajdem Michał L. stracił podobno pracę, miał też duże długi. – „Przegrał gigantyczną kwotę, stracił 250 tys. zł” – opowiada nasz informator. – „To stało się krótko przed tym zdarzeniem”. Czy dlatego rodzinny dom Michała L. jest kompletnie opuszczony i prawdopodobnie będzie sprzedany? Może też dlatego rodzina nie zatroszczyła się nawet o to, by zapewnić mu obrońcę i wyciągnąć z opresji. Michał L. usłyszał zarzut umyślnego spowodowania katastrofy, za co grozi mu 10 lat więzienia. Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Śledczy próbują ustalić, co popchnęło tego człowieka do szaleńczego rajdu, który mógł spowodować tragedię. – „Kierowca został już przebadany przez biegłych psychiatrów” – mówi prok. Agnieszka Gładkowska z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. – „Czekamy teraz na informację, czy będą w stanie wydać opinię, czy złożą wniosek o obserwację psychiatryczną”. Michał L. najbliższe 3 miesiące spędzi w areszcie.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Zgłosił napad po tym jak przegrał firmowe pieniądze na automacie

Policjanci odkryli mistyfikację mężczyzny, który twierdził, że został napadnięty i okradziony. Mundurowi ustalili, że „pokrzywdzony” przegrał firmowe pieniądze, grając na automatach hazardowych i – bojąc się służbowych konsekwencji – wymyślił historię o napadzie. Odpowie za sprzeniewierzenie pieniędzy i fałszywe zawiadomienie. Niecodzienne zgłoszenie postawiło na nogi policjantów z Kolbuszowej. Kierowca ciężarówki zawiadomił, że został napadnięty i okradziony, kiedy podróżował drogą relacji Mielec – Leżajsk. Zamaskowani sprawcy mieli ukraść mu firmowe pieniądze. Policjanci natychmiast pojawili się w miejscu, z którego dzwonił pokrzywdzony. Według jego relacji, około godziny 11.20, kiedy jechał służbową ciężarówką z Mielca w kierunku Kolbuszowej, zauważył w lusterkach czarny samochód osobowy, którego kierowca „mrugał” światłami drogowymi. Kierujący mercedesem rzekomo zinterpretował ten sygnał jako sygnał do zatrzymania. Zjechał na pobocze i zatrzymał ciężarówkę. Wówczas z samochodu osobowego wyskoczyli dwaj mężczyźni w kominiarkach na twarzach, dobiegli do kabiny i otworzyli jej drzwi. Jeden z napastników prysnął kierowcy w twarz gazem, drugi zrabował foliową reklamówkę z pieniędzmi. Reklamówka była w schowku w kabinie. Agresorzy momentalnie odjechali. Żródło info i foto: RMF24.pl

Artur P. przegrał pieniądze emerytów w kasynie

Wczesnym rankiem Artur P. (35 l.) z Zielonej Góry (woj. lubuskie) pobrał całą torbę korespondencji dla mieszkańców swego rejonu. Poza listami i kartkami wielkanocnymi były w niej aż 33 tysiące złotych na wypłatę rent i emerytur. Masa pieniędzy. Trawiony nałogiem hazardu nie potrafił oprzeć się pokusie… Zamiast do pracy, Artur P. ruszył do kasyna w Zielonej Górze. Niezachwianie wierzył, że pomnoży te pieniądze, lecz – jak to zwykle bywa w takich przypadkach – szczęście nie dopisało. Przegrał kilka tysięcy. Został dyscyplinarnie zwolniony z poczty. Ale to nie koniec jego problemów. – „Prowadzimy w tej sprawie postępowanie, a doręczycielowi za kradzież grozi nawet 5 lat pozbawienia wolności” – mówi Małgorzata Stanisławska z zielonogórskiej policji. Żródło info i foto: Fakt.pl

Grzegorz W. rabował pieniądze by grać w kasynach

Grzegorz W. (29 l.) zrabował ćwierć miliona złotych i wszystko przepuścił w kasynach i domach publicznych. Zwykły robotnik, a jednocześnie jeden z najsłynniejszych rabusiów bankowych w południowej Polsce! Grzegorz W. przez dwa ostatnie miesiące napadał na niewielkie banki w Krakowie i Dębicy. Bezwzględny i uzbrojony w broń gazową zrabował aż 250 tysięcy złotych. Został zatrzymany, gdy szykował się do kolejnego skoku. Żródło info i foto: eFakt.pl

Zabił bo przegrał w pokera

Brutalny mord zszokował mieszkańców podłódzkiego Ksawerowa. Wiesław Baranowski (52 l.) został skatowany przez 22-letniego Adama K. Zbrodnia jest tym bardziej szokująca, że obaj przyjaźnili się od lat i regularnie grywali w pokera. To właśnie gra, która zapoczątkowała ich przyjaźń, stała się przyczyną jej krwawego końca. Bo przegrywający z doświadczonym graczem Adam w końcu wpadł w taki szał, że zamordował przyjaciela.
Pan Wiesław znany był od zawsze jako „Wielki Szu”. Wszyscy wiedzieli, że to doskonały pokerzysta, który każdego byłby w stanie ograć do skarpetek. Na szczęście gardził szulerami, a sam grywał dla przyjemności. Swoją pasją postanowił podzielić się z Adamem – chłopakiem z sąsiedztwa.
Zródlo info: se.pl