Akcja CBŚP. Przejęto broń, granaty i amunicję

Policjanci CBŚP przejęli 48 sztuk broni palnej, w tym: 12 jednostek broni krótkiej, 16 karabinów i strzelb, 20 pistoletów maszynowych, ponad 30 tys. sztuk amunicji, 21 granatów F1, 8 granatów przeciwpancernych, granat moździerzowy, a także narzędzia do wytwarzania amunicji oraz kilkadziesiąt istotnych elementów broni palnej. Do sprawy zatrzymano 8 osób, którym w mazowieckim pionie PZ Prokuratury Krajowej przedstawiono zarzuty dotyczące m.in. nielegalnego posiadania i handlu bronią palną oraz amunicją.

Policjanci z Zarządu w Warszawie Centralnego Biura Śledczego Policji, wspierani przez funkcjonariuszy z Wydziału do Zwalczania Przestępczości Kryminalnej i Aktów Terroru CBŚP, Zarządu w Katowicach CBŚP, Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Lublinie, Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie oraz biegłych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji, przeprowadzili działania na terenie województw: lubelskiego, świętokrzyskiego i śląskiego. Wówczas to, zatrzymano 8 osób w ramach śledztwa dotyczącego handlu bronią i amunicją, a także wprowadzania do obrotu znacznych ilości narkotyków.

Podczas przeszukań miejsc zamieszkania i miejsc użytkowanych przez podejrzanych, policjanci znaleźli i zabezpieczyli 48 sztuk broni, w tym pistolety maszynowe PPS wz. 43, Scorpion, MG 34, ręczne karabiny maszynowe DT kal. 7,62 mm, sztucery, dubeltówki, karabinek automatyczny Steyr model AUG, karabinek Mauser, pistolety GLOCK, PW 33, SigSauer, Walther P99, Colt 1911, TT, rewolwery oraz broń samodziałową. Ponadto zabezpieczono ponad 30 tys. sztuk amunicji różnego kalibru, rodzaju i przeznaczenia, granaty F1, granaty przeciwpancerne, granat moździerzowy kal. 122 mm, detonatory pośrednie oraz narzędzia służące do wytwarzania amunicji.

Wszyscy zatrzymani zostali doprowadzeni do Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie, gdzie ogłoszono im zarzuty dotyczące m.in. nielegalnego posiadania i handlu bronią palną i amunicją. Na wniosek prokuratora nadzorującego śledztwo w stosunku do 4 zatrzymanych sąd zastosował tymczasowe aresztowanie na 3 miesiące.

Łącznie w tej sprawie zabezpieczono 156 jednostek broni palnej różnego rodzaju, ponad 60 tys. sztuk amunicji, granaty, materiały wybuchowe, urządzenia do wytwarzania lub przerabiania broni palnej i amunicji oraz proch strzelniczy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Dwa samoloty rosyjskiego oligarchy przejęte na stałe

Dwa prywatne samoloty rosyjskiego oligarchy Jewgenija Szwidlera, które początkowo zatrzymano w Wielkiej Brytanii do wyjaśnienia, zostały przejęte na czas nieokreślony – poinformował w sobotę brytyjski minister transportu Grant Shapps.

„Po tym, jak Władimir Putin rozpoczął swą nielegalną napaść, zatrzymałem na trzy tygodnie odrzutowce należące do Jewgenija Szwidlera. Teraz, korzystając z moich uprawnień, zatrzymuję je na czas nieokreślony. Przyjaciele Putina, którzy zarobili miliony dzięki jego reżimowi, nie będą cieszyć się luksusami, w czasie, gdy giną niewinni ludzie” – napisał Shapps na Twitterze.

Jak informuje dziennik „The Times”, chodzi o odrzutowiec Bombardier Global 6500 o wartości 45 mln dolarów oraz Cessnę Citation Latitude, która kosztuje 13 mln dolarów. Pierwszy z nich został zatrzymany na lotnisku Farnborough, drugi w Biggin Hill. Brytyjski rząd zdecyduje teraz, co z nimi zrobić i może je np. sprzedać. Tuż po rosyjskiej napaści na Ukrainę brytyjski rząd zamknął przestrzeń powietrzną oraz wszystkie lotniska w kraju dla samolotów rosyjskich bądź powiązanych z obywatelami Rosji, a następnie zaostrzył te sankcje, uznając wprowadzanie ich w brytyjską przestrzeń powietrzną za przestępstwo, co pozwala na ich zatrzymywanie.

Szwidler, którego majątek szacowany jest na dwa miliardy dolarów, znalazł się w czwartek w grupie kolejnych 65 osób i podmiotów objętych brytyjskimi sankcjami.

„The Times” dodaje, że ministerstwo transportu przejęło na stałe również helikopter należący do rosyjskiej firmy HeliCo Group oraz prowadzi dochodzenie wyjaśniające w sprawie samolotu powiązanego z Olegem Tinkowem, innym oligarchą objętym w czwartek sankcjami.
Źródło info i foto: TVP.info

Zlikwidowano nielegalną fabrykę papierosów

Funkcjonariusze CBŚP i KAS, w ramach śledztwa prowadzonego przez Podkarpacki Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej, rozbili zorganizowaną grupę przestępczą i zlikwidowali nielegalną fabrykę papierosów, w której miesięcznie można by było wyprodukować kilka milionów papierosów. Podczas akcji przejęto tytoń oraz papierosy warte prawie milion złotych. W sprawie zatrzymano 7 podejrzanych, z czego 6 tymczasowo aresztowano.

Policjanci z Zarządu w Rzeszowie Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z funkcjonariuszami Śląskiego Urzędu Celno-Skarbowego (KAS), pod nadzorem Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie od kilku miesięcy pracowali nad sprawą nielegalnej fabryki papierosów. Zebrane przez nich informacje doprowadziły do prywatnej posesji znajdującej się na terenie powiatu częstochowskiego w województwie śląskim.

Jak ustalono fabryka działała nieregularnie, tylko co pewien czas dochodziło w niej do wytwarzania papierosów. Funkcjonariusze weszli do hali w momencie rozpoczęcia nielegalnej produkcji. Na miejscu w kilku wygłuszonych i wentylowanych pomieszczeniach ukryta była kompletna linia służąca do produkcji nielegalnych papierosów pakowanych w pudełkach typu „pizza”. Na miejscu zabezpieczono maszyny do produkcji papierosów, kompresory, agregat prądotwórczy oraz papierosy, tytoń i niezbędne do produkcji papierosów komponenty, m.in. filtry i bibuły. Przejęty towar wstępnie oszacowano na kwotę około miliona złotych.

Podczas działań zatrzymano 7 mężczyzn (3 obywateli Ukrainy i 4 Polaków), w wieku od 36 do 57 lat. Zatrzymani mężczyźni zostali doprowadzeni do Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie, gdzie przedstawiono im zarzuty dotyczące m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i popełnienia przestępstw karno-skarbowych, tj. wytwarzania wyrobów tytoniowych bez polskich znaków akcyzy. Na podstawie zebranego materiału dowodowego Sąd Rejonowy w Rzeszowie aresztował 6 podejrzanych na okres 3 miesięcy.

Warto podkreślić, że policjanci CBŚP zwalczając przestępczość tytoniową bardzo często współpracują z innymi służbami polskimi i zagranicznymi. Dzięki tej współpracy oraz dobremu rozpoznaniu środowiska przestępczego, działającego coraz częściej na arenie międzynarodowej, tylko w tym roku przejęli blisko 85 milionów nielegalnych papierosów i ponad 60 ton tytoniu oraz zlikwidowali 2 fabryki papierosów i 2 krajalnie tytoniu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Przechwycono 30 kg narkotyków

Policjanci z jasielskiego wydziału kryminalnego podsumowali realizowane w 2021 roku działania skierowane na zwalczanie przestępczości narkotykowej. Efekty ich pracy niewątpliwie wyróżniają się na tle minionych lat. Łącznie zrealizowano 56 spraw karnych i zabezpieczono ponad 30 kilogramów narkotyków oraz 1255 krzewów konopi indyjskich. Szacowana wartość zabezpieczonych środków przekracza milion złotych.

Prowadzenie działań ukierunkowanych za zwalczanie przestępczości narkotykowej jest jednym z głównych priorytetów w działalności Policji i stanowi nieodłączny elementem codziennej służby policjantów pionu kryminalnego. Żmudne, a zarazem efektywne działania policjantów, zajmujących się zwalczaniem tego typu przestępczości, często pozwalają na skuteczne eliminowanie z rynku substancji niedozwolonych, a także zatrzymywanie i rozliczanie osób trudniących się tym przestępczym procederem.
Źródło info i foto: se.pl

Amerykański wywiad o sytuacji w Kabulu. Miasto może zostać odcięte w ciągu 72 godzin

Talibowie przejęli już niemal wszystkie najważniejsze miasta w Afganistanie i wkrótce spodziewana jest ofensywa na Kabul – stolicę kraju, gdzie mieści się wiele placówek dyplomatycznych. Pierwsza grupa amerykańskich żołnierzy dotarła już prawdopodobnie na miejsce, by pomóc w ewakuacji obywateli i dyplomatów USA z Afganistanu. Tymczasem amerykański wywiad ocenia, że Kabul może zostać odcięty przez Talibów w ciągu 72 godzin.

Do niedzieli w Kabulu ma wylądować w sumie około 3 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Mają oni ewakuować niemal 4 tysiące pracowników amerykańskiej ambasady, amerykańskich obywateli, ale także afgańskich tłumaczy, którzy pracowali z wojskami USA, a którym teraz grozi śmierć ze strony talibów.

Masowe egzekucje afgańskich żołnierzy

W Kabulu są teraz tysiące uciekinierów z innych części kraju. ONZ alarmuje, że sytuacja humanitarna w Afganistanie jest katastrofalna. Na podbitych terenach talibowie mieli nakazać kobietom zakrywanie się od stóp do głów. Pojawiają się też doniesienia o masowych egzekucjach afgańskich żołnierzy.

Talibowie w ostatnich dniach zajęli już drugie i trzecie co do wielkości miasto Afganistanu wobec załamania się oporu sił rządowych. CNN powołując się na źródła w amerykańskim wywiadzie podaje, że szacunki mówią o odcięciu Kabulu przez talibów w ciągu 72 godzin. Jeśli stolica upadnie, będzie oznaczało to przejęcie przez bojowników władzy w całym kraju.

Ewakuacja dyplomatów i obywateli z Kabulu

Ewakuację obywateli oraz afgańskich tłumaczy rozpoczęła właśnie Wielka Brytania, a planują to także Hiszpania i Kanada. Kilka innych krajów, w tym Szwecja, chce do minimum zmniejszyć obsadę swoich placówek dyplomatycznych. Szef ONZ Antonio Guterres w specjalnym oświadczeniu zaapelował do talibów o wstrzymanie ofensywy, a szef NATO Jens Stoltenberg oświadczył, że Sojusz wspiera zarówno afgańskie władze jak i armię, choć nie wiadomo, co miałoby to oznaczać w sytuacji, kiedy większość wojsk NATO z Afganistanu już się wycofała.

Prawdopodobny powrót talibów do władzy zbiega się z 20. rocznicą zamachów na World Trade Center. To właśnie w ich następstwie USA wkroczyły do Afganistanu i odsunęły talibów od władzy.
Źródło info i foto: TVP.info

Łódzka prokuratura przejęła sprawę śmierci 34-latka z Lubina

Prokuratura Okręgowa w Łodzi jest w trakcie przejmowania śledztwa w sprawie śmierci 34-latka z Lubina, który zmarł po interwencji policji. Wcześniej postępowanie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Lubinie. Aktualnie zapoznajemy się z dotychczas zebranymi materiałami sprawy, skrupulatnie je analizujemy, staramy się jak najszybciej zaplanować niezbędne czynności i przystąpić do ich realizacji – poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

6 sierpnia w Lubinie, po interwencji policji zmarł 34-letni mieszkaniec tego miasta. Prokuratura Rejonowa w Lubinie wszczęła śledztwo pod kątem przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji oraz nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonego.

W środę Prokuratura Regionalna we Wrocławiu skierowała wniosek do Prokuratury Krajowej o przeniesienie sprawy śledztwa poza obszar regionu wrocławskiego. Chodziło o uniknięcie ewentualnych zarzutów co do braku bezstronności prowadzących postępowanie prokuratorów. Decyzją Zastępcy Prokuratora Generalnego Krzysztofa Sieraka postępowanie będzie kontynuowane w Prokuraturze Okręgowej w Łodzi

Rzecznik łódzkiej Prokuratury Okręgowej zapewnił, że chce ona jak najbardziej precyzyjnie odtworzyć przebieg wydarzeń, które rozegrały się nad ranem 6 sierpnia, w szczególności od czasu podjęcia interwencji przez funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Policji w Lubinie.

Materiał dowody, który jest gromadzony, będzie stanowił podstawę do wyciągania wniosków, co do podstaw i zakresu ewentualnej odpowiedzialności karnej poszczególnych osób – wyjaśnił Kopania.

Rodzina kwestionuje ustalenia prokuratury i policji

W poniedziałek w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu odbyła się sekcja zwłok 34-latka. Jak poinformował dzień później zastępca Prokuratora Okręgowego w Legnicy Arkadiusz Kulik „nie wykazała ona zmian urazowych, które byłyby bezpośrednią przyczyną zgonu mężczyzny”. Biegli lekarze nie stwierdzili obrażeń, które wskazywałyby na wywieranie ucisku na szyję ani żadnych innych obrażeń, które mogłyby skutkować zgonem mężczyzny – powiedział wcześniej PAP prokurator, komentując doniesienia medialne dotyczące wyników sekcji.

Biegli zaznaczyli, że w celu ustalenia przyczyny i mechanizmu zgonu 34-latka niezbędne jest przeprowadzenie dalszych badań, w tym badań toksykologicznych i histopatologicznych.

Na czwartkowym briefingu prasowym pełnomocnicy rodziny 34-latka oraz jego rodzice podkreślali, że ich ustalenia są sprzeczne z tym, co podają prokuratura i policja. W ocenie pełnomocników, postępowanie w sprawie zostało im skrajnie utrudnione. Jak podkreślili, nie są dopuszczani do wielu czynności, nie uzyskują odpowiedzi na wnioski i pytania. W ich opinii ciało 34-letniego Bartka na zdjęciach zrobionych przez rodzinę po sekcji zwłok jest „poturbowane, zasinione, nie da się opisać tych obrażeń”. Pełnomocnicy rodziny 34-latka złożyli wniosek o przeprowadzenie ponownej sekcji zwłok.

Sprzeczne relacje co do śmierci 34-latka

Film z piątkowej interwencji policji na ul. Traugutta w Lubinie trafił do internetu. Na kilkuminutowym nagraniu widać, jak policjanci próbują obezwładnić mężczyznę, m.in. przyciskając go do ziemi. Mężczyzna próbuje się wyrywać, krzyczy i wzywa pomocy. W pewnym momencie 34-latek traci przytomność. Widać wówczas, jak funkcjonariusze starają się go ocucić, poklepując po twarzy.

Dolnośląska policja w wydanym kolejnego dnia oświadczeniu poinformowała, że lubińscy funkcjonariusze w piątek ok. godz. 6 rano udali się na interwencję dotyczącą agresywnego mężczyzny, który miał rzucać kamieniami w okna zabudowań. Na numer alarmowy zadzwoniła matka mężczyzny, informując policję, że jej syn nadużywa narkotyków. Z wyjaśnień policji wynikało, że skierowani na miejsce funkcjonariusze próbowali wylegitymować i uspokoić mężczyznę. Ten jednak nie reagował na polecenia. W rezultacie policjanci obezwładnili 34-latka używając kajdanek i chwytów obezwładniających.

Policja utrzymuje, że w chwili, kiedy funkcjonariusze przekazywali 34-latka pod opiekę ratowników, zachowane były jego funkcje życiowe, a mężczyzna zmarł w szpitalu. W mediach pojawiły się relacje świadków zdarzenia, zdaniem których śmierć 34-latka nastąpiła jeszcze podczas interwencji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gangster chce przejąć majątek rolnika

„Mundek”, przestępca prawomocnie skazany za kierowanie gangiem, kradzieże luksusowych aut, przemyt kokainy i oszustwo próbuje przejąć wart 8 mln zł majątek rolnika spod Gdyni, prywatnie jego wujka. Gangster po przegranym procesie złożył kasację do Sądu Najwyższego – ustaliła Polska Agencja Prasowa. Pan Stanisław gospodarstwo rolne prowadzi od 50 lat. Łącznie posiada prawie 7 hektarów atrakcyjnych gruntów nad morzem w Kosakowie i Kazimierzu. Dziesięć lat temu rolnik miał 40 tys. zł długu u znajomego. Wtedy zjawił się u niego bratanek Rajmund W.

„Tak skutecznie mnie nastraszył, że zgodziłem się na przepisanie jednej działki za spłacenie długu” – powiedział pan Stanisław.

W 2011 r. akty notarialne związane z przejęciem majątku w Kosakowie i Kazimierzu zostały sporządzone przez notariusz Hannę W., która jest obecnie jedną z prawniczek podejrzanych o udział w mafii mieszkaniowej. Nie dotyczyły jednak jednej działki, a wszystkich jego gruntów – 7 hektarów nad morzem.

Pan Stanisław przez kilka lat nie wiedział, że poza jedną działką wartą ok. 200 tys. zł, przepisał na rzecz bratanka cały swój majątek. Nie miał też świadomości, że Rajmund W. ps. Mundek jest dobrze znanym policji złodziejem samochodów.

Kim jest „Mundek”?

„Mundek” zorganizował gang w połowie 2005 r. Grupa kradła luksusowe terenówki z podziemnych parkingów w Gdyni. Był w niej ścisły podział obowiązków, a bezkarność złodziejom zapewniali dwaj skorumpowani funkcjonariusze wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Gdyni.

Przestępca i jego kompani wpadli w zasadzkę w marcu 2006 r. Podczas przeszukania jednego z mieszkań zatrzymanych policjanci znaleźli też ponad kilogram kokainy. Gang zakupił narkotyki na Antylach Holenderskich, a potem przemycił do Polski. Przestępcy nie zdążyli ich sprzedać, bo zostali zatrzymani.

Proces 45-letniego dziś „Mundka” ciągnął się wiele lat, bo przestępca starał się o kasację wyroku i ułaskawienie u prezydenta. Jego wspólnicy z gangu zostali wcześniej skazani.

W końcu, w 2017 r. został prawomocnie skazany przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku na 8 lat więzienia za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, kradzieże luksusowych aut, przemyt kilograma kokainy i wyłudzenie 30 tys. zł kredytu

Dowiedział się przez przypadek

Gdy w 2011 r. „Mundek” załatwiał formalności notarialne z panem Stanisławem, akurat przebywał na wolności z uwagi na uchylenie aresztu.

„Bratanek mi tłumaczył, że często go nie ma w domu, bo jeździ na saksy. Nie wiedziałem, że w tym czasie siedział w kryminale” – tłumaczył rolnik.

Pan Stanisław o przepisaniu całego majątku na bratanka dowiedział się przypadkowo w Urzędzie Gminy. Wtedy też próbował zainteresować sprawą prokuraturę, ale ta w 2013 r. po kilku przesłuchaniach umorzyła śledztwo. W 2014 r. rolnik złożył pozew o unieważnienie aktów notarialnych do sądu. W 2017 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał zabezpieczenie pozwu i „Mundek” oraz jego żona nie mogli dysponować działkami.

Sąd unieważnił umowę, „Mundek” złożył kasację

W październiku 2020 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku prawomocnie unieważnił umowy notarialne zawarte w 2011 r., w których rolnik wyzbył się majątku. W wyroku sędziowie nie skupili się na próbie oszustwa, a unieważnili akty notarialne, bo „Mundek” miał z żoną rozdzielność majątkową i nie mogli wspólnie przejąć działek w Kosakowie i Kazimierzu.

Przestępca złożył kasację po wyroku sądu z ubiegłego roku.

„W dniu 13 stycznia 2021 r. wpłynęła skarga kasacyjna sporządzona przez pełnomocnika pozwanych. Aktualnie – zgodnie z wymogami przewidzianymi treścią art. 398 k.p.c. – jest badana przez Przewodniczącego pod kątem ewentualnych braków formalnych” – poinformowała Joanna Organiak z biura prasowego Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.

Zwolnieni z opłat sądowych
Jak powiedział pan Stanisław, „żona ‚Mundka’ w trakcie procesu mówiła, że zarabia kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie” i mimo tego sąd w wyroku z października 2020 r. zwolnił małżeństwo W. z jakichkolwiek opłat sądowych – za proces zapłacą podatnicy.

PAP zapytała gdański Sąd Apelacyjny, dlaczego Rajmund W. i jego żona zostali zwolnieni z opłaty za kasację.

„Postanowieniem z dnia 22 stycznia 2021 roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku V Wydział Cywilny zwolnił pozwanych od kosztów sądowych w części, a mianowicie w zakresie ponad kwotę 3 tys. złotych tytułem opłaty od skargi kasacyjnej. Postanowienie wydane w przedmiocie wniosku o zwolnienie od kosztów nie wymaga sporządzenia pisemnego uzasadnienia” – odpowiedziała Joanna Organiak z SA w Gdańsku.

Organiak dodała, że „jedynie na marginesie można wskazać, iż Sąd podejmując decyzję we wskazanym zakresie, opiera się na informacjach zawartych w składanych przez wnioskującą stronę oświadczeniach o stanie rodzinnym i majątkowych i w oparciu o zawarte w nich dane wydaje orzeczenie”.

Prokuratura wraca do sprawy

Do sprawy przepisania działek wartych 8 mln zł wróciła w styczniu br. Prokuratura Rejonowa w Gdyni, która w 2013 r. umorzyła śledztwo, nie widząc znamion oszustwa w działaniu „Mundka”.

PAP dowiedziała się nieoficjalnie, że w ostatnich dniach w związku ze sprawą zostali przesłuchani – pan Stanisław, „Mundek” oraz jego żona.

„Postępowanie Prokuratury Rejonowej w Gdyni pozostaje w dalszym ciągu umorzone. W sprawie zlecono czynności w związku z wnioskiem o podjęcie postępowania z umorzenia, jaki wpłynął do tej prokuratury. Po ich zakończeniu zostanie dokonana ocena, czy będą zachodzić przesłanki do podjęcia postępowania” – powiedziała PAP rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

Prawomocnie skazany przestępca ma też do naprawienia szkody wobec pokrzywdzonych w wyniku działania jego gangu w wysokości 1,1 mln zł , ale do tej pory nie uregulował należności.

Rajmund W. obecnie przebywa na wolności. Odsiadywanie 8 lat więzienia powinien skończyć w listopadzie 2021 r., ale korzysta z przedterminowego zwolnienia po odbyciu większej części kary.

Zarówno „Mundek”, jak i jego adwokat w sprawie karnej – Nicholas Cieslewicz, nie odpowiedzieli na próby kontaktu. Na pytania w sprawie kasacji nie odpowiedział też pełnomocnik w sprawie cywilnej Mateusz Piłat.
Źródło info i foto: interia.pl

Houston: Chiny przejęły budynek konsulatu USA w Chengdu

O godz. 10:00 czasu lokalnego (03.00 czasu polskiego) w poniedziałek Chiny „wzięły w posiadanie” konsulat USA w Chengdu, trzy dni po ogłoszeniu jego zamknięcia – poinformowało chińskie ministerstwo spraw zagranicznych. Rząd chiński polecił w piątek zamknięcie tej placówki dyplomatycznej w ramach retorsji za zamknięcie i przejęcie przez władze amerykańskie konsulatu chińskiego w Houston. Wcześniej w poniedziałek oficjalna chińska telewizja CCTV pokazała zdjęcie flagi amerykańskiej na terenie konsulatu.

Według komunikatu chińskiego MSZ „niektórzy pracownicy konsulatu USA w Chengdu… przekroczyli swoje uprawnienia ingerując w wewnętrzne sprawy Chin i narazili na szwank bezpieczeństwo i interesy Chin”.

Weszli do konsulatu

W ub. piątek agenci amerykańskich służb weszli do zamkniętego konsulatu chińskiego w Houston. Według doniesień mediów amerykańskich, przedstawiciele służb mieli dostać się do budynku tylnymi drzwiami, korzystając z pomocy ślusarza.

Pekin zaprotestował przeciwko temu wtargnięciu i zapowiedział „stosowną i konieczną odpowiedź”. W sobotę chińskie MSZ opublikowało komunikat stwierdzający, że budynek konsulatu w Houston jest „własnością narodu chińskiego” a wejście do niego „stanowi naruszenie prawa międzynarodowego”.

Ostatnie wydarzenia dodatkowo pogorszyły i tak już napięte stosunki amerykańsko-chińskie. Sprawy sporne między Waszyngtonem i Pekinem dotyczą przede wszystkim handlu, ale także kwestii Hong Kongu, źródeł pandemii koronawirusa oraz wzrastającej aktywności militarnej Pekinu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Udzielali niekorzystnych kredytów. Przejęli sporo nieruchomości

​Zarzuty lichwy mieszkaniowej i licznych oszustw przedstawiła łódzka prokuratura okręgowa siedmiu mężczyznom, którzy przejęli nieruchomości o wartości ponad 8 mln zł – poinformowała Prokuratura Krajowa. Podejrzani udzielali pożyczek pod zastaw nieruchomości, a gdy znajdujący się w trudnej sytuacji wierzyciele ich nie spłacali, przejmowali ich nieruchomości. Proceder mógł dotyczyć około 100 osób. Podejrzanym grożą kary do 10 lat pozbawienia wolności Dwóch mężczyzn podejrzanych jest również o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Grożą im kary do 15 lat pozbawienia wolności.

Śledztwo w sprawie szeregu oszustw i lichwy mieszkaniowej nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Łodzi. W minioną środę funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Łodzi zatrzymali sześć osób w wieku od 35 do 54 lat. Siódma osoba dobrowolnie stawiła się na przesłuchanie. Do zatrzymań doszło na terenie województw: pomorskiego, wielkopolskiego i mazowieckiego.

Dwaj mężczyźni, wchodzący w skład zarządów prowadzących działalność pożyczkową spółek z siedzibą w województwie wielkopolskim, działali w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. Pozostali zatrzymani powiązani byli ze spółkami pożyczkowymi i z zarządzającymi nimi osobami.

Spółki udzielały pożyczek na bardzo niekorzystnych warunkach, wykorzystując położenie kontrahentów. Ich klientami stawały się osoby w bardzo trudnej sytuacji życiowej, posiadające znaczące zadłużenia, których nie były w stanie spłacać. Nie miały także szans na uzyskanie wsparcia finansowego ze strony instytucji bankowych.

Firmy pożyczkowe, z którymi związani byli podejrzanymi, udzielały bardzo drogich kredytów, z wysoką prowizją i odsetkami. Zazwyczaj wyznaczano sześciomiesięczny termin spłaty. Koszty prowizji i odsetek sięgały nawet 40 procent. Niejednokrotnie, już po podpisaniu umowy okazywało się, że pożyczkobiorcy otrzymywali jedynie część kwoty wynikającej z zawartej umowy.

Zabezpieczeniem udzielanych pożyczek były nieruchomości, stanowiące własność osób biorących kredyt. Akty notarialne dotyczące przeniesienia własności tych nieruchomości powstawały w kancelariach w Łodzi, Poznaniu i w Warszawie.

Zdaniem śledczych, klienci nie byli należycie informowani o warunkach i kosztach zaciąganych zobowiązań. Zdarzało się, że często nieświadomie kwitowali w aktach notarialnych odbiór pieniędzy, których nie otrzymali. Byli wprowadzeni w błąd co do zamiaru prawidłowego rozliczenia się w przypadku niespłacenia pożyczki.

„Wszystko zatem wskazuje na to, że intencją działania grupy przestępczej było przejęcie, przy nieadekwatnym zaangażowaniu finansowym, własności nieruchomości. Na potrzeby podpisywanych umów ich wartość była w znaczący sposób zaniżana, co ograniczało bądź pozbawiało pokrzywdzonych możliwości dochodzenia różnicy w przypadku niespłacenia pożyczki i utraty własności” – informuje Prokuratura Krajowa.

W sytuacji, gdy dłużnicy nie regulowali zaciągniętych zobowiązań, części z nich proponowano podpisanie aneksów do umów, zwiększających ich zadłużenie oraz przedłużających termin spłaty, z reguły o kolejne pół roku. W rzeczywistości nie poprawiało to ich sytuacji, powodowało wzrost zadłużenia i doprowadzało do utraty własności nieruchomości.

W kilku przypadkach proponowano pokrzywdzonym spłatę pierwotnie udzielonej pożyczki przez nowego pożyczkodawcę, określonego mianem inwestora strategicznego. Były to osoby podstawione, znajdujące się w kręgu podejrzanych, powiązane z reprezentantami spółek. Chodziło o to, by ostatecznie w tych przypadkach to na ich rzecz przejmowana była własność nieruchomości.

W związku ze śledztwem, prokurator przedstawił siedmiu mężczyznom zarzuty lichwy i licznych oszustw. Zarzuty obejmują działanie na szkodę 32 pokrzywdzonych i łączą się z przejęciem własności 34 – zlokalizowanych w różnych miejscowościach – nieruchomości o wartości ponad 8 mln zł.

Dwaj mężczyźni podejrzani są także o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Wobec nich śledczy wystąpił do sądu z wnioskami o tymczasowe aresztowanie. W stosunku do pozostałych podejrzanych zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozorów policji i poręczeń majątkowych w łącznej kwocie 100 tys. zł.

Na ujawnionym majątku – w tym pieniądzach w kwocie co najmniej 120 tys. złotych, nieruchomościach i pojazdach – ustanowione zostaną zabezpieczenia na poczet grożących kar i obowiązku naprawienia szkody.

Według śledczych, zakres postępowania jest znacznie szerszy i obejmuje łącznie ok. 100 pożyczek. Prawdopodobne jest postawienie kolejnych zarzutów i poszerzenie kręgu podejrzanych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ogromny nalot KAS na centrum handlowe w Wólce Kosowskiej

Połowa sklepów nieczynna, na drzwiach kartki z napisem „urlop”. Jednak to nie wakacje, a zmasowana akcja Krajowej Administracji Skarbowej zmusiła przedsiębiorców do nieplanowanej przerwy w biznesie. Taki los spotkał centrum handlowe w Wólce Kosowskiej, do której pojechaliśmy z kamerą.

Jak już pisaliśmy, KAS rozpoczęła kontrolę w Wólce Kosowskiej w przedmikołajkowy weekend. Celem były osoby, które na jednym z największych miejsc handlu w Europie Środkowo-Wschodniej sprzedawały podróbki lub nie wystawiały paragonów i faktur. Tylko w ciągu pierwszego weekendu akcji pod Warszawą 300 funkcjonariuszy przejęło towar wart około 60 mln zł. Skala akcji była ogromna. Zarekwirowane przedmioty zajmowały ponad 200 aut dostawczych.
Źródło info i foto: Money.pl