Pijany 34-latek przejechał byłą żonę samochodem

W Będzinie (woj. śląskie) sprzeczka pomiędzy byłymi małżonkami mogła zakończyć się tragedią. Po ostrej wymianie zdań, pijany 34-latek postanowił przejechać byłą żonę samochodem. Kobieta z poważnymi obrażeniami trafiła do szpitala. Mężczyzna został już zatrzymany.

Szokujące sceny rozegrały się w centrum Będzina w niedzielne popołudnie. 40-letnia będzinianka spotkała się ze swoim byłym mężem. W pewnym momencie byli małżonkowie pokłócili się, a pijany 34-latek wsiadł do samochodu i… pojechał wprost na kobietę. – 34-latek wsiadł za kierownicę swojego fiata doblo i ruszył w kierunku stojącej przed maską auta kobiety. Kierowca przejechał po ciele 40-latki nie zatrzymując się, a następnie uciekł z miejsca zdarzenia – relacjonują będzińscy policjanci.

Kobieta z poważnymi obrażeniami wewnętrznymi trafiła do szpitala, a mundurowi rozpoczęli poszukiwania 34-latka. Zatrzymano go w mieszkaniu nowej partnerki życiowej. 34-latek był pijany. – Jak wykazało badanie, w organizmie mężczyzny znajdowało się ponad 2 promile alkoholu – doprecyzowują mundurowi. Dalszym losem mężczyzny zajmie się teraz sąd i prokurator. 34-latek odpowie zarówno za uszkodzenie ciała kobiety, jak i jazdę samochodem pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Celowo przejechał psa i nagrał to telefonem. Sąd zmienił wyrok na karę więzienia

Rafał B. na początku czerwca 2019 roku z premedytacją kilkukrotnie wjechał w znajdującego się na drodze psa, nagrywając przy tym film, na którym drwi z umierającego zwierzęcia. Sąd Rejonowy w Myszkowie postanowił wymierzyć mu wyższą karę, niż podczas ogłoszonego w marcu wyroku nakazowego.

24 marca 2020 roku Sąd Rejonowy w Myszkowie wydał wyrok nakazowy, w którym skazał Rafała B. na dwa lata prac społecznych w wymiarze 40 godzin miesięcznie. Za znęcanie się nad psem wymierzono mu także 10 tysięcy złotych nawiązki na rzecz Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt „Animals” oraz zakaz posiadania jakichkolwiek zwierząt na okres 10 lat. Mężczyzna miał też zapłacić 22 tys. złotych kosztów sądowych.

Sprawa rozpoczęła się przed sądem w Myszkowie w piątek 31 lipca. Jak podaje gazetamyszkowska.pl stawili się na niej przedstawiciele Fundacji „Oleśnickie Bidy”, prokurator Anna Karteczka oraz oskarżony Rafał B. z obrońcą. Mężczyzna przyznał się do popełnienia przestępstwa, przeprosił za swój czyn, ale nie chciał składać wyjaśnień. Zeznania złożyli natomiast świadkowie – właściciel psa oraz siostra i matka oskarżonego. Rodzina oskarżonego podczas rozprawy skarżyła się, na negatywne komentarze i groźby, jakie dostają po tym zdarzeniu.

Sąd uznał Rafała B. za winnego zarzucanego mu czynu i skazał go na dwa lata pozbawienia wolności oraz wydał zakaz posiadania przez niego zwierząt przez 15 lat. Dodatkowo oskarżony ma wypłacić nawiązkę w wysokości 10 tysięcy złotych na rzecz fundacji „Oleśnickie Bidy” i pokryć koszty sądowe w wysokości 22 tysięcy złotych. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Leszno: Poszukiwany kierowca porsche, który pobił, a potem próbował przejechać kobietę

Niebezpieczna sytuacja miała miejsce na pasach w centrum miasta. Kierowca porsche uderzył pieszą, potem próbował ją przejechać i uciekł. Jest poszukiwany przez policję. Jak informuje portal leszno.naszemiasto.pl, we wtorek w centrum Leszna kierowca porsche panamera wysiadł z samochodu i uderzył kobietę.

Jak relacjonuje poszkodowana, wszystko działo się około godziny 14, gdy przechodziła przez pasy przy Alejach Krasińskiego. Wówczas mężczyzna miał wysiąść z auta, podejść do niej i uderzyć ją w twarz. Według świadka napastnik uderzył ją nie otwartą ręką, ale nasadą dłoni. Miał to być silny cios rosłego mężczyzny.

Po uderzeniu oszołomiona kobieta oparła się o maskę porsche. – Krzyknęłam, że nie dam mu odjechać – opowiada. Agresor jednak ruszył, odpychając samochodem kobietę. Uciekł prawdopodobnie w kierunku Poznania. Jest poszukiwany przez policję.

Wiadomo, że jechał czarnym porsche panamera na numerach rejestracyjnych, zaczynających się od liter DWR.
Źródło info i foto: wp.pl

Przejechał celowo psa. Grozi mu do pięciu lat więzienia

Zarzut zabicia psa ze szczególnym okrucieństwem postawiła policja 21-letniemu mężczyźnie, który celowo przejechał autem zwierzę, a nagranie z zapisem tego czynu opublikował w internecie. Podejrzanemu grozi do 5 lat więzienia.

21-letni mieszkaniec gminy Syców na Dolnym Śląsku został zatrzymany w niedzielę wieczorem. Policja rozpoczęła poszukiwania sprawcy brutalnego ataku na psa, po tym jak film rejestrujący to zdarzenie trafił do internetu. Widać na nim, jak kierowca busa celowo przejeżdża zwierzę leżące na ulicy. W efekcie pies zdechł.

Jak poinformowała w poniedziałek PAP rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Oleśnicy Aleksandra Pieprzycka, policja postawiła mężczyźnie zarzuty zabicia psa ze szczególnym okrucieństwem. Decyzję o środkach zapobiegawczych podejmie prokurator – powiedziała rzeczniczka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: 36-latek wjechał w barierę Pałacu Prezydenckiego. Wcześniej przejechał policjanta

We wtorek kierowca wjechał w barierkę przy Pałacu Prezydenckim w Warszawie. Wcześniej potrącił policjanta, który chciał go zatrzymać. Moment ten udało się uchwycić na amatorskim nagraniu.

Przed Pałacem Prezydenckim doszło we wtorek do niepokojącego incydentu. Samochód wjechał w barierkę oddzielającą Pałac od ulicy. Szybko okazało się jednak, że kierowca nie miał niecnych zamiarów wobec władz, a po prostu rzucił się do ucieczki przed policją.

Wideo z incydentu przy Pałacu Prezydenckim

Przy ul. Focha przy pl. Piłsudskiego policjant zauważył samochód, który jechał pod prąd. Kierowca nie zatrzymał się na wezwanie funkcjonariusza. Wręcz przeciwnie – przyspieszył i potrącił policjanta. Później z dużą prędkością rzucił się do ucieczki, która – jak już wiemy – zakończyła się na bramce przy Pałacu Prezydenckim.

Moment potrącenia funkcjonariusza policji udało się uchwycić na nagraniu amatorskim, prawdopodobnie z okna. Widać, że kierowca przez chwilę „wiezie” policjanta na masce, a gdy ten spada, przejeżdża po jego nogach.

Potrącony policjant znalazł się pod opieką lekarzy. Ma obrażenia biodra, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rumun handlował fałszywym złotem. Przejechał człowieka, który go zdemaskował

Rumun handlował podrabianym złotem. Próbował sprzedać mężczyźnie podrabiane łańcuszki na stacji paliw przy autostradzie A4. Gdy inny klient ostrzegł go przed niebezpieczeństwem, ten przejechał go swoim audi i uciekł. Poszkodowany trafił do szpitala z obrażeniami nóg. Policji udało się namierzyć niebezpiecznego oszusta.

Próba oszustwa nieomal nie zakończyła się tragedią. Na początku października na jednej ze stacji paliw przy autostradzie A4 do klienta stacji podszedł mężczyzna oferujący rzekomo złotą biżuterię. Transakcja doszłaby do skutku, gdyby nie interwencja innego klienta stacji. Zwrócił on uwagę kupującemu, że łańcuszek może być podróbką. Nie spodziewał się tego, co nastąpiło potem.

Sprzedający wsiadł do swojego audi i najechał na 48-letniego mężczyznę, który przeszkodził mu oszustwie, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Ranny mężczyzna z obrażeniami nóg został przewieziony do szpitala. Policjanci zdołali namierzyć niebezpiecznego mężczyznę kilka dni później. Dokonali zatrzymania 37-letniego obywatela Rumunii, w którego samochodzie znaleziono kilkadziesiąt sztuk podrabianej biżuterii.

Podejrzanemu przedstawiono cztery zarzuty dotyczące narażenia życia bądź zdrowia i usiłowania oszustwa. Grozi mu kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Policja prosi osoby, które mogły paść ofiarą Rumuna przy trasie A4, o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Brzegu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

20-latek brutalnie pobity upadł na ulicę, przejechał po nim samochód. Trwają poszukiwania sprawcy

20-letni Albert został napadnięty i brutalnie pobity, kiedy wracał z urodzinowej imprezy w Poznaniu. Sprawca zostawił go nieprzytomnego na ulicy. Potem po leżącym Albercie przejechał samochód. Policja prosi o pomoc osoby, które rozpoznają napastnika. Materiał „Uwagi!” TVN.

Był koniec października 2017 roku. Po godzinie 2 w nocy 20-letni Albert wracał do domu po urodzinowej imprezie na rynku w Poznaniu. Przy jednej z ulic został zaatakowany i brutalnie pobity przez nieznanego sprawcę. Chwilę później leżącego na jezdni Alberta przejechał samochód.

„Okręcił się na pięcie i poszedł”

Moment ataku zarejestrowała kamera monitoringu.

– Jak widać na nagraniu, Albert dostaje w twarz. Padł na ziemię – opowiada Oskar Przybecki, przyjaciel Alberta, pokazując dziennikarzom „Uwagi!” TVN miejsce, w którym doszło do ataku. – Ta osoba się cofnęła i drugi raz mu poprawiła. Wtedy Albert stracił przytomność. (…) Po 10-15 sekundach przejechało po nim auto – dodaje.

Jak podkreśla, na zarejestrowanym przez monitoring nagraniu można zaobserwować, jak sprawca pobicia zatrzymuje się kilka kroków dalej i jedynie przygląda się całej sytuacji. – Widział, jak ten samochód po nim przejeżdża. Ale i tak okręcił się na pięcie i poszedł – podkreśla Przybecki. Auto się nie zatrzymało.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabił i zakopał kolegę. 19-latek zatrzymany

Przejechał Patryka ciągnikiem czy tylko potrącił go i wlókł potem przez kilka kilometrów za maszyną, aby jeszcze żywego zakopać w lesie? I dlaczego to zrobił? Szczegóły tej wyjątkowo ponurej zbrodni, do której doszło kilka dni temu w Machowie pod Opolem Lubelskim, wciąż okrywa mgła tajemnicy. – Pewne jest jedno: ten bydlak zabił mi brata – mówi o wiejskim osiłku Krzysztofie K. (19 l.) przyrodni brat ofiary Sławomir Jasik (40 l.).

17-letni Patryk Pałka przepadł bez śladu 19 kwietnia. Wieczorem wsiadł na rower i pojechał do sklepu. – Miał tylko kupić kartę do telefonu – opowiada Sławomir Jasik. – Nigdy nie zdarzało mu się nie wracać na noc, więc rano całą rodziną zaczęliśmy go szukać, a w południe zawiadomiliśmy policję. Wtedy Patryk już nie żył. Leżał w płytkiej jamie wykopanej w lesie nieopodal wałów na Wiśle. Morderca zadał sobie trud, żeby wszystko wyglądało naturalnie. Po zasypaniu ciała świeży piach przykrył liśćmi, a na środku postawił wyrwane z korzeniami drzewko.

Kto mógł to zrobić? Policja z miejsca wytypowała Krzysztofa K. Poprzedniego dnia ludzie widzieli go z Patrykiem. Wielki i silny jak tur mężczyzna o ponurym pseudonimie Szpadel potwierdził, że pił z Patrykiem wódkę, ale potem chłopak gdzieś pojechał. Cztery dni później policja wiedziała już, że to kłamstwo. Zgłosił się świadek, który w nocy widział Krzysztofa K. na traktorze, a Patryka leżącego na ziemi w pobliżu kół pojazdu. „Szpadel” pękł i pokazał, gdzie ukrył zwłoki.

Początkowo mówiono, że morderca rozjechał swą ofiarę ciągnikiem, a potem zawlókł do lasu. – Zebrany materiał tego nie potwierdza – mówi Edyta Żur, rzecznik policji w Opolu Lubelskim. – Sprawca wielokrotnie zmieniał zeznania. Mówił, że jechali razem w ciągniku i Patryk spadł. Przestraszył się, że kolega nie żyje i postanowił ukryć ciało. Nie można wykluczyć, że wlókł za ciągnikiem spętanego łańcuchem żywego kolegę. Wiemy jedynie, że działał wyjątkowo brutalnie.

Krzysztof K. usłyszał już zarzuty zabójstwa, spowodowania uszkodzeń ciała i jazdy pod wpływem alkoholu. Do zabójstwa się nie przyznał. Grozi mu dożywocie.
Żródło info i foto: se.pl

Policyjny pościg za piratem drogowym

Przejechał koło samochodu drogówki wężykiem. Nic więc dziwnego, że policjanci chcieli go zatrzymać. Jak się okazało, kierowca nie miał zamiaru skorzystać z hamulca. To szczyt nieodpowiedzialności. Nie dość, że pijany mężczyzna wsiadł za kółko, to jeszcze uciekał przed policją, powodując niebezpieczeństwo nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich wokół. Wieczorem w Jeleniej Górze pijany kierowca przejechał przed maską policjantów, którzy byli na wspólnym patrolu z funkcjonariuszami straży granicznej. Ponieważ odbijał się od krawężników zwrócił na siebie uwagę. Gdy mundurowi chcieli go zatrzymać, on tylko przyspieszył.

– Skręcił w drogę szutrową i chciał uciec – informuje asp. sztab. Łukasz Dutkowiak z dolnośląskiej policji. – W czasie ucieczki uszkodził szlaban na jednym z parkingów – dodaje funkcjonariusz.

Pijanego kierowcę złapano, gdy do pościgu włączył się jeszcze jeden patrol. Nie mając już gdzie uciekać samochodem, mężczyzna spróbował jeszcze uniknąć odpowiedzialności na pieszo. To się jednak nie udało. Badanie alkomatem wykazało, że mieszkaniec powiatu jaworskiego ma 1,5 promila. Noc spędził w policyjnym areszcie. Teraz za jazdę na podwójnym gazie i uszkodzenie mienia odpowie przed sądem. Grozi mu nawet do 5 lat więzienia.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Rodzina odwróciła się od Michała L.

Miał rodzinę, pieniądze i całe życie przed sobą. W jednej chwili stracił wszystko! Mowa o szaleńcu Michale L. (32 l.) z Redy, który w sobotę urządził masakrę na sopockim Monciaku. W sobotę wieczorem prowadzona przez niego rozpędzona honda civic wjechała na sopocki deptak. Michał L. taranował ludzi, 23 osoby zostały ranne. Świadkowie zdarzenia rzucali mu różne przedmioty pod koła, aby go spowolnić. Niestety, nie udało się go zatrzymać na molo i popędził dalej. W końcu auto rozbiło się na drzewie. Michał L. trafił już do aresztu.

Nie może jednak liczyć na to, że jego bliscy wyciągną go z tarapatów. Rodzina kompletnie się od niego odwróciła! To, co zrobił 32-latek, nie jest do zaakceptowania także dla jego krewnych i bliscy nie chcą go znać. Nikt nie wysłał do niego obrońcy, który pomógłby mu wyjść z opresji. Bronić będzie go adwokat przydzielony z urzędu. Szaleńcowi grozi do 10 lat więzienia, a jeśli okaże się, że był pijany albo pod wpływem narkotyków, usłyszy inny zarzut. I wtedy może spędzić za kratami nawet 15 lat.
Żródło info i foto: Fakt.pl