Nie żyje skatowana 3-latka z Torunia

Sylwia M. i Przemysław O. 30 maja usłyszeli zarzuty usiłowania zabójstwa: mieli znęcać się nad córką co najmniej od kwietnia. 28 maja, bijąc trzylatkę po głowie, doprowadzili do tego, że w stanie ciężkim trafiła do szpitala.

Z oddziału intensywnej terapii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu, dokąd trafiła dziewczynka, od początku płynęły złe informacje. Trzylatka była w stanie krytycznym, a jej obrażenia okazały się niezwykle rozległe. Lekarze stwierdzili wiele poważnych obrażeń m.in. głowy i mózgu.

„Niestety dziewczynka zmarła w nocy z piątku na sobotę” – poinformował dzisiaj rzecznik prasowy toruńskiej placówki Janusz Mielcarek.

Teraz rodzice dziewczynki muszą liczyć się z zaostrzeniem zarzutów.

„23-letnia Sylwia M. i 32-letni Przemysław O. są podejrzani o to, że w okresie co najmniej od kwietnia tego roku do 28 maja, działając wspólnie i w porozumieniu, znęcali się fizycznie nad małoletnią córką w wieku 2 lat i 11 miesięcy. Zadali jej uderzenia przedmiotami, otwartą dłonią po całym ciele, w tym w szyję oraz w twarz, a także nie zapewnili jej niezbędnej pomocy koniecznej do zaopatrzenia złamania kości ramiennej prawej” – relacjonował wcześniej rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Toruniu prok. Andrzej Kukawski.

Jak dodał: „Do kulminacji doszło 28 maja. Wówczas rodzice mieli spowodować u dziecka urazy głowy. Zadając ciosy, doprowadzili do licznych zmian w obrębie mózgowia i masywnego obrzęku mózgu”.

Z relacji prokuratury wynika, że karetkę pogotowia wezwał ojciec dziewczynki. Lekarze, widząc jej obrażenia, natychmiast zawiadomili policję. Rodzice zostali wówczas zatrzymani. Nie przyznali się do usiłowania zabójstwa córki.

„Mając na uwadze dobro śledztwa, nie mogę ujawnić treści ich wyjaśnień. Zdecydowaliśmy się w niedzielę 30 maja na złożenie do sądu wniosku o tymczasowe aresztowanie podejrzanych na okres 3 miesięcy. Sąd przychylił się do tego wniosku” – wskazywał prok. Kukawski.

Teraz śledczy przyznał, że możliwa jest w tej sprawie zmiana kwalifikacji czynu na zabójstwo.

„Kolejnych czynności prokuratury w tej sprawie należy oczekiwać po weekendzie” – dodał.

Sylwia M. i Przemysław O. mają jeszcze dwoje dzieci, co więcej: 23-latka jest w ciąży. 32-latek był wcześniej karany za przestępstwa przeciwko mieniu i odsiadywał wyrok więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Brytyjska „bestia” po 33 latach wychodzi na wolność

Colin Pitchfork po 33 latach więzienia warunkowo wyjdzie na wolność. Mężczyzna został skazany na dożywocie za gwałt i morderstwo na dwóch 15-latkach. Był pierwszą osobą skazaną na podstawie badań DNA. Brytyjski Organ odpowiadający za zwolnienia warunkowe, tzw. Parole Board, uznał, że mężczyzna zmienił się i jest gotów żyć na wolności. W dokumentach można przeczytać, że „Pitchfork był kimś, kto dużo myślał o seksie oraz używał przemocy, siły i seksu, aby zademonstrować władzę i kontrolę nad kobietami”.

Podczas odsiadki się zmienił

Jak twierdzą więzienni wychowawcy przez 33 lata odsiadki mężczyzna się zmienił. 61-latek nauczył się pomagać innym, rozwinął pozytywne cechy swojej osobowości, a także uczył się pomagać osobom niepełnosprawnym. Decyzja wejdzie w życie za 21 dni. Z takiego rozstrzygnięcia sprawy cieszą się adwokaci skazanego. Do sprawy odniosły się także rodziny ofiar. Uważają one, że warunkowe wyjście na wolność mordercy jest czymś skandalicznym.

– On zawsze, ale to zawsze będzie niebezpieczny dla otoczenia i żadna reedukacja tego nie zmieni – mówi Barbara Ashworth, mama zamordowanej dziewczynki. – On powinien dawno otrzymać karę śmierci, najlepiej „kulką w łeb” – emocjonalnie komentuje siostra zamordowanej.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowe informacje o zabójcy 11-letniego Sebastiana

Do prokuratury w Sosnowcu ponownie został doprowadzony 41-latek z Sosnowca, który przyznał się do uprowadzenia i zabicia 11-letniego Sebastiana z Katowic. Dziś będą kontynuowane przesłuchania mężczyzny, któremu już wczoraj postawiono zarzuty, w tym zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu wznowiła przesłuchanie 41-letniego mężczyzny, który przyznał, że w sobotę uprowadził i zabił 11-letniego Sebastiana z Katowic.

Wczoraj mężczyzna przez 5 i pół godziny składał obszerne zeznania, których prokuratura nie chce jednak ujawniać. Po przesłuchaniu prokuratura wystąpi do sądu o areszt tymczasowym, a sąd będzie miał 24 godziny na jego rozpatrzenie.

W poniedziałek w zakładzie medycyny sądowej przeprowadzono sekcję zwłok zamordowanego dziecka, która potwierdziła, że Sebastian został uduszony. Według nieoficjalnych informacji, 41-latek jest sosnowieckim optykiem, po rozwodzie, ma dwoje dzieci. Był już znany policji.

W 2008 roku porwał inne dziecko, któremu robił zdjęcia, następnie je wypuścił. W 2018 roku w związku z uszkodzeniem ciała żony miał zakaz zbliżania się do niej.Kilka lat temu na jego nośnikach elektronicznych zabezpieczono treści pedofilskie.

Sebastian z Katowic wyszedł w sobotę na plac zabaw. Miał wrócić do domu o godzinie 19:00, ale wysłał mamie SMS-a, w którym poprosił o zgodę na przedłużenie zabawy o pół godziny. Mama się zgodziła, Sebastian jednak nie wrócił do domu.

Kiedy mama zawiadomiła policję o zaginięciu dziecka, ruszyły poszukiwania. Na podstawie analizy zapisu z kamer monitoringu ustalono, że Sebastian został z placu zabaw uprowadzony.

Na nagraniach widać samochód 41-letniego mężczyzny, który w niedzielę około godziny 17:00 został zatrzymany. Wtedy też miał przyznać się do zbrodni i wskazał policji miejsce ukrycia zwłok Sebastiana w dzielnicy Niwka – kilka kilometrów od domu dziecka, w Sosnowcu.

Jedna z hipotez – jak mówią policjanci dziennikarzowi RMF FM Marcinowi Buczkowi „prawdopodobna” – jest taka, że mężczyzna pomylił się. Chciał uprowadzić dziewczynkę, ale wciągnął do samochodu chłopca, bo ten miał dłuższe włosy.

Mężczyzna miał udusić chłopca, gdy Sebastian powiedział, że o wszystkim opowie mamie. Później ciało dziecka chciał zalać betonem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Seria strzelanin w USA. Zginęło co najmniej 17 osób

Co najmniej 17 ofiar śmiertelnych i 33 rannych to bilans 10 masowych strzelanin, do których doszło w miniony weekend w USA – poinformowała stacja CNN, powołując się na instytucje monitorujące akty przemocy z użyciem broni palnej – Gun Violence Archive, policję i lokalne media.

CNN definiuje masową strzelaninę jako zdarzenie, w wyniku którego cztery osoby lub więcej zginęły lub odniosły obrażenia (bez uwzględniania sprawców).

Kryminolodzy tłumaczą nasilenie przemocy kilkoma czynnikami. Zaliczają do nich załamanie gospodarcze, zerwanie więzi społecznych w rezultacie pandemii COVID–19 i brak zaufania do policji. Zwracają uwagę, że zjawisko trwa.

„Brak słów, aby opisać tragedię. Wszyscy jesteśmy wstrząśnięci, od funkcjonariuszy, którzy odpowiedzieli na wezwanie o strzelaninie, do śledczych na miejscu zdarzenia” – mówił szef policji w Colorado Springs Vince Niski w nawiązaniu do strzelaniny podczas przyjęcia urodzinowego w niedzielę, w której zginęło sześć osób.

Policja zabiła podejrzanego

Policja zabiła podejrzanego o zabójstwa. Zginęła m.in. dziewczyna domniemanego sprawcy. Z doniesień mediów wynika, że masowe strzelaniny miały miejsce w weekend w siedmiu stanach. Doszło do nich m.in. w miejskich domach komunalnych, w parku, hotelu i klubie nocnym.

W Filadelfii w stanie Pensylwania zarejestrowano 14 strzelanin (nie wszystkie miały charakter masowy), w których łącznie zginęło siedem osób. W tym roku w mieście zarejestrowano 185 zabójstw, co stanowi drastyczny wzrost w porównaniu z tym samym okresem w zeszłym roku.

Masowe strzelaniny w siedmiu stanach

W Phoenix w stanie Arizona nocna strzelanina w hotelu Hyatt Regency spowodowała śmierć jednego mężczyzny i obrażenia u co najmniej siedmiu innych osób. Grupa uczestnicząca w hotelowej imprezie wdała się w sprzeczkę. Ofiary śmiertelne to osoby w wieku od 18 do 22 lat.

W Woodlawn w stanie Maryland trzy osoby nie żyją, a inna została ranna. Zdaniem śledczych podejrzany sprawca podpalił swój dom i przedostał się do domu sąsiadów, gdzie zastrzelił dwie osoby. Zginął od kul policji, kiedy odmówił rzucenia broni.

Co najmniej trzy osoby zginęły, a dziewięć innych zostało rannych w trzech oddzielnych strzelaninach w Kalifornii. Dwie osoby nie żyją, a trzy inne zostały ranne w parku w Kinloch w Missouri. Łącznie osób odniosło obrażenia w Newark w stanie New Jersey i w Milwaukee w stanie Wisconsin.

Nie wszystkie strzelaniny miały charakter masowy. Według GVA od piątku do niedzieli włącznie w całym kraju odnotowano co najmniej 117 zgonów w związku z użyciem broni palnej, ranne zostały 303 osoby.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Podpalił komisariat w Minneapolis. 23-latek musi zapłacić 12 mln dolarów

Cztery lata więzienia i 12 milionów dolarów kary – tak brzmi wyrok, który usłyszał 23-latek skazany za podpalenie komisariatu w Minneapolis. Budynek stanął w ogniu w trakcie gwałtownych protestów po zabiciu w tym mieście przez policjanta Afroamerykanina George’a Floyda. Dylan Shakespeare Robinson przyznał się do winy w grudniu. Jego prawnik William Mauzy stwierdził, że „nie ma żadnych szans”, by 23-latek był w stanie zapłacić tak wysoką karę.

Do podpalenia komisariatu przyznali się także trzej inni mężczyźni. Swoje wyroki usłyszą w późniejszych terminach. W trakcie zamieszek Robinson podpalił koktajl Mołotowa, który inna osoba rzuciła następnie w komisariat.

„Dostał wyrok za tysiące osób, które brały w nich udział”

– Zdecydował się zrezygnować z pokojowego protestu, zamiast tego wybrał przemoc i zniszczenie – powiedział prokurator Anders Folk. Podpalenie – jak dodał – „przyczyniło się do powszechnego bezprawia w Minneapolis” i mogło doprowadzić do utraty przez kogoś życia.

Mauzy stoi na stanowisku, że 23-latek nie ponosi większej winny niż inni uczestnicy demonstracji. – Dostał wyrok za tysiące osób, które brały w nich udział. (…) Wielu innych, znacznie bardziej winnych niż Robinson, nie zostało zidentyfikowanych – stwierdził.

Po zabójstwie Floyda pod koniec maja ubiegłego roku w amerykańskich miastach dochodziło do gwałtownych protestów, które po zmroku przeradzały się niekiedy w grabieże i starcia z policją. Jedne z największych miały miejsce w Minneapolis.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kamil S. brutalnie zabił 4-latkę. Sąd Najwyższy uchylił wyrok 20 lat więzienia. Kara jest rażąco niska

Sąd Najwyższy uchylił wyrok, skazujący Kamila S. na 20 lat więzienia za brutalne zabójstwo 4-letniej Oliwii – poinformowała Prokuratura Krajowa. Kasację w tym procesie wniósł Prokurator Generalny, który uważa, że orzeczona kara jest rażąco niska. Sprawą zajmie się ponownie Sąd Apelacyjny w Łodzi.

Na Twitterze sprawę skomentował prokurator generalny Zbigniew Ziobro. „Skatował i w bestialski sposób zabił niespełna 4-letnią Oliwię. Rozbił jej głowę, bo płakała za mamą. Dostał 20 lat więzienia z możliwością wcześniejszego wyjścia. Nie zgadzam się na tak łagodny wyrok. SN uwzględnił moją kasację” – napisał Ziobro.

Z informacji przekazanej przez prokuraturę wynika, że 4–letnia Oliwia była ofiarą przemocy ze strony partnera swojej matki Kamila S. Jak przekazali śledczy, od 12 listopada do 6 grudnia 2016 r. mężczyzna w sposób szczególnie okrutny znęcał się psychicznie i fizycznie nad dziewczynką. Nie tylko groził dziecku użyciem pasa, czy zamknięciem w łazience, ale stosował wobec niego przemoc bijąc po całym ciele, w szczególności po klatce piersiowej, głowie i twarzy. Ponadto uderzał dziewczynkę w brzuch i bił pasem. Mężczyzna spowodował rozliczne obrażenia u dziecka, w tym m.in. złamanie łokcia, żebra, obojczyka, rozległych sińców na powierzchni niemal całego ciała – relacjonowali śledczy.

Jak ustalili, do kulminacji agresywnych zachowań Kamila S. doszło w dniu 6 grudnia 2016 r., kiedy dwukrotnie rzucił dzieckiem na łóżko tak, że uderzyło ono głową o drewniane oparcie. Dziewczynka doznała licznych obrażeń głowy, w tym krwiaków i obrzęku mózgu, które doprowadziły do jej śmierci. Z kolei Kamil S. nie udzielił ofierze pomocy, ale jeździł z martwym dzieckiem po mieście, żeby przekazać go matce, w celu udania się do szpitala.

20 lat więzienia

W marcu 2018 r. Sąd Okręgowy w Łodzi skazał mężczyznę na 15 lat pozbawienia wolności za zabójstwo i pięć lat pozbawienia wolności za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad dzieckiem, orzekając karę łączną 20 lat więzienia. Jak zaznaczono w tym orzeczeniu z warunkowego przedterminowego zwolnienia mógłby skorzystać po odbyciu 15 lat kary. Prokuratura wniosła apelację od wyroku w części dotyczącej orzeczenia o karze.

Łódzki sąd apelacyjny utrzymał jednak zaskarżone rozstrzygnięcie, wskazując że żądana przez oskarżyciela kara dożywocia, jak i kara 25 lat pozbawienia wolności, nie może być w tym przypadku orzeczona z uwagi na szereg okoliczności łagodzących. Sąd wskazał m.in. na uprzednią niekaralność, młody wiek, krótki okres znęcania się, wyrażoną skruchę, przyznanie się do winy i dobrą opinię sprawcy w miejscu zamieszkania.

Kasacja Prokuratora Generalnego

Prokurator Generalny nie zgodził się z tym wyrokiem uznają karę za rażąco niską i skierował do Sądu Najwyższego kasację w tej sprawie. Według prokuratury wskazane przez sąd apelacyjny okoliczności łagodzące, nie zostały właściwe ocenione, a nadana im ranga, nie była uprawniona.

W kasacji podkreślono też, że „zabójstwa niespełna czteroletniego, bezbronnego dziecka Kamil S. dokonał w sposób bezwzględny i okrutny, tylko dlatego, że płakało za matką i nie chciało przebywać samo z oprawcą, który stosował wobec niego przemoc fizyczną i psychiczną”. Prokurator podkreślił brutalność działania sprawcy, który pomimo tego, że dziewczynka umilkła, dalej ją katował.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Pięć lat kolonii karnej za udział w protestach na Białorusi

Sąd w Lidzie na Białorusi skazał w poniedziałek na pięć lat kolonii karnej aktywistę Witolda Aszuroka za naruszenie porządku i przemoc wobec milicji – podał portal Tut.by. To najsurowsza dotąd kara spośród wszystkich wymierzonych uczestnikom powyborczych protestów – pisze Nasza Niwa. Aszurok był oskarżony na podstawie dwóch artykułów kodeksu karnego, dotyczących naruszenia porządku publicznego i przemocy wobec funkcjonariusza milicji.

Jak podkreśla gazeta internetowa Nasza Niwa, zasądzona wobec niego kara pięciu lat pozbawienia wolności to najsurowszy wyrok, jaki dotychczas został wymierzony uczestnikowi powyborczych protestów na Białorusi.

Tut.by informuje, że okazać wsparcie mężczyźnie przyszło około 50 osób, które po ogłoszeniu wyroku skandowały: „Hańba!”.

– Nie zdarzyło się nic nielogicznego, wiedziałem, że trafię do więzienia, jeśli nasz protest nie osiągnie swojego celu – przekazał Naszej Niwie 50-letni Aszurok.

Aszurok został zatrzymany po raz pierwszy 9 sierpnia ub.r., w dzień wyborów prezydenckich. Po raz drugi zatrzymano go miesiąc później w związku z jego udziałem w protestach w Lidzie w sierpniu i wrześniu – napisała gazeta.
Źródło info i foto: TVP.info

2,5-latka z obrażeniami głowy w szpitalu. Areszt dla 29-letniego partnera matki

Częstochowscy policjanci zatrzymali 29-letniego mieszkańca tego miasta, podejrzanego o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u dziecka swojej partnerki. Dziewczynka, która ma dwa i pół roku, z poważnymi obrażeniami głowy trafiła do szpitala. Decyzją sądu 29-latek trafił już do aresztu, gdzie spędzi kolejne trzy miesiące; jeżeli wszczęte śledztwo potwierdzi, że dziecko było ofiarą przemocy, mężczyzna może trafić do więzienia na co najmniej 3 lata – podała w czwartek policja.

– O zdarzeniu powiadomił szpital, do którego zostało przywiezione dziecko z obrażeniami wskazującymi na celowe działanie osób trzecich. Do urazu doszło 6 stycznia, ale dziewczynka do szpitala trafiła dopiero następnego dna – poinformowali policjanci.

– Zebrane w sprawie dowody i przeprowadzone czynności pozwoliły na przedstawienie zarzutu partnerowi jej matki, pod opieką którego się wtedy była. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu – dodała policja.

29-latek jest dobrze znany częstochowskim policjantom. W przeszłości był wielokrotnie karany za liczne przestępstwa, m.in. za bójki, pobicia i rozboje.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Afera pedofilska w Słupsku. Prokuratura po raz trzeci skierowała akt oskarżenia przeciwko Pawłowi K.

Prokuratura Okręgowa w Słupsku po raz trzeci skierowała przeciwko Pawłowi K., instruktorowi tańca, akt oskarżenia. Mężczyźnie zarzuca się m.in. popełnienie przestępstw seksualnych wobec czterech małoletnich dziewcząt. Dwa poprzednie wnioski sąd zwrócił prokuraturze do uzupełnienia. Pawłowi K. zarzuca się łącznie dziewięć przestępstw, pięć z nich ma charakter seksualny wobec czterech małoletnich dziewcząt. W czwartek rzecznik słupskiej prokuratury Paweł Wnuk poinformował, że, po zrealizowaniu dodatkowych czynności wskazanych przez sąd, prokuratura ponownie skierowała akt oskarżenia.

Rzecznik przekazał, że dodatkowe czynności w śledztwie nie doprowadziły do nowych ustaleń, które wcześniej nie były znane prokuraturze.

Pierwszy akt oskarżenia przeciwko Pawłowi K. trafił do sądu w kwietniu 2019 roku. Wcześniej był on zwracany przez sąd celem uzupełniania śledztwa. Chodziło o: „uzyskanie opinii biegłego celem poprawienia jakości zapisu audio z przesłuchania jednego z małoletnich świadków, który notabene przesłuchiwany był przez sąd i to sąd zapewniał środki techniczne do nagrywania tego świadka” – przekazał Wnuk.

Śledczy ustalili, że oskarżony Paweł K., gdy był instruktorem tańca w miejskiej instytucji kultury między 2013 a 2017 rokiem, doprowadził do obcowania płciowego trzy dziewczynki, które nie miały skończonych 15. lat. Jedną z nich zmusił do tego przemocą.

Pawłowi K. zarzuca się także, że jedną nastolatkę poniżej 18. roku życia doprowadził do poddania się innym czynnościom seksualnym, także przy użyciu przemocy.

Instruktorowi tańca za te przestępstwa grozi kara więzienia nie krótsza niż trzy lata. Co więcej, prokuratura zarzuca Pawłowi K., że od 2015 do 2018 roku rozpijał co najmniej trzy małoletnie dziewczyny.

Oskarżony w latach 2017-2018 miał także pobierać zawyżoną opłatę za naukę tańca od rodziców pokrzywdzonych dziewcząt. Łącznie oszukał ich na 1410 złotych. Pokrzywdzone dziewczyny były uczestniczkami kursu tańca, który był prowadzony przez Pawła K. w Słupskim Ośrodku Kultury.

Słupsk. Paweł K. nie przyznaje się do winy. „Zostałem pomówiony”

Paweł K. w trakcie przesłuchania nie przyznał się do popełnianego mu przestępstwa. Miał powiedzieć, że „został pomówiony przez pokrzywdzone osoby”, „że z żadną z pokrzywdzonych nie łączyły go relacje o charakterze seksualnym”. Paweł K. zaprzeczył także oskarżeniom, że częstował małoletnie alkoholem, czy też im go dostarczał. Instruktor przekazał również, że pieniądzy, których wyłudzenie mu się zarzuca, „nie przeznaczał na własne potrzeby, ale na koszty związane z wyjazdami zespołu na turnieje”.

Sąd dwukrotnie odrzucił wniosek prokuratury o tymczasowy areszt wobec oskarżonego. Paweł K. ma policyjny dozór, zakaz opuszczania kraju oraz zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonymi, a także nakaz powstrzymania się od prowadzenia zajęć z udziałem małoletnich osób. Mężczyzna musiał także wpłacić 10 tys. złotych poręczenia. Oskarżony w przeszłości nie był karany.
Źródło info i foto: wp.pl

Jarosław Kaczyński wzywał do „obrony kościołów”. Nie będzie prokuratorskiego śledztwa ws. oświadczenia prezesa PiS

Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia postępowania w związku z październikowym oświadczeniem Jarosława Kaczyńskiego po pierwszych protestach kobiet. Zawiadomienie w tej sprawie złożył wiceszef klubu Lewicy Krzysztof Śmiszek, który zapowiada, że w ciągu siedmiu dni złoży zażalenie na „pseudo-postanowienie” prokuratury. Chodzi o słowa Kaczyńskiego z jego oświadczenia wygłoszonego 27 października, w którym odnosił się do protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. przepisów dotyczących aborcji.

– W szczególności musimy bronić polskich kościołów. Musimy ich bronić za każdą cenę. Wzywam wszystkich członków Prawa i Sprawiedliwości i wszystkich, którzy nas wspierają do tego, by wzięli udział w obronie Kościoła, w obronie tego, co dziś jest atakowane i jest atakowane nieprzypadkowo – mówił wówczas wicepremier i prezes PiS.

Szef PiS apelował, by „bronić Polski”

Kaczyński określił wtedy wyrok TK ws. przepisów dot. aborcji jako „całkowicie zgodny z konstytucją”. Kaczyński potępił jednocześnie protesty przeciwników zaostrzenia prawa aborcyjnego.

– Ci, którzy do nich wzywają, ale i także ci, którzy w nich uczestniczą, sprowadzają niebezpieczeństwo powszechne, a więc dopuszczają się poważnego przestępstwa – oświadczył szef PiS.

– To czas, w który musimy umieć powiedzieć „nie” temu wszystkiemu, co może nas zniszczyć. To zależy od nas, to zależy od państwa, od jego aparatu, ale przede wszystkim zależy od nas – od naszej determinacji, odwagi. Obrońmy Polskę – mówił Kaczyński.

Śmiszek: odmowa wszczęcia podstępowania to pseudo-postanowienie

Na początku listopada Krzysztof Śmiszek skierował w tej sprawie do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Kaczyńskiego. Według posła Lewicy prezes PiS wyczerpał znamiona przestępstw takich jak podżeganie do przemocy, podżeganie do gróźb, podżeganie do udziału w bójkach, a także przekroczył uprawnienia funkcjonariusza publicznego.

W piątek poseł Lewicy poinformował, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała mu pismo, „w którym odmawia wszczęcia postępowania bez zachowania formalnych wymogów dotyczących takiego postanowienia”.

– To oczywiście nie będzie mnie powstrzymywało od tego, aby w ciągu siedmiu dni – zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania karnego – złożyć zażalenie do Sądu Rejonowego w Warszawie na to pseudo-postanowienie Prokuratury Okręgowej w Warszawie – dodał polityk.

„Uważam, że Kaczyński popełnił przestępstwo”

Jak podkreślił, „jest przekonany o słuszności swojego zawiadomienia”. – Uważam, że Jarosław Kaczyński popełnił przestępstwo podżegając do przemocy na polskich ulicach – powiedział. Śmiszek przekazał też postanowienie warszawskiej Prokuratury Okręgowej o odmowie wszczęcia postępowania w tej sprawie podpisane przez wiceszefową tej prokuratury Magdalenę Kołodziej. Jak wynika z tego pisma, prokuratura nie stwierdziła, że czyny popełnione przez Kaczyńskiego nie zawierają znamion czynu zabronionego.

Po ogłoszeniu wyroku przez TK rozpoczęły się protesty w całej Polsce, organizowane m.in. przez Strajk Kobiet. Manifestujący przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego protestowali m.in. pod domem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, siedzibą PiS w Warszawie oraz na ulicach wielu miast w Polsce. Odbywały się także liczne protesty przed kościołami i w kościołach w całej Polsce.
Źródło info i foto: polsatnews.pl