Francja: Były żołnierz poszukiwany za próbę zabójstwa zatrzymany

Poszukiwany w lasach środkowej Francji za próbę zabójstwa były żołnierz Terry Dupin został aresztowany – poinformowała policja. Dodano, że uzbrojony mężczyzna, który w niedzielę otworzył ogień do funkcjonariuszy został postrzelony podczas zatrzymania.

Minister spraw wewnętrznych Francji Gerald Darmanin przekazał na Twitterze, że mężczyzna został „zneutralizowany”. Policja poinformowała, że podczas aresztowania zbieg zaczął strzelać do żandarmów, doszło do wymiany ognia, w której były żołnierz został poważnie ranny. Antyterroryści poszukiwali Dupina w lasach departamentu Dordogne w środkowej Francji od niedzieli, gdy w miejscowości Lardin-Saint-Lazare były żołnierz oddał strzały do funkcjonariuszy żandarmerii, którzy interweniowali w związku z przemocą domową.

Według burmistrza miasteczka, Dupin pojawił się nocą w domu swojej byłej partnerki i zaatakował jej obecnego partnera, a kiedy na miejscu pojawili się żandarmi otworzył do nich ogień i uciekł do lasu.

Mężczyzna karany za przemoc domową

Ostrzegano, że karany już wcześniej za przemoc domową mężczyzna jest uzbrojony i niebezpieczny. Podczas trwania akcji poszukiwawczej mieszkańcom nakazano pozostanie w domach.

Minister Darmanin podziękował wszystkim zmobilizowanym do akcji służbom, szczególnie antyterrorystycznej Grupie Interwencyjnej Żandarmerii Narodowej (GIGN). W akcji brało udział ponad 300 funkcjonariuszy, wspieranych przez psy tropiące, pojazdy opancerzone i helikoptery – wylicza.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Francja: Były żołnierz strzelał do żandarmów i uciekł do lasu. Trwają poszukiwania sprawcy

29-letni były żołnierz, który był skazany za przemoc domową, przyszedł do swojej byłej partnerki w Lardin-Saint-Lazare we Francji i zaatakował jej obecnego partnera. Kiedy na miejscu pojawili się żandarmi, zaczął do nich strzelać, po czym uciekł do lasu. Trwa obława. Według służb poszukiwany „ma ze sobą strzelbę do polowania na grubą zwierzynę, która jest naładowana potężną amunicją”

Jak podała AFP, Grupa Interwencyjna Żandarmerii Narodowej z Tuluzy i Satory zaangażowała w poszukiwania 300 funkcjonariuszy. Towarzyszy im dwóch negocjatorów. Nad obszarem latają cztery helikoptery.

Ściganym jest były żołnierz, który służył w wojsku między 2011 a 2016 rokiem. Żandarmeria przekazała, że poszukiwany ma 29 lat. – Mężczyzna jest silnie uzbrojony. Jest wysportowany i przemieszcza się bardzo szybko. Ukrywa się na trudno dostępnym, zalesionym obszarze – powiedziała agencji AFP Francine Bourra, burmistrz Lardin-Saint-Lazare.

– Ma ze sobą strzelbę do polowania na grubą zwierzynę, która jest naładowana potężną amunicją – powiedział lokalnej prasie generał Andre Petillot, dowódca oddziału w Nowej Akwitanii. Jak ustaliły źródła AFP, bronią jest winchester kaliber .30 – 30, którego używa się we Francji do polowań na dziki. – Poszukiwany zna bardzo dobrze teren, na którym się przemieszcza – dodał Petillot.

Burmistrz Lardin-Saint-Lazare poinformowała AFP, że podejrzany był wcześniej skazany za przemoc domową i nosił elektroniczną bransoletkę. Około północy pojawił się w domu swojej byłej partnerki i zaatakował jej obecnego partnera. Kiedy na miejscu pojawiła się żandarmeria, otworzył ogień do funkcjonariuszy i uciekł na pobliski zalesiony obszar.

Władze departamentu Dordogne nakazały okolicznym mieszkańcom pozostanie w domach.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rosyjska modelka zasztyletowała męża

Nawet 15 lat więzienia grozi 26-letniej rosyjskiej modelce, która przyznała się do śmiertelnego ataku z nożem na męża. Lilia Sudakova, znana m.in. z okładek prestiżowego magazynu „Vogue”, została aresztowana po sprzeczce, do której doszło, gdy jej mąż przyprowadził do domu inną kobietę i chciał, by przygotowała im kolację. Zdaniem matki modelki, Sudakova była ofiarą przemocy domowej i działała w samoobronie.

Popularna modelka pojawiała się na okładce rosyjskiego wydania „Vogue’a”, a także magazynów we Włoszech, Chinach czy Japonii.

Jak opisuje nypost.com, zeznała śledczym, że powodem śmiertelnej bójki była zazdrość, jaką wywołał jej mąż, flirtując na jej oczach z przyprowadzoną z baru kobietą. Zabity, 28-letni Siergiej Popov, nalegał, aby jego żona przygotowała dla nich kolację, a później kopnął Sudakovą i szarpał ją za włosy – twierdzi matka kobiety w rozmowie z gazetą „Komsomolskaja Prawda”.

Do kłótni doszło pod koniec listopada.

26-latka odepchnęła atak męża, a później wbiła w niego nóż. „To był impuls, nie celowe działanie” – podkreśla jej matka, dodając, że „Lilia jest ofiarą”, a zięć był „alkoholikiem i aroganckim snobem”.
Źródło info i foto: TVP.info

Przełomowa ustawa. Eksmisja za przemoc domową

Od dziś obowiązują regulacje, które mają pomóc w skuteczniejszej walce ze sprawcami przemocy domowej i lepiej chronić jej ofiary. Chodzi o nowelizację kodeksu postępowania cywilnego i szeregu innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 956), która po sześciomiesięcznym vacatio legis wchodzi właśnie w życie.

Nakaz wyda policjant

Jedną z najważniejszych zmian tzw. ustawy antyprzemocowej jest przyznanie funkcjonariuszom policji i Żandarmerii Wojskowej uprawnienia do wydawania wobec sprawcy nakazu opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i zakazu zbliżania się do jego bezpośredniego otoczenia. Co najważniejsze, taki nakaz lub zakaz będzie miał natychmiastową skuteczność, a stosować można je również łącznie. Funkcjonariusz ma prawo je wykorzystać zarówno w przypadku skierowania go bezpośrednio na interwencję do osoby stosującej przemoc domową, jak i w sytuacji, gdy pozyska informacje o niepokojących zdarzeniach od jej ofiary. Dodany w kodeksie wykroczeń art. 66b stanowi, że za niezastosowanie się do wydanego zakazu lub nakazu grozi nałożeniem grzywny, karą aresztu lub ograniczeniem wolności.

Co istotne, nałożony nakaz eksmisji lub zakaz zbliżania się obowiązuje przez 14 dni. Przedłużyć go może jednak sąd, do którego z wnioskiem powinien się zwrócić pokrzywdzony. Postępowanie w tej sprawie będzie przeprowadzane w trybie przyspieszonym. Orzeczenie zostanie wydane w ciągu miesiąca od złożenia wniosku.

‒ Wprowadzenie nowych rozwiązań jest bardzo jasnym i wyraźnym komunikatem: to nie ofiara przemocy ma martwić się o swoje bezpieczeństwo, uciekać z domu, poszukiwać spokoju. To sprawca ma ponosić wszelkie konsekwencje swoich czynów. To kolosalna zmiana myślenia o przemocy, o dotychczasowej pozycji pokrzywdzonych i ich sprawców ‒ komentuje Monika Horna-Cieślak, adwokat.

Lepsza ochrona dzieci

Pozytywnym aspektem nowych przepisów jest też to, że wprowadzono w nich rozwiązania dedykowane małoletnim doświadczającym przemocy domowej. Jak podkreśla mec. Horna-Cieślak, to ważne zwłaszcza w czasie pandemii koronawirusa.

‒ Wiemy, że izolacja sprzyja przemocy. Celem nowych rozwiązań prawnych jest zagwarantowanie najmłodszym bezpieczeństwa w domu, w którym obecnie praktycznie cały czas funkcjonują, bo nie chodzą do szkoły, nie spotykają się z rówieśnikami ‒ mówi prawniczka.

Według niej dla małoletnich szczególnie istotne znaczenie mają trzy zapisy ustawy. Po pierwsze, funkcjonariusz nakładający nakaz eksmisji lub zakaz zbliżania się ma ocenić ryzyko zagrożenia życia lub zdrowia odrębnie wobec dziecka i wobec osoby dorosłej. Po drugie, w sytuacji, gdy dom zamieszkuje osoba małoletnia, o zgłoszeniu przemocy powiadomiony zostanie ‒ oprócz zespołu interdyscyplinarnego ‒ właściwy miejscowo sąd opiekuńczy. Po trzecie, przesłuchanie dziecka odbywać się będzie na specjalnych zasadach i tylko w sytuacjach, gdy jest absolutnie niezbędne. Prawniczka zwraca również uwagę na duże znaczenie tego, że to sprawca przemocy będzie musiał natychmiast opuścić mieszkanie.

‒ Dziecko nie musi się pakować, nie musi zmieniać otoczenia. W ten sposób minimalizujemy traumatyczne doświadczenia napięcie, lęk, zagrożenie i niepewność. Dlatego ta ustawa ma kolosalne znaczenie także dla ochrony najmłodszych – podkreśla Monika Horna-Cieślak.

Ryzyko nadużyć

Prawnicy generalnie dobrze oceniają zmiany, choć jest kilka kwestii, które budzą ich niepokój. Mowa zwłaszcza o potencjalnym nadużywaniu nowych regulacji np. w sytuacjach, gdy rodzice walczą o prawo do opieki nad dzieckiem.

‒ Idea ustawy jest generalnie bardzo słuszna. Rozwiązania, które zostały wprowadzone, mają chronić osoby najsłabsze, w tym również dzieci. Jednak w swojej praktyce zawodowej miałam okazję zaobserwować, że w wielu sprawach rozwodowych lub o opiekę nad dziećmi bardzo często zdarzają się fałszywe zawiadomienia o znęcaniu się. Są one składane tylko po to, by mieć większą szansę na wygraną w sądzie. Istnieje więc ryzyko, że eksmitowane będą w takich sytuacjach, na podstawie policyjnego nakazu, osoby niewinne ‒ przyznaje Katarzyna Stankiewicz, adwokat. Jak jednak dodaje, to właśnie te natychmiastowo skuteczne narzędzia, które daje ustawa, pozwolą realnie pomóc prawdziwym ofiarom przemocy domowej.

‒ Dostrzegam ryzyko, że rodzice walczący o prawo do opieki nad dzieckiem mogą chcieć posłużyć się narzędziami ustawowymi w złej intencji, np. po to, by uniemożliwiać kontakt z drugim rodzicem. Dlatego kluczową rolę będą pełnić funkcjonariusze policji oraz żandarmerii i rzetelne realizowanie przez nich obowiązków. Do nich będzie należeć ocena wiarygodności zeznań i sytuacji zastanej podczas interwencji ‒ zauważa Karolina Karlińska-Markiewicz, adwokat. Zwraca również uwagę na to, że potencjalnie problemem może być przestój w sądach związany z pandemią koronawirusa.

‒ Wydłuży to niewątpliwie nawet postępowania teoretycznie rozpatrywane w trybie przyspieszonym ‒ ocenia prawniczka.

To dopiero pierwszy krok

Prawnicy są zgodni co do tego, że ustawa jest dobrym początkiem, zapewniającym lepszą ochronę ofiar przemocy domowej. Nie można jednak na nim poprzestać.

‒ W mojej ocenie rozważenia wymaga rozszerzenie zapisów ustawy także o wprowadzenie zakazu kontaktowania się osoby stosującej przemoc z jej ofiarą. Na pewno zwiększyłoby to poczucie bezpieczeństwa, pomogło w odseparowaniu się od traumatycznych doświadczeń. Myślę też, że środki ochrony dotyczące przesłuchiwania najmłodszych powinny zostać rozszerzone wobec wszystkich dzieci, bez względu na ich wiek, czyli do uzyskania przez nie pełnoletności ‒ postuluje mec. Monika Horna-Cieślak.

Przemoc (nie do opisania) w liczbach

Policja zapewnia, że monitoruje skalę zjawiska przemocy w rodzinie. – Pandemia to czas trudny dla wszystkich. Wyjątkowo dla tych, co pozostają w domach, które powinny być oazą bezpieczeństwa, a nie są – przekonuje Wioletta Szubska z biura prasowego Komendanta Głównego Policji.

Z danych KGP wynika, że formularzy Niebieska Karta (rozpoczynających procedurę mającą zapewnić bezpieczeństwo osobie, wobec której stosowana jest przemoc w rodzinie) w czasie pandemii, czyli od marca do października, wypełniono mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. czy 2018 r. Odpowiednio: 48 166, 49 451 i 49 295. Najwięcej wypełniono ich w czerwcu – 6699, najmniej w październiku – 5382. Dla porównania w ubiegłym roku najwięcej było również w czerwcu – 6481, a najmniej we wrześniu – 5483.

– Musimy jednak pamiętać, że nie zawsze osoby, wobec których istnieje podejrzenie, że są dotknięte przemocą, szukają od razu pomocy policji. Czasem chcą tylko z kimś porozmawiać, upewnić się – dodaje Wioletta Szubska. Przypomina, że działa Policyjny Telefon Zaufania dedykowany takim sytuacjom. I tu od marca do sierpnia 2020 r. odnotowano wzrost liczby odebranych połączeń – 251 rozmów. Rok wcześniej było ich 186.

Jednak na dane policji trzeba nałożyć kilka filtrów. Po pierwsze, funkcjonariusze w dobie pandemii dostali dużo więcej zadań, jak choćby kontrolę osób na kwarantannie. Po drugie, tysiące samych policjantów są na kwarantannie lub zakażonych. Do tego dochodzą puste etaty mundurowe (według ostrożnych danych może być ich ok. 10 tys.).

W efekcie, jak słyszymy nieoficjalnie, brakuje rąk do pracy, by przyjąć zgłoszenie, pojechać do domu na interwencję. – System pomocy jest na skraju wydolności – dodaje Renata Durda, kierowniczka Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” przy Instytucie Psychologii Zdrowia PTP. Przekonuje, że osoby dyżurujące tu przy telefonach praktycznie nie odkładają słuchawki. – Dzwoniący do nas opisują często, że wcześniej na próżno szukali pomocy na policji. Tymczasem w rodzinach nasilają się problemy finansowe, szkolne kłopoty dzieci, rośnie też lęk o zdrowie. Ludzie są jak na beczce prochu, czasem wystarczy iskra.

Zdaniem Durdy wchodząca w życie ustawa antyprzemocowa jest korzystna również z perspektywy kłopotów kadrowych służb. Nadanie policji możliwości natychmiastowej izolacji sprawcy zdejmuje z funkcjonariuszy konieczność częstych odwiedzin w domu zagrożonym przemocą. – To teoretycznie najlepsze rozwiązanie, pod warunkiem że będzie stosowane – słyszymy w „Niebieskiej Linii”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Tomasz J. przed sądem. Pobił żonę na śmierć

Rozpoczął się proces 53-letniego Tomasza J. Mężczyzna stanął przed sądem za zabójstwo swojej żony Anny. Kobieta przez lata była ofiarą przemocy domowej, o czym rzekomo wiedzieli bliscy i sąsiedzi małżeństwa. Ostatecznie została zakatowana na śmierć. W chwili śmierci miała 48 lat.

Jak podaje „Fakt”, Anna i Tomasz J. byli małżeństwem przez niespełna 30 lat. W związku pary zaczęło dochodzić do aktów przemocy po tym, jak ich syn zginął w wypadku. Tomasz J. nadużywał alkoholu, znęcał się nad partnerką oraz groził jej śmiercią. Kobieta regularnie uciekała z domu, szukając pomocy m.in. u krewnych i sąsiadów. Zdecydowała się również na zgłoszenie sprawy na policję, więc rodzinie założono niebieską kartę.

Tomasz J. zgłosił śmierć Anny 7 września 2019 roku. W godzinach rannych zadzwonił na numer pogotowia, twierdząc, że żona leży w kuchni i nie daje znaku życia.

Ratownicy pogotowia przystąpili do reanimacji Anny, jednak kobiety nie udało się uratować. Ponieważ zmarła miała na ciele ślady brutalnego pobicia, zawiadomili funkcjonariuszy policji. Prokurator Adam Naumczuk z Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim potwierdził, że żona Tomasza J. została skatowana na śmierć.

Wyniki sekcji zwłok nie pozostawiały wątpliwości. Anna J. została skatowana. Miała rozległe obrażenia głowy i twarzy, wybite zęby, ślady po uderzeniach na całym ciele. Biegli stwierdzili wylew krwi do mózgu, płuc i śledziony – wyjaśnił prok. Adam Namczuk („Fakt”).

W trakcie zatrzymania Tomasz J. był nietrzeźwy. Funkcjonariuszom policji zeznał, że po powrocie z prac w gospodarstwie znalazł żonę nieprzytomną w kuchni. Według ustaleń śledczych do pobicia Anny doszło za stodołą – odnaleziono tam buty ofiary, a także gumowy wąż, którego użyto do pobicia.

Anna obawiała się, że mąż może ją zabić. Córka kobiety przekazała funkcjonariuszom policji list, w którym matka wymieniała miejsca, gdzie w razie zniknięcia należy szukać jej ciała. Sam Tomasz J. konsekwentnie odmawia przyznania się do winy. Za dokonane przestępstwo grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: o2.pl

Problem przemocy domowej w czasie kwarantanny

Dla ofiar przemocy i wykorzystywania seksualnego kwarantanna i społeczna izolacja stają się wyjątkowo trudne. Liczba przypadków przemocy domowej w czasie epidemii koronawirusa rośnie w gwałtownym tempie. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę rozpoczęła kampanię „Za drzwiami”, w której apeluje o reagowanie w sytuacjach krzywdzenia dzieci.

Epidemia koronawirusa niesie tragiczne skutki w wielu wymiarach. Gwałtownie wzrosła liczba przypadków przemocy domowej. Strach, niepewność, brak poczucia kontroli, atmosfera napięcia i zagrożenia towarzyszące codziennym przekazom medialnym to impulsy eskalujące agresję u dorosłych.

Dodatkowymi czynnikami ryzyka wystąpienia przemocy lub jej nasilenia w przypadku, gdy ta miała miejsce już wcześniej są restrykcyjne ograniczenia, mające minimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa i związana z tym przymusowa izolacja. Osoby doświadczające przemocy bywają tygodniami uwięzione w jednym domu ze sprawcą. Te fakty potwierdzają także obserwacje bieżącej pracy Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

– W prowadzonym przez nas od 11 lat Telefonie Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 to właśnie tegoroczny marzec był rekordowy pod kątem liczby odebranych wiadomości i podejmowanych przez konsultantów interwencji chroniących zdrowie lub życie dzieci – mówi dr Monika Sajkowska, Prezeska Zarządu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Zadzwoń pod 112

W odpowiedzi na ten stan, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę rozpoczęła kampanię społeczną „Za drzwiami”. Jej celem jest zachęcenie społeczeństwa do zgłaszania policji zdarzeń związanych z krzywdzeniem dzieci. W sytuacjach zagrożenia zdrowia lub życia dziecka, odpowiednim kontaktem w takich sprawach jest numer alarmowy 112.

– Często nie reagujemy, bo obawiamy się, że możemy kogoś niesłusznie oskarżyć albo, że podjęte działanie nie będzie skuteczne. Tymczasem w wielu sytuacjach dziecko może uratować właśnie ta chwila czyjejś odwagi i odpowiedzialności, by sięgnąć po telefon i zawiadomić odpowiednie służby. Można to zrobić nawet anonimowo – dodaje Sajkowska.

Kampania „Za drzwiami” jest polską wersją kampanii „Behind the door” przygotowanej przez chorwacką agencję Degordian we współpracy z zagrzebiańskim Centrum Ochrony Dzieci i Młodzieży (Poliklinika za zaštitu djece i mladih Grada Zagreba) oraz Ministerstwem Spraw Wewnętrznych Chorwacji. Ze względu na uniwersalny wymiar przekazu, organizatorzy zdecydowali się udostępnić kampanię partnerom ze wszystkich krajów, w których trwa izolacja z powodu pandemii COVID-19. Za realizację akcji w Polsce odpowiada Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę.
Źródło info i foto: interia.pl

Polska: Eksmisja za przemoc domową?

Mimo zakazu eksmisji w związku z koronawirusem, sprawcy przemocy domowej będą mogli być eksmitowani – stanowi jedna z poprawek, jaką w nocy z wtorku na środę poparła sejmowa Komisja Finansów Publicznych w związku z pracami nad zmianami w tarczy antykryzysowej.

Posłowie z sejmowej komisji finansów w nocy z wtorku na środę rozpatrywali propozycje zmian w tarczy antykryzysowej, które mają m.in. ułatwić firmom przetrwanie kryzysu wywołanego koronawirusem. Wiodącym projektem jest ten przygotowany przez rząd, czyli projekt o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Rząd przyjął projekt we wtorek i skierował do Sejmu.

Zmiana zaproponowana przez KO

Do tej pory posłowie poparli kilkanaście poprawek autorstwa PiS. Komisja zgodziła się też, by wprowadzić zmianę zaproponowaną przez Koalicję Obywatelską. Chodzi w niej o to, by mimo zakazu eksmisji w związku z koronawirusem wyłączyć z tego sprawców przemocy domowej.

Projekt przygotowany przez rząd ma na celu kontynuację dotychczasowych działań w obszarze realizacji tarczy antykryzysowej. Wprowadza on też kolejne kilkadziesiąt rozwiązań, mających przeciwdziałać negatywnym skutkom społeczno-gospodarczym, związanym z koronawirusem.

Propozycja rządowa przewiduje m.in. wprowadzenie 3-miesięcznych „wakacji składkowych” dla firm zatrudniających od 10 do 49 osób. Ulga ma wynieść 50 proc. składek. Zmiany zawarte w projekcie będą kosztować finanse publiczne ok. 18,5 mld zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Francja: Ze względu na kwarantannę rośnie liczba przypadków przemocy domowej

Minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner poinformował, że francuska policja odnotowała 32-proc. wzrost liczby przypadków interwencji w związku z przemocą domową w tygodniu po wprowadzeniu administracyjnego nakazu pozostawania w domu. W regionie paryskim odnotowano o 36 proc. więcej przypadków przemocy domowej – podał Castaner.

Minister zapowiedział utworzenie systemu alarmowego dla ofiar przemocy, który będzie funkcjonował w aptekach, gdzie osoby bite i maltretowane będą mogły w pierwszej kolejności poinformować o zajściach i skontaktować się z policją. Castaner zapowiedział w stacji telewizyjnej France2 w czwartek, że walka z przemocą domową jest priorytetem policji. Poinformował, że funkcjonariusze odnotowali do tej pory 225 tys. przypadków łamania nakazu pozostawania w domu przy przeprowadzonych 3,7 mln kontroli.

Administracyjny nakaz pozostawania w domu obowiązuje we Francji od 17 marca. Wyjście z domu możliwe jest jedynie z pisemnym upoważnieniem w celu zrobienia zakupów, dojazdu do pracy i pilnej wizyty lekarskiej. Dozwolone są też krótkie wyjścia rekreacyjne w obrębie do kilometra od domu i nie dłużej niż przez godzinę. Na oficjalnym formularzu upoważnienia muszą zostać umieszczone dane osoby wychodzącej, cel i godzina wyjścia z domu.

Złamanie zakazu karane jest grzywną w wysokości 135 euro, a przypadku ponownego naruszania zasad – karą 1500 euro. Jeśli dojdzie do czterech naruszeń w ciągu 30 dni kara wyniesie 3700 euro i sześć miesięcy pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Teneryfa: W jaskini znaleziono ciało Niemki i jej 10-letniego syna. Ojciec aresztowany

Hiszpańska policja odnalazła w jaskini na Teneryfie ciało 39-letniej Niemki oraz jej 10-letniego syna. Do zwłok doprowadziły ich słowa 5-latka, wędrującego samotnie w górach w pobliżu Adeje. Aresztowano ojca rodziny, podejrzanego o zamordowanie żony oraz jednego z synów.

Mieszkająca w pobliżu Adeje kobieta spotkała na szlaku w górach zapłakanego i pobrudzonego ziemią 5-latka. Chłopiec wyglądał na zmęczonego i przerażonego. Chwycił kobietę za rękę i nie chciał puścić. Mówił po niemiecku, a ona nie rozumiała ani słowa. Zaprowadziła więc go do znajomego, który przetłumaczył to, co mówiło dziecko.

5-latek powiedział im, że uciekł. Z tego co mówił wynikało, że szedł od kilku godzin.

Para Hiszpanów od razu zabrała dziecko na posterunek policji. Tam chłopiec powtórzył, że ojciec zaprowadził jego, matkę i brata do jaskini. Tam zaczął ich bić. Chłopiec zobaczył dużo krwi, przestraszył się i uciekł.

Setka funkcjonariuszy policji, gwardii cywilnej i straży pożarnej ruszyła na poszukiwanie jaskini, których w okolicznych górach jest wiele. Ściągnięto śmigłowce oraz psy tropiące. Dotarcie do pieczary zajęło im kilka godzin.

W środku znaleziono ciała kobiety i jej 10-letniego syna. Prawdopodobnie zostali uduszeni, a przed śmiercią dotkliwie pobici.

Następnie aresztowano 43-letniego Niemca. Podczas zatrzymania w apartamencie w Adeje był bardzo agresywny. Miał zadrapania na twarzy, które sugerują, że ofiary broniły się.

Okazało się, że 39-letnia kobieta przyleciała z synami na Teneryfę w poniedziałek. Chciała, żeby synowie spotkali się z ojcem, z którym była w separacji. Mężczyzna pracuje na Teneryfie jako kucharz w jednej z restauracji. Wziął rodzinę na spacer w góry. Wtedy doszło do zabójstwa. Policja wstępnie zakwalifikowała je jako przemoc domową.
Źródło info i foto: RMF24.pl

43-letnia Polka zabiła swojego męża? Rodzinna tragedia w Holandii

Rodzinna tragedia w miejscowości Losser w północnej Holandii. W sylwestrową noc w jednym z domów prawdopodobnie doszło do awantury, w wyniku której zginął 39-letni Polak. O zabójstwo podejrzana jest 43-letnia żona mężczyzny. Para wychowywała razem 3,5-roczne bliźnięta. Policja nie informuje, gdzie obecnie przebywają dzieci.

Do tragedii doszło w sylwestrową noc kilka minut po godzinie trzeciej w nocy w jednym z domów w miejscowości Losser (północna Holandia). Wezwana na miejsce policja znalazła w mieszkaniu ciało 39-letniego Polaka. Dokładne okoliczności tragedii są owiane tajemnicą.

Jak informuje telewizja RTV Oost, w nocy sąsiedzi usłyszeli hałasy dochodzące z domu 39-latka i jego żony. Około trzeciej w nocy jeden z sąsiadów miał zobaczyć błąkającego się po ogrodzie Polaka. Mężczyzna pomyślał, że jest on pod wpływem alkoholu. Najprawdopodobniej jednak, 39-latek był już wówczas ranny. Z relacji świadków wynika też, że w tym czasie w drzwiach stała 43-letnia żona Polaka. Kobieta miała przeraźliwie krzyczeć.

W związku ze śmiercią 39-latka policja zatrzymała żonę mężczyzny, obywatelkę byłej Jugosławii. Według telewizji RTV Oost, rodzina znana była wcześniej policji ze względu na przemoc domową.

Para wychowywała wspólnie 3,5-roczne bliźnięta. Policja nie informuje, gdzie obecnie przebywają dzieci.
Źródło info i foto: Fakt.pl