Zbigniew Stonoga usłyszy zarzuty

07.09.2017 Warszawa Sad Okregowy Proces Zbigniewa Stonogi oskarzonego o zniewazenie Prezydenta RP n/z Zbigniew Stonoga fot. Stefan Maszewski/REPORTER

Sprowadzony z Holandii do Polski Zbigniew Stonoga zostanie przesłuchany w Prokuraturze Regionalnej, która przedstawi mu zarzuty. Chodzi o oszustwo z 2011 r. Stonoga jest podejrzany o wyłudzenie od zadłużonego małżeństwa nieruchomości wartych ok. 5,5 mln złotych.

Został sprowadzony z Holandii do Polski 2 czerwca na podstawie 7 listów gończych, które wystawiły za nim prokuratury i sądy w kilku regionach w kraju. Jedną z tych jednostek jest Prokuratura Regionalna w Warszawie.
W środę 9 czerwca Stonoga ma zostać przesłuchany w charakterze podejrzanego. Śledczy postawią mu zarzut dokonania oszustwa co do mienia wielkiej wartości. Informację o zaplanowanych „czynnościach procesowych” ze Zbigniewem Stonogą potwierdził w środę rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie, prok. Marcin Saduś.

Z ustaleń prokuratury wynika, że na przełomie 2010 i 2011 r. małżeństwo P. wystawiło na sprzedaż posiadane nieruchomości w okolicach Ostrołęki i Przasnysza. Para prowadziła działalność gospodarczą opartą na sprzedaży paliwa i gazu, ale była zadłużona wobec banku, kontrahentów i ZUS.

Sprzedaż miała być dla nich ratunkiem w trudnej sytuacji finansowej. Do państwa P. zgłosił się notariusz, informując, że zna osobę zainteresowaną kupnem działek. Tą osobą był Zbigniew Stonoga, który pierwotnie zadeklarował zakup części nieruchomości i częściowe uregulowanie długów, a na późniejszym etapie ustalono, że Stonoga kupi wszystkie cztery nieruchomości należące do P. i spłaci ich wierzytelności.

Nabywca wpłacił 50 tys. zł gotówką w dniu zakupu, za działki warte ponad 5,5 mln złotych. 7 stycznia 2011 r. w kancelarii notarialnej w Warszawie Zbigniew Stonoga podpisał zobowiązanie do przejęcia długów o łącznej wysokości 3 mln 331 tys. 405 zł i uregulowanie go w zamian za przeniesienie na rzecz należącej i zarządzanej przez niego spółki wspomnianych wcześniej nieruchomości. Według prokuratury, Zbigniew Stonoga świadomie wprowadził małżeństwo w błąd, wiedząc, że podpisane przez niego oświadczenie nie jest skuteczne bez zgody m.in. banku.

Postępowanie przeciwko Stonodze zostało wznowione w 2019 r. Wcześniej, w 2013 r. prokurator umorzył je z uwagi na brak wystarczających dowodów, które pozwalałyby na przedstawienie zarzutów. Jak dowiedziała się PAP, notariusz, który pośredniczył w transakcji pomiędzy Zbigniewem Stonogą a oszukanym małżeństwem, ma w tej sprawie status świadka. Był on wcześniej tymczasowo aresztowany i spędził w izolacji ponad dwa lata w związku z ciążącymi na nim zarzutami ws. wyłudzeń ze SKOK Wołomin.

Przesłuchanie w sprawie oszustwa na szkodę małżeństwa spod Ostrołęki to nie jedyne, jakie zaplanowano w najbliższym czasie ze Zbigniewem Stonogą. Jeszcze w tym tygodniu zostaną mu przedstawione zarzuty w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga, która poszukiwała go dwoma listami gończymi. 

Zbigniewa Stonogę ścigała także Prokuratura Regionalna w Lublinie w związku z podejrzeniem przywłaszczenia kwoty ponad 927 tys. zł przekazanych Fundacji im. Zbigniewa Stonogi przez jej przez darczyńców na cele charytatywne. Ta sama prokuratura prowadzi przeciwko Stonodze postępowanie, w którym podejrzany jest o przywłaszczenie kwoty 217 tys. zł przekazanych przez darczyńców na działalność jego fundacji. Pieniądze miał przeznaczyć na żetony do gry w kasynie w Warszawie. Zbigniew Stonoga przywłaszczyć miał też 14 tysięcy złotych i „podejmować czynności, które mogły znacznie utrudnić stwierdzenie przestępnego pochodzenia korzyści uzyskanych z popełnienia czynu zabronionego” – podała PK. Przestępstwa tego Stonoga miał dokonać w warunkach recydywy.

Z kolei Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła Zbigniewowi Stonodze zarzut doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem dwóch osób w kwocie 532 tys. zł., a sąd Okręgowy w Krakowie poszukiwał Zbigniewa Stonogi w związku z postępowaniem zainicjowanym aktem oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Stonoga został oskarżony o popełnienie 15 przestępstw, w tym o wyrządzenie szkody w kwocie ok. 42 milionów złotych w mieniu, o pranie „brudnych pieniędzy” i oszustwa podatkowe na kwotę około 2 mln zł.

W październiku 2020 roku Sąd Rejonowy Lublin-Zachód oddalił wniosek prokuratury o aresztowanie Zbigniewa Stonogi. Podejrzany uciekł do Norwegii, gdzie ubiegał się o azyl polityczny. W mediach społecznościowych informował, że w Polsce był jest prześladowany i „fałszywie oskarżany przez prokuratury w całej Polsce”, które „nie znajdowały elementarnych walorów dowodowych oskarżeń kierowanych wraz z wnioskami o kolejne aresztowania”. Z Norwegii przeniósł się do Holandii, gdzie został w styczniu zatrzymany.

Prokuratura Krajowa już w październiku 2020 roku ustosunkowała się do zarzutów o ewentualne polityczne podłoże wszczynanych przeciwko Zbigniewowi Stonodze postępowań. „Zbigniew S. był skazany m.in. o oszustwa, znieważenia (w tym Prezydenta RP) i zniesławienia, znieważenie osób publicznych, kierowanie gróźb karalnych, składanie fałszywych zeznań, fałszywe oskarżenie, fałszowanie dokumentów, przywłaszczenia, wymuszania zaniechania prawnej czynności służbowej groźbą lub przemocą, naruszenie miru domowego, publiczne nawoływanie do występku lub przestępstwa skarbowego oraz sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy” – wyliczyła PK.

Z danych przygotowanych przez Dział Prasowy PK wynika, że w latach 2000 – 2020 zapadło 28 wyroków skazujących Zbigniewa Stonogi. „Ostatnio w sierpniu i we wrześniu 2020 r. w sądach w Ostrowi Mazowieckiej, Warszawie i w Zawierciu zapadły trzy nieprawomocne wyroki skazujące Zbigniewa S. na – odpowiednio – 2 lata 6 miesięcy, 1 rok 8 miesięcy i 8 miesięcy pozbawienia wolności” – podała prokuratura.

Przekazanie Zbigniewa Stonogi to efekt decyzji holenderskiego sądu. „Sąd podzielił stanowisko polskiego wymiaru sprawiedliwości o wysokiej szkodliwości czynów podejrzanego. Uznał, że zostały przez polską prokuraturę dobrze udokumentowane” – poinformowała na początku czerwca Prokuratura Krajowa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowy świadek ws. zabójstwa Ziętary opowiedział o zbrodni po 28 latach milczenia

– Jarosław Ziętara, który zniknął 1 września 1992 r., interesował się przekrętami Elektromisu. Sądziłem, że firma go przekupi, ale sprawy wymknęły się spod kontroli. Został zabity, a ciało wrzucono do kwasu – zeznał w czwartek w sądzie nowy świadek, Zdzisław K. ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza śledczego. Mężczyzna milczał przez 28 lat.

Jak poinformował Onet, latem 2020 roku, po niemal 28 latach od zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary, do redakcji „Głosu Wielkopolskiego” miał zgłosić się Zdzisław K., który chciał dowiedzieć się, kiedy odbędzie się najbliższa sprawa ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Zdecydował się złożyć zeznania, które miały wzmocnić akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. Choć mężczyzna złożył wniosek do sądu blisko rok temu, został przesłuchany dopiero teraz – w czwartek 20 maja 2021 r.

Jak poinformował Onet, latem 2020 roku, po niemal 28 latach od zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary, do redakcji „Głosu Wielkopolskiego” miał zgłosić się Zdzisław K., który chciał dowiedzieć się, kiedy odbędzie się najbliższa sprawa ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Zdecydował się złożyć zeznania, które miały wzmocnić akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. Choć mężczyzna złożył wniosek do sądu blisko rok temu, został przesłuchany dopiero teraz – w czwartek 20 maja 2021 r.

Proces ws. podżegania o zabójstwo Ziętary. „To miał być taki przekręt ”

Aleksander G., poznański biznesmen, jest oskarżany o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Prokuratura utrzymuje, że mężczyzna miał zlecić zabójstwo dziennikarza w trakcie jednej z narad w firmie Elektromis w 1992 roku. Zdzisław K., nowy świadek w sprawie, był kolegą Mariusza Ś. (twórcy Elektromisu) z domu dziecka, a następnie z więzienia, obaj panowie później współpracowali ze sobą.

– W 1991 r., wspólnie z moim kolegą Mariuszem Ś., przejęliśmy poznańską spółkę Strefa Wolnocłowa. Zostałem jej prezesem. Wiedziałem od Mariusza, że dostaje informacje od Aleksandra G., mającego wtedy dobre kontakty i wiedzę o zmieniających się przepisach, że mamy szybko sprowadzić do Polski papierosy. To miał być taki przekręt „w białych kołnierzykach” – zeznał w czwartek w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, rozprawę relacjonował Łukasz Cieśla z Onetu.

Papierosy sprzedawano wprost do Elektromisu bez odprowadzania podatku. Sprawą zainteresowała się prokuratura, jednak finalnie śledztwo zostało umorzone. Jarosław Ziętara nadal interesował się jednak tym procederem i prawdopodobnie posiadał już wiele informacji. Jak twierdził Zdzisław K., szef Elektromisu miał mówić, że „trzeba będzie uciszyć dziennikarza”. Mężczyzna miał odebrać to jednak jako zapowiedź przekupienia Ziętary. O samym zaginięciu miał dowiedzieć się dopiero kilka miesięcy po fakcie.

Świadek tłumaczył, że dwóch znajomych z firmy Mariusza Ś. opowiedziało mu o szczegółach zbrodni. Obaj mieli być zatrudnieni tam do „brudnej roboty”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prokuratura wszczęła śledztwo ws. zabójstwa 13-letniej Patrycji

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa 13-letniej Patrycji. 15-latek zatrzymany w związku z zabójstwem spędził noc w policyjnej izbie dziecka. Dziś ma zostać przesłuchany. „Ten chłopak ma 15 lat. Dokładnie 15 lat skończył wczoraj. Do zdarzenia najprawdopodobniej doszło przed dniem urodzin nastolatka. W związku z tym będzie odpowiadał jako osoba nieletnia. Oczywiście w toku tego postępowania to może się zmienić. Decyduje sędzia rodzinny” – przekazała rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara. Jeszcze dziś ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok 13-latki.

Wczoraj w Piekarach Śląskich policja odnalazła ciało 13-latki. Patrycja była poszukiwana od wtorku. Jej zaginięcie zgłosili rodzice. Dziewczyny szukała rodzina, znajomi i kilkudziesięciu policjantów z Piekar, Bytomia, Knurowa i komendy wojewódzkiej w Katowicach. Miejsce, gdzie znajdują się zwłoki, wskazał służbom 15-letni znajomy dziewczyny. Miał też przyznać się do zabójstwa Patrycji.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska poinformowała że śledztwo, wszczęte dziś w piekarskim ośrodku zamiejscowym Prokuratury Rejonowej w Tarnowskich Górach, dotyczy zabójstwa Patrycji ze szczególnym okrucieństwem, poprzez – jak podała prokuratura – „kilkunastokrotne ugodzenie jej nożem w okolice klatki piersiowej, brzucha, nogi, rąk oraz podcięcie nożem szyi, co doprowadziło do jej śmierci”.

Od wczoraj media i opinia publiczna zastanawiały się czy nastolatek będzie podlegał odpowiedzialności karnej. Zgodnie z ogólnymi zasadami Kodeksu karnego, za przestępstwo nie odpowiada osoba, która nie ukończyła 17. roku życia, ale w wyjątkowych sytuacjach – np. zbrodni zabójstwa, gwałtu zbiorowego lub porwania – do odpowiedzialności karnej może być pociągnięty już 15-latek.

Decyduje o tym sąd rodzinny i dla nieletnich, biorąc pod uwagę m.in. okoliczności sprawy i stopień rozwoju sprawcy. W takim przypadku orzeczona kara nie może przekroczyć dwóch trzecich górnej granicy zagrożenia za dane przestępstwo; sąd może zastosować także nadzwyczajne złagodzenie kary.

Wobec nieletnich sąd może orzec środki wychowawcze, np. umieszczenie w zakładzie poprawczym (a wcześniej, do zakończenia całej procedury, w schronisku dla nieletnich). Jeżeli 15-latek trafi do poprawczaka, opuści go w wieku 21 lat.

Przyznał się do zabójstwa

Dziś 15-latek ma zostać przesłuchany w obecności rodzica. Wszystko wskazuje na to, że będzie odpowiadał przed sądem jak nieletni.

Ten chłopak ma 15 lat. Dokładnie 15 lat skończył wczoraj. Do zdarzenia najprawdopodobniej doszło przed dniem urodzin nastolatka. W związku z tym będzie odpowiadał jako osoba nieletnia. Oczywiście w toku tego postępowania to może się zmienić. Decyduje sędzia rodzinny. W przypadku, gdyby w momencie popełnienia zbrodni miał 15-lat, mógłby – podkreślam mógłby – odpowiadać jako osoba dorosła. Na to wpływa wiele różnych czynników. Niewykluczone, że w tej sytuacji do tego nie dojdzie – tłumaczyła w rozmowie z reporterką RMF FM Anną Kropaczek rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara.

Zgodnie z przepisami ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich, zostanie przekazany do dyspozycji Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach – Wydział ds. Rodzinnych i Nieletnich z wnioskiem o umieszczenie w schronisku dla nieletnich – poinformowała z kolei Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska.

Wczoraj 15-latek wskazał miejsce, gdzie znajdowało się ciało jego 13-letniej koleżanki. Najpierw mówił, że we wtorek wieczorem Patrycja po kłótni z nim pobiegła w kierunku ul. Bytomskiej w Piekarach Śląskich i wsiadła do autobusu. Z szukającymi dziewczyny policjantami jeździł po znajomych, wskazywał potencjalnych świadków. Policjanci dotarli jednak do świadka, który widział ich razem w autobusie, to rzuciło cień na jego relacje. To był moment zwrotny – powiedziała rzeczniczka śląskiej policji podinsp. Aleksandra Nowara.

15-latek później przyznał, że faktycznie wsiadł z Patrycją do autobusu, mówił, że poszli na spacer. Twierdził też, że ktoś ich napadł. Potem przyznał się do zabójstwa. Według ustaleń śledztwa, sprawca zadał ofierze nożem liczne rany kłute. Wiemy też, że 15-latek najprawdopodobniej zabrał z domu narzędzie, którym mógł zadać rany 13-leniej dziewczynce – stwierdziła rzeczniczka policji. Dotychczas policja nie odnalazła narzędzia zbrodni.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska poinformowała, że prokurator wraz z funkcjonariuszami policji w obecności lekarza specjalisty medycyny sądowej przeprowadził oględziny miejsca zdarzenia oraz oględziny zwłok. Przypuszczalną przyczyną zgonu Patrycji P. były doznane obrażenia klatki piersiowej – dodała. Sekcja zwłok nastolatki ma odbyć się jeszcze w czwartek.

Prok. Smorczewska potwierdziła, że w środę został zatrzymany znajomy zamordowanej, który – jak wynikało z wcześniejszych ustaleń, był ostatnią osobą, która spotkał się z dziewczyną w dniu jej zaginięcia. Rozpytany, przyznał się do zabójstwa. Wziął również udział w eksperymencie procesowym, podczas którego wskazał miejsce ukrycia ciała pokrzywdzone – dodała prokurator.

Policjanci ani prokuratorzy nie chcą na razie odnosić się do podawanych w mediach nieoficjalnych informacji, że Patrycja była w ciąży z 15-latkiem i to było tłem zbrodni. Wynika to z relacji samego zatrzymanego i zostanie zweryfikowane w trakcie sekcji zwłok; mado niej dojść jeszcze dzisiaj. Śledztwo w sprawie śmierci Partycji prowadzi piekarski wydział Prokuratury Rejonowej w Tarnowskich Górach. Czynności z udziałem nastolatka powinny się odbyć w piekarskim oddziale sądu w Tarnowskich Górach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Robert Lewandowski przesłuchany w związku z zatrzymaniem Cezarego K.

– Robert Lewandowski był już wcześniej przesłuchiwany – mówi nam Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie. We wtorek zatrzymany Cezary K. zostanie przesłuchany – w charakterze podejrzanego. – W godzinach porannych, w jednej z podwarszawskich miejscowości funkcjonariusze Komendy Stołecznej Policji, na polecenie Prokuratury Regionalnej w Warszawie, zatrzymali menedżera piłkarskiego, byłego reprezentanta Polski, Cezarego K. – informuje nas Marcin Saduś.

– Zatrzymanie ma związek z prowadzonym od kilku tygodni śledztwem w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie. Przedmiotem tego śledztwa jest czyn polegający na kierowaniu gróźb karalnych wobec wybitnego polskiego reprezentanta, Roberta Lewandowskiego, celem zmuszenia pokrzywdzonego do zapłaty kwoty 20 mln euro na rzecz Cezarego K.” – dodaje rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Istotną informacją jest fakt, że Robert Lewandowski był już wcześniej przesłuchiwany w Prokuratorze Regionalnej w Warszawie. M.in. to właśnie jego zeznania dały podstawę do zatrzymania Cezarego K.

Funkcjonariusze dokonali przeszukania mieszkania Cezarego K., w celu zabezpieczenia dowodów, które mogą okazać się przydatne w śledztwie. Prokuratura – co zapewnia Marcin Saduś – dysponuje już konkretnymi dowodami.

– Inaczej nie byłoby możliwości wydania postanowienia o przedstawieniu zarzutów. Jeszcze dzisiaj Cezary K. zostanie przesłuchany, w charakterze podejrzanego. Po wykonaniu tej czynności, prokurator podejmie decyzję w sprawie zastosowania środków zapobiegawczych – informuje rzecznik prasowy.

Skontaktowaliśmy się także z pełnomocnikiem zatrzymanego, Łukaszem Gładkim, który w tej chwili nie chciał komentować sprawy. Wojna pomiędzy Robertem Lewandowskim i jego byłym menadżerem trwa od około roku. Cezary K. domaga się odszkodowania, ponieważ twierdzi, że kapitan reprezentacji Polski wraz z żoną nielegalnie wydali firmowe pieniądze. W ostatnich tygodniach 48-latek przekazał też niemieckim mediom informację o unikaniu płacenia podatków przez Lewandowskiego.

Piłkarz Bayernu Monachium i jego otoczenie otwarcie powtarzają, że zawodnik był szantażowany. Adwokat Lewandowskiego wytoczył też proces przeciwko byłemu menadżerowi.

Cezary K. był agentem Lewandowskiego przez ponad 10 lat. Rozstali sie na przełomie 2017 i 2018 roku. Teraz polskiego napastnika reprezentuje jeden z najbardziej wpływowych agentów na świecie – Pini Zahavi.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp.pl

Głogów: 6-latek wypadł z 2. piętra. Ojciec pijany

Chłopiec wypadł z drugiego piętra. Trafił do głogowskiego szpitala, ale jego stan zaczął się pogarszać, dlatego zapadła decyzja o przetransportowaniu dziecka do Wrocławia. Ojciec 6-latka miał 2 promile i w momencie zdarzenia znajdował się w innym pokoju. Do zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem w Głogowie (woj. wielkopolskie). Przechodzień zauważył dziecko leżące pod blokiem i powiadomił służby. Okazało się, że chłopiec wypadł z okna, które znajdowało się na drugim piętrze bloku – podaje portal info112.pl.

6-latek trafił do głogowskiego szpitala. Nagle jego stan zaczął się pogarszać. Badania wykazały, że dziecko ma obrażenia wielonarządowe i sporo złamań. Chłopca przetransportowano do placówki we Wrocławiu. Jego stan jest ciężki, ale stabilny. Według serwisu regionfan.pl, 6-latkiem w momencie wypadku opiekował się ojciec, który znajdował się w innym pomieszczeniu i był pijany. W mieszkaniu znajdowało się również inne dziecko, a matka była w pracy.

Podczas zdarzenia ojciec chłopca miał około dwa promile alkoholu w organizmie. Mężczyzna został zatrzymany. W poniedziałek przed południem nadal nie mógł być przesłuchany, bo wciąż był nietrzeźwy.
Źródło info i foto: wp.pl

Łukasz Szumowski przesłuchany ws. afery maseczkowej

„Chciałem przekazać całą wiedzę, jaką posiadam. To dla mnie niezwykle istotne, by sprawa została gruntownie wyjaśniona” – powiedział portalowi tvp.info Szumowski.

Z kolei RMF FM podało we wtorek, że to minister poprosił o przesłuchanie. Dokładnej daty przesłuchania nie ujawniła ani prokuratura, ani on sam. „Sam się zgłosiłem i złożyłem zeznania w tej sprawie. Śledztwo nie jest publiczną sprawą” – odpowiedział na pytania dziennikarza radia o to, co dokładnie zeznał.

„Gazeta Wyborcza” w maju napisała, że resort zdrowia kupił za 5 mln zł maseczki ochronne od znajomego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, instruktora narciarskiego Łukasza G. W transakcji pośredniczył też brat ministra Marcin Szumowski. Jak się później okazało, maseczki nie spełniały wymaganych norm, a resort zażądał od Łukasza G. zwrotu pieniędzy. Minister zdrowia potwierdził wtedy, że maseczki, o których napisała gazeta, nie spełniają norm, i że w związku z tym zażądano „wymiany towaru na adekwatny”. MZ złożyło potem zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie. Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.(PAP)
Źródło info i foto: Bankier.pl

Kolejny dzień poszukiwań zaginionego 3-latka. Ojciec został przesłuchany

Żołnierze, policjanci i strażacy od poniedziałku szukają małego Kacpra z Nowogrodźca na Dolnym Śląsku. 3,5-letni chłopczyk bawił się w towarzystwie ojca, gdy nagle zniknął. Mężczyzna usłyszał już zarzut za niewłaściwy nadzór nad synem. Prokuratura przypuszcza, że dziecko mogło wpaść do rzeki.

34-letni Rafał B. – ojciec Kacpra – dopiero w środę mógł zostać przesłuchany. W chwili zatrzymania był pijany. Usłyszał zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu jego małoletniego syna.

Malec oddalił się od ojca

Przedstawiona przez mężczyznę wersja zdarzeń zgadza się z ustaleniami prokuratury.

– Chłopiec był pod jego opieką na ternie ogródka działkowego, a następnie w pewnym momencie mężczyzna przestał zwracać na niego uwagę – wyjaśnia Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Dziecko oddaliło się w nieznanym kierunku, prawdopodobne jest, że mogło wpaść do znajdującej się w pobliżu rzeki. To hipoteza, którą policja i prokuratura stawiają na razie na pierwszym miejscu. Z relacji świadków wynika, że mężczyzna na działce był z synem od kilku dni.

– Ten chłopak jeździł rowerkiem. 100 metrów pani słyszała plumknięcie. Myślała, że to bóbr, czy coś tam – mówi Paweł, znajomy rodziny.

– Biegał sobie, ruchliwy chłopczyk, jasne włosy. Ojciec go bardzo lubił, bo najmłodszy, to był oczko – dodaje Wacław Szepielak, który pomaga szukać chłopca.

Ojciec, kiedy zorientował się, że nie ma dziecka, od razu zaczął go szukać. Pomagali mu sąsiedzi.

Poszukiwania skupiają się na rzece

Akcja służb w środę skoncentrowała się na rzece. – W dzisiejszych działaniach wezmą udział policjanci kontrterroryści, wyspecjalizowana grupa w poszukiwaniach podwodnych, najlepsi policyjni płetwonurkowie – wyjaśniała rano asp. sztab. Anna Kublik- Rościszewska z policji w Bolesławcu.

Rzekę już wcześniej kilka razy przeszukali strażacy. Jak mówią: to wyjątkowo trudna akcja. – Rzeka ma zmienny charakter. Są miejsca płytkie, gdzie łódź trzeba przepychać, a w innych miejscach rzeka ma dwa metry – mówi bryg. Andrzej Śliwowski, komendant PSP w Bolesławcu.

Nie ustają też poszukiwania w terenie. Wczoraj przeszukano ponad 700 ha.

Pod uwagę brane są wszystkie hipotezy – policjanci zabezpieczyli samochód, który znajdował się na działce. Rafałowi B. grozi 5 lat więzienia. Ale trafi tam prawdopodobnie już w środę, bo był poszukiwany, miał odbywać karę więzienia i musi odbyć zasądzoną wcześniej karę za kradzież.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy. Wjechał autem w tłum ludzi. Sprawca zostanie przesłuchany

Niemieccy śledczy mają nadzieję na przesłuchanie we wtorek 29-latka, który w poniedziałek wjechał w pochód karnawałowy w Volksmaren w północno-zachodnich Niemczech. Rannych zostało ponad 50 osób, w tym 18 dzieci. Według mediów w poniedziałek przesłuchanie nie było niemożliwe z powodu urazu głowy mężczyzny.

Do zdarzenia doszło koło godziny 14.30 w poniedziałek w miejscowości Volkmarsen w Hesji, 160 kilometrów od stolicy tego landu, Wiesbaden. Naoczni świadkowie mówili, że srebrny mercedes taranował ludzi na odcinku około 30 metrów. Według ich relacji, kierowca nie zwalniał, lecz dodawał gazu.

Służby nie wiedzą, jakimi pobudkami kierował się sprawca wjeżdżając w tłum ludzi, ale przypuszczają, że, jak cytuje jednego ze śledczych dziennik „Bild”, „działał celowo, a przyczynić się mogły do tego jego problemy psychiczne”. Według cytowanego przez gazetę śledczego, dotąd nie ma przesłanek, które by wskazywały na podłoże polityczne tego czynu.

Niektóre niemieckie media sugerowały, że mężczyzna mógł być pod wpływem alkoholu lub narkotyków, ale śledczy do tej pory nie odnieśli się do tych doniesień. Rzecznicy policji i prokuratury odmówili również skomentowania doniesień, że w związku ze zdarzeniem zatrzymano drugą osobę. Radio Deutschlandfunk przekazało, że ktoś filmował moment zdarzenia, ale nie jest jasne, w jaki sposób miałby być zamieszany w sprawę.

Jak poinformowała policja, we wtorek siedemnaście osób opuściło już szpitale, a trzydzieści pięć wciąż przebywa na oddziałach. Do zdarzenia w Volksmaren doszło niespełna tydzień po zamachu w Hanau w zachodnich Niemczech, gdzie napastnik otworzył ogień w dwóch barach z fajkami wodnymi. Mężczyzna zastrzelił 10 osób, w tym swoją matkę, po czym popełnił samobójstwo. Atak miał najprawdopodobniej podłoże rasistowskie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabójstwo w szpitalu w Gdańsku. Sprawca był wcześniej agresywny

Śledczy sprawdzają, dlaczego mężczyzna – podejrzewany o zabójstwo 93-latka w szpitalu na Zaspie w Gdańsku – został przyjęty na oddział chorób wewnętrznych. Jak informują pacjenci, 61-latek był wcześniej agresywny. Jeszcze dzisiaj ma zostać doprowadzony do prokuratury, gdzie zostanie przesłuchany. Śledztwo w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.

Śledczy ustalają, dlaczego mężczyzna, który w nocy z czwartku na piątek zaatakował 93-latka i pielęgniarkę w Szpitalu św. Wojciecha na Zaspie w Gdańsku w czwartek wieczorem trafił na oddział wewnętrzny. Sprawca przebywał na sali razem ze swoją ofiarą zaledwie kilka godzin. Mężczyźni nie znali się.

Pacjent trafił do szpitala karetką specjalistyczną z zespołem, ale nie z powodów psychiatrycznych. Nie było podstaw, aby nie przyjąć go na SOR z chorobą, którą się pojawił. Byliśmy w stanie mu pomóc. Po dwóch dniach przeniesiono go na oddział chorób wewnętrznych, ponieważ nie mieliśmy wolnych miejsc na oddziale internistycznym – powiedziała w rozmowie z PAP rzecznik szpitali Copernicus Katarzyna Brożek.

Jak informują pacjenci szpitala 61-latek miał wcześniej zachowywać się agresywnie.

9 stycznia faktycznie pacjent był pobudzony. Otrzymał on środki uspokajające, po których zasnął i uspokoił się. Po kolejnej kontroli lekarza, który przebadał mężczyznę i przeprowadził z nim wywiad nie było podstaw do tego, aby podać mu kolejne lekarstwa lub przenieść go na inny oddział i poddać konsultacji z psychiatrą – wyjaśniła Brożek.

Śledczy sprawdzają również, czy nadzór nad pacjentami szpitala był prawidłowy.

Dochowaliśmy wszelkich standardów zabezpieczenia – podkreśliła Brożek. – Przekazaliśmy materiał dowodowy organom ścigania. Zaraz po zdarzeniu pacjentom, pracownikom oraz rodzinie ofiary zapewniliśmy opiekę psychologiczną. Zespół psychologów przyjechał do szpitala, każdy mógł skorzystać z pomocy – dodała.

Do tragedii doszło w nocy z czwartku na piątek około godz. 3 na oddziale wewnętrznym Szpitala św. Wojciecha na Zaspie. Jeden z pacjentów, 61-letni mieszkaniec Sopotu, zaatakował przebywającego z nim na sali 93-latka. Napastnik zadał ofierze szereg ciosów w głowę.

Jak powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk, wszystko wskazuje na to, że mężczyzna napadł na 93-latka wykorzystując znajdujący się w sali sprzęt medyczny. Najprawdopodobniej chodzi o stojak do kroplówki. „Sprzęt został zabezpieczony przez śledczych” – dodała Wawryniuk.

Uciekając 61-latek zaatakował również na pielęgniarkę, która odnalazła ciało zamordowanego pacjenta. – Została złapana za szyję, prawdopodobnie sprawca próbował ją udusić, ale na miejsce przybiegła druga pielęgniarka i wtedy mężczyzna uciekł z sali – relacjonował w piątek prezes spółki Copernicus Podmiot Leczniczy Dariusz Kostrzewa.

Kobieta przebywa w domu i jest pod opieką psychologa. – Została przebadana przez lekarzy, fizycznie wszystko jest w porządku, ale psychicznie jeszcze długo będzie do siebie do chodziła – powiedziała Brożek.

Policjanci zatrzymali podejrzewanego o zabójstwo mężczyznę na jednym z przystanków autobusowych. Na miejscu tragedii zabezpieczono ślady i przesłuchano świadków.

Jak przekazała PAP Wawryniuk prokurator zapoznał się już z wynikami sekcji zamordowanego 93-latka i jeszcze dzisiaj przesłucha podejrzewanego o zabójstwo mężczyznę, który przebywa teraz w policyjnej izbie zatrzymań.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Konin: 29-latek zaatakował kolegę mieczem samurajskim

Dramatyczne zdarzenie w Koninie. 29-latek zaatakował o rok starszego mężczyznę mieczem samurajskim! Napastnik został przesłuchany, a ciężko ranny mężczyzna przebywa w szpitalu.

Do zdarzenia doszło w sobotę (14 grudnia) około południa w jednym z bloków przy ul. Topazowej. Według relacji portalu lm.pl miedzy mężczyznami wywiązała się awantura, która skończyła się użyciem ostrego narzędzia.

30-latek chwycił za miecz japoński typu Katana i uderzył nim w 29-latka. Jak w ogóle do tego doszło? Pierwsza wersja mówiła, że do zdarzenia doszło na klatce schodowej, ale teraz wiemy, że doszło do tego w mieszkaniu 30-latka. – Sprawca wdarł się do tego mieszkania i w wyniku odparcia zamachu, doszło do uszkodzenia ciała – powiedział mecenas Michał Wójcik, obrońca mężczyzny.

29-latek trafił do szpitala w ciężkim stanie. Uszkodzona została nerka, wątroba oraz jelita grube. Według relacji lokalnych mediów tłem konfliktu miały być sprawy osobiste.

30-letni mężczyzna, który użył ostrego narzędzia nie został aresztowany. Uznano, że działał w obronie koniecznej. – – Czy doszło do przekroczenia granic? Tego sąd nie mógł ustalić, bo pokrzywdzonego nie można było przesłuchać. Sąd uznał, że nie zastosuje wobec mojego klienta żadnego środka zapobiegawczego – dodał mec. Wójcik.
Źródło info i foto: se.pl