Białoruś: Wszczęto sprawę karną ws. Andżeliki Borys. Trwają przeszukania

Wszczęto sprawę karną wobec szefowej Związku Polaków na Białorusi Andżeliki Borys – poinformowała prokuratura generalna Białorusi. Jak podano, chodzi o podżeganie do nienawiści na tle religijnym i narodowościowym. W siedzibie ZPB w Grodnie oraz w mieszkaniach działaczy trwają przeszukania. Rewizja rozpoczęła się m.in. w mieszkaniu członka Zarządu Głównego ZPB Andrzeja Poczobuta, który nad ranem także został zatrzymany i prezes oddziału ZPB w Wołkowysku Marii Tiszkowskiej.

Sprawa karna wobec Borys i „innych osób”, jak informuje prokuratura, dotyczy podżegania do nienawiści na tle narodowościowym i religijnym, a także „rehabilitacji nazizmu”. Według komunikatu prokuratury generalnej chodzi o organizowanie w okresie od 2018 r. „szeregu nielegalnych przedsięwzięć masowych z udziałem niepełnoletnich, w czasie których czczono uczestników band antysowieckich działających w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i po jej zakończeniu”.

– Dokonywali oni grabieży i zabójstw ludności cywilnej, niszczenia majątku. Ich działania miały na celu rehabilitację nazizmu i usprawiedliwienie ludobójstwa narodu białoruskiego – twierdzi prokuratura.

ZPB: Zastraszanie mniejszości polskiej na Białorusi

Andżelika Borys została zatrzymana we wtorek. W środę skazano ją na 15 dni aresztu za organizację „nielegalnej imprezy masowej”. Prezes ZPB sądzona była z artykułu, który mówi o złamaniu przepisów dotyczących organizacji imprez masowych. Chodzi o zorganizowany 7 marca doroczny jarmark rzemieślników Grodzieńskie Kaziuki.

Władze Związku Polaków na Białorusi wydały oświadczenie w którym stwierdzono, że bezpodstawne zatrzymanie Borys służy „zastraszaniu całego środowiska polskiej mniejszości na Białorusi”. Związek to największa na Białorusi organizacja mniejszości polskiej. W 2005 r. władze Białorusi pozbawiły ją rejestracji.
Źródło info i foto: interia.pl

Sprzedawał materiały wybuchowe w internecie

Policjanci z wydziału kryminalnego katowickiej komendy wojewódzkiej zatrzymali 43-letniego mieszkańca Jastrzębia-Zdroju, który na jednym z portali internetowych handlował materiałami wybuchowymi. Kryminalni wspólnie z policyjnymi kontrterrorystami zabezpieczyli aż 74 kilogramy prochu strzelniczego, który mężczyzna ukrywał na terenie swojej posesji. Podejrzanemu grozi do 8 lat więzienia.

Na trop 43-latka z Jastrzębia-Zdroju kryminalni wpadli podczas monitorowania ogłoszeń na jednym z portali internetowych. Jeden ze sprzedawców w swoim ogłoszeniu zachęcał do kupna „hermetycznych pustych pojemników na czarny proch”. Stróże prawa ustalili, kto dokładnie zamieścił ogłoszenie. We wtorek jastrzębscy oraz katowiccy stróże prawa pojechali do 43-latka. Mężczyzna przyznał, że posiada czarny proch strzelniczy, który zakupił na terenie Czech oraz broń czarnoprochową kolekcjonerską.

W trakcie przeszukania jego domu mundurowi ujawnili 74 kilogramy materiałów wybuchowych w postaci czarnego prochu strzelniczego. Okazało się, że jastrzębianin nie miał pozwolenia na posiadanie materiałów wybuchowych. Na posesji policjanci ujawnili także broń kolekcjonerską, której posiadanie nie jest zabronione.

Na miejscu znaleziska pracowali także mundurowi z Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Katowicach, którzy zabezpieczyli materiały wybuchowe. 43-latek został zatrzymany. Kryminalni ustalili, że od sierpnia 2020 roku do 2 marca 2021 roku za pośrednictwem jednego z portali internetowych wprowadził on do obrotu bez koncesji 100 kilogramów materiału wybuchowego miotającego w postaci czarnego prochu. Podejrzany próbował wprowadzić do obrotu kolejne 74 kilogramy materiałów wybuchowych. Decyzją Prokuratora został objęty policyjnym dozorem. W sprawie prowadzone są dalsze czynności. Niebezpieczne materiały zostaną zneutralizowane.

Za nielegalne posiadanie i obrót materiałami wybuchowymi grozi do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kraków: Przeszukanie CBŚP w sądzie

Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News. Warszawa 15.04.2015. n/z: Centralne Biuro Sledcze Policja

Funkcjonariusze CBŚP przeszukali miejsce pracy jednego z pracowników krakowskich sądów. Jak nieoficjalnie poinformował PAP, jest on podejrzewany o współpracę z pseudokibicami Cracovii. Na miejscu zabezpieczono dokumenty, które mogą mieć związek ze śledztwem ws. grupy przestępczej, do której należeli fani zespołu z ul. Kałuży.

Prokuratura przekazała, że przeszukanie sądu przez funkcjonariuszy CBŚP miało być związane ze śledztwem dotyczącym zorganizowanej grupy przestępczej powiązanej z pseudokibicami jednego z krakowskich klubów, a dokładniej Cracovii. Grupą kierowała Magdalena K. „W krakowskim sądzie zostało przeszukane miejsce pracy jednego z pracowników, gdzie zabezpieczono dokumenty mogące mieć związek ze sprawą. Przeprowadzone przeszukania nie mają związku z żadnym z krakowskich sędziów” – poinformowała PK.

Jak ustaliła nieoficjalnie PAP, chodzi o pracownika tego sądu, wobec którego istnieją podejrzenia, że działał na rzecz gangu pseudokibiców. W krakowskim sądzie są już dwa akty oskarżenia przeciwko członkom gangu pseudokibiców Cracovii. Łącznie około 30 osób jest oskarżonych o m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej i handel narkotykami. 

Grupą kierowała Magdalena K. Z ustaleń śledczych wynika, że kobieta przejęła „dowództwo” po swoim partnerze Mariuszu Z., który wcześniej przewodził przestępcom wraz z bratem.

Magdalena K. była poszukiwana ENA i czerwoną notą Interpolu. Kobieta została zatrzymana na Słowacji w lutym u.br. Procedura ekstradycyjna trwała wiele miesięcy i kobieta do Polski trafiła dopiero w listopadzie ub.r. Prokurator ogłosił jej zarzuty „kierowania zorganizowaną grupą przestępczą”, „przemytu i handlu narkotykami”, „utrudniania postępowania karnego w innym śledztwie” oraz „składania fałszywych zeznań i nakłaniania do takiego czynu innych osób”. Grozi jej do 15 lat więzienia. Kobieta nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień.

Wcześniej zostali też zatrzymani inni członkowie gangu pseudokibiców. W kwietniu 2020 roku CBŚP schwytało Krzysztofa G. Mężczyzna jest podejrzany o produkcję i handel narkotykami, grozi mu do 20 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Oszuści oferowali najem apartamentów na fałszywych stronach www

Policjanci wydziału do walki z cyberprzestępczością Komendy Stołecznej Policji przy współpracy z CERT Polska zatrzymali 30-letniego obywatela Niemiec i jego 29-letnią partnerkę. Mężczyzna jest podejrzany o doprowadzenie wielu osób do niekorzystnego rozporządzenia własnym mieniem. Obojgu zostały przedstawione zarzuty. 30-latek będzie odpowiadał za oszustwa, kobieta natomiast znieważenia funkcjonariuszy i naruszenie ich nietykalności. Obywatel Niemiec został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

Stołeczni policjanci wydziału do walki z cyberprzestępczością we współpracy z CERT Polska na terenie Wrocławia przeprowadzili działania, w wyniku których zatrzymali 30-letniego obywatela Niemiec i jego 29-letnia partnerkę.

Według ustaleń funkcjonariuszy para na kilku domenach utworzyła strony internetowe oferujące wynajem apartamentów w różnych miejscowościach na terenie Polski. Działając w ten sposób, wiele osób doprowadzili do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Poszkodowani na wskazane w ofercie konto wpłacali pieniądze za wynajem apartamentów. Dodatkowo oszuści przygotowywali do użycia za autentyczne wcześniej podrobione dokumenty.

W trakcie przeszukania lokalu, w którym para zamieszkiwała, policjanci zabezpieczyli telefony, modem internetowy, a także liczne przedmioty, które mogły świadczyć, że oszuści działali na większą skalę. Wśród nich znalazły się karty sim różnych operatorów, karty płatnicze, karty prepaid oraz dokumenty tożsamości z wizerunkiem zatrzymanego wydane na różne osoby.

W trakcji policyjnej interwencji 29-latka rzuciła się na jednego z funkcjonariuszy, zaczęła go kopać i opluwać, a także atakować słownie.

Po zakończeniu czynności związanych z zatrzymaniem policjanci przewieźli kobietę i mężczyznę do Komendy Stołecznej Policji. Tutaj 30-latek usłyszał sześć zarzutów dotyczących oszustw oraz przygotowania do użycia za autentyczne wcześniej podrobionych dokumentów. 20-latka będzie odpowiadała za znieważenie funkcjonariuszy oraz naruszenia ich nietykalności.

Decyzja sądu mężczyzna został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Kobieta ma obowiązek raz w tygodniu stawiać się na policyjny dozór.

Sprawa ma charakter rozwojowy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zaginął 84-latek z Przemyśla

Policja, wojsko i straż pożarna szukają 84-letniego Władysława Klepackiego. Mieszkaniec Przemyśla zaginął w trakcie okresu świątecznego, ostatni raz kontaktował się z rodziną w Wigilię. Dzień później wyszedł z mieszkania bez dokumentów osobistych. 

Władysław Klepacki, 84-letni mieszkaniec Przemyśla, zaginął kilka dni temu. Jego rodzina ostatni raz nawiązała z nim kontakt w Wigilię wieczorem. Jak podaje rzeszowska „Gazeta Wyborcza”, w I dzień świąt ok. godz. 11 wyszedł ze swojego mieszkania przy ul. Kosynierów. Od tamtej pory do niego nie wrócił ani nie kontaktował się z bliskimi.

25 grudnia po południu rodzina zgłosiła zaginięcie mężczyzny. Od momentu przyjęcia zawiadomienia, policjanci, a także żołnierze rozpoczęli poszukiwania. Sprawdzany był i wciąż jest zarówno teren miasta, jak i całego powiatu przemyskiego. 

„W czasie działań sprawdzono ogródki działkowe, cmentarze, dworce, szpitale oraz wykonano wiele innych zadań wskazanych przez kierującego akcją z przemyskiej policji. W niedzielę w akcję zaangażowani byli również strażacy z Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu, którzy przy pomocy sonaru sprawdzili dno rzeki San od mostu Orląt Przemyskich do miejscowości Buszkowice. Poszukiwania cały czas trwają” – powiedział w rozmowie z rzeszowską „GW” kpt. Witold Sura, rzecznik prasowy 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej. Jak dodał, w akcji poszukiwawczej brało udział również 29 żołnierzy z 34. Batalionu Lekkiej Piechoty w Jarosławiu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sprawa Romana Giertycha. Sąd uwzględnił zażalenie na przeszukanie. Natychmiastowy zwrot komputerów i dokumentów

„Sąd w Poznaniu przed chwilą uwzględnił zażalenie na przeszukanie mojej kancelarii” – poinformował mecenas Roman Giertych. Przeszukania dokonano w październiku w związku ze śledztwem dot. rzekomego wyprowadzenia środków pieniężnych z giełdowej spółki Polnord. Wcześniej sąd uchylił środki zapobiegawcze, które nałożyła prokuratura. O decyzji poznańskiego sądu Roman Giertych poinformował w piątek we wpisie na Twitterze. Jak napisał, sąd uwzględnił zażalenie na przeszukanie jego kancelarii i „nakazał natychmiastowy zwrot wszystkich komputerów i dokumentów”.

„Czekamy jeszcze na przyszłoroczną pewnie decyzję Sądu Okręgowego w Warszawie dot. dokumentów objętych tajemnicą adwokacką zabranych z domu” – dodał mecenas.

To kolejny sądowy sukces Giertycha w tej sprawie. Od momentu przeszukania i zatrzymania go w październiku sąd uchylił wszystkie środki zapobiegawcze nałożone przez prokuraturę. Najpierw nie wyrażono zgody na areszt. Później uchylono dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju, a także zakaz wykonywania zawodu adwokata.

W połowie października prokuratura żądała od Romana Giertycha poręczenia majątkowego w wysokości 5 mln złotych, ponadto zabroniła mu opuszczać kraj, zawiesiła w czynnościach adwokata i nałożyła dozór policyjny z jednoczesnym zakazem kontaktu z pozostałymi podejrzanymi. Wszystko w związku ze sprawą rzekomego wyprowadzenia środków pieniężnych z giełdowej spółki Polnord, która kiedyś należała do biznesmena Ryszarda Krauzego. Kancelaria Giertycha zajmował się jej obsługą prawną.

W październiku podczas przeszukania – w związku ze sprawą – jego domu w podwarszawskim Józefowie mecenas nagle zasłabł i został przetransportowany do szpitala. Jego obrońcy informowali potem, że śledczy nie postawili mu formalnych zarzutów z powodu braku możliwości uzyskania z nim kontaktu (był nieprzytomny). Prokurator wydał natomiast postanowienie, w myśl którego Giertych nie mógł m.in. wykonywać zawodu adwokata.

W sprawie z udziałem Romana Giertycha zarzuty usłyszało łącznie 12 osób, z czego wobec pięciu śledczy zażądali aresztu: Ryszarda Krauzego, Sebastiana J., Piotra Ś., Piotra W. i Michała Ś. Wniosków tych jednak nie uwzględnił Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto, twierdząc, iż nie ma dużego prawdopodobieństwa, że w ogóle doszło do przestępstwa – wyjaśnia z kolei Onet.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kradzież wszech czasów w Dreźnie. Podejrzani w areszcie

Blisko rok po spektakularnym skoku na skarbiec królewski w Dreźnie, policja zatrzymała podejrzanych. Szukając łupu oraz podejrzanych policja prowadzi od świtu obławę w Berlinie. W akcji uczestniczy ponad półtora tysiąca funkcjonariuszy z siedmiu niemieckich landów. Przeszukiwane jest w sumie 18 pomieszczeń, głównie w berlińskiej dzielnicy Neukoelln.

Akcja jest zakrojona na tak szeroką skalę, że w całym mieście może dochodzić do poważnych utrudnień w ruchu-– informuje prokuratura.

Śledczy szukają zrabowanej przed rokiem bezcennej królewskiej biżuterii, a także materiałów dowodowych: ubrań, narzędzi czy śladów zachowanych w urządzeniach elektronicznych. Przeszukiwane są mieszkania, garaże i samochody. Jak podał rzecznik policji w Dreźnie, zatrzymani mężczyźni to trzej obywatele Niemiec znani z działalności w środowisku berlińskich klanów. Jeszcze dzisiaj zostaną przewiezieni do Drezna, gdzie sąd zdecyduje o ich aresztowaniu.

Odpowiedzialny za bezpieczeństwo i policję w Berlinie senator Andreas Geisel ocenił, że zatrzymanie mężczyzn to wielki sukces organów ścigania. Jest to też kolejny sygnał wysłany środowisku klanów, że nikt nie może stawiać się ponad państwem i jego zasadami.

Do spektakularnej kradzieży w muzeum w Dreźnie doszło pod koniec listopada ubiegłego roku. Złodzieje włamali się do słynnej galerii sztuki Zielone Sklepienie, dysponującej jedną z najbogatszych kolekcji klejnotów w Europie. Galeria to część skarbca znajdującego się na zamku w Dreźnie.

Ogromna wartość kulturowa

Elektor saski i król Polski August II Mocny kazał w latach 1723-1729 przebudować skarbiec i udostępnić jego zasoby publiczności. Zgromadzone są tam należące niegdyś do króla dzieła sztuki jubilerskiej i złotniczej, obiekty z kości słoniowej, kamieni i drogocenne brązy. Wśród skradzionych eksponatów był m.in polski Order Orła Białego z Gwiazdą i sasko-weimarski Order Sokoła Białego.

– Te kosztowności mają ogromną wartość kulturową – mówił Dirk Syndram, historyk sztuki i dyrektor Zielonego Sklepienia. – To niemal światowe dziedzictwo kulturowe. Nigdzie indziej nie ma kolekcji biżuterii w tej formie, jakości i liczbie – podkreślał.

Skarby z Zielonego Sklepienia przetrwały naloty bombowe aliantów podczas drugiej wojny światowej, zostały jednak wywiezione przez Związek Radziecki jako łupy wojenne. Do Drezna powróciły w 1958 roku.

Na razie nie odnaleziono skradzionych klejnotów, z których część uchodzi za bezcenne. Nie można wykluczyć, że złodzieje, by spieniężyć łup, zniszczyli biżuterię, dzieląc ją na części.
Źródło info i foto: wp.pl

Były menedżer Roberta Lewandowskiego zatrzymany

Policjanci z Komendy Stołecznej Policji zatrzymali we wtorek Cezarego K. Były współpracownik Roberta Lewandowskiego jest podejrzany o kierowanie gróźb wobec piłkarza, które miały go zmusić do zapłaty 20 mln euro – poinformowała Prokuratura Regionalna w Warszawie. Jak poinformował we wtorek rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie prok. Marcin Saduś, śledztwo dotyczy kierowania gróźb karalnych wobec „wybitnego piłkarza, byłego klienta i współpracownika podejrzanego”, celem zmuszenia go do zapłaty 20 mln euro na rzecz Cezarego K. Robert Lewandowski ma w tej sprawie status pokrzywdzonego. Aktualnie trwają przeszukania miejsca zamieszkania Cezarego K. w okolicach Konstancina-Jeziornej.

„Funkcjonariusze KSP na polecenie Prokuratury Regionalnej w Warszawie zatrzymali menedżera piłkarskiego. Śledztwo dotyczy kierowania gróźb karalnych w celu zmuszenia pokrzywdzonego do zapłaty kwoty 20 milionów euro” – poinformowano na Twitterze.

Pozew domagający się zapłaty 39 mln zł

Jak podawały we wrześniu polskie media, powołując się na publikacje w niemieckim dzienniku „Der Spiegel”, Cezary K. skierował przeciwko Robertowi Lewandowskiemu pozew cywilny, domagając się zapłaty około 39 mln złotych. „Chodzi o udziały w spółce RL Management, którą założyli w 2014 roku, na potrzeby kolejnych kontraktów. K. wniósł do niej prawa do wizerunku zawodnika wycenione wówczas na 3,5 mln zł. Otrzymał w zamian 2 proc. udziałów firmy, pozostałe 98 proc. należy do Lewandowskiego” – wyjaśniali dziennikarze portalu wirtualnemedia.pl.

Spółka RL Management została rozwiązana. Na łamach „Spiegla” znanemu piłkarzowi zarzucano m.in. antydatowanie umowy dotyczącej praw reklamowych, dzięki czemu miał uniknąć wielomilionowych podatków.

„Cezary K. próbuje wymusić na Robercie Lewandowskim zapłatę”

„Wszelkie rozliczenia podatkowe zarówno osobiste, jak i spółek Roberta Lewandowskiego, prowadzone są zawsze zgodnie z prawem. Prawidłowością rozliczeń w Niemczech zajmuje się licencjonowany, niemiecki doradca podatkowy, który dba o to, aby wszelkie wymagane dokumenty były zawsze przedstawione organom podatkowym w Niemczech, a podatek prawidłowo rozliczony i zapłacony w terminie. Pan Cezary K. próbuje wymusić na Robercie Lewandowskim zapłatę nienależnych mu środków. Ustosunkowywanie się do ewentualnych zarzutów na łamach mediów traktujemy jako próbę wywierania nacisku na nas poprzez szkalowanie reputacji Roberta Lewandowskiego i tworzenie fikcyjnego wyobrażenia o sprawie, co miałoby w przyszłości wpływać na postrzeganie tejże sprawy przez sąd” – informowała rzeczniczka prasowa Lewandowskich Monika Bondarowicz, cytowana przez onet.pl.

Z kolei na początku października onet.pl informował, że prawnik Roberta Lewandowskiego złożył do prokuratury zawiadomienie dotyczące gróźb karalnych pod adresem piłkarza, które miały go zmusić do zapłaty na rzecz Cezarego K. Jak ustaliła PAP, Lewandowski był szantażowany przez byłego menedżera
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Francja: Rewizje w domach czołowych polityków

Francuski Trybunał Sprawiedliwości zlecił w związku z dochodzeniem w sprawie zarządzania kryzysem Covid-19 przeszukania w domach i gabinetach czołowych polityków.

W czwartek rano przeszukano gabinety i domy: ministra zdrowia Oliviera Verana, byłego premiera Eduarda Philippe’a, dyrektora generalnego ds. zdrowia Jerome’a Salomona, byłej minister zdrowia Agnes Buzyn oraz byłej rzecznik rządu Sibetha Ndiaye – informuje stacja telewizyjna BFM TV. Prowadzenie dochodzenia w sprawie zarządzania kryzysem Covid-19 oraz informacje o przeszukiwaniach potwierdziło ministerstwo sprawiedliwości w komunikacie prasowym. Operacje te odbyły się bez trudności – sprecyzowało ministerstwo.

Według stacji BFMTV ta szeroko zakrojona operacja została zlecona przez Trybunał Sprawiedliwości Republiki (CJR), który jest sądem właściwym do orzekania o przestępstwach popełnionych przez członków rządu podczas wykonywania ich funkcji. Dochodzenie prowadzone jest w wyniku dziewięciu skarg zarzucających rządzącym niepowodzenia w walce z katastrofą, które zostały złożone na początku lipca na ręce prokuratora generalnego przy Trybunale Sprawiedliwości Republiki Francois Molinsa.

Skargi dotyczą oskarżeń o powstrzymania się od działania ze strony oskarżonych w walce z pandemią. Jedna ze skarg złożona została przez grupę C19, zrzeszającą lekarzy krytykujących rząd za złe zarządzanie kryzysem Covid-19 – informuje BFM TV.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadzili przeszukania w stołecznym ratuszu

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadzili przeszukania w kilku miejscach w województwie mazowieckim i wielkopolskim. Weszli m.in. do stołecznego ratusza.

Jak czytamy w komunikacie opublikowanym w środę, CBA prowadziło działania na polecenie Prokuratury Regionalnej w Szczecinie. Funkcjonariusze przeszukali m.in. miejsce zamieszkania byłego funkcjonariusza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, byłego funkcjonariusza policji, przedsiębiorcy, ale weszli też do Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

„Podejrzenie wręczenia łapówek”

„Czynności wykonano w ramach śledztwa Prokuratury Regionalnej w Szczecinie dotyczącego podejrzenia wręczenia łapówek w zamian za ujawnienie tajemnicy służbowej. Sprawa jest wynikiem uzyskania materiału dowodowego w ramach śledztwa dotyczącego działania na szkodę Zakładów Chemicznych Police S.A.” – wyjaśnia w komunikacie wydział komunikacji społecznej CBA.

Jak zaznaczono, zgromadzony przez agentów CBA materiał dowodowy zostanie poddany analizie. – Przeszukania nie miały związku z tzw. aferą policką (ws. nieprawidłowości w Grupie Azoty Zakłady Chemiczne Police – wyjaśnia PAP), a ze śledztwem wszczętym 30 września bieżącego roku – powiedział w rozmowie z PAP rzecznik Prokuratury Regionalnej w Szczecinie Marcin Lorenc. Dodał, że śledztwo dotyczy podejrzenia przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i ujawnienia tajemnicy służbowej.

Prokuratura nie udziela obecnie więcej informacji dotyczących śledztwa.
Źródło info i foto: tvn24.pl