Dziennikarz Radosław M. w areszcie. Zarzuty dot. pedofilii

Radosław M., były dziennikarz TVP i Polskiego Radia zatrzymany – podała w środę PAP. Informację potwierdziła także warszawska prokuratura okręgowa. Mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące pedofilii. Polska Agencja Prasowa poinformowała w środę 21 września, że dziennikarz, który wcześniej współpracował z Polskim Radiem, Informacyjną Agencją Radiową i TVP, został zatrzymany. Jak czytamy, informacja o zatrzymaniu Radosława M. została potwierdzona także przez rzeczniczkę Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandrę Skrzyniarz.

„W toku czynności procesowych prokurator przedstawił Radosławowi M. zarzuty – doprowadzenia małoletniej poniżej 15 lat do poddania się innym czynnościom seksualnym, prezentowania treści pornograficznych małoletniemu, utrwalania treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej 15 lat oraz posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletniego” – doprecyzowała rzeczniczka Aleksandra Skrzyniarz cytowana przez TVP Info.

Jak dodała, w związku z koniecznością zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, prokuratura skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie byłego dziennikarza.

– Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli w Warszawie uwzględnił wniosek prokuratora i zastosował wobec mężczyzny tymczasowe aresztowanie na okres trzech miesięcy – podała Interia.

Radosław M. zatrzymany. To były dziennikarz mediów publicznych

Do zatrzymania Radosława M. doszło w środę 21 września. Rano do mediów trafiały jednak tylko szczątkowe informacje dotyczące sprawy. Wiadomo było o zatrzymaniu, jednak nie informowano o szczegółach, co prokuratura argumentowała etapem postępowania, który nie pozwalał na więcej informacji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Przemyt papierosów Bugiem na pontonach

Najpierw forsowali Bug na pontonach wyładowanych po brzegi kartonami papierosów. Na brzegu czekały już podrasowane samochody terenowe, którymi od razu rozwożono kontrabandę po Polsce. Działające w ten sposób dwa gangi, przemyciły co najmniej 5 mln paczek papierosów. Właśnie zatrzymano kolejnych pięć osób związanych z tą ekipą.

Lubelskie „pezety” Prokuratury Krajowej od kilku lat prowadzą śledztwo w sprawie gangów, które w latach 2013-2018 przemycały papierosy z Ukrainy przez Bug. Chodzi o dwie grupy, w tym osławione ekipy Tomasza K. ps. Guma oraz Radosława M. ps. Malwa. Ten ostatni gangster miał zakopać w specjalnej skrytce milion dolarów. Na czarną godzinę.

Jednak 20 września 2019 r. Radosław M. powiesił się w celi aresztu w Lublinie. Gangster trafił tam dzień wcześniej, po tym jak śledczy z Lubelskiego Wydziału Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko niemu oraz „Gumie” i ich podwładnym. Ponoć „Malwa” przekombinował, bo chciał układać się z prokuraturą, ale zmienił zdanie po tym jak złożył już obszerne wyjaśnienia.

Do tej pory, w śledztwie, zarzuty usłyszało 51 osób, z czego osiem odpowiada już za swoje czyny przed sądem.

Zabezpieczono majątki warte milion zł

Podczas ostatnich działań funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie zatrzymali pięć kolejnych osób zajmujących przemytem i dystrybucją papierosów z Ukrainy oraz Białorusi. Podczas przeszukań zabezpieczono mienie o wartości miliona złotych.

Prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej przedstawił całej piątce zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przemytów celnych. Grozi za to do 10 lat więzienia.

Dwóch członków grupy sąd aresztował na trzy miesiące. Wobec pozostałych prokurator zastosował poręczenia majątkowe.
Szybcy i bardzo wściekli

Śledczy zwracają uwagę, że rozpracowane przez nich gangi były bardzo dobrze zorganizowane. W ciągu pięciu lat, w czasie ponad 130 akcji, przemycili do Polski 5 mln paczek papierosów. Skarb Państwa stracił przez te ekipy blisko 70 mln zł.

Przemytnicy do perfekcji opanowali przerzut kontrabandy. Białoruskie lub ukraińskie papierosy pakowano po kilkadziesiąt kartonów i zabezpieczano wodoodporną folią. Tym zajmowali się ukraińscy kooperanci grupy. Pakunki ładowano do pontonów, na których przewożono je przez Bug.

Na brzegu czekali już kolejni członkowie gangu z samochodami terenowymi z napędem na cztery koła. Pojazdy były specjalnie podrasowane: miały większą moc silnika, podniesione zawieszenia i odpowiednio przystosowane bagażniki. Kierowcy terenówek korzystali z profesjonalnych noktowizorów.

Przestępcy byli zdeterminowani i kilkukrotnie taranowali samochody pograniczników, którzy organizowali na nich zasadzki. Strażnicy żartowali, że maja do czynienia z prawdziwymi „szybkimi i wściekłymi”.

Przemyt na tak dużą skalę był możliwy także dzięki temu, że gangsterom udało się „kupić” kilku funkcjonariuszy Straży Granicznej. W zamian za łapówki w wysokości od 5 tys. do 10 tys. zł przekazywali członkom grupy informacje o rozmieszczeniu patroli Straży w terenie.

W czasie śledztwa ustalono, że szefowie grupy co najmniej 53-krotnie udzielili korzyści majątkowych lub obiecali ich udzielenie.
Źródło info i foto: TVP.info

Toruń: Ruszył proces w sprawie zabójstwa 3-latka. Radosław M. przed sądem

W sądzie w Toruniu (województwo kujawsko-pomorskie) rozpoczął się proces w sprawie zabójstwa 3-letniego Tomusia z Grudziądza. O bulwersującą zbrodnię oskarżony jest 32-letni Radosław M., konkubent matki Tomusia – Angeliki L.. Mężczyźnie grozi dożywocie, a matce zamordowanego 3-latka – 15 lat więzienia za zaniechanie, które naraziło Tomusia na bezpośrednie zagrożenie.

13 listopada 2017 roku do szpitala w Kwidzynie trafił 3-letni Tomuś. Pogotowie wezwał jego 31-letnie wówczas ojczym, który twierdził, że dziecko wypadło mu z rąk podczas zmiany pieluszki. Chłopiec był w ciężkim stanie i miał liczne obrażenia ciała, wskazujące na znęcanie się nad nim. Mimo starań lekarzy Tomusia nie udało się uratować.

– Malec był w ciężkim stanie, nieprzytomny. Nie reagował na żadne bodźce zewnętrzne. Na skórze miał dużo zasinień, oba przedramiona były złamane. Centralny układ nerwowy nie funkcjonował. Zwołana komisja podjęła decyzję o odłączeniu dziecka od aparatury – mówił po śmierci chłopca Piotr Brzeziński, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii dla dzieci ze szpitala specjalistycznego w Grudziądzu. Policjanci zatrzymali Radosława M. o raz matkę Tomusia Andżelikę L.. Właśnie ruszył proces w sprawie oskarżonego o morderstwo mężczyzny.

Mężczyźnie postawiono szereg zarzutów, z których jeden dotyczy zabójstwa 3-latka, a inny o znęcaniu się nad jego rodzeństwem. Mężczyźnie grozi dożywocie. Matce Tomusia – Andżelice L. – za zaniechanie, które naraziło jej dziecko na bezpośrednie zagrożenie życia, grozi 15 lat więzienia. Sąd zdecydował się na wyłączenie jawności procesu. Tuż po tragedii, sześcioro rodzeństwa skatowanego Tomka w wieku od 5 do 12 lat trafiło do ośrodka opiekuńczego. Andżelika L. była wówczas w kolejnej ciąży.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Aresztowany ratownik medyczny usypiał dziewczyny i wykorzystywał je seksualnie. Kulisy sprawy

Wykorzystywał zaufanie dziewcząt i młodych kobiet, które szkolił w ratowaniu ludzi! Radosław M. (43 l.), ratownik medyczny, prowadzący kursy ratownictwa podstępnie pod pozorem ćwiczeń z zastrzyków podawał uczennicom środki odurzające, a później wykorzystywał seksualnie! Pokrzywdzonych jest co najmniej siedem.

Radosław M. ma pod Łodzią firmę transportu medycznego. Szkoli też młodzież z pierwszej pomocy. Niestety pod pozorem nauki dopuszczał się ohydnych praktyk. Zaczął już wiele lat temu jako instruktor harcerski. Miał szkolić harcerki w ratownictwie. Tymczasem mówi się, że wybierał jako pozorantki te najładniejsze i pozwalał sobie na znacznie więcej niż wypadałoby instruktorowi: ćwiczenia sam na sam, opatrywanie symulowanych ran w okolicach miejsc intymnych.

Za te praktyki został skazany przez sąd w Łasku. Udało mu się zatrudnić w łódzkim pogotowiu, ale po 14 miesiącach nie przedłużono z nim kontraktu.

Po odejściu z pogotowia Radosław M. założył firmę organizującą transport medyczny. Prowadził też szkolenia z pierwszej pomocy i wynajmował się do zabezpieczania imprez masowych. W środowisku mówiono, że nie wiodło mu się dobrze. – Wśród ratowników rozeszło się, żeby u Radka nie brać dyżurów, bo nie płaci – mówi nasz informator. To zmusiło go z braku kadry do zatrudniania studentów i młodych ludzi po kursach ratowniczych. Staż miał proponować na szkoleniach. Wybierał atrakcyjne, młode kobiety.

Szkolenia prowadził wciąż w jednej z łódzkich szkół średnich. I tu właśnie na zajęciach zagalopował się w swoich ohydnych praktykach. Dyrektor szkoły złożyła doniesienie do prokuratury. Wynikało z niego, że prowadzący zajęcia Radosław M. może seksualnie wykorzystywać uczennice. Śledczy natychmiast zadziałali. – Przeprowadzono przeszukanie, zabezpieczono telefony komórkowe i komputery, które poddano oględzinom. Ujawniono między innymi fotografie wskazujące na dwukrotne seksualne wykorzystanie jednej z dziewcząt. Poprzedzone było podaniem jej środka odurzającego – informuje prok. Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.

To bynajmniej nie jedno przestępstwo, które ma na sumieniu Radosław M. Zarzucono mu także bezprawne pozbawienie wolności siedmiu młodych kobiet. Zarzuty jakie usłyszał dotyczą okresu od drugiego półrocza 2017 roku do czerwca 2018. – Podejrzany prawdopodobnie podawał dożylnie środki odurzające siedmiu innym młodym kobietom, które następnie bezprawnie pozbawiał wolności, przetrzymując je w miejscu prowadzenia działalności lub zamieszkania – mówi Krzysztof Kopania. Nieoficjalnie mówi się, że lek, który im podawał działa silnie uspokajająco, przeciwlękowo i nasennie. Rozluźnia mięśnie, ale nie zwiotcza, powoduje niepamięć.

Do czego jeszcze posunąłby się Radosław M.? Na szczęście jest już za kratami, bo sąd aresztował go na trzy miesiące. Prokurator mówi: – To dopiero początek śledztwa. Niewykluczone, że poszkodowanych jest więcej. Prosimy kobiety, które miały kontakt z podejrzanym, o zgłaszanie się do prokuratury.

Fakt dotarł do młodej kobiety, która także została odurzona przez Radosława M. Jest gotowa powiedzieć to, co ją spotkało, przed obliczem prokuratora. Reporterom Faktu opowiedziała swoją historię: – Pana Radosława poznałam cztery lata temu, kiedy poszłam do szkoły z profilem ratownictwo medyczne. Wykładał u nas trzy przedmioty. Z początku nie było żadnych problemów. Szkolił nas do zawodów. Był dobrym wykładowcą, trzeba przyznać, że miał wiedzę i potrafił ją przekazać – opowiada 21-letnia pani Alicja (imię zmienione).

– Niestety w drugim roku zdarzył się pewien incydent. Mieliśmy szkolenie z iniekcji. Nie byliśmy jeszcze pełnoletni, więc zgodę na nie musieli podpisać rodzice. I rzeczywiście robiłyśmy te zastrzyki: dożylnie, domięśniowo. To były zajęcia w parach. Na koniec dostałyśmy strzykawkę, w której miała być sól fizjologiczna. Nasz wykładowca zaproponował takie przepłukanie żył. Wstrzyknęłyśmy sobie płyn nawzajem z koleżanką i… ocknęłam się między krzesełkiem a stolikiem, na którym leżały igły. Zobaczyłam, że moja koleżanka leży u niego na kanapie. Ja nie miałam świadomości około półtorej godziny. Co się stało w tym czasie? Mnie pewnie nic, ale co on robił tak w ogóle w tym czasie, nie wiem.

Opowiedziała o tym w domu. – Najpierw nie chciałam, by cokolwiek zgłaszać, bo bałam się problemów. W końcu przede mną były jeszcze zajęcia z nim. Moja rodzina powiedziała o tym dyrekcji szkoły, ale on jakoś się wybronił, obiecał, że nic takiego nie będzie już miało miejsca. To było bardzo nieciekawe zdarzenie. Ja przecież nie miałam zupełnie kontroli nad tym, co się ze mną działo – mówi kobieta.

Dlaczego to zrobił? – Mogę tylko przypuszczać, że mnie chciał uśpić, a chodziło mu bardziej o dziewczynę, która była ze mną w parze. Bardzo ładna, było widać, że ją sobie upodobał. Co było dalej? Nie wiem, ale kolejna para po nas już na tę iniekcję nie poszła. Potem nabrałam już podejrzeń co do pana Radosława. On okazał się też niepoważnym człowiekiem. Nie przychodził na zajęcia albo się spóźniał, na praktykach zdarzało się, że na zabezpieczenie np. jakiejś imprezy przyjeżdżał półtorej godziny później niż się umawiał, z jakimiś dziewczynami. Nie podobało mi się jego podejście. Znam parę osób, które u niego pracowały. Był niesłowny, nie płacił. Myślę, że moja sprawa została zbagatelizowana przed laty. Szkoda, że musiało się znów coś stać, żeby ten człowiek odpowiedział za to, co robił. Myślę jednak, że dobrze, że to już wyszło na jaw i że trafił za kratki.
Źródło info i foto: Fakt.pl

43-letni Radosław M., ratownik medyczny, który molestował uczennice trafi za kratki na 10 lat?

Ratownik medyczny z województwa łódzkiego trafił do aresztu. 43-latek jest podejrzany o wykorzystanie seksualnie uczennicy po uprzednim odurzeniu jej. Mężczyzna miał też odurzyć, a następnie więzić siedem młodych kobiet.

43-letni Radosław M., ratownik medyczny i właściciel firmy transportu medycznego w Łodzi, został aresztowany na trzy miesiące. Jak podaje portal zyciepabianic.pl, mężczyźnie grozi kara do 10 lat więzienia.

Mężczyzna jest podejrzany o seksualne wykorzystanie małoletniej, fotografowanie jej oraz więzienie siedmiu innych młodych kobiet.

43-letni M. został najpierw zatrzymany na wniosek Prokuratury Rejonowej w Pabianicach, a przedstawione mu zarzuty są efektem śledztwa, jakie przeprowadzono po zawiadomieniu z jednej z łódzkich szkół. W szkole średniej pojawiło się podejrzenie, że ratownik medyczny podczas zajęć mógł seksualnie wykorzystywać uczennice.

– Ujawniono między innymi fotografie wskazujące na dwukrotne seksualne wykorzystanie jednej z dziewcząt. Poprzedzone to było wcześniejszym podaniem jej środka odurzającego – opowiadał portalowi zyciepabianic.pl Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury okręgowej w Łodzi.

W toku śledztwa ustalono też, że Radosław M. podawał dożylnie środki odurzające siedmiu innym młodym kobietom, które następnie więził w budynku swojej firmy lub w domu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Radosław M., Gabor W. i Damina G. zatrzymani

Policjanci z Komisariatu w Kożuchowie ustalili, że w jednej z wiosek na terenie gminy Kożuchów działała 3-osobowa grupa mężczyzn zajmująca się przestępstwami związanymi z kradzieżą samochodów. W trakcie działań policjanci ujawnili samochody marki Volkswagen, których numery VIN były zatarte. Szybko ustalili, że pojazdy zostały skradzione na terenie Niemiec w nocy z 15 na 16 lipca 2010 roku. Zatrzymano: Radosława M. lat 26 z Zielonej Góry, Gabora W. lat 23 również mieszkańca Zielonej Góry oraz Damiana G. lat 32. Decyzją Sądu Rejonowego w Nowej Soli trafili oni do aresztu na okres 3 miesięcy. Za dokonane przestępstwo grozi im kara do 5 lat więzienia. Żródło info i foto: Policja.pl

Jeden ze złodziei wciąż na wolności

Sąd nie może wydać nakazu doprowadzenia Pawła S. do więzienia przez policję. W piątek krakowski sąd zarządził doprowadzenie do odbywania kary tylko dwóch skazanych za kradzież napisu z muzeum Auschwitz. Nie dotyczy to trzeciego sprawcy, bo mężczyzna nie odebrał jeszcze nakazu stawienia się za kratki. Właśnie to stoi na przeszkodzie temu, żeby policja doprowadziła go siłą do więzienia. Skazani za kradzież napisu „Arbeit Macht Frei” – Łukasz M., Radosław M. i Paweł S. w środę 20 kwietnia mieli zgłosić się do Zakładu Karnego we Włocławku. To właśnie tam będą odbywać swoją karę. Cała trójka się nie stawiła, a sąd został o tym błyskawicznie powiadomiony. W tym przypadku sąd mógł po trzech dniach zarządzić doprowadzenie skazanych do więzienia. W momencie gdyby się ukrywali – można wystosować nawet list gończy. Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Złodzieje proszą o odroczenie kary więzienia

Trzej skazani za kradzież napisu Arbeit Macht Frei, proszą krakowski sąd o odroczenie kary. Do wczoraj do północy Radosław M., Łukasz M., oraz Paweł S.mieli pojawić się w areszcie we Włocławku. Skazani nie stawili się w areszcie mimo, że sąd w Krakowie, jeszcze nie zdecydował o ewentualnym odroczeniu. Muszą być przy rodzinie, tak krotko uzasadniają swoje wnioski o odroczenie kary. Jeden z nich pisze, że ma konkubinę w ciąży i chciałby przed rozwiązaniem wyremontować dom, a także zarobić na utrzymanie rodziny. Drugi musi opiekować się chorą matką po wypadku, a trzeci ma zamiar czuwać przy swojej znerwicowanej matce. Proszą o półroczne odroczenie kary. Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Złodzieje napisu „Arbeit Macht Frei” nie pojawili się w więzieniu

Trzej mężczyźni skazani za kradzież napisu „Arbeit Macht Frei” z muzeum obozu Auschwitz nie stawili się w wyznaczonym terminie do odbycia kary w więzieniu we Włocławku. Nie grożą im jednak za to żadne konsekwencje. Zgodnie z prawem, jeśli do piątku bracia Radosław M. i Łukasza M,. oraz Paweł S. nie pojawią się w zakładzie karnym, ruch należeć będzie do krakowskiego sądu który wydał wyrok w ich sprawie. Może on m.in. wystawić nakaz ich doprowadzenia przez policję albo rozesłać listy gończe. Żródło info i foto: RMF24.pl