Jacek T. skazany na Wyspach. Posiadał materiały mogące służyć do przeprowadzenia zamachów terrorystycznych

Pochodzący z Polski i mieszkający w High Wycombe pod Londynem 18-letni Jacek T. usłyszał w piątek wyrok czterech lat więzienia. Został skazany za posiadanie materiałów mogących służyć do przeprowadzenia zamachów terrorystycznych. W trakcie procesu cytowano przed sądem jego notatki, w których określał siebie jako „najbardziej radykalnego nazistę”.

„Wypełnijmy nasze serca terrorem, a ulice Londynu zalejmy krwią” – pisał Jacek T. Jacek T. przyznał się do 10 zarzutów zbierania informacji o charakterze terrorystycznym. Podczas jego aresztowania w lutym na lotnisku w Luton znaleziono przy nim „ogromne ilości” dokumentów, w tym instrukcje, jak samodzielnie skonstruować ładunki wybuchowe i broń palną, a także teksty wychwalające Adolfa Hitlera i treści satanistyczne. W swoim telefonie Polak miał także zdjęcia z innym Polakiem mieszkającym w Wielkiej Brytanii, 18-letnim Oskarem D.-K., który w czerwcu został skazany na 18 miesięcy więzienia za wzywanie do zabicia księcia Harry’ego.

„Przestępca szczególnie niebezpieczny”

– Obsesja T. na punkcie neonazizmu, terroryzmu i uzbrojenia nie była niewinną ciekawością. Instrukcje zebrane przez T. mogły zapewnić każdemu, kto by miał odpowiednie materiały, wystarczające wskazówki do zrobienia materiałów wybuchowych i broni palnej mogącej spowodować śmierć bądź poważne obrażenia – oświadczył Richard Smith, szef wydziału antyterrorystycznego londyńskiej policji. Sędzia Anuja Dhir określiła T. jako osobę mającą „skrajnie prawicowe, ekstremistyczne poglądy” i „przestępcę szczególnie niebezpiecznego”. Podkreśliła także jego szczególne zainteresowanie bronią palną i materiałami wybuchowymi. W trakcie procesu przytoczono treść notatek, które oskarżony robił w areszcie. Napisał on między innymi:

„Wypełnijmy nasze serca terrorem, a ulice Londynu zalejmy krwią”. W innym dokumencie określił siebie jako „najbardziej radykalnego nazistę”, a na nagraniu na poczcie głosowej mówił, że jego „marzeniem” jest przeprowadzenie ataku terrorystycznego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Hiszpania: W więzieniach przebywa ponad 130 dżihadystów

W hiszpańskich zakładach karnych przebywa obecnie 132 dżihadystów. Z wyjątkiem 2017 roku bieżący charakteryzuje się największą w ostatniej dekadzie liczbą osadzonych z powodu radykalizmu islamskiego.

Jak poinformowały w piątek hiszpańskie media, rok 2018 może być rekordowy pod względem liczby osób przebywających w więzieniach z powodu powiązań z islamistycznymi organizacjami terrorystycznymi. Wskazano, że w całym 2017 roku w zakładach karnych przebywało o 18 dżihadystów więcej niż dotychczas w tym roku.

Ze statystyk Sekretariatu Generalnego Zakładów Karnych (SGIP) wynika, że między 1 stycznia a 9 sierpnia br. w hiszpańskich więzieniach znajdowało się łącznie 132 dżihadystów, zarówno skazanych przez sądy, jak i oczekujących na wyrok za powiązania z islamskimi terrorystami.

Z danych SGIP wynika, że od 2012 roku w hiszpańskich zakładach karnych sukcesywnie przybywa dżihadystów. O ile w 2012 roku osadzonych było zaledwie 41 osób powiązanych z muzułmańskimi radykałami, to w 2017 roku już 150. Według dziennika „El Confidencial” część z osadzonych dżihadystów to osoby, które zostały ujęte przez hiszpańskie służby w trakcie przygotowywania zamachów terrorystycznych na dużą skalę. Od 2014 roku funkcjonariusze udaremnili m.in. ataki przy użyciu broni palnej, samochodów, a także próby zatrucia wody pitnej w dużych aglomeracjach miejskich.

Według pułkownika żandarmerii (Guardia Civil) Francisco Vazqueza, prowadzącego śledztwo w sprawie zamachów z sierpnia 2017 roku w Barcelonie i Cambrils, w przypadku sprawców tych ataków zawiódł system rozpoznania zagrożenia.

– Musimy naprawić mechanizm prewencyjny. Należy utrudnić możliwość powtórzenia się sytuacji, jaka miała miejsce w przypadku grupy z (katalońskiego miasta) Ripoll, której udało się kupić w sklepach dziesiątki litrów acetonu do produkcji materiału wybuchowego oraz zgromadzić w jednym domu kilkaset butli z gazem – powiedział Vazquez.

Terroryści z Ripoll pierwotnie planowali dokonanie kilku dużych zamachów w najbardziej atrakcyjnych dla turystów miejscach w Barcelonie przy użyciu materiałów wybuchowych. 16 sierpnia doszło jednak do eksplozji w Alcanar, gdzie mieściła się logistyczna baza dżihadystów. Zginął w niej kierujący grupą imam Abdelbaki As-Satty oraz inny terrorysta.

17 i 18 sierpnia 2017 roku dżihadyści zaatakowali w Barcelonie i Cambrils przy użyciu samochodów i noży. W obu zamachach zginęło łącznie 16 osób, a ponad 130 zostało rannych. Policja zabiła też sześciu z dwunastu członków grupy terrorystycznej.
Źródło info i foto: TVP.info

Niemcy: Rekordowa liczba radykalnych muzułmanów w kraju

Nie. Islam nie jest częścią Niemiec. Niemcy zostały ukształtowane przez chrześcijaństwo – mówił niedawno w wywiadzie dla gazety „Bild” lider CSU Horst Seehofer. By zrozumieć kontekst tej wypowiedzi, trzeba pamiętać, że to minister spraw wewnętrznych republiki federalnej i lider jednej z trzech koalicyjnych partii tworzącej rząd w Niemczech. I że według różnych szacunków (m.in. niemieckiego ministerstwa migracji czy amerykańskiego Pew Research Center) za Odrą żyje od 4,4 do 5 mln wyznawców Allaha. Polityk dodał również, że choć islam nie, to jednak muzułmanie żyjący między Renem i Odrą są częścią Niemiec.

Na te słowa szybko zareagowała Angela Merkel, która jasno przeciwstawiła się swojemu koalicjantowi i dobitnie stwierdziła, że tak jak muzułmanie, tak islam jest obecnie częścią Niemiec. I choć ta wypowiedź odbiła się pewnym krótkotrwałym spadkiem poparcia politycznego jej partii CDU w sondażach, to kanclerz zdania nie zmieniła. Z kolei wczoraj – tworzony przez CSU – rząd Bawarii ogłosił, że od 1 czerwca w każdym urzędzie tego kraju związkowego w pobliżu wejścia ma wisieć krzyż jako „symbol kulturowej tożsamości” wyrosłej na chrześcijaństwie.

Sprzeczka politycznych partnerów to tylko czubek góry lodowej, jaką jest niemiecka próba ułożenia sobie stosunków z mniejszością, która w ostatnich latach wraz z kryzysem migracyjnym poważnie się rozrosła (1,5 mln w latach 2014–2017, choć oczywiście nie wszyscy to muzułmanie). Jak podał „Tagesspiegel”, pod koniec I kwartału liczba salafitów, czyli radykalnych muzułmanów, osiągnęła poziom ponad 11 tys. Jeszcze w 2013 r. Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV), odpowiednik polskiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, informował, że takich ludzi jest 5,5 tys., zatem w ciągu zaledwie pięciu lat ta liczba się podwoiła. I choć teraz nie przyrasta już tak szybko, to nic nie wskazuje na to, by w najbliższych latach miała zacząć spadać. Na przykład w samym Hamburgu ich liczbę ocenia się na prawie 800, z czego ponad połowa jest klasyfikowana jako „dżihadyści”. Czyli ludzie skłonni do używania przemocy. O tym, że jest to poważny problem, świadczy zamach świąteczny w Berlinie w 2016 r. i sposób, w jaki prowadzono dochodzenie po nim. Pod koniec ubiegłego roku niemiecki rząd przyznał, że popełniono w jego trakcie poważne błędy (zamachowca zastrzelono we Włoszech cztery dni po ataku). Niemieckie państwo dopiero uczy się zarządzać takimi sytuacjami.

O ile ataki terrorystyczne zdarzają się w Niemczech bardzo rzadko, o tyle codziennym problemem jest kwestia symboliki. Na przykład noszenia chust zakrywających m.in. włosy (hidżabów) w miejscach publicznych. Ta debata toczy się od lat. W lutym tego roku bawarski parlament wprowadził prawo przewidujące, że od 1 kwietnia w tym kraju związkowym kobiety, które sądzą, prokuratorki i referentki nie mogą nosić nakryć głowy. Uzasadnienie? To może podważyć zaufanie do niezależnego państwa prawa. Z kolei w marcu bawarski sąd orzekł, że studentka, która w 2014 r. domagała się zgody na noszenie hidżabu podczas praktyk w wymiarze sprawiedliwości – nie ma do tego prawa. Choć w Niemczech nie ma jednego ogólnego przepisu, które by zabraniał pracy w chuście, orzecznictwo wskazuje, że w firmach, w których zabronione jest eksponowanie symboli światopoglądowych, kobiety w takim nakryciu głowy nie mogą pracować.

Także w lutym przedstawiciele prawicowej Alternatywy dla Niemiec zaproponowali zakaz chodzenia w całkowitym zakryciu (także twarzy) w miejscach publicznych. Chodziło m.in. o używanie burek. Co ciekawe, argumentowali to troską o wolność osobistą muzułmańskich kobiet. Obecnie nie ma jednak szans na zdobycie poparcia większości parlamentarnej w Berlinie do przegłosowania takiego zakazu. Mimo tego że popiera go część feministek.

W nieco inną stronę poszła debata w sąsiedniej Austrii, gdzie kanclerz Sebastian Kurz zapowiada wprowadzenie zakazu noszenia chust przez dzieci w przedszkolach i szkołach podstawowych. I to mimo tego, że nie ma danych, jak wielu osób to zjawisko dotyczy. W każdym razie według słów polityka ten zakaz ma przeciwdziałać tworzeniu społecznych enklaw.

Jeszcze innym problemem, który pośrednio wiąże się z mniejszością muzułmańską w Niemczech, jest… wojna turecko-kurdyjska. W RFN te społeczności są liczne. W wyniku styczniowej ofensywy tureckiej armii na miasto Afrin doszło do protestów Kurdów. Zwiększyła się również liczba ataków na miejsca kojarzone z Turcją. O ile w ubiegłym roku było ich zaledwie 13, to – jak podaje Deutsche Welle – w 2018 r. było ich już prawie 40. Niemieckie służby uważają, że Kurdowie mogą się sprzymierzać z radykalną lewicą, co było już widoczne w trakcie ubiegłorocznych zamieszek podczas szczytu G20 w Hamburgu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

W Niemczech przybywa radykalnych salafitów

W Niemczech przebywa ponad 11 tysięcy zradykalizowanych salafitów. Tak pisze dziennik „Der Tegesspiegel”, opierając się na danych kontrwywiadu, czyli Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji. Jeszcze w 2013 roku radykalnych salafitów było około 5 tysięcy. W ciągu ostatnich pięciu lat ich liczba wzrosła dwukrotnie.

Z danych niemieckiego kontrwywiadu wynika, że radykalnych salafitów w Niemczech od wielu lat systematycznie przybywa, ale największy wzrost odnotowano w ostatnich czterech latach. Najczęściej osiedlają się oni w dużych miastach. Najwięcej salafitów przebywa obecnie w Berlinie i Hamburgu. W każdym z tych miast i landów jednocześnie służby kontrwywiadowcze zarejestrowały po około 800 salafitów, z czego ponad połowa należy do dżihadystów. Tę grupę Federalny Urząd Ochrony Konstytucji zakwalifikował jako osoby niebezpieczne, które są w każdej chwili gotowi do zastosowania przemocy.

Federalny Urząd Ochrony Konstytucji w oficjalnych dokumentach określił salafitów jako groźną bazę dla radykalnego islamu, który może popychać tych ludzi do działań terrorystycznych.
Źródło info i foto: interia.pl

Dżihadyści masowo wracają do Europy

Powroty europejskich muzułmanów, którzy wyjechali na Bliski Wschód walczyć w szeregach Państwa Islamskiego, stanowić będą wkrótce poważny problem dla krajów UE – alarmuje raport przedstawiony Komisji Europejskiej. Eksperci ostrzegają, że islamiści mogą szykować zamachy i zajmować się propagandą.

Z 5 tys. obywateli europejskich, którzy wstąpili w szeregi Państwa Islamskiego (IS), 3 tys. wrócić może wkrótce do krajów, z których wyjechali – głosi raport Radicalisation Awareness Network (RAN) omawiający sytuację we Francji, Hiszpanii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Austrii, Belgii, Holandii i krajach skandynawskich.

Na 42 tys. szacuje komisja amerykańskiego Senatu liczbę ochotników przybyłych do Syrii i Iraku z zagranicy. Pochodzą oni ze 120 krajów. Dla porównania w Afganistanie w latach 80. walczyło 20 tys. cudzoziemców, a w Bośni w latach 1992-95 około 2 tys.

Europejskie służby specjalne oceniają, że w tym roku wróci 20 do 30 proc. tych, którzy wyjechali. Więcej – ok. 50 proc. – powróciło już do Danii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Raport podkreśla, że zamachy w Paryżu z listopada 2015 roku i w Brukseli w marcu 2016 roku były przygotowane i przeprowadzone przez terrorystów powracających z Bliskiego Wschodu.

„Nie wszyscy wracający staną się działającymi terrorystami, ale już to, że byli w kontakcie z ugrupowaniami dżihadystycznymi oznacza poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego” – zauważa francuski dziennik „Le Figaro”, ktory omawia wnisoki z raportu.

Nie tylko ataki na inne religie

Według autorów dokumentu wśród najważniejszych motywów powrotu wymienić należy „rozczarowanie i wyrzuty sumienia, bardzo złe warunki życiowe, wynikające z klęsk ugrupowań terrorystycznych, nacisk rodziny oraz schwytanie i ekstradycję do UE lub przygotowanie i wykonanie zamachu”. „Zagrożenie stwarzane przez powracających nie ogranicza się do działania bezpośredniego” – pisze „Le Figaro”. Mogą oni bowiem być narzędziem propagandy skierowanej „przeciw innym niż islam religiom, przeciw prawom kobiet i przeciw społeczeństwom zachodnim jako takim”.

Wyznający teorie spiskowe „dżihadyści nie utożsamiają się z jednym, zdefiniowanym konfliktem, ale bezustannie poszukują pola bitwy, na którym mogliby współuczestniczyć w powstaniu mitycznego kalifatu” – cytuje „Le Figaro” wnioski grupy francuskich psychologów, którzy badali zatrzymanych terrorystów.
Źródło info i foto: wp.pl

Kazachstan: Strzelanina w Aktobe

Rzecznik kazachskiego MSW Ałmas Sadubajew przekazał, że napastnikami byli najpewniej „zwolennicy radykalnych, nietradycyjnych ruchów religijnych”. Tak zazwyczaj określa się oficjalnie w Kazachstanie islamskich bojowników. Jak informuje kazachstańska gazeta „Diapazon”, uzbrojeni mężczyźni najpierw okradli jeden sklep z bronią, a następnie wdarli się do drugiego, gdzie zastrzelili sprzedawcę. Później wzięli zakładników i pod ich osłoną próbowali dostać się do sklepu z bronią, tym razem znajdującego się na terytorium należącym do Gwardii Narodowej.

W liczącym 275 tys. mieszkańców Aktobe (d. Aktiubińsku) wstrzymano komunikację miejską i zamknięto niektóre lokale publiczne.
Żródło info i foto: wp.pl

Husein Bosnić werbował bojowników Państwa Islamskiego

Bośniacki imam Husein Bosnić został w czwartek skazany na siedem lat więzienia za werbowanie bojowników do szeregów tzw. Państwa Islamskiego (IS) w Syrii i Iraku. To rezultat nowego prawa mającego powstrzymać ochotników od wyjazdów na Bliski Wschód. 43-letni Bosnić, znany także jako Bilal i uważany za nieoficjalnego przywódcę radykalnych sunnitów – wahabitów w Bośni i Hercegowinie – został aresztowany w ubiegłym roku. Jest wśród kilkunastu osób sądzonych w Bośni i Hercegowinie za domniemane związki z ugrupowaniami dżihadystycznymi w Syrii i Iraku.

Siedem lat dla lidera wahabitów

Według sądu Bosnić w latach 2013-14 w wielu miejscowościach w BiH, m.in. w mieście Velika Kladusza czy we wsi Gornja Maocza, która jest centrum bośniackiego wahabizmu, rekrutował ochotników wśród młodych, którzy przyszli wysłuchać jego kazań. Wielu z nich wyjechało następnie do Syrii i Iraku, a sześciu zginęło w walkach. Jak uzasadniono, Bosnić, występując z pozycji „samozwańczego przywódcy”, podczas kazań wykorzystywał wyrwane z kontekstu cytaty, aby utwierdzić ochotników w decyzji o przystąpieniu do Państwa Islamskiego. Jeden ze świadków powiedział sądowi, że Bosnić osobiście wybierał ochotników i wystawiał im rekomendacje potwierdzające, że są bojownikami, a nie szpiegami.

Obrońca Bosnicia zapowiedział apelację, ponieważ jest przekonany, że celem procesu jest prześladowanie pewnej interpretacji islamu, a sprawa według niego zakończy się w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. W Bośni i Hercegowinie od 2014 roku obowiązuje nowe prawo przewidujące kary do 20 lat więzienia dla dżihadystów i osób werbujących. Proces Bosnicia jest pierwszym, który rozpoczął się w Bośni po przyjęciu nowego prawa, jednak czwartkowy wyrok jest drugim orzeczonym. Wynika to z tego, że w kolejnym procesie, który rozpoczął się po otwarciu procesu Bosnicia, wyrok zapadł już 6 października. Dwaj bośniaccy rekruterzy dżihadystów do szeregów Państwa Islamskiego i dwaj ochotnicy do walk w Syrii zostali skazani na kary 12 miesięcy i 3,5 roku więzienia.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Poważne zagrożenie atakami terrorystycznymi w Europie

Dyrektor Europolu Rob Wainwright ostrzegł, że zagrożenie atakami terrorystycznymi w Europie jest bardzo duże, w związku z czym ciężko zapobiec wszystkim zamachom. Zwrócił uwagę, że w krajach UE jest bardzo duża grupa radykalnych muzułmanów. W wywiadzie dla agencji Associated Press wyraził opinie, że państwa europejskie powinny zacieśnić współpracę w celu ochrony przed dżihadystami i organizowanymi przez nich zamachami. Wainwright podkreślił, że jedną z największych trudności w walce z islamistycznymi grupami jest ich decentralizacja, czyli brak typowej struktury dowódczej.

Dyrektor Europolu zwrócił uwagę, że „skala problemu, rozproszona natura siatek, skala zaangażowania ludzi (w działalność terrorystyczną) czyni walkę z tym zjawiskiem ekstremalnie trudnym wyzwaniem dla każdej dobrze działającej służby antyterrorystycznej, o czym świadczy przypadek Francji”. Przyznał, że bardzo ciężko przeciwdziałać takim aktom terroru, do jakich doszło w zeszłym tygodniu w Paryżu.

Wainwright szacuje, że od 2,5 do 5 tys. osób wyjechało z Europy, aby wziąć udział w konfliktach zbrojnych w Syrii i Iraku, walcząc po stronie dżihadystów. Wcześniej eksperci zwracali uwagę, że powrót tych ludzi będzie stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państw Zachodu.

W ostatnich godzinach w Europie przeprowadzono szereg operacji antyterrorystycznych. Belgijska policja zatrzymała w czwartek 13 osób w wyniku operacji na szeroką skalę wymierzonej w siatkę, która zamierzała zaatakować policjantów. Kolejne dwie osoby zostały zatrzymane we Francji – podała prokuratura.

Terrorysta: „jestem wysłannikiem jemeńskiej Al-Kaidy”

W zeszły piątek francuskie media podały, że Cherif Kouachi, jeden z braci, którzy zaatakowali „Charlie Hebdo”, powiedział francuskiej telewizji BFMTV, że był wysłannikiem jemeńskiej Al-Kaidy. Według BFMTV zamachowiec skontaktował się ze stacją w piątek rano.

Kouachi oświadczył w rozmowie z telewizją BFMTV, że był finansowany przez emira Anwara al-Awlakiego, który zginął w 2011 roku w ostrzale z amerykańskiego samolotu bezzałogowego. Przedstawiciel sił bezpieczeństwa Jemenu powiedział AP, że Kouachi najprawdopodobniej walczył w szeregach Al-Kaidy na Półwyspie Arabskim w 2011 roku w jemeńskiej prowincji Abjan.

„Wszystko zostało przebaczone”

Na okładce najnowszego numeru tygodnika „Charlie Hebdo”, wydanego w środę, znajduje się rysunek proroka Mahometa na zielonym tle, z łzą w oku, trzymającego kartkę z napisem: „Jestem Charlie”. Nad podobizną proroka widnieją słowa: „Wszystko zostało przebaczone”.

W atakach terrorystycznych, których sprawcy deklarowali przynależność do organizacji dżihadystycznych, zginęło w Paryżu 17 osób. Tydzień temu w środę w zamachu na redakcję „Charlie Hebdo” bracia Said i Cherif Kouachi zastrzelili 12 osób, w tym głównych rysowników pisma. Dzień później powiązany z napastnikami Amedy Coulibaly zabił w Paryżu policjantkę, a w piątek wziął zakładników w sklepie z żywnością koszerną, zabijając cztery osoby. Terroryści zginęli w piątek podczas operacji sił specjalnych francuskiej policji.
Żródło info i foto: onet.pl

W Niemczech zatrzymano dżihadystę z Państwa Islamskiego

Niemiecka policja zatrzymała w sobotę w Dinslaken (Nadrenia Północna-Westfalia) mężczyznę podejrzanego o udział w walkach po stronie Państwa Islamskiego (IS). 24-letni dżihadysta przebywał od października 2013 r. w Syrii. Prokurator generalny Niemiec Harald Range poinformował w sobotę wieczorem, że podczas pobytu w Syrii podejrzany wstąpił do organizacji terrorystycznej. Wiadomość podała rozgłośnia Deutschlandfunk. Range zastrzegł, nie ma obecnie przesłanek wskazujących na przygotowywanie przez podejrzanego zamachu w Niemczech ani też jakichkolwiek związków z zamachami we Francji.

Rzekomy dżihadysta wrócił w listopadzie zeszłego roku do Niemiec.

Liczba radykalnych islamistów w Niemczech zwiększyła się w zeszłym roku o 1500 osób. Obecnie to środowisko liczy 7 tys. osób. Trzy lata temu było ich 3,8 tys. Większość z nich jest zwolennikami radykalnego odłamu islamu – salafizmu. Zdaniem władz właśnie z tego środowiska rekrutuje się największa liczba dżihadystów wyjeżdżających do Syrii w celu włączenia się do walki po stronie IS. Od początku wojny w Syrii w rejon konfliktu wyjechało z Niemiec 250 islamskich radykałów. Władze bezpieczeństwa obawiają się, że po powrocie do Niemiec mogą ze względu na nabyte doświadczenie wojskowe stanowić poważne zagrożenie dla kraju.
Żródło info i foto: interia.pl

Niemcy pod specjalnym nadzorem

Niemcy zaostrzają środki bezpieczeństwa w obliczu rosnącego zagrożenia zamachami terrorystów z radykalnych ugrupowań islamskich. Rząd federalny rozważa możliwość tymczasowego zawieszenia postanowień układu z Schengen i wprowadzenie ostrych kontroli na niemieckich granicach. Cztery dni po ogłoszeniu antyterrorystycznego alarmu przez ministra spraw wewnętrznych Thomasa de Maiziere, władze rozpoczęły wyrywkowe kontrole ruchu granicznego. Jak pisze niemiecka gazeta „Bild am Sonntag” patrole Policji Federalnej sprawdzają osoby wjeżdżające do Niemiec, szczególnie przez przejścia graniczne na południu. Kontrole wzmocniono na granicach ze Szwajcarią, Austrią i Czechami. Pod lupę brani są podróżni przybywający z Bałkanów i z Turcji. Żródło info i foto: Radio ZET.pl