Finał sprawy „Froga” odnośnie „rajdu” ulicami Warszawy

Urządził sobie rajd ulicami Warszawy. Gnał z prędkością ponad 200 km na godzinę. Miał szczęście, że nikogo nie zabił. Choć od tego czasu minęło już 7 lat, pseudonim Frog wciąż kojarzy się jednoznacznie. Reportaż Leszka Dawidowicza dzisiaj o 21:00 w Polsat News. W 2014 roku, w sieci pojawiło się wstrząsające nagranie, na którym Robert N. popisuje się skrajnie niebezpieczną jazdą z zawrotną prędkością. Swoje wyczyny powtórzył na trasie między Jędrzejowem, a Kielcami.

Po 7 latach w końcu usłyszy wyrok w sprawie o spowodowanie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. „Frog” nawet w trakcie procesu łamał sądowe zakazy jazdy. Grozi mu 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wnuk Lecha Wałęsy Dominik W. znów skazany

W środę (5 lutego) Dominik W. (23 l.) został prawomocnie skazany przez Sąd Okręgowy w Gdańsku na 3 miesiące więzienia i dwa lata prac społecznych. Odpowie w ten sposób za zranienie nożem Adeliny S. Mężczyznę czeka długa odsiadka, bo na początku tygodnia usłyszał wyrok 2 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności za pijacki rajd ulicami miasta.

Gehenna zgotowana bezbronnej kobiecie przez Dominika W. miała trwać od jej urodzin 12 lutego 2015 roku. Wnuk Lecha Wałęsy znęcał się nad Adeliną S. psychicznie i fizycznie. Wyzywał ją, groził śmiercią, bił rękami po twarzy, a także uderzał głową partnerki w parapet. W końcu 31 sierpnia 2016 roku wbił jej nóż kuchenny w prawe udo.

Dominik W. został aresztowany, ale Adelina zmieniła przed sądem zeznania. Po wyjściu młodego mężczyzny z aresztu para zeszła się i wychowuje dwójkę dzieci – jedno wspólne, a drugie z poprzedniego związku kobiety.

– Tworzą związek burzliwy, niepozbawiony emocji. Obie te osoby mają za sobą trudne dzieciństwo i to determinuje sposób ich zachowania w związku – mówiła sędzia Joanna Łaguna-Popieniuk, która utrzymała w mocy wyrok z pierwszej instancji. Dla Dominika W. oznacza to pozbawienie wolności na 3 miesiące oraz 2 lata prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie.

Prokuratura oczekiwała wyższej kary dla wnuka Lecha Wałęsy. Wnoszono o 2 lata więzienia i 5 tysięcy złotych odszkodowania dla Adeliny S. Obrona chciała natomiast uniewinnienia. – Wyrok Sądu Rejonowego jest sprawiedliwy – tłumaczyła sędzia Łaguna-Popieniuk. – Pani pokrzywdzona sprzeciwiła się zasądzeniu odszkodowania.

Zanosi się na długą odsiadkę Dominika W. Mężczyzna w poniedziałek (3 lutego) został prawomocnie skazany na 2 lata i 8 miesięcy więzienia za jazdę po pijaku ulicami Gdańska. Obrońcy mężczyzny rozważają kasację wyroku lub wniosek o karę łączną dla swojego klienta. Decyzja ma zapaść po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia.
Źródło info i foto: se.pl

Prokuratura sprawdzi nagrane materiały ze stacji paliw, na których był Kamil Durczok

Po naszym wczorajszym artykule prokuratura skontroluje zapisy z kamer na wszystkich stacjach, które w czasie pijackiego rajdu mijał Kamil Durczok (51 l.). Wczoraj ujawniliśmy, że na jednej z nich kupił setkę wódki. Działo się to niedługo przed tym, jak znany dziennikarz spowodował kolizję pod Piotrkowem Trybunalskim mając 2,6 promila alkoholu.

Prokuratura w Piotrkowie Trybunalskim nie chce zdradzać kulis tej sprawy. Jej rzecznik, prokurator Witold Błaszczyk, nie skomentował nam doniesień o nagraniu z monitoringu. Ale nieoficjalnie, od osób które pracują przy śledztwie, dowiedzieliśmy się, że podjęto działania w celu zabezpieczenia wszystkich monitoringów ze stacji z alkoholem na trasie, która pędził pijany Durczok. Przypomnijmy, że dziennikarz na podwójnym gazie jechał od brata z Władysławowa do Katowic. Po przejechaniu ok 400 km doprowadził do kolizji. Razem z nim była 20-latka, którą poznał niedawno pod Krakowem.

Wczoraj byliśmy na tej stacji. – Nie możemy nic powiedzieć – usłyszeliśmy jedynie od pracowników. Jednak starannie przyjrzeliśmy się temu miejscu. Jest tam zamontowanych wiele kamer. Ich zapis może okazać się kluczowy dla prokuratury. Kamery są skierowane na kasy, ale też na miejsca parkingowe obok budynku.

Około 30 min po wyjeździe ze stacji Durczok wjechał w pachołki na remontowanym odcinku autostrady A1. Został przebadany alkomatem. Wynik był szokujący, bo wskazał aż 2,6 promila! Dziennikarz tłumaczył śledczym, że rano wypił prawie dwa piwa i czuł się dobrze.

Prokuratura postawiła mu dwa zarzuty: jazdy pod wpływem alkoholu i możliwości spowodowania katastrofy lądowej. Grozi za to aż 12 lat więzienia. Ale ostatni zarzut może się nie utrzymać, wszak Durczok „tylko” pijany doprowadził do niegroźnej kolizji, a za to grozi „zaledwie” 3 lata za kratkami. Sąd uznał, że dziennikarz nie musi być aresztowany na czas wyjaśnienia sprawy. Prokuratura odwołała się od tej decyzji.

Prokurator Witold Błaszczyk, rzecznik prokuratury w Piotrkowie Trybunalskim, powiedział nam, że jeśli okaże się, że Durczok spożywał alkohol w czasie jazdy, to może mieć to wpływ na wymiar kary. Dodaje też, że nie ma żadnych informacji na temat tego, żeby w samochodzie dziennikarza znaleziono puste butelki po alkoholu.
Źródło info i foto: se.pl

Nowe informacje dotyczące uczestników tragicznie zakończonego rajdu drogami Słowacji

Do wypadku doszło w niedzielę 30 września w okolicy miasta Dolny Kubin na północy Słowacji. Trzy luksusowe samochody na polskich tablicach rejestracyjnych z dużą prędkością wyprzedzały inne auta, jadąc pasem do jazdy z naprzeciwka. Skończyło się tragicznym wypadkiem, w którym zginął kierowca skody, 57-letni Słowak Stefan Onczo. Reporter „Uwagi!” TVN udał się na Słowację, by ustalić, kim są uczestnicy szaleńczego rajdu.

Stefan Onczo mieszkał w Orawskim Podzamczu, niewielkiej miejscowość, w której wszyscy doskonale się znają. Tragedia była wstrząsem dla sąsiadów rodziny tragicznie zmarłego.

– Wiem, że był bardzo dobrym człowiekiem. Razem z żoną i synem wiedli spokojne życie. To straszna wiadomość dla nas, dla mieszkańców tej ulicy i całej miejscowości. – powiedziała Zdenka Svibova, mieszkanka Orawskiego Podzamcza. – To niezwykle niebezpieczne, że ludzie jeżdżą w tak nieodpowiedzialny sposób, z taką prędkością na lokalnej drodze. Doskonale widzieli przecież inne auta, a ceną ich szaleństwa okazało się ludzie życie – dodała.

Podczas mszy pogrzebowej ksiądz zwrócił uwagę, że „minął zaledwie rok, odkąd matka zmarłego pochowała jeszcze młodszego swojego syna”. – A dziś znów stoi nad trumną drugiego syna. Syna, który zginął przez arogancję kierowcy – powiedział. – Z taką właśnie arogancją kierowców wszyscy codziennie mamy do czynienia na naszych drogach. Igramy na nich z życiem naszym i innych – ocenił duchowny.

– Żeby powiedzieć całą prawdę o Stefanie, musielibyśmy opowiadać wam przez cały miesiąc. A i to byłoby mało – stwierdził w rozmowie z reporterem „Uwagi!” TVN Marian, mieszkaniec Orawskiego Podzamcza. – Żaden człowiek, który go znał, złego słowa o nim nie powie. Jego syn mówił mi, że gdyby ojciec w ostatniej chwili nie skręcił w prawo kierownicą, on zginąłby razem z nim – podzielił się Marek.

– Nawet niebo płacze. Od dnia wypadku codziennie płacze, taka to tutaj tragedia. W Dolnym Kubinie sucho, a tu w Orawskim Podzamczu – zobaczcie – powiedział Marian, wskazując na niebo. – Co to jest, jeśli nie boży znak – dodał. – Jak już będą sądzić tych waszych kierowców, to niech proces toczy się na Słowacji, a nie po polskiej stronie – życzył sobie mieszkaniec Orawskiego Podzamcza.

„Całej trójce postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa”

Wstrząsający finał wyprawy polskich kierowców na słowacką Orawę utrwaliła kamera przypadkowego kierowcy. Na nagraniu widać, że brawurowe wyprzedzanie rozpoczął kierowca mercedesa. Prowadzący żółte ferrari, widząc nadjeżdżającą z przeciwka skodę, gwałtownie zahamował, lecz jadący tuż za nim kierowca porsche nie zdążył powtórzyć manewru. Chwilę później uderzył w prawidłowo jadącą skodę, zabijając Stefana Onczo i raniąc jego żonę.

– Zatrzymaliśmy trzech kierowców. Zostali przewiezieni na komendę, gdzie przeprowadzono czynności procesowe. Potem całej trójce postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa. 42-letniemu kierowcy porsche grozi od dwóch do pięciu lat więzienia. Pozostałym mężczyznom grozi od trzech miesięcy do trzech lat pozbawienia wolności – poinformował Radko Moravcik, rzecznik Komendy Policji w Żilinie.

– Na tym etapie nie mogę tego ujawnić – stwierdził na pytanie o to, czy sprawcy wypadku przyznali się do winy. Zdaniem rzecznika policji dzięki „ujawnieniu nagrania rejestrującego wypadek wszyscy ludzie mogą zobaczyć, jak wyglądała i jak skończyła się drogowa brawura”.

– Wszyscy oglądając ten film mogą uświadomić sobie, dlaczego warto przestrzegać przepisów na drodze i nie wolno się zachowywać arogancko wobec innych kierowców – powiedział Moravcik.

Zorganizowane rajdy

Po wypadku szybko wyszło na jaw, że szalejący kierowcy z Polski nie spotkali się na Słowacji przypadkiem. Uczestniczyli w jednej z płatnych imprez podczas, których posiadacze szybkich aut zwiedzają wybrany zakątek Europy pod okiem tak zwanego lidera. Organizatorem tego i podobnych wyjazdów był kierujący mercedesem 26-letni Łukasz K., działający w internecie bloger, który na co dzień promuje najdroższe marki luksusowych samochodów.

– To cykl spotkań przeznaczonych dla właścicieli aut ekskluzywnych. W Polsce jesteśmy obecni od trzech sezonów i do tej pory zorganizowaliśmy dziewięć spotkań tego typu. Przekrój samochodów bardzo różny, jak i przekrój właścicieli tych aut jest dość potężny. Mamy osoby tutejsze, przyjezdne i ludzi, którzy jeżdżą po wszystkich naszych polskich i międzynarodowych imprezach – opowiadał Łukasz K. portalowi trojmiasto.pl.

Podczas jednej z organizowanych przez Łukasza K. imprez młodego blogera poznał Jerzy Dziewulski, dawniej policyjny antyterrorysta, a dziś wielbiciel sportowych aut i rajdowiec z licencją. O oskarżonym Łukaszu K. powiedział, że „odbierał go pozytywnie”.

– Z tych organizatorów, z którymi miałem do czynienia, jeżeli inni jego koledzy byli nieco bardziej agresywni czy nerwowi, to on jawił mi się jako człowiek z pewnym dystansem, niezwykle spokojny – ocenił.

Dziewulski również dostał zaproszenie na feralny wyjazd na Słowację. – Proponowano mi start z Zakopanego, później przejazd słowackimi drogami. Zaproponowano określone, bardzo dobre hotele. Otwarcie powiem, że miałem ochotę pojechać, ale nie zdecydowałem się i zostałem w domu – opowiedział.

Tomasz Bonar, szef firmy produkującej internetowe filmy na temat sportowych aut poznał Łukasza K. podczas nagrywania jednego z organizowanych przez niego spotkań. – Taki wyjazd można traktować jako urlop, rozrywkę, trochę spotkanie z przyjaciółmi i nawiązanie motoryzacyjnych znajomości – powiedział Bonar. Organizacja podobnej imprezy w Polsce kosztuje około 2-3 tysiące złotych. – Zagraniczne wyjazdy są droższe. To 2-3 tysiące euro za tygodniowy wyjazd – poinformował Bonar.

Jerzy Dziewulski nie krył zdumienia, tym że jednym ze sprawców wypadku był właśnie Łukasz K. – On był na czele tej kolumny. Jego wykroczenie bez wątpienia polega na przejechaniu przez linię ciągłą i nadmierną prędkość. Natomiast patrząc na reakcję kierowcy ferrari, no ręce składają się do tego, żeby zdjąć pasek i tyłek stłuc temu młodemu człowiekowi, który po prostu nie nadążał intelektem i sprawnością techniczną, pojęciem o tym, w czym siedzi – ocenił były antyterrorysta.

Dziennikarze sprawdzili, że jadące tuż za mercedesem Łukasza K. żółte ferrari prowadził pochodzący z rodziny wielkopolskich biznesmenów 27-letni Adam Sz. Kolumnę zamykał 42-letni Marcin L., przedsiębiorca z branży informatycznej z Pomorza – właściciel kolekcji luksusowych samochodów,
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szalony rajd kierowcy w Krakowie. Zniszczył 16 samochodów

W niedzielę rano na jednym z krakowskich osiedli pewien kierowca urządził sobie „rozrywkę”, podczas której uszkodził 16 aut. O sprawie informuje portal tvn24.pl. Jak podaje portal, kierowca urządził sobie rajd na jednym z krakowskich osiedli. Uszkodził 16 samochodów po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Całą sytuację zarejestrował osiedlowy monitoring. Do zdarzenia doszło w niedzielę wczesnym rankiem – około godziny 4. Kierowca mógł być prawdopodobnie „pod wpływem alkoholu lub środków odurzających”.

Policja jeszcze nie złapała sprawcy. Znana jest jednak jego tożsamość.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rusza proces Andrzeja S.

Na ten proces czekała cała stolica. Dziś przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia stanie Andrzej S. (36 l.). Jest oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku w centrum miasta pod koniec października zeszłego roku. Kompletnie pijany pirat drogowy zabił Grzegorza W. († 47 l.) i obywatela Włoch Alessandra C. († 33 l.). Za pijacki rajd grozi mu do 12 lat więzienia.

To tragiczne wydarzenie zostanie w pamięci mieszkańców Śródmieścia na zawsze. W sobotnią noc 31 października rozpędzone volvo prowadzone przez 36-letniego Andrzeja S. z impetem uderzyło w dwóch mężczyzn w stojących obok przystanku autobusowego przy ulicy Marszałkowskiej. Siła uderzenia była tak duża, że oprócz wiaty przystankowej osobówka skosiła drzewo, śmietnik i kilka słupków. Zanim przyjechała policja i karetka pogotowia, kompletnie pijany 36-letni pirat drogowy uciekł z miejsca zdarzenia do swojego domu na Mokotowie. Niestety, mimo przeprowadzonej reanimacji ratownikom nie udało się uratować Grzegorza W. († 47 l.) i Alessandra C. († 33 l.). Po kilku godzinach od wypadku policjantom udało się zatrzymać odpowiedzialnego za to zdarzenie Andrzeja S. W chwili zatrzymania w wydychanym powietrzu miał ponad dwa promile alkoholu.

Jak się później okazało, do wypadku doszło po awanturze Andrzeja S. ze swoją znajomą, z którą jechał samochodem. Według ustaleń śledczych, podczas jazdy doszło między nimi do szarpaniny, przez którą 36-latek stracił panowanie nad pojazdem. W trakcie pierwszego posiedzenia aresztowego pirat drogowy płakał jak bóbr.

Teraz Andrzej S. odpowie za swój występek. Bo już nikt nie zwróci życia dwóm mężczyznom, którzy zginęli przez nieodpowiedzialne zachowanie 36-latka.
Żródło info i foto: Fakt.pl

„Frog” za kratkami

Były szaleńczy rajd po ulicach i granie policji na nosie, jest dotkliwa kara. – Robert N. stawił się w zakładzie karnym na Białołęce w celu odbycia kary aresztu – potwierdziła wczoraj kapitan Arleta Pęconek, Rzecznik prasowy Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Warszawie.

FROG, słynny 26-letni pirat drogowy, musi odsiedzieć przy ul. Ciupagi 10 dni w zamian za grzywnę, którą wymierzył mu Sąd rejonowy na Pradze-Północ. To kara za szalony rajd ulicami Warszawy z czerwca 2014 roku – w tym przypadku ulicami Pragi-Południe. I efekt odmowy zapłacenia zasądzonej należności.

Kolejne 30 dni aresztu zasądzono mu na Ursynowie. W pozostałych trzech dzielnicach, które znalazły się na trasie jego rajdu, wyroki jeszcze nie zapadły. Na tym jednak nie koniec kłopotów pirata. W kolejnym sądzie toczy się też sprawa karna, w której za spowodowanie niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym Robertowi N. grozi do ośmiu lat więzienia.
Żródło info i foto: se.pl

Jelenia Góra: szalony rajd 18-latka. Zastraszył kobietę, ukradł jej auto, a uciekając zabił pieszego

Tragedia wydarzyła się w czwartek wieczorem w Jeleniej Górze. Niewykluczone, że nastolatek próbował też zgwałcić kobietę. Do zdarzenia doszło przed godziną 20.00. Mężczyzna wsiadł do samochodu obcej kobiety. Z nieoficjalnych informacji wynika, że próbował ją zgwałcić. Policji udało się ustalić, że 18-latek sterroryzował kobietę, grożąc jej kawałkiem szkła:

– Kazał jej wyjechać z Jeleniej Góry. Zabrał jej też pieniądze, około 110 złotych. Na ulicy Zgorzeleckiej 18-latek zarządził zamianę miejsc. To on miał teraz prowadzić auto. Kobieta wykorzystała ten moment i uciekła. Natychmiast powiadomiła funkcjonariuszy – opowiada Edyta Bagrowska z jeleniogórskiej policji.

Śmiertelnie potrącił pieszego

Do akcji ruszyły wszystkie patrole policji w mieście, niestety nie udało im się zapobiec kolejnej tragedii. 18 – latek jechał skradzionym autem bardzo szybko w kierunku centrum. Na skrzyżowaniu ulic Wolności i Wojska Polskiego potrącił pieszego przechodzącego na zielonym świetle. 37-latek w wyniku potrącenia wyleciał w powietrze na kilka metrów. Nie przeżył wypadku.

Spowodował kolizję drogową

Przestępca nawet się nie zatrzymał. Jechał pod prąd ulicami Jeleniej Góry. Doprowadził do zderzenia ze skodą. Na szczęście kierowca tego auta nie odniósł poważnych obrażeń. 18-latek porzucił skradziony samochód i zaczął uciekać pieszo. Policjantom udało się go zatrzymać. Jeden ze ścigających go funkcjonariuszy został lekko rany, trafił do szpitala.

Badanie alkomatem wykazało, że zatrzymany był trzeźwy. Pobrano mu mocz i krew, by sprawdzić czy był pod wpływem środków odurzających. Dziś ma się odbyć jego przesłuchanie w prokuraturze. Prawdopodobnie będzie mu grozić 15 lat więzienia. Potencjalny wymiar kary zależy od tego jakie dokładnie zarzuty zostaną mu przedstawione.
Żródło info i foto: wroclaw.eska.pl

Robert N. znów przed sądem

Robert N. (24 l.) ps. „Frog” nie wychodzi z kłopotów. W Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia zaplanowano rozpoczęcie rozprawy dotyczącej jego pirackiej jazdy po centrum miasta. Została ona jednak odroczona, bo… nie pojawił się świadek.

Dzięki przełożeniu rozpoczęcia procesu obrońca Roberta N. może jeszcze lepiej przygotować się do reprezentowania swojego klienta. Już teraz zamierza składać kolejne wnioski dotyczące filmu, który w czerwcu ubiegłego roku pojawił się w internecie. – Nie chcę przesądzać czy nagranie w internecie zostało zmanipulowane i zmontowane. Pytanie dlaczego biegły stwierdził że jest ono oryginalne chociaż w sprawie nie badano oryginalnego nośnika? Chciałbym żeby biegły przedstawił swoją opinię na następnej rozprawie – powiedział Łukasz Krupa, obrońca Roberta N. Następną rozprawę zaplanowano na grudzień.

Sprawą rajdu „Froga” zajmuje się aż 5 sądów – każdy z innej dzielnicy, w której kierowca szarżował samochodem. Zapadł już jeden wyrok. Ursynowski sąd skazał „Froga” na areszt, grzywnę i zakaz prowadzenie samochodów.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Szalony rajd zakopianką po dopalaczach

Do tragicznego w skutkach wypadku doszło na zakopiance w Tenczynie w Małopolsce. Zginęła tam jedna osoba, a trasa Kraków-Zakopane była przez wiele godzin nieprzejezdna. Teraz okazuje się, że sprawca wypadku był pod wpływem dopalaczy. Około godz. 5:20 rano mężczyzna jadący mitsubishi od strony Zakopanego na łuku drogi na podwójnej ciągłej wyprzedzał cysternę. Zderzył się czołowo z jadącym z naprzeciwka audi. 66-letni kierowca audi zginął.

Na miejscu policjanci zatrzymali 24-letniego sprawcę wypadku. Jak się okazało, kilka minut wcześniej w Jordanowie kierowca mitsubishi spowodował kolizję. Kiedy poszkodowany chciał wezwać policję, ten po prostu uciekł. Podczas zatrzymania – jak mówią policjanci – kierowca mitsubishi był nadzwyczaj pobudzony. Przeszukali go i znaleźli 5 woreczków strunowych z jakąś substancją. Kolejne dwa były ukryte w samochodzie.

Wstępne badanie wykazało, że jest to jakiś związek chemiczny z efedryną – a więc najprawdopodobniej dopalacze. Teraz substancja trafi do badań do laboratorium kryminalistycznego policji. 24-latek przyznał, że wcześniej zażył dopalacze. Jeśli badania to potwierdzą, grozi mu do 12 lat więzienia.
Żródło info i foto: RMF24.pl