Olsztyn: Tajemnicza zbrodnia na terenie komisu. Ofiary z ranami postrzałowymi

W jednym z komisów samochodowych w Olsztynie policjanci odnaleźli w środę po południu ciała dwóch mężczyzn; według nieoficjalnych informacji obaj mieli rany postrzałowe. Policja nie informuje dotychczas o szczegółach tego zdarzenia. Podkom. Rafał Prokopczyk z olsztyńskiej policji przekazał PAP, że po godz. 16 dyżurny komendy miejskiej otrzymał informację o niebezpiecznie zachowującym się mężczyźnie, który może przebywać w okolicy ul. Lubelskiej. Zachowanie tego mężczyzny miało być „agresywne i dziwne”, a do zajścia miało dojść w okolicy jednego z komisów samochodowych.

W celu sprawdzenia tej informacji na miejsce skierowano policyjny patrol, który po sprawdzeniu tego terenu znalazł w jednym z pomieszczeń komisu ciała dwóch mężczyzn w wieku około 50 lat – powiedział Prokopczyk. Na miejsce od razu skierowano grupę dochodzeniowo-śledczą i technika kryminalistyki, którzy pod nadzorem prokuratora zabezpieczają ślady i prowadzą czynności w celu wyjaśnienia okoliczności śmierci obu mężczyzn. Dla dobra prowadzonych czynności obecnie nie informujemy o szczegółach tej sprawy – zastrzegł Prokopczyk.

Rany postrzałowe i broń

Według nieoficjalnych informacji obaj mężczyźni mieli rany postrzałowe. O zdarzeniu jako pierwsze poinformowało radio RMF FM, które podało, że przy jednym z mężczyzn policja znalazła broń.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zwłoki małżeństwa zawinięte w dywan. Zostali zastrzeleni

Na ciałach kobiety i mężczyzny, których zwłoki znaleziono w jednym z mieszkań w Kudowie-Zdroju, ujawniono rany postrzałowe – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasz Orepuk. Prokurator Orepuk przekazał, że wstępne wyniki sekcji zwłok świadczą, iż kobieta i mężczyzna, małżeństwo w starszym wieku, są ofiarami zabójstwa. Przyczyną zgonu były rany postrzałowe – powiedział rzecznik świdnickiej prokuratury. Dodał, że ciała ofiar były „w stanie rozkładu”.

Prok. Orepuk poinformował również, że w sprawie zatrzymano kilka osób. Dla dobra śledztwa nie ujawniamy, ile osób i w jakim charakterze zostały zatrzymane. O tym, kto i jakie zarzuty usłyszał lub usłyszy, będziemy informować w poniedziałek – powiedział prokurator zastrzegając, że to wszystkie informacje, jakie może przekazać na tę chwilę.

Zwłoki kobiety i mężczyzny zostały znalezione w środę przez policję w jednym z mieszkań w Kudowie-Zdroju. Według nieoficjalnych doniesień lokalnych mediów ciała były zawinięte w dywany i worki. Zwłoki miały znajdować się w mieszkaniu od dłuższego czasu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowy Jork: Strzelanina w metrze

Na stacji metra w Brooklynie w Nowym Jorku doszło do strzelaniny, wstępne informacje mówią także o eksplozji. Rannych zostało 16 osób. Do ataku doszło o godz. 8.30 czasu lokalnego, podczas porannego szczytu. Według funkcjonariuszy straży pożarnej i policji, na stacji metra na Brooklynie w wyniku strzelaniny rannych zostało co najmniej 16 osób, 10 z nich ma rany postrzałowe.

Na miejscu znaleziono granaty dymne – donosi nbcnewyork.com.

Sprawca zbiegł i jest poszukiwany. Mężczyzna – jak podają świadkowie: czarnoskóry, ubrany w maskę przeciwgazową i odblaskową kamizelkę, przed oddaniem strzałów miał zdetonować ładunki wybuchowe.
Źródło info i foto: rp.pl

Syn byłego kandydata do Senatu znaleziony w Chicago z ranami postrzałowymi

Nie żyje Jacek Rudnicki, syn polonijnego lekarza, działacza i byłego kandydata na senatora RP prof. dr. Marka Rudnickiego. 44-latek został zastrzelony w nocy z soboty na niedzielę w Chicago. Jak podaje „Dziennik Związkowy”, Jacek Rudnicki został znaleziony martwy w niedzielę 6 lutego nad ranem na rogu Michigan Avenue i 24th Street. Jego ojciec, prof. dr Marek Rudnicki, przekazał, że syn miał rany postrzałowe. Biuro prasowe Departamentu Policji Chicagowskiej przekazało gazecie, że 44-latek miał dwie rany postrzałowe w dolnej części ciała.

Sprawcy ukradli mercedesa mężczyzny. Auto zostało odnalezione tego samego dnia po południu dzięki urządzeniu GPS. Jak podkreśla „Dziennik Związkowy”, policja podejrzewa, że mężczyzna padł ofiarą carjackingu. Trwa śledztwo. Na razie nikt nie został zatrzymany.

Jacek Rudnicki – podaje gazeta – pracował w branży komputerowej i czasami jeździł Uberem. Mieszkał około trzech kilometrów od miejsca zdarzenia. „Był taką szlachetną duszą. Tym razem przemoc w Chicago uderzyła naprawdę blisko” – napisał Mark Rivera, przyjaciel mężczyzny, cytowany przez „Dziennik Związkowy”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Małopolska: Ciało znalezione w bagażniku. Mężczyzna miał rany postrzałowe

Szokujące ustalenia małopolskich policjantów. W jednym z aut znaleźli ciało zastrzelonego mężczyzny. Ofiara ma ranę postrzałową głowy. Obok znaleziono także broń. Trwa ustalanie okoliczności tego zdarzenia. Nowotarska policja znalazła zwłoki w porzuconym aucie w okolicach Ludźmierza. Samochód na słowackich numerach rejestracyjnych został odnaleziony w noc sylwestrową na poboczu drogi przy wyjeździe z Ludźmierza przez straż gminną.

jak ustalili w sobotę nowotarscy policjanci, samochód był kradziony – wcześniej pojazd był poszukiwany przez słowacką policję. Po jego odholowaniu na policyjny parking, w bagażniku znaleziono ciało.

To był mężczyzna z raną postrzałową – potwierdził w rozmowie z RMF FM Bartosz Izdebski z działu prasowego małopolskiej policji. Jak informują służby, obok leżała broń.

Na miejsce udała się grupa dochodzeniowo-śledcza, technicy kryminalistyki z Krakowa oraz prokurator, którzy po całonocnej pracy w niedzielę rano ustalili, że jest to ciało poszukiwanego od 20 grudnia Słowaka, który najprawdopodobniej popełnił samobójstwo. Z ustaleń policji, którzy kontaktowali się ze stroną słowacką wynika, że czterdziestolatek cierpiał na choroby psychiczne i posiadał swoją broń – przekazał Izdebski.

Z nieoficjalnych ustaleń RMF FM wynika, że może chodzić o policjanta poszukiwanego na Słowacji od 20 grudnia. Sprawę bada prokuratura i grupa dochodzeniowa z Krakowa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Niemcy: Śmierć pięcioosobowej rodziny. Są wstępne ustalenia śledztwa

Po znalezieniu pięciu ciał z ranami postrzałowymi i kłutymi w domu jednorodzinnym w Koenigs Wusterhausen w Brandenburgii policja bada tło sprawy. Na razie jednak śledczy zakładają, że zbrodni nie dokonał ktoś z zewnątrz. Ofiary to małżeństwo i trójka dzieci. Podobno rodzina była poddana domowej kwarantannie z powodu zakażenia koronawirusem.

W sobotę około godziny 12 „sąsiedzi zawiadomili policję, ponieważ w domu przy Birkenallee zrobiło się bardzo cicho. Nikt nie wyprowadzał psa na spacer. Trzy dziewczynki również nie bawiły się jak zwykle na spokojnej, osiedlowej uliczce nad jeziorem Kruepel” – informuje dziennik.

Policjanci przybyli na miejsce i znaleźli zwłoki pięciu osób. Na ciałach widoczne były rany postrzałowe i kłute. „Najwyraźniej wszyscy nie żyli od kilku dni. Jakiś czas temu sąsiadowi wydawało się, że słyszy wystrzał”.

„Policja nie potwierdziła jeszcze, że 40-letni ojciec zabił swoją żonę, dzieci, a potem siebie. Tło jest nadal całkowicie niejasne” – pisze „Bild”. „Obecnie nie ma podejrzeń co do osoby trzeciej” – powiedział w niedzielę prokurator Gernot Bantleon agencji dpa.

Według informacji gazety oboje rodzice pracowali jako nauczyciele. Podobno rodzina była poddana domowej kwarantannie z powodu zakażenia koronawirusem.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Strzelanina w Poznaniu

Do szpitala trafił mężczyzna z ranami postrzałowymi – podała policja. W środę 6 października przed godz. 17 w czasie próby zatrzymania złodzieja samochodów podejrzewany o kradzież potrącił jednego z policjantów. Funkcjonariusze oddali strzały w kierunku uciekającego.

Podinsp. Iwona Liszczyńska z zespołu prasowego wielkopolskiej policji przekazała PAP, że w środę przed godz. 17 w podpoznańskiej Dąbrówce funkcjonariusze kryminalni próbowali zatrzymać złodzieja samochodu, który we wtorek w nocy ukradł auto na terenie Poznania.

– Policjanci podjęli próbę zatrzymania podejrzewanego o kradzież mężczyzny. Na widok funkcjonariuszy ruszył autem w ich kierunku i w efekcie potrącił jednego z nich. Policjanci użyli broni, oddali strzały w kierunku pojazdu, mimo to auto odjechało – opisała.

Ranny funkcjonariusz został zabrany do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratowniczego. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Liszczyńska dodała, że około 30 minut po zdarzeniu w podpoznańskim Luboniu policjanci znaleźli porzucony samochód, którym uciekający mężczyzna potrącił funkcjonariusza. – Około godz. 18 otrzymaliśmy informację z jednego z poznańskich szpitali, że do placówki trafił mężczyzna z ranami postrzałowymi – powiedziała policjantka.

Dodała, że ranny jest obecnie w trakcie operacji. Zaznaczyła, że przebieg nieudanego zatrzymania w Dąbrówce jest badany przez policyjny wydział kontroli.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jacek Jaworek oddał do ofiar 10 strzałów

Rany postrzałowe były przyczyną śmierci członków rodziny poszukiwanego od 10 lipca Jacka Jaworka, podejrzanego o ich zabójstwo – wskazały wstępne wyniki sekcji zwłok, przeprowadzonej w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

– Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują, że wszystkie 3 osoby zginęły w wyniku ran postrzałowych oddanych we wrażliwe życiowo rejony ciała. Było to łącznie 10 strzałów z broni kalibru 7,65 – powiedział w piątek prokurator Krzysztof Budzik z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Broni, z której zginęła rodzina, dotychczas nie odnaleziono.

Wciąż jest poszukiwany

52-letni podejrzany o zabójstwo brata, jego żony i syna Jacek Jaworek wciąż jest poszukiwany. W czwartek policja zwróciła się z prośbą do mieszkańców gminy Dąbrowa Zielona w powiecie częstochowskim oraz innych osób, aby w godzinach 18.00-6.00 przez kilka kolejnych dni powstrzymali się od przebywania na terenach leśnych w tej miejscowości. Ma to związek z działaniami służb w zakresie poszukiwań Jacka Jaworka oraz użyciem w tym miejscu specjalistycznego sprzętu.

– Specyfika tych czynności wymaga, aby były prowadzone w nocy, nie mogę jednak ujawnić szczegółów – powiedział w piątek młodszy aspirant Kamil Sowiński z Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

W nocy z piątku na sobotę (9-10 lipca) w Borowcach k. Dąbrowy Zielonej w powiecie częstochowskim wezwani do awantury domowej policjanci w domu jednorodzinnym znaleźli zwłoki małżeństwa 44-latków i ich 17-letniego syna z ranami postrzałowymi. Uratował się drugi, 13-letni syn zamordowanego małżeństwa, który schronił się u rodziny. Sprawca zbrodni uciekł.

List gończy

Od wtorku Jaworek poszukiwany jest listem gończym. Prokurator zdecydował o zaocznym przedstawieniu mu zarzutów potrójnego zabójstwa, co stało się podstawą wniosku o aresztowanie, zaakceptowanego we wtorek przez sąd. Wiadomo, że Jacek Jaworek w ostatnim czasie mieszkał u brata po tym, jak opuścił zakład karny, gdzie odbywał dwumiesięczną karę zastępczą w związku z niepłaceniem alimentów. Mężczyzna nie miał zezwolenia na posiadanie broni.

Policja zaznacza, że w przypadku napotkania tego mężczyzny należy zachować daleko idącą ostrożność – nie podejmować samodzielnie żadnych działań oraz powiadomić policję. Informacje o poszukiwanym mają policjanci z całego kraju oraz Straż Graniczna. Policyjne czynności nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Częstochowie, która przejęła sprawę od śledczych z Myszkowa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Borowce: Są wyniki sekcji zwłok ofiar

Jacek Jaworek, poszukiwany za potrójne morderstwo w Borowcach (woj. śląskie), nadal jest na wolności. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie zaprezentowała wstępne wyniki sekcji zwłok małżeństwa i ich 17-letniego syna, którzy zginęli od ran postrzałowych.

Jacek Jaworek od prawie tygodnia jest poszukiwany przez policję i prokuraturę. Śledczy podejrzewają go o zabójstwo trzech członków swojej rodziny. W piątek Prokuratura Okręgowa w Częstochowie pokazała wstępne wyniki sekcji zwłok ofiar, przeprowadzonej w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

– Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują, że wszystkie 3 osoby zginęły w wyniku ran postrzałowych oddanych we wrażliwe życiowo rejony ciała. Było to łącznie 10 strzałów z broni kalibru 7,65 – powiedział w piątek PAP prokurator Krzysztof Budzik z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Jacek Jaworek poszukiwany. Apel policji

Broni, z której zginęła rodzina, dotychczas nie odnaleziono. 52-letni podejrzany o zabójstwo brata, jego żony i syna Jacek Jaworek wciąż jest poszukiwany. W czwartek policja zwróciła się z prośbą do mieszkańców gminy Dąbrowa Zielona w powiecie częstochowskim oraz innych osób, aby w godzinach 18-6 rano przez kilka kolejnych dni powstrzymali się od przebywania na terenach leśnych w tej miejscowości. Ma to związek z działaniami służb w zakresie poszukiwań Jacka Jaworka oraz użyciem w tym miejscu specjalistycznego sprzętu.

– Specyfika tych czynności wymaga, aby były prowadzone w nocy, nie mogę jednak ujawnić szczegółów – powiedział w piątek młodszy aspirant Kamil Sowiński z Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Zabójstwo w Borowcach

W nocy z piątku na sobotę (9-10 lipca) w Borowcach k. Dąbrowy Zielonej w powiecie częstochowskim wezwani do awantury domowej policjanci w domu jednorodzinnym znaleźli zwłoki małżeństwa 44-latków i ich 17-letniego syna z ranami postrzałowymi. Uratował się drugi, 13-letni syn zamordowanego małżeństwa, który schronił się u rodziny. Sprawca zbrodni uciekł.

Od wtorku Jaworek poszukiwany jest listem gończym. Prokurator zdecydował o zaocznym przedstawieniu mu zarzutów potrójnego zabójstwa, co stało się podstawą wniosku o aresztowanie, zaakceptowanego we wtorek przez sąd.

Wiadomo, że Jacek Jaworek w ostatnim czasie mieszkał u brata po tym, jak opuścił zakład karny, gdzie odbywał dwumiesięczną karę zastępczą w związku z niepłaceniem alimentów. Mężczyzna nie miał zezwolenia na posiadanie broni.

Policja zaznacza, że w przypadku napotkania tego mężczyzny należy zachować daleko idącą ostrożność – nie podejmować samodzielnie żadnych działań oraz powiadomić policję. Informacje o poszukiwanym mają policjanci z całego kraju oraz Straż Graniczna. Policyjne czynności nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Częstochowie, która przejęła sprawę od śledczych z Myszkowa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Holandia: Nie żyje postrzelony dziennikarz Peter R. de Vries

Nie żyje holenderski dziennikarz śledczy Peter R. de Vries – poinformowała agencja AFP. 6 lipca 64-latek został postrzelony w Amsterdamie, tuż po wyjściu ze studia telewizyjnego.

„Peter walczył do końca, ale przegrał tę bitwę. Zmarł otoczony ludźmi, którzy go kochali” – powiedziała rodzina dziennikarza w oświadczeniu dla telewizji RTL.

We wtorek 6 lipca Peter R. de Vries występował w telewizji RTL Boulevard. Kiedy opuścił studio, oddano w jego kierunku pięć strzałów z bliskiej odległości – relacjonowało BBC. Dziennikarz śledczy z raną głowy trafił do szpitala. Jego stan określano jako ciężki. Burmistrzyni Amsterdamu Femke Halsema powiedziała, że de Vries „walczy o życie” i potępiła zdarzenie, nazywając je „okrutnym atakiem bez serca”. – Peter R. de Vries jest dla nas wszystkich bohaterem narodowym, niezwykle odważnym dziennikarzem, niestrudzenie poszukującym sprawiedliwości – podkreśliła.

Okazało się później, że wśród aresztowanych po ataku na dziennikarza jest 35-letni Kamil E. Portal dutchnews.nl informował, że Polak miał być kierowcą. Oddać strzały do dziennikarza miał natomiast pochodzący z Antyli Holenderskich 21-letni Delano G.

Portal tvn24.pl informował, że Kamil E. był poszukiwany przez polskie służby listem gończym za kradzieże i rozboje. Miał odsiedzieć w Polsce wyrok. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani na autostradzie w Leidschendam jeszcze tego samego dnia.

Na razie nie wiadomo, jaki motyw miał sprawca. W przeszłości policja chroniła de Vriesa, ponieważ ten otrzymywał groźby. Dziennikarz zajmował się m.in. sprawami porwania magnata browarnictwa Freddy’ego Heinekena czy zniknięcia nastolatki Natalee Holloway.
Źródło info i foto: Gazeta.pl