USA: Raport odnośnie ataku na Kapitol. „Służby nie były przygotowane, zignorowano zagrożenie”

​Policja Kapitolu miała informacje na temat planowanych zamieszek 6 stycznia, ale nie były one rozpowszechniane wewnątrz instytucji. Ani policja, ani żadna ze służb nie miała też żadnego planu ochrony gmachu – wynika z opublikowanego we wtorek raportu Senatu. 127-stronicowy dokument przedstawiony przez połączone komisje Senatu jest wynikiem kilkumiesięcznego śledztwa.

W raporcie stwierdzono, iż „federalna społeczność wywiadowcza – przewodzona przez FBI i Departament Bezpieczeństwa Krajowego – nie ostrzegła o potencjalnej przemocy 6 stycznia”. Zdaniem autorów dokumentu „wywiadowcze oddziały USCP (Policji Kapitolu) nie przekazały posiadanych przez nie pełnych informacji nt. zagrożeń”, a USCP „nie była odpowiednio przygotowana, by zapobiec lub odpowiedzieć na zagrożenia bezpieczeństwa 6 stycznia, co przyczyniło się do wtargnięcia na Kapitol”.

Służby uznały, że zagrożenie nie jest poważne

Dołączone materiały sugerują też, że ani odpowiedzialne za to ministerstwo sprawiedliwości, ani sama policja nie miały żadnego planu na wypadek przemocy. Stało się tak, mimo że USCP od grudnia zbierała informacje na temat planów ekstremistów, w tym planów infiltracji tunelów pod Kapitolem i wtargnięcia do biur parlamentarzystów.

Jak się jednak okazało, informacje zbierane przez analityków nie zostały przekazane ani szefostwu, ani samym policjantom. Nie zrobiła tego też FBI, uważając zagrożenie ze strony sympatyków Donalda Trumpa za mało poważne. Dochodzenie ustaliło również, że nieprzejrzyste procedury biurokratyczne spowolniły odpowiedź na zamieszki i wezwanie na pomoc Gwardii Narodowej.

– Byliśmy źle przygotowani. Nie byliśmy informowani. Zostaliśmy zdradzeni – powiedział senatorom jeden z funkcjonariuszy. – Byłem przerażony, że żaden z szefów nie był z nami w łączności przez radio i nie pomagał nam. Przez godziny krzyki w radiu były okropne, widoki niewyobrażalne i doszło do kompletnej utraty kontroli. Przez godziny żaden z szefów nie przejął dowództwa i kontroli. Funkcjonariusze błagali o pomoc i opiekę medyczną – mówił inny.

„Błędy są oczywiste”

W konkluzjach raportu senatorowie zalecili m.in. całkowitą zmianę struktury dowodzenia i podejmowania decyzji w USCP, zmianę szefa instytucji, wzmocnienie działań wywiadowczych i uproszczenie procedur w sytuacjach nadzwyczajnych.

– Błędy są oczywiste. Wszystko to zostało dobrze podsumowane przez jeden fragment w naszym raporcie, gdzie jeden z funkcjonariuszy zadał tragicznie proste pytanie za pomocą radia: „Czy ktokolwiek ma jakiś plan?”. Niestety, nikt nie miał – powiedziała przewodnicząca komisji regulaminowej Senatu, Demokratka Amy Klobuchar.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest raport NIK. Wybory kopertowe były nielegalne

NIK w raporcie, którego obszerne fragmenty cytuje Onet, stwierdził, że brak było podstawy prawnej przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych w maju 2020 r. Kontrolerzy zwrócili uwagę, że Departament Prawny KPRM ostrzegł Mateusza Morawieckiego przed możliwymi konsekwencjami – m.in. odpowiedzialnością karną lub Trybunałem Stanu. Przed podjęciem decyzji o wyborach kopertowych, KPRM nie posiadała analizy dot. ich kosztów.

„NIK negatywie ocenia proces przygotowania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych na dzień 10 maja 2020 r. z wykorzystaniem głosowania korespondencyjnego” – napisał Najwyższa Izba Kontroli w raporcie końcowym dotyczącym wyborów, do których parli rządzący w maju ubiegłego roku. Pełną publikację Marian Banaś zapowiedział na 18 maja. Teraz Onet publikuje fragmenty.

Jak czytamy, według NIK „w okresie od 16 kwietnia do 9 maja 2020 r. brak było podstawy prawnej do wydania decyzji polecającej przeprowadzenie powszechnych wyborów w trybie korespondencyjnym. W tym stanie rzeczy wydanie decyzji z 16 kwietnia 2020 należało ocenić negatywnie”. Izba podkreśla, że premier Mateusz Morawiecki zgodził się na wybory korespondencyjne, mimo że „w świetle obowiązujących (w dniu ich wydania) przepisów Kodeksu wyborczego, czynności organizacyjne celem przeprowadzenia wyborów Prezydenta RP były zastrzeżone do kompetencji PKW, urzędników wyborczych oraz komisji wyborczych”. Ponadto „opinie Departamentu Prawnego KPRM oraz Prokuratorii Generalnej RP wyrażały istotne wątpliwości co do podstawy prawnej do wydania tych decyzji”, a w KPRM „nie posiadano analizy/oszacowania kosztów realizacji przez Pocztę Polską oraz PWPW poleceń (…), choć ich wykonanie łączyło się z poniesienie wydatków z budżetu państwa”.

Jak wskazuje portal, do kancelarii premiera trafiła analiza Departamentu Prawnego KPRM, przygotowana przez dyrektorkę Magdalenę Przybysz, w której stwierdzono, że Morawiecki musi się liczyć z odpowiedzialnością karną, Trybunałem Stanu, upadkiem rządu i osobistą odpowiedzialnością finansową. Przybysz wskazała jednocześnie alternatywę w postaci np. wprowadzenia jednego ze stanów nadzwyczajnych.

Onet podkreśla, że mimo wątpliwości w KPRM poszukiwano innych ekspertyz. Jak napisano w raporcie, 16 kwietnia zastępca dyrektora Departamentu Prawnego KPRM rozmawiał z „wybitnymi ekspertami w zakresie prawa administracyjnego, w toku których uzyskał potwierdzenie, że wydanie przedmiotowych decyzji przez Prezesa rady Ministrów jest, w świetle obowiązujących przepisów, możliwe”. 16 kwietnia Morawiecki wydał pisemne polecenie, by Poczta Polska zorganizowała wybory.

NIK wskazał też, że przed wydaniem decyzji o wyborach kopertowych, KPRM nie miała analizy dotyczącej kosztów, które poniesie Poczta Polska S.A. i Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Jak podaje portal, według izby „działania podjęte przez kontrolowane podmioty (organy państwa oraz Spółki), bazując na prawnie wadliwych decyzjach z 16 kwietnia 2020 r., skutkowały niegospodarnym wydatkowaniem ze Skarbu Państwa kwoty 56 mln 450 tys. 406 zł 16 gr jako rekompensaty oraz powstaniem szkody finansowej w PP S.A. i PWPW S.A. na kwotę odpowiednio 71 mln 880 tys. 600 zł i 4 mln 650 tys. zł”. Łącznie to około 133 mln zł.

Izba stwierdziła, że również Poczta Polska i PWPW złamały prawo, przystępując do realizacji zadań związanych z wyborami korespondencyjnymi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Były ksiądz uczący etyki w szkole podstawowej wyrzucony. Wykorzystał seksualnie niepełnosprawnego

Jest reakcja po materiale wyemitowanym w środowym „Raporcie” na antenie Polsat News. Były ksiądz uczący etyki w szkole podstawowej stracił pracę. Wcześniej mężczyzna miał wykorzystać seksualnie niepełnosprawnego chłopca, a mimo to zatrudniono go w placówce, gdzie dalej uczył dzieci. W tej sprawie, do prokuratury zwróciła się komisja ds. pedofilii. Sytuacja z molestowaniem przez Jana U. ujrzała światło dzienne w 2019 roku. Wtedy to chłopiec – od urodzenia upośledzony i głuchoniemy – postanowił pokazać rodzicom, co robił mu były ksiądz, duszpasterz osób głuchoniemych i niewidomych, podczas lekcji religii w gimnazjum.

– Któregoś dnia syn przyszedł do nas i opowiedział, jak jego lekcje religii wyglądają. Pytam: „Mariusz, co się stało, dlaczego ty płaczesz, dlaczego się denerwujesz?”. I wtedy zaczął nam opowiadać, jak ksiądz z nim postąpił – mówiła w „Raporcie” matka Mariusza.

Kościół zareagował natychmiast

W maju 2019 roku matka niepełnosprawnego chłopca postanowiła zawiadomić prokuraturę w Katowicach, że człowiek, który miał z jej synem indywidulane lekcje religii – wykorzystywał go seksualnie. Prokuratura w Katowicach przyjęła zawiadomienie i wystąpiła do władz kościelnych z pytaniem, czy na Jana U. były już jakieś skargi. Okazało się, że mężczyzna, kiedy przestał uczyć religii i trafił do parafii pod Katowicami, został oskarżony przez dwoje dzieci o pedofilie. Jan U. przyznał się jedynie, że prowadził erotyczną korespondencję z 13-latką.

Sprawę niepełnosprawnego Mariusza prokuratura prowadzi od dwóch lat. Jan U. cały czas w postępowaniu ma status świadka, co oznacza, że nie zostały mu przedstawione żadne zarzuty.
Źródło info i foto: Policja.pl

Francja ponosi odpowiedzialność za ludobójstwo w Rwandzie. Wyniki raportu

Francja ponosi „poważną i przytłaczającą odpowiedzialność” za ludobójstwo Tutsi w Rwandzie w 1994 r. i była „ślepa” na przygotowania do masakry – brzmią konkluzje opublikowanego raportu komisji historycznej powołanej przez prezydenta Emmanuela Macrona. Przekazany Macronowi raport, zaznacza, że prowadzona w latach 1990-94 przez socjalistycznego prezydenta Francois Mitterranda polityka wobec Rwandy zakończyła się „porażką” Francji.

Dokument podkreśla osobistą odpowiedzialność Mitteranda za zbliżenie z „rasistowskim, skorumpowanym i brutalnym” reżimem pochodzącego z grupy Hutu rządzącego Rwandą do 1994 r. prezydenta Juvenala Habyarimana. Francuski prezydent utrzymywał „osobiste, silne i bezpośrednie relacje” z rwandyjskim przywódcą – cytuje fragment raportu agencja AFP.

Co najmniej 800 tys. ofiar

Według ONZ, od kwietnia do lipca 1994 r. w Rwandzie zginęło co najmniej 800 tys. osób – przypomina AFP. Przeważającą większość z nich stanowili Tutsi mordowani przez Hutu. Masakry rozpoczęły się po strąceniu nad Kigali samolotu z Habyarimaną na pokładzie. W latach 1990-93 w Rwandzie trwała wojna domowa między wspieranymi przez Francję siłami rządowymi a rebeliantami Tutsi z Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego (RPF).

Związki Francji z Rwandą doprowadziły do dostarczenia reżimowi dużych ilości broni i amunicji, francuskie siły zbrojne były także bardzo zaangażowane w szkolenie rwandyjskiej armii rządowej – zaznacza dokument. Piętnowana jest także postawa francuskiej administracji, która ślepo popierała reżim Habyarimana przeciwko wspieranemu przez Ugandę RPF.

Francja „zwlekała z zerwaniem” z rwandyjskim reżimem

Czy Francja była współsprawcą ludobójstwa Tutsi? Jeżeli rozumiemy przez to chęć przyłączenia się do ludobójczych działań, nie potwierdzają tego żadne ze zbadanych materiałów archiwalnych – napisano w raporcie.

Dodano jednak, że „Francja przez długi czas była związana z reżimem, który zachęcał do rasistowskich masakr” i władze tego kraju „pozostawały ślepe na przygotowania do ludobójstwa prowadzone przez najbardziej radykalne elementy tego reżimu”.

Według dokumentu już podczas trwania masakr Francja „zwlekała z zerwaniem” z rwandyjskim reżimem i nadal widziała zagrożenie w RPF, która podjęła walkę z siłami Hutu i ostatecznie przejęła władze w Rwandzie, kończąc masakry.

Uzupełniono, że opóźniona była także „Operacja Turquoise”, kierowana przez Francję oenzetowska misja wojskowo-humanitarna, która miała chronić ludność cywilną w Rwandzie. Rozpoczęta w czerwcu misja „uratowała wiele osób, ale nie większość Tutsi w Rwandzie, którzy zostali zamordowani w pierwszych tygodniach ludobójstwa” – zaznacza raport.

Czternastoosobowa komisja historyczna kierowana przez Vincenta Duclerta została powołana w 2019 r. i od tego czasu badała francuskie archiwa, również niedostępne wcześniej materiały. W skład komisji weszli specjaliści od historii Holokaustu, ludobójstwa Ormian i międzynarodowego prawa karnego.

Rola Francji podczas ludobójstwa w Rwandzie jest od lat przedmiotem gwałtownej debaty między naukowcami i politykami – przypomina AFP. Ta sprawa nadal obciąża stosunki między Francją a Rwandą, której prezydentem od 2000 r. jest lider RPF Paul Kagame. Kigali od dawna oskarża Francję o współudział w ludobójstwie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Legion Chrystusa wydał nowy raport ws. pedofili. Ok. 170 nieletnich ofiar, 27 kapłanów winnych

Od początku powstania Legionu Chrystusa ofiarami przemocy seksualnej ze strony księży padło ok. 170 nieletnich, w większości chłopców – wynika z raportu „Prawda, sprawiedliwość i uzdrowienie”, opublikowanego w tym tygodniu przez zgromadzenie. W jednej trzeciej przypadków sprawcą była jedna osoba – założyciel zgromadzenia Marcial Maciel Degollado. Dane opublikowane w raporcie nie są ostateczne, bo wciąż badane są kolejne zarzuty wobec duchownych.

Katolickie zgromadzenie Legion Chrystusa wydało w poniedziałek zaktualizowany raport dotyczący przemocy seksualnej wobec nieletnich. Poprzedni raport ukazał się pod koniec 2019 r. i obejmował okres od 1941 r., kiedy to zgromadzenie zostało założone.

W 2020 r. ponownie przeanalizowano 33 sprawy dotyczące księży Legionistów. W dwóch przypadkach nie udało się stwierdzić, czy sprawa dotyczyła molestowania osoby nieletniej. W jednym przypadku osoba, która miała być ofiarą nieżyjącego już księdza, stwierdziła, że nie doszło do przemocy seksualnej. W trzech przypadkach sprawy nie zostały jeszcze wyjaśnione, jedna z nich jest analizowana przez policję.

Pozostałych 27 przypadków zostało potwierdzonych za sprawą m.in. przyznania się do winy, procesu cywilnego lub procesu kanonicznego. 16 duchownych wciąż jest członkami zgromadzenia (jeden został wydalony ze stanu duchownego), czterech nie żyje, sześciu nie jest już kapłanami i członkami zgromadzenia, a jeden zgromadzenie opuścił.

„Spośród 16, którzy pozostają w Zgromadzeniu, 15 nie pełni publicznej posługi kapłańskiej; jeden ma posługę ograniczoną, która wyklucza posługę z nieletnimi (szkoły, grupy młodzieżowe itp.)” – informuje Legion Chrystusa.

Co więcej, w 2020 r. pojawiło się siedem nowych oskarżeń o przemoc seksualną wobec nieletnich, które nie były uwzględnione w raporcie z 2019 r. Dotyczą one sytuacji, do których miało dojść po 1970 r. Jedna ze spraw została zamknięta z powodu braku wystarczającej ilości informacji. Oskarżeń wobec drugiego kapłana nie potwierdzono. Cztery przypadki wciąż są badane.

„Jeden kapłan czeka na instrukcje Kongregacji Nauki Wiary dotyczące możliwego procesu kanonicznego. Nie pełni publicznej posługi kapłańskiej” – czytamy w komunikacie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wielka Brytania wzywa Arabię Saudyjską do wyjaśnienia śmierci Dżamala Chaszodżdżiego

Wielka Brytania poinformowała w piątek, że nadal podnosi kwestię zabójstwa opozycyjnego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego w rozmowach z rządem Arabii Saudyjskiej i uważa jego śmierć za straszną zbrodnię. Wielka Brytania nadal podnosi kwestię zabójstwa opozycyjnego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego w rozmowach z rządem saudyjskim – poinformowało w piątek ministerstwo spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, poproszone o komentarz do raportu amerykańskiego wywiadu, z którego wynika, że następca tronu Arabii Saudyjskiej Mohammad ibn Salman zlecił operację pojmania lub morderstwa zabitego w 2018 roku saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego.

„Wielka Brytania zawsze twierdziła, że zabójstwo Dżamala Chaszodżdżiego było straszną zbrodnią (…) Wezwaliśmy do przeprowadzenia dokładnego, wiarygodnego i przejrzystego śledztwa w celu pociągnięcia winnych do odpowiedzialności i nałożenia sankcji na 20 Saudyjczyków zamieszanych w morderstwo. Minister spraw zagranicznych poruszył tę kwestię podczas swojej wizyty w Rijadzie w zeszłym roku i nadal poruszamy ją w naszych kontaktach z rządem Arabii Saudyjskiej”- cytuje fragmenty oświadczenia brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych Reuters.

Ocena wywiadu USA oparta jest m.in. na bezpośrednim zaangażowaniu w morderstwo doradcy księcia oraz wykorzystywaniu przemocy w uciszaniu politycznych przeciwników w Arabii Saudyjskiej. Władze w Waszyngtonie uważają za nieprawdopodobne, by de facto rządzący krajem Mohammad ibn Salman nie wiedział o operacji. Zgodnie z raportem 35-letni książę twierdził, że dziennikarz stanowi zagrożenie dla królestwa, i opowiadał się za przemocą, gdyby miało to być konieczne do jego uciszenia.

Dokument wymienia 21 osób, które według wywiadu są „z dużym prawdopodobieństwem” winne zabójstwa Chaszodżdżiego.

Administracja Joe Bidena ogłosiła w piątek sankcje i zakazy wizowe dla obywateli Arabii Saudyjskiej w związku z zabiciem saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego w 2018 roku. Powstrzymano się od nałożenia sankcji na księcia Mohammad ibn Salmana.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Lawinowy wzrost nielegalnej imigracji

Jak wynika z raportu amerykańskiej straży granicznej, od czasu objęcia prezydentury przez Joe Bidena, a więc przez ostatnie trzy tygodnie, liczba nielegalnych imigrantów przekraczających amerykańską granicę wrosła trzykrotnie. Na przedostanie się do USA czekają kolejne tysiące osób. Taki jest efekt wstrzymania budowy muru na granicy z Meksykiem i wprowadzenia trzymiesięcznego zawieszenia deportacji osób nielegalnie przekraczających granicę. Po przedostaniu się na amerykańską stronę – nawet wówczas, gdy zostaną zatrzymani przez służby graniczne – są natychmiast wypuszczane.

Część nielegalnych migrantów umieszczana jest w ośrodkach, a większość po prostu znika. Amerykańskie służby graniczne nie mają możliwości sprawdzenia, kto przedostał się do USA.

Kwitnie przemyt, a latynoskie gangi rosną w siłę. Kartele narkotykowe sprowadzają do Meksyku produkowany w Chinach narkotyk o nazwie fentanyl i szmuglują go do Ameryki. Władze Teksasu zaskarżyły decyzje prezydenta Bidena o otwarciu granicy. Amerykańskie służby graniczne ostrzegają, iż otwarcie granicy może przynieść katastrofalne skutki.
Źródło info i foto: TVP.info

Rośnie liczba ofiar zamachów terrorystycznych. Służby przedstawiły dokładne dane

Liczba ofiar zamachów przeprowadzonych przez dżihadystów na świecie wzrosła o 85 proc. między 2017 a 2019 r. – wynika z danych hiszpańskiego Narodowego Departamentu Bezpieczeństwa (DSN). W 2019 r. w tych atakach zginęło ok. 5 tys. osób – szacują hiszpańskie służby.

Dżihadyzm stanowi wciąż bardzo duże zagrożenie zarówno dla świata, jak i państw Unii Europejskiej – wynika z wniosków wtorkowej konferencji Królewskiego Instytutu Elcano w Madrycie, dostępnych od środy na stronie internetowej tego ośrodka badawczego.

W zamachach dżihadystycznych na całym świecie w 2017 r. zginęło łącznie ok. 2,7 tys. osób, dwa lata później liczba ofiar wynosiła już ok. 5 tys. – powiedział szef wydziału analiz w DSN, płk Jesus Diez Alcalde podczas ósmej edycji Forum Elcano o Światowym Terroryzmie. Dodał, że te akty terroru doprowadziły też do kryzysów humanitarnych, które w tych latach bezpośrednio dotknęły ponad 5 mln osób.

Diez Alcalde opowiedział się za utrzymaniem w Hiszpanii czwartego w pięciostopniowej skali poziomu zagrożenia terrorystycznego, a także kontynuacją obecności międzynarodowych sił zbrojnych w regionie Sahelu w Afryce w ramach operacji takich jak Barkhane oraz EUTM Mali.

– Działalność rozmaitych grup terrorystycznych w tej części Afryki zagraża pokojowi i bezpieczeństwu międzynarodowemu, przekształcając region w jedną z najbardziej niestabilnych części tego kontynentu – dodał przedstawiciel hiszpańskich służb bezpieczeństwa.

Według uczestników madryckiej konferencji, w której wzięli udział m.in. przedstawiciele hiszpańskich MSW i MSZ, a także amerykańscy dyplomaci, duże zagrożenie dla państw UE stanowią też grupy dżihadystyczne w Libii, które próbują rozwijać komórki terrorystyczne w innych krajach Afryki Północnej, takich jak Tunezja, Algieria i Maroko.

Uczestniczący w madryckim spotkaniu sekretarz stanu ds. bezpieczeństwa Hiszpanii Rafael Perez Ruiz zapewnił, że wraz z rosnącym w ostatnich latach zagrożeniem terrorystycznym w tym kraju władze wykonały „dużą pracę, aby zwiększyć środki i umiejętności” w rozwijaniu strategii służącej walce z dżihadyzmem.
Źródło info i foto: TVP.info

Papież zabrał głos po publikacji raportu o kardynale McCarricku

Papież Franciszek zapewnił w środę o swej bliskości z ofiarami pedofilii i wszelkich nadużyć i o zaangażowaniu Kościoła, by „wykorzenić to zło”. Podczas audiencji generalnej nawiązał do watykańskiego raportu na temat byłego amerykańskiego kardynała Theodore’a McCarricka. Na zakończenie audiencji generalnej transmitowanej z biblioteki Pałacu Apostolskiego papież powiedział: – Wczoraj został opublikowany raport na temat bolesnego przypadku byłego kardynała Theodore’a McCarricka.

– Ponawiam moją bliskość z ofiarami wszelkich nadużyć i zaangażowanie Kościoła, by wykorzenić to zło – oświadczył Franciszek.

Watykański raport na temat McCarricka

Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej na polecenie papieża Franciszka sporządził i opublikował przeszło 400-stronicowy raport na temat wiedzy, jaką miał Watykan w sprawie oskarżanego o molestowanie nieletnich i dorosłych 90-letniego obecnie Theodore’a McCarricka, a także procesów decyzyjnych, jakie podejmowano w jego sprawie. Dokument powstał w ciągu dwóch lat na podstawie zeznań 90 świadków i dziesiątków dokumentów, listów i transkrypcji z kościelnych archiwów z Watykanu i USA. Obejmuje kilka pontyfikatów.

Zebrano w nim świadectwa dostojników kościelnych, a także ofiar, które opowiedziały o agresji seksualnej, wymuszonych intymnych kontaktach oraz o „dzieleniu łóżka” z McCarrickiem.

W raporcie podkreślono, że amerykański dostojnik był promowany na kolejne urzędy począwszy od 1977 roku, czyli za czasów Pawła VI, ponieważ Stolica Apostolska nie wiedziała o popełnianych przez niego nadużyciach, a przed jego kluczową nominacją na arcybiskupa Waszyngtonu postępowała na podstawie częściowych i niekompletnych informacji. Dokument ukazuje przypadki zaniedbań i lekceważenia w Watykanie sygnałów, jakie napływały z USA o zarzutach stawianych McCarrickowi, który przekonał o swej niewinności Jana Pawła II, przysięgając, że oskarżenia nie mają podstaw.
Źródło info i foto: tvn24.pl

OBWE chce unieważnienia wyborów na Białorusi

Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie apeluje o unieważnienie wyborów na Białorusi i przeprowadzenie nowych – pod okiem międzynarodowych obserwatorów. W raporcie organizacji jest też mowa o manifestacjach, brutalnie tłumionych przez reżim Alaksandra Łukaszenki.

„Istnieją obciążające dowody świadczące o tym, że wybory prezydenckie z 9 sierpnia zostały sfałszowane i że siły bezpieczeństwa dopuściły się poważnych i systematycznych naruszeń praw człowieka w odpowiedzi na pokojowe manifestacje” – czytamy w raporcie OBWE na temat Białorusi, który został opublikowany w czwartek.

Liczący niemal 60 stron raport jest miażdżący: wybory prezydenckie 9 sierpnia zostały sfałszowane, naruszono prawa człowieka demonstrujących przeciwko rządowi, a ludzie odpowiedzialni za to wszystko są bezkarni. Według raportu „nieustannie atakowana” jest też wolność mediów.

Sprawozdawca OBWE Wolfgang Benedek nie został wpuszczony na teren Białorusi, dlatego zebrał świadectwa Białorusinów, a także liczne zdjęcia i nagrania przez internet. W raporcie jest mowa o „powszechnych i systematycznych torturach”, a także o „nieludzkim lub poniżającym traktowaniu” nie tylko protestujących, ale także przypadkowych przechodniów.

OBWE apeluje o przeprowadzenie nowych, uczciwych wyborów pod okiem niezależnych, międzynarodowych obserwatorów, a także o zaprzestanie stosowania przemocy przez podległe reżimowi Alaksandra Łukaszenki służby oraz o zwolnienie więźniów politycznych.

W sumie na Białorusi jest już 121 osób uznanych za więźniów politycznych. To między innymi bloger Siarhiej Cichanouski i bankier Wiktar Babaryka, którzy zamierzali wystartować w tegorocznych wyborach prezydenckich. W aresztach przebywają również znani politycy opozycji Paweł Siawiaryniec i Mikoła Statkiewicz.
Źródło info i foto: Gazeta.pl