Jest raport ws. „partygate” przy Downing Street

Liczne uchybienia, „niektóre zachowania trudno jest usprawiedliwić” – takie wnioski płyną z raportu z dochodzenia na temat lockdownowych imprez i nieformalnych spotkań towarzyskich przy Downing Street. Prace nad dokumentem koordynowała Sue Gray, brytyjska urzędniczka służby cywilnej.

W poniedziałek poznaliśmy zaledwie wstępną wersję raportu, który dotyczy 16 spotkań, które odbyły się między majem 2020 roku a kwietniem 2021 roku. W ostatniej chwili o usunięcie pewnych zapisów poprosiła policja, bo w sprawie „partygate” prowadzi własne śledztwo. Raport nie zawiera więc szczegółów dotyczących kluczowych wydarzeń. – Nie jest obecnie możliwe przedstawienie sensownego raportu określającego i analizując obszerne informacje faktyczne, które udało mi się zebrać – stwierdziła Sue Gray.

„Niektóre zachowania są trudne do usprawiedliwienia”

W dokumencie jest mowa o nadmiernej konsumpcji alkoholu i błędach w zarządzaniu kancelarią premiera, a także o tym, że według obowiązujących reguł niektóre imprezy nie powinny mieć miejsca. „Przynajmniej część zgromadzeń stanowi poważne złamanie nie tylko standardów, jakich spodziewamy się po osobach pracujących w sercu rządu, ale też tych obowiązujących wówczas wszystkich mieszkańców kraju” – czytamy w raporcie z dochodzenia wewnętrznego, prowadzonego przez Sue Gray, wysoko postawioną urzędniczkę służby cywilnej.

„Na tle pandemii, w czasie, kiedy rząd prosił obywateli o zaakceptowanie daleko idących ograniczeń w ich życiu, niektóre zachowania towarzyszące tym zgromadzeniom są trudne do usprawiedliwienia. (…) Niektórzy pracownicy chcieli wyrazić zaniepokojenie zachowaniem w pracy, którego byli świadkami, ale czuli, że nie mogą tego zrobić. Żaden pracownik nie powinien czuć się niezdolny do zgłoszenia lub zakwestionowania złego zachowania, jeśli stał się jego świadkiem” – wynika z dokumentu. W poniedziałek trafił on na biurko premiera. Zaraz potem poznała go opinia publiczna.

Opozycja wzywa Johnsona do dymisji

Zgodnie z zapowiedzią premier Johnson przyjechał do Izby Gmin, by wygłosić oświadczenie. Zaczął od przeprosin. – To moment, w którym musimy spojrzeć w lustro i wyciągnąć lekcje – stwierdził. Boris Johnson dodał, że zreformuje sposób, w jaki działa jego kancelaria. – Naprawię to – zapewnił szef Konserwatystów i wymienił to, co uważa za dotychczasowe sukcesy swego rządu: od walki z pandemią po doprowadzenie do brexitu.

Lider opozycji wezwał Borisa Johnsona do dymisji. – Ale on oczywiście tego nie zrobi, bo jest człowiekiem bez poczucia wstydu – oskarżał Keir Starmer. – Premier gardził poświęceniem ludzi, pokazał, że nie jest godny stanowiska – dodał.

Borisa Johnsona skrytykowało też kilku posłów konserwatywnych. – Albo premier nie przeczytał regulacji, albo założył, że nie dotyczą jego kancelarii – mówiła była premierka Theresa May. – Czy premier uważa, że jestem głupcem? – dodawał poseł prawicy Aaron Bell, wspominając, że w okresie, gdy trwały imprezy, on był na pogrzebie babci. – Nie uściskałem nawet moich rodziców – wspominał.

W Partii Konserwatywnej narasta niepokój. Część posłów otwarcie mówi, że należy wymienić przywódcę. To efekt między innymi wyraźnego załamania sondażowych notowań prawicy, a także osobistych notowań Borisa Johnsona. – W kraju nastrój wobec Konserwatystów jest naprawdę zły. O ile nie zrobią czegoś szybko, bardzo ciężko będzie to odwrócić. Wygląda to na coś więcej niż typowa zniżka w środku kadencji – mówił Polskiemu Radiu profesor Tim Bale, politolog z Queen Mary University.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

ICAO przyjęła raport ws. wymuszonego lądowania samolotu Ryanair. Aresztowano wtedy Ramana Pratasiewicza

Rada Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego przekazała swoim 193 państwom członkowskim ustalenia po dochodzeniu w sprawie wymuszonego przez Białoruś lądowania samolotu linii Ryanair w Mińsku w maja 2021 r. W dokumencie stwierdzono m.in., że alarm o bombie na pokładzie samolotu Ryanair był fałszywy.

23 maja 2021 r. białoruskie władze aresztowały lecących tym samolotem niezależnego dziennikarza Ramana Pratasiewicza i jego partnerkę Sofię Sapiegę.

„Rada Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO) przekazało swój raport ustalający fakty w sprawie wydarzenia dotyczącego lotu FR4978 linii Ryanair w przestrzeni powietrznej Białorusi. Raport przekazano dziś wszystkim 193 państwom członkowskim ICAO, w tym 36 państwom wybranym do Rady ICAO. Przedstawiciele Rady będą formalnie rozważać dalsze działania ICAO w konsekwencji ustaleń raportu podczas spotkania planowanego obecnie na 31 stycznia br.” – poinformowało w poniedziałek biuro prasowe Sekratariatu Generalnego ICAO. 

ICAO: alarm o bombie w samolocie był fałszywy

„Ponieważ ani bomba, ani (jakikolwiek) dowód na jej istnienie nie zostały znalezione podczas inspekcji samolotu przed wylotem z Aten w Grecji, ani podczas przeszukań na Białorusi i Litwie, uważa się, że zagrożenie wybuchem bomby było z założenia fałszywie” – napisano w raporcie, do którego uzyskała dostęp PAP.

Zespół dochodzeniowy ustalający fakty (Fact-Finding Investigation Team – FFIT) opisał wydarzenia, które rozpoczęły się od informacji przekazanej lotowi Ryanair w niedzielę 23 maja 2021 r., chwilę po wejściu lecącego z Aten do Wilna samolotu w przestrzeń powietrzną Białorusi. O 12:30 czasu lokalnego pilot lotu FR4978 usłyszał od kontrolera w Mińsku: „dostaliśmy informację od służb specjalnych, że macie bombę na pokładzie i że może ona zostać aktywowana nad Wilnem” – wynika z transkryptu.

O godzinie 12:25, według władz białoruskich, lotnisko w Mińsku miało otrzymać na ogólną skrzynkę mail w języku angielskim: „My, żołnierze Hamasu, żądamy, by Izrael zaprzestał ognia w Strefie Gazy. Żądamy, by Unia Europejska porzuciła poparcie dla Izraela w tej wojnie. Wiemy, że uczestnicy Delphi Economic Forum wracają do domu 23 maja lotem FR4978. W tym samolocie została umieszczona bomba. Jeśli nie zrealizujecie naszych żądań, bomba wybuchnie 23 maja nad Wilnem. Allahu Akbar”.

Pilot Ryanair podjął decyzję o lądowaniu w Mińsku. Z samolotu wyprowadzono pasażerów, jednym z nich był zaaresztowany wówczas dziennikarz Roman Pratasewicz.

Raport ICAO zwraca uwagę na niejasności i braki w informacjach

Liczący 62 strony raport przedstawia sekwencję zdarzeń, analizę, odniesienia do prawa międzynarodowego oraz konkluzje i wskazania brakujących informacji. Dane przekazało dziesięć państw: Białoruś, Bułgaria, Grecja, Irlandia, Litwa, Niemcy, Polska, Rumunia, Ukraina i Wielka Brytania, a także m.in. organizacje lotnicze.

Raport zwrócił uwagę na niejasności i braki w informacjach. Np. w Mińsku prowadzący dochodzenie nie mieli możliwości rozmowy z kontrolerem lotu, który nadzorował lot Ryanair. „Władze Białorusi poinformowały Zespół, że osoba ta nie wróciła do pracy po wakacjach letnich i nie ma informacji o miejscu jej pobytu, ani możliwości kontaktu”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kanada winna ludobójstwa kobiet

Państwo kanadyjskie jest współwinne ludobójstwa rdzennych mieszkanek Kanady. Morderstwa były motywowane kolorem ich skóry. To wnioski zawarte w opublikowanym w poniedziałek rządowym raporcie. Dokument liczy 1,2 tys. stron. Stwierdzono w nim, że w przypadku rdzennych mieszkanek Kanady prawdopodobieństwo, że zaginą lub zostaną zamordowane, jest 12 razy większe niż w przypadku innych kobiet zamieszkujących ten kraj.

Przyczyny przemocy. W raporcie, który powstawał kilka lat i pochłonął 67 milionów dolarów, wskazano przede wszystkim dwie przyczyny – „głęboko zakorzeniony kolonializm” oraz „bierność państwa”.

„Choć wywodziły się z różnych środowisk i towarzyszyły im inne okoliczności, wszystkie zaginione i zamordowane łączyła ekonomiczna, społeczna i polityczna marginalizacja, a także rasizm i mizoginia, które wpleciono w tkankę kanadyjskiego społeczeństwa” – stwierdził sprawujący pieczę nad raportem komisarz Marion Buller, którego cytuje BBC.
Źródło info i foto: o2.pl

USA: Opublikowano raport dotyczący wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele

W Stanach Zjednoczonych opublikowano doroczny raport na temat wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele. Wynika z niego, że w ostatnim badanym roku (lipiec 2017- czerwiec 2018) odnotowano dwa razy więcej nowych zgłoszeń (1455).

Zdecydowana większość przypadków dotyczy jednak okresu 1960-1990, a w szczególności lat 70. ubiegłego wieku. 92 proc. sprawców już nie żyje bądź zostało usuniętych z kapłańskiej posługi.

Odnotowano 26 zgłoszeń dotyczących spraw aktualnych, ale tylko w trzech przypadkach oskarżenia uznano za zasadne i odsunięto kapłana od posługi. W sześciu innych przypadkach trwa jeszcze dochodzenie. Aby zdać sobie sprawę z aktualnej skali nadużyć, trzeba pamiętać, że w Stanach Zjednoczonych posługuje ponad 37 tys. księży.

Radykalny wzrost liczby zgłoszeń dotyczących przypadków sprzed kilkudziesięciu lat jest najprawdopodobniej związanych z głośnymi skandalami, które miały miejsce w ubiegłym roku, a w szczególności ze sprawą byłego kardynała Theodore\’a McCarricka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

W przyszłą środę będzie gotowy raport z pracy komisji ds. Amber Gold

W przyszłą środę na posiedzeniu komisji zostanie posłom udostępniony raport końcowy – poinformowała w czwartek PAP przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann (PiS). W raporcie tylko dwie instytucje państwowe oceniono pozytywnie – KNF i Ministerstwo Gospodarki – dodała.

Podczas posiedzenia komisji raport zostanie udostępniony, a potem posłowie dostaną czas na zapoznanie się z nim – powiedziała Wassermann.

Raport na ten moment, a cały czas jeszcze coś dopisujemy, ma 633 strony, więc dam członkom komisji około miesiąca na zapoznanie się, sformułowanie uwag, potem będzie dyskusja, głosowanie, no i kończymy pracę – dodała szefowa komisji.

Pytana o główną tezę raportu Wassermann zwróciła uwagę, że „obowiązkiem komisji było badanie instytucji państwowych, które podlegały kontroli Sejmu”. Podkreśliła, że komisja nie miała za zadanie np. ustalać, gdzie jest przechowywane złoto Amber Gold albo gdzie zostały przekazane pieniądze.

Komisja tylko i wyłącznie miała za zadanie analizę postępowania tych funkcjonariuszy publicznych, którzy podlegają kontroli Sejmu – zaznaczyła Wassermann.

Przyznała też, że z powodów prawnych zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa komisja przekazywała na bieżąco, a nie zostawiała sobie na koniec prac.

Gdy zobaczyłam w roku 2016 dokumenty, zorientowałam się, że w przypadku dużej części przestępstw jesteśmy na granicy przedawnienia, nie możemy więc czekać, tylko musimy te zawiadomienia przesyłać na bieżąco – wyjaśniła.

Jak dodała, zawiadomienia zostały więc przekazane i „postępowania się toczą, nawet z efektami”. – Pokażę wyniki pracy prokuratury, na tyle ile mogę, żeby nie utrudnić postępowania – zapowiedziała. We wnioskach końcowych, związanych z raportem, wniosków do prokuratury już jednak nie będzie – przyznała.

Szefowa komisji dodała, że ocena instytucji państwowych, zawarta w raporcie „jest w największej części krytyczna”. – Są tylko dwie instytucje, które możemy ocenić pozytywnie lub pozytywnie z pewnymi uwagami, natomiast większość z tych ocen jest bardzo zła – powiedziała.

Te dwie instytucje ocenione pozytywnie to Ministerstwo Gospodarki oraz Komisja Nadzoru Finansowego. Pozostałe, jak dodała, działały „w sposób zły albo nawet krytyczny”. Do instytucji najgorzej ocenionych należy np. prokuratura – poinformowała szefowa komisji.

Zgodnie z ustawą o sejmowej komisji śledczej, jej przewodniczący przygotowuje i przedstawia komisji projekt stanowiska w badanej przez komisję sprawie. Do tego stanowiska członkowie komisji mogą zgłaszać poprawki. Ostatecznie swój końcowy raport komisja przyjmuje w drodze uchwały.

Celem powołanej w lipcu 2016 r. komisji śledczej było zbadanie i ocena prawidłowości i legalności działań podejmowanych wobec Amber Gold przez rząd, w szczególności ministrów: finansów, gospodarki, infrastruktury, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i podległych im funkcjonariuszy publicznych. Od początku funkcjonowania komisja przesłuchała 150 świadków, zapoznała się też z dokumentami.

Do zadań komisji należało też zbadanie działań, jakie podejmowali w sprawie spółki: prezes UOKiK, Generalny Inspektor Informacji Finansowej, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, a także prokuratura oraz organy powołane do ścigania przestępstw, w szczególności szefowie ABW i CBA oraz Komendant Główny Policji i podlegli im funkcjonariusze publiczni. Komisja śledcza miała także zbadać działania podejmowane ws. Amber Gold przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Ostatnim przesłuchiwanym świadkiem, w listopadzie 2018 roku, był były premier Donald Tusk. Poza nim w 2018 roku zeznania przed komisją złożyli m.in. b. szef resortu finansów Jan Vincent-Rostowski, b. wiceszef MF Andrzej Parafianowicz, oraz b. szefowie: KPRM Tomasz Arabski, MSW – Jacek Cichocki, CBA – Paweł Wojtunik, ABW – Krzysztof Bondaryk, BOR – gen. Marian Janicki, a także syndyk masy upadłości Amber Gold Józef Dębiński.

We wrześniu ub. roku komisja zdecydowała, że m.in. wobec Parafianowicza złoży zawiadomienie do prokuratury „za szereg elementów składających się na niedopełnienie obowiązków po jego stronie” w związku ze sprawą Amber Gold.

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W połowie 2011 r. spółka przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express.

Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. Z kolei Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r., a tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: W 2018 roku drastycznie wzrosła liczba policjantów zabitych na służbie

To był czarny rok dla amerykańskiej policji. W całych Stanach na służbie zginęło w 2018 r. o 12 proc. więcej policjantów niż rok wcześniej. Większość straciła życie w strzelaninach. Smutnym raportem podzielił się The National Law Enforcement Officers Memorial Fund. Jak wynika z zebranych przez jego działaczy statystyk, w tym roku podczas służby zginęło aż 144 przedstawicieli prawa – federalnych, stanowych i lokalnych jednostek policji. Rok wcześniej na liście zmarłych znalazło się 129 funkcjonariuszy.

Wyższa jest też liczba policjantów, którzy zginęli od strzałów z broni palnej – 52 w tym roku w porównaniu do 46 w ubiegłym roku. Ośmiu z nich zginęło podczas pracy śledczej w terenie, sześciu podczas interwencji związanych z przemocą domową lub zakłócaniem porządku.

50 funkcjonariuszy zginęło z powodu wypadków komunikacyjnych, pozostali wskutek zawałów, udarów i chorób, będących m.in. efektem akcji ratowniczej podczas 9/11. Najwięcej policjantów straciły w tym roku stany Nowy Jork, Teksas, Kalifornia i Floryda. W każdym z nich zmarło 11 funkcjonariuszy.

– To przykre przypomnienie, że troska o bezpieczeństwo publiczne to niebezpieczna praca, która może kosztować bardzo wiele – przyznał w oświadczeniu towarzyszącemu raportowi Craig Floyd z The National Law Enforcement Officers Memorial Fund.
Źródło info i foto: se.pl

Przemoc seksualna w Korei Północnej. Jest raport Human Rights Watch

Przemoc seksualna w Korei Północnej jest ogólnie tolerowana i niezwalczana, a molestowanie kobiet jest na porządku dziennym – wynika z opublikowanego wczoraj raportu organizacji Human Rights Watch (HRW). Prześladowcami są często pracownicy służb państwowych – policjanci, prokuratorzy, żołnierze i wysocy urzędnicy państwowi.

Ten zaprezentowany w Seulu dokument jest pierwszym tak szczegółowym raportem na temat nadużyć i przemocy seksualnej w Korei Północnej, ponieważ zdobycie informacji na temat tego zamkniętego kraju jest niezwykle trudne.

Organizacja opiera swoje wnioski na prowadzonych od 2015 roku wywiadach z 62 uciekinierami z Korei Północnej, którzy opuścili kraj po 2011 roku (gdy do władzy doszedł Kim Dzong Un). Wśród przesłuchanych przez HRW osób jest ośmiu byłych północnokoreańskich urzędników.

Raport przedstawia ponury obraz codziennych gwałtów i innych nadużyć seksualnych, popełnianych głównie przez mężczyzn na wysokich stanowiskach, m.in. przez członków służb bezpieczeństwa. Chodzi na przykład o „policjantów, prokuratorów, żołnierzy, kontrolerów w pociągach” – wylicza organizacja, która wyjaśnia, że w Korei Północnej za gwałt uważa się jedynie czyn, przy którym doszło do użycia przemocy. Za to przestępstwo, według danych ONZ, w 2015 roku skazano tam jedynie pięć osób.

– Przemoc seksualna w Korei Północnej to tajemnica poliszynela, ogólnie tolerowana i niezwalczana – powiedział dyrektor generalny HRW Kenneth Roth.

W raporcie podkreślono, że w Korei Płn. nie opracowano narzędzi do ścigania takich zachowań; nie ma również możliwości, by ofiary mogły zgłosić nadużycia lub otrzymać jakąkolwiek pomoc medyczną czy psychologiczną, z kolei przemoc seksualna jest tak częsta, że stanowi właściwie element codziennego życia, który kobiet nie dziwi.

„Brak edukacji seksualnej i niekontrolowane nadużycia władzy to jedne z wielu czynników, które doprowadziły do ukształtowania się takiej mentalności” – napisano w raporcie.

– To jest tak częste, że nikt nie uważa, by to było poważne. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że cierpimy – mówiła jedna z ofiar, cytowana w raporcie. – Ale jesteśmy istotami ludzkimi, więc czasami nagle nocą płaczemy i nie wiemy dlaczego – dodała.

Inna z ofiar opowiadała natomiast, że była gwałcona przez policjanta, po tym jak wcześniej w przygranicznym ośrodku zatrzymań przez trzy dni więziono ją w pomieszczeniu bez światła i bez jedzenia. Obecnie mieszka w Korei Południowej i „wie, co to przemoc i gwałt”. – Ale wtedy myślałam, że oferuję swoje ciało, żeby móc stamtąd wyjść. Nie czułam się zagrożona. Myślałam nawet, że mam szczęście – wyjaśniała.

W swoim raporcie HRW wezwała Koreę Północną, by „uznała problem przemocy seksualnej” i zapewniła, by „traktowano ją jak przestępstwo”.

W odpowiedzi na pytania wystosowane przez agencję Reutera północnokoreańskie przedstawicielstwo przy ONZ oświadczyło, że „stanowczo odrzuca” oskarżenia, która nazwało „trywialnymi” i „zmyślonymi”.
Źródło info i foto: onet.pl

Polacy opowiadają się za jawną walką z pedofilią w Kościele

Ponad połowa badanych chce, by Kościół opracował raport o nadużyciach.

Temat pedofilii wśród duchownych w ostatnich tygodniach nie znika z czołówek światowych mediów. Na światło dzienne wyszła niedawno kolejna afera w USA, o przymykanie oczu na problem oskarżono m.in. papieża Franciszka. Wychodzące na jaw przypadki molestowania nieletnich przez księży spowodowały, że w kryzysie znalazł się Kościół w Irlandii, raport na temat pedofilii opracowano w Niemczech.

W ubiegłym tygodniu o liczbie ujawnionych przypadków molestowania seksualnego nieletnich przez duchownych w ich diecezjach poinformowali biskup płocki Piotr Libera oraz biskup polowy Józef Guzdek.

– Nie uchylamy się od odpowiedzialności za popełnione przestępstwa. Egzekwowanie zasady „zero tolerancji wobec zachowań pedofilnych” było i jest nadal moim priorytetem. W diecezji płockiej nie ma miejsca na przestępstwa seksualne duchownych – mówił bp Libera i podawał, że w diecezji płockiej od 2007 r. było dziewięć przypadków molestowania nieletnich przez duchownych.

Z kolei biskup polowy w specjalnym oświadczeniu podał, że w diecezji wojskowej od 2010 r. były trzy takie zdarzenia.

CZEKANIE NA RAPORT

Według informacji „Rz” z zamiarem upublicznienia takich danych nosi się jeszcze kilku innych hierarchów, ale nie ma co do tego zgody w całym Episkopacie Polski. Tymczasem jak wynika z badania IBRiS dla „Rz”, większość Polaków (51 proc.) dobrze ocenia dążenia kilku biskupów do tego, by raport o skali pedofilii w polskim Kościele powstał. Tylko 13 proc. uważa ten pomysł za zły, a 23 proc. nie potrafi go ocenić ani dobrze, ani źle.

Oczekiwanie na taki raport najwyraźniej widoczne jest w gronie tych, którzy uważają się za niewierzących (65 proc.). Ale czekają na niego także osoby wierzące. Począwszy od praktykujących regularnie (48 proc.), przez bywających w kościele od czasu do czasu (50 proc.), po tych, którzy wierzą, lecz nie praktykują (50 proc.).

TRANSPARENTNOŚĆ

Aż 73 proc. badanych jest zdania, że problemy pedofilii władze kościelne powinny rozwiązywać z pełną jawnością na każdym etapie (począwszy od diagnozy, poprzez wdrażanie środków zaradczych, jak i ocenę efektów). Jedynie 10 proc. jest zdania, że Kościół powinien temat rozwiązać wewnętrznie i bez rozgłosu.

Jawności – podobnie jak raportu o skali pedofilii – najczęściej wypatrują niewierzący (82 proc.) oraz wierzący, lecz niepraktykujący (81 proc.). Nie oznacza to, że nie chcą jej ci, którzy udział w praktykach religijnych biorą regularnie lub tylko czasami. W pierwszej grupie odsetek „za” wynosi 61 proc., w drugiej – 65 proc.

– Widać wyraźnie, że wśród ludzi jest oczekiwanie większej transparentności działania – komentuje ks. Piotr Studnicki z krakowskiego Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum, które opracowało programy prewencji nadużyć seksualnych i prowadzi w tym zakresie szkolenia dla duchownych.

– Choć Kościół w temacie pedofilii robi dużo, to jednak w społeczeństwie jest duży deficyt informacji – mówi ks. Studnicki i dodaje, że decyzje biskupów Libery i Guzdka o przekazaniu do wiadomości publicznej informacji o przypadkach nadużyć seksualnych w ich diecezjach są odbierane bardzo dobrze. – Ludzie mają większą pewność tego, że nic nie jest zamiatane pod dywan – tłumaczy.
Źródło info i foto: rp.pl

Księża znakowali wykorzystanych chłopców, żeby inni wiedzieli, że mogą molestować?

Niepozorny złoty krzyżyk. Taki wisiorek na szyji chłopca był znakiem w szajce księży pedofilii. W ten sposób zboczeńcy oznaczali swoje ofiary i dawali sygnał innym, że dziecko można dalej molestować. Szajka księży pedofilii działała przez lata. Miał o niej wiedzieć nawet biskup. Historię ofiar i ich drogi do sprawiedliwości we wstrząsającym reportażu opisał „Magazyn TVN 24”.

Konferencja prasowa w Pensylwanii, na której pojawił się prokurator generalny Josh Shapiro i kilkanaście ofiar molestowania to pokłosie raportu o przemocy seksualnej w amerykańskim kościele. Opublikowany raport ma 1400 stron. Opisuje 1000 ofiar molestowania i 301 księży pedofilów. Historie ofiar są dramatyczne. Część z nich milczała, cierpiąc w samotności. Jeden z wykorzystanych przed laty chłopców opisał analny gwałt, w trakcie którego ksiądz uszkodził mu kręgosłup. – To, co zrobił mi ten ksiądz, było gorsze niż gwałt. On zabił mój potencjał i tym samym zabił człowieka, którym miałem się stać – mówi po latach wykorzystany Joey.

Inna ofiara opowiedziała, kiedy jako ministrant zaprzyjaźniła się z młodym księdzem. Kapłan miał zapraszać chłopca na obiady i wspólne przejażdżki. Kiedy ksiądz zdobył zaufanie chłopca zaprosił go na spotkanie w sąsiedniej parafii. – Przez chwilę bacznie mu się przyglądali. Polecili, aby zdjął koszulkę. Wtedy zaczęli komentować między sobą, porównując chłopaka do ukrzyżowanego Chrystusa. Kazali mu zdjąć także spodnie, żeby – jak twierdzili – wierniej przypominał obnażonego z odzienia Jezusa. Jeden z księży wyciągnął aparat i zaczął robić chłopcu zdjęcia. Pozostali wlepiali w niego wzrok. W końcu powiedzieli, by rozebrał się również z bielizny – opisuje „Magazyn TVN 24”.

Duchowni mieli jeszcze jeden makabryczny zwyczaj. Swoim ulubionym ofiarom wręczali złote łańcuszki z krzyżem. To nie był zwykły prezent. Był to znak dla innych pedofilów. Informował, że dziecko było jest wykorzystane, jest znieczulone na molestowanie i dla pozostałych zboczeńców stanowi łatwiejszą ofiarę.
Źródło info i foto: se.pl

Egipt wysłał polskim śledczym raport dotyczący śmierci Magdaleny Żuk

Egipski raport nt. śmierci 27-latki potwierdza ustalenia polskich śledczych. Tamtejsi biegli wykluczyli, by przed wypadnięciem z okna kobieta została przez kogoś zaatakowana.

Na ciele Magdaleny Żuk nie było żadnych śladów przemocy, wskazujących na udział osób trzecich. Ciało 27-letniej Polki nie miało żadnych śladów poza tymi, które powstały w wyniku skoku z okna i upadku na ziemię.To właśnie on został uznany za bezpośrednią przyczynę jej śmierci.

Nie było też tzw. ran defensywnych, które są charakterystyczne dla ofiar, które przed śmiercią bronią się przed napastnikiem. Nie stwierdzono również śladów DNA pod paznokciami ofiary, które mogłyby wskazywać na to, że próbowała z kimś walczyć.

Egipscy śledczy ustalili również, że Żuk nie została zgwałcona. Nie odbyła też w Egipcie żadnego stosunku seksualnego, nawet dobrowolnego. Raport obala więc zbudowane wokół śmierci kobiety teorie, które zakładały, że została porwana i zgwałcona oraz, że padła ofiarą gangu handlarzy żywym towarem.
Źródło info i foto: wp.pl