Afryka: Zamachowiec samobójca zaatakował przed zatłoczonym barem. Wśród ofiar są dzieci

​Zamachowiec-samobójca zaatakował w sobotę w restauracji w Beni (Demokratyczna Republika Konga), gdzie goście zebrali się w Boże Narodzenie. Co najmniej sześć osób zginęło, a trzynaście zostało rannych. Wśród ofiar są dwoje dzieci. Gen. Sylvain Ekenge, rzecznik gubernatora Północnego Kivu, powiedział, że ochroniarze zatrzymali zamachowca przed wejściem do zatłoczonego baru. Ten jednak zdetonował ładunek wybuchowy.

Wzywamy ludzi do zachowania czujności i unikania zatłoczonych miejsc w okresie świątecznym – napisał w oświadczeniu generał. W mieście i na terytorium Beni trudno jest w dzisiejszych czasach wiedzieć, kto jest kim. Rachel Magali była w barze na około trzy godziny przed zamachem ze swoją szwagierką i kilkoma innymi osobami. W pewnym momencie usłyszała głośny hałas na zewnątrz.

Nagle zobaczyliśmy czarny dym otaczający bar i ludzie zaczęli płakać – powiedziała Rachel agencji AP.

Pobiegliśmy do wyjścia, gdzie zobaczyłem leżących ludzi. Wszędzie porozrzucane były zielone plastikowe krzesła, widziałem też oddzielone o siebie głowy i części ciał, to było naprawdę okropne – dodała.

Jak informuje burmistrz Beni Narcisse Muteba, wśród zabitych było dwoje dzieci. Co najmniej 13 innych osób zostało rannych i zabranych do miejscowego szpitala. Trwa śledztwo w celu znalezienia sprawców tego ataku terrorystycznego – powiedział agencji Associated Press.

Miasto Beni od dawna jest celem islamskich rebeliantów ze Zjednoczonych Sił Demokratycznych, grupy, która wywodzi swoje korzenie z sąsiedniej Ugandy. Mieszkańcy miasta, jak przypomina AP, wielokrotnie protestowali z powodu braku bezpieczeństwa pomimo ofensywy armii i obecności sił pokojowych ONZ w Beni. W latach 2018-2020 miasto ucierpiało w wyniku epidemii wirusa Ebola, która stała się drugą najbardziej śmiercionośną w historii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poznański radny dusił kelnerkę? Trwa przesłuchiwanie świadków

Duszenie kelnerki i pogryzienie ochroniarzy – tak miała zakończyć się kolacja, którą w poznańskim Starym Browarze jadł radny osiedlowy i urzędnik Krzysztof Sroczyński wraz ze swoją dziewczyną. Do awantury doszło w ubiegły czwartek w lokalu „Whiskey in the Jar”. Obsługa lokalu przekonuje, że to radny i jego dziewczyna byli agresywni. Dowodem mają być m.in. nagrania. Radny przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń. Twierdzi, że to on i jego dziewczyna są ofiarami i zostali potraktowani „niczym na Białorusi”. Sprawę wyjaśnia policja.

Wersja pracowników lokalu jest następująca: dziewczyna radnego była agresywna, zerwała kelnerce plakietkę z jej nazwiskiem. Po chwili Krzysztof Sroczyński z Rady Osiedla Stare Miasto dusił jedną z kelnerek. Gdy interweniowała ochrona, jego dziewczyna miała rzucić się na ochroniarza i pogryźć go. Radny też miał gryźć. Zostali obezwładnieni.

– Od obsługi lokalu dostaliśmy zawiadomienie o takiej właśnie treści. Dowodem w sprawie będzie monitoring oraz zeznania świadków. Musimy przesłuchać wiele osób. Na tym etapie nikomu nie postawiono zarzutów – podkreśla Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Zaczęło się od kłótni o alkohol

Więcej mówią Onetowi przedstawiciele restauracji „Whiskey in the Jar”.

– To było w ostatni czwartek. Przyszła para, zamówiła po trzy kieliszki tequili. Następnie zamówili jedzenie i poszli na krótkie zakupy. Tego dnia było bardzo gorąco, może temperatura ich rozłożyła? Bo gdy wrócili, było widać, że są pod wpływem alkoholu. Ich zachowanie wskazywało, że nie powinni już więcej pić. Dlatego obsługa powiedziała im, że dostaną jedzenie oraz napoje wyłącznie bezalkoholowe. To było przyczyną wszczęcia awantury. Najpierw dziewczyna radnego natarczywie domagała się wyjaśnień od kelnerek, dwóm zerwała plakietki i do tej pory ich nie oddała. Potem do akcji wkroczył pan radny. Chwycił za szyję jedną z kelnerek, napluł jej centralnie w twarz, co dla tej dziewczyny jest olbrzymim upokorzeniem. Krzyczał: Wiecie, kim jestem? Jutro wszyscy jesteście zwolnieni. Ochrona, pięciu chłopów, nie mogło go powstrzymać. Szarpał się, wyrywał, gryzł, nawet gdy został zakuty w kajdanki. Był gotowy do regularnej bitki – opowiadają Onetowi dwaj przedstawiciele lokalu.

Mają też zastrzeżenia do pracy policji. Dziwią się, że radny i jego dziewczyna nie zostali zbadani alkomatem, nie pobrano im krwi do badań, nie postawiono żadnych zarzutów. Mimo że – jak utrzymują przedstawiciele restauracji – sprawa jest jednoznaczna i potwierdzona przez monitoring oraz relacje świadków.

Radny twierdzi, że on i jego dziewczyna byli trzeźwi i spokojni

Tymczasem wersja radnego z Rady Osiedla Stare Miasto i pracownika Urzędu Marszałkowskiego jest zupełnie inna. Przekonuje, że to on i jego dziewczyna padli ofiarami obsługi lokalu oraz ochroniarzy.

– Nie tak powinna kończyć się kolacja, na którą zabrałem dziewczynę. Byliśmy spokojni i trzeźwi, wypiliśmy jedynie po kieliszku tequili do steków. Chcieliśmy potem uzupełnić zamówienie, już nie pamiętam o co. Moja dziewczyna poszła do kelnerki, by zapytać, kiedy dostaniemy kolejne zamówienie. Wiem, że doszło między nimi do sprzeczki. Z powodu zachowania kelnerki, która była niekulturalna i twierdziła, że ona tu rządzi. Moja dziewczyna w nerwach faktycznie zerwała jej plakietkę, by wiedzieć, z kim rozmawiała. Chciała poskarżyć się przełożonym kelnerki. Po chwili wróciła do stolika. Wtedy przybiegli ochroniarze. Rzucili się na mnie, skuli kajdankami, a wszystko działo się na oczach wielu ludzi. Była godzina 20 – relacjonuje poznański radny osiedlowy, który na co dzień pracuje jako urzędnik Urzędu Marszałkowskiego, gdzie zajmuje się kontrolą przetargów finansowanych z funduszy unijnych.

Sroczyński dodaje, że odniósł poważne obrażenia. Opowiada, że ma pękniete kości twarzoczaszki i wstrząśnienie mózgu. Za kilka dni czeka go operacja w szpitalu, na oddziale chirurgii szczękowej.

– Nie podaruję tego obsłudze lokalu, czułem się, jak na Białorusi. Złożyłem na nich zawiadomienie – zaznacza Krzysztof Sroczyński.

Także on ma zastrzeżenie do policji, a konkretnie do jednego funkcjonariusza. – Jeden z nich, podczas przeszukania, dotykał moją dziewczynę w miejsca intymne, rzucał seksistowskie uwagi w stylu, że „słabo się r…”. Ponadto prosiłem policję, by wezwali do mnie karetkę z powodu strasznego bólu głowy, ale policja tego nie zrobiła – dodaje radny.

Policja zaczęła przesłuchiwać świadków. I potwierdza, że nie sprawdzała trzeźwości radnego i jego dziewczyny. Rzecznik policji Andrzej Borowiak przekonuje, że udział w awanturze nie jest podstawą do takiego badania.
Źródło info i foto: onet.pl

Gubernator Nowego Jorku oskarżony o molestowanie seksualne. Namawiał dziennikarkę do „zjedzenia całej kiełbaski”. Wyciekło nagranie

Pośród oskarżeń o molestowania seksualne gubernatora Nowego Jorku Andrew Cuomo, w mediach społecznościowych ukazał się filmik, na którym zachęca on w restauracji dziennikarkę do „zjedzenia całej kiełbaski”. Podchwycił to „New York Post”, cytując różne komentarze. Na nagraniu wideo z 2016 roku Cuomo siedzi w trakcie stanowych targów przy posiłku w towarzystwie córki Michaeli. Na imprezie jest też młoda dziennikarka Beth Cefalu. W pewnym momencie gubernator zwraca się do niej: Chcę zobaczyć, jak zjadasz całą kiełbaskę.

– Nie wiem, czy powinnam zjeść całą kiełbaskę przy tobie, ale na pewno ją zjem – odpowiada kobieta, która była wówczas reporterkę telewizji NewsChannel 9. Kiedy Cuomo zaprasza ją do stołu, podchodzi i robi sobie z nim zdjęcie przy użyciu telefonu komórkowego.

Molestowanie seksualne?

Pokazany obecnie filmik w kontekście oskarżeń gubernatora przez jego dwie byłe współpracowniczki o molestowanie seksualne wywołał dalszą falę krytyki pod jego adresem. Niektórzy użytkownicy mediów społecznościowych uznali zachowanie Cuomo na nagraniu za „przerażające i żenujące”.

To prawie tak, jakby molestował ją seksualnie na oczach wszystkich i po prostu nie przeszkadza im to, prawdopodobnie dlatego, że są do tego przyzwyczajeni – cytuje „New York Post” jedną z komentujących filmik osób.

Jego córka wygląda na tak zakłopotaną! – ocenił ktoś inny. Kolejna osobą skwitowała sytuację jako „niefortunną”.

Nowojorska gazeta przyznaje, że nie każdy sądzi, że gubernator zrobił coś nagannego, a klip miałby być jakoby dowodem na molestowanie seksualne. Zdaniem jednych jest to przesada, tym bardziej że był z córką, a innych, że poczuł się niezręcznie, kiedy go filmowano w trakcie jedzenia.

Stała nagrywając go nietaktownie, kiedy próbował jeść. Jest możliwe, że biernie-agresywnie dawał jej do zrozumienie, jak bardzo do bani się czuje będąc nagrywany na wideo podczas spożywania posiłku? (…) To nie było tak, że siedział i gapił się na nią, kiedy jadła lub że robił perwersyjne żarty – zauważył inny użytkownik Twittera.

Kolejny pisał: Nie lubię tego faceta tak samo jak wszyscy, ale jest nonsensem zestawianie tego z rzeczywistymi zarzutami, co rozwadnia całą sprawę.

Je hot doga i kiedy go wcina, najwyraźniej nie jest zbyt szczęśliwy będąc nagrywanym, a potem prosi ją, żeby zjadła jednego, a ona mówi tak – tweetowała kolejna osoba.

Dziennikarka broni gubernatora

„New York Post” zwraca uwagę, że w poniedziałek rano, kiedy filmik z nagraniem został szeroko rozpowszechniony, reporterka wystąpiła w obronie Cuomo. Nie znalazłam się pod presją ani nie byłam molestowana; dwie osoby spędzające miło czas podczas wydarzenia – targów NYS – co dało im trochę więcej swobody w nieformalnym zachowaniu. (…) Naprawdę smutne, że zmienia się to w coś więcej – pisała na Twitterze Cefalu.

Jak podkreśla nowojorska gazeta, nagranie ukazało się ponownie w dniu, kiedy Cuomo próbował określić zarzuty dotyczące molestowania seksualnego jako „żarty” błędnie zinterpretowane jako „niechciany flirt”.

„W pracy czasami myślę, że żartuję, jestem zabawny i opowiadam dowcipy, które uważam za śmieszne. Czasami droczę się z ludźmi w sposób, który uważam za dobroduszny” – głosi oświadczenie gubernatora.

Zarzuty byłych współpracownic

Wydał je w ślad za tym jak jego była współpracownica 25-letnia Charlotte Bennett w rozmowie z „New York Times” zarzuciła, że po serii niewłaściwych uwag Cuomo była przekonana, że „chce się z nią przespać” – przypomniał „New York Post”.

W niecały tydzień wcześniej inna była współpracownica, Lindsey Boylan, rozszerzyła zarzuty przedstawione po raz pierwszy w grudniu 2020 roku o to, że Cuomo bez zgody pocałował ją w usta.

W niedzielę przepraszał on kobiety i po raz pierwszy przyznał, że jego zachowanie mogło być niekiedy pozbawione wrażliwości lub mieć zbyt osobisty charakter. Utrzymywał zarazem, że nigdy nikogo nie dotykał w niestosowny sposób ani niczego nie proponował. Wcześniej zdecydowanie odrzucał zarzuty o molestowanie seksualne.

W obliczu narastającej krytyki gubernator ostatecznie zgodził się na żądanie, aby nadzór nad zapowiadanym śledztwem sprawowała prokurator generalny stanu Nowy Jork Letitia James. Zapowiedziała ona przeprowadzenie „rygorystycznego i niezależnego dochodzenia”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Trwa wyjaśnienie okoliczności śmierci 31-letniej pracowniczki McDonald’s w Ostrowcu Świętokrzyskim

Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci 31-letniej pracowniczki restauracji McDonald’s w Ostrowcu Świętokrzyskim. Na kobietę w nocy z soboty na niedzielę przewrócił się regał w chłodni. „Niezwłocznie po zdarzeniu do restauracji zostały wezwane odpowiednie służby, które zabezpieczyły miejsce wypadku i badają zdarzenie. Dodatkowo specjalna komisja przystąpiła do ustalania przyczyn wypadku” – komentuje w oświadczeniu McDonald’s Polska. Do tragedii doszło w niedzielę ok. godz. 2 w nocy w restauracji McDonald’s przy al. 3 Maja w Ostrowcu Świętokrzyskim.

– Ze zgłoszenia wynikało, że 31-letnia pracownica, mieszkanka Ostrowca, wykonywała pracę w chłodni. Z nieznanych przyczyn przewrócił się na nią regał o wymiarach 10 metrów na 1,6 metra – mówiła w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” asp. Beata Grubner z Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Nieprzytomną kobietę po 10 minutach znalazł inny pracownik, który rozpoczął reanimację. 31-latki nie udało się jednak uratować. Spółka McDonald’s Polska w cytowanym przez portal Ostrowiecka.pl oświadczeniu podkreśliła, że rodzina pracownicy oraz zespół restauracji otrzymają wsparcie psychologiczne.

„Bezpieczeństwo pracowników i gości to nasz priorytet. Niezwłocznie po zdarzeniu do restauracji zostały wezwane odpowiednie służby, które zabezpieczyły miejsce wypadku i badają zdarzenie. Dodatkowo specjalna komisja przystąpiła do ustalania przyczyn wypadku. Współpracujemy z odpowiednimi organami” – czytamy w komunikacie. Restauracja, w której doszło do wypadku, została zamknięta. Na razie nie wiadomo, kiedy zostanie ponownie otwarta.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Marek Falenta przejdzie badania psychiatryczne. Śledczy sprawdzą, czy był poczytalny, kiedy zlecał podsłuchiwanie w restauracji

Prokuratura wysyła Marka Falentę na badania psychiatryczne. Śledczy chcą ustalić, czy był poczytalny, kiedy zlecał podsłuchiwanie w restauracji. To drugie śledztwo ws. podsłuchów, wszczęte po ujawnieniu nowych taśm.

Prokuratura przez wiele miesięcy analizowała dokumentację medyczną biznesmena i uznała, że biegły musi ocenić poczytalność Marka Falenty – podaje „Rzeczpospolita”. Dziennik wyjaśnia, że jeśli opinia psychiatryczna wskaże na niepoczytalność w momencie popełniania przestępstw, to Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, będzie musiała umorzyć śledztwo przeciwko Falencie.

Śledztwo, w ramach którego zostały zlecone badania psychiatryczne, dotyczy tzw. małej afery taśmowej. Od roku Falenta ma status oskarżonego ws. kolejnych nagrań polityków z podsłuchów w warszawskiej restauracji. Chodzi o 11 zarzutów, dotyczących m.in. „bezprawnego założenia i posłużenia się urządzeniem podsłuchowym w celu uzyskania informacji, do której nie był uprawniony”.

Postępowanie wszczęto niezależnie od poprzedniej sprawy, w której Falenta ws. podsłuchów usłyszał wyrok 2,5 roku bezwzględnego więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Ogromny wyciek danych w USA. Wyciekły dane 4,9 mln klientów firmy DoorDash

Świadcząca usługi dostaw żywności z renomowanych restauracji firma DoorDash poinformowała wczoraj o wycieku wrażliwych danych ok. 4,9 mln klientów. W niepowołane ręce wpadły m.in. numery kart kredytowych, kont bankowych, ich adresy pocztowe i elektroniczne. Do incydentu miało dojść 4 maja, gdy nieupoważniony dostawca uzyskał przypadkowy dostęp do chronionych danych klientów oraz restauracji, skąd zamawiano dania. Kierownictwo firmy zorientowało się, że doszło do wycieku, dopiero na początku września bieżącego roku. – wskazuje Reuters.

Z informacji opublikowanych na blogu firmy DoorDash wynika, że w niepowołane ręce wpadł też m.in. wykaz z numerami prawa jazdy ponad 100 tys. operatorów dostaw jedzenia.

Ponadto, upublicznione zostały cztery ostatnie cyfry numerów kart kredytowych i kont bankowych, które nie są publikowane na fakturach czy paragonach. Prawdopodobnie jest możliwe ich powiązanie z nazwiskami oraz danymi adresowymi – pisze Reuters. Władze firmy zapewniły, że prowadzą dochodzenie, które ma wyjaśnić, w jaki sposób doszło do wycieku.

W komunikacie opublikowanym wczoraj przez firmę, która ma siedzibę w San Francisco, zapewniono, że dane klientów, którzy korzystali z usług firmy po raz pierwszy i zarejestrowali się po 5 października 2018 r., są całkowicie bezpieczne i nie wyciekły z DoorDash.
Źródło info i foto: onet.pl

Bratysława: Wielka bijatyka z udziałem polskich pseudokibiców. Zdemolowano wiele restauracji

W środę wieczorem, w centrum Bratysławy, doszło do gwałtownego starcia piłkarskich pseudokibiców. Według informacji policji i słowackich mediów, wśród walczących byli chuligani Cracovii, Lewskiego Sofia i Ajaksu Amsterdam. W ruch poszły pięści, noże, rzucano ciężkimi przedmiotami, zdemolowano pobliskie restauracje. Jak dowiedział się tvn24.pl, 107 osób zostało zatrzymanych i oskarżonych o chuligaństwo. Wśród nich jest 41 Polaków, 15 Holendrów i 51 Bułgarów. 17 osób zostało rannych.

Jak podaje portal słowackiego dziennika „SME”, pobili się kibice Cracovii (w czwartek Pasy w Dunajskiej Stredzie rozegrają pierwszy mecz eliminacyjny w Lidze Europy) i Lewskiego Sofia (bułgarski zespół będzie rywalizować w Rużomberku). Chuliganów z Polski mieli w pewnym momencie wesprzeć fanatycy Ajaksu Amsterdam. Bijatyka trwała ponad 15 minut.

Stu funkcjonariuszy

„Mimo że policja była przygotowana na możliwość zakłócenia porządku publicznego przez fanów z Bratysławy i z Polski, doszło do przypadkowego starcia między polskimi i bułgarskimi kibicami na ulicy Venturskiej” – podała miejscowa policja na swoim profilu w mediach społecznościowych. Poinformowano także, że w akcji wzięło udział 100 funkcjonariuszy. Bezpośrednio po awanturze na miejscu starć pseudokibiców policja zatrzymała kilkadziesiąt osób, a następne kilkanaście zostało schwytanych nieopodal miejsca zajścia. Z uwagi na bezpieczeństwo przechodniów, zamknięto część ulic.

Jak podano, kilkunastu rannych zabrały karetki. Według źródeł tvn24.pl w słowackiej policji, w sumie zatrzymano 107 osób. O chuligaństwo oskarżono 41 Polaków, 51 Bułgarów i 15 Holendrów.

Środki ostrożności

Słowacka policja była cały dzień w gotowości, ponieważ tego dnia ochraniała mecz miejscowego Slovana z czarnogórskim FK Sutjeska Niksić w 1. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Jak twierdzą źródła policyjne, pseudokibice Ajaksu planowali zakłócić jago przebieg, poprzez starcie z fanami z Bratysławy, ale zostali powstrzymani. Policja wiedziała też, że do miasta przyjadą fanatycy Cracovii, i – jak poinformowano – podjęła szczególne środki ostrożności. Niestety, nie udało się zapewnić całkowitego bezpieczeństwa w centrum miasta, w którym około godziny 21. doszło do bardzo groźnych starć. W ich efekcie zdemolowanych zostało wiele restauracji.
Źródło info i foto: eurosport.tvn24.pl

Wielka Brytania: Tajemnicze zajście w Salisbury. Policja uspokaja mieszkańców

Policja hrabstwa Wiltshire oświadczyła, że nic nie wskazuje na to, że dwie osoby, które zachorowały w niedzielę w restauracji w mieście Salisbury zatruły się paraliżującym system nerwowy Nowiczokiem. Nie jest też jasne, czy doszło do przestępstwa. Trwa śledztwo mające wyjaśnić okoliczności zdarzenia.

Do incydentu doszło w tym samym mieście, w którym dokonano ataku na Siergieja Skripala, byłego pułkownika rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU i współpracownika wywiadu brytyjskiego oraz na jego córkę Julię. Według telewizji Sky News, powołującej się na anonimowe źródła, jedna z osób, które uległy zatruciu jest narodowości rosyjskiej, ale policja nie potwierdziła tego. Osoby, które zachorowały, to mężczyzna i kobieta.

Policja poinformowała, że obie osoby są przytomne; zostały przewiezione do szpitala, gdzie przebywają na obserwacji. Zachorowały one po spożyciu posiłku we włoskiej restauracji Prezzo, w której przebywał w dniu ataku Skripal i jego córka Julia. Niedaleko tej restauracji stracili przytomność.

„W ramach prewencji restauracja i otaczające ją ulice zostały otoczone kordonem, podczas gdy funkcjonariusze badają miejsce zdarzenia i starają się ustalić okoliczności i powody, które doprowadziły do zachorowania” – głosi komunikat policji.

Skripal oraz jego córka Julia zostali znalezieni nieprzytomni w Salisbury na początku marca. Skripal mieszkał tam od czasu swego wyjazdu z Rosji, gdzie został skazany za szpiegostwo na rzecz Wielkiej Brytanii. Władze brytyjskie uznały, iż Skripalów próbowano otruć bojowym środkiem trującym określanym jako Nowiczok i opracowanym w ZSRR.

Skripalowie przeżyli atak na ich życie, ale w lipcu zmarła Dawn Sturgess, kobieta niemająca związku ze sprawą. Jej partner Charlie Rowley zachorował po tym, jak znalazł flakonik, który – jak się okazało – zawierał Nowiczoka.

Rząd brytyjski oskarżył Rosję o atak na Skripalów. Moskwa kategorycznie odrzuca to oskarżenie.

Na początku września brytyjscy śledczy zidentyfikowali dwóch Rosjan – Aleksandra Petrowa i Rusłana Boszirowa – i oskarżyli ich, pod ich nieobecność, o próbę zamachu na życie Skripalów. Obaj oświadczyli później w telewizji, że byli zwykłymi turystami i udali się do Londynu w celach rozrywkowych, a do Salisbury pojechali, aby zwiedzić katedrę w tym mieście.
Źródło info i foto: interia.pl

Belgia: Atak nożownika w restauracji. 3 osoby nie żyją

Wstrząsające doniesienia napłynęły z Belgii. Zagraniczne media donoszą, że w restauracji w Moresnet-Chapelle doszło do ataku nożownika. Najprawdopodobniej trzy osoby nie żyją, w tym dwie kobiety, a kilka osób zostało rannych. Na miejscu pracują policjanci. Ściągnięto też karetki i helikoptery. Okoliczności tragedii nie są jasne.

Dantejskie sceny rozegrały się w środę, 22 sierpnia około godziny 17. Nożownik wtargnął do restauracji w Moresnet-Chapelle w Belgii i zaatakował znajdujących się w niej gości. – Jakaś kobieta została dźgnięta – powiedział świadek tragedii. Jak podał portal rtbf.be, ofiary śmiertelne to dwie kobiety i najprawdopodobniej sam napastnik.

Media belgijskie sugerują, że mężczyzna, który wtargnął do lokalu, był jeszcze do niedawna związany z córką właścicieli lokalu. Zaatakował, bo być może w ten sposób chciał się rozprawić z byłą kochanką? Zagadką pozostaje, dlaczego napastnik ranił śmiertelnie też inne osoby, które ok. godz. 17. przebywały w restauracji w Moresnet-Chapelle?
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zatrzymany po pobiciu kobiety w Krynicy Morskiej

Policja zatrzymała podejrzanego o pobicie kobiety w restauracji w Krynicy Morskiej. W ubiegłą niedzielę w lokalu doszło do awantury kilku mężczyzn. Gdy kobieta próbowała ich wyprosić, została uderzona w tył głowy. Na opublikowanym filmie z zajścia widać, jak ofiara upada twarzą na chodnik. Napastnikowi grozi 5 lat więzienia.

Wszystko działo się 12 sierpnia w Krynicy Morskiej (woj. pomorskie). Całe zdarzenie nagrał jeden ze świadków, a film opublikował w Internecie. Na nagraniu widać, jak kilku mężczyzn awanturowało się w jednym z lokali. W pewnym momencie właścicielka restauracji postanowiła wyrzucić mężczyzn. Wtedy jeden z nich uderzył kobietę w tył głowy tak mocno, że ta straciła przytomność i upadła uderzając głową o chodnik. Policja zatrzymała właśnie podejrzanego o uderzenie kobiety. Zostanie on doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Malborku. Mężczyźnie grozi do pięciu lat więzienia.

Możliwe kolejne zatrzymania

Policja dostała zgłoszenie o bójce około godziny 16. – Policjanci, którzy przybyli na miejsce, w pierwszej kolejności udzielili pomocy poszkodowanej kobiecie. Ustalono, że w awanturze brało udział około sześciu osób – mówiła w piątek sierż. sztab. Joanna Słowik, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Nowym Dworze Gdańskim. Poszkodowana trafiła do szpitala w Elblągu, ale jeszcze tego samego dnia została wypisana. Nie tylko sprawcy pobicia grozi kara. Reszta mężczyzn może usłyszeć zarzuty udziału w bójce.
Źródło info i foto: tvn24.pl