Holandia: Zastrzelił dwie osoby w restauracji McDonald’s.

32-letni mężczyzna, podejrzany o zastrzelenie dwóch osób w restauracji McDonald’s w Zwolle na północy Holandii, sam zgłosił się na komisariat i został aresztowany. W środę po południu do restauracji wszedł mężczyzna w długim płaszczu i po zamówieniu jedzenia, według relacji świadków, zaczął strzelać do dwóch mężczyzn siedzących przy jednym ze stołów.

Jeden z nich zginął na miejscu, a drugiego nie udało się uratować przybyłym na miejsce służbom ratowniczym – informuje policja. Ofiary miały 57 i 62 lata. Zdarzenie miało miejsce na oczach klientów, wśród których większość stanowili rodzice z dziećmi. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia i był poszukiwany przez całe popołudnie i wieczór przez funkcjonariuszy z psami tropiącymi oraz helikoptery. W czwartek policja poinformowała, iż podejrzany sam zgłosił się w środę późnym wieczorem na komisariat w Deventer na wschodzie kraju.

„Na obecnym etapie nie udzielamy żadnych informacji” – odpowiedział funkcjonariusz policji w tym mieście na pytanie, czy podejrzany przyznał się do winy.

„Apelujemy do wszystkich świadków, aby zgłaszali się na policję” – powiedział policjant.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymani przez CBŚP prowadzili agencje towarzyskie. Grupy „Gosi” i „Sławka” rozbite

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji rozbili grupy „Gosi” i „Sławka” – zajmujące się prowadzeniem agencji towarzyskich. W sumie zatrzymano 11 osób, które usłyszały między innymi zarzuty zmuszania kobiet do nierządu. Grupa „Gosi” prowadziła – pod szyldem restauracji – ekskluzywną agencję towarzyską w kilkusetmetrowej willi w warszawskich Włochach. Werbowała do niej kobiety i siłą zmuszała do świadczenia usług seksualnych.

Ustalono, że klienci agencji jednorazowo płacili za usługi nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Miesięczne zyski gangu sięgają kilkuset tysięcy.

Zatrzymania przeprowadzili funkcjonariusze CBŚP w Warszawie.

Prowadzili agencję na piętrze baru w centrum Torunia
Z kolei grupa „Sławka” prowadziła agencję na piętrze baru w centrum Torunia. W tym przypadku także członkowie gangu, którego szefem był Ukrainiec, zmuszali kobiety do nierządu.

W akcji rozbicia ganku policjantów z CBŚP z Białegostoku i Bydgoszczy wsparli antyterroryści ze SPAP KWP w Bydgoszczy.

Śledztwo jest w początkowej fazie, ustalane są dokładnie szczegóły procederu – m.in. od kiedy agencja działała oraz kto czerpał korzyści z nierządu innych.

W sumie po dwóch akcjach CBŚP, do aresztów trafiło dziewięć osób.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Belgia: Atak nożownika w restauracji. 3 osoby nie żyją

Wstrząsające doniesienia napłynęły z Belgii. Zagraniczne media donoszą, że w restauracji w Moresnet-Chapelle doszło do ataku nożownika. Najprawdopodobniej trzy osoby nie żyją, w tym dwie kobiety, a kilka osób zostało rannych. Na miejscu pracują policjanci. Ściągnięto też karetki i helikoptery. Okoliczności tragedii nie są jasne.

Dantejskie sceny rozegrały się w środę, 22 sierpnia około godziny 17. Nożownik wtargnął do restauracji w Moresnet-Chapelle w Belgii i zaatakował znajdujących się w niej gości. – Jakaś kobieta została dźgnięta – powiedział świadek tragedii. Jak podał portal rtbf.be, ofiary śmiertelne to dwie kobiety i najprawdopodobniej sam napastnik.

Media belgijskie sugerują, że mężczyzna, który wtargnął do lokalu, był jeszcze do niedawna związany z córką właścicieli lokalu. Zaatakował, bo być może w ten sposób chciał się rozprawić z byłą kochanką? Zagadką pozostaje, dlaczego napastnik ranił śmiertelnie też inne osoby, które ok. godz. 17. przebywały w restauracji w Moresnet-Chapelle?
Źródło info i foto: Fakt.pl

Kanada: Wybuch bomby w restauracji w mieście Mississauga

Dwaj niezidentyfikowani mężczyźni wnieśli bombę do restauracji w mieście Mississauga (przedmieścia Toronto) na południu Kanady i ją zdetonowali. Sprawcy, jak pisze Reuters, uciekli. 15 osób zostało rannych.

Wybuch miał miejsce po godzinie 22.30 czasu lokalnego w indyjskiej restauracji Bombay Bhel. Służby na Twitterze opublikowały zapis z monitoringu, na którym widać jak dwaj zamaskowani mężczyźni wnoszą do lokalu podejrzany pakunek. Trzy osoby ranne w eksplozji zostały zabrane do szpitala w Toronto w stanie krytycznym. Pozostałych lekko rannych przetransportowano do lokalnych szpitali.

Mississauga jest szóstym pod względem wielkości miastem w Kanadzie. Miesiąc temu 25-letni Alek Minassian wjechał wynajętą furgonetką w przechodniów na ulicy w Toronto. Zginęło 10 osób, a 15 zostało rannych. Mężczyzna został zatrzymany przez policję.

Minassian tuż przed atakiem opublikował na Facebooku post, w którym wychwalał seryjnego zabójcę Elliota Rodgera. 23-latek w 2014 roku w miejscowości Isla Vista zabił 6 studentów kalifornijskiego uniwersytetu i 14 ranił. Otoczony przez policję popełnił samobójstwo.

Napastnik z Toronto nawiązał też do działającej na portalu Reddit grupy „incel” , której nazwa jest skrótem od określenia „mimowolny celibat”. Mizoginistyczna grupa zrzeszała młodych mężczyzn, którzy mieli kłopoty z nawiązaniem relacji z kobietami.

Jak ustaliła policja, mężczyzna nie miał związków z organizacjami terrorystycznymi, nie był również wcześniej znany służbom.
Źródło info i foto: onet.pl

Były szef CBA przegrał w sądzie

Wojewódzki Sąd Administracji oddalił skargę byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego dotyczącą cofnięcia mu poświadczeń bezpieczeństwa, czyli dostępu do informacji niejawnych – dowiedział się Onet; Liczyłem się z działaniami odwetowymi – powiedział portalowi Paweł Wojtunik.

Jak ustalił Onet, 19 kwietnia br. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał wyrok oddalający skargę Pawła Wojtunika na decyzję Prezesa Rady Ministrów w przedmiocie cofnięcia mu poświadczeń bezpieczeństwa osobowego. Rozstrzygnięcie sądu oznacza, że w mocy pozostają decyzje ministra koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, który w maju 2017 roku, jako organ drugiej instancji utrzymał w mocy cofnięcie dostępu do informacji niejawnych.

Wojtunik w skardze do WSA wytykał nowemu szefowi ABW Piotrowi Pogonowskiemu, który odebrał mu certyfikat, „wielokrotne złamania prawa”. Twierdził, że ustawa o ABW została bezwzględnie wykorzystana jako narzędzie w walce politycznej, służące do usunięcia ze stanowisk osób niezależnych od obecnej władzy.

„Liczyłem się z działaniami odwetowymi” – powiedział portalowi Wojtunik. Jak podkreśla, w ostatnim czasie wielokrotnie publicznie komentował skandale i patologie w funkcjonowaniu kierownictwa CBA oraz koordynatorów służb specjalnych.

Były szef CBA zapowiedział, że jego walka na wyroku WSA się nie kończy. „Po otrzymaniu orzeczenia, a jest ono nieprawomocne, wystąpię zgodnie z przysługującymi mi prawem o uzasadnienie i z całą pewnością będę składać skargę kasacyjną do NSA, w ramach której będę dalej dochodzić swoich racji” – zaznaczył Wojtunik.

Jak podkreśla Onet, cała historia zaczęła się w listopadzie 2015 roku, kiedy to Paweł Wojtunik podał się do dymisji z powodu rozpoczęcia przez ABW postępowania kontrolnego dotyczącego jego rozmowy z byłą wicepremier, minister rozwoju regionalnego Elżbietą Bieńkowską, nagranej w czerwcu 2014 r. w warszawskiej restauracji Sowa&Przyjaciele.

Po trwającym rok postępowaniu, ostatecznie cofnięto Wojtunikowi certyfikat bezpieczeństwa, uzasadniając, że „nie daje on rękojmi zachowania tajemnicy”. Były szef CBA odwołał się od tej decyzji do premier Beaty Szydło, lecz została ona podtrzymana.
Źródło info i foto: gazetaprawna.pl

Ruszyło śledztwo ws. treści nagrań z „Sowy i Przyjaciele”

Wszczęto śledztwo w sprawie treści upublicznionych w czerwcu nagrań z nielegalnych podsłuchów w restauracji „Sowa i Przyjaciele”; postępowanie dotyczy tzw. przestępstwa płatnej protekcji – poinformowała PAP Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

Śledztwo prowadzone jest w sprawie powoływania się w nieustalonym okresie, nie później niż w marcu 2014 r. w Warszawie, na wpływy w jednej z instytucji państwowych celem podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu sprawy o odszkodowanie za wywłaszczenie nieruchomości o znacznej wartości w zamian za korzyść majątkową lub osobistą, albo jej obietnicę – powiedział rzecznik prasowy praskiej prokuratury okręgowej prok. Marcin Saduś.

Dodał, że podstawą do wszczęcia śledztwa była treść ujawnionych rozmów oraz materiały zgromadzone w postępowaniu sprawdzającym. W naszej ocenie, pozwoliły one na przyjęcie, że zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, niemniej jednak dopiero pozyskanie dalszych dowodów pozwoli na rozstrzygnięcie, czy zaistniało takie przestępstwo – zaznaczył.

Pozyskiwanie tych dowodów będzie wymagało przeprowadzenia czynności procesowych, z których konieczne jest spisanie protokołów, zaś aby spisać protokoły, konieczna jest forma śledztwa albo dochodzenia – wyjaśnił prok. Saduś.

Sprawę do praskiej prokuratury okręgowej przekazała w drugiej połowie czerwca Prokuratura Regionalna w Warszawie. Śledztwo wszczęto w czwartek; pierwsze poinformowało o tym Radio Zet.

Zgodnie z Kodeksem karnym, „kto, powołując się na wpływy w instytucji państwowej, samorządowej, organizacji międzynarodowej albo krajowej lub w zagranicznej jednostce organizacyjnej dysponującej środkami publicznymi albo wywołując przekonanie innej osoby lub utwierdzając ją w przekonaniu o istnieniu takich wpływów, podejmuje się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w zamian za korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.

W pierwszej połowie czerwca TVP Info opublikowała nagrania z podsłuchów w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. W spotkaniu – jak podała telewizja – mieli uczestniczyć m.in. były rzecznik rządu Paweł Graś, były minister Skarbu Państwa Włodzimierz Karpiński, były szef BOR gen. Marian Janicki i ks. Kazimierz Sowa. Z nagrania wynikało, że rozmowa miała dotyczyć m.in. obsadzania stanowisk w spółce energetycznej Tauron oraz kwestii odszkodowania dla jednej z krakowskich parafii.

O restauracji „Sowa i Przyjaciele” stało się głośno w związku ze sprawą nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę, szefa CBA Pawła Wojtunika. W sumie, podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań, utrwalono rozmowy ponad 100 osób; prokuraturze udało się ustalić tożsamość 97.

Ujawnione w mediach nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska. We wrześniu 2015 r. do sądu trafił akt oskarżenia ws. trzech osób: biznesmena Marka F. dwóch kelnerów Konrada L. i Łukasza N. oraz współpracownika F. Krzysztofa R. W grudniu 2016 r. F. został skazany nieprawomocnie na 2,5 roku więzienia bez zawieszenia, kelner Konrad L. i Krzysztof R. na 10 miesięcy w zawieszeniu i grzywny. Sąd odstąpił od ukarania drugiego z kelnerów, który pomagał śledczym. N. zeznawał, że to Marek F. za pieniądze zlecał nagrywanie rozmów.

Samo ściganie podsłuchów, zgodnie z Kodeksem karnym, odbywa się nie z urzędu, lecz na wniosek ewentualnych poszkodowanych. Jak poinformował prok. Saduś, przez prokuraturę „są rozpoznawane czyny polegające na nielegalnym nagrywaniu, które nie były objęte aktem oskarżenia przeciw Markowi F.”, a zostały ujawnione później.

Jedna z osób pokrzywdzonych nagraniami ujawnionymi w czerwcu 2017 r. w TVP Info złożyła wniosek o ściganie i ma status osoby pokrzywdzonej w odrębnym postępowaniu prowadzonym w sprawie nieuprawnionego nagrywania – poinformował prokurator. Dodał, że tamtym śledztwie Marek F. ma przedstawione zarzuty.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: Pracownik restauracji w Charleston zastrzelił jedną osobę, wziął zakładników

Pracownik restauracji w Charleston w Karolinie Południowej zastrzelił jedną osobę i przetrzymuje zakładników – poinformowała w czwartek tamtejsza policja. Na miejscu są znaczne siły policyjne. Lokalne media informują, że widziano czarnoskórego mężczyznę, który wyszedł z kuchni jednej z restauracji z rewolwerem w ręku i oświadczył, że „miasto ma nowego szefa”.

Burmistrz John Tecklenburg powiedział dziennikarzom: – To nie jest akt terroryzmu, to jest przestępstwo nienawiści. Ataku dokonał niezadowolony pracownik, który przyszedł do pracy. Rzecznik policji z Charleston Charles Francis potwierdził podczas konferencji, że napastnik uwięził wewnątrz restauracji kilku zakładników.

– Ulice są pełne funkcjonariuszy SWAT (jednostka specjalna – red.), policji, blokują całą okolicę – powiedziała stacji CNN Sarah Cobb, właścicielka butiku mieszczącego się w pobliżu restauracji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Atak na restaurację w Dhace. Napastnicy krzyczeli „Allahu Akbar”

Policja i wojsko zakończyły w sobotę rano szturm na restaurację w stolicy Bangladeszu Dhace, gdzie uzbrojeni napastnicy przetrzymywali zakładników. Uwolniono 13 zakładników, zabito sześciu terrorystów – podaje AFP. Wśród oswobodzonych są cudzoziemcy – poinformowali funkcjonariusze.

„Zastrzeliliśmy co najmniej sześciu terrorystów i oczyściliśmy główny budynek, jednak operacja trwa dalej” – mówił agencji Associated Press dowódca policyjnych Batalionów Szybkiego Reagowania (RAB) pułkownik Tuhin Mohammad Masud. Podkreślił, że wśród ofiar są zakładnicy, jednak nie chciał podać ilu dokładnie. W gronie uratowanych był natomiast Japończyk i dwie osoby ze Sri Lanki. Masud dodał, że zatrzymano też kilku bojowników.

Co się stało?

W piątek około 21:20 lokalnego czasu uzbrojeni napastnicy wtargnęli do restauracji w Holey Artisan Bakery w popularnej wśród dyplomatów dzielnicy Gulshan w mieście Dhaka, stolicy Bangladeszu. Lokal był pełen gości. Według właściciela lokalu Sumona Rezy, który zdołał uciec, do środka weszli mężczyźni uzbrojeni w broń ręczną, granaty i ładunki wybuchowe. Otworzyli ogień krzycząc „Allahu Akbar” (arab. „Bóg jest wielki”).

W szturmie na restaurację uczestniczyło ponad 100 komandosów wspieranych przez pojazdy opancerzone. Napastnicy mieli przetrzymywać ok. 35 zakładników, w tym 20 cudzoziemców; wcześniej udało się uwolnić 12 osób. Policja podała, że w operacji zginęło dwóch funkcjonariuszy.
Podczas wymiany ognia z napastnikami rany odniosło 26 osób, z czego 10 jest w stanie krytycznym – podały źródła medyczne. Wśród poszkodowanych ma być tylko jeden cywil.
Według agencji Associated Press podczas szturmu z wnętrza restauracji dały się słyszeć dwie silne eksplozje.
Kim są zakładnicy?
Jak poinformował Mizanur Rahman Bhuiyan, zastępca szefa policyjnych Batalionów Szybkiego Reagowania (RAB), nie było jasne ilu napastników i zakładników znajduje się w restauracji.

Z pierwszych informacji wynikało, że restauracja została zaatakowana przez 8-9 osób. Włoski ambasador w Bangladeszu Mario Palma powiedział włoskiej telewizji, że wśród przetrzymywanych w restauracji są Włosi. Wcześniej pojawiły się tez informacje, że wśród zakładników są obywatele Indii.

Kto za tym stoi?

Wcześniej Państwo Islamskie (IS), które przyznało się do ataku, umieściło w sieci zdjęcia cudzoziemców, którzy mieli ponieść śmierć podczas ataku na restaurację. Według IS miały zginać 24 osoby, ale policja zaprzecza temu.

Zamachy w 160-milionowym Bangladeszu, kraju głównie muzułmańskim, rozpoczęły się w 2013 roku i nasiliły w dwa lata później. Ich ofiarami padają chrześcijanie, buddyści, hinduiści oraz członkowie muzułmańskich sekt niezwiązanych z sunnizmem, wolnomyśliciele, działacze na rzecz praw homoseksualistów, obywatele obcych państw oraz blogerzy krytykujący islamski fundamentalizm.

Pogarszająca się sytuacja w dziedzinie bezpieczeństwa powoduje, że z Bangladeszu wycofują się zagraniczni inwestorzy, w tym zwłaszcza zachodni producenci odzieży, którzy mają w tym kraju wiele zakładów produkcyjnych.
Żródło info i foto: interia.pl

Francja: Napaść na McDonalda pełnego komandosów

Dwóch rabusiów we Francji nie mogło wybrać gorszego momentu na napad. W McDonaldzie, którego obrabowali, jadł kolację oddział specjalny. Mężczyźni wkroczyli uzbrojeni w broń myśliwską do restauracji sieci McDonald’s w niedzielę wieczorem, gdzie akurat jadło kolację 11 członków specjalnej grupy operacyjnej żandarmerii. Restauracja znajdowała się w centrum handlowym w miejscowości Ecole-Valentin.

Prawie filmowy scenariusz

Napastnicy w restauracji oddali strzały w powietrze, po czym obrabowali kasę. Jak podaje francuski dziennik „Sud Ouest”, w kasie było prawie 2000 euro. Przestępcy pierwsze strzały oddali już przed restauracją. Jak informuje francuski kanał telewizyjny „France Televisions”, kiedy goście usłyszeli pierwsze strzały, sądzili, że jest to zamach i rzucili się w panice do wyjścia, ale wtedy wpadli tam uzbrojeni mężczyźni. Zapis monitoringu pokazuje, jak jeden z mężczyzn groził bronią 35 gościom i 15 pracownikom i rozkazał im rzucić się na ziemię. Drugi opróżnił w tym czasie kasę.

Z zimną krwią

Jak donosi francuska stacja „BFM TV”, siedzący w restauracji komandosi najpierw nie reagowali, aby nie narażać na niebezpieczeństwo innych gości. Kiedy przestępcy zaczęli uciekać, komandosi, szkoleni także na okoliczność porwań i ratowania zakładników, wszczęli pościg. Obezwładnili jednego z mężczyzn, kiedy ten upadł. Drugiego postrzelili i także obezwładnili. Obydwaj przestępcy przebywają jeszcze w szpitalu. Policja wszczęła śledztwo w związku z napadem rabunkowym z użyciem broni.
Żródło info i foto: onet.pl

Dziś wyniki specjalnego audytu w sprawie podłuchiwania polityków

W Komendzie Głównej Policji działała specgrupa do rozpracowania osób biorących udział w podsłuchiwaniu polityków w restauracji Sowa i Przyjaciele – potwierdza to audyt przeprowadzony w Biurze Spraw Wewnętrznych Policji. Jak nieoficjalnie dowiedział się reporter śledczy Radia ZET Roman Osica, z raportu wynika, że policjanci podsłuchiwali dziennikarzy i prawników. W sumie inwigilowanych było prawie 80 osób. Wyniki audytu pozna dziś minister spraw wewnętrznych i administracji.

Specgrupa, na czele której stanął ówczesny szef Biura Spraw Wewnętrznych KGP, otrzymała praktycznie nieograniczone możliwości. Chodziło o to, by dowiedzieć się, kto stoi za głównym podejrzanym w tej sprawie – czyli Markiem Falentą. Aby ukryć sprawę przed prokuraturą i sądami podsłuchy były zakładane w ramach śledztwa dotyczącego napaści na tle rasowym w Białymstoku.

Kilkadziesiąt osób inwigilowano przez rok zakładając podsłuchy na rzekomo osoby nieznane. Jak ustaliliśmy, same nagrania rozmów zostały skasowane. Ślady inwigilacji pozostały jednak w notatkach służbowych. Ustalenia audytorów potwierdzali także członkowie tej grupy. To właśnie z tych źródeł wiadomo, że podsłuchiwano między innymi dziennikarzy piszących o aferze podsłuchowej. Ktokolwiek skontaktował się w tym czasie z Markiem Falentą był natychmiast włączany do grona inwigilowanych – mówi nam jeden z policjantów zaangażowanych w audyt. Wcześniej istnieniu takiej specgrupy zaprzeczał były komendant główny i były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl