Huawei miał podsłuchiwać Holendrów? Nawet premiera

Huawei był w stanie podsłuchiwać wszystkie rozmowy klientów holenderskiego operatora telefonii KPN, w tym samego premiera. Sobotni dziennik „De Volkskrant” ujawnił poufny raport wewnętrzny firmy Capgemini z 2010 r., z którego wynika, że chiński koncern podsłuchiwał klientów największej firmy telekomunikacyjnej w Holandii, w tym członków rządu.

„Huawei miał nieautoryzowany dostęp z Chin do rdzenia sieci komórkowej KPN, w ten sposób podsłuchiwał nieograniczoną liczbę rozmów telefonicznych” – informuje dziennik. Dziennikarze ustalili, że podsłuchiwany był m.in. ówczesny premier Jan Peter Balkenende.

W 2010 r. KPN, wówczas spółka skarbu państwa, kontrolowała ponad połowę rynku telekomunikacyjnego w Niderlandach i daleko w tyle pozostawiała konkurentów Vodafone, T-Mobile i Telfort. Firma miała wówczas 6,5 mln abonentów telefonii komórkowej korzystających z sieci 3G. Rozmowy telefoniczne, smsy i e-maile od milionów Holendrów przechodzą przez sieć KPN dzięki chińskiemu sprzętowi.

Aby obniżyć koszty w 2009 r. szefostwo KPN przekazało zarządzanie sprzętem w ręce techników Huawei. Jednocześnie zlecono firmie Capgemini przeprowadzenie analizy związanego z tym ryzyka.

Wnioski z raportu zostały całkowicie utajnione, obawiano się bowiem, że mogą doprowadzić do upadku firmy.

„Jeżeli ustalenia audytorów staną się publicznie znane (…), należy wziąć pod uwagę możliwość, że rządy i środowisko biznesowe masowo przestawią się na innego dostawcę. Działalność KPN będzie wtedy poważnie zagrożona” – cytuje raport Capgemini dziennik.

W marcu okazało się natomiast, że od 2011 roku Huawei miał dostęp do danych przeszło 2 mln klientów holenderskiego operatora telefonii komórkowej Telfort. Firma mogła je także bez problemu transferować do Chin.

Holenderski wywiad już w 2008 r. był zaniepokojony chińskim szpiegostwem, mimo tego holenderskie firmy telekomunikacyjne dużo inwestują w sprzęt chińskiej firmy technologicznej. Jest on znacznie tańszy od konkurentów takich jak Nokia czy Ericsson.

Holenderski rząd zdecydował w 2019 roku, że Huawei nie będzie dostawcą najbardziej wrażliwych części budowanej sieci 5G.
Źródło info i foto: forsal.pl

Polacy zaatakowani w pubie w Wielkiej Brytanii

Kilku Polaków na co dzień mieszkających w Wielkiej Brytanii zostało zaatakowanych w jednym z pubów. Powodem agresji ze strony pary siedzącej przy innym stoliku były ich rozmowy w języku polskim. W ostatni weekend rząd Wielkiej Brytanii po kilkumiesięcznej przerwie zezwolił na ponowne otwarcie pubów i restauracji. Z tego powodu obiekty te były licznie odwiedzane przez mieszkańców, którzy długo wyczekiwali tego momentu.

Wraz z poluzowaniem obostrzeń, grupa mieszkających w Wielkiej Brytanii Polaków postanowiła udać się do jednego z pubów w Bristolu. Fakt, iż nasi rodacy rozmawiali w języku polskim nie spodobał się parze siedzącej w sąsiednim stoliku. Efektem tego była sprzeczka, w której najbardziej została poszkodowana 36-letnia Anna – relacjonuje portal www.polishexpress.co.uk. Napaść zakończyła się zniszczeniem okularów Polki.

Kobieta w swoich mediach społecznościowych opisała całą sytuację. – To stało się podczas naszej pierwszej nocy w pubie. Po tym, jak dziewczyna zaatakowała moją przyjaciółkę poproszono nas, abyśmy wyszli i nikt nie zadał sobie trudu, aby ustalić co się stało – opisuje Polka.

Do sieci trafiło nagranie

Jedna z kobiet, które brały udział w szarpaninie nagrała moment sprzeczki. Nagranie pojawiło się w sieci. 36-latka zdradziła, że sprawa została już zgłoszona na policję, a funkcjonariusze nakazali jej usunięcie nagrania z Facebooka, gdzie jako pierwsze zostało wrzucone.

Na filmie, który został wrzucony na Twittera widać, jak ochrona wyprasza agresywną parę, która ostentacyjnie odnosiła się do naszych rodaków. Niedługo potem, zgodnie z relacją poszkodowanej wyproszono również Polaków, nie pytając nawet o przyczynę zajścia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Chile: Pedofilski skandal wśród księży. Papież Franciszek rozpoczyna rozmowy z biskupami

Papież Franciszek rozpoczyna we wtorek rozmowy z wezwanymi przez niego do Watykanu biskupami z Chile na temat skandalu pedofilii w tamtejszym Kościele. Przed spotkaniami biskupi oświadczyli, że przybyli do Rzymu „w bólu i z poczuciem wstydu”.

Franciszek zaprosił cały episkopat Chile by z hierarchami przez trzy dni omawiać sytuację, do jakiej doszło w tym kraju w związku z ujawnionym skandalem nadużyć i przypadków ich tuszowania. Ich skalę i okoliczności opisał w sporządzonym dla papieża raporcie jego specjalny wysłannik arcybiskup Charles Scicluna.

„Prośba o przebaczenie jest dla nas wielkim imperatywem moralnym” – zapewnili w przeddzień pierwszych poufnych rozmów sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Chile biskup Fernando Ramos i biskup Juan Ignacio Gonzales z diecezji San Bernando.

Na konferencji prasowej w Radiu Watykańskim bp Ramos powiedział: „Nasza postawa w tym momencie to ból i wstyd, bo są ofiary, osoby, które ucierpiały z powodu wykorzystywania w środowisku kościelnym, gdzie nigdy nie powinno dojść do nadużyć władzy i na tle seksualnym”.

Hierarchowie przyznali, że nie wiedzą, jakie kroki podejmie papież i czy niektórzy chilijscy biskupi przybyli do Rzymu z dymisją gotową do złożenia. Nie wykluczyli, że jest to możliwe. Podkreślili zarazem, że są przygotowani na każde rozwiązanie, w tym usunięcie odpowiedzialnych za tuszowanie nadużyć i wypłatę odszkodowań ofiarom.

Przed rozpoczęciem tego spotkania, uważanego przez watykanistów za kluczowe dla wysiłków Kościoła na rzecz walki z pedofilią, religijny portal „Il Sismografo” rozpowszechnił nową wypowiedź Franciszka na ten temat z zaprezentowanego na festiwalu w Cannes filmu dokumentalnego o nim w reżyserii Wima Wendersa.

W filmie papież powiedział: „W obliczu pederastii konieczna jest zerowa tolerancja. Kościół musi karać zamieszanych w to księży, a biskupi muszą usuwać z funkcji kapłańskich księży, którzy cierpią na tę chorobę, tę skłonność i mają towarzyszyć rodzicom w zgłaszaniu tego w sądach cywilnych”.

„Dla tej kwestii nie ma innego wyjścia. Zatem zerowa tolerancja, bo jest to zbrodnia, a nawet gorzej: to tak, jakby zostawić przy życiu, ale zniszczonym” – powiedział Franciszek w filmie niemieckiego reżysera.

Na początku maja u papieża gościli trzej mężczyźni, którzy w 2010 r. postawili publicznie zarzuty pedofilii 87-letniemu dziś księdzu z Chile Fernando Karadimie. Ich relacje i wspomnienia będą miały kluczowe znaczenie dla decyzji, które podejmie papież przede wszystkim wobec obecnego biskupa diecezji Osorno w Chile Juana Barrosa, którego mianował w 2015 roku. Jest on oskarżany o to, że przed laty tuszował czyny ukaranego przez Kościół i żyjącego w odosobnieniu księdza Karadimy, przedstawianego przez jego ofiary i media jako „seryjny pedofil”.
Źródło info i foto: interia.pl

Przesunięto przesłuchania kluczowych świadków przed komisją śledczą Amber Gold

O 2 tygodnie przesunięte zostały przesłuchania dwóch kluczowych świadków przed komisją śledczą wyjaśniającą aferę Amber Gold. ​Chodzi o byłego koordynatora służb specjalnych Jacka Cichockiego oraz byłego szefa CBA Pawła Wojtunika – informuje dziennikarz RMF FM Marek Balawajder.

Powodem opóźnienia jest odejście z komisji nowej rzecznik rządu Joanny Kopcińskiej oraz wybranego na szefa gabinetu premiera Marka Suskiego.

Po Nowym roku dojdzie do uzupełnienia składu komisji o dwóch posłów. Obecnie trwają rozmowy – to jest decyzja władz klubu PiS – te rozmowy trwają, myślę, że w najbliższych dniach będziemy mogli państwu tę decyzję podać – powiedziała przewodnicząca komisji śledczej Małgorzata Wasserman w rozmowie z RMF FM.

Cichocki i Wojtunik mieli zostać przesłuchani na początku stycznia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były doradca Baracka Obamy odpiera zarzuty prezydenta USA. Nie było podsłuchiwania?

– Żadne podsłuchiwanie rozmów telefonicznych prezydenta-elekta Donalda Trumpa i jego sztabu wyborczego nie miało miejsca – oświadczył w telewizji NBC James Clapper, b. dyrektor wywiadu narodowego (DNI) i b. doradca prezydenta Baracka Obamy. – Gdyby tak było, wiedziałbym o tym – dodał. To reakcja na wniosek Białego Domu skierowany do Kongresu o zbadanie, czy administracja Obamy nie nakazała założenia na czas kampanii wyborczej podsłuchu w rezydencji Trumpa w Nowym Jorku. „Jak nisko prezydent Obama upadł, by podsłuchiwać moje telefony w czasie uświęconego procesu wyborczego” – komentował na Twitterze Trump.

Jak sprawę komentuje Barack Obama?

Rzecznik Obamy stanowczo zdementował, aby jakikolwiek przedstawiciel Białego Domu za poprzedniej prezydentury nakazał inwigilację jakiegokolwiek amerykańskiego obywatela. „Każda sugestia, że było inaczej, jest fałszywa” – oświadczył Kevin Lewis w zwięzłym komunikacie dla mediów.

Co o zarzutach Trumpa mówi FBI?

Szef FBI James Comey uznał zarzuty za „nieusprawiedliwioną insynuację” – pisze „The New York Times”. Comey miał się zwrócić o sprostowanie całej sprawy do ministerstwa sprawiedliwości, ale resort ten nie wydał jeszcze żadnego oświadczenia. Zdaniem dyrektora FBI twierdzenie, że wywiad założył podsłuch w Trump Tower, zakłada, że Federalne Biuro Śledcze dopuściło się złamania prawa – zaznacza „NYT”.

Co o podsłuchach pisał Donald Trump?

Prezydent wskazywał na Twitterze, że podsłuchiwane były „linie w Trump Tower”, czyli jego nowojorskim drapaczu chmur, w którym ma też apartament. Dodał, że podsłuch założono w październiku, czyli krótko przed wyborami, które odbyły się 8 listopada. Sugerował też, że jest to „duża sprawa” do wygrania przez dobrego prawnika. Prezydent na poparcie swych tez nie przedstawił żadnych dowodów; o ich przedstawienie zwrócili się do Białego Domu kongresmani zarówno Republikanów, jak i Demokratów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

FBI bada podsłuchane rozmowy między doradcami nowego prezydenta USA a Rosją

FBI, CIA i inne amerykańskie agendy rządowe badają zapisy podsłuchanych rozmów oraz powiązania biznesowe między współpracownikami prezydenta USA Donalda Trumpa i władzami Rosji – informuje „New York Times”. Śledztwo dotyczy co najmniej trzech doradców Trumpa z kampanii wyborczej i ich możliwych powiązań z władzami Rosji.

Chodzi o byłego szefa kampanii Paula Manaforta, biznesmena i byłego doradcę ds. polityki zagranicznej Cartera Page’a oraz republikańskiego lobbystę i konsultanta politycznego Rogera Stone’a.

Nie wiadomo, czy podsłuchy mają związek z kampanią Trumpa przed wyborami prezydenckimi w listopadzie 2016 roku czy z samym Trumpem, a także czy wszczęte śledztwo jest powiązane z dochodzeniem w sprawie cyberataków na instytucje Partii Demokratycznej i innych prób zakłócenia wyborów. Niejasne jest również, którzy przedstawiciele rosyjskich władz zostali objęci śledztwem i jakie rozmowy zostały podsłuchane.

„NYT” podkreśla, że dochodzenie prowadzone wobec osób z otoczenia Trumpa nie ma związku z notatkami byłego funkcjonariusza brytyjskiego wywiadu o rzekomych kompromitujących prezydenta elekta materiałach będących w posiadaniu rosyjskich służb.

Śledztwem kieruje FBI przy wsparciu Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), CIA i departamentu ministerstwa finansów ds. przestępstw finansowych.
Żródło info i foto: wp.pl

Prokuratura w Polskim Związku Lekkiej Atletyki

Prokuratura Regionalna w Warszawie prowadzi śledztwo w sprawie korupcji w Polskim Związku Lekkiej Atletyki. Chodzi o wart kilkaset milionów złotych program budowy stadionów lekkoatletycznych w Polsce. Portal tvp.info dotarł do nieznanego nagrania rozmowy wiceprezesa PZLA z jednym z przedsiębiorców. Lekkoatletyczny działacz mówi na nim, że Związek może pomagać w wygrywaniu przetargów.

– Postępowanie prowadzone jest w sprawie wejścia w porozumienie, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, w okresie lat 2011-2015 w Warszawie działaczy Polskiego Związku Lekkoatletyki, z przedstawicielami producentów nawierzchni lekkoatletycznych – mówi prokurator Agnieszka Zabłocka – Konopka, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Dwa sposoby

Chodzi o wymyślony za czasów rządów PO – PSL, wart kilkaset milionów złotych, program budowy stadionów lekkoatletycznych. Pieniądze na ten cel przyznawało Ministerstwo Sportu i Turystyki. O granty mogły ubiegać się samorządy czy szkoły wyższe. Ministerialne dotacje można było dostać w dwojaki sposób. Albo budując stadion treningowy – wtedy maksymalna subwencja wynosi 1,2 mln zł, albo stadion certyfikowany, na którym można rozgrywać różnego rodzaju zawody sportowe pod auspicjami PZLA, np. Mistrzostwa Polski czy Ogólnopolską Olimpiadę Młodzieży.

Ta druga dotacja była o wiele większa. Samorządy czy szkoły mogły bowiem dostać ponad 30 proc. wartości całej inwestycji. Ale z godnie z wytycznymi wymyślonymi za czasów rządów PO – PSL przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, projekt takiego obiektu musiał być konsultowany z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. Bez tych uzgodnień nie można było dostać dotacji na budowę stadionu certyfikowanego.

I właśnie budowa tych boisk interesuje prokuraturę. Śledczy podejrzewają, że większość przetargów w latach 2009-2015 na budowę stadionów lekkoatletycznych mogła być ustawiana pod konkretnych producentów bieżni z Włoch i Szwajcarii. Prokuratorzy wyjaśniają teraz czy wpływ na to miał PZLA, z którym samorządy uzgadniały projekt stadionu. Samorządowcy, z którymi rozmawiał portal tvp.info mówią, że wpisywali do specyfikacji przetargowej to, co chciał Związek.

Postępowanie prowadzone jest w sprawie wejścia w porozumienie, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej Zbigniew Polakowski, wiceprezes PZLA twierdzi, że Związek nie robił niczego złego. Nie wspierał żadnej konkretnej nawierzchni czy producenta. – Mamy prawo zawężać parametry – przekonuje.

Nagrany wiceprezes PZLA

Portal tvp.info dotarł do nagrania rozmowy wiceprezesa PZLA z przedsiębiorcą, który wygrał przetarg na budowę stadionu lekkoatletycznego w Rybniku w 2013 roku. Rozmowa nie jest znana prokuraturze.

Rybnik otrzymał 1 mln zł dotacji z Ministerstwa Sportu na budowę obiektu, który nie miał być certyfikowany. Dzięki temu urzędnicy nie musieli uzgadniać projektu z PZLA. Rozmowa, do której dotarł portal tvp.info została zarejestrowana kilkanaście dni po rozstrzygnięciu przetargu w Rybniku. W jednej z restauracji w Żywcu spotkali się Zbigniew Polakowski, wiceprezes PZLA i przedstawiciel zwycięskiej firmy ze Śląska. W spotkaniu wziął też udział Konrad S. z firmy instalującej nawierzchnie włoskiego producenta. Biznesmen jest znany organom ścigania.

W 2010 roku Konrad S. został oskarżony przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie o oferowanie korzyści majątkowej urzędnikom za wygranie przetargów, m.in. na modernizację stadionów lekkoatletycznych, należących do Centralnego Ośrodka Sportu, w Wałczu i Spale. W sumie śledczy postawili mu sześć zarzutów.

Poważne zarzuty

W jednym z nich czytamy: „Konrad S. obiecał udzielić Krzysztofowi S. – pełniącemu funkcję publiczną dyrektora naczelnego Centralnego Ośrodka Sportu w Warszawie oraz Tadeuszowi M. pełniącemu funkcję publiczną zastępcy dyrektora naczelnego Centralnego Ośrodka Sportu w Warszawie korzyść majątkową (…) w zamian za przekroczenie uprawnień w celu wyboru firmy na wykonanie projektu i modernizacji stadionu lekkoatletycznego w Wałczu”. W kolejnym zarzucie postawionym Konradowi S. prokurator pisze: „Obiecał udzielić Krzysztofowi S. – pełniącemu funkcję publiczną dyrektora naczelnego Centralnego Ośrodka Sportu w Warszawie korzyść majątkową w zamian za przekroczenie uprawnień w celu wyboru firmy na wykonanie projektu i modernizacji stadionu lekkoatletycznego w Spale”.

Zdaniem prokuratury Konrad S. nie tylko obiecywał, ale też wręczał urzędnikom łapówki. „W zamian za podjęcie się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w Ośrodku Sportu i Rekreacji Targówek (…) udzielił Arkadiuszowi Ż. korzyść majątkową w postaci pieniędzy w kwocie co najmniej 60 tysięcy” – napisała w akcie oskarżenia Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

W 2009 roku o interesach Konrada S. pisał Cezary Gmyz w „Rzeczpospolitej”, w artykule „Kłopoty króla orlików”: „Sprawa korupcji przy budowie obiektów sportowych wyszła przy okazji afery byłego ministra sportu Tomasza Lipca”. Sprawa Konrada. S. jest obecnie w sądzie karnym. Wróćmy jednak do spotkania w Żywcu. Biorą w nim udział Polakowski, Konrad S. i przedsiębiorca ze Śląska.

Przedsiębiorca – No właśnie?

Polakowski: – Trzeba sprawę załatwić… Krótko, zwięźle powiem panu. Polski Związek Lekkiej Atletyki i Europejska Federacja Lekkiej Atletyki nie jest zainteresowana tym, żeby tutaj jakaś wykładzina chińska była kładziona. W ogóle do Polski no…

Wiceprezes PZLA wyjaśnia też, dlaczego na spotkanie zabrał Konrada S. Tłumaczy, że jest on przedstawicielem włoskiego producenta bieżni. – Ja bym chciał, żebyście się co do ceny dogadali. (…) A poza tym my też siedzimy w przetargach i my też możemy wam wspomóc – mówi Polakowski. Mimo nagabywań wiceprezesa PZLA, przedsiębiorca ze Śląska nie chce zgodzić się na włoską nawierzchnię. Tłumaczy, że ma już umowę w tej sprawie z inną firmą. Wtedy Polakowski zaczyna grozić: – My, Polski Związek Lekkiej Atletyki, będziemy robić problemy.

Ja bym chciał, żebyście się co do ceny dogadali. (…) A poza tym my też siedzimy w przetargach i my też możemy wam wspomóc

óźniej rozmowa przybiera inny ton. Wiceprezes PZLA próbuje przekonać przedsiębiorcę do instalacji nawierzchni M. w inny sposób.

Polakowski: – W tym roku będzie bardzo dużo obiektów w Polsce budowanych.

Przedsiębiorca: – No właśnie mówił pan, panie prezesie, przez telefon.

Polakowski: – I tak zrobimy, żebyście wy na przykład taki przetarg mogli wygrać!!

Konrad S.: – Nie byłoby problemu, żebyśmy te obiekty tutaj na pana terenie robili razem.

Przedsiębiorca: – Jestem za małą firmą, by konkurować z wami w Polsce. Polakowski: – Ale chodzi o ten teren. Będzie robiony na przykład stadion w Gliwicach.

Ale i ta propozycja nie przekonuje właściciela firmy ze Śląska. Po godzinie panowie opuszczają lokal w Żywcu. Niemal przed samym wyjściem wiceprezes PZLA pyta jeszcze przedsiębiorcę: – To jak, dogadacie się jakoś? . Ale i tym razem dostał odmowę.
Nie wiem, nie pamiętam

O rozmowę z Żywca zapytaliśmy Polakowskiego. – Nie wiem, nie mogę teraz panu powiedzieć, o co chodziło. To było tak dawno – odparł.

Podczas spotkania mówił pan, że pomożecie przedsiębiorcy wygrać przetarg.

– Nie rozumiem. Trudno mi się w tej chwili do tego odnosić, bo było to bardzo dawno temu. Rozmowę pamiętam, ale jej szczegółów nie – odpowiada Polakowski.

Konrad S: – Nie mam zamiaru rozmawiać z panem na ten temat.

Prok. Agnieszka Zabłocka – Konopka, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie: – Dotychczas nikomu nie przedstawiono zarzutów. Ze względu na obowiązującą tajemnicę śledztwa, bliższe dane dotyczące podejmowanych czynności procesowych nie mogą być obecnie przedmiotem informacji medialnych.
Żródło info i foto: TVP.info

Nadia Sawczenko nie chce wymiany na oficerów rosyjskiego specnazu

Po skazaniu przez ukraiński sąd dwóch oficerów rosyjskiego specnazu oskarżonych o terroryzm pojawiły się informacje, że Kijów może chcieć wymienić ich na Nadię Sawczenko. Prezydenci Wiktor Poroszenko i Władimir Putin rozmawiali nawet o tym przez telefon. Lotniczka wykluczyła jednak możliwość wymiany.

W poniedziałek kapitan Jewgienij Jerofiejew i jego podkomendny sierżant Aleksandr Aleksandrow zostali skazani na 14 lat więzienia za „akty terroru”. Do ukraińskiej niewoli dostali się w maju 2015 roku podczas walk w obwodzie ługańskim.

Kreml idzie w zaparte

Prokuratura argumentowała, że zatrzymani są żołnierzami brygady sił specjalnych (specnazu) rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU z miasta Togliatti nad Wołgą. Moskwa kategorycznie temu zaprzeczyła. Wyjaśniła, że żołnierze zwolnili się z wojska i na własną rękę pojechali wspierać prorosyjskich separatystów.

Dla Jerofiejewa i Aleksandrowa zażądano po 15 lat więzienia i przepadek mienia. Ostatecznie sąd skazał ich na 14 pozbawienia wolności. Po ogłoszeniu wyroku w tej sprawie adwokat Sawczenko Ilja Nowikow zdradził, że prowadzone są rozmowy, by wymienić rosyjskich żołnierzy na ukraińską pilotkę i deputowaną. Ona sama zapewnia, że nie skorzysta z takiej możliwości.

Nie spytają o zdanie

Rosyjska agencja RIA Nowosti zacytowała wypowiedź Nowikowa, który miał powiedzieć, że jeżeli wymiana zostanie uzgodniona, nikt nie będzie pytał jego klientki o zdanie.

W poniedziałek wieczorem agencja Reutera poinformowała, że Poroszenko i Putin odbyli rozmowę telefoniczną i jednym z poruszonych tematów była przyszłość Sawczenko oraz ewentualna wymiana jej na Jerofiejewa i Aleksandrowa.

Ukraińska lotniczka przebywa w rosyjskiej niewoli od niemal dwóch lat. Obecnie czeka na przewiezienie do łagru, gdzie ma odbyć wyrok 22 lat za rzekomy współudział w zabójstwie dwóch rosyjskich dziennikarzy. Sawczenko prowadzi suchą głodówkę i jej stan gwałtownie się pogarsza.
Żródło info i foto: TV.info

Szczegóły zbrodni dokonanej przez Kajetana P. „Zabił, bo chciał pozbyć się słabości”

– Podejrzany wskazał, że od wielu lat targały nim sprzeczne emocje, chciał pozbyć się słabości. Kilka lat temu uznał, że musi wybrać drogę samodoskonalenia i tą drogą szedł. Doskonalił się fizycznie i intelektualnie. Prowadził intensywne ćwiczenia fizyczne, głodówki, zerwał kontakty z rodziną. Usiłował pozbyć się przekonania, że życie ludzkie jest więcej warte niż życie świni czy komara – powiedział Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przedstawiając wyjaśnienia Kajetana P., które ten złożył podczas przesłuchań.

– Kajetan P. podjął decyzję o zabójstwie na miesiąc lub dwa przed jego dokonaniem – stwierdził Nowak. – Uznał, że to powinna to być osoba obca, lektor języka, bo będzie miał z nią nić porozumienia i będzie wzbudzał zaufanie. – dodał.

Jak tłumaczył Nowak, z zeznań Kajetana P. wynika, że wybór ofiary był całkowicie przypadkowy, jej telefon znalazł na stronie internetowej. – Nie było tam jej zdjęcia, to zdecydowało o wyborze. Twierdzi, że nie chciał widzieć jak wygląda jego przyszła ofiara – tłumaczył rzecznik.

– Jedyny kontakt z Katarzyną P. to była rozmowa telefoniczna – dodał Nowak.

– Zwolnił się z pracy o godz. 10, tramwajem udał się do pokrzywdzonej, przyszedł z nożem, piłą i torbą. Wszedł do mieszkania, zamienili kilka zdań. Katarzyna J. zaproponowała herbatę. Podejrzany pozbawił ją życia za pomocą noża, w innym pomieszczeniu odciął głowę, ciało spakował do dwóch toreb, zamówił taksówkę i odjechał w stronę Bielan. Potem zamówił drugą taksówkę, co miało utrudnić dotarcie do niego. Mamy nagrania z rozmów z centralą. Jak mówił, w tym momencie wszystko się posypało – torba zaczęła przeciekać, taksówkarz zaczął pytać, zauważyła go sąsiadka… Uznał, że zaraz przyjedzie policja i postanowił, że ucieka. Podpalił torbę chcąc wywołać pożar, aby zatrzeć ślady – przytaczał wyjaśnienia Kajetana P. rzecznik prokuratury.

Kajetan P. chciał dotrzeć do Tunezji lub Libii, by tam żyć na pustyni. Twierdzi, że nie planował kolejnej zbrodni, ale wyznał, że potrzeba „walki ze słabościami” była tak duża, iż zrobiłby to jeszcze raz.

– Pytany o to, czy żałuje zbrodni, odparł, że nie żałuje. Nie chciał jednak nikomu zadawać bólu czy cierpienia – stwierdził Nowak.

Kajetan P. podejrzewany jest o zabójstwo, do którego doszło 3 lutego 2016 r. w Warszawie. W jednym z mieszkań na warszawskim Żoliborzu, wezwani do pożaru strażacy znaleźli w nadpalonym worku ciało młodej kobiety. Było okaleczone. Odciętą głowę odnaleziono w plecaku, w tym samym mieszkaniu. Z dotychczasowych ustaleń prokuratury wynika, że mężczyzna zabił Katarzynę J. w lokalu na Woli, a następnie przewiózł jej ciało do wynajmowanego przez siebie mieszkania na Żoliborzu.

Zamordowana przez Kajetana P. 30-letnia kobieta była nauczycielką języka włoskiego. Ciało Katarzyny J. mężczyzna przewiózł taksówką do wynajętego lokalu przy ul. Potockiej. Zwłoki znajdowały się w worku, a gdy kierowca zwrócił uwagę na sączącą się krew, 27-latek miał stwierdzić, że przewozi „tuszę dzika”. Młody bibliotekarz uciekając, chciał dostać się do Tunezji. Przez Niemcy i Włochy dotarł na Maltę, gdzie 17 lutego został zatrzymany. 27 lutego Kajetan P. usłyszał zarzut zabójstwa Katarzyny J. Przyznał się do popełnienia tej zbrodni.
Żródło info i foto: wp.pl

Europa wciąż zagrożona atakami terrorystycznymi.

Premierzy Belgii i Francji, Charles Michel i Manuel Valls, zapowiedzieli po rozmowach w Brukseli, zacieśnienie współpracy obu krajów w zwalczaniu terroryzmu. Valls ostrzegł, że kolejny atak terrorystyczny w Europie jest jedynie kwestią czasu. W rozmowach uczestniczyli ministrowie spraw wewnętrznych oraz wysocy rangą funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości i wywiadu Francji i Belgii.

Jak informuje agencja AFP, głównym celem rządów obu krajów jest zademonstrowanie woli wspólnego przeciwdziałania terroryzmowi po tragicznych atakach terrorystycznych w Paryżu z 13 listopada ub. r., w których zginęło ponad 130 osób. Doszło po nich do cierpkich wypowiedzi z obu stron, które spowodowały wzajemne urazy, kiedy okazało się że zamachowcy przygotowywali zamachy w Belgii, gdzie mieszkał m. in. uważany za ich przywódcę Abdelhamid Abaud.

Nie ma czegoś takiego jak zerowe ryzyko (zamachów) – powiedział Michel na wspólnej konferencji prasowej. Dodał, że cała Europa stoi w obliczu „nowego poziomu zagrożenia”, które wymaga szybkiego przeciwdziałania.

Musimy zacieśnić naszą współpracę we wszystkich dziedzinach: wywiadu, policji, wymiaru sprawiedliwości – podkreślił Valls. Wezwał do podjęcia działań na szczeblu Unii Europejskiej, m. in. poprzez wymianę informacji o pasażerskim ruchu lotniczym, systematyczne kontrole podróżnych wewnątrz strefy Schengen i utworzenie służby ochrony zewnętrznych granic UE.

Michel wskazał na konieczność powszechnego obowiązku stosowania paszportów biometrycznych oraz wykorzystania zaawansowanych technologii do walki z terrorystami w internecie.
Żródło info i foto: RMF24.pl