USA: Gigantyczna kaucja za wypuszczenie z aresztu Dereka Chauvina, policjanta, który zabił George’a Floyda

Derek Chauvin, były policjant oskarżony o morderstwo George’a Floyda, po raz pierwszy pojawił się – poprzez połączenie internetowe – na rozprawie w sądzie hrabstwa Hennepin. Sędzia wyznaczyła wobec mężczyzny dwie kaucje w wysokości 1 i 1,25 mln dolarów. Derek Chauvin, który przebywa obecnie w więzieniu Oak Park Heights, w poniedziałek po raz pierwszy uczestniczył w rozprawie przed w sądem hrabstwa Hannepin. Z byłym policjantem połączono się za pośrednictwem internetu.

Chauvin, który przez dziewięć minut klęczał na szyi George’a Floyda, co doprowadziło do śmierci 46-latka, początkowo został oskarżony o morderstwo trzeciego stopnia. W środę prokurator generalny Minnesoty Keith Ellison poinformował o podniesieniu poziomu zarzutów do morderstwa drugiego stopnia, czyli morderstwa wobec którego istnieją dowody, że zostało dokonane ze świadomością konsekwencji czynu, ale nie było planowane. Zarzut ten wiąże się z karą do 40 lat więzienia.

Jak informuje Huffington Post, w trakcie poniedziałkowej rozprawy sędzia Jeannice Reding, na wniosek prokuratora, podwyższyła wysokość bezwarunkowej kaucji wyznaczonej wobec oskarżonego z 1 do 1,25 mln dolarów. Chauvin będzie mógł opuścić areszt również po wpłaceniu miliona dolarów, jednak wówczas będzie musiał spełnić dwa warunki: nie kontaktować się z rodziną zmarłego Floyda oraz nie opuszczać stanu Minnesota bez pozwolenia.

Prokurator Matthew Frank stwierdził w rozmowie z telewizją z NBC, że podwyższenie kaucji było koniecznie, ponieważ nastroje panujące w opinii publicznej w związku ze sprawą Floyda, a także rodzaj postawionych Chauvinowi zarzutów, sprawiają, że „mogłoby zaistnieć wysokie ryzyko ucieczki oskarżonego”.

Śmierć 46-letniego Afroamerykanina doprowadziła do protestów w całych Stanach Zjednoczonych oraz innych krajach Europy, Azji czy w Australii. George Floyd zginął 25 maja podczas próby zatrzymania. 46-latek był podejrzany o próbę zapłacenia fałszywym banknotem 20-dolarowym. Jeden z policjantów przez ponad osiem minut naciskał na kark zatrzymanego. Sekcja zwłok wykazała, że takie działanie funkcjonariusza było bezpośrednią przyczyną śmierci mężczyzny. George Floyd zostanie pochowany we wtorek 9 czerwca w Houston.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Były senator Stanisław Kogut wnioskuje o zwolnienie z aresztu

W obliczu epidemii koronawirusa wiele państw zwalnia część więźniów do domów. – Stanisław Kogut cierpi na wiele chorób i jest w grupie wysokiego ryzyka zakażenia koronawirusem – pisze obrońca byłego senatora i apeluje o zwolnienie polityka z aresztu.

Problem zakażeń koronawirusem w więzieniach jako pierwsze podniosły Włochy. Później kolejne kraje analizowały to zagrożenie, a nawet zaczęły zwalniać osadzonych – którzy nie mieli wysokich wyroków – na wolność. „20 tysięcy więźniów w Polsce również może uniknąć pobytu w zakładzie karnym z powodu koronawirusa. Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt ustawy o wypuszczeniu niektórych skazańców i objęciu ich dozorem elektronicznym” – podało RMF FM.

Teraz media donoszą, że o zwolnienie byłego senatora Prawa i Sprawiedliwości Stanisława Koguta wystąpił do katowickiej prokuratury pełnomocnik mężczyzny. „Ze względu na sytuację epidemiologiczną wnioskujemy do prokuratury o zwolnienie z aresztu, by uniknąć dramatycznych skutków” – argumentuje mecenas Paweł Śliz, obrońca Koguta cytowany przez „Gazetę Wyborczą”. „Mój klient ma chore nerki, cukrzycę, a w związku z nią retinopatię cukrzycową. Wymaga regularnych zastrzyków do wnętrza gałki ocznej, bo w przeciwnym razie może stracić wzrok” – dodaje Śliz.

Przypomnijmy, że w styczniu Stanisław Kogut został zatrzymany przez CBA. Wraz z nim służby zatrzymały także szefową małopolskiego PFRON, radną Martę M.

W grę wchodzi łączna kwota sięgająca 3 mln zł. Jak się dowiedzieliśmy, Marta M. w czasie pracy w Funduszu, którą miał jej załatwić Kogut, otrzymywała bardzo wysokie nagrody.
Źródło info i foto: wp.pl

Policjanci wspierają w utrzymaniu kwarantanny

Resort zdrowia wdrożył ścisły nadzór nad osobami objętymi kwarantanną domową. Umundurowani policjanci wspierając służby sanitarne będą przynajmniej raz na dobę sprawdzać, czy osoby te znajdują się w miejscu kwarantanny oraz czy nie potrzebują pomocy. Zebrane informacje będą przekazywane do służb sanitarnych i wojewodów. Sprawdzenie ma się odbywać w miarę możliwości w pobliżu miejsca kwarantanny, głównie telefonicznie za pomocą służbowego telefonu komórkowego, z odległości umożliwiającej potwierdzenie pobytu osoby w wyznaczonym miejscu – bez bezpośredniego kontaktu z osobami poddanymi kwarantannie. Kontakt z policjantami ma zapewnić bezpieczeństwo zarówno funkcjonariuszom jak i osobom objętym kwarantanną.

Każdy pacjent objęty kwarantanną domową musi być odpowiedzialny i nie narażać innych na ryzyko. Przypominamy, że złamanie kwarantanny podlega karze.

Funkcjonariusze, którzy będą sprawdzali miejsce pobytu osób przebywających w kwarantannie domowej nie będą mieli z nimi bezpośredniego kontaktu, nie będą wchodzić do domu czy mieszkań. Zawsze będą to umundurowani policjanci, którzy wcześniej w miarę możliwości w pierwszej kolejności będą kontaktowali się telefonicznie za pomocą służbowego telefonu komórkowego, z odległości umożliwiającej potwierdzenie pobytu osoby w wyznaczonym miejscu – by potwierdzić, że dana osoba jest w domu i zapytać czy potrzebują pomocy lub wsparcia.

Rozwiewając wątpliwości, co do wyposażenia funkcjonariuszy w specjalne stoje ochronne, przypominamy, że wyposażeni są w nie funkcjonariusze czy ratownicy, którzy mają bezpośredni kontakt z osobami zarażonymi, czy badanymi. W każdym przypadku, gdy zajdzie potrzeba bezpośredniego kontaktu z osobami objętymi kwarantanną policjanci będą postepować zgodnie z wytycznymi inspektorów sanitarnych. Z kolei w przypadku kontroli autobusów itp. w specjalne uniformy wyposażeni są Ci funkcjonariusze, którzy wchodzą do autobusów i mają bezpośredni kontakt z przewożonymi osobami.

Apelujemy o rozsądek. Jeśli jesteśmy objęci kwarantanną, to mamy obowiązek być w miejscu kwarantanny!
Źródło info i foto: Policja.pl

Strzelanina w szkole w Brześciu Kujawskim. Woźny złamał zakaz, by ratować dzieci

– Woźny pobiegł na piętro mimo strzałów i ryzyka. Złamał mój zakaz, ale chciał ratować dzieci – mówi dyrektorka podstawówki w Brześciu Kujawskim, w której były uczeń urządził strzelaninę. Dodaje, że napastnik był w przeszłości bardzo spokojnym chłopcem.

Wczoraj do szkoły podstawowej w Brześciu Kujawskim wtargnął 18-letni Marek N. – były uczeń tej placówki. Oddał kilka strzałów i użył przygotowanych wcześniej materiałów wybuchowych. Ranne zostały sprzątaczka i 11-letnia uczennica. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób.

– Mam fioła na punkcie bezpieczeństwa dzieci. W zeszłym roku wszyscy nauczyciele i osoby pracujące w szkole były szkolone przez dwóch emerytowanych wojskowych, którzy uczestniczyli w akcjach w Afganistanie. Szkolenia dotoczyły właśnie takich sytuacji. Wydawało mi się, że jesteśmy przygotowani… Szkoła ma dwa wejścia – główne i boczne. Panie woźne pełnią dyżury przy tych wejściach. Drzwi są zamknięte. Można wejść tylko wtedy, gdy panie te drzwi otworzą. Dodatkowo trzeba wpisać się do księgi wejść. Rodzice mieli czasami pretensje, że nie mogą swobodnie wejść do obiektu, ale bezpieczeństwo dzieci jest dla nas zadaniem priorytetowym. Nie uchroniliśmy jednak uczniów przed tą sytuacją… – mówi dyrektor szkoły podstawowej z oddziałami gimnazjalnymi Danuta Kuczyńska.

Dodaje, że analizowane są dwie hipotezy odnośnie do tego, w jaki sposób były uczeń mógł wejść niezauważony do placówki.

– Jedna z przyjętych hipotez dotyczy tego, że wszedł przez dach, a druga, że przez mniejszy daszek. Wejście przez dach tłumaczyłoby to, że znalazł się na drugim piętrze. Od dachu teoretycznie można wejść do budynku przez uchylone okno – podkreśla Kuczyńska.

Mówi, że nie ma żadnej wiedzy o tym, jakoby Marek N. miał ostrzegać kogokolwiek ze szkoły bądź jego bliskich o planowanym ataku. Podkreśla, jak ogromny szok przeszła matka chłopca, po informacji o tym, co się stało, i że natychmiast skontaktowała się ze szkołą i przeprosiła za czyn jej syna.

Woźny został bohaterem

– Jestem zachwycona zachowaniem nauczycieli, zachwycona zachowaniem dzieci. Ewakuacja przebiegła niezwykle sprawnie. Wszyscy zachowali zimną krew. Młodsze dzieci myślały, że to kolejny próbny alarm. One nawet nie słyszały strzałów, ale wszystkie zasady bezpieczeństwa zostały zrealizowane na celujący plus. Napastnik, gdy wszedł na drugie piętro, rzucił petardę własnej roboty do jednej z klas. Były tam uchylone drzwi, bo jeden z uczniów wyszedł na chwilę do toalety, a nauczyciel chciał, żeby do klasy wleciało trochę świeżego powietrza. Część dzieci udało się nauczycielowi ewakuować do łazienki, żeby tam się zabarykadować. Niektóre wybiegły jednak na klatkę schodową i napastnik zaczął strzelać do dziewczynki, która była ostatnia – relacjonuje tragiczne poniedziałkowe wydarzenia dyrektorka szkoły.

Później Marek N. strzelił jeszcze z pistoletu do woźnej i ją również ranił. Następnie wyrzucił jedną z petard przez okno, co zaalarmowało dyrektorkę i woźnego – pana Krzysztofa.

– On szedł pierwszy. Gdy usłyszałam strzały do naszej woźnej – nie pozwoliłam mu iść do góry. Nie posłuchał jednak i poszedł dalej, bo chciał ratować dzieci. W jego stronę poleciała jeszcze jedna – mniejsza petarda. Więcej napastnik nie miał w ręku. Nasz woźny zaczął do niego krzyczeć: „co ty robisz?”. Wtedy ten zdjął czapkę, okulary, buty i położył się na podłodze. Pan Krzysztof go obezwładnił – opowiada Kuczyńska.

Około 40-letni mężczyzna także był szkolony na wypadek takich ataków. I został bohaterem. Na pewno uratował zdrowie, a być może i życie wielu osób.

– Złapał Marka za ręce. Ten nic nie wykrzykiwał. Sprowadziliśmy go na dół i zajęliśmy się dziećmi, które były zabarykadowane w łazience. Później udzielaliśmy pomocy, tamowaliśmy krew i opiekowaliśmy się osobami rannymi do przyjazdu pogotowia – relacjonuje dyrektorka.

Kim jest napastnik? Marek N. atakował wcześniej dzieci na boisku

Potwierdza, że Marek N. leczy się psychiatrycznie. Dodaje, że w szkole podstawowej sprawca ataku był dobrym i bardzo spokojnym uczniem – nieco wycofanym.

– Uczył się dobrze. W gimnazjum – przynajmniej na początku – także nie stwarzał problemów wychowawczych. Problem pojawił się w trzeciej klasie i dotyczył sytuacji rodzinnej. Nie było jednak żadnych aktów agresji tego chłopaka w stosunku do innych uczniów. Dementuję też dzisiejsze rewelacje pojawiające się na niektórych portalach, że nie zdał z klasy do klasy i motywacją jego działania była chęć zemsty na którymś z nauczycieli. To informacje kompletnie nieprawdziwe. Wszyscy nauczyciele w trzeciej klasie gimnazjum po okresie, w którym musiał przejść leczenie psychiatryczne, wystawili mu oceny pozytywne. On skończył szkołę, jest jej absolwentem i nie powtarzał żadnej klasy – wyjaśnia dyrektorka.

Kuczyńska potwierdza za to wcześniejsze informacje o ataku Marka N. w lipcu ubiegłego roku koło szkoły.

– Siedział z kapturem na głowie na orliku. Potem wyjął nóż i gonił dziewczynki. Opiekun orlika zadzwonił na policję. Dziewczynki były bardzo wystraszone. Przyjechali funkcjonariusze, wezwano pogotowie i zabrano go wówczas do zakładu psychiatrycznego – wyjaśnia dyrektorka.

Śledczy badają także ten wątek. Wyjaśniają, dlaczego młody mężczyzna opuścił zakład psychiatryczny. Wszelkie działania w jego sprawie są konsultowane z lekarzami. 18-latkowi grozi nawet dożywotnie więzienie.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Szef FBI ostrzega obywateli przed telefonami Huawei. Dlaczego?

Na przesłuchaniu przed senacką komisją wywiadu, szefowie amerykańskich tajnych służb stwierdzili, że amerykańscy obywatele – ze względów bezpieczeństwa nie powinni używać produktów Huawei i ZTE. Koncern jednak stanowczo odrzuca te oskarżenia.

Władze są głęboko zaniepokojone ryzkiem, jakim jest udostępnienie firmom, współpracującym z zagranicznymi rządami, dostępu do naszej infrastruktury teleinformatycznej. Miały by one wtedy możliwość modyfikowania lub kradzieży informacji oraz prowadzenia operacji szpiegowskich – tak Chris Wray, szef FBI ostrzegał przed produktami Huawei i ZTE senacką komisję ds. wywiadu – informuje portal „The Verge”.

To nie pierwsze takie ostrzeżenie. Już w 2014 władze zablokowały chińskiemu koncernowi możliwość startu w przetargach rządowych, a teraz chcą utrudnić Huawei ekspansję na rynku użytkowników domowych. Senatorowie planują też zakazać urzędnikom używać chińskich produktów do użytku prywatnego.

Tymczasem dla Huawei amerykański rynek to bowiem ostatni element biznesowej układanki. Koncern stał się już drugim światowym producentem smartfonów, spychając Apple na trzecie miejsce. Wejście na rynek USA prawdopodobnie pozwoliło by chińskiej firmie stanąć na najwyższym stopniu podium. W ubiegłym roku wyadawało się jednak, że wreszcie to się im uda. Jednak AT&T, która miałą wprowadzić najnowszy flagowiec Huawei – Mate 10 – na rynek amerykański, w ostatniej chwili wycofała się z kontraktu.

Nic dziwnego, że koncern od razu zareagował na oskarżenia amerykańskich szefów służb. „Huawei jest świadomy szeregu działań rządu USA, które wydają się mieć na celu zahamowanie działalności Huawei na rynku amerykańskim. Nasza firma cieszy się zaufaniem rządów i klientów w 170 krajach na całym świecie i nie stanowi większego ryzyka dla bezpieczeństwa cybernetycznego niż jakikolwiek inny dostawca technologii ICT. Jesteśmy zobowiązani do otwartości i przejrzystości we wszystkim, co robimy. Huawei nadal będzie rozwijał swój globalny biznes poprzez znaczące zaangażowanie w innowacje, badania i rozwój oraz dostarczanie technologii, które pomagają naszym klientom odnosić sukcesy na wszystkich rynkach, gdzie ceni się innowacje i korzyści jakie z nich wynikają” – czytamy w oświadczeniu przysłanym do redakcji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Departament Stanu USA ostrzega obywateli przed możliwymi zamachami w Arabii Saudyjskiej

Departament Stanu USA ostrzegł obywateli, by „brali pod uwagę ryzyka”, na jakie narażają się przy podróżowaniu do Arabii Saudyjskiej w związku z zagrożeniem zamachami terrorystycznymi i wystrzeliwanymi przez jemeńskich rebeliantów rakietami.

Dwa tygodnie temu saudyjskie władze poinformowały o unieszkodliwieniu pocisku balistycznego wystrzelonego w kierunku stołecznego Rijadu z Jemenu przez korzystający ze wsparcia Iranu szyicki ruch Hutich. Atak ten miał być według Hutich odpowiedzią na dokonywane pod kierownictwem Arabii Saudyjskiej uderzenia lotnicze na jemeńskich cywilów, ale rakietę zestrzelono w pobliżu portu lotniczego Rijadu i nie spowodowała ona żadnych ofiar.

Zamachy „gdziekolwiek” w kraju

„Zagrożenia terrorystyczne w Arabii Saudyjskiej utrzymują się, w tym w dużych miastach takich jak Rijad, Dżudda i Dhahran, a do zamachów może dojść bez ostrzeżenia gdziekolwiek na terenie kraju” – głosi opublikowany we wtorek komunikat Departamentu Stanu.

„Ugrupowania terrorystyczne, w tym tak zwane Państwo Islamskie Iraku i Syrii (ISIS) oraz jego odgałęzienia wzięły sobie za cel rządowe interesy zarówno Arabii Saudyjskiej, jak i państw zachodnich, meczety i inne obiekty religijne (zarówno sunnickie, jak i szyickie) oraz miejsca uczęszczane przez obywateli USA i innych państw zachodnich” – dodaje.

Październikowy atak

W październiku dwaj saudyjscy strażnicy zostali zastrzeleni, a trzej ranieni przez napastnika, który podjechał pod bramę pałacu królewskiego w położonej nad Morzem Czerwonym Dżuddzie i otworzył ogień. Arabia Saudyjska przewodzi koalicji państw arabskich, które podjęły w 2015 w Jemenie interwencję przeciwko Hutim, gdy wystąpili oni zbrojnie przeciwko uznawanemu przez wspólnotę międzynarodową prezydentowi Abd ar-Rabowi Mansurowi Al-Hadiemu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

We Francji zlikwidowano kilka nielegalnych obozowisk imigrantów

Francuska policja zlikwidowała na północy Paryża kilka nielegalnych obozowisk, gdzie mieszkało ponad 2 tys. imigrantów. Stanowiły one poważne ryzyko dla bezpieczeństwa i zdrowia przebywających tam osób, jak i okolicznych mieszkańców – poinformowano.

Nielegalne obozowiska zamieszkiwali głównie Afgańczycy, Sudańczycy, Erytrejczycy i Somalijczycy. Akcję ewakuacyjną, w której wzięło udział 350 funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, przeprowadzono w piątek o świcie. Obozowiska znajdowały się w pobliżu stacji metra Porte de la Chapelle w 18. dzielnicy Paryża.

Francuskie służby bezpieczeństwa zapewniły, że status prawny ewakuowanych osób zostanie skontrolowany.
Źródło info i foto: rp.pl

W Szwecji przybyło stref, w których policji trudno interweniować

W Szwecji przybyło stref wysokiego ryzyka, w których policji trudno podejmować interwencje. Do listy dotychczasowych 15 takich miejsc dopisano 8 kolejnych – znajdują się one także w mniejszych miastach. Stworzoną przez szwedzką policję listę 23 stref „szczególnie narażonych na wykluczenie” opublikował w poniedziałek dziennik „Dagens Nyheter”. Oprócz kolejnych dzielnic Sztokholmu, Goeteborga oraz Malmoe znalazły się na niej m.in. osiedla mieszkaniowe w Uppsali, Boras oraz Lund.

Cytowana przez gazetę policja określa takie obszary jako miejsca, w których istnieją równoległe struktury społeczne, a ludność narażona jest na ekstremizm religijny. Ich mieszkańcy niechętnie uczestniczą w procesach sądowych. Według „Dagens Nyheter”, szef szwedzkiej policji wbrew wcześniejszym obietnicom nie zdecydował się na upublicznienie listy, gdyż nie ma możliwości poprawy sytuacji. Jak pisze gazeta, w dzielnicach dotkniętych wykluczeniem brakuje policjantów. W samym Malmoe potrzeba 200 nowych mundurowych.

W 2016 roku szwedzka policja wskazała w Szwecji 53 strefy, których ludność w różnym stopniu narażona jest na wykluczenie ze względu na m.in. wysoką przestępczość oraz niski status socjalny i ekonomiczny. Wśród nich 15 takich obszarów zdefiniowano jako „szczególnie narażone na wykluczenie”.

Według szwedzkiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych takie strefy niewłaściwie są nazywane przez zagraniczne media „strefami no-go”, czyli miejscami, gdzie władzę przejęli przestępcy i gangi, a służby ratunkowe nie mają odwagi się tam pojawiać.
„Prawdą jest natomiast, że w wielu z tych miejsc policja doświadczyła trudności w wykonywaniu swoich obowiązków. Nie jest jednak prawdą, że policja tam się nie pojawia i że nie obowiązuje tam szwedzkie prawo” – stwierdza szwedzkie MSZ.
Źródło info i foto: interia.pl

Turcja: 8 tys. policjantów zwolnionych po próbie zamachu stanu

W Turcji wciąż trwają poszukiwania spiskowców powiązanych z przewrotem, ale nie ma ryzyka wystąpienia kolejnego puczu – twierdzi źródło Reutera. W jego opinii dowództwo tureckiej armii doznało „poważnego ciosu”, szczególnie jeśli chodzi o organizację, ale wciąż funkcjonuje, współpracując ze służbami wywiadowczymi, policją i rządem.

Według rozmówcy Reutera wielu wysoko postawionych wojskowych uważa, że osoby odpowiedzialne za organizację puczu uciekły za granicę.

Na rozkaz prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana w poniedziałek przestrzeń powietrzną Turcji, w szczególności nad Stambułem, patrolują samoloty F16 – podała turecka agencja Anatolia. Według agencji w nocy z niedzieli na poniedziałek rozpoczęto rozstawianie w Stambule ok. 1,8 tys. funkcjonariuszy sił specjalnych przysłanych z innych części kraju. Mają oni pilnować bezpieczeństwa w strategicznych miejscach miasta.

Tej samej nocy na największych placach Stambułu i Ankary zebrały się tysiące ludzi, którzy wyrażali poparcie dla Erdogana – pisze AFP.

Podczas próby przewrotu w nocy z piątku na sobotę doszło do krwawych starć z udziałem zbuntowanych oddziałów z jednej strony, a z drugiej – żołnierzy i funkcjonariuszy policji wiernych rządowi oraz dziesiątek tysięcy Turków, którzy wyszli na ulice z flagami. Zginęło ponad 290 osób – w tym ok. 100 puczystów, a ok. 1440 zostało rannych. W następstwie wydarzeń zatrzymano w Turcji już około 6 tys. osób, w tym ok. 3 tys. sędziów i prokuratorów oraz 36 generałów.
Żródło info i foto: wp.pl

Premier Belgii ostrzega przed kolejnymi zamachami w Europie

Premier Belgii Charles Michel jest przekonany, że w Europie, w tym także w Belgii, dojdzie do nowych zamachów i że nie można mówić o czymś takim, jak „zerowe ryzyko”. Wyraził ten pogląd w wywiadzie dla sobotniego wydania dziennika „La Libre Belguique”.

Szef rządu belgijskiego potwierdził, że w Belgii utrzymano z powodu zagrożenia zamachami terrorystycznymi trzeci, „niepokojący”, jak się wyraził, stopień alertu (w czterostopniowej skali).

Michel powiedział też, że konieczne jest dalsze usprawnienie koordynacji działania służb wywiadowczych. Premier Belgii zaznaczył, że nie jest zwolennikiem nowych reform w tej dziedzinie. Jego zdaniem należy „doskonalić działalność istniejących instytucji” powołanych do czuwaniem nad bezpieczeństwem państwa.

W zamachach na lotnisku i w brukselskim metrze 22 marca zginęło 35 osób, w tym trzej zamachowcy samobójcy. Jedną z ofiar śmiertelnych ataku w metrze była 61 Polka. Do dokonania zamachów przyznało się Państwo Islamskie.
Żródło info i foto: RMF24.pl