Jest wyrok sądu apelacyjnego. Marek Liński kłamał ws. molestowania przez księdza

Sąd Apelacyjny w Łodzi uznał, że Marek Lisiński nie był molestowany przez księdza, którego o to oskarżał. Uznał, że jego wersja jest niewiarygodna. Tym samym oddalił roszczenia byłego działacza na rzecz pokrzywdzonych w Kościele i byłego prezesa fundacji „Nie lękajcie się”, który żądał 1 mln zł odszkodowania od diecezji, parafii i księdza W. Lisiński przez lata podawał się za ofiarę molestowania w kościele, jako pokrzywdzony spotkał się w 2019 r. z papieżem Franciszkiem. Według sądu duchowny jest niewinny, a do molestowania, o które oskarżał go Marek Lisiński nigdy nie doszło.

Marek Lisiński przez lata twierdził, że jako 13-latek we wczesnych latach 80. padł ofiarą molestowania ze strony księdza Zdzisława W. – wikariusza z jego rodzinnej wsi. Jak zeznawał, był zmuszany do dotykania księdza wieczorami w budynku nazywanym „organistówką”, co podważył m.in. syn organisty w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”. Stało się to jednak kilka lat później.

Na początku 2014 r. kuria uznała winę księdza. Wówczas Lisiński zaproponował biskupowi, że jeżeli wypłaci mu 200 tys. zł rekompensaty, to ten odstąpi o dalszych roszczeń. Do ugody nie doszło, więc Lisiński pozwał diecezję, swoją parafię oraz księdza W.

Pierwszy wyrok zapadł w maju 2018 r. przed Sądem Okręgowym w Płocku. Ksiądz W. został uznany winnym, ale miał jedynie wysłać do rzekomego pokrzywdzonego list z przeprosinami. Zarówno duchowny, jak Lisiński odwołali się. Były prezes fundacji „”Nie lękajcie się” żądał 1 mln zł.

Marek Lisiński oskarża o molestowanie. Ksiądz zaprzecza

W luty 2019 roku Lisiński, jeszcze jako prezes Fundacji „Nie lękajcie się” towarzyszył warszawskiej radnej Agacie Diduszko i posłance Joannie Scheuring-Wielgus podczas spotkania z papieżem Franciszkiem. Są oni współautorami raportu o pedofilii w polskim Kościele. Odbierając go papież Franciszek ucałował dłonie Lisińskiego, jako ofiary pedofilii.

Kilka miesięcy później „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł na temat wątpliwości wokół sprawy molestowania, informując, iż kuria nadal uważa, że ksiądz Zdzisław W. jest winny, mimo że przed sądem biskupim nie przesłuchano zgłaszanych przez niego świadków. Gazeta dotarła do ofiar duchownego, który, jak się okazało, istotnie molestował nieletnich.

Dziennik podał, że ksiądz W. nie wypiera się molestowania seksualnego innych osób, jednak kategorycznie zaprzecza, by molestował Marka Lisińskiego. Doniósł również, że Lisiński wyłudził pieniądze od 26-letniej Katarzyny, ofiary księdza Romana B. z Towarzystwa Chrystusowego. Według ustaleń dziennikarzy napisał on do Katarzyny, że ma raka trzustki i potrzebuje 30 tys. zł na operację. Otrzymał od kobiety 20 tys. zł w ramach pożyczki i 10 tys. zł w prezencie.

Po publikacji Lisiński złożył rezygnację z funkcji prezesa fundacji. Teraz o mężczyźnie znów jest głośno. 11 października 2021 r. Sąd Apelacyjny w Łodzi wydał bowiem wyrok ws. rzekomego molestowania go przez księdza. Podważył wcześniejsze orzeczenie sądu w Płocku, a powództwo Lisińskiego oddalił, uznając że oskarżenia Lisińskiego o wykorzystywanie seksualne przez duchownego są niewiarygodne – informuje Onet, który dotarł do uzasadnienia wyroku.

Marek Lisiński ma zwrócić ks. W. koszty procesu w wysokości ok. 11 tys. zł.

„Trzy różne wersje zdarzeń”

Sąd zwrócił uwagę, że Lisiński relacjonując to samo wydarzenie przedstawił jego trzy różne wersje, a „tak daleko idące rozbieżności nie dają się wytłumaczyć w świetle zasad wiedzy i doświadczenia życiowego, co prowadzić musi do wniosku, że twierdzenia powoda są niewiarygodne”, Lisiński miał również nie być w stanie udowodnić, że był ministrantem u ks. W.
Źródło info i foto: interia.pl

Seul: Wiceszef Samsunga na wolność

Sąd apelacyjny w Seulu wydał w poniedziałek wyrok dwóch i pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu w sprawie wiceszefa południowokoreańskiej firmy Samsung Li Dze Jonga, który w pierwszej instancji został skazany na pięć lat więzienia m.in. za łapownictwo.

Prokuratura domagała się dla Li 12 lat pozbawienia wolności. Jak odnotowuje agencja AP, łagodny wyrok zaskoczył wielu, którzy spodziewali się zajęcia przez sąd apelacyjny twardego stanowiska.

W sierpniu 2017 roku sąd niższej instancji skazał Li na pięć lat więzienia za wręczenie łapówek w zamian za przychylność ówczesnej prezydent Korei Płd. Park Geun Hie oraz za ukrywanie aktywów za granicą, defraudację i krzywoprzysięstwo.

Sprawa może trafić do Sądu Najwyższego

Li zarzucano przekazanie łapówek o równowartości 38 mln dolarów organizacjom wspieranym przez Czoi Sun Sil, bliską przyjaciółkę Park, w zamian za pomoc rządu w fuzji przedsiębiorstw w 2015 roku, która umocniła jego kontrolę nad koncernem.

Od wyroku odwołała się zarówno prokuratura, domagająca się surowszej kary, jak i obrona przedsiębiorcy, utrzymującego, że jest niewinny. Jeśli strony odwołają się także od decyzji sądu apelacyjnego, sprawa trafi do Sądu Najwyższego, który wyda ostateczne orzeczenie.

Ojciec po zawale serca nie kieruje firmą

49-letni Li (w kręgach biznesowych znany także jako Jay Y. Lee) to wnuk założyciela Samsunga i formalnie wiceprezes Samsung Electronics. W praktyce jednak kieruje koncernem, ponieważ jego ojciec, szef rady dyrektorów Samsunga Li Kun Hi, od 2014 roku przebywa w szpitalu po zawale serca i nie kieruje firmą.

Park Geun Hie nie zajmuje najwyższego stanowiska państwowego w Korei Płd. od grudnia 2016 roku, kiedy to parlament opowiedział się za jej odsunięciem od władzy w związku z oskarżeniami o płatną protekcję i korupcję. Zarzuca się jej nadużycie konstytucyjnych uprawnień poprzez zmowę z Czoi Sun Sil, która jest oskarżona o wywieranie nacisków na duże przedsiębiorstwa, by wpłacały pieniądze do fundacji wspierających inicjatywy polityczne prezydent. Park i Czoi odpowiadają przed sądem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejne zatrzymania za korupcję w krakowskim Sądzie Apelacyjnym

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dziesięć kolejnych osób w śledztwie dotyczącym podejrzenia korupcji w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie – wynika z informacji od źródeł bliskich sprawy. Zatrzymani, to byli i obecni dyrektorzy sądów z apelacji krakowskiej i wrocławskiej.

Informację o zatrzymaniach potwierdził Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej CBA. – Czynności – m.in. przeszukania w mieszkaniach zamieszkania osób – trwają. Wszyscy zatrzymani trafią do Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie, gdzie usłyszą zarzuty – powiedział Kaczorek.

Przypomniał, że wcześniej w tym śledztwie 16 podejrzanym przedstawiono zarzuty przywłaszczenia blisko 21 mln zł na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie. – Z tych 16 podejrzanych ośmiu jest tymczasowo aresztowanych, a w śledztwie zabezpieczenie majątkowe ma łączną szacunkową wartość ok. 9 mln zł – stwierdził Kaczorek.

Wśród zatrzymanych wcześniej przez CBA są: były prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie, dyrektor tego sądu i dyrektor centrum zakupów, główni księgowi i specjaliści, były z-ca dyrektora z ministerstwa sprawiedliwości oraz biznesmeni. Straty spowodowane przez tę zorganizowaną grupę przestępczą działającą w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie poprzez wyłudzenia za fikcyjne usługi mogą sięgać ponad 35 mln zł – szacuje CBA.
Źródło info i foto: Newsweek.pl

Areszt dla b. prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie

Warszawski sąd zgodził się na aresztowanie na trzy miesiące b. prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie sędziego Krzysztofa S. Jest on podejrzany m.in. o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i przyjęcie korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 376 tys. zł.

Rozstrzygając wniosek prokuratury „sąd wziął pod uwagę realną obawę matactwa oraz zagrożenie surową karą” – poinformowała dziś rzeczniczka warszawskiego sądu okręgowego ds. karnych sędzia Anna Ptaszek. Dodała, że okres zastosowanego aresztu wyznaczono do 6 września 2017 r.

– Z decyzją sądu się nie zgadzam, będę na nią składał stosowne zażalenie. W moim odczuciu w tym przypadku areszt nie jest konieczny, staje się antycypacją kary. Dotychczasowa postawa mojego klienta wskazywała, że nie ma potrzeby sięgnięcia po ten najbardziej rygorystyczny środek zapobiegawczy- powiedział natomiast dziennikarzom po wyjściu z sądu obrońca podejrzanego mec. Jan Olszewski.

Obrońca dodał, że sąd zgodził się z argumentami prokuratury dotyczącymi „powagi postawionych zarzutów oraz ewentualnej obawy matactwa i rozwojowego charakteru sprawy”. – Podkreślam, że te zarzuty nie mają nic wspólnego z działalnością orzeczniczą mojego klienta – dodał mec. Olszewski.

Posiedzenie ws. aresztu odbyło się przed południem w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa, trwało ponad godzinę. Po godz. 13 sąd ogłosił zaś decyzję w sprawie.

Krzysztof S. zatrzymany w Krakowie

Sędzia Krzysztof S. został zatrzymany w czwartek w Krakowie przez CBA, kilka godzin po tym, jak Sąd Najwyższy wyraził zgodę na jego zatrzymanie i ewentualne aresztowanie. SN uwzględnił tym samym zażalenie prokuratury na uchwałę łódzkiego sądu, który w marcu nie wyraził takiej zgody.

Wątek dotyczący b. prezesa SA w Krakowie został wyłączony do odrębnego postępowania ze śledztwa prowadzonego przez CBA pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie i przekazany do Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej. Prowadzi on postępowania karne dotyczące prokuratorów i sędziów.

Udział w zorganizowanej grupie przestępczej

Wczoraj prokuratorzy zarzucili S. udział w zorganizowanej grupie przestępczej, niedopełnienie obowiązków prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie i przyjmowanie korzyści majątkowych znacznej wartości w kwocie nie mniejszej niż 376 tys. 300 zł oraz pranie brudnych pieniędzy i poświadczania nieprawdy w dokumentach. Podejrzanemu grozi nawet 12 lat więzienia.

Z ustaleń śledczych w tej sprawie, m.in. z zeznań świadków, wynika, że umowy opiewające zwykle na 8 tys. zł miały charakter fikcyjny, a były prezes sądu przyjmował pieniądze, ale nie wykonywał zleceń. Nie informował też Ministerstwa Sprawiedliwości, że podejmuje dodatkowe prace zarobkowe, ani nie wykazywał dodatkowych zarobków w oświadczeniach majątkowych.

20 marca sąd dyscyplinarny przy łódzkim sądzie apelacyjnym badał wniosek Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie o uchylenie immunitetu sędziemu, a także o wyrażenie zgody na jego zatrzymanie i ewentualne aresztowanie. Sąd zgodził się wtedy na uchylenie immunitetu i postawienie mu zarzutów, ale nie wyraził zgody na jego zatrzymanie i areszt.

Na tę decyzję – w zakresie braku zgody na zatrzymanie i ewentualny areszt – zażalenie złożyła prokuratura. W czwartek rozpoznał je Sąd Najwyższy – jako sędziowski sąd dyscyplinarny II instancji i zmienił uchwałę łódzkiego sądu, wyrażając zgodę także na zatrzymanie i ewentualne aresztowanie sędziego.
Krzysztof S.: postąpiłem „nieroztropnie”

B. prezes krakowskiego SA mówił w czwartek przed SN, że być może w niektórych kwestiach postąpił „nieroztropnie”, ale – jak zapewnił – nie mataczył w tej sprawie i nie będzie mataczył. „Chciałbym, aby sprawa była wyjaśniona przez sąd, więc nie składałem zażalenia na uchylenie mi immunitetu” – dodawał. Ponieważ nie wpłynęło odwołanie sędziego od tamtej decyzji, uchylenie immunitetu uprawomocniło się już na przełomie kwietnia i maja.

W śledztwie prowadzonym przez rzeszowską prokuraturę regionalną podejrzanych jest już kilkanaście osób, z których większość przebywa w aresztach. Są to m.in.: dyrektor SA w Krakowie Andrzej P., główna księgowa tego sądu Marta K., dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcin B. oraz osoby reprezentujące podmioty gospodarcze, które miały wykonywać fikcyjne usługi na rzecz sądu.

Według prokuratury, wszyscy wchodzili w skład zorganizowanej grupy przestępczej działającej co najmniej od lipca 2012 r. do listopada 2016 r. w Krakowie i innych miejscowościach, na której czele stał dyrektor SA w Krakowie. Według śledczych proceder polegał na zawieraniu przez SA w Krakowie licznych umów z zewnętrznymi firmami o świadczenie fikcyjnych usług. Firmy te zlecały następnie zamówione przez SA usługi pracownikom tego sądu, w tym jego ówczesnemu prezesowi.
Źródło info i foto: onet.pl

Tymczasowy areszt dla b. prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie?

Prokuratura Regionalna w Rzeszowie wystąpiła w piątek do Sądu Dyscyplinarnego dla sędziów o podjęcie uchwały o zezwoleniu na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie oraz o zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie. Wniosek prokuratury ma związek z prowadzonym śledztwem dotyczącym przywłaszczenia co najmniej 17 mln zł na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie. W toku postępowania prokuratura zebrała niezbite dowody świadczące o tym, że ówczesny prezes brał udział w zorganizowanej grupie przestępczej, przyjął korzyść majątkową o wartości co najmniej 376 300 złotych, uczestniczył w praniu brudnych pieniędzy oraz przekroczył swoje uprawnienia. Za te przestępstwa grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności.

W toku śledztwa wyszły na jaw okoliczności wskazujące na niszczenie istotnych dla sprawy dowodów, tworzenie dowodów fałszywych, podżeganie do składania fałszywych zeznań i zastraszanie świadków.

Mechanizm przestępstwa

Według ustaleń prokuratury, ówczesny prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie brał w latach 2013-2016 udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która przywłaszczyła na szkodę Skarbu Państwa co najmniej 17 354 276 złotych. To suma zleconych przez Sąd Apelacyjny w Krakowie, a niewykonanych prac, za które ten sąd zapłacił.

Sąd Apelacyjny w Krakowie zawierał umowy z zewnętrznymi firmami na świadczenie usług, głównie w postaci analiz i opracowań. Każdorazowo był to koszt średnio kilkudziesięciu tysięcy złotych. Zewnętrzne firmy zlecały jr następnie pracownikom Sądu Apelacyjnego w Krakowie, w tym jego prezesowi, wypłacając im każdorazowo kwoty od 1500 do 8000 złotych. Powstawał pewnego rodzaju „łańcuszek”.

Zlecenia miały charakter fikcyjny. Część firm powstała wyłącznie w celu podpisania umowy z sądem.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Norwegia: Anders Breivik przegrał w procesie wytoczonym państwu

Warunki, w jakich karę więzienia odbywa Anders Breivik, nie są nieludzkim i poniżającym traktowaniem – orzekł w środę sąd apelacyjny w mieście Skien, zmieniając wcześniejszy wyrok, korzystny dla sprawcy ataków terrorystycznych z 22 lipca 2011 roku. W kwietniu 2016 roku sąd niższej instancji częściowo przyznał rację Breivikowi, który zarzucił państwu norweskiemu, że warunki, w jakich odbywa karę, są nieludzkim traktowaniem. Sąd uznał, że trzymanie go w izolacji od innych więźniów jest sprzeczne z art. 3 europejskiej konwencji praw człowieka, który stanowi, że „nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu”.

Sąd odrzucił natomiast skargę Breivika na brak poszanowania jego życia prywatnego poprzez kontrolę korespondencji przez służby więzienne.

Od wyroku odwołały się obie strony. Rząd Norwegii argumentował, że Breivik jest traktowany humanitarnie, a odseparowanie go od innych więźniów jest podyktowane względami bezpieczeństwa. Według państwa norweskiego istnieje obawa kontaktu Breivika z innymi osobami o skrajnych poglądach. Dowodzono, że skazany ma w więzieniu dostęp do gier wideo, może oglądać telewizję oraz ma zapewnione ćwiczenia fizyczne.

Breivik skarżył się nie tylko na izolację i kontrolę jego korespondencji. Narzekał też m.in. na jakość więziennego jedzenia i na to, że musi się posługiwać plastikowymi sztućcami. Przed sądem wyższej instancji domagał się zgody na przyjmowanie gości. Argumentował to chęcią założenia rodziny.

W opublikowanym w środę 55-stronicowym wyroku sąd apelacyjny podkreślił, że „rygorystyczne środki są konieczne ze względów bezpieczeństwa”. Za właściwe wskazano odizolowanie skazanego od innych więźniów. „Ogólny stan zdrowia (psychicznego) i zachowanie skazanego nie zmieniły się znacząco od chwili rozpoczęcia odbywania kary” – napisano w wyroku.

Koszty procesu mają pokryć obie strony – zarówno Breivik, jak i państwo norweskie.

Na razie nie wiadomo, czy Breivik zaskarży wyrok do sądu wyższej instancji. – Jesteśmy na to gotowi, ale najpierw chcemy dokładnie przeczytać treść wyroku – przekazał jego adwokat Oystein Storrvik. Po wyroku sądu pierwszej instancji norweskie państwo nieznacznie złagodziło zastosowane wobec Breivika środki izolacji, np. ze swoim adwokatem mógł rozmawiać przez kratę zamiast przez szybę.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Korupcja w krakowskim Sądzie Apelacyjnym. Kolejne aresztowania

Dwóch kolejnych biznesmenów podejrzanych w sprawie dotyczącej korupcji w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie zostało w piątek – decyzją rzeszowskiego sądu rejonowego – aresztowanych na trzy miesiące – poinformowała PAP sędzia Alicja Kuroń z tego sądu. Postanowienia sądu w sprawie aresztów zapadły na posiedzeniach niejawnych. Sąd zastosował wobec podejrzanych areszty na trzymiesięczny okres – o co wnosiła prokuratura. Postanowienia są wykonalne, ale można się od nich odwołać do sądu okręgowego.

Przestępczy proceder

Aresztowani to przedsiębiorcy Michał Ch. i Dariusz H. zaangażowani – według prokuratury – w przestępczy proceder polegający na przywłaszczeniu na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie przeszło 17 milionów złotych. Prokuratura Regionalna w Rzeszowie, prowadząca śledztwo w tej sprawie, zarzuca im udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przywłaszczenie pieniędzy na szkodę SA w Krakowie. Według prokuratury, Dariusz H. miał przywłaszczyć prawie 7,2 mln zł, a Michał Ch. – ponad 6,5 miliona złotych. Grozi im za to od roku do 10 lat więzienia.

W ostatnich dniach PR w Rzeszowie przedstawiła zarzuty jeszcze jednemu przedsiębiorcy – Tomaszowi D. Jemu, obok udziału w tej samej grupie przestępczej, zarzucono przywłaszczenie na szkodę SA w Krakowie co najmniej 460 tysięcy złotych. Wobec niego prokuratura zastosowała poręczenie majątkowe w wysokości 100 tys. zł i zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu.

Naczelnik Wydziału ds. Przestępczości Gospodarczej PR w Rzeszowie prok. Grzegorz Zarański informował PAP, że dwóch podejrzanych w tej sprawie biznesmenów jest z Krakowa, jeden z okolic Warszawy.

Ustalenia śledczych

Według ustaleń śledztwa, grupa działała co najmniej od stycznia 2013 r. do listopada 2016 r. w Krakowie oraz w innych miejscowościach. Na jej czele stał inny podejrzany w tej sprawie – Andrzej P., dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

W skład grupy mieli wchodzić również główna księgowa tego sądu – Marta K., dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa – Marcin B. oraz przedsiębiorcy, którzy wystawiali na rzecz sądu fikcyjne faktury VAT i inne dokumenty poświadczające rzekome wykonanie zleceń na rzecz SA w Krakowie, w celu uzyskania nienależnych środków pieniężnych: Katarzyna N. i Jarosław T.

Wszystkim postawiono zarzuty przywłaszczenia na szkodę SA w Krakowie kwot sięgających nawet przeszło 17 mln zł. Zarzuty dotyczą również czynów o charakterze korupcyjnym. Wszyscy ci podejrzani przebywają w aresztach. Ustalenia ze śledztwa mają też wskazywać, że w ostatnich kilku latach wokół sądu stworzono sieć wielu firm powiązanych kapitałowo, towarzysko i rodzinnie z dyrektorem Sądu Apelacyjnego w Krakowie oraz dyrektorem Centrum Zakupów dla Sądownictwa, realizujących głównie fikcyjne zamówienia na świadczenie usług, analizy i opracowania.

„Nie ma dowodów, że analizy i opracowania w ogóle powstały. W Sądzie Apelacyjnym w Krakowie brak jakichkolwiek dokumentów, które potwierdzałyby realizację zawartych umów” – podawało w ubiegłym roku CBA.

Według ustaleń, SA w Krakowie zawierał z zewnętrznymi firmami liczne umowy o świadczenie fikcyjnych usług. Firmy te zlecały następnie zamówione przez SA usługi pracownikom tego sądu, w tym jego ówczesnemu prezesowi. Miało się to dziać w latach 2013-16. Według PK, z pozyskanych dowodów wynika, że również w sądach, w których przeprowadzono przeszukania pod koniec grudnia, mogły mieć miejsce nieprawidłowości w zakresie zlecania usług podmiotom zewnętrznym, występującym jako kontrahenci krakowskiego SA.

„Poważne wątpliwości budzą opiewające na kilkaset tysięcy złotych umowy o dzieło zawierane przez Prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie z zewnętrznymi kontrahentami tegoż sądu” – informowała 28 grudnia PK.
Źródło info i foto: interia.pl

Sąd Najwyższy zajmie się sprawą morderców z Rakowisk

30 marca Sąd Najwyższy zbada kasację Prokuratora Generalnego wobec Zuzanny M. i Kamila N., skazanych na 25 lat więzienia za głośne zabójstwo rodziców Kamila w Rakowiskach (Lubelskie). Według kasacji, wymierzona kara jest za niska, a zasadne jest dożywocie. O wyznaczeniu terminu rozprawy poinformował zespół prasowy SN.

Prokuratura chciała dożywocia

W grudniu 2014 r. 18-letni Kamil i 19-letnia Zuzanna zabili rodziców Kamila. Zaatakowali swe ofiary podczas snu zadając im kilkadziesiąt ciosów nożami. Sprawcy przyznali się do zbrodni, którą wcześniej zaplanowali. Według ich wyjaśnień, rodzice Kamila nie akceptowali ich związku. 48-letni Jerzy N. był pułkownikiem Straży Granicznej, a 42-letnia Agnieszka N. nauczycielką. W kwietniu 2016 r. Sąd Apelacyjny w Lublinie utrzymał w mocy wyrok tamtejszego sądu okręgowego, który w 2015 r. skazał na 25 lat więzienia i Kamila, i Zuzannę. O warunkowe zwolnienie – zgodnie z wyrokiem – mogą oni się starać najwcześniej po 20 latach odbywania kary. Według ustaleń sądu, u obojga stwierdzono cechy nieprawidłowo kształtującej się osobowości.

Prokuratura domagała się wobec nich kary dożywocia, co uzasadniała m.in. bardzo wysokim stopniem społecznej szkodliwości czynu, pobudkami zasługującymi na szczególne potępienie i wyjątkowo drastycznymi okolicznościami przestępstwa.

„Prokurator Generalny nie zgodził się z rozstrzygnięciem Sądu Apelacyjnego w Lublinie. Działając z upoważnienia Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego Robert Hernand, zastępca Prokuratora Generalnego, złożył do SN kasację w tej sprawie. W ocenie prokuratury orzeczona przez sąd kara 25 lat pozbawienia wolności dla Zuzanny M. i Kamila N. jest zbyt łagodna. Zasadnym jest wymierzenie kar dożywotniego pozbawienia wolności” – informowano w październiku 2016 r. w komunikacie Prokuratury Krajowej.

W kasacji wskazano, że kara dożywotniego pozbawienia wolności jest stosowana m.in. wobec sprawców dopuszczających się zabójstw z wyjątkowym okrucieństwem. „A niewątpliwie za takie należy uznać zabójstwo rodziców Kamila N. ” – podkreślił Hernand, dodając że „kara dożywotniego pozbawienia wolności prawidłowo spełnia swoją funkcję izolacyjną, zabezpieczając na stosunkowo długi okres społeczeństwo przed sprawcami przestępstw o największej zawartości bezprawia”.

Hernand podkreślił, że orzeczenie w tej sprawie dożywocia z możliwością ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po 25 latach zagwarantuje, że sprawcy zbrodni opuszczą więzienie po upływie 25 lat. „Natomiast w sytuacji, gdy prawomocny wyrok zapadły w tej sprawie zostanie utrzymany, istnieje możliwość, że Zuzanna M. i Kamil N. wyjdą na wolność już po upływie jedynie 20 lat. Dlatego też zasadne jest wniesienie kasacji na niekorzyść tych skazanych” – napisał.

Nowe przepisy

Od marca 2016 r. Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny może wnosić do SN kasację również z powodu niewspółmierności kary wobec osoby skazanej za zbrodnię. Nowe uprawnienie wprowadziła nowela Kodeksu postępowania karnego. Dzięki niej minister może, w sprawach o zbrodnie, składać do SN kasacje wyłącznie z powodu wymiaru orzeczonej kary. Stanowi to wyjątek od zasady, że kasacja nie może być wniesiona jedynie z takiego powodu.

Co do zasady kasacja – jako nadzwyczajny środek odwoławczy, wnoszony do SN przez stronę postępowania (prokurator, obrońca, oskarżyciel posiłkowy) od prawomocnego wyroku sądu karnego – musi formułować zarzut rażącego naruszenia prawa materialnego lub procesowego przez sąd, i to takiego, które miało wpływ na jego wyrok. Kasacja nie może być bowiem powieleniem apelacji (czyli odwołania od wyroku sądu I instancji), w której można np. kwestionować sam wymiar kary.

W listopadzie 2016 r. SN uwzględnił pierwszą kasację Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego, wniesioną wyłącznie z powodu niewspółmierności kary. Zwrócił Sądowi Apelacyjnemu we Wrocławiu sprawę Tomasza P., który – chcąc zabić byłą partnerkę – zadał jej wiele ciosów siekierą w głowę – kobieta cudem przeżyła. P. skazano początkowo na 25 lat więzienia, ale SA obniżył karę do 15 lat. SN uchylił ten wyrok i nakazał SA ponownie zbadać wymiar kary. W grudniu 2016 r. SA skazał Tomasza P. na 25 lat więzienia.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Przeszukania w siedmiu sądach związane ze sprawą SA w Krakowie

W siedmiu sądach w kraju CBA, na polecenie Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie, przeprowadziło w środę przeszukania pomieszczeń. Mają one związek ze śledztwem dotyczącym przywłaszczenia na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie ponad 10 mln zł. Jak poinformowała w środę Prokuratura Krajowa, przeszukane zostały pomieszczenia w sądach: apelacyjnym we Wrocławiu, okręgowym w Kielcach, Nowym Sączu i Tarnowie, oraz w sądach rejonowych w Zakopanem, Oświęcimiu i w Chrzanowie.

Przeszukania zostały poprzedzone żądaniem dobrowolnego wydania rzeczy.

Prokuratura Krajowa poinformowała, że czynności te są efektem działań procesowych związanych z przesłuchaniem świadków i pięciu podejrzanych w sprawie wyłudzeń na szkodę krakowskiego sądu, a także ujawnieniem szeregu dokumentów wskutek wcześniejszych przeszukań, m.in w domu byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Według ustaleń prokuratury Sąd Apelacyjny w Krakowie zawierał z zewnętrznymi firmami liczne umowy o świadczenie fikcyjnych usług. Firmy te zlecały następnie zamówione przez Sąd Apelacyjny usługi pracownikom tego sądu, w tym jego ówczesnemu prezesowi. Miało się to dziać w latach 2013-2016.

„Poważne wątpliwości budzą opiewające na kilkaset tysięcy złotych umowy o dzieło zawierane przez Prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie z zewnętrznymi kontrahentami tegoż sądu” – czytamy w komunikacie PK.

PK poinformowała, że z pozyskanych przez CBA i prokuraturę dowodów wynika, że również w tych sądach, w których w środę przeprowadzono przeszukania, mogły mieć miejsce nieprawidłowości w zakresie zlecania usług podmiotom zewnętrznym, którzy występują jako kontrahenci Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Dotychczas w sprawie Prokuratura Regionalna w Rzeszowie postawiła zarzuty pięciu podejrzanym: dyrektorowi SA w Krakowie Andrzejowi P., głównej księgowej SA w Krakowie Marcie K., dyrektorowi Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcinowi B. oraz dwóm osobom reprezentującym podmioty gospodarcze, które miały wykonywać fikcyjne usługi na rzecz sądu – Katarzynie N. i Jarosławowi T.

Wszystkim postawiono zarzuty przywłaszczenia na szkodę SA w Krakowie kwot sięgających nawet przeszło 10 mln zł i zarzuty o charakterze korupcyjnym. Grozi im za to do 10 lat więzienia. Według ustaleń PR w Rzeszowie wiodącą rolę w przestępczym procederze odgrywali dyrektor SA w Krakowie Andrzej P., główna księgowa tego sądu Marta K. i dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcin B.

Jak podawała wówczas PK, dyrektor i główna księgowa są podejrzani o przekroczenie uprawnień i przywłaszczenie 10,4 mln zł. Dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa miał przywłaszczyć 758,6 tys. zł Takie przestępstwo zagrożone jest karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności.

Dyrektor sądu jest też podejrzany o przyjęcie od jednego z przedsiębiorców korzyści majątkowej – 30 tys. zł, a księgowa – 20 tys. zł w postaci komputera, telefonu, zegarka oraz opłacenia kosztów pięciu pobytów u kosmetyczki – podała PK. Takie przestępstwa zagrożone są taką samą karą – od roku do 10 lat pozbawienia wolności.

Katarzyna N. jest podejrzana o przywłaszczenie prawie 4,2 mln zł, a Jarosław T. – prawie 5,5 mln zł. Prokuratura podejrzewa mężczyznę o wręczenie korzyści majątkowej dyrektorowi sądu. Czworo podejrzanych: dyrektorzy i przedstawiciele firm – decyzją rzeszowskiego sądu rejonowego – zostali aresztowani na dwa miesiące (do 11 lutego 2017 r.). Wobec głównej księgowej sąd zastosował poręczenie majątkowe w wysokości 40 tys. zł, dozór policji i zakaz opuszczania kraju.

Prokuratura złożyła zażalenie na tę decyzję sądu.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Wiktor But zostaje w więzieniu. Apelacja „handlarza śmiercią” nie pomogła

Sąd apelacyjny w Nowym Jorku wykluczył w poniedziałek przeprowadzenie powtórnego procesu rosyjskiego handlarza bronią Wiktora Buta, odbywającego w USA karę 25 lat więzienia. Uznał, że nowe materiały, które przedstawiła obrona, nie są nowymi dowodami w sprawie. Sąd apelacyjny na Manhattanie orzekł, że sędzia, która w niższej instancji nie zgodziła się na tej podstawie na oddalenie oskarżeń i uchylenie wyroku, nie nadużyła swych uprawnień.

„Handlarz śmiercią”

49-letni Wiktor But został oskarżony w USA o spisek, którego celem było zabicie obywateli amerykańskich. Chodziło o próbę sprzedaży lewicowym rebeliantom z organizacji FARC w Kolumbii broni, którą mieli oni wykorzystać przeciw amerykańskim agentom współpracującym z władzami w Bogocie w walce z kartelami narkotykowymi. Nazywany „handlarzem śmiercią” But to były oficer armii radzieckiej, uchodzący za największego przemytnika broni na świecie. Według raportu ONZ z 2001 roku, „dostarczał sprzęt wojskowy do wszystkich stref konfliktów zbrojnych w Afryce”. Dysponował ogromnymi środkami na ten cel, m.in. samolotami wojskowymi.

Buta zatrzymano w Bangkoku w roku 2008. W roku 2010 doszło do jego ekstradycji do USA. W 2012 roku amerykański sąd skazał go na 25 lat więzienia.

Rosja chce zabiegać o jego powrót

Rosyjskie media piszą, że MSZ w Moskwie oznajmiło w poniedziałek, że jest rozczarowane decyzją nowojorskiego sądu apelacyjnego i że postara się uczynić wszystko, by – z pomocą administracji Baracka Obamy i Donalda Trumpa – zabiegać o powrót Wiktora Buta do ojczyzny. Adwokat Buta Aleksiej Tarasow zapowiedział, że w najbliższym czasie skonsultuje się ze swoim klientem, by omówić dalsze możliwe kroki. Nie wykluczył, że zwróci się do Sądu Najwyższego USA. Tymczasem żona osadzonego – Ałła But – uważa, że wszelkie możliwości prawne zostały wyczerpane i jedynym wyjściem są decyzje polityczne. Powiedziała, że liczy na polityczną wolę władz Rosji i zrozumienie problemu przez nową administrację USA.

– Podczas kampanii wyborczej Donald Trump niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że chce normalizacji stosunków z Rosją, które znajdują się na najniższym poziomie od czasów zimnej wojny – powiedziała żona Buta, która uważa, że odesłanie jej męża do Rosji mogłoby się stać częścią tej normalizacji. Rosyjska agencja RIA-Nowosti przypomina, że Donald Trump obejmie stanowisko prezydenta 20 stycznia.
Żródło info i foto: tvn24.pl