Słowacja: Sąd Najwyższy uchylił wyroki uniewinniające ws. zabójstwa Jana Kuciaka

Słowacki Sąd Najwyższy uchylił wyroki uniewinniające dwie osoby, które były skazane za udział w zamordowaniu dziennikarza śledczego Jana Kuciaka w 2018 r. Biznesmen Marian Koczner i jego wspólniczka Alena Zsuzsova będą ponownie sądzeni przez ten sam skład sędziowski pierwszej instancji.

Koczner i Zsuzova zostali uniewinnieni od oskarżenia o zorganizowanie pośrednictwa w zabójstwie dziennikarza i jego narzeczonej we wrześniu ubiegłego roku. Prezes Izby Karnej SN Peter Paluda w uzasadnieniu stwierdził, że „sąd pierwszej instancji orzekł przedwcześnie i nie ustalił w sposób prawidłowy stanu faktycznego”. Dodał, że nie wziął również pod uwagę pewnych dowodów, na które zwracali uwagę pełnomocnicy rodzin Kuciaków i Kusznirovych.

„Sprawiedliwość zwyciężyła”

W pierwszym postępowaniu wiele rzeczy było ukrywanych lub wręcz pomijanych – powiedziała matka zamordowanej z Kuciakiem jego narzeczonej Martiny, Zlatica Kusznirova. Ojciec Kuciaka, Jozef stwierdził, że decyzja SN jest dla niego wielkim wzruszeniem. Sprawiedliwość wreszcie zwyciężyła. Mam nadzieję, że przypadek zostanie doprowadzony do końca przez sąd pierwszej instancji – oświadczył i zapowiedział, że wspólnie z matką Martiny nadal będą obecni na każdej rozprawie.

Nie jestem ani szczęśliwy, ani rozczarowany – powiedział redaktor naczelny portalu Aktuality.sk Peter Bardy. Dla tego portalu pisał Kuciak i według powszechnej opinii to jego teksty były przyczyną zaplanowanego zabójstwem. Bardy zauważył, że decyzja SN zmyła plamę na honorze słowackiego wymiaru sprawiedliwości.

Jego zdaniem nie ma żadnego niebezpieczeństwa w tym, że sprawę zabójstwa Kuciaka i jego narzeczonej będzie rozpatrywać ten sam skład sędziowski. SN wyraźnie powiedział, gdzie zostały popełnione błędy i nakazał ich naprawę – powiedział.

Koczner odbywa karę wieloletniego więzienia za fałszerstwo weksli. Także Zsuzsova jest w więzieniu za pośrednictwo w innej zbrodni. Skazano ją na 21 lat więzienia, ale ten wyrok jeszcze się nie uprawomocnił.

SN utrzymał w mocy zasądzone w pierwszej instancji kary więzienia dla bezpośrednich wykonawców zabójstwa: Miroslava Marczeka i Zoltana Andrusko.

Zabójstwa Kuciaka i Kusznirovej przed trzema laty spowodowały masowe demonstracje antyrządowe i ostry kryzys polityczny. Z funkcji premiera odszedł krytykowany premier Rober Fico, którego zastąpił na tym stanowisku partyjny kolega Peter Pellegrini.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Izba Dyscyplinarna usunęła z zawodu prokuratora Tomasza F. To on w 2001 roku oskarżył Tomasza Komendę

Nieuznawana przez Sąd Najwyższy Izba Dyscyplinarna usunęła z zawodu wrocławskiego prokuratora Tomasza F. – podał portal Polsatnews.pl na podstawie doniesień PAP. Prokurator w 2019 r. został zatrzymany za jazdę pod wpływem alkoholu, za co zawieszono go w obowiązkach i uchylono mu immunitet.

W październiku 2019 r. prokurator Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Tomasz F. został zatrzymany podczas drogowej kontroli. Miał 0,28 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu. Tomasz F. został zawieszony w obowiązkach służbowych, a Izba Dyscyplinarna w ub.r. uchyliła mu immunitet. Jak podaje Polsatnews.pl na podstawie doniesień PAP, w poniedziałek ID usunęła Tomasza F. z zawodu.

Tomasz F. w 2001 r. niesłusznie oskarżył Tomasza Komendę o udział w gwałcie zbiorowym. W 2004 r. Komenda został skazany na 25 lat więzienia. 14 lat później został uznany przez Sąd Najwyższy za niewinnego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kamil S. brutalnie zabił 4-latkę. Sąd Najwyższy uchylił wyrok 20 lat więzienia. Kara jest rażąco niska

Sąd Najwyższy uchylił wyrok, skazujący Kamila S. na 20 lat więzienia za brutalne zabójstwo 4-letniej Oliwii – poinformowała Prokuratura Krajowa. Kasację w tym procesie wniósł Prokurator Generalny, który uważa, że orzeczona kara jest rażąco niska. Sprawą zajmie się ponownie Sąd Apelacyjny w Łodzi.

Na Twitterze sprawę skomentował prokurator generalny Zbigniew Ziobro. „Skatował i w bestialski sposób zabił niespełna 4-letnią Oliwię. Rozbił jej głowę, bo płakała za mamą. Dostał 20 lat więzienia z możliwością wcześniejszego wyjścia. Nie zgadzam się na tak łagodny wyrok. SN uwzględnił moją kasację” – napisał Ziobro.

Z informacji przekazanej przez prokuraturę wynika, że 4–letnia Oliwia była ofiarą przemocy ze strony partnera swojej matki Kamila S. Jak przekazali śledczy, od 12 listopada do 6 grudnia 2016 r. mężczyzna w sposób szczególnie okrutny znęcał się psychicznie i fizycznie nad dziewczynką. Nie tylko groził dziecku użyciem pasa, czy zamknięciem w łazience, ale stosował wobec niego przemoc bijąc po całym ciele, w szczególności po klatce piersiowej, głowie i twarzy. Ponadto uderzał dziewczynkę w brzuch i bił pasem. Mężczyzna spowodował rozliczne obrażenia u dziecka, w tym m.in. złamanie łokcia, żebra, obojczyka, rozległych sińców na powierzchni niemal całego ciała – relacjonowali śledczy.

Jak ustalili, do kulminacji agresywnych zachowań Kamila S. doszło w dniu 6 grudnia 2016 r., kiedy dwukrotnie rzucił dzieckiem na łóżko tak, że uderzyło ono głową o drewniane oparcie. Dziewczynka doznała licznych obrażeń głowy, w tym krwiaków i obrzęku mózgu, które doprowadziły do jej śmierci. Z kolei Kamil S. nie udzielił ofierze pomocy, ale jeździł z martwym dzieckiem po mieście, żeby przekazać go matce, w celu udania się do szpitala.

20 lat więzienia

W marcu 2018 r. Sąd Okręgowy w Łodzi skazał mężczyznę na 15 lat pozbawienia wolności za zabójstwo i pięć lat pozbawienia wolności za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad dzieckiem, orzekając karę łączną 20 lat więzienia. Jak zaznaczono w tym orzeczeniu z warunkowego przedterminowego zwolnienia mógłby skorzystać po odbyciu 15 lat kary. Prokuratura wniosła apelację od wyroku w części dotyczącej orzeczenia o karze.

Łódzki sąd apelacyjny utrzymał jednak zaskarżone rozstrzygnięcie, wskazując że żądana przez oskarżyciela kara dożywocia, jak i kara 25 lat pozbawienia wolności, nie może być w tym przypadku orzeczona z uwagi na szereg okoliczności łagodzących. Sąd wskazał m.in. na uprzednią niekaralność, młody wiek, krótki okres znęcania się, wyrażoną skruchę, przyznanie się do winy i dobrą opinię sprawcy w miejscu zamieszkania.

Kasacja Prokuratora Generalnego

Prokurator Generalny nie zgodził się z tym wyrokiem uznają karę za rażąco niską i skierował do Sądu Najwyższego kasację w tej sprawie. Według prokuratury wskazane przez sąd apelacyjny okoliczności łagodzące, nie zostały właściwe ocenione, a nadana im ranga, nie była uprawniona.

W kasacji podkreślono też, że „zabójstwa niespełna czteroletniego, bezbronnego dziecka Kamil S. dokonał w sposób bezwzględny i okrutny, tylko dlatego, że płakało za matką i nie chciało przebywać samo z oprawcą, który stosował wobec niego przemoc fizyczną i psychiczną”. Prokurator podkreślił brutalność działania sprawcy, który pomimo tego, że dziewczynka umilkła, dalej ją katował.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Wiceprezes spółki Samsung Electronics wraca za kraty

Wiceprezes spółki Samsung Electronics został skazany na 2 lata i 6 miesięcy więzienia za korupcję. Jay Y. Lee stracił też prawo nadzorowania procesu dziedziczenia firmy po zmarłym ojcu. Po kilku latach sądowej batalii wiceprezes Samsunga został skazany na 2,5 roku pozbawienia wolności przez południowokoreański Sąd Najwyższy. Jay Y. Lee oskarżany był o korupcję i wykorzystywanie poufałych relacji z rządem Korei Południowej. Wydany w poniedziałek 18 stycznia wyrok oznacza, że 52-letni Jay Y. Lee, który miał przejąć firmę po śmierci ojca, zostanie odsunięty od podejmowania istotnych dla korporacji decyzji. W związku z zatrzymaniem miliardera akcje firmy zaliczyły spadek o prawie 4 proc.

Sąd poprzedniej instancji w 2017 roku skazał Jay Y. Lee na pięć lat więzienia. Miliarder zaprzeczał oskarżeniom o przekupienie byłej prezydent kraju Park Geun-hye, a jego wyrok zmniejszono i zawieszono w postępowaniu odwoławczym. Biznesmen na krótko wrócił na wolność. Dotychczasowy pobyt za kratami zostanie wliczony w poczet obecnie zasądzonej kary. Miliarder może jeszcze odwołać się od wyroku.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Sprawa bombera z Wrocławia. Nie będzie surowszej kary za podłożenie ładunku wybuchowego w autobusie

To już finał sądowej batalii w sprawie Pawła R., który za podłożenie ładunku wybuchowego w autobusie miejskim został skazany na 15 lat więzienia. Sąd Najwyższy oddalił kasację Prokuratora Generalnego jako „oczywiście bezzasadną”.

W poniedziałek, 4 stycznia, Sąd Najwyższy rozpoznawał kasację wniesioną w czerwcu 2019 roku przez Prokuratora Generalnego na niekorzyść wrocławskiego bombera.

W kasacji podniesiono m.in., że orzeczenie Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu „wydane został z rażącym naruszeniem przepisów prawa karnego procesowego”, „wyrok wydano z uwzględnieniem okoliczności przemawiających tylko na korzyść oskarżonego, a z pominięciem okoliczności niekorzystnych”, a sposób przeprowadzenia przez SA dowodu z uzupełniającej opinii biegłych psychiatrów i psychologa był „sprzeczny z przepisami prawa karnego procesowego albowiem przesłuchanie biegłych, podobnie jak świadka, powinno mieć zindywidualizowany charakter, a nie formę wypowiedzi zbiorczej, jak to miało miejsce w niniejszej sprawie”.

Według prokuratury sąd II instancji błędnie ustalił, że Paweł R. działał z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia więcej niż jednej osoby, co doprowadziło do wymierzenia oskarżonemu „rażąco niewspółmiernej kary”. W kasacji wskazano, że R. działał z zamiarem bezpośrednim, co zresztą ustalił sąd I instancji. Prokurator Generalny wniósł o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

Kasacja „oczywiście bezzasadna”

– Sąd Najwyższy postanowił oddalić kasację jako oczywiście bezzasadną. W tej sytuacji nie ma obowiązku sporządzenia pisemnego uzasadnienia. Nie zostanie ono sporządzone nawet na wniosek. W tej samej sprawie Sąd Najwyższy rozpoznawał w marcu 2019 roku kasację obrońcy Pawła R., którą również oddalono jako oczywiście bezzasadną. Decyzja Sądu Najwyższego jest ostateczna i nie podlega zaskarżeniu – mówi Krzysztof Michałowski z biura prasowego Sądu Najwyższego.

– Poddając weryfikacji orzeczenie sądu apelacyjnego można powiedzieć, że jest ono wręcz wzorcowo skonstruowane. Sąd odniósł się do wszystkich zarzutów, wniosków stawianych w środkach odwoławczych i w tym zakresie niczego sądowi apelacyjnemu zarzucić nie można – mówił sędzia sprawozdawca Antoni Bojańczyk cytowany przez Informacyjną Agencję Radiową.

Skazany za terroryzm

19 maja 2016 roku niewielki ładunek eksplodował na przystanku przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Lekko ranna w palec została kobieta stojąca na przystanku. Substancja, która spowodowała wybuch, znajdowała się w metalowym pojemniku o pojemności około trzech litrów. Na pojemniku były także metalowe śruby. R. pozostawił ładunek w autobusie linii 145, ale na przystanek wyniósł go kierowca po interwencji jednej z pasażerek.

W dniu eksplozji R zadzwonił na numer 112 i groził, że „zrobi z Wrocławia drugą Brukselę”. Powiadomił służby, że podłożył w mieście cztery bomby, a za ich rozbrojenie żądał 120 kilogramów złota. Przez kilka dni policja w całej Polsce szukała mężczyzny, który próbował dokonać zamachu. W końcu zatrzymano go w rodzinnym domu w Szprotawie.

24-letni wówczas mężczyzna usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym, usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych i zarzut spowodowania zdarzenia, które zagrażałoby życiu i zdrowiu wielu osób. Później prokuratorzy przedstawili mu kolejny zarzut – usiłowania wymuszenia rozbójniczego.

W ramach śledztwa przeprowadzono dwa eksperymenty procesowe, w których badano skutki detonacji w autobusie ładunku podobnego do tego, który eksplodował na przystanku. Opinie biegłych po tych eksperymentach potwierdziły – zdaniem prokuratury – zasadność postawionych R. zarzutów o charakterze terrorystycznym. W trakcie śledztwa stwierdzono, że w momencie popełnienia czynu mężczyzna miał ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Prokuratorzy IPN chcą uchylenia immunitetu sędziemu SN Józefowi I.

Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej złożyli wniosek do Sądu Najwyższego o uchylenie immunitetu Józefowi I., byłemu sędziemu Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego, a obecnie sędziemu Sądu Najwyższego. Grozi mu zarzut bezprawnego skazania 21-letniego robotnika za kolportowanie ulotek wymierzonych we władze PRL.

Wniosek prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej do Sądu Najwyższego w sprawie sędziego Józefa I., o którym dowiedziała się Polska Agencja Prasowa w Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, jest efektem prowadzonego od października 2018 roku śledztwa w sprawie bezprawnego pozbawienia wolności działaczy demokratycznej opozycji w PRL.

„Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie wystąpiła do Sądu Najwyższego z wnioskiem o zgodę na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej byłego sędziego Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego Józefa I. Zamierza mu postawić zarzut popełnienia zbrodni komunistycznej polegającej na bezprawnym skazaniu 21-letniego robotnika za kolportowanie ulotek wymierzonych we władze PRL” – podała Główna Komisja.

Śledztwo w sprawie bezprawnego pozbawienia wolności działaczy demokratycznej opozycji w PRL, które dotyczy Józefa I., zostało wszczęte przez prokuratorów IPN po zawiadomieniu o przestępstwie złożonym przez Stowarzyszenie Związek Młodych Adwokatów i osobę prywatną.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Decyzja Sądu Najwyższego: bez najsurowszej kary, gdy głównym dowodem zabójstwa jest przyznanie się sprawcy

Jeśli przyznanie się sprawcy do zabójstwa jest głównym dowodem, bez którego nie doszłoby do wyroku skazującego, to zazwyczaj nie powinno wymierzać się kary dożywocia lub 25 lat więzienia – ocenił Sąd Najwyższy ws. mężczyzny skazanego na 15 lat więzienia za zabójstwo żony. Tym samym SN oddalił kasację wniesioną w sprawie przez ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego, według którego w tej sprawie wymierzono karę „rażąco niewspółmierną”. W ocenie PG okoliczności sprawy przemawiały za orzeczeniem kary nie niższej niż 25 lat pozbawienia wolności.

Sprawa dotyczyła opisywanego w mediach zabójstwa, do którego doszło w maju 2014 r. w jednym z mieszkań w Starachowicach. Śledztwo dotyczące śmierci 30-latki początkowo umorzono. Sprawa wyglądała na samobójstwo – brakowało dowodów wskazujących na to, iż do śmierci kobiety przez powieszenie ktoś się przyczynił. Dopiero po ponad dwóch latach sprawca przyznał się i złożył wyjaśnienia.

Sąd złagodził wyrok

Sąd Okręgowy w Kielcach w marcu 2018 r. skazał go na 25 lat więzienia, ale Sąd Apelacyjny w Krakowie w październiku 2018 r. złagodził wyrok do 15 lat więzienia. Od tego prawomocnego wyroku kasację złożył szef resortu sprawiedliwości.

Jak jednak podkreślił w uzasadnieniu orzeczenia SN o oddaleniu tej kasacji sędzia Rafał Malarski będący sprawozdawcą sprawy „jeżeli przyznanie się sprawcy do popełnienia zbrodni zabójstwa i ujawnienie istotnych okoliczności czynu ma miejsce, gdy organy ścigania nie dysponują przekonywającymi dowodami, które bez samooskarżenia się sprawcy są w stanie doprowadzić do wyroku skazującego, to taka postawa winna zazwyczaj pociągać za sobą rezygnację ze stosowania wobec oskarżonego nie tylko mającej eliminacyjny charakter kary dożywotniego pozbawienia wolności, ale także wyjątkowej kary 25 lat pozbawienia wolności”.

Orzeczenie SN w tej sprawie zapadło przed miesiącem, w ostatnich dniach sąd zamieścił jego pisemne uzasadnienie.

Jak przyznano w tym uzasadnieniu sąd apelacyjny wziął pod uwagę wszystkie okoliczności mające wpływ na wymiar kary. Sąd odwoławczy, decydując się na obniżenie kary (…) nie zanegował ani stopnia winy i społecznej szkodliwości czynu, ani zamiaru bezpośredniego towarzyszącego sprawcy, ani brutalnego sposobu jego działania, ani upozorowania przez skazanego samobójstwa ofiary, ani faktu osierocenia wspólnego małoletniego dziecka ofiary i zabójcy, ani uprzedniej karalności sprawcy i jego nieprawidłowej osobowości” – przyznał SN.

Jednocześnie jednak – zdaniem SN – sąd apelacyjny „trafnie przydał przyznaniu się sprawcy i ujawnieniu wszystkich istotnych okoliczności zabójstwa doniosłą rangę”. „Otóż przez przeszło dwa lata od czasu umorzenia śledztwa (…) organy ścigania wprawdzie wykonały szereg różnych czynności zmierzających do zweryfikowania przyjętej wcześniej koncepcji, ale nie osiągnęły oczekiwanego rezultatu, gdyż nie zdołały uzyskać dowodu, który mógłby doprowadzić do przełomu w sprawie” – zaznaczył SN.

„Dopiero 13 grudnia 2016 r., po badaniach wariograficznych, którym Kamil T. poddał się dobrowolnie (…) sprawca przed funkcjonariuszem policji – przesłuchiwany jeszcze w roli świadka – opowiedział o przebiegu tragicznego zdarzenia, nie ukrywając żadnej ważnej okoliczności”- przypomniał SN. Dopiero wówczas postawiono mu zarzut zabójstwa, a T. wysłuchany jako podejrzany potwierdził obciążające go fakty w swych wyjaśnieniach.

Jak uznał SN, ponieważ same wyniki badań wariograficznych nie mogły być rozstrzygające w postępowaniu karnym „wolno stwierdzić, że w momencie pełnego przyznawania się skazanego do dokonania zabójstwa organy ścigania nie dysponowały dowodami świadczącymi o jego winie”.

„O szczerości i autentyczności żalu i skruchy po stronie sprawcy zaświadczało i to, że nie taił, w jak drastyczny i brutalny sposób pozbawił życia swoją żonę, mimo iż mógł forsować wersję zdarzenia dla siebie zdecydowanie korzystniejszą. Nie podążył jednak tą drogą, choć nic nie stało temu na przeszkodzie” – wskazał ponadto SN.

W związku z tym – jak głosi uzasadnienie oddalenia kasacji – „zważywszy przede wszystkim na fakt wystąpienia wyjątkowo doniosłej okoliczności łagodzącej w postaci szczerego samooskarżenia się T., które nie tylko przesądziło o wyniku sprawy, to jest o zapadnięciu wyroku skazującego za zabójstwo, ale wcześniej w ogóle o uruchomieniu śledztwa” SN nie uznał prawomocnej kary 15 lat więzienia za „rażąco niewspółmierną”.

Ponadto – zdaniem SN – tego typu podejście sądów może „zachęcić wahających się sprawców zbrodni do ujawnienia się i oddania dobrowolnie w ręce wymiaru sprawiedliwości, co da im szansę na łagodniejsze potraktowanie, a w szczególnie uzasadnionych wypadkach na nadzwyczajne złagodzenie kary”.

„Zmarnowałem sobie życie i swojemu dziecku”

Jak informowano Kamil T. zaraz po śmierci kobiety mówił policjantom, że nie mieszkał z żoną i nie widział się z nią w dniu, w którym zmarła. Tłumaczył, że od jakiegoś czasu nie dogadywali się, a powodem decyzji o rzekomym samobójstwie mogła być zazdrość. Według ustaleń śledztwa T., po dokonaniu zabójstwa, upozorował samobójstwo żony. Zdaniem sądów „pierwotną przyczyną tego czynu, który oskarżony popełnił, był długotrwały konflikt małżeński”.

Ojciec zamordowanej kobiety mówił dziennikarzom w 2018 r., że wymiar kary dla oskarżonego nie był istotny dla rodziny, bo przebaczyli Kamilowi T. „Będziemy mieli cały czas to cierpnie i tęsknotę za córką. Nie czekaliśmy na wymiar wyroku – przebaczyliśmy zięciowi zabójstwo córki. Jesteśmy chrześcijańską rodziną, żyjemy według woli bożej, przykazań. Nie powinno w ogóle dojść do tej zbrodni” – podkreślał mężczyzna.

W trakcie procesu T. przeprosił rodziców żony, swojego syna oraz własnych rodziców. „Zmarnowałem sobie życie i swojemu dziecku. Nie mogę cofnąć czasu. Bardzo żałuję tego, co zrobiłem” – mówił sprawca w sądzie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Magdalena K. dziś trafi do aresztu w Polsce

Podejrzana o kierowanie gangiem pseudokibiców i przemyt narkotyków Magdalena K. trafi do polskiego aresztu już w piątek – dowiedział się tvn24. Wcześniej słowacki Sąd Najwyższy zdecydował, że wobec kobiety można zastosować Europejski Nakaz Aresztowania.

Magdalena K. starała się o azyl polityczny na Słowacji. Jej obrońcy argumentowali, że w Polsce nie obowiązuje zasada praworządności, dlatego kobieta nie może liczyć na uczciwy proces. Jednak w zeszłą środę, 11 listopada, słowacki Sąd Najwyższy zadecydował, że Magdalena K. zostanie wydalona do Polski i można zastosować wobec niej Europejski Nakaz Aresztowania.

Jak podaje tvn24.pl, rzeczniczka SN poinformowała, powołując się na ustawę w sprawie europejskiego nakazu aresztowania, że „wydanie osoby organom państwa pochodzenia musi nastąpić nie później niż dziesięć dni po uprawomocnieniu się decyzji o wykonaniu europejskiego nakazu aresztowania”. 10 dni mija w sobotę, 21 listopada, ale że jest to dzień wolny ekipa polskiej policji wybiera się do Bańskiej Bystrzycy już w piątek – dowiedział się portal tvn24.pl.

Kim jest Magdalena K.?

Magdalena K. była poszukiwana listem gończym od 2018 roku. Wpadła pod koniec lutego na Słowacji. Kobieta zmieniła wygląd, kolor włosów i w trakcie przesłuchania utrzymywała, że nie jest tą osobą, za którą się ją uważa.

Zatrzymanej postawiono zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, przemytu i handlu narkotykami, utrudniania postępowania karnego w innym śledztwie i składania fałszywych zeznań. Grozi jej do 15 lat więzienia. Magdalena K. miała przejąć kierownictwo nad gangiem pseudokibiców po zatrzymaniu w 2017 roku jej partnera Mariusza Z. Według ustaleń prokuratury gang sprowadził z Hiszpanii około 5,5 tony marihuany o wartości około 88 milionów złotych oraz kokainę z Holandii o wartości 4,3 miliona euro. Grupa składała się głównie z pseudokibiców Cracovii.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Porwali, gwałcili i torturowali 18-latka. Oprawcy usłyszeli skandalicznie niskie wyroki

Ta sprawa wstrząsnęła mieszkańcami Pomorza. W 2016 roku trzej mężczyźni i kobieta uprowadzili, torturowali i zbiorowo zgwałcili 18-latka z Gdańska. Dla oprawców sąd był wyjątkowo łagodny. Bandyci zostali skazani na kary: od 4 do 6 lat więzienia. Wygląda jednak na to, że za swe haniebne czyny zostaną osądzeni jeszcze raz. We wtorek Sąd Najwyższy uwzględnił kasację złożoną przez Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro.

„Rzadko w sprawach przeciwko zdrowiu człowieka zdarza się takie nagromadzenie okoliczności drastycznych, agresywnych i mogących zaostrzająco wpłynąć na wymiar kary” – wskazał w uzasadnieniu wtorkowego wyroku sędzia Andrzej Stępka.

Sąd Najwyższy podkreślał, że sprawcy byli bardzo brutalni i traktowali pokrzywdzonego nieludzko, wielokrotnie wykorzystując seksualnie swoją ofiarę.

„Kiedy pokrzywdzony próbował się bronić przed wykonaniem tych czynności to m.in oskarżona Patrycja S. zaczęła strzelać do niego z pistoletu pneumatycznego” – wskazał sąd.

Zbiorowy gwałt, strzelanie z wiatrówki i przypalanie papierosami

Przypomnijmy. Do porwania 18-latka doszło 4 października 2016 roku. Jak ustalili śledczy, młody chłopak został uwięziony przez cztery osoby. Oprawcy mieli się nad nim bestialsko znęcać. Swoją ofiarę wywieźli do lasu, tam strzelali do niego z wiatrówki w genitalia, przypalali papierosami i zbiorowo gwałcili. 18-letni gdańszczanin został uwolniony przez porywaczy 5 października i od razu zgłosił się na policję.

Kilka godzin później śledczy zatrzymali trzech mężczyzn w wieku 23-24 lat. Następnego dnia rano zatrzymana została 18-letnia kobieta. Podejrzanym postawiono zarzuty pozbawienia człowieka wolności ze szczególnym udręczeniem oraz doprowadzenia do obcowania płciowego. Według prokuratury, młodzi ludzie nie mieli żadnego motywu, by w ten sposób potraktować swoją ofiarę.

Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. W styczniu 2018 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał wyrok w tej bulwersującej sprawie. Cała czwórka została uznana za winnych zarzucanych im czynów. Daniel K. został skazany na 6 lat więzienia, Patrycja S. na 5 lat więzienia, Marcin D. oraz Dawid B. na 4 lata więzienia. Skazani mieli też zapłacić 10 tys. zł na rzecz pokrzywdzonego.

Jak przekazała nam wówczas Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, prokurator wnosił o wymierzenie wszystkim oskarżonym znacznie surowszej kary, to jest 10 lat pozbawienia wolności, dlatego prokuratura złożyła apelację. Sąd apelacyjny utrzymał jednak w mocy ten skandalicznie niski wyrok.

Sprawą zajął się Prokurator Generalny, który złożył kasację do Sądu Najwyższego. Jego zdaniem wymiar kary jest rażąco niewspółmierny. We wtorek Sąd Najwyższy uwzględnił tę kasację, uchylił wyrok sądu apelacyjnego w zakresie wymiaru kar i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wydanie małoletniej dziewczynki do Rosji. Interwencja Ministra Sprawiedliwości

Kasację od wyroku sądu apelacyjnego, który nakazał wydanie małoletniej dziewczynki ojcu przebywającemu na terenie Rosji, skierował do Sądu Najwyższego Prokurator Generalny.

W kasacji podkreślono, że ojciec nigdy nie opiekował się samodzielnie dzieckiem, a w 2016 r. zupełnie je opuścił. Zdaniem prokuratury, powrót dziewczynki pod opiekę mężczyzny bez bliskości matki może narazić dziecko na szkodę fizyczną lub psychiczną. Prokuratura wskazała też w skardze, że w Rosji dziewczynka nie będzie miała zapewnionej odpowiedniej ochrony prawnej z uwagi na brak jurysdykcji sądów rosyjskich do rozstrzygania spraw tej rodziny.

Sąd nakazał powrót dziewczynki do Rosji

Chodzi o sprawę urodzonej w Polsce dziewczynki, której rodzice Holender i Polka – przenieśli się następnie z Holandii do Rosji w związku z obowiązkami zawodowymi ojca. Para rozstała się, a we wrześniu 2018 r. matka z córką wróciły na stałe do Polski.

Wcześniej od 2017 r. w rosyjskich sądach toczyły się sprawy o alimenty i kontakty córki z ojcem. Sądy te uznały jednak, że nie mają uprawnień do orzekania w sprawie tej rodziny, ponieważ rodzice nie są obywatelami Rosji i nie mieli też na jej terytorium stałej rezydencji. W konsekwencji ojciec wystąpił o wydanie dziecka w trybie konwencji haskiej.

Warszawski sąd okręgowy rozpoznając tę sprawę w I instancji oddalił ten wniosek i uznał, że zamieszkanie dziewczynki z ojcem w Rosji pozbawiałoby możliwości ochrony praw tego dziecka.

Ojciec odwołał się od tego orzeczenia. W konsekwencji Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał matce zapewnienie powrotu małoletniej do Rosji, w terminie 14 dni od uprawomocnienia się orzeczenia. Sąd odmówił przy tym wiarygodności zeznaniom kobiety z uwagi na stopień skonfliktowania stron.

Zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand wniósł do Sądu Najwyższego skargę kasacyjną od tego wyroku, w której zwrócił się o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Zdaniem prokuratury, dziewczynka nie ma zapewnionej odpowiedniej ochrony swych praw na terytorium Rosji. Przypomniano przy tym, że sądy rosyjskie nie mają właściwości do rozpoznawania spraw osób, które nie są obywatelami tego kraju.

Mężczyzna nie sprawował opieki nad dzieckiem

Według prokuratury, odmowa udzielenia ochrony prawnej dziecku przez sądy rosyjskie stanowi naruszenie jego dobra także w kontekście praw człowieka i podstawowych wolności.

W skardze wskazano też, że sąd apelacyjny zupełnie nie wziął pod uwagę, iż ojciec jest korespondentem wojennym i ze względu na specyfikę swojego zawodu nie będzie w sposób prawidłowy sprawować opieki nad córką. Według prokuratury, sąd pominął także, że mężczyzna nigdy samodzielnie nie sprawował opieki nad małoletnią, a w 2016 roku zupełnie ją opuścił.

W opinii prokuratury, w Polsce – u boku matki – dziecko ma zapewnione wszelkie warunki konieczne do dalszego prawidłowego rozwoju, poczucie bezpieczeństwa i możliwość dochodzenia swoich praw przed sądami.

W kasacji wskazano też, że opinia biegłych, na której oparł się sąd apelacyjny jest nierzetelna i pomija całokształt materiału dowodowego. Według prokuratury, z zebranych dowodów wynika, że dziecko pozostające pod opieką ojca w Rosji znajdzie się w sytuacji wybitnie stresowej, nie zapewniającej poczucia bezpieczeństwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl