Ruszył proces ws. znęcania się nad 5-letnią Zuzią

W Sądzie Okręgowym w Łodzi ruszył proces w sprawie pięcioletniej Zuzi. Rodzice małej dziewczynki zgotowali jej prawdziwe piekło. Mała Zuzia była bita, związywana i zamykana w pojemniku na pościel. Przez wiele dni nie była również karmiona. Matce dziewczynki oraz jej partnerowi grozi do 10 lat więzienia. Do przerażających scen dochodziło na łódzkim Polesiu. Magdalena M. oraz jej partner Dawid P. przez dwa lata znęcali się ze szczególnym okrucieństwem nad dzieckiem. Proces w sprawie pięcioletniej dziewczynki ruszył w poniedziałek 19 września w Sądzie Okręgowym w Łodzi.

Prokuratorka, odczytując akt oskarżenia, mówił, że dziewczynka była wyzywana, poniżana, zastraszana. Była również wielokrotnie bita, szarpana i kopana po całym ciele.

– Była wielokrotne przypalana papierosami w wyniku czego pokrzywdzona doznała otarć naskórka głowy, szyi, tułowia, kończyn górnych i lewej kończyny dolnej, wybroczyn na głowie, sińców powłok głowy, tułowia, kończyn, okrągłych ognisk o wyglądzie gojących się pęcherzy oparzeniowych – mówiła prokuratorka Monika Fidos, cytowana przez „Super Express”.

– [Oskarżeni – red.] zaniedbywali jej potrzeby higienicznie, a także pozbawiali wolności poprzez związywanie jej i umieszczanie w pojemniku na pościel o niewielkich rozmiarach z ograniczonym dostępem powietrza, co łączyło się ze szczególnym udręczeniem – tłumaczyła oskarżycielka.

Matka dziewczynki, 28-letnia Magdalena M. oraz jej 23-letni konkubent Dawid P., przebywają w aresztach. Na salę sądową zostali doprowadzeni przez policjantów. Kobieta była wcześniej karana. Jak relacjonuje „Dziennik Łódzki” Magdalena M. na sali sądowej nie przyznała się do winy i odmówiła składania zeznań. Magdalena M., zapewniała, że nie krzywdziła córki. Nie widziała również, skąd się wzięły ślady po oparzeniach papierosem. Jej partner również nie przyznał się do winy. Wydał jedynie krótkie oświadczenie, w którym poinformował, że widział wcześniej, że Zuzia była niedożywiona i niedokarmiana. – Żałuje tego, że nie zgłosiłem tej sprawy policji – mówił Dawid P.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

3,5-latek utonął w Kwisie. Ojciec chłopca usłyszał wyrok

Na dwa lata więzienia Sąd Rejonowy w Bolesławcu skazał Rafała B. – ojca 3,5-letniego Kacperka z Nowogrodźca. Chłopiec w kwietniu 2020 roku utonął w Kwisie. Wyrok nie jest prawomocny. Sprawą zaginięcia chłopca, który był z ojcem i jego kolegą na działkach w Nowogrodźcu żyła nie tylko lokalna społeczność, ale cała Polska. Poszukiwania 3,5-latka, którego ciało odnaleziono w Kwisie ok. 900 metrów od miejsca zaginięcia, trwały prawie dwa tygodnie.

Ojcu zarzucono narażenie dziecka na utratę życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Według prokuratury, w momencie zaginięcia dziecka mężczyzna miał być pod wypływem metamfetaminy. Sekcja zwłok wykazała, że narkotyk ten był też w żołądku dziecka, ale nie zdołał się jeszcze rozprzestrzenić do krwiobiegu.

Mężczyzna przyznał, że nie dopilnował dziecka. Nie przyznawał się jednak do tego, że dał dziecku narkotyki, ani do tego, że pozostawił je w miejscu, z którego syn mógł je wziąć sam. Dziecko było pozostawione przez około 10 minut bez jakiekolwiek opieki przy działkach, w pobliżu stromej skarpy nad rzeką.

Sąd uznał, że mężczyzna jest winny niedopilnowania dziecka i narażenia go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz udzielania narkotyków koledze.

Za oba te czyny sąd skazał go łącznie na 2 lata pozbawienia wolności.

Jednocześnie sąd uniewinnił Rafała B. od zarzutów pozostawienia metamfetaminy w miejscu dostępnym dla dziecka i od kierowania samochodem pod wpływem środków odurzających.

Kiedy żonie umiera mąż, albo mężowi żona mówimy, że ktoś owdowiał. Kiedy dziecku umierają rodzice mówimy, że ktoś kogoś osierocił. Ale w języku polskim i chyba w żadnym języku świata nie ma słowa, które by oddało ogrom bólu i cierpienia, jakie spotyka rodziców w momencie, kiedy umiera im 3,5 letni syn – mówił sędzia Marcin Rygiel.

Zdaniem sądu „życie ukarało oskarżonego najsurowiej i najboleśniej”. Rafał B. już do końca swoich dni będzie żył z myślą, że w wyniku swojego zaniedbania już nigdy nie porozmawia, nie pobawi się ze swoim synkiem Kacperkiem – powiedział s. Rygiel. Dodał, że chłopiec był ulubionym dzieckiem Rafała B., faworyzowanym przez ojca.

Sąd uwzględnił zachowanie Rafała B. przed tym tragicznym zdarzeniem i po nim. Wyrok – jak podkreślono – ma być nauczką dla oskarżonego i powodem do zmiany życia, ale i przestrogą dla osób, które choćby chwilowo sprawują opiekę nad dziećmi. Ma im uświadomić, jak wielka to odpowiedzialność.

Pełnomocnik oskarżonego Luiza Słychan powiedziała RMF24, że wyrok jest korzystny dla Rafała B. i w tym momencie nie przewiduje składania apelacji, choć w tej sprawie będzie jeszcze konsultować się ze swoim klientem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dwoje dzieci wypadło z 9. piętra wieżowca. Jest wyrok dla matki

Przed Sądem Rejonowym w Koszalinie zapadł wyrok dotyczący śmierci dwojga dzieci, które wypadły z okna. Ich matka, 28-letnia Joanna W., została skazana na rok bezwzględnego pozbawienia wolności. Wyrok zapadł na posiedzeniu niejawnym.

Oskarżona przyznała się do popełnienia zarzucanego jej przestępstwa i poddała dobrowolnie karze. W związku z tym został jej wymierzony wyrok roku pozbawienia wolności. Wyrok jest nieprawomocny – poinformował Krzysztof Kozber z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Rodzeństwo, 4-letnia Amelia i 5-letni Sebastian, wypadli z okna mieszkania na 9. piętrze wieżowca przy ul. Władysława IV w Koszalinie (woj. zachodniopomorskie) 30 czerwca 2020 r., ok. godz. 20.30. Oboje zginęli na miejscu. W mieszkaniu była matka dzieci i jeszcze dwoje ich młodszego rodzeństwa, którymi Joanna W. zajmowała się, gdy doszło do tragedii. Partnera kobiety nie było wówczas w mieszkaniu, dopiero wracał z pracy. Kobieta była trzeźwa.

28-letnią Joannę W. Prokuratura Rejonowa w Koszalinie ostatecznie oskarżyła o narażenie swoich dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne spowodowanie śmierci dwojga z nich, o czym w maju poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski. W sprawie, którą w listopadzie 2020 r. śledczy nieprawomocnie umorzyli, uznając zdarzenie za nieszczęśliwy wypadek, jak zaznaczył prok. Gąsiorowski, nastąpił „nieoczekiwany zwrot”.

Ocenę materiału dowodowego zmieniła opinia biegłych.

Stwierdzili oni, że Joanna W. była pod wpływem środków psychotropowych w dniu, gdy doszło do tragicznej śmierci jej dzieci. W organizmie miała ponad 44 nanogramy amfetaminy na mililitr krwi. To nie są jakieś duże ilości, ale biegli uznali, że w tym stanie kobieta nie mogła rzetelnie opiekować się czworgiem dzieci – mówił prok. Gąsiorowski.

Joanna W. przesłuchana w charakterze podejrzanej nie przyznała się do winy. Tłumaczyła, jak przekazał prok. Gąsiorowski, że dzień przed zdarzeniem, odwiedził ją i jej partnera znajomy. Podał im napój i gdy już go wypili, powiedział, że zrobił psikusa i dodał do niego amfetaminę. Podejrzana zaznaczyła, że czuła się po nim dobrze. Nic jej nie było, a poza tym od jego wypicia do zdarzenia minął niemal cały dzień. Dla Joanny W. to, co się stało, było nieszczęśliwym wypadkiem.

Powtórzyła swoje wcześniejsze zeznania, że nie była świadoma tego, że dzieci w wieku 4 i 5 lat są już w stanie wejść na parapet, że mogą ruszyć klamkę i okno się otworzy. Nie miała takiej wiedzy, że dzieci mogą to zrobić. Do pokoju weszła, bo poczuła, że „zrobił się przeciąg”. Gdy zobaczyła, że dzieci nie ma w łóżkach, pomyślała, że się przed nią schowały. Dopiero chwilę później wyjrzała przez otwarte okno. Dzieci leżały na dole.

Rodzina wynajmowała mieszkanie na 9. piętrze wieżowca przy ul. Władysława IV w Koszalinie. Zarówno sąsiedzi, opieka społeczna, jak i dzielnicowy nie mieli zastrzeżeń do kobiety i jej partnera w kwestii opieki nad dziećmi. Po śmierci Amelii i Sebastiana rodzina przeprowadziła się do innego lokum w Koszalinie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Joe Biden reaguje na wyrok ws. amerykańskiej koszykarki

Amerykańska koszykarka Brittney Griner została skazana przez rosyjski sąd za próbę przemytu narkotyków. Choć zawodniczka przyznała się do winy i tłumaczyła, że doszło do pomyłki, sąd wymierzył jej karę grzywny i karę dziewięciu i pół roku pozbawienia wolności. W uzasadnieniu stwierdził, że popełniła przestępstwo z premedytacją. Rosyjscy funkcjonariusze 17 lutego na lotnisku Szeremietiewo znaleźli w bagażu Britnney Griner – amerykańskiej gwiazdy Women’s National Basketball Association (WNBA) – wkłady do e-papierosów zawierające olej haszyszowy – podaje Agencja Reutera. Koszykarka trafiła do aresztu śledczego, a prokuratura oskarżyła ją o próbę przemytu narkotyków.

Na początku lipca ruszył proces. Griner przyznała się do winy. Podkreśliła, że w USA przepisano jej medyczną marihuanę, co potwierdził lekarz. Wyjaśnienia nie zrobiły wrażenia na rosyjskim wymiarze sprawiedliwości, a liczne próby wyciągnięcia koszykarki z więzienia przez amerykański rząd zakończyły się fiaskiem. Britnney Griner na wyrok czekała prawie miesiąc. Zapadł w czwartek 4 sierpnia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Paulina N. zabiła trójkę swoich dzieci. Sąd umorzył postępowanie

​Sąd Okręgowy w Lublinie umorzył w środę postępowanie w sprawie Pauliny N., podejrzanej o zabójstwo trójki swoich dzieci we wrześniu ub. r. w Lublinie. Wnioskowała o to prokuratura ze względu na stwierdzenie niepoczytalności kobiety. 27-latka zostanie umieszczona w zakładzie psychiatrycznym. Środowe posiedzenie sądu było niejawne. Biuro prasowe Sądu Okręgowego w Lublinie poinformowało, że sąd postanowił o umorzeniu postępowania w sprawie Pauliny N., która jest podejrzana o zabójstwo trójki swoich dzieci: 10-miesięcznej dziewczynki, jej dwuletniej siostrzyczki i czteroletniego chłopca, które miała udusić.

Jak wyjaśnił sąd, w chwili popełnienia czynów „miała całkowicie zniesioną możliwość rozpoznania ich znaczenia oraz pokierowania swoim postępowaniem”. Wobec podejrzanej sąd zastosował środek zabezpieczający w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym.

Z wnioskiem o umorzenie postępowania zwróciła się do sądu Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Jej rzeczniczka Agnieszka Kępka mówiła, że we wniosku prokurator powołał się na opinię biegłych lekarzy psychiatrów i psychologa, z której wynika, że „w czasie popełnienia czynu podejrzana była niepoczytalna, czyli nie miała zdolności rozpoznania znaczenia swoich czynów”. W przywołanej przez rzeczniczkę opinii, biegli stwierdzili również, że są podstawy do umieszczenia Pauliny N. w ośrodku terapeutycznym w zakładzie psychiatrycznym.

W przypadku poprawy stanu zdrowia Pauliny N. – wyjaśniła Kępka – będzie istniała możliwość uchylenia decyzji o umorzeniu postępowania.

Jak doszło do tragedii?

Zwłoki trójki dzieci odnalazła ich babcia, która 30 września ub.r. przyszła do 26-letniej córki w odwiedziny. Policjanci zatrzymali Paulinę N. na miejscu zdarzenia. Podejrzana przyznała się do zabójstwa i została tymczasowo aresztowana w areszcie specjalnym z oddziałem szpitalnym.

W czerwcu ub.r. Paulina N. wynajęła mały domek przy jednej z bocznych uliczek przy ul. Nadbystrzyckiej w Lublinie i razem z trójką dzieci sprowadziła się tam z podlubelskiej miejscowości. Przy wsparciu rodziców doprowadziła zaniedbaną nieruchomość do porządku. Kontaktujący się z nią pracownik socjalny i asystent rodziny nie zauważyli niepokojących symptomów w jej zachowaniu, czy relacji do dzieci.

Decyzją Sądu Rejonowego Lublin-Wschód w Lublinie z 8 listopada 2018 r. kobieta miała ograniczoną władzę rodzicielską w stosunku do najstarszego syna „z uwagi na dobro dziecka” i była poddawana „stałemu nadzorowi kuratora sądowego”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest list gończy za „Wojtkiem z Zanzibaru”

Sąd zarządził poszukiwania listem gończym za Wojciech Żabińskim znanym jako Wojtek z Zanzibaru, bo ma on do odbycia w Polsce prawomocny wyrok. Mężczyzna prowadził obiekty hotelarskie, które reklamowały w social mediach polskie gwiazdy showbiznesu. Informację o liście gończym wobec Żabińskiego podała gazeta.pl. Rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski przekazał mediom, że sąd oczekuje na aktualną informację policji dotyczącą miejsca pobytu skazanego i dodał, że w razie potwierdzenia, że skazany przebywa za granicą, zostanie wystawiony wniosek o wszczęcie poszukiwań międzynarodowych. Prawie trzy lata temu Wojciech Żabiński został skazany m.in. za oszustwo na dwa lata i dwa miesiące więzienia – pisała gazeta.pl. Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał wyrok skazujący. Policji zlecono doprowadzenie mężczyzny do odbycia kary. W czerwcu Sąd Najwyższy rozpatrzył negatywnie skargę kasacyjną obrońcy mężczyzny.

Wojciech Żabiński, znany jako Wojtek z Zanzibaru, od kilku lat prowadzi obiekty pod marką „Pili Pili”. Aktywnie działał w mediach społecznościowych, a polscy celebryci dodatkowo reklamowali jego obiekty hotelowe. Mężczyzna w wywiadzie dla onet.pl przyznał, że dostał wyrok, według którego, jeśli przekroczy granicę Polski, zostanie zatrzymany, więc woli nie wracać, tylko walczyć o sprawiedliwość na odległość.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Bartłomiej Misiewicz z karą grzywny

Na karę 20 tys. zł grzywny skazał we wtorek warszawski sąd rejonowy byłego rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza za publiczne, niezgodne z prawem reklamowanie wódki „Misiewiczówka” na Twitterze. Wyrok jest nieprawomocny. Jednocześnie Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy przychylił się do zawartych w akcie oskarżenia zarzutów sprzedaży alkoholu bez zezwolenia i promowaniu alkoholu na stronie internetowej sklepu sprzedającego „Misiewiczówkę”. Sędzia Marcin Niedźwiecki, uzasadniając to orzeczenie powiedział, że znamiona czynu zabronionego wyczerpywało jedynie umieszczanie postów dotyczących wódki na Twitterze.

Przypomniał przy tym, że niezgodna z prawem reklama alkoholu zagrożona jest karą grzywny od 10 tys. zł do 500 tys. zł. Sąd wymierzył oskarżonemu karę w dolnych granicach wobec istotnego ograniczenia treści zarzutów i stosunkowo niewielkiej liczby działań uznając, że będzie ona wystarczająca, żeby osiągnąć wobec oskarżonego swoje cele – dodał sędzia.

Możliwa apelacja

Były rzecznik resortu obrony i bliski współpracownik b. szefa MON Antoniego Macierewicz, podobnie jak podczas całego procesu, nie stawił się we wtorek w stołecznym sądzie. Jego obrońca mec. Maciej Marczak komentując wyrok nie wykluczył złożenia w tej sprawie apelacji. Wyraził też satysfakcję z uznania przez sąd za zgodną z przepisami zarówno sprzedaż, jak i reklamę alkoholu na stronie internetowej sklepu.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w maju ubiegłego roku. Misiewicz został w nim oskarżony o sprzedaż „Misiewiczówki” bez zezwolenia i reklamę tego alkoholu w internecie.

„W okresie od 31 stycznia 2020 r. do 17 września 2020 r. na ogólnodostępnym profilu na portalu twitter.com i stronie internetowej publicznie reklamował wódkę „Misiewiczówka” poprzez zamieszczenie grafiki oraz opisu, w których rozpowszechniał nazwę producenta, znaki towarowe oraz symbole graficzne, służące popularyzowaniu znaków towarowych napoju alkoholowego” – brzmiało oskarżenie prokuratury.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójstwo na terenie ogródków działkowych w Olsztynie. Kary utrzymane

Sąd Apelacyjny w Białymstoku nie znalazł okoliczności łagodzących i prawomocnie utrzymał kary 25 lat więzienia dla dwójki oskarżonych o zabójstwo młodego mężczyzny na terenie jednego z olsztyńskich ogrodów działkowych. Zwrócił uwagę, że do zbrodni doszło wręcz bez powodu. Apelacje składali obrońcy, którzy chcieli zmiany kwalifikacji prawnej czynu – z zabójstwa na pobicie ze skutkiem śmiertelnym i kary łagodniejszej, albo uchylenia wyroku i zwrotu sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Olsztynie.

Do zbrodni doszło 30 grudnia 2020 roku, na terenie ogródków działkowych „Szafirek” w Olsztynie. Według ustaleń prokuratury, mieszkaniec jednej z podmiejskich miejscowości, dzień wcześniej późnym popołudniem przyjechał do Olsztyna, gdzie poznał trzech mężczyzn.

Wspólnie pili alkohol i zażywali narkotyki w altanie na terenie ogródków działkowych. Mężczyźni byli bezdomni i wówczas zajmowali tę altankę. Do konfliktu między pokrzywdzonym a oskarżonymi miało dojść w momencie, gdy próbował on zażyć porcję narkotyku przeznaczoną nie dla niego. Doszło do kłótni, potem do brutalnego pobicia. Do zgonu doprowadziły rozległe, poważne obrażenia głowy i ubytek krwi.

Jak wskazali powołani w śledztwie biegli, ofiara została brutalnie pobita m.in. przy użyciu metalowej rurki o ponadmetrowej długości i szklanej butelki, nieustalonym ostrym narzędziem zadano jej też pięć ran kłutych ramion.

Sąd utrzymał kary

Sąd Apelacyjny w Białymstoku uznał apelacje za bezzasadne i kary 25 lat więzienia utrzymał. Sprawcy działali w porozumieniu i z zamiarem ewentualnym zabójstwa, apelacje obrońców stanowią jedynie polemikę z prawidłowymi ustaleniami pierwszej instancji – uzasadniał sąd.

– Bili wspólnie, po całym ciele, a następnie razem przeciągnęli – skatowanego mężczyznę – w stronę domu znajdującego się na działce, gdzie porzucili go bez żadnych szans na jakąkolwiek pomoc i w okolicznościach, które musiały w sposób nieuchronny prowadzić do śmierci pokrzywdzonego – uzasadniała wyrok sędzia Alina Kamińska. Przypominała, że była zima, noc i teren ogródków działkowych, gdzie nie ma wtedy ludzi.

Sędzia zwracała uwagę na brutalność sprawców, pastwienie się nad ofiarą i rozległość zadanych obrażeń. – Skutek w postaci śmierci pokrzywdzonego był im obojętny. A przypomnieć należy, że obojętność wobec skutku już statuuje zamiar ewentualny – dodała. Odnosząc się do stopnia demoralizacji sprawców, ich wcześniej wielokrotnej karalności sędzia Kamińska mówiła, że w tej sprawie 25 lat więzienia to kara „właściwa i sprawiedliwa”. – Ma też chronić społeczeństwo przed takimi osobami, jak oskarżeni – podkreśliła.

Przypomniała, że sprawcy, którzy byli pod wpływem alkoholu i środków odurzających, działali z błahego powodu, a w ocenie społecznej „bez powodu”, bo chodziło o tzw. działkę narkotyku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Autorka eseju „Jak zamordować męża” z dożywociem

Sąd w amerykańskim Oregonie skazał na dożywocie 71-letnią Nancy Crampton Brophy, autorkę romansów, która w 2018 r. miała zastrzelić swojego męża. Wiele lat temu pisarka napisała esej „Jak zamordować swojego męża”. Ława przysięgłych w ubiegłym miesiącu uznała 71-letnią Nancy Crampton Brophy winną morderstwa drugiego stopnia. Wczoraj sąd w Oregonie skazał kobietę na dożywocie.

Do zbrodni doszło w 2018 r. Jak uznał sąd, pisarka zastrzeliła swojego męża Daniela Brophy’ego, by dostać 1,5 mln dolarów z polisy na życie. Para była małżeństwem przez 26 lat. Mężczyzna był wykładowcą w Instytucie Kulinarnym w Oregonie. Właśnie w tym instytucie w czerwcu 2018 r. znaleziono jego ciało. Został dwukrotnie postrzelony.

Przed zbrodnią Crampton Brophy sama wydawała pisane przez siebie romanse. Napisała też powieści takie jak „Zły mąż” i „Zły kochanek”. Wiele lat przed zabiciem mężczyzny kobieta napisała esej „Jak zamordować męża”. „Jedno co wiem nt. morderstwa – każdy z nas ma w sobie to ‚coś’, wystarczy go tylko odpowiednio daleko popchnąć” – pisała kobieta.

Crampton Brophy wyliczyła też całą listę sposób, w jaki można dokonać morderstwa – począwszy od broni palnej, przez noże, truciznę, a nawet wynajęcie płatnego zabójcy. Stwierdziła równocześnie, że „łatwiej jest życzyć komuś śmierci, niż go rzeczywiście zabić”. „Nawet gdyby morderstwo miało mieć uwolnić, nie chciałabym z pewnością trafić do więzienia” – dodała.

Motyw – kłopoty finansowe

Sędzia odrzucił ten esej jako dowód w sprawie. Uznał bowiem, że został on napisany wiele lat przed zbrodnią, jako część seminarium z literatury. Prokuratura udowodniła jednak, że Crampton Brophy miała motyw, by zabić męża. Małżeństwo miało bowiem kłopoty finansowe, a pieniądze z polisy na życie mogły je zakończyć.

Ponadto na nagraniu z monitoringu widać, jak kobieta odjeżdża z Instytutu Kulinarnego w czasie, gdy doszło do zbrodni.

Policja nie znalazła narzędzia zbrodni. Ustaliła jednak, że kobieta kupiła wcześniej taki sam model broni, z którego strzelano do mężczyzny.

Pisarka stwierdziła w sądzie, że ma lukę w pamięci i nie pamięta nic z dnia, w którym zmarł jej mąż.

12-osobowa ława przysięgłych, po niecałych dwóch dobach narad, uznała ją za winną morderstwa drugiego stopnia. Kobieta może ubiegać się o zwolnienie warunkowe po 25 latach więzienia. Jej obrona już zapowiada apelację.

„Zdecydowałaś się kłamać, oszukiwać, kraść, defraudować, a w końcu zabić swojego największego fana. Byłaś – parafrazując twoją książkę – złą żoną” – napisał po wyroku Nathaniel Stillwater, syn Daniela Brophy’ego z poprzedniego małżeństwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rypin: Pijany driftował bmw. Wjechał w grupę 9 osób

25-letni kierowca, będąc w stanie nietrzeźwości, driftował swoim bmw na stacji benzynowej w gminie Rypin (kujawsko-pomorskie). W pewnym momencie nie opanował auta i wjechał w grupę dziewięciu osób, powodując obrażenia u dwóch nastolatków. Grozi mu do ośmiu lat więzienia, a na razie – decyzją sądu – trafił na trzy miesiące do aresztu. Informacja o potrąceniu dwóch osób na placu przy stacji benzynowej dotarła do policjantów z Rypina w sobotę około godziny 23:00. Funkcjonariusze ustalili na miejscu, że 25-letni kierujący pojazdem marki BMW celowo driftował, a w pewnym momencie stracił panowanie nad samochodem.

W wyniku potrącenia dwóch 19-latków zostało przewiezionych do szpitala. Według portalu rypin.naszemiasto.pl jeden z rannych jest „w poważniejszym stanie”.

Okazało się, że kierowca ma w organizmie blisko półtora promila alkoholu. Mężczyzna został zatrzymany i przewieziony do policyjnego aresztu. Na miejscu wypadku policjanci przeprowadzili oględziny i przesłuchali świadków. W niedzielę 25-latek został doprowadzony do prokuratury. Tam, na podstawie zebranych dowodów, przedstawiono mu zarzuty spowodowania wypadku i sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Śledczy podkreślili, że czyny popełnił, będąc pod wpływem alkoholu.

Jak przekazała asp. szt. Dorota Rupińska z Komendy Powiatowej Policji w Rypinie, w niedzielę – na wniosek policji – mężczyzna został aresztowany przez sąd na trzy miesiące.
Źródło info i foto: polsatnews.pl