W poniedziałek rusza proces Eryka S. 23-latek wielokrotnie ugodził nożem swoją ofiarę

Proces 23-letniego Eryka S., oskarżonego o zabójstwo 16-letniej mieszkanki Dzierzgowa (Łódzkie) rozpoczyna się w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Łodzi. Mężczyźnie, który wielokrotnie ugodził swoją ofiarę nożem, grozi dożywocie. Rozprawa ma odbywać się przy drzwiach zamkniętych. Jak poinformowała rzeczniczka prasowa ds. karnych Sądu Okręgowego sędzia Iwona Konopka, postanowienie o wyłączeniu jawności zapadło na posiedzeniu wstępnym, które odbyło się bez udziału publiczności.

– Sąd Okręgowy w Łodzi (…) wyłączył jawność rozprawy, mając na uwadze, iż okoliczności, które będą ewentualnie ujawniane w trakcie rozprawy, mogłyby naruszyć ważny interes prywatny pokrzywdzonej i obrażać dobre obyczaje – podkreśliła sędzia Konopka.

Do zabójstwa 16-latki doszło w lipcu ubiegłego roku na terenie posesji w Dzierzgowie w pow. łowickim. Dziewczyna kosiła trawę, kiedy niespodziewanie podszedł do niej mężczyzna i wielokrotnie ugodził ją nożem. Świadkami zbrodni byli brat ofiary, ojciec i babcia. Mimo natychmiastowego wezwania pomocy, nastolatki nie udało się uratować.

„Przez krótki czas byli parą”

Napastnik uciekł w stronę pobliskiego lasu. Został zatrzymany ok. kilometra od miejsca zbrodni przez policjanta po służbie. Jak ustalono, 22-letni wówczas zabójca i jego ofiara znali się – przez krótki czas byli parą. Mężczyzna kontaktował się wcześniej z dziewczyną i próbował umówić się z nią na spotkanie, jednak ona nie wyraziła takiej chęci. W chwili zatrzymania mężczyzna był trzeźwy, jednak z uwagi na stan zdrowia został przewieziony do szpitala, gdzie go przesłuchano i przedstawiono mu zarzut zabójstwa. Jak zrelacjonował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania, mężczyzna odmówił wówczas złożenia wyjaśnień oraz odpowiedzi na pytanie, czy przyznaje się do zarzucanego mu czynu.

Ze szpitala – decyzją sądu – Eryk S. trafił do aresztu. Biegli psychiatrzy ustalili, że jest w pełni poczytalny i może odpowiadać za zarzucone mu czyny. Za zabójstwo grozi mu nawet dożywocie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ponownie odroczono proces Zbigniewa S.

Sąd w Łodzi odroczył zaplanowany na poniedziałek proces Zbigniewa S. „Wyznaczony na poniedziałek początek procesu w Sądzie Okręgowym w Łodzi wielokrotnie skazywanego za liczne przestępstwa Zbigniewa S. został ponownie odroczony” – poinformowała Polska Agencja Prasowa na Twitterze.

W lipcu portal wPolityce.pl poinformował o kolejnym akcie oskarżenia ws. Zbigniewa S. Dotyczy on działania na szkodę fundacji charytatywnej, którą prowadził, a sprawę prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. W akcie oskarżenia figurują także jego bliscy: Iwona S., Przemysław S. oraz dwie inne osoby.

„Akt oskarżenia zakończył śledztwo, w którym połączono dwie sprawy prowadzone przeciwko Zbigniewowi S. Jedna z nich dotyczyła przywłaszczenia pieniędzy fundacji i prania brudnych pieniędzy, druga zaś przywłaszczenia środków podczas pobytu Zbigniewa S. w kasynie” – czytamy na w Polityce.pl.

Za zarzucone przestępstwa Zbigniewowi S. oraz Iwonie S. grożą kary łączne do 20 lat pozbawienia wolności.

Sprawa Stonogi

Przypomnijmy, że w październiku 2020 roku policja zatrzymała Zbigniewa Stonogę w związku ze śledztwem w sprawie przywłaszczenia w okresie od października do grudnia 2019 roku pieniędzy w kwocie 253 tys. zł – informowała Prokuratura Krajowa. Stonoga „usłyszał zarzuty działania na szkodę Fundacji swojego imienia, przywłaszczenia pieniędzy pochodzących z wpłat od darczyńców, uczynienia sobie z tego procederu stałego źródła dochodu, a także prania pieniędzy”. Grozi mu za to kara nawet 15 lat więzienia. Łącznie ciąży na nim niemal 200 zarzutów. Sąd w Lublinie oddalił wniosek prokuratury o areszt dla Zbigniewa Stonogi.

Śledczy ustalili, że Zbigniew S. przeznaczył przywłaszczone środki w kwocie 217 tysięcy złotych na zakup żetonów do gry w jednym z warszawskich kasyn. Pozostałe pieniądze rozdysponował poprzez udzielenie nieoprocentowanej pożyczki Edwardowi S. w kwocie 11 tysięcy złotych oraz zapłatę honorarium adwokackiego i zwrotu kosztów procesowych w prywatnej sprawie w wysokości 25 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: doRzeczy.pl

Wyrok sądu apelacyjnego w sprawie ks. Arkadiusza H. odroczony

Sąd Okręgowy w Kaliszu odroczył w piątek ogłoszenie wyroku ws. ks. Arkadiusza H. – podaje Onet.pl na podstawie doniesień PAP. Duchowny w marcu został skazany przez Sąd Rejonowy w Pleszewie na 3 lata więzienia za czyny pedofilskie. Historia księdza i jego ofiar została pokazana w ubiegłorocznym filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”. Sąd Okręgowy w Kaliszu w trakcie piątkowej rozprawy apelacyjnej zdecydował o odroczeniu ogłoszenia wyroku ws. 52-letniego ks. Arkadiusza H. Jak podaje Onet.pl na podstawie PAP, sąd chce sprawdzić, czy Sąd Rejonowy w Pleszewie w wydanym w marcu orzeczeniu wziął pod uwagę przepisy, które obowiązywały wtedy, gdy duchowny popełniał przestępstwa.

– Chodzi o przedawnienie o karalności, biorąc pod uwagę fakt, że od momentu popełnienia czynu do chwili orzekania przepisy te były wielokrotnie zmieniane – mówił sędzia Marek Bajger. Sąd niższej instancji stwierdził jednak, że przestępstwo się nie przedawniło.

„Zabawa w chowanego” .Ks. Arkadiusz H. skazany

W marcu tego roku ks. Arkadiusz H. został skazany przez Sąd Rejonowy w Pleszewie na 3 lata bezwzględnego więzienia oraz 10-letni zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą. Sąd uznał, że 52-latek dopuścił się kilkunastu przestępstw o charakterze seksualnym na nieletnim wówczas Bartłomieju w latach 1998-2000.

Do momentu rozpoczęcia procesu ksiądz Arkadiusz H. utrzymywał, że nie popełnił zarzucanych mu czynów. Jednak na pierwszej rozprawie sądowej przyznał się do molestowania seksualnego i przeprosił pokrzywdzonego za swoje czyny. W opublikowanym w ubiegłym roku w sieci filmie dokumentalnym braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” przedstawiono historię trzech chłopców: braci Jakuba i Bartłomieja oraz niespokrewnionego z nimi Andrzeja. Wszyscy trzej mieli być molestowani przez właśnie przez Arkadiusza H.

Ksiądz stanął przed sądem tylko za molestowanie jednego z chłopców – Bartłomieja. W przypadku pozostałych dwóch oraz sześciu innych poszkodowanych, którzy zgłosili się do prokuratury, postępowanie zostało umorzone ze względu na przedawnienie.

Apelacje od marcowego wyroku ws. Arkadiusza H. wniosła prokuratura oraz obrońca ofiary duchownego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Pijana wiozła 3-letnią córkę

Dlaczego mieszkanka gminy Osiek w Kujawsko-Pomorskiem postąpiła skrajnie nieodpowiedzialnie? Zatrzymana przez brodnickiego dzielnicowego będzie musiała się tłumaczyć przed sądem. Kobieta wiozła 3-letnią córeczkę, mając ponad 2 promile alkoholu w organizmie.

Policjanci z Brodnicy informują naszą redakcję, że w niedzielę (10.10.2021) w jednej z miejscowości w gminie Osiek dzielnicowy pełniący służbę na podległym terenie zatrzymał do kontroli drogowej osobowego forda focusa, za kierownicą którego siedziała 28-latka. W trakcie kontroli kierującej, mundurowy poddał kobietę badaniu alkotestem. – Okazało się, że kierująca pojazdem ma ponad 2 promile alkoholu w organizmie. W pojeździe znajdowała się jej 3-letnia córka i ojciec kierującej, który był trzeźwy i posiadał uprawnienia do kierowania pojazdami – podaje asp. szt. Agnieszka Łukaszewska z KPP w Brodnicy.
Źródło info i foto: se.pl

Kiedy rozprawa „najmłodszego polskiego milionera”

Przed warszawskim sądem rejonowym rusza sprawa Piotra Kaszubskiego okrzykniętego „najmłodszym polskim milionerem”, którego śledczy oskarżyli o przestępstwa skarbowe na blisko 4 mln zł. Pierwsza rozprawa ma odbyć się 1 grudnia. Obrońcy domagają się jednak umorzenia sprawy. Jak przekazała sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie, w środę w Sądzie Rejonowym Warszawa-Mokotów odbyło się posiedzenie wstępne w tej sprawie. „Pierwszy termin rozprawy wyznaczony został na 1 grudnia br.” – poinformował sąd.

Na ławie oskarżonych obok Piotra Kaszubskiego (wyraził zgodę na publikację nazwiska) zasiądzie także jego „prawa ręka”, Mikołaj D., który m.in. zarządzał spółkami i nadzorował sprawy finansowe.

– Złożyłem wniosek o to, aby sąd rozważył umorzenie tego postępowania. W mojej ocenie zachodzi negatywna przesłanka procesowa, czyli brak zgody uprawnionego podmiotu na ściganie – powiedział obrońca Kaszubskiego mec. Rafał Rogalski. Jak przypomniał, jego klient został wydany na podstawie europejskiego nakazu aresztowania przez Austrię, ale tamtejszy sąd zgodził się na ściganie w zakresie określonych przestępstw. Dodał, że przestępstwa zarzucone w tym postępowaniu nie są objęte zgodą sądu w Wiedniu i – w jego ocenie – brakuje zgody na ściganie.

Ponadto – jak mówił mec. Rogalski – oskarżenie powinno się zdecydować, jaką wersję przyjmuje „jeśli chodzi o prawno-karną ocenę zachowania” jego klienta. – W tej sprawie zarzucono przestępstwa podatkowe (…). Jeśli założymy, że Kaszubski popełnił przestępstwa kwalifikowane jako oszustwa, to jak to się ma do przestępstw podatkowych. Tu jest sprzeczność – zaznaczył adwokat, przypominając równolegle prowadzoną sprawę odnoszącą się do podejrzenia oszustw.

Także obrońca Mikołaja D. mec. Jan Mydłowski potwierdził, że obrona złożyła wnioski o umorzenie tego postępowania do czasu zakończenia innej sprawy prowadzonej przez śledczych lub zawieszenia postępowania i ewentualne rozpoznawanie spraw łącznie.

„Podatek od oszustwa”?

– Prokuratura uważa, że w jednym z toczących się dalej postępowań oskarżeni mieli dopuścić się oszustwa na szkodę osób, które zakupiły produkty. A jeżeli mieli dopuścić się oszustwa, to nie można oczekiwać w naszej ocenie, żeby te pieniądze zostały opodatkowane. Te pieniądze powinny prędzej zostać ewentualnie zwrócone pokrzywdzonym niż być opodatkowane jako przedmiot przestępstwa – argumentował mec. Mydłowski.

Sąd ma rozpoznać wnioski obrony właśnie na posiedzeniu zaplanowanym na 1 grudnia. – Sąd wskazał, że wówczas rozpozna tę kwestię i odbędzie się albo posiedzenie w celu umorzenia sprawy lub rozpocznie się przewód sądowy – zaznaczył mec. Rogalski.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu w listopadzie ub.r. Prokuratura zarzuca w nim Kaszubskiemu nieujawnienie organom podatkowym przedmiotu oraz podstawy opodatkowania oraz nieskładaniu deklaracji z osiągniętych dochodów. Według śledczych śledczych mężczyzna w 2014 r zarobił 5,9 mln zł, z czego powinien odprowadzić prawie 1,9 mln zł podatku, a w 2015 r. osiągnął dochód ponad 4 mln zł czego 1,3 mln zł powinno trafić do Skarbu Państwa.

Według prokuratury, Kaszubski zatajał prowadzenie działalności na własny rachunek posługując się innymi podmiotami gospodarczymi, którymi faktycznie kierował. Grozi mu za to do 10 lat pozbawienia wolności i wysokie grzywny.

„Oszustwa przy sprzedaży suplementów diety”

W sprawie Kaszubskiego prokuratura prowadzi też inne postępowanie. Dotyczy ono oszustw przy sprzedaży suplementów diety, wybielających past do zębów i kosmetyków. Śledczy szacują liczbę poszkodowanych na 174 tys. osób, a kwotę oszustwa na 28 mln zł. W związku z tym śledztwem we wrześniu 2016 r. wydano za Kaszubskim europejski nakaz aresztowania. Na jego podstawie został on sprowadzony do Polski z Austrii, gdzie się ukrywał.

W toku śledztwa prokuratura zgromadziła dodatkowy materiał dowodowy i chciała uzupełnić K. zarzuty. Przepisy stanowią, że do wykonania takiej czynności polski wymiar sprawiedliwości potrzebuje zgody od państwa, które zgodziło się wydać podejrzanego. Austriacki sąd w pierwszej instancji zgodził się na uzupełnienie K. zarzutów, jednak sąd odwoławczy nie wyraził zgody.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójstwo Pawła Adamowicza. Prokuratura analizuje kolejną opinię biegłych

Prezydent Adamowicz został zamordowany w styczniu 2019 r., a jego morderca od razu oddał się w ręce policji. Ponad 30 miesięcy później prokuratura wciąż nie wie, czy zabójca włodarza Gdańska był poczytalny i dlatego nie może postawić go przed sądem. Za sprawą trzeciej opinii biegłych, która właśnie trafiła do gdańskich śledczych, jest szansa na przełom.

– To już trzecia opinia biegłych. Prokuratura sprawdza, czy opinia jest kompletna. Po takiej analizie będzie już wiadomo, czy jest ona rozstrzygająca dla sprawy – mówi Onetowi Grażyna Wawryniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

A sprawa ciągnie się od stycznia 2019 r., gdy podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku prezydent Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem. Dzień później włodarz Gdańska zmarł w szpitalu. Jego morderca, Stefan W. został zatrzymany od razu po ataku. Od tamtego czasu przebywa w areszcie. W 2021 r. wciąż nie wiadomo, czy stanie przed sądem.

Dwie różne opinie w sprawie Stefana W.

Kluczowa jest tu odpowiedź dotycząca poczytalności. W sprawie poczytalności Stefana W. – na polecenie prokuratury – wypowiadały się już dwa zespoły biegłych. Oba doszły do różnych wniosków.
Źródło info i foto: onet.pl

Zabiła 4-miesięczną córeczkę. Sąd obniżył jej wyrok

Sąd złagodził karę wymierzoną Monice P., oskarżonej o zabicie swojej czteromiesięcznej córki. Mieszkanka Bytomia została skazana na 25 lat więzienia, a sąd obniżył wyrok do 15 lat. Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro nie zgodził się z wyrokiem sądu i postanowił błyskawicznie zareagować.

Wyrok, z którym nie zgodził się Prokurator Generalny dotyczy sprawy z 9 stycznia 2018 r. Do chorzowskiego szpitala trafiła czteromiesięczna dziewczynka z poważnym urazem głowy. Matka dziecka, która wezwała pogotowie, twierdziła, że córka się zadławiła. Medycy zawiadomili policję. Dziewczynka zmarła 22 stycznia w szpitalu. Kobiecie początkowo prokuratura przedstawiła zarzut spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała. Później, po otrzymaniu szczegółowej opinii biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej, okazało się, że obrażenia głowy dziecka miały „charakter czynny” i zarzut został zmieniony na zabójstwo.

„Gdy parze skończył się alkohol, Monika P. kazała iść po wódkę swojemu konkubentowi. Po jego wyjściu puściła bardzo głośno muzykę, co obudziło jej córeczkę, dziecko zaczęło płakać. Oskarżona dwukrotnie uderzyła niemowlę w głowę, powodując złamania kości czaszki, krwotoki śródczaszkowe oraz stłuczenie mózgu” – podała prokuratura. Oskarżyciel ustalił, że kobieta pobiła dziewczynkę mając „co najmniej 1,4 promila alkoholu we krwi”. Kobieta i jej partner odpowiadali również za znęcanie się nad pozostałymi dziećmi. Przed sądem pierwszej instancji prokurator domagał się dla Moniki P. kary dożywotniego pozbawienia wolności. Jesienią 2019 roku kobieta została skazana przez Sąd Okręgowy w Katowicach na karę łagodniejszą, 25 lat więzienia. Od tego orzeczenia apelację wnieśli zarówno prokurator, jak i pełnomocnik oskarżonej.
Źródło info i foto: se.pl

Szczecin: Zaatakował ochroniarza siekierą, potem chciał podpalić sąd. Szymon S. skazany

Wyrok siedmiu lat więzienia usłyszał w środę w szczecińskim Sądzie Okręgowym mężczyzna, który zaatakował sądowego ochroniarza siekierą. Wniósł następnie do budynku kanistry z benzyną. W zeznaniach Szymon S. przyznał, że atak był próbą samobójczą, ponieważ nie miał już sił, aby walczyć o swoje dzieci. Jak przekazał PAP w środę rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie Michał Tomala, siedem lat pozbawienia wolności to kara łączna. Szymon S. został skazany za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu poszkodowanego i próbę wysadzenia kanistrów z benzyną w budynku sądu.

Mężczyzna, z zawodu lekarz psychiatra, oskarżony był pierwotnie o usiłowanie zabójstwa ochroniarza, którego zaatakował w szczecińskim Sądzie Okręgowym 12 października 2018 r. Sąd zmienił jednak kwalifikację czynu. S. ma również zapłacić pracownikowi ochrony 70 tys. zł.

42-letni wówczas mężczyzna wszedł do przedsionka sądu przy ul. Małopolskiej, miał w dłoniach zakrytą kartkami papieru siekierę, którą dwukrotnie uderzył ochroniarza. Spowodował u niego m.in. otarcie i powierzchowną ranę. Wybiegł z budynku, podszedł do samochodu zaparkowanego nieopodal, przyniósł dwa kanistry benzyny i próbował podpalić sąd. Jak się okazało, miał ze sobą także młotek ciesielski i nóż, a w samochodzie więcej kanistrów z benzyną.

W zatrzymaniu i obezwładnieniu mężczyzny pomogli świadkowie. Szymon S. mówił podczas pierwszej rozprawy w lutym ub. r., że nie przyznaje się do czynów „tak opisanych jak w akcie oskarżenia”. Przyznał, że chciał obezwładnić ochronę i doprowadzić do użycia broni – wszystko po to, aby zginąć na miejscu. – Nie miałem ani sił, ani środków, aby dalej walczyć o moje dzieci – mówił Szymon S. Gdy zorientował się, że ochrona nie ma broni, poszedł do samochodu po kanister, aby się podpalić. Jak mówił, wydarzenia z 12 października 2018 r. były wynikiem pięcioletniej batalii o możliwość kontaktu z synami. Zaznaczył m.in., że matka młodszego chłopca za możliwość kontaktu z dzieckiem domagała się pieniędzy.

Zeznał, że idąc do sądu „wiedział, że zginie”, mówił, że przekroczył „linię posługiwania się racjonalnymi kategoriami”. O samej próbie samobójczej mówił, że chciał zaznaczyć w ten sposób swoją „miłość i oddanie do dzieci”. – Najważniejsza w tym wszystkim była demonstracja i pokazanie mojej desperacji – wskazywał. Prokuratura zaznaczyła, że napastnik miał w znacznym stopniu „ograniczoną zdolność rozpoznawania znaczenia czynu” z powodu zaburzeń osobowości „o cechach paranoicznych, niestabilności emocjonalnej, oraz przewlekłych zaburzeń depresyjnych”. Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

32-letni kurier podejrzany o molestowanie 14-latki. Sąd nie zgodził się na areszt

W Prokuraturze Rejonowej w Słupsku trwa śledztwo przeciwko 32-letniego pracownika firmy kurierskiej. Mężczyzna jest podejrzany o molestowanie 14-latki, której miał dostarczyć paczkę. Jak podaje „Głos Pomorza”, do zdarzenia doszło w ubiegłym tygodniu. 32-letni mieszkaniec okolic Słupska miał dostarczyć paczkę do mieszkania w jednej z miejscowości w powiecie słupskim. Przesyłka miała trafić do 14-latki.

Z ustaleń śledczych wynika, że kurier wszedł do mieszkania i zaczął rozmawiać z dziewczyną. Lokalny dziennik podaje, że pytał ją m.in. o szkołę i wiek. Nie chciał opuścić jej mieszkania, miał złapać ją za pośladki.

W pewnym momencie do 14-latki zadzwoniła koleżanka. Dziewczyna udawała, że rozmawia ze swoją matką. To miało sprawić, że kurier opuścił mieszkanie. – Wkrótce po zdarzeniu mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzut dopuszczenia się innej czynności seksualnej wobec pokrzywdzonej poniżej 15 roku życia. Nie przyznał się do tego, że dotykał małoletnią – powiedziała „Głosowi Pomorza” Magdalena Gadoś, prokuratorka rejonowa w Słupsku.

Prokuratura zawnioskowała do sądu o tymczasowy areszt. Sąd się na to nie zgodził. – Po zapoznaniu się z uzasadnieniem decyzji sądu zdecydujemy o ewentualnym złożeniu w Sądzie Okręgowym w Słupsku zażalenia na nieuwzględnienie wniosku o tymczasowe aresztowanie – powiedziała prok. Gadoś.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest wyrok w sprawie kardiochirurga Mirosława G.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa skazał kardiochirurga Mirosława G. za narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia pacjenta, któremu podczas operacji w 2006 r. zostawił w lewej komorze serca kawałek gazika. Lekarz został skazany na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok i grzywnę w wysokości 10 tys. zł. Prokuratura zapowiada apelację.

Sędzia Łukasz Malinowski wydał 26 sierpnia wyrok w głośniej sprawie kardiochirurga Mirosława G., dotyczącej wątku narażenia pacjenta Floriana M. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Sprawa była powtórnie rozpoznawana. Wcześniej kardiochirurg oskarżony był nie tylko o narażenie pacjenta, ale także nieumyślnie doprowadzenie do jego śmierci, jednak ten wątek, mimo apelacji prokuratury, został odrzucony.

Feralna operacja
Do zdarzenia doszło 22 listopada 2006 r. w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie. G. pełnił tam funkcję kierownika kliniki kardiochirurgii. W tym dniu przeprowadzał u pokrzywdzonego operację w związku ze stwierdzoną u niego wadą zastawki aortalnej. Został oskarżony, ponieważ stwierdzono, że po przeprowadzonym zabiegu nie usunął z lewej komory serca Floriana M. fragmentu gazika, tzw. rolgazy.

Prokurator Przemysław Ścibisz z Prokuratury Regionalnej w Warszawie – wcześniej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która kierowała akt oskarżenia – wnosił o uznanie G. za winnego i wymierzenie mu kary 8 miesięcy pozbawienia wolności, orzeczenie zakazu wykonywania zawodu przez 4 lata i obciążenie kosztami postępowania.

Wyrok łagodniejszy niż chciała prokuratura

Sędzia Łukasz Malinowski uznał winę kardiochirurga, ale skazał go łagodniej niż chciał oskarżyciel. – Nieprawomocnym wyrokiem z dnia 26 sierpnia 2021 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie III Wydział Karny uznał Mirosława G. za winnego i wymierzył mu karę 6 miesięcy pozbawienia wolności, wykonanie orzeczonej kary pozbawienia wolności zawiesił na okres próby 1 roku i zobowiązał oskarżonego Mirosława G. do informowania Sądu o przebiegu okresu próby – przekazała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie. Mirosław G. ma także zapłacić 10 tys. zł. grzywny i ponieść koszty postępowania sądowego.

Z ustaleń Polskiej Agencji Prasowej wynika, że zakaz wykonywania zawodu nie został orzeczony z uwagi na długi okres, który upłynął od zdarzenia oraz fakt, że czyn zarzucany lekarzowi miał charakter „nieumyślny”.

– Prokuratura nie zgadza się z tym wyrokiem i po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku złoży apelację – przekazała prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Mirosław G. nie był obecny na ogłoszeniu wyroku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl