Jest wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w sprawie reprywatyzacji

Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrywał sprawę czterech skarg kasacyjnych na wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który uchylił decyzje komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji. NSA uchyliła wszystkie cztery wyroki. Córka zamordowanej działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej powiedziała, że cieszy ją wyrok NSA w sprawie reprywatyzacji, i że jej nieżyjąca matka też byłaby zadowolona. Według wiceministra sprawiedliwości i członka komisji do spraw reprywatyzacji nieruchomości warszawskich Sebastiana Kalety NSA tym wyrokiem zakwestionował de facto wszystkie decyzje zwrotowe i odszkodowawcze wydane na rzecz nabywców roszczeń. Wiceminister wyjaśnił, że NSA wydał łącznie 4 wyroki o analogicznej treści. – To nie tylko ogród przy Szarej zreprywatyzowany na rzecz Macieja M., ale także kamienice na Krakowskim Przedmieściu, zrujnowane po wojnie, do których roszczenia nabyto za bezcen.

Ocenił, że „długotrwała walka Komisji Weryfikacyjnej okazała się być skuteczna!”.

Córka Jolanty Brzeskiej: Moja mama byłaby zadowolona

– Mama, gdy jeszcze żyła, bardzo to przeżywała, że ludzie tracą dach nad głową, mieszkania, w których się wychowali, na rzecz spekulantów, osób tak naprawdę nieuprawnionych, którzy tylko kupili te roszczenia – powiedziała Magda Brzeska, córka zamordowanej przed 11 laty Jolanty Brzeskiej, liderki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów.

Kobieta mieszkała w kamienicy przy ul. Nabielaka 9 w Warszawie, która stała się jednym z symboli tzw. afery reprywatyzacyjnej. Spalone ciało Brzeskiej znaleziono w marcu 2011 r. w lesie w położonym na południowym krańcu Warszawy Powsinie. Śledztwo w sprawie śmierci prowadzi Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Nie ma jednak podejrzanych w tej sprawie.

Magda Brzeska, komentując poniedziałkowy wyrok i jego spodziewane konsekwencje, powiedziała: – Moja mama byłaby zadowolona.

„Od początku chodziło nam dokładnie o to”

Decyzje sądu skomentowała też Ewa Andruszkiewicz, działaczka Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów im. Jolanty Brzeskiej. Wyrok NSA w sprawie reprywatyzacji nazwała przełomowym i rewolucyjnym. Wyraziła nadzieję, że będzie on „fundamentem do rozliczenia nieuczciwych beneficjentów tego procederu”.

– Od początku chodziło nam dokładnie o to, że osoby skupujące roszczenia nie mogą być beneficjentami reprywatyzacji. Nie może być tak, że ktoś za 1500 zł kupuje kamienicę, a potem sprzedaje pojedyncze mieszkania za miliony – powiedziała działaczka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Potrącił ludzi na przejściu dla pieszych i uciekł. Trafi do aresztu

Decyzją sądu najbliższe 3 miesiące spędzi w areszcie 23-letni mieszkaniec powiatu wyszkowskiego. Mężczyzna w miniony weekend wsiadł za kierownicę pod wpływem alkoholu i potrącił na przejściu dla pieszych 3 osoby. Kierujący fordem chcąc uniknąć odpowiedzialności odjechał z miejsca wypadku, nie udzielając poszkodowanym żadnej pomocy. Za takie zachowanie 23-latek może spędzić w więzieniu do 12 lat.

Do poważnego zdarzenia drogowego doszło w nocy z soboty na niedzielę, chwilę przed godz. 3. Oficer dyżurny wyszkowskich policjantów otrzymał zgłoszenie, że na ul. Kościuszki w Wyszkowie na oznakowanym i oświetlonym przejściu dla pieszych, nad którym emitowany jest pomarańczowy sygnał ostrzegawczy zostały potrącone trzy osoby. Posiadały one liczne obrażenia, a sprawca wypadku nie zatrzymując się odjechał. Na miejsce zostały skierowane służby ratunkowe. Do szpitala z obrażeniami przetransportowano troje mieszkańców powiatu wyszkowskiego, kobietę (38 lat) oraz dwóch mężczyzn (30 i 37 lat). Jeden z przechodzących mężczyzn uniknął uderzenia. Stan rannego i nieprzytomnego 37-latka, który upadł na środek drogi określony został jako ciężki, a jego obrażenia stanowiące zagrożenie dla życia i zdrowia.

Początkowo nie znana była marka, ani numer rejestracyjny pojazdu. Świadek, który uniknął potrącenia zapamiętał jedynie, że był to samochód koloru srebrnego. Do działań natychmiast przystąpili policjanci wszystkich pionów. W ustaleniu pojazdu oraz kierowcy pomógł m.in. miejski monitoring. Mundurowi natychmiast rozpoczęli poszukiwania samochodu, jak i uciekiniera.

Na miejscu potrącenia przez kilka godzin pracowali policjanci ruchu drogowego, wydziału kryminalnego oraz technik kryminalistyki. Funkcjonariusze wykonywali oględziny miejsca zdarzenia, zabezpieczali ślady oraz sporządzali szkice zdarzeniowe. W tym czasie policjanci „patrolówki” przeczesywali ulice w poszukiwaniu rozbitego auta.

Porzucone rozbite auto zostało odnalezione przez policjantów ogniwa patrolowo-interwencyjnego na ul. Miłej w Wyszkowie. To pomogło również ustalić, kto mógł kierować osobówką, ponieważ mundurowi kila dni wcześniej legitymowali kierowcę forda.

Mężczyzną tym okazał się być 23-latek, mieszkaniec powiatu wyszkowskiego. Dzięki zaangażowaniu mundurowych został on zatrzymany już w niedzielę rano. W chwili zatrzymania w jego organizmie było ponad pół promila alkoholu. Tłumaczył on początkowo, że w sobotę wieczorem pił wódkę oraz piwa, a jego auto prawdopodobnie zostało skradzione. 23-latek trafił do policyjnej celi. Policjanci pobrali również jego krew do badań laboratoryjnych, aby sprawdzić czy nie kierował pod wpływem narkotyków oraz ile promili mogło być w jego organizmie w chwili potrącenia pieszych.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego 23-latek usłyszał prokuratorskie zarzuty spowodowania wypadku drogowego będąc w stanie nietrzeźwości, gdzie obrażenia jednego z poszkodowanych stanowiły ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu, a także ucieczki z miejsca wypadku. We wtorek Sąd Rejonowy w Wyszkowie przychylił się do wniosku śledczych i zastosował wobec mężczyzny najsurowszy środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.

Mężczyźnie za popełnione przestępstwa grozi do 12 lat pozbawienia wolności, dożywotni zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi oraz surowa kara finansowa.

Opublikowany materiał wideo pokazuje to, o czym codziennie przypominają i apelują policjanci. Nie tylko bezpośrednio podejmujący czynności kontrolo-pomiarowe, ale także ci, którzy bezustannie apelują o zachowanie ostrożności w akcjach profilaktycznych. Niechronieni uczestnicy muszą być otoczeni szczególną uwagą i troską z uwagi na fakt, że w konfrontacji z samochodami maja małe szanse na wyjście z wypadku bez obrażeń. To właśnie relacje kierujący-pieszy są tak ważne, aby na drogach było bezpiecznie.

Kierowca musi pamiętać, że w mieście, nie tylko na oznakowanym przejściu dla pieszych, ale i poza nim, w każdej chwili na drodze może znaleźć się pieszy. Szybka reakcja tylko przy małej prędkości pozwoli nam uniknąć potrącenia. Również piesi muszą zdawać sobie sprawę, że nie zawsze są widoczni nawet w miejscach, w których powinni mieć zapewnione bezpieczeństwo. Warto więc nosić odblaski dzięki którym z pewnością będziemy bardziej widoczni na drodze nawet w mieście. Jednak najważniejszy jest zdrowy rozsądek i zdolność do przewidywania.
Źródło info i foto: Policja.pl

Joe Biden reaguje na wyrok ws. amerykańskiej koszykarki

Amerykańska koszykarka Brittney Griner została skazana przez rosyjski sąd za próbę przemytu narkotyków. Choć zawodniczka przyznała się do winy i tłumaczyła, że doszło do pomyłki, sąd wymierzył jej karę grzywny i karę dziewięciu i pół roku pozbawienia wolności. W uzasadnieniu stwierdził, że popełniła przestępstwo z premedytacją. Rosyjscy funkcjonariusze 17 lutego na lotnisku Szeremietiewo znaleźli w bagażu Britnney Griner – amerykańskiej gwiazdy Women’s National Basketball Association (WNBA) – wkłady do e-papierosów zawierające olej haszyszowy – podaje Agencja Reutera. Koszykarka trafiła do aresztu śledczego, a prokuratura oskarżyła ją o próbę przemytu narkotyków.

Na początku lipca ruszył proces. Griner przyznała się do winy. Podkreśliła, że w USA przepisano jej medyczną marihuanę, co potwierdził lekarz. Wyjaśnienia nie zrobiły wrażenia na rosyjskim wymiarze sprawiedliwości, a liczne próby wyciągnięcia koszykarki z więzienia przez amerykański rząd zakończyły się fiaskiem. Britnney Griner na wyrok czekała prawie miesiąc. Zapadł w czwartek 4 sierpnia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Półtoraroczny chłopczyk był przypalany zapalniczką. 29-latek oskarżony o znęcanie się nad partnerką i jej dzieckiem

29-latek z województwa świętokrzyskiego jest oskarżony o znęcanie się nad partnerką i jej półtorarocznym synem. Miał między innymi przypalać dziecko zapalniczką. Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia. Był już wcześniej karany za przestępstwa przeciwko mieniu i wolności. Jak poinformowała kielecka prokuratura, 29-latek z powiatu koneckiego (województwo świętokrzyskie) został zatrzymany przez policję 28 maja. Marcin D. miał znęcać się nad konkubiną od sierpnia 2021 roku.

– Dodatkowo w okresie od marca do 28 maja 2022 roku (znęcał się – red.) także nad jej małoletnim synem, którego między innymi przypalał zapalniczką i u którego spowodował w ten sposób naruszenie czynności narządu ciała – poinformował prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

Akt oskarżenia

Od razu 28 maja Marcin D. usłyszał zarzuty. Decyzją sądu trafił na trzy miesiące do aresztu. Pod koniec lipca prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 29-latkowi, któremu grozi kara do 10 lat więzienia. Był już wcześniej karany między innymi za przestępstwa przeciwko mieniu i wolności.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Paulina N. zabiła trójkę swoich dzieci. Sąd umorzył postępowanie

​Sąd Okręgowy w Lublinie umorzył w środę postępowanie w sprawie Pauliny N., podejrzanej o zabójstwo trójki swoich dzieci we wrześniu ub. r. w Lublinie. Wnioskowała o to prokuratura ze względu na stwierdzenie niepoczytalności kobiety. 27-latka zostanie umieszczona w zakładzie psychiatrycznym. Środowe posiedzenie sądu było niejawne. Biuro prasowe Sądu Okręgowego w Lublinie poinformowało, że sąd postanowił o umorzeniu postępowania w sprawie Pauliny N., która jest podejrzana o zabójstwo trójki swoich dzieci: 10-miesięcznej dziewczynki, jej dwuletniej siostrzyczki i czteroletniego chłopca, które miała udusić.

Jak wyjaśnił sąd, w chwili popełnienia czynów „miała całkowicie zniesioną możliwość rozpoznania ich znaczenia oraz pokierowania swoim postępowaniem”. Wobec podejrzanej sąd zastosował środek zabezpieczający w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym.

Z wnioskiem o umorzenie postępowania zwróciła się do sądu Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Jej rzeczniczka Agnieszka Kępka mówiła, że we wniosku prokurator powołał się na opinię biegłych lekarzy psychiatrów i psychologa, z której wynika, że „w czasie popełnienia czynu podejrzana była niepoczytalna, czyli nie miała zdolności rozpoznania znaczenia swoich czynów”. W przywołanej przez rzeczniczkę opinii, biegli stwierdzili również, że są podstawy do umieszczenia Pauliny N. w ośrodku terapeutycznym w zakładzie psychiatrycznym.

W przypadku poprawy stanu zdrowia Pauliny N. – wyjaśniła Kępka – będzie istniała możliwość uchylenia decyzji o umorzeniu postępowania.

Jak doszło do tragedii?

Zwłoki trójki dzieci odnalazła ich babcia, która 30 września ub.r. przyszła do 26-letniej córki w odwiedziny. Policjanci zatrzymali Paulinę N. na miejscu zdarzenia. Podejrzana przyznała się do zabójstwa i została tymczasowo aresztowana w areszcie specjalnym z oddziałem szpitalnym.

W czerwcu ub.r. Paulina N. wynajęła mały domek przy jednej z bocznych uliczek przy ul. Nadbystrzyckiej w Lublinie i razem z trójką dzieci sprowadziła się tam z podlubelskiej miejscowości. Przy wsparciu rodziców doprowadziła zaniedbaną nieruchomość do porządku. Kontaktujący się z nią pracownik socjalny i asystent rodziny nie zauważyli niepokojących symptomów w jej zachowaniu, czy relacji do dzieci.

Decyzją Sądu Rejonowego Lublin-Wschód w Lublinie z 8 listopada 2018 r. kobieta miała ograniczoną władzę rodzicielską w stosunku do najstarszego syna „z uwagi na dobro dziecka” i była poddawana „stałemu nadzorowi kuratora sądowego”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest list gończy za „Wojtkiem z Zanzibaru”

Sąd zarządził poszukiwania listem gończym za Wojciech Żabińskim znanym jako Wojtek z Zanzibaru, bo ma on do odbycia w Polsce prawomocny wyrok. Mężczyzna prowadził obiekty hotelarskie, które reklamowały w social mediach polskie gwiazdy showbiznesu. Informację o liście gończym wobec Żabińskiego podała gazeta.pl. Rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski przekazał mediom, że sąd oczekuje na aktualną informację policji dotyczącą miejsca pobytu skazanego i dodał, że w razie potwierdzenia, że skazany przebywa za granicą, zostanie wystawiony wniosek o wszczęcie poszukiwań międzynarodowych. Prawie trzy lata temu Wojciech Żabiński został skazany m.in. za oszustwo na dwa lata i dwa miesiące więzienia – pisała gazeta.pl. Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał wyrok skazujący. Policji zlecono doprowadzenie mężczyzny do odbycia kary. W czerwcu Sąd Najwyższy rozpatrzył negatywnie skargę kasacyjną obrońcy mężczyzny.

Wojciech Żabiński, znany jako Wojtek z Zanzibaru, od kilku lat prowadzi obiekty pod marką „Pili Pili”. Aktywnie działał w mediach społecznościowych, a polscy celebryci dodatkowo reklamowali jego obiekty hotelowe. Mężczyzna w wywiadzie dla onet.pl przyznał, że dostał wyrok, według którego, jeśli przekroczy granicę Polski, zostanie zatrzymany, więc woli nie wracać, tylko walczyć o sprawiedliwość na odległość.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe informacje ws. porwania i zgwałcenia 14-latki

Na jaw wychodzą nowe, wstrząsające ustalenia ws. piątkowego porwania 14-latki w Poznaniu. Wczoraj sąd aresztował 39-letnią kobietę i 17-latka. Dziewczynka została porwana w biały dzień, sprzed sklepu. Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, to właśnie dorosła kobieta zmusiła 14-latkę do wejścia do samochodu. Następnie odjechała. Poznański sąd zdecydował wczoraj o trzymiesięcznym tymczasowym aresztowaniu dwojga podejrzanych – 39-letniej kobiety oraz 17-latka.

Aresztowani wcześniej usłyszeli zarzuty m.in. uprowadzenia i pozbawienia wolności małoletniej, oraz zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem i utrwalania treści pornograficznych z przebiegu tego zdarzenia. Grozi im do 15 lat pozbawienia wolności.

Podejrzani składali wyjaśnienia. 17-latek przyznał się, opisał przebieg zdarzenia. Kobieta także opisała przebieg zdarzenia, oświadczyła, że się nie przyznaje, ale z treści tych wyjaśnień wynika, że częściowo do tych zarzutów przyznaje – mówił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak.

Prokurator pytany o motywy działania podejrzanych powiedział, że „był to rzekomy dług za e-papierosa – 20 zł”.

Córka podejrzanej domagała się zwrotu tych pieniędzy. Dodatkowo podejrzana podczas składania wyjaśnień oświadczyła, że chciała też ukarać tę pokrzywdzoną dziewczynką – a to ukaranie miało – według podejrzanej – wynikać z tego, że ta pokrzywdzona dziewczynka nazwała podejrzaną w sposób wulgarny – powiedział.

Do zdarzenia doszło w piątek po południu. Matka dziewczynki zgłosiła się na komisariat i powiedziała, że jej córka została zabrana samochodem spod jednego z marketów znajdujących się na osiedlu Przyjaźni, na poznańskich Winogradach. Po około dwóch godzinach poszukiwań 14-latkę odnaleziono w Złotnikach koło Poznania.

W porwaniu brała udział także 13-letnia córka aresztowanej wczoraj kobiety oraz dwoje 14-latków. Trafili do schronisk dla nieletnich. Decyzję o ich dalszym losie podejmie sąd rodzinny.

Już po porwaniu kupili golarkę

Jak pisze dziś „Gazeta Wyborcza”, już po porwaniu porywacze zatrzymali się przy sklepie. Kupili w nim golarkę do włosów. Właśnie jej użyli do zgolenia brwi i części głowy uprowadzonej dziewczynki. Porywacze wywieźli 14-latkę w okolice Złotnik. Tam torturowali ją, przypalali papierosami.

17-latek miał zgwałcić uprowadzoną dziewczynkę. Gwałt filmowała telefonem komórkowym 39-latka. Jak pisze „Wyborcza”, gwałt nagrywali również pozostali nastolatkowie. „Nie tylko nie pomogli porwanej, ale wręcz dołączyli do pastwienia się nad nią” – czytamy w gazecie.

Podejrzani dość chłodno relacjonują przebieg zdarzenia – mówi prok. Łukasz Wawrzyniak. Jestem prokuratorem od ponad 20 lat. Nie przypominam sobie takiego zdarzenia – tak odhumanizowanego potraktowania ofiary. Nie znajduję żadnego usprawiedliwienia – dodaje.

Porwana 14-latka leży w szpitalu. Przesłuchał ją tam sędzia z Sądu Okręgowego w Poznaniu. Dzięki temu nie będzie już musiała zeznawać przed sądem.

39-latka ma troje dzieci – będzie wniosek o pozbawienie jej władzy rodzicielskiej

39-letnia kobieta ma troje niepełnoletnich dzieci, w tym 13-latkę, która brała udział w tym zdarzeniu i została w tej sprawie zatrzymana. Prokuratura Rejonowa Poznań Stare Miasto w Poznaniu, bo ona jest kompetentna w tej sprawie, będzie występowała do sądu rodzinnego z wnioskami o pozbawienie władzy rodzicielskiej podejrzanej 39-latki – zapowiedział prokurator Łukasz Wawrzyniak. Dodał, że „takie wnioski już są formułowane i wystąpimy z nimi, żeby w związku z tą sprawą sąd również ‘przyjrzał’ się opiece i sprawowanej władzy rodzicielskiej przez tę kobietę nad dziećmi – ale to będą wnioski o pozbawienie jej władzy rodzicielskiej”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Grzegorz Bierecki wezwany w sprawie brutalnego pobicia byłego wiceszefa KNF

Senator Prawa i Sprawiedliwości i twórca SKOK Grzegorz Bierecki zostanie wezwany jako świadek przez sąd, który bada sprawę brutalnego pobicia byłego wiceszefa Komisji Nadzoru Finansowego Wojciecha Kwaśniaka – ustalił Onet. Według śledczych zleceniodawcą pobicia był Piotr P. – były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych i członek rady nadzorczej SKOK-u Wołomin. Wojciech Kwaśniak, który jako wiceszef KNF nadzorował kontrolę w SKOK Wołomin, padł ofiarą brutalnego ataku w maju 2014 roku. Został pobity przed swoim domem w warszawskim Wilanowie. Jak przypomina Onet, w wyniku ataku Kwaśniak na głowie 40 szwów. Lekarze stwierdzili cztery rany tłuczone, złamanie kości ciemieniowej oraz kości śródręcza. Urzędnik spędził potem 2 miesiące w szpitalu.

Impulsem do wezwania Biereckiego na świadka miała być jego wypowiedź dla mediów, dotycząca pobicia Wojciecha Kwaśniaka. Stwierdził on: Nie wiem, jakie były przyczyny pobicia, na pewno były związane z działalnością nadzorczą, ale czy chodziło o zablokowanie skutecznej działalności, czy też chodziło o inne okoliczności. To już prokuratura jest w stanie wyjaśnić. Osoby, które zlecały i wykonały pobicie, są w rękach wymiaru sprawiedliwości. Nie jest tak, że bandyta zawsze bije tego dobrego.

Zdaniem prokuratury zleceniodawcą pobicia Wojciech Kwaśniaka był Piotr P. – były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych i członek rady nadzorczej SKOK-u Wołomin. To on miał wynająć – poprzez Krzysztofa A. ps. Brzydki Krzysiek – Krzysztofa A. ps. „Twardy”.

Akt oskarżenia ws. pobicia byłego wiceszefa KNF wpłynął do sądu w 2015 roku. Kiedy wydawało się, że sprawa jest już na finiszu, pod koniec 2017 r. sędzia poszła na długie zwolnienie związane z urlopem macierzyńskim. Proces zaczął się od początku w 2019 r. Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Mokotowa dziś odbyła się kolejna rozprawa w sprawie oskarżonego o zlecenia pobicia Piotra P. (mężczyzna od stycznia 2021 r. przebywa na wolności) – pisze Onet.

Policja od początku zakładała, że atak na Kwaśniaka miał związek z jego działalnością w KNF – to on doprowadził do kontroli w SKOK Wołomin, z którego wyprowadzono miliony złotych. Jak podkreśla portal, „mózgiem operacji” miał być wspomniany Piotr P. Zarzuty w sprawie SKOK Wołomin usłyszał jednak w 2018 roku… były wiceszef KNF Wojciech Kwaśniak. Miał on nie dopełnić obowiązków przy badaniu nieprawidłowości w SKOK Wołomin. Zatrzymanie zostało jednak uznane za bezzasadne i nakazano wypłatę zadośćuczynienia w wysokości 15 tys. złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Katarzyna P. ponownie trafiła do więzienia

Współtwórczyni piramidy finansowej Amber Gold Katarzyna P. ponownie trafiła do więzienia. To skutek prawomocnego wyroku wydanego w maju tego roku przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski, cytowany przez portal www.trojmiasto.pl wskazał, że Katarzyna P. stawiła się dobrowolnie do odbycia pozostałej kary więzienia 7 lipca.

– Jest objęta wszystkimi obowiązkami i uprawnieniami wynikającymi z przepisów kodeksu karnego wykonawczego, podobnie jak inni skazani odbywający kary. Nie wpłynęły do tej pory żadne wnioski skazanej dotyczące odbywanej kary – tłumaczył sędzia.

Prawomocny wyrok w sprawie twórców piramidy Amber Gold zapadł pod koniec maja 2022 r. w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku. Wówczas utrzymana w mocy została część wyroku sądu niższej instancji. Marcinowi P. wymierzono karę 15 lat więzienia, Katarzynie P. sąd obniżył karę więzienia o rok – do 11,5 roku.

Katarzyna P. została aresztowana w kwietniu 2013 r. W październiku 2021 r. sąd uchylił jej areszt i zastosował wobec niej wolnościowe środki zapobiegawcze. Kobieta była pod dozorem policji, nie mogła kontaktować się ze współoskarżonym i świadkami, miała zakaz opuszczania kraju, została też pozbawiona paszportu.

Jak podaje portal www.trojmiasto.pl, Katarzynie P. pozostało do odbycia kary 2,5 roku więzienia.

Według prokuratury Marcin P. i jego żona Katarzyna P. w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukali w sumie ponad 18 tys. klientów Amber Gold, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Oskarżenie dotyczy też m.in. prania brudnych pieniędzy.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. firma ogłosiła likwidację, a tysiącom klientów nie wypłaciła powierzonych pieniędzy. Katarzyna P. i Marcin P. pieniądze pozyskane z lokat wydawali m.in. na finansowanie nieistniejących już linii lotniczych OLT Express. Część dochodów była przeznaczana też na wynagrodzenia. Ustalono, że z tego tytułu oskarżeni wypłacili sobie 18,8 mln zł.
Źródło info i foto: money.pl

Bartłomiej Misiewicz z karą grzywny

Na karę 20 tys. zł grzywny skazał we wtorek warszawski sąd rejonowy byłego rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza za publiczne, niezgodne z prawem reklamowanie wódki „Misiewiczówka” na Twitterze. Wyrok jest nieprawomocny. Jednocześnie Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy przychylił się do zawartych w akcie oskarżenia zarzutów sprzedaży alkoholu bez zezwolenia i promowaniu alkoholu na stronie internetowej sklepu sprzedającego „Misiewiczówkę”. Sędzia Marcin Niedźwiecki, uzasadniając to orzeczenie powiedział, że znamiona czynu zabronionego wyczerpywało jedynie umieszczanie postów dotyczących wódki na Twitterze.

Przypomniał przy tym, że niezgodna z prawem reklama alkoholu zagrożona jest karą grzywny od 10 tys. zł do 500 tys. zł. Sąd wymierzył oskarżonemu karę w dolnych granicach wobec istotnego ograniczenia treści zarzutów i stosunkowo niewielkiej liczby działań uznając, że będzie ona wystarczająca, żeby osiągnąć wobec oskarżonego swoje cele – dodał sędzia.

Możliwa apelacja

Były rzecznik resortu obrony i bliski współpracownik b. szefa MON Antoniego Macierewicz, podobnie jak podczas całego procesu, nie stawił się we wtorek w stołecznym sądzie. Jego obrońca mec. Maciej Marczak komentując wyrok nie wykluczył złożenia w tej sprawie apelacji. Wyraził też satysfakcję z uznania przez sąd za zgodną z przepisami zarówno sprzedaż, jak i reklamę alkoholu na stronie internetowej sklepu.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w maju ubiegłego roku. Misiewicz został w nim oskarżony o sprzedaż „Misiewiczówki” bez zezwolenia i reklamę tego alkoholu w internecie.

„W okresie od 31 stycznia 2020 r. do 17 września 2020 r. na ogólnodostępnym profilu na portalu twitter.com i stronie internetowej publicznie reklamował wódkę „Misiewiczówka” poprzez zamieszczenie grafiki oraz opisu, w których rozpowszechniał nazwę producenta, znaki towarowe oraz symbole graficzne, służące popularyzowaniu znaków towarowych napoju alkoholowego” – brzmiało oskarżenie prokuratury.
Źródło info i foto: Dziennik.pl