Zbigniew Stonoga usłyszy zarzuty

07.09.2017 Warszawa Sad Okregowy Proces Zbigniewa Stonogi oskarzonego o zniewazenie Prezydenta RP n/z Zbigniew Stonoga fot. Stefan Maszewski/REPORTER

Sprowadzony z Holandii do Polski Zbigniew Stonoga zostanie przesłuchany w Prokuraturze Regionalnej, która przedstawi mu zarzuty. Chodzi o oszustwo z 2011 r. Stonoga jest podejrzany o wyłudzenie od zadłużonego małżeństwa nieruchomości wartych ok. 5,5 mln złotych.

Został sprowadzony z Holandii do Polski 2 czerwca na podstawie 7 listów gończych, które wystawiły za nim prokuratury i sądy w kilku regionach w kraju. Jedną z tych jednostek jest Prokuratura Regionalna w Warszawie.
W środę 9 czerwca Stonoga ma zostać przesłuchany w charakterze podejrzanego. Śledczy postawią mu zarzut dokonania oszustwa co do mienia wielkiej wartości. Informację o zaplanowanych „czynnościach procesowych” ze Zbigniewem Stonogą potwierdził w środę rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie, prok. Marcin Saduś.

Z ustaleń prokuratury wynika, że na przełomie 2010 i 2011 r. małżeństwo P. wystawiło na sprzedaż posiadane nieruchomości w okolicach Ostrołęki i Przasnysza. Para prowadziła działalność gospodarczą opartą na sprzedaży paliwa i gazu, ale była zadłużona wobec banku, kontrahentów i ZUS.

Sprzedaż miała być dla nich ratunkiem w trudnej sytuacji finansowej. Do państwa P. zgłosił się notariusz, informując, że zna osobę zainteresowaną kupnem działek. Tą osobą był Zbigniew Stonoga, który pierwotnie zadeklarował zakup części nieruchomości i częściowe uregulowanie długów, a na późniejszym etapie ustalono, że Stonoga kupi wszystkie cztery nieruchomości należące do P. i spłaci ich wierzytelności.

Nabywca wpłacił 50 tys. zł gotówką w dniu zakupu, za działki warte ponad 5,5 mln złotych. 7 stycznia 2011 r. w kancelarii notarialnej w Warszawie Zbigniew Stonoga podpisał zobowiązanie do przejęcia długów o łącznej wysokości 3 mln 331 tys. 405 zł i uregulowanie go w zamian za przeniesienie na rzecz należącej i zarządzanej przez niego spółki wspomnianych wcześniej nieruchomości. Według prokuratury, Zbigniew Stonoga świadomie wprowadził małżeństwo w błąd, wiedząc, że podpisane przez niego oświadczenie nie jest skuteczne bez zgody m.in. banku.

Postępowanie przeciwko Stonodze zostało wznowione w 2019 r. Wcześniej, w 2013 r. prokurator umorzył je z uwagi na brak wystarczających dowodów, które pozwalałyby na przedstawienie zarzutów. Jak dowiedziała się PAP, notariusz, który pośredniczył w transakcji pomiędzy Zbigniewem Stonogą a oszukanym małżeństwem, ma w tej sprawie status świadka. Był on wcześniej tymczasowo aresztowany i spędził w izolacji ponad dwa lata w związku z ciążącymi na nim zarzutami ws. wyłudzeń ze SKOK Wołomin.

Przesłuchanie w sprawie oszustwa na szkodę małżeństwa spod Ostrołęki to nie jedyne, jakie zaplanowano w najbliższym czasie ze Zbigniewem Stonogą. Jeszcze w tym tygodniu zostaną mu przedstawione zarzuty w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga, która poszukiwała go dwoma listami gończymi. 

Zbigniewa Stonogę ścigała także Prokuratura Regionalna w Lublinie w związku z podejrzeniem przywłaszczenia kwoty ponad 927 tys. zł przekazanych Fundacji im. Zbigniewa Stonogi przez jej przez darczyńców na cele charytatywne. Ta sama prokuratura prowadzi przeciwko Stonodze postępowanie, w którym podejrzany jest o przywłaszczenie kwoty 217 tys. zł przekazanych przez darczyńców na działalność jego fundacji. Pieniądze miał przeznaczyć na żetony do gry w kasynie w Warszawie. Zbigniew Stonoga przywłaszczyć miał też 14 tysięcy złotych i „podejmować czynności, które mogły znacznie utrudnić stwierdzenie przestępnego pochodzenia korzyści uzyskanych z popełnienia czynu zabronionego” – podała PK. Przestępstwa tego Stonoga miał dokonać w warunkach recydywy.

Z kolei Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła Zbigniewowi Stonodze zarzut doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem dwóch osób w kwocie 532 tys. zł., a sąd Okręgowy w Krakowie poszukiwał Zbigniewa Stonogi w związku z postępowaniem zainicjowanym aktem oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Stonoga został oskarżony o popełnienie 15 przestępstw, w tym o wyrządzenie szkody w kwocie ok. 42 milionów złotych w mieniu, o pranie „brudnych pieniędzy” i oszustwa podatkowe na kwotę około 2 mln zł.

W październiku 2020 roku Sąd Rejonowy Lublin-Zachód oddalił wniosek prokuratury o aresztowanie Zbigniewa Stonogi. Podejrzany uciekł do Norwegii, gdzie ubiegał się o azyl polityczny. W mediach społecznościowych informował, że w Polsce był jest prześladowany i „fałszywie oskarżany przez prokuratury w całej Polsce”, które „nie znajdowały elementarnych walorów dowodowych oskarżeń kierowanych wraz z wnioskami o kolejne aresztowania”. Z Norwegii przeniósł się do Holandii, gdzie został w styczniu zatrzymany.

Prokuratura Krajowa już w październiku 2020 roku ustosunkowała się do zarzutów o ewentualne polityczne podłoże wszczynanych przeciwko Zbigniewowi Stonodze postępowań. „Zbigniew S. był skazany m.in. o oszustwa, znieważenia (w tym Prezydenta RP) i zniesławienia, znieważenie osób publicznych, kierowanie gróźb karalnych, składanie fałszywych zeznań, fałszywe oskarżenie, fałszowanie dokumentów, przywłaszczenia, wymuszania zaniechania prawnej czynności służbowej groźbą lub przemocą, naruszenie miru domowego, publiczne nawoływanie do występku lub przestępstwa skarbowego oraz sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy” – wyliczyła PK.

Z danych przygotowanych przez Dział Prasowy PK wynika, że w latach 2000 – 2020 zapadło 28 wyroków skazujących Zbigniewa Stonogi. „Ostatnio w sierpniu i we wrześniu 2020 r. w sądach w Ostrowi Mazowieckiej, Warszawie i w Zawierciu zapadły trzy nieprawomocne wyroki skazujące Zbigniewa S. na – odpowiednio – 2 lata 6 miesięcy, 1 rok 8 miesięcy i 8 miesięcy pozbawienia wolności” – podała prokuratura.

Przekazanie Zbigniewa Stonogi to efekt decyzji holenderskiego sądu. „Sąd podzielił stanowisko polskiego wymiaru sprawiedliwości o wysokiej szkodliwości czynów podejrzanego. Uznał, że zostały przez polską prokuraturę dobrze udokumentowane” – poinformowała na początku czerwca Prokuratura Krajowa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Protest w Londynie. Aresztowano 107 osób

107 osób aresztowano podczas sobotniego protestu w Londynie przeciw projektowi ustawy o policji, przestępczości, wyrokach i sądach, który m.in. zwiększa uprawnienia policji wobec uczestników demonstracji – podała w niedzielę londyńska policja metropolitalna.

Jak sprecyzowała policja, powodem aresztowań były naruszenie porządku publicznego, udział w zamieszkach, napaść na funkcjonariuszy i łamanie przepisów epidemicznych, ale jedna kobieta została aresztowana pod zarzutem posiadania broni, gdyż znaleziono przy niej nóż.

Większość ludzi nie łamała obostrzeń?

Policja dodała, że zdecydowana większość ludzi zachowywała dystans społeczny i opuściła miejsce zgromadzenia w sposób spokojny. – Jednak w miarę upływu popołudnia stało się jasne, że niewielka liczba osób zamierzała pozostać, aby spowodować zakłócenia życia przestrzegających prawa londyńczyków. Pomimo wielokrotnych poleceń od funkcjonariuszy, aby się rozejść, nie zrobili tego i w związku z rosnącym poziomem nieporządku, dokonano aresztowań – powiedział nadinspektor Ade Adelekan.

Kontrowersyjny projekt ustawy o policji

Będący obecnie przedmiotem obrad Izby Gmin projekt ustawy o policji, przestępczości, wyrokach i sądach przewiduje m.in. zwiększenie uprawnień policji, by mogła nie wyrażać zgody na demonstracje, jeśli mogą one spowodować poważne zakłócenia dla mieszkańców i firm na terenach, gdzie miałyby się odbywać. Zdaniem przeciwników projektu ustawy jest to ograniczenie swobody odbywania protestów. Jednak rząd i policja przekonuje, że te zapisy są potrzebne, aby można było radzić sobie z takimi demonstracjami jak te organizowane w 2019 r. przez aktywistów z Extinction Rebellion, gdy masowe okupacje dróg i mostów w Londynie sparaliżowały miasto.

Protesty przeciw projektowi ustawy odbywały się w sobotę także w kilku innych miastach, m.in. w Bristolu, Birmingham, Liverpoolu, Newcastle, Weymouth i Bournemouth. W Bristolu, gdzie był to już piąty protest w tej sprawie w ciągu dwóch tygodni, aresztowano siedem osób.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski o zmarłym wczoraj Andrzeju Dymerze. „Sprawa powinna zostać dokończona”

We wtorek media obiegła informacja o śmierci księdza Andrzeja Dymera. Był on oskarżony o molestowanie seksualne nieletnich w latach 90. Głośną sprawę ks. Dymera skomentował w mediach ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Przekazał on, że sprawa oskarżonego kapłana powinna zostać do końca wyjaśniona. Według niego postępowanie zostało zaniedbane.

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski wypowiedział się w sprawie śledztwa dotyczącego zachowań pedofilskich ks. Dymera w środę na antenie TVN24. Duchowny odniósł się przede wszystkim do działalności sądów kościelnych.

– Nie ma czegoś takiego jak niezależne sądy kościelne. One są zależne od biskupa, biskup mianuje oficjała, czyli przewodniczącego tego sądu, mianuje sędziów, więc jak oni mają oceniać tego, który ich mianował – powiedział ks. Isakowicz-Zaleski.

Jak dodał historyk kościelny, sposób, w jaki działa polski Kościół w sprawach dotyczących pedofilii wynika z „mentalności oblężonej twierdzy”. Dodał on, że niszczy ona wspólnotę religijną w naszym kraju.

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski przekazał także, że jego wypowiedzi dotyczące „oczyszczenia Kościoła” wywołują wiele reakcji. Duchowny powiedział, że zdarzyło mu się usłyszeć takie komentarze jak: „po co to mówisz?”, czy też „siedź cicho”. Dodał on również, że w zeszłym roku dostał on upomnienie pisemnie od obecnego metropolity krakowskiego (arb. Marek Jędraszewski – przyp. red.).

We wtorkowej rozmowie z Wirtualną Polską ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski powiedział, że to, co się działo w Szczecinie na przestrzeni ostatnich 25 lat, to ogromna krzywda wyrządzona ofiarom, ale także całej wspólnocie Kościoła.

– Niewyjaśnienie problemów, nierozwiązanie tego na szczeblu kościelnym, czy też w sądzie świeckim powoduje, że wszyscy mają przekonanie, że sprawa została zatuszowana – stwierdził kapłan.

Ks. Isakowicz-Zaleski dodał, że sprawa księdza Dymera była przedłużana. – To wszystko zostało zaniedbane – przekazał duszpasterz.

Ksiądz przekazał, że winę za to, jak wyglądało postępowanie ks. Dymera ponosi arcybiskup szczeciński Andrzej Dzięga oraz jego dwaj poprzednicy – bp Marian Przykucki oraz bp Zygmunt Kamiński, a także arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, który według oceny duchownego, miał blokować przeprowadzenie procesu sądu drugiej instancji.

– Ofiary nie doczekały się zadośćuczynienia w formie moralnej, nikt ich nie przeprosił, nie wysłuchał itd. Mają też prawo do zadośćuczynienia materialnego, nie tyle od zmarłego, tylko od archidiecezji szczecińskiej, która doprowadzała do tych sytuacji, bo tu jest współwina władz kościelnych całkowicie – przekazał w rozmowie z Wirtualną Polską kościelny historyk.

Ks. Dymer nie żyje. Był oskarżony o pedofilię

W ubiegły piątek kwartalnik „Więź” podał, że abp Andrzej Dzięga odwołał ks. Andrzeja Dymera z funkcji dyrektora Instytutu Medycznego im. Jana Pawła II w Szczecinie. Przypomnijmy, że w 2008 roku ksiądz Dymer został skazany przez kościelny trybunał za przestępstwa seksualne. Miał się ich dopuścić na nieletnich wychowankach. Duchowny złożył apelację.

W tej sprawie 31 grudnia 2017 roku w sądzie archidiecezji gdańskiej rozpoczął się proces drugiej instancji. We wtorek przekazano w oficjalnym oświadczeniu archidiecezji gdańskiej, że postępowanie kanoniczne wobec ks. Andrzeja Dymera zostało zakończone pod koniec 2020 roku. Wyrok w tej sprawie został ogłoszony 12 lutego 2021 roku. Przekazano, że kuria nie będzie go publikować.
Źródło info i foto: wp.pl

USA: Nawet 20 lat więzienia za atak na Kapitol

Ponad 150 osób zostało dotychczas oskarżonych przez federalny wymiar sprawiedliwości w USA o udział w aktach przemocy na Kapitolu 6 stycznia – poinformowała we wtorek amerykańska administracja. Niektórym grozi do 20 lat pozbawienia wolności. Prokurator federalny Michael Sherwin na konferencji prasowej poinformował, że 50 osób jest sądzonych przez sądy w Waszyngtonie. Według Sherwina liczba osób postawionych w stan oskarżenia może jeszcze wzrosnąć, bowiem śledczy zebrali informacje o ok. 400 osobach, które brały udział w zamieszkach na Kapitolu.

Sherwin wyjaśnił, że początkowo sądy stawiały oskarżonym dość proste zarzuty, takie jak „nieuprawnione wtargnięcie” lub „nielegalne posiadanie broni”. Jednak są też akta, w których obecnie znajdują się surowsze zarzuty, w tym przemoc wobec funkcjonariuszy policji, a niektórym oskarżonym grozi kara nawet do 20 lat więzienia.

W ataku zwolenników byłego prezydenta USA Donalda Trumpa na Kapitol 6 stycznia zginęło pięć osób, w tym jeden policjant. W pobliżu siedziby Kongresu znaleziono domowej konstrukcji bomby i inne materiały wybuchowe.

Znamy zatrzymanych

Wśród zatrzymanych znalazł się m.in brat byłego agenta Secret Service Prestona Fairlamba III, który niegdyś był w ekipie chroniącej żonę byłego prezydenta Michelle Obamę. Według ustaleń śledczych miał uderzyć on policjanta w głowę. 12 stycznia w Nowym Jorku został aresztowany Aaron Mostofsky syn sędziego z Brooklynu Stevena Mostofsky’ego.

Służby do tej pory nie zidentyfikowały sprawców podłożenia dwóch bomb rurowych na Kapitolu. Nie mają też podejrzanych w związku z śmiercią funkcjonariusza policji na Kapitolu Briana D. Sicknicka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sanepid seryjnie przegrywa w sądach. A to dopiero początek

Wojewódzki Sąd Administracyjny unieważnia kolejne decyzje dotyczące kar, nałożonych przez sanepid na osoby, które nie przestrzegały obostrzeń. Prawnicy podkreślają, że powodem tej sytuacji jest wprowadzenie „reżimu sanitarnego” bez odpowiedniej podstawy prawnej. Liczba pozwów jest tak duża, że sędziowie SO w Warszawie obawiają się dużych opóźnień – niektórzy przedsiębiorcy mogą czekać na pierwszą rozprawę nawet do dwóch lat.

Jak podaje portal WP.pl, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie we wtorek 12 stycznia unieważnił sześć decyzji sanepidu o karach nałożonych w związku z łamaniem obostrzeń. Dzień później kolejni sędziowie unieważnili dziewięć kar, a 14 stycznia kolejnych sześć rozstrzygnięć. W ciągu trzech dni unieważniono więc w sumie 21 decyzji sanepidów.

Sąd administracyjny zarejestrował łącznie sto postępowań w sprawach kar wydanych przez sanepid – terminy rozpatrywania wielu z nich zaplanowane są w najbliższych dniach. Osoby ukarane mandatami otrzymają zwrot opłaconych kar oraz zwrot kosztów postępowania sądowego. Większość z wniosków dotyczy mandatów z pierwszych miesięcy epidemii, dotyczących naruszeń nakazu przemieszczania, nieprzestrzegania obowiązku kwarantanny czy zasłaniania ust i nosa.

Forum Obywatelskiego Rozwoju spodziewa się rosnącej liczby orzeczeń sądu, które będą kwestionować wprowadzone przez rząd nakazy i zakazy. – Oznacza to, że przez wiele miesięcy inspekcja sanitarna marnowała czas swoich pracowników, na zajmowanie się postępowaniami, o których było wiadomo, że będą przegrane. Od początku epidemii środowiska prawników zwracały uwagę na nieprawidłową podstawę wprowadzonych obostrzeń – mówi w rozmowie z portalem analityk prawny FOR Patryk Wachowiec.

Powodem takiej decyzji sądów jest to, że nakazy i zakazy wprowadzone przez rząd za pomocą rozporządzenia, nie miały podstaw prawnych. Od 2 grudnia jednak obowiązek zasłaniania ust i nosa w miejscach publicznych ma już właściwą podstawę w ustawie. Nadal często podważany jest jednak nakaz zamknięcia niektórych sektorów biznesu.

O rosnącej liczbie pozwów mówią też sędziowie Sądu Okręgowego w Warszawie i ostrzegają, że masowe procesy przedsiębiorców mogą całkowicie zablokować funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. – Przedsiębiorcy składają pozwy przeciwko Skarbowi Państwa, dlatego wszystkie te sprawy automatycznie trafią do Sądu Okręgowego w Warszawie. Pierwsze już zaczęły wpływać – mówi w rozmowie z dziennikarką Radia ZET rzeczniczka SO w stolicy Sylwia Urbańska.

Konstytucja gwarantuje rozpatrywanie tych spraw bez nieuzasadnionej zwłoki, jednak ogromna liczba pozwów sprawia, że niektórzy przedsiębiorcy mogą czekać na pierwszą rozprawę nawet dwa lata. – Jeśli mamy problem aktualny, a zaczniemy go rozwiązywać z takim opóźnieniem, to niewiele to komukolwiek pomoże – dodaje sędzia Urbańska.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dziś trzecia próba aresztowania Leszka Czarneckiego

W poniedziałek Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia rozpozna wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie o tymczasowe aresztowanie Leszka Czarneckiego w związku z tzw. Aferą GetBack. Będzie to trzecie podejście sądu do tego wniosku.

Poniedziałkowe posiedzenie sądu, któremu przewodniczyć będzie sędzia Maria Pilśnik, zaplanowane jest na godz. 10. Sąd wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie o aresztowanie biznesmena rozpoznać miał już 16 października, a później 16 listopada, ale oba te posiedzenia były odraczane na wniosek obrońcy Leszka Czarneckiego, mecenasa Jacka Dubois. Głównym argumentem przemawiającym za odroczeniem był brak możliwości pojawienia się na Sali głównego obrońcy biznesmena, czyli mec. Romana Giertycha, który miał zakaz wykonywania zawodu w związku z toczącym się przeciwko niemu śledztwie w Prokuraturze Regionalnej w Poznaniu. Ten problem stracił na aktualności, bo Giertych miesiąc temu wrócił do pracy.

„Prokuratura zawaliła”

Prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu Czarneckiemu zarzutów w związku z tzw. aferą GetBack, ale nie zostały mu formalnie ogłoszone, bo biznesmen przebywa za granicą i zdaniem prokuratury ukrywa się, dlatego od razu wniesiono o areszt. W listopadzie mec. Dubois mówił, że „prokuratura zawaliła” nie wzywając biznesmena na przesłuchanie, a ten „przebywa w miejscu zamieszkania, którego adres był znany prokuraturze i wszystkim organom finansowym”.

Podczas poprzedniej próby rozpoznania sprawy obrona złożyła do sądu wniosek o powołanie biegłego z zakresu okulistyki, który miałby przebadać Leszka Czarneckiego. Biznesmen cierpi na schorzenie, które ma mu uniemożliwiać przebywanie w warunkach aresztu śledczego. Prokuratura Regionalna w Warszawie powołała w tej sprawie biegłą dr Agatę Michalską z zakresu medycyny sądowej, która w oparciu o zawartą w aktach dokumentację medyczną orzekła, że nie widzi przeciwskazań do pozbawienia Czarneckiego wolności. Opinia została przekazana sądowi w październiku.

Fałszywa opinia?

W czwartek 17 grudnia w „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł zatytułowany „Giertych skarży lekarkę, która wydała opinię dla prokuratury”. Z treści tego materiału wynika, że Leszek Czarnecki ma zwyrodnienie plamki żółtej, a opinia dotycząca jego stanu zdrowia podpisana przez dr Michalską to „kopia artykułów ze stron internetowych”. „GW” podała, że mec. Giertych złożył do Izby Lekarskiej w Łodzi skargę na dr Michalską, zarzucając jej sporządzenie fałszywej opinii, plagiat i sprzeniewierzenie się zasadom etyki lekarskiej.

Rzecznik Prasowy Prokuratury Regionalnej w Warszawie odniósł się do doniesień „GW” przypominając, że opinia biegłej Michalskiej znana jest stronom od października, a „kwestionowanie jej w przededniu (roboczym – red.) kolejnego terminu posiedzenia sądu w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania wobec Leszka Cz. jest próbą wywarcia presji nie tylko na biegłą, ale również na sąd. Próba ta ma służyć odroczeniu terminu posiedzenia zaplanowanego na 21 grudnia 2020 r.”

400 mln złotych

Portal rmf24.pl podał w październiku, że Prokuratura Regionalna dokonała zabezpieczeń na znaczną kwotę na mieniu Leszka Czarneckiego. „Kwota jest niebagatelna, robi wrażenie, jednak jest niższa niż suma szkody wyrządzonej klientom banku” – podał portal. Z informacji nieoficjalnych źródeł PAP wynika, że może to być równowartość kwoty rzędu kilkudziesięciu, nawet do stu milionów złotych. W sprawie tzw. afery GetBack prokuratura zabezpieczyła w sumie od wszystkich podejrzanych mienie, gotówkę, obligacje itp. o wartości 400 mln zł.

Śledztwo w sprawie tzw. afery GetBack zostało wszczęte 24 kwietnia 2018 r. po zawiadomieniach przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Postępowanie dotyczy wyrządzenia szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenia ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji. Straty szacuje się nawet na 2,6 mld zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były szef rumuńskiego Urzędu ds. Zwalczania i Zapobiegania Praniu Pieniędzy zatrzymany

Były szef rumuńskiego Urzędu ds. Zwalczania i Zapobiegania Praniu Pieniędzy został zatrzymany w Bukareszcie pod zarzutem fałszowania swoich dyplomów. Decyzją sądu spędzi 30 dni w areszcie domowym – podała w niedzielę AFP, powołując się na źródła sądowe.

53-letni Laurentiu Baranga był obiektem śledztwa w sprawie „oszukania kilku instytucji publicznych poprzez złożenie do akt sfałszowanych dyplomów, które następnie zostały unieważnione przez właściwe sądy” – poinformowała policja. Baranga został zatrzymany w Bukareszcie w sobotę, najpierw na 24 godziny. Tego dnia przeszukano również jego dom na południu Rumunii.

Podejrzewa się, że sfałszował swoje świadectwo maturalne, które użył do uzyskania dyplomów uniwersyteckich, aby w ciągu ostatnich dziesięciu lat objąć kilka wysokich stanowisk. W czwartek zrezygnował z zajmowanej od początku września br. funkcji szefa Urzędu ds. Zwalczania i Zapobiegania Praniu Pieniędzy. Według rumuńskich mediów Baranga zdał maturę w 1999 r., gdy miał 32 lata. Następnie w 2008 r. ukończył studia na Wydziale Zarządzania w Bukareszcie, a trzy lata później, w wieku 44 lat, uzyskał doktorat z zarządzania.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Mężczyzna ułaskawiony przez prezydenta zarzucał córce kłamstwo. Sąd nie miał wątpliwości dotyczących jego winy

Mężczyzna, skazany w 2013 roku za wieloletnie znęcanie się nad córką i molestowanie jej od 11. roku życia, którego w marcu tego roku ułaskawił prezydent Andrzej Duda, nigdy nie przyznał się przed sądem do winy: twierdził, że jego konkubina i córka kłamią – donosi „Rzeczpospolita”, która w ubiegłym tygodniu nagłośniła sprawę ułaskawienia. Gazeta podkreśla równocześnie, że sądy dwóch instancji nie miały wątpliwości co do jego winy.

Przypomnijmy, mężczyzna skazany został na 4 lata więzienia za znęcanie się nad bliskimi i molestowanie seksualne córki. Karę odbył w całości, na wolność wyszedł w 2015 roku. Za to jednak, że w trakcie odbywania kary złamał zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi – dzwonił do nich i wysłał co najmniej 12 listów – został skazany na rok więzienia. Również tę karę odbył w całości – a po opuszczeniu zakładu karnego w marcu 2018 roku zamieszkał razem z pokrzywdzonymi – choć zakaz zbliżania się do córki i jej matki miał go obowiązywać przez 6 lat od dnia opuszczenia więzienia po pierwszym wyroku.

To sprawiło, że kurator sądowy zawiadomił prokuraturę o złamaniu zakazu. Wtedy konkubina mężczyzny i ich córka – obecnie już dorosła – zwróciły się do prezydenta z prośbą o ułaskawienie, czyli skrócenie zakazu zbliżania.

Zarzucał córce i konkubinie kłamstwo, składał wnioski o przebadanie ich wariografem

Według dzisiejszej publikacji „Rzeczpospolitej”, która powołuje się na sądowe wyroki, mężczyzna nigdy nie przyznał się przed sądami do winy, a konkubinie i córce zarzucał kłamstwo.

W cytowanym przez gazetę uzasadnieniu prawomocnego wyroku, jaki zapadł przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku w 2013 roku, czytamy: „Oskarżony bezsprzecznie był agresorem w domu, wykorzystując przewagę fizyczną, często stosował wobec nich (partnerki i córki – red.) przemoc, znieważał je i zastraszał”.

Obrońca mężczyzny złożył apelację, całkowicie odrzucając dowody jego winy, a w czasie procesu dwukrotnie – jak podaje „Rz” – składał wnioski o przebadanie konkubiny i córki wariografem, bowiem podważał ich prawdomówność.

Dziennik cytuje argumentację obrońcy: „Oskarżony nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów i nigdy nie doprowadzał (…) do innych czynności seksualnych. Być może zbyt surowo traktował (…) wyzywając ją od ‘głąbów’, jednak tak prymitywnie rozumiał proces wychowawczy (…). Potwierdzają to opinie sądowo-psychiatryczne i psychologiczno-seksuologiczne, w których stwierdzono u A. W. zaburzenia psychiczne i uzależnienie od alkoholu przy jednoczesnym braku zaburzeń preferencji seksualnych pod postacią parafilii”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gotowe akty oskarżenia w sprawie wielomilionowej korupcji

Policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją KWP w Katowicach zakończyli kilka wątków śledztwa, prowadzonego pod nadzorem Prokuratory Regionalnej w Łodzi, dotyczącego nieprawidłowości w branży górniczej. Efektem pracy śledczych jest skierowanie przez Prokuraturę Regionalną w Łodzi dwóch aktów oskarżenia do sądów. Straty, jakie spowodowali oskarżeni, sięgają prawie 14 mln zł.

Pierwszy z aktów oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Katowicach przeciwko dwóm osobom. Wątkiem wiodącym w tym śledztwie było postępowanie przetargowe, prowadzone w latach 2015-2016 w trybie przetargu nieograniczonego przez holding węglowy, dotyczące ochrony osób i mienia na terenie mysłowickiej kopalni. Wartość zamówienia opiewała na kwotę 12 mln 680 tys. zł. Dwaj członkowie zarządu, reprezentujący konsorcjum, które wygrało przetarg, działając wspólnie i w porozumieniu, przedłożyli zamawiającemu nierzetelną ofertę na świadczenie usług ochrony osób i mienia. Posłużyli się w niej podrobioną dokumentacją, zawierającą nieprawdziwe dane osób zatrudnionych na umowę o pracę, jak również poświadczyli nieprawdę w dokumentach o ich zatrudnieniu. Wskazali, że byli oni zatrudnieni na umowę o pracę, gdy faktycznie świadczyli pracę na podstawie umowy zlecenia.

Swoim działaniem usiłowali doprowadzić holding węglowy do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na kwotę nie mniejszą niż 12 mln 680 tys. zł. Jednocześnie, składając w ramach tego postępowania przetargowego nieprawdziwe dane co do dysponowania odpowiednią liczbą pracowników, wyrządzili kierowanemu przez nich konsorcjum szkodę majątkową w kwocie 1 mln 268 tys. zł.

Kolejny akt oskarżenia przeciwko czterem osobom, oskarżonym o popełnienie przestępstw, został skierowany do Sądu Rejonowego Katowice-Wschód. Osoby objęte aktem oskarżenia to m.in. dwaj górnicy zatrudnieni w mysłowickiej kopalni oraz lekarz. Jeden z górników został oskarżony o nakłonienie lekarz neurolog z województwa małopolskiego, do wystawienia mu na przełomie 2016 i 2017 roku kilku zwolnień lekarskich, poświadczających nieprawdę co do jego stanu zdrowia. Przedstawiając następnie pracodawcy zaświadczenia stwierdzających niezdolność do pracy, doprowadził Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz mysłowicką kopalnię do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie około 5 tys. zł.

W tej sprawie policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją KWP w Katowicach przeprowadzili realizacje na terenie województwa śląskiego i małopolskiego, podczas której zatrzymali sześć osób. Po wykonaniu czynności procesowych z udziałem podejrzanych prokurator zastosował wobec nich wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych na łączną kwotę 120 tys. zł, dozorów policji i zakazu opuszczania kraju.

Oskarżonym za popełnione przestępstwa grozi kara do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Epidemia koronawirusa. Polskie sądy odwołują rozprawy

Do końca marca większość sądów powszechnych odwołuje rozprawy jawne, a także ogranicza możliwość przebywania osób postronnych w ich siedzibach. O podjęcie działań w celu zapewnienia pracownikom sądów bezpieczeństwa apelowało Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. W środę większość sądów okręgowych i rejonowych zadecydowała o odwołaniu rozpraw jawnych do 31 marca. Ograniczono również wstęp do ich budynków: strony nie mogą kontaktować się z ich władzami, a Biura Obsługi Interesantów pracują w trybie zdalnym. Takie decyzje zostały podjęte po wideokonferencji z wiceminister sprawiedliwości Anną Dalkowską.

„Ministerstwo wczoraj przekazało rekomendacje w kwestii bezpieczeństwa na piśmie do prezesów sądów apelacyjnych, z którymi jestem w stałym kontakcie” – powiedziała w rozmowie z Onetem Anna Dalkowska, wiceminister sprawiedliwości.

Jak dodała, codziennie prowadzi z prezesami sądów apelacyjnych wideokonferencje. Podkreśliła, że resort zaleca prezesom sądów podjęcie czynności, które zapewnią sędziom bezpieczeństwo, w tym ograniczenia rozpraw jawnych, z wyłączeniem jedynie spraw pilnych.

„Działamy wspólnie i jednolicie z prezesami sądów” – zaznacza Dalkowska.

Apel do Zbigniewa Ziobry

Wcześniej, w związku z rozprzestrzeniającym się w Polsce koronawirusem, o zapewnienie bezpieczeństwa m.in. sędziom apelowało Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”.

„Apelujemy do Ministra Sprawiedliwości o podjęcie natychmiastowych działań zmierzających do zapewnienia bezpieczeństwa obywateli, w tym osób pracujących w sądach” – zwracało się do Zbigniewa Ziobry.
Źródło info i foto: Gazeta.pl