Przemycali narkotyki do Polski w małej awionetce. CBŚP zatrzymało ich na gorącym uczynku

Kupili mały samolot, którym z Hiszpanii przemycali do Polski narkotyki. Funkcjonariusze CBŚP na gorącym uczynku zatrzymali koło Zielonej Góry dwóch mężczyzn, którzy w maszynie mieli ponad 70 kilogramów marihuany. Dwaj przemytnicy w wieku 63 i 51 lat wpadli podczas przeładunku narkotyków z samolotu do samochodu podstawionego na niewielkie lotnisko koło Zielonej Góry.

Marihuana w szczelnych workach znajdowała się w tylnej części maszyny. Były jej 73 kilogramy warte ponad 3 i pół miliona złotych. Poza kontrabandą policjanci zajęli też wart blisko milion złotych samolot, który podejrzani kupili wcześniej w częściach na Ukrainie.

Jeden z zatrzymanych był doświadczonym pilotem.

Miał wiedzę dotyczącą umiejętnego poruszania się po mało uczęszczanych lądowiskach w Polsce i innych krajach Europy. Podejrzani startowali z lotniska dla małych samolotów w Polsce, a następnie lecieli przez Niemcy i Francję do Hiszpanii.

Zarzuty postawione przez zachodniopomorską prokuraturę krajową, za które grozi 15 lat więzienia, obejmują ten jeden przemyt, ale w trakcie śledztwa wyjaśniane jest, ile takich kursów wykonali podejrzani i ile narkotyków w sumie przemycili.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest zwrot w sprawie Ramana Pratasiewicza

Raman Pratasiewicz i Sofia Sapiega zostali przeniesieni do aresztu domowego – podaje BBC Russian, powołując się na informacje od krewnych.

Doniesienia na temat zmiany aresztu na domowy pojawiły się także na kanale NEXTA na Telegramie, którego współtwórcą jest aresztowany w Mińsku Pratasiewicz. Rodzice Sapiegi poinformowali, że Rosjanka znajduje się obecnie w wynajętym mieszkaniu w Mińsku. – Jesteśmy w szoku – stwierdził ojczym Sofii, Siergiej Dudich. Podobne informacje przekazał w rozmowie z BBC na temat swojego syna Dmitrij Pratasiewicz. – Trudno mi komentować decyzje władz, jaki jest ich cel. Może być tak, że on został wciągnięty w jakąś polityczną grę – mówił o Ramanie.

Z informacji Dmitrija Pratasiewicza wynika, że zarzuty wobec jego syna i jego partnerki nie zostały oddalone. – Prawnik nic nie mówi, władze nic nie mówią – relacjonował ojciec dziennikarza. Jak wskazał, zmiana aresztu na domowy oznacza poprawę warunków jego syna. – Koniec końców nie wiadomo, co będzie dalej – zaznaczył przy tym. Także rodzice Sapiegi nie mają informacji, czy ich córka została oczyszczona z zarzutów.

Przypomnijmy, że Raman Pratasiewicz i Sofia Sapiega zostali zatrzymani w Mińsku 23 maja. Aresztowano ich na lotnisku tuż po tym, jak białoruskie władze zmusiły do lądowania samolot linii Ryanair lecący z Aten do Wilna. Pretekstem do zmuszenia samolotu do lądowania był rzekomy alarm bombowy. Białoruskie władze zarzucają parze pomoc w organizacji demonstracji antyrządowych po ubiegłorocznych sierpniowych wyborach prezydenckich.

Na aresztowanie Pratasiewicza i Sapiegi zareagowała społeczność międzynarodowa. Unia Europejska podjęła decyzje o wprowadzeniu sankcji na Białoruś, obowiązuje zakaz przelotów nad krajami UE dla białoruskich przewoźników.

Niepokojące nagrania

Krótko po aresztowaniu w sieci pojawiły się nagrania z udziałem zatrzymanych, na których młodzi ludzie wyznają swoje rzekome winy. Jak oceniła rodzina i prawnicy Pratasiewicza i Sapiegi, słowa te zostały wymuszone. Dodatkowo, na twarzy Pratasiewicza widać było ślady, które mogły wskazywać na pobicie. Aresztowany pojawił się także na pokazowej konferencji białoruskich władz, co zostało oprotestowane przez dziennikarzy BBC.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Andriej Piwowarow aresztowany

Unia Europejska wezwała do natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia opozycjonisty i byłego dyrektora organizacji „Otwarta Rosja” Andrieja Piwowarowa. Rosyjska policja postawiła mu zarzut „zajmowania się działalnością w zagranicznej lub międzynarodowej organizacji pozarządowej, która została uznana za niepożądaną przez władze Federacji Rosyjskiej”.

Opozycyjny polityk Andriej Piwowarow został zatrzymany 31 maja na pokładzie samolotu Polskich Linii Lotniczych LOT na lotnisku w Petersburgu, tuż przed odlotem do Warszawy. Rosyjscy obrońcy praw człowieka oświadczyli, że polityk nie miał zakazu opuszczania kraju i bez problemów przeszedł kontrolę paszportową.

W oświadczeniu wydanym przez organy prasowe Unii Europejskiej napisano, że przypadek Andrieja Piwowarowa nie jest odosobniony i wpisuje się w działania Rosji mające na celu „tłumienie działań społeczeństwa obywatelskiego, opozycji oraz głosów krytycznych wobec władz w Rosji”.

27 maja Andriej Piwowarow poinformował o zaprzestaniu działalności organizacji „Otwarta Rosja”, aby nie narażać działaczy i zwolenników na represje, w związku z procedowanymi przez Dumę Państwową poprawkami do ustawy o tak zwanych niepożądanych organizacjach. Były dyrektor wykonawczy „Otwartej Rosji” zapowiadał też, że wyjedzie za granicę, żeby odpocząć.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rosja: Andriej Piwowarow aresztowany na lotnisku w Petersburgu. Był na pokładzie polskiego samolotu

Na lotnisku Pułkowo w Petersburgu doszło w poniedziałek do aresztowania b. dyrektora związanej z Michaiłem Chodorkowskim organizacji Otwarta Rosja, Andrieja Piwowarowa. Opozycjonistę wyprowadzono z samolotu i przewieziono do Komitetu Śledczego.

O zatrzymaniu przez służbę bezpieczeństwa poinformował sam Piwowarow, który zdążył opublikować tweet następującej treści: „Właśnie ściągnęli mnie z samolotu w Pułkowie. Leciałem na urlop. Gdy przechodziłem kontrolę celną, nie było żadnych pytań. Samolot rozpoczął już kołowanie, gdy nagle „stop”. Podjechali gliniarze i mnie zabrali z samolotu. Teraz jestem w oddziale FSB na lotnisku Pułkowo”.

Jak podał Onet chodzi o samolot Polskich Linii Lotniczych LOT. Rejs LO686 z Petersburga do Warszawy miał planowo odlecieć o 18:20. Ostatecznie wzbił się w powietrze niemal półtorej godziny później. 

Będzie dalej przesłuchiwany

Przedstawiciele Otwartej Rosji, która 27 maja br. ogłosiła swoje samorozwiązanie w Rosji, by chronić w ten sposób współpracowników przed prześladowaniami, przekazali, że Piwowarow został przewieziony do Komitetu Śledczego w Petersburgu. Koordynator służby prawnej Otwartej Rosji mec. Anastasija Burakowa powiedziała w rozmowie z agencją Interfaks, że śledztwo ws. Piwowarowa wszczęto w oparciu o art. 284.1 Kodeksu karnego FR, który dotyczy działalności w Rosji zagranicznych lub transnarodowych organizacji pozarządowych, które zostały uznane za „niepożądane”.

Śledztwo w jego sprawie zostało wszczęte 29 maja w Krasnojarsku, gdzie znajduje się centrala koncernu Iukos założonego przez Michaiła Chodorkowskiego, późniejszego więźnia łagrów, któremu ostatecznie zezwolono na wyjazd z Rosji. W ocenie prawniczki, Piwowarow we wtorek zostanie przetransportowany do syberyjskiego Krasnojarska, gdzie przesłuchania będą kontynuowane.

Organizacja niepożądana

Przed czterema laty, w 2017 r., mająca swą siedzibę w Londynie Otwarta Rosja została uznana za „organizację niepożądaną” w Rosji. Struktury tej organizacji działające na terenie Federacji Rosyjskiej miały jednak odrębną podmiotowość prawną – zaznacza w komentarzu Reuters.

Aresztowany w poniedziałek Piwowarow ma odpowiadać za kontynuowanie działalności Otwartej Rosji mimo tej decyzji. Grozi mu od dwóch do sześciu lat kolonii karnej.

Interfaks podaje też, że w petersburskim mieszkaniu Piwowarowa trwa rewizja.

W ocenie dziennikarzy tej agencji aresztowanie Piwowarowa ma związek z zaangażowaniem Otwartej Rosji w kampanię przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się we wrześniu w Rosji. Kreml i jego zwolennicy uważają, że finansowana przez Chodorkowskiego organizacja „prowadzi celową dyskredytację kandydatów cieszących się poparciem Kremla”.

Chcieli anty-putinowskiej opozycji

Założona w 2001 r. przez Chodorkowskiego Otwarta Rosja dążyła do zjednoczenia wszystkich sił proeuropejskich w Rosji w celu stworzenia zespolonej, anty-putinowskiej opozycji. Chodorkowski został aresztowany w 2003 roku i spędził prawie 10 lat więzienia za domniemane „oszustwa na dużą skalę” i „uchylanie się od płacenia podatków”. Kolejne wyroki w jego sprawie ogłaszano, gdy już odbywał karę. W 2013 roku po interwencji m.in. kanclerz Niemiec, Angeli Merkel prezydent Putin ułaskawił go pod warunkiem, że Chodorkowski wyjedzie za granicę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Apel rodziców Ramana Pratasiewicza

Mieszkający we Wrocławiu rodzice Ramana Pratasiewicza, zatrzymanego w niedzielę w Mińsku przez białoruskie władze, w wywiadzie dla agencji AFP apelują do społeczności międzynarodowej o „uratowanie syna”. „On nie zrobił nic złego” – przekonuje jego matka Natalia.

Natalia Pratasiewicz mówi w wywiadzie dla francuskiej agencji, że nie spała od dwóch nocy, ściskając telefon w dłoniach, w nadziei, że dostanie wiadomość od syna. – Proszę, błagam, wzywam całą społeczność międzynarodową, aby go uratowała – apeluje.

„Oni go zabiją”

– To tylko reporter, to tylko dzieciak… Proszę, uratujcie go. Oni go zabiją – dodaje.

46-letnia Natalia i jej mąż 48-letni Dzmitry uważają, że ich syn może przebywać w areszcie białoruskich tajnych służb. „Prawnik próbował się z nim dzisiaj spotkać, ale nie mógł. Nadal nie wiemy, czy on tam jest, jaki jest jego stan, jak się czuje” – mówi Dzmitry, były wojskowy.

– Jednym ze sposobów, w jaki nasze władze stosują tortury, jest nieinformowanie rodziny o tym, gdzie przetrzymywani są krewni – podkreśla.

Rodzice Ramana Pratasiewicza pozostają w bliskim kontakcie z matką jego partnerki Sofii Sapiegi, studentki prawa w Wilnie, która została wraz z nim aresztowana w niedzielę w Mińsku.

Według rodziców białoruskiego opozycjonisty w przekazie wideo, opublikowanym w poniedziałek przez białoruskie władze, wyraźnie widać było ślady pobicia ich syna. Dzmitry zwraca uwagę, że jego syn wyglądał na wyjątkowo zdenerwowanego, miał braki w uzębieniu i siniaki po lewej stronie twarzy i szyi.

– Film był wyraźnie wyreżyserowany. Został nakręcony pod presją i nie można uwierzyć w to (co syn mówi na nagraniu – red.), ale przynajmniej pokazuje to, że nasz syn żyje – mówi.

Rodzina przeprowadziła się do Polski

Rodzice Ramana przeprowadzili się do Polski w ubiegłym roku, po stłumieniu protestów, które miały miejsce na Białorusi po zakwestionowanych wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 roku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Hamas zaprzecza związkom z zatrzymaniem samolotu Ryanaira

Rządząca Strefą Gazy palestyńska organizacja Hamas zaprzeczyła w poniedziałek, że miała jakikolwiek związek z niedzielnym zatrzymaniem w Mińsku samolotu linii Ryanair, lecącego z Aten do Wilna.

Agencja Reuters cytuje słowa rzecznika Hamasu Fawziego Barhuma, który oświadczył: To w ogóle nie są nasze metody, niektóre podejrzane partie robią to, aby demonizować Hamas i udaremnić ogólnoświatową sympatię dla Palestyńczyków i ich uzasadnionego oporu.

Podpis „żołnierze Hamasu”

Wcześniej w poniedziałek dyrektor departamentu lotnictwa w białoruskim ministerstwie transportu Arciom Sikorski przekonywał, że autorzy mailowej groźby o wysadzeniu ładunku wybuchowego na pokładzie samolotu Ryanair podpisali się jako „żołnierze Hamasu”.

Sikorski wyjaśniał, że „żołnierze Hamasu” mieli w liście wysłanym do białoruskiego portu lotniczego domagać się wstrzymania nalotów na Strefę Gazy i wycofania poparcia UE dla Izraela. Grozili detonacją ładunku nad Wilnem. Natomiast obecność na pokładzie Ramana Pratasiewicza miała być zbiegiem okoliczności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Mińsk: Zatrzymano nie tylko Ramana Pratasiewicza

epa09223072 (FILE) Police officers detain a journalist Roman Protasevich attempting to cover a rally in Minsk, Belarus, 26 March 2017 (reissued 23 May 2021). A Ryanair flight from Athens, Greece to Vilnius, Lithuania, with Belarus’ opposition journalist Roman Protasevich onboard, has been diverted and forced to land in Minsk on 23 May 2021, after alleged bomb threat. Protasevich was detained by Belarusian Police after landing, as Belarusian Human Rights Center ‚Viasna’ reports and Lithuanian President Gitanas Nauseda demanded immediate release of Protasevich. EPA/STRINGER *** Local Caption *** 53411871
Dostawca: PAP/EPA.

Samolotem linii Ryanair relacji Ateny-Wilno, który lądował w niedzielę awaryjnie w Mińsku, nie odleciało po starcie z Mińska do Wilna sześć osób – poinformował na komunikatorze Telegram były białoruski minister i dyplomata Pawał Łatuszka.

Samolot lecący z Aten lądował awaryjnie w Mińsku po informacji o bombie na pokładzie. Linie Ryanair poinformowały, że polecenie lądowania otrzymały od kontrolerów lotów na lotnisku w Mińsku. Informacja o bombie po sprawdzeniu samolotu nie potwierdziła się. Jednak w Mińsku zatrzymany został i wyprowadzony z samolotu żyjący na emigracji opozycyjny aktywista Raman Pratasiewicz, który poszukiwany był przez białoruskie organy ścigania listem gończym.

Teraz okazuje się, że nie tylko Pratasiewicz pozostał w stolicy Białorusi. Jak informuje były białoruski minister i dyplomata Paweł Łatuszka, z Mińska do Wilna nie odleciało dwóch obywateli Białorusi i czterech obywateli Rosji – napisał Łatuszka. Nie jest jasne, czy wśród tych osób uwzględnia on Pratasiewicza.

Radio Swaboda podaje natomiast – za niewskazanym kanałem na komunikatorze Telegram – że na pokładzie samolotu zabrakło również dziewczyny Ramana Pratasiewicza.

Na lotnisku w Mińsku poinformowano, że na pokładzie jest 123 pasażerów. Z kolei strona litewska podała informację o prawie 170 pasażerach z 12 krajów. Ponad 90 wśród tych pasażerów to obywatele Litwy. Po ponad siedmiogodzinnym postoju w Mińsku samolot odleciał do Wilna, gdzie wylądował w niedzielę ok. godz. 21:25. 
Źródło info i foto: Rado ZET.pl

Warszawa: Alarm bombowy na Okęciu

W niedzielę wieczorem na warszawskie Okęcie przyleciał samolot ze Stambułu. Po wylądowaniu służby otrzymały informację, że na pokładzie może być ładunek wybuchowy. Jak się okazało, była to fałszywa wiadomość. Pasażerowie przez cały czas nie wiedzieli, co się dzieje, a o alarmie bombowym dowiedzieli się z internetu. – To nie taka powinna być kolej komunikowania – mówi w rozmowie z Onetem Łukasz Wingert, jeden z uczestników lotu.

– To był lot ze Stambułu do Warszawy. Było sporo ludzi, pokład zapełniony był w ponad połowie. Lot przebiegał spokojnie i gdy wylądowaliśmy w Polsce ok. 17.30, to nic nie wskazywało na to, że coś mogło ewentualnie pójść nie tak. Pierwsze sygnały tego, że mamy do czynienia z niecodzienną sytuacją, zauważyliśmy po tym, gdy przez 40 min. w kółko jeździliśmy po płycie lotniska – mówi Łukasz Wingert.

Polak przyznaje, że po wylądowaniu, pasażerowie wstali, zabrali bagaże i byli gotowi do wyjścia, jednak przez ponad pół godziny nie zostali wypuszczeni z samolotu. – Jeszcze w tamtym momencie sądziłem, że może mieć to związek z obostrzeniami dotyczącymi koronawirusa. Przez ostatni miesiąc przebywałem w Meksyku, więc nie byłem pewien jak wygląda teraz kwestia kontroli i ten przedłużony czas w samolocie tożsamy był dla mnie z koronawirusowymi procedurami. Chociaż nie powiem – pięć wozów strażackich, 20 ambulansów, straż graniczna i 10 radiowozów policji, wydało mi się bardzo dziwne i niepokojące – dodaje.

– Z samolotu wyprowadzili nas wprost do autobusów. Z daleka było widać karetki, policję. Obserwowali nas i robili przy tym zdjęcia. Potem zawieźli nas do jakiegoś pomieszczenia na terenie lotniska, to chyba była sala vipów na Okęciu. Przez dwie godziny nikt nie mówił nam, o co chodzi – mówi mężczyzna.

Łukasz Wingert przyznaje, że początkowo wszyscy sądzili, że być może jest to standardowa procedura w związku ze zwiększonymi obostrzeniami dotyczącymi COVID-19. – Jeszcze w samolocie wypełnialiśmy formularze dotyczące tego, czy mieliśmy kontakt z osobami zakażonymi itp., dlatego wiedzieliśmy, że jest do tego przywiązana bardzo duża uwaga – dodaje.

– Pierwsza czerwona lampka pojawiła się, gdy wręczono nam do wypełnienia formularze dotyczące bagażu. Wtedy zdałem sobie sprawę, że cała ta akcja może mieć związek z podejrzeniem przemytu narkotyków czy właśnie przewożenia materiałów wybuchowych – mówi nam pasażer feralnego lotu.

Łukasz Wingert mówi, że pracownicy lotniska cały czas utrzymywali, że nie wiedzą, o co chodzi. – Około 20.15 dostałem SMS od mojego taty, że w mediach pojawiła się informacja o tym, że w samolocie lecącym ze Stambułu może być bomba. Uważam, że to było bardzo słabe, że o potencjalnym zagrożeniu bombowym dowiedziałem się z internetu, a nie od straży granicznej czy ludzi, którzy się nami opiekowali na lotnisku – przyznaje.

Polak zaznacza, że po ponad dwóch godzinach oczekiwania na jakąkolwiek informację, ludzie byli bardzo zmęczeni. – Tym lotem przyleciało do Polski bardzo dużo ludzi z Afryki, część z nich nie znała ani polskiego, ani angielskiego. Gdy przekazałem im informację o tym, że cała ta sytuacja ma związek z podejrzeniem obecności bomby na pokładzie samolotu, ludzie zaczęli się modlić, wznosić wzrok do góry i dziękować za to, że są bezpieczni. Wszyscy byli w ogromnym szoku. Policja wtedy też zaczęła sprawdzać dowody, pytać co przewozimy i czy wiemy coś na temat tego zagrożenia bombowego – mówi Łukasz Wingert.

Jeśli chodzi o działanie lotniska, Łukasz Wingert przyznaje, że widać było, że takie sytuacje nie zdarzają się często. – Wszyscy biegali i miałem wrażenie, że sami nie wiedzieli w którą stronę. Chociaż w momencie, gdy prawdopodobnie już zostało potwierdzone, że nie ma zagrożenia, to wszystko przebiegało bardzo płynnie. W końcu zaczęli wypuszczać nas dwójkami. Jakby kontroli było mało, to ja jeszcze zostałem zatrzymany na kontrolę celną – mówi.

– To wszystko trwało bardzo długo, bo wylądowaliśmy o 17.30, a nasze bagaże wyjechały o 22.10. Szczęście w nieszczęściu, można powiedzieć. Dobrze, że nic się nie stało, ale nie była to przyjemna sytuacja. Dla mnie najbardziej bulwersujące jest to, że o wszystkim, co się z nami działo, dowiedzieliśmy się jako ostatni. Najpierw informacja poszła do mediów, a dopiero potem do nas. To nie taka powinna była być kolej komunikowania – podsumowuje Łukasz Wingert.
Źródło info i foto: onet.pl

Grecja: Zatrzymano syryjskich uchodźców. Udawali drużynę siatkarską

Grecka policja zatrzymała dziewięciu syryjskich uchodźców udających drużynę siatkarską. Oszuści z fałszami paszportami próbowali wejść na pokład samolotu lecącego do Wiednia.

Uchodźcy mieli na sobie ubrania sportowe i plecaki, ale zostali zatrzymani późno w niedzielę, gdy policja nabrała podejrzeń. Po odkryciu fałszywych dokumentów tożsamości okazało się, że mężczyźni nie należą do klubu sportowego – informuje portal anglojęzycznej gazety „The National” w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Syryjczycy udają zawodowych sportowców

Grecja jest często pierwszym krajem UE, do którego przybywają uchodźcy i migranci uciekający z ogarniętej wojną Syrii. Mają oni pozostać w tym kraju, dopóki ich wnioski o azyl nie zostaną rozpatrzone.

To już trzeci raz w ciągu trzech lat, kiedy doszło do podobnego incydentu – poinformowało kierownictwo lotniska w Atenach. W 2020 roku kilkunastu Syryjczyków przebranych za piłkarzy ręcznych, z fałszywymi bułgarskimi paszportami, zostało zatrzymanych przy próbie wejścia na pokład samolotu również lecącego do austriackiej stolicy. Rok wcześniej 10 Syryjczyków przebranych za siatkarzy zostało zatrzymanych na lotnisku po odkryciu u nich skradzionych i podrobionych paszportów.

Pod rządami konserwatywnego polityka Kyriakosa Micotakisa, który został premierem w 2019 roku, Grecja przyjęła twardsze stanowisko w sprawie migracji. Przyspieszono proces azylowy, wzmocniono patrole graniczne i obcięto świadczenia dla uchodźców.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Iran wypłaci odszkodowania rodzinom ofiar zestrzelonego samolotu

Iran wypłaci odszkodowania w wysokości 150 tysięcy dolarów każdej z rodzin 176 ofiar katastrofy ukraińskiego samolotu zestrzelonego w styczniu w irańskiej przestrzeni powietrznej – poinformowała w środę oficjalna irańska agencja prasowa IRNA. Irańskie siły zbrojne przyznały 11 stycznia, że trzy dnie wcześniej „przez pomyłkę” zestrzeliły ukraiński samolot pasażerski tuż po starcie z Teheranu, powodując śmierć 176 osób.

„Rząd (Iranu) zatwierdził jak najszybsze przekazanie 150 tysięcy dolarów dla rodzin każdej z ofiar katastrofy ukraińskiego samolotu” – głosi komunikat irańskich władz, cytowany przez agencję IRNA.

Postępowanie władz Iranu w tej sprawie za „niedopuszczalne” uznała Ukraina, która stwierdziła, że odszkodowanie powinno zostać ustalone w drodze negocjacji, z uwzględnieniem praktyki międzynarodowej, po ustaleniu przyczyn tragedii i postawieniu winnych przed wymiarem sprawiedliwości.

– Ustalenie przyczyn tragedii i pociągnięcie do odpowiedzialności winnych musi być ważnym warunkiem wstępnym – oświadczył rzecznik ukraińskiego MSZ. Podkreślił, że Kijów nadal czeka na „projekt raportu technicznego” w sprawie okoliczności zestrzelenia ukraińskiego samolotu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl