Hamas zaprzecza związkom z zatrzymaniem samolotu Ryanaira

Rządząca Strefą Gazy palestyńska organizacja Hamas zaprzeczyła w poniedziałek, że miała jakikolwiek związek z niedzielnym zatrzymaniem w Mińsku samolotu linii Ryanair, lecącego z Aten do Wilna.

Agencja Reuters cytuje słowa rzecznika Hamasu Fawziego Barhuma, który oświadczył: To w ogóle nie są nasze metody, niektóre podejrzane partie robią to, aby demonizować Hamas i udaremnić ogólnoświatową sympatię dla Palestyńczyków i ich uzasadnionego oporu.

Podpis „żołnierze Hamasu”

Wcześniej w poniedziałek dyrektor departamentu lotnictwa w białoruskim ministerstwie transportu Arciom Sikorski przekonywał, że autorzy mailowej groźby o wysadzeniu ładunku wybuchowego na pokładzie samolotu Ryanair podpisali się jako „żołnierze Hamasu”.

Sikorski wyjaśniał, że „żołnierze Hamasu” mieli w liście wysłanym do białoruskiego portu lotniczego domagać się wstrzymania nalotów na Strefę Gazy i wycofania poparcia UE dla Izraela. Grozili detonacją ładunku nad Wilnem. Natomiast obecność na pokładzie Ramana Pratasiewicza miała być zbiegiem okoliczności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Alarm bombowy na Okęciu

W niedzielę wieczorem na warszawskie Okęcie przyleciał samolot ze Stambułu. Po wylądowaniu służby otrzymały informację, że na pokładzie może być ładunek wybuchowy. Jak się okazało, była to fałszywa wiadomość. Pasażerowie przez cały czas nie wiedzieli, co się dzieje, a o alarmie bombowym dowiedzieli się z internetu. – To nie taka powinna być kolej komunikowania – mówi w rozmowie z Onetem Łukasz Wingert, jeden z uczestników lotu.

– To był lot ze Stambułu do Warszawy. Było sporo ludzi, pokład zapełniony był w ponad połowie. Lot przebiegał spokojnie i gdy wylądowaliśmy w Polsce ok. 17.30, to nic nie wskazywało na to, że coś mogło ewentualnie pójść nie tak. Pierwsze sygnały tego, że mamy do czynienia z niecodzienną sytuacją, zauważyliśmy po tym, gdy przez 40 min. w kółko jeździliśmy po płycie lotniska – mówi Łukasz Wingert.

Polak przyznaje, że po wylądowaniu, pasażerowie wstali, zabrali bagaże i byli gotowi do wyjścia, jednak przez ponad pół godziny nie zostali wypuszczeni z samolotu. – Jeszcze w tamtym momencie sądziłem, że może mieć to związek z obostrzeniami dotyczącymi koronawirusa. Przez ostatni miesiąc przebywałem w Meksyku, więc nie byłem pewien jak wygląda teraz kwestia kontroli i ten przedłużony czas w samolocie tożsamy był dla mnie z koronawirusowymi procedurami. Chociaż nie powiem – pięć wozów strażackich, 20 ambulansów, straż graniczna i 10 radiowozów policji, wydało mi się bardzo dziwne i niepokojące – dodaje.

– Z samolotu wyprowadzili nas wprost do autobusów. Z daleka było widać karetki, policję. Obserwowali nas i robili przy tym zdjęcia. Potem zawieźli nas do jakiegoś pomieszczenia na terenie lotniska, to chyba była sala vipów na Okęciu. Przez dwie godziny nikt nie mówił nam, o co chodzi – mówi mężczyzna.

Łukasz Wingert przyznaje, że początkowo wszyscy sądzili, że być może jest to standardowa procedura w związku ze zwiększonymi obostrzeniami dotyczącymi COVID-19. – Jeszcze w samolocie wypełnialiśmy formularze dotyczące tego, czy mieliśmy kontakt z osobami zakażonymi itp., dlatego wiedzieliśmy, że jest do tego przywiązana bardzo duża uwaga – dodaje.

– Pierwsza czerwona lampka pojawiła się, gdy wręczono nam do wypełnienia formularze dotyczące bagażu. Wtedy zdałem sobie sprawę, że cała ta akcja może mieć związek z podejrzeniem przemytu narkotyków czy właśnie przewożenia materiałów wybuchowych – mówi nam pasażer feralnego lotu.

Łukasz Wingert mówi, że pracownicy lotniska cały czas utrzymywali, że nie wiedzą, o co chodzi. – Około 20.15 dostałem SMS od mojego taty, że w mediach pojawiła się informacja o tym, że w samolocie lecącym ze Stambułu może być bomba. Uważam, że to było bardzo słabe, że o potencjalnym zagrożeniu bombowym dowiedziałem się z internetu, a nie od straży granicznej czy ludzi, którzy się nami opiekowali na lotnisku – przyznaje.

Polak zaznacza, że po ponad dwóch godzinach oczekiwania na jakąkolwiek informację, ludzie byli bardzo zmęczeni. – Tym lotem przyleciało do Polski bardzo dużo ludzi z Afryki, część z nich nie znała ani polskiego, ani angielskiego. Gdy przekazałem im informację o tym, że cała ta sytuacja ma związek z podejrzeniem obecności bomby na pokładzie samolotu, ludzie zaczęli się modlić, wznosić wzrok do góry i dziękować za to, że są bezpieczni. Wszyscy byli w ogromnym szoku. Policja wtedy też zaczęła sprawdzać dowody, pytać co przewozimy i czy wiemy coś na temat tego zagrożenia bombowego – mówi Łukasz Wingert.

Jeśli chodzi o działanie lotniska, Łukasz Wingert przyznaje, że widać było, że takie sytuacje nie zdarzają się często. – Wszyscy biegali i miałem wrażenie, że sami nie wiedzieli w którą stronę. Chociaż w momencie, gdy prawdopodobnie już zostało potwierdzone, że nie ma zagrożenia, to wszystko przebiegało bardzo płynnie. W końcu zaczęli wypuszczać nas dwójkami. Jakby kontroli było mało, to ja jeszcze zostałem zatrzymany na kontrolę celną – mówi.

– To wszystko trwało bardzo długo, bo wylądowaliśmy o 17.30, a nasze bagaże wyjechały o 22.10. Szczęście w nieszczęściu, można powiedzieć. Dobrze, że nic się nie stało, ale nie była to przyjemna sytuacja. Dla mnie najbardziej bulwersujące jest to, że o wszystkim, co się z nami działo, dowiedzieliśmy się jako ostatni. Najpierw informacja poszła do mediów, a dopiero potem do nas. To nie taka powinna była być kolej komunikowania – podsumowuje Łukasz Wingert.
Źródło info i foto: onet.pl

Iran wypłaci odszkodowania rodzinom ofiar zestrzelonego samolotu

Iran wypłaci odszkodowania w wysokości 150 tysięcy dolarów każdej z rodzin 176 ofiar katastrofy ukraińskiego samolotu zestrzelonego w styczniu w irańskiej przestrzeni powietrznej – poinformowała w środę oficjalna irańska agencja prasowa IRNA. Irańskie siły zbrojne przyznały 11 stycznia, że trzy dnie wcześniej „przez pomyłkę” zestrzeliły ukraiński samolot pasażerski tuż po starcie z Teheranu, powodując śmierć 176 osób.

„Rząd (Iranu) zatwierdził jak najszybsze przekazanie 150 tysięcy dolarów dla rodzin każdej z ofiar katastrofy ukraińskiego samolotu” – głosi komunikat irańskich władz, cytowany przez agencję IRNA.

Postępowanie władz Iranu w tej sprawie za „niedopuszczalne” uznała Ukraina, która stwierdziła, że odszkodowanie powinno zostać ustalone w drodze negocjacji, z uwzględnieniem praktyki międzynarodowej, po ustaleniu przyczyn tragedii i postawieniu winnych przed wymiarem sprawiedliwości.

– Ustalenie przyczyn tragedii i pociągnięcie do odpowiedzialności winnych musi być ważnym warunkiem wstępnym – oświadczył rzecznik ukraińskiego MSZ. Podkreślił, że Kijów nadal czeka na „projekt raportu technicznego” w sprawie okoliczności zestrzelenia ukraińskiego samolotu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ukraina otrzyma od Iranu czarne skrzynki z zestrzelonego samolotu

Iran zapowiedział, że wyśle na Ukrainę czarne skrzynki rozbitego ponad tydzień temu samolotu pasażerskiego ukraińskich linii lotniczych. Teheran ma też udostępnić dane z urządzeń ekspertom z Francji, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Boeing 737-800 rozbił się krótko po starcie z lotniska w Teheranie. W katastrofie zginęło 176 osób. Trzy dni po tragedii Iran przyznał, że maszyna została omyłkowo zestrzelona przez wojsko.

Początkowo irańscy śledczy zapowiadali, że sami zajmą się badaniem czarnych skrzynek samolotu, znalezionych w pierwszych godzinach po katastrofie. Jednak po naciskach ze strony Zachodu Iran zgodził się na udział w śledztwie przedstawicieli krajów, których pasażerowie byli na pokładzie maszyny, a także Ukrainy z której pochodzą linie lotnicze.

Agencja prasowa Tasnim poinformowała, że czarne skrzynki wkrótce zostaną wysłane na Ukrainę, a Iran jest gotów udostępnić to, co udało się odczytać także ekspertom z innych krajów. Ukraińskie władze kilka dni temu zażądały rejestratorów i poinformowały, że ich przedstawiciel złoży wkrótce wizytę w Iranie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Obywatel Japonii próbował przemycić kokainę. Zmarł na pokładzie samolotu

Obywatel Japonii zmarł na podkładzie samolotu lecącego ze stolicy Meksyku do Japonii. Jak się okazało, przed lotem mężczyzna połknął 246 woreczków z kokainą.

Jak informuje BBC, samolot lecący z miasta Meksyk musiał awaryjnie lądować w mieście Hermosillo w stanie Sonora, po tym jak jeden z pasażerów źle się poczuł. Mężczyzny nie udało się jednak uratować. Podczas sekcji zwłok w jego żołądku i w jelitach znaleziono 246 wypełnionych kokainą woreczków o długości 2,5 cm i szerokości 1 cm. Być może co najmniej jeden z nich okazał się nieszczelny, powodem śmierci mężczyzny określonym przez lekarzy był bowiem obrzęk mózgu spowodowany przedawkowaniem narkotyków. Mężczyzna został zidentyfikowany jako Udo N., a meksykańska stolica była tylko jego miejscem przesiadkowym mężczyzny – podróżował z kolumbijskiej stolicy, Bogoty.
Źródło info i foto: tvn24.pl

To 29-latek porwał samolot w Seattle

29-latek, który uprowadził samolot z lotniska w Seattle od ponad trzech lat pracował w firmie Horizon Air, m.in. sprzątając samoloty i zajmując się bagażami pasażerów – podaje „Rzeczpospolita”. Richard Russel porwał Bombardiera Q400 w piątek, doprowadzając do czasowego zamknięcia lotniska. W pogoń za samolotem udały się dwa myśliwce F-15. Po wykonaniu „niesamowitych manewrów” maszyna rozbiła się, a kierujący nią mężczyzna zginął w katastrofie.

„Kontrolerzy lotu próbowali przez radio pomóc porywaczowi w opanowaniu maszyny, który jednak twierdził, że «nie potrzebuje wielkiej pomocy», ponieważ «ćwiczył to już w grach komputerowych». Z transkrypcji rozmów wynika, że porywacz nie miał zamiaru nikogo skrzywdzić, a na koniec przeprosił swoich bliskich, mówiąc, że «jest po prostu zepsutym facetem» – pisze „Rzeczpospolita”.

Dyrektor operacji lotniczych na lotnisku w Seattle przekazał, że 29-latek „miał legalny dostęp” do samolotu, dlatego „nie doszło do żadnego naruszenia zasad bezpieczeństwa”. Z kolei dyrektor generalny Horizon Air poinformował, że „według dostępnej wiedzy Russell nie posiadał licencji pilota”. Nie miał pojęcia, jak porywacz nabył umiejętności pilotowania „tak złożonej maszyny”.
Źródło info i foto: onet.pl

Porwany libijski samolot wylądował na Malcie. Na pokładzie 118 osób

Porwany przez dwie osoby samolot libijskich linii lotniczych Afriqiyah Airways wylądował na Malcie – podała w piątek agencja Reuters, powołując się na maltańskie media.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Zgłoszenie o bombie przyczyną awaryjnego lądowania samolotu Lufthansy w USA

Samolot niemieckich linii lotniczych Lufthansa, lecący z Houston do Frankfurtu, przymusowo lądował w poniedziałek wieczorem na lotnisku im. Kennedy’ego w Nowym Jorku po tym jak dyrekcja linii otrzymała anonimowy telefon o bombie na pokładzie – poinformowały władze. Jak oświadczył rzecznik portu lotniczego JFK Steve Coleman, maszynę, na której pokładzie znajdowało się 530 osób, skierowano do odległego rejonu lotniska, gdzie specjalne ekipy rozpoczęły przeszukiwania.

Wszyscy pasażerowie musieli opuścić pokład. Nikt nie odniósł obrażeń. Incydent nie zakłócił normalnej pracy lotniska. Telefon ostrzegający przed bombą otrzymała główna siedziba Lufthansy w Kolonii, w Niemczech.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Alarm bombowy w samolocie z Izraela

Alarm bombowy podczas rejsu Boeinga 747 izraelskich linii lotniczych El Al. We wtorek rano anonimowa informacja o podłożonej bombie na pokładzie samolotu doprowadziła do poderwania francuskich i szwajcarskich myśliwców. Maszyna wylądowała bezpiecznie na docelowym lotnisku im. Ben Guriona w Tel Awiwie, a na jej pokładzie nie znaleziono żadnego ładunku wybuchowego.

Alarm bombowy na pokładzie samolotu izraelskich linii lotniczych El Al miał miejsce podczas rejsu z Nowego Jorku do Tel Awiwu. Dwa należące do szwajcarskiej armii myśliwce F-18 eskortowały maszynę między granicami Francji i Austrii.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Gdańsk: Przymusowe lądowanie samolotu. Agresywny pasażer na pokładzie maszyny

Funkcjonariusze ze Straży Granicznej w Gdańsku interweniowali na pokładzie samolotu lecącego z Londynu do Rygi. Maszyna musiała przymusowo wylądować w Gdańsku, a powodem był 46-letni obywatel Łotwy, który uprzykrzał lot współpasażerom.

Według załogi samolotu mężczyzna był wulgarny, zaczepiał pasażerów i nie stosował się do poleceń. W tej sytuacji kapitan zdecydował o przymusowym lądowaniu w Gdańsku Rębiechowie, aby pozbyć się agresywnego pasażera. Mężczyzna miał przeszło 2,5 promila alkoholu. Wobec interweniujących był wulgarny i agresywny. Kiedy wytrzeźwiał został ukarany mandatem w wysokości 1000 złotych.
Żródło info i foto: RMF24.pl