Holandia: Przebrani za nazistów odgrywali scenę egzekucji żydowskiego więźnia

Kilku młodych Holendrów przebrało się w nazistowskie mundury i maszerowało po centrum miasta Urk, a następnie przeprowadziło inscenizowaną likwidację żydowskiego więźnia. Policja wszczęła w tej sprawie dochodzenie. W pewnym momencie odegrali scenę likwidacji żydowskiego więźnia z żółtą Gwiazdą Dawida na piersi. Zdjęcia tej sceny zostały opublikowane w mediach społecznościowych.

– To czysta nienawiść – uważa Aron Vrieler, badacz antysemityzmu w Izraelskim Centrum Informacji i Dokumentacji (CIDI). „Banda idiotów”, „ludzie bez szacunku”, „lekceważenie Holokaustu”, „normalizowanie antysemityzmu” – to tylko kilka cytowanych przez dziennik „De Telegraaf” reakcji mieszkańców tej rybackiej miejscowości na zachowanie młodych mężczyzn.

Dziennik „Algemeen Dagblad” przypomina, że w czasie II wojny światowej z Urk deportowano do obozu w Sobiborze 80 Żydów. Z oświadczenia władz gminy wynika, że była to „niedopuszczalna forma protestu przeciwko obostrzeniom wprowadzonym w związku z koronawirusem”.

Jak informuje we wtorek portal NOS, mężczyźni przeprosili za swoje zachowanie. „Chcemy podkreślić, że absolutnie nie jesteśmy antysemitami, ani nie popieramy niemieckiego reżimu z II wojny światowej” – napisali w oświadczeniu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest wyrok dla pracownika ochrony finału WOŚP, podczas którego zabito prezydenta Gdańska

Mężczyzna został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Dariusz S. był oskarżony o składanie fałszywych zeznań. Proces Dariusza S. – pracownika Agencji Ochrony Tajfun, która 13 stycznia br. zabezpieczała finał WOŚP w Gdańsku, toczył się przed Sądem Rejonowym Gdańsk–Południe. Mężczyznę oskarżono m.in. o składanie fałszywych zeznań i podżeganie do tego innych.

Fałszywe zeznania ochroniarza

Zdaniem prokuratury Dariusz S. tuż po zdarzeniu zeznał, że nożownik, który zaatakował Adamowicza, dostał się na scenę posługując się plakietką z napisem „Media”. Ochroniarz przekazał policjantom identyfikator, którym rzekomo miał się posłużyć napastnik.

Funkcjonariusze ustalili jednak, że mężczyzna kłamał. Wskazywały na to m.in. wyniki badań plakietki, na której nie znaleziono materiału DNA nożownika. Zdaniem śledczych, Dariusz S. składając fałszywe zeznania, chciał „ukryć zaniedbania w zakresie zabezpieczenia imprezy”. Już w trakcie toczącego się w jego sprawie śledztwa ochroniarz próbował nakłonić kolegów, aby złożyli zeznania potwierdzające przedstawioną przez niego wersję zdarzeń.

Dariusz S. początkowo nie przyznawał się do oszustwa, na dalszym etapie postępowania przyznał jednak, że złożył fałszywe zeznania i nakłaniał do tego kolegów.

Przeszłość Dariusza S.

Z informacji uzyskanych od obrońcy Dariusza S. wynika, że oskarżony, przed zatrudnieniem w agencji Tajfun, służył około 15 lat w policji. Pracował m.in. w wydziałach kryminalnym, ds. przestępczości narkotykowej, samochodowej, a także ubezpieczeniowej Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Przebieg jego służby był nienaganny. Wielokrotnie był też wyróżniany przez Komendanta Miejskiego Policji w Gdańsku, a w październiku 2009 r. otrzymał wyróżnienie Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gdańsku dla najlepszego funkcjonariusza policji garnizonu województwa pomorskiego. S. odszedł ze służby w 2018 r., przeszedł na rentę.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowe informacje ws. zabójstwa Pawła Adamowicza

Biegli psychiatrzy wydali opinię ws. Stefana W., który zaatakował nożem Pawła Adamowicza podczas finału WOŚP. Po zapoznaniu się z nią obrońca mężczyzny chce, by jego klient trafił do szpitala psychiatrycznego. – Opinia zawiera kategoryczny wniosek co do stanu poczytalności podejrzanego w chwili popełnienia czynu i w związku z wnioskami tej opinii obrona uznała, że konieczna jest zmiana wykonywania środka zapobiegawczego na umieszczenie podejrzanego w szpitalu psychiatrycznym – powiedział w rozmowie z TVN24 Artur Kotulski, obrońca Stefana W.

Ocena biegłych jest utajniona. Zdaniem psychiatry i biegłego sądowego Jerzego Pobochy z treści wniosku mecenasa wynika, że Stefan W. najprawdopodobniej został uznany za osobę chorą psychicznie. Prokuratura w rozmowie ze stacją potwierdziła podjęcie „niezbędnych czynności w celu ustalenia, czy zachodzą przesłanki uzasadniające zmianę sposobu wykonywania środka zapobiegawczego”.

Jeśli Stefan W. był niepoczytalny w chwili ataku na Adamowicza, prokuratura będzie musiała umorzyć śledztwo. Śledczy zawnioskują do sądu o skierowanie mężczyzny na przymusowe leczenie w zamkniętej placówce.

Po tragicznej śmierci Pawła Adamowicza informowano, że Stefan W. był leczony psychicznie. Paweł Adamowicz zmarł 14 stycznia 2018 r. Dzień wcześniej, podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, został zaatakowany przez 27-letniego Stefana W. Mężczyzna zadał mu kilka ciosów nożem.
Źródło info i foto: wp.pl

Teksas: Policjanci prowadzili czarnoskórego mężczyznę jak niewolnika

Po wybuchu medialnej burzy policja z Teksasu przeprosiła za sposób zatrzymania czarnoskórego mężczyzny, którego dwaj funkcjonariusze jadący na koniach związali liną i prowadzili ulicami Galveston. Zdjęcie z zatrzymania wielu osobom skojarzyło się z czasami niewolnictwa. „Scena jak z Django” – komentowano.

Media na całym świecie obiegło zdjęcie czarnoskórego mężczyzny zatrzymanego przez policję w Galveston, mieście w południowej części Stanów Zjednoczonych w stanie Teksas. Jak podaje „The Guardian”, 43-letni Donald Neely został aresztowany w ostatnim tygodniu za wtargnięcie na teren prywatny. Dwaj policjanci po zatrzymaniu zakuli go w kajdanki, a następnie przywiązali do nich linę i prowadzili go ulicami miasta. Sami jechali na koniach.

USA. Zdjęcie z zatrzymania czarnoskórego mężczyzny wywołało skandal. „Scena jak z Django”

Zdjęcie, na którym widać policjantów prowadzących mężczyznę, wywołało burzę w mediach społecznościowych. Wiele osób wskazywało, że nie uszanowano godności mężczyzny, a scena jednoznacznie kojarzy się z czasami niewolnictwa. „Trudno to zrozumieć. Zdjęcie zrobione w Galveston jest prawdziwe. Potrzebne są szybkie działania, aby nikt nie był poniżany w ten sposób, a procedury aresztowania były uczciwe, sprawiedliwe i humanitarne” – napisała Adrienne Bell z Partii Demokratów, podkreślając, że będzie się domagała, by funkcjonariusze ponieśli odpowiedzialność za sposób zatrzymania mężczyzny.

„Nie ma słów na to, jak bardzo jest to oburzające. To jak scena z „Django Unchained” w prawdziwym życiu. Glaveston musi za to odpowiedzieć” – skomentowała kongresmenka Pam Keith.

„To jest rok 2019, a nie 1819” – skomentował James Douglas szef NAACP [Krajowe Stowarzyszenie na Rzecz Popierania Ludności Kolorowej – red.] w oświadczeniu przesłanym do „Houston Chronicle”.

Policja z Teksasu przeprasza. „Oficerowie źle ocenili sytuację”

W poniedziałek 5 sierpnia departament policji w Galveston wydał oświadczenie, w którym przeproszono za sposób zatrzymania Neely’ego i za to, że został on upokorzony. Jak wyjaśniono, policjanci „źle ocenili sytuację” – powinni poczekać na transport samochodowy, zamiast eskortować zatrzymanego mężczyznę na koniach.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zatrzymano szefa ochrony imprezy WOŚP w Gdańsku. Wprowadził policję w błąd

Prokuratura Krajowa poinformowała, że na polecenie śledczych zatrzymano szefa ochrony imprezy WOŚP z 13 stycznia w Gdańsku, podczas której doszło do ataku na prezydenta Pawła Adamowicza. W poniedziałek rano Prokuratura Krajowa poinformowała, że na polecenie śledczych został zatrzymany szef ochrony imprezy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z 13 stycznia w Gdańsku.

Mężczyzna wprowadził policjantów w błąd, twierdząc, że Stefan W. posługiwał się plakietką „Media”, by wejść na scenę na Targu Węglowym. Później W. zadał śmiertelne ciosy nożem prezydentowi Gdańska Pawłowi Adamowiczowi.

Wcześniej lokalni dziennikarze donosili, że Stefana W. wcale nie było na liście przedstawicieli mediów.

Atak na Pawła Adamowicza

Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem 13 stycznia podczas „Światełka do nieba” na 27. finale WOŚP w Gdańsku. Rany zadał  mu Stefan W., który dopiero co wyszedł z więzienia po spędzeniu za kratkami 5,5 roku.

Stefan W. trzykrotnie ranił nożem prezydenta Gdańska, o życie Adamowicza walczono w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym. Prezydent zmarł w szpitalu dzień po ataku. W sobotę, 19 stycznia, pochowano go w Bazylice Mariackiej.

Tuż po ataku pojawiały się doniesienia, że Stefan W. przeszedł przez ochronę bez problemów, mimo tego, że miał przy sobie nóż, ponieważ udawał dziennikarza i miał plakietkę „Media” wydawaną przez organizatorów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prokuratura zbada działania ochroniarzy przy zatrzymaniu zabójcy Pawła Adamowicza

Prokuratura będzie badała zachowanie ochroniarzy, którzy zatrzymali Stefana W. po tym, jak zaatakował prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – poinformowała rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. Według nieoficjalnych informacji PAP w niedzielny wieczór, już poza sceną, na której został zatrzymany, Stefan W. doznał złamania nosa i urazu palca.

Wawryniuk potwierdziła, że w poniedziałek, w trakcie przesłuchania w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku, prokurator zauważył na palcu podejrzanego opatrunek oraz „ślad na nosie”. Rzeczniczka wyjaśniła, że prokurator zapytał Stefana W., skąd wzięły się te rany, a mężczyzna odpowiedział, że doznał ich w czasie zatrzymania przez ochroniarzy.

– Ta kwestia oczywiście będzie wyjaśniana – powiedziała Wawryniuk. Dodała, że będzie ona badana w ramach śledztwa, w którym sprawdzana jest prawidłowość organizacji i zabezpieczenia niedzielnego gdańskiego finału WOŚP, w czasie której to imprezy zaatakowany został Paweł Adamowicz.

Wawryniuk powiedziała też, że po zatrzymaniu Stefan W. został zbadany przez lekarzy. Wyjaśniła, że badanie przeprowadzono zgodnie z zasadą nakazującą ich wykonanie przed umieszczeniem zatrzymanego w policyjnej izbie zatrzymań. Wawryniuk potwierdziła też, że po zatrzymaniu mężczyzna miał drgawki.

Poproszony o komentarz w sprawie niewielkich obrażeń Stefana W. pełnomocnik firmy ochroniarskiej „Tajfun” (ochraniała ona gdański finał WOŚP) Łukasz Isenko powiedział, że „z informacji, które posiada wynika, że zatrzymany już po zatrzymaniu bardzo się wyrywał, w związku z czym zostały zastosowane wobec niego chwyty obezwładniające”.

Zdaniem pełnomocnika „na pewno nie było tam działań celowych”. Isenko wskazał jednocześnie, że „nie wie, czy to ochroniarze spowodowali i ich działanie, natomiast jeżeli chodzi o obrażenia, to on (sprawca – red.) – na tzw. backstage’u, czego nie widzimy na żadnych nagraniach – bardzo się szarpał”.

Z kolei Artur Kotulski – obrońca z wyboru Stefana W., poinformował PAP, że w czasie krótkiego spotkania z klientem nie rozmawiał z nim o szczegółach związanych z jego zatrzymaniem przez ochroniarzy. Kotulski poinformował, że rozważa zażalenia na tymczasowe aresztowanie W.

W niedzielę wieczorem 27-letni Stefan W. podczas finału WOŚP w Gdańsku wtargnął na scenę i kilkakrotnie ugodził nożem prezydenta Adamowicza. Zamachowca zatrzymano na scenie. W poniedziałek krótko przed godz. 15 lekarze poinformowali, że prezydent Adamowicz zmarł. Wstępne wyniki sekcji zwłok mówią, że doznał on trzech głębokich ran w okolicach serca i brzucha.

W poniedziałek prokuratura postawiła Stefanowi W. zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten zagrożony jest karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. Gdański sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu podejrzanego.
Źródło info i foto: onet.pl

Zmarł prezydent Gdańska Paweł Adamowicz

W niedzielę wieczorem, podczas finału WOŚP w Gdańsku na scenę wtargnął nożownik i ugodził prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Pomimo ogromnych wysiłków lekarzy prezydenta nie udało się uratować. Zmarł z powodu rozległych urazów spowodowanych atakiem. Paweł Adamowicz miał 53 lata. W latach 1990–1993 był prorektorem Uniwersytetu Gdańskiego. Od 1998 do 2019 był prezydentem Gdańska.

Adamowicz od lat zajmował czołowa miejsca w rankingu prezydentów, który publikujemy corocznie w „Newsweeku”. Był jednym z najbardziej cenionych polskich samorządowców.

AKTUALIZACJA godz. 14:40. Polska Agencja Prasowa podała informację, że nie udało się uratować życia prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Informację potwierdził dziennikarzom minister zdrowia Łukasz Szumowski.

– Z najgłębszym żalem musimy państwa poinformować, że przegraliśmy walkę o życie pana prezydenta. Pan prezydent Adamowicz zmarł. Cześć jego pamięci – powiedział dr Jerzy Karpiński.
Źródło info i foto: Newsweek.pl

Atak nożownika na prezydenta Gdańska. Świadkowie: „Reakcja ochrony trochę późna”

„Ten człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie” – powiedziała pani Joanna, która była świadkiem ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Jej zdaniem ochroniarze zareagowali po dłuższej chwili. „Nikt go tak naprawdę nie był w stanie obezwładnić. On chodził i się cieszył” – mówiła.

Do ataku na Adamowicza doszło w Gdańsku w niedzielę wieczorem. Atak przeprowadził mężczyzna, który podczas odliczania do „Światełka do nieba” o godz. 20.00 wtargnął na scenę. Prezydent Gdańska trafił do szpitala.

Pani Joanna w rozmowie z TVN 24 wyjaśniła, że wraz z córką uczestniczyła w „Światełku do nieba” WOŚP. Relacjonowała, że po tym, jak prezydent miasta skończył przemówienie, zaczynało się odliczanie.

Córka do mnie mówi po chwili: Mamo zobacz, ten pan ma nóż, ten ktoś trzyma nóż. Ja zwróciłam uwagę, że się ktoś tam po prostu przewrócił, ale nikt z nas nie był świadomy tego, że to był właśnie Paweł Adamowicz. Byłyśmy na tyle przerażone, że tak naprawdę zaraz się stamtąd zwinęłyśmy, odeszłyśmy od sceny – powiedziała kobieta.

W jej ocenie „jedyne, co było tak naprawdę bardzo widoczne to to, że ten człowiek, który trzymał nóż, cały czas chodził po scenie”. Nikt go tak naprawdę nie był w stanie obezwładnić. On chodził i się cieszył z tego – podkreśliła.

Zapytana w rozmowie, czy powodem tego była nieobecność służb, czy szok, odparła, że ta sprawa na pewno zszokowała wszystkich, którzy tam stali. Aczkolwiek policji nie było widać tam żadnej. Tam była firma, która była firmą ochroniarską zewnętrzną, obezwładnili go tak naprawdę młodzi chłopacy z tej firmy – powiedziała pani Joanna.

Kobieta zaznaczyła przy tym, że reakcja ochrony nastąpiła „po dłuższej chwili”. On chodził po scenie i trzymał nóż w prawym bodajże ręku, jak dobrze pamiętam, i tylko wykrzyczał, że siedział pięć lat w więzieniu przez PO – dodała.

Pytana, czy napastnik zachowywał się agresywnie, odpowiedziała, że on się cieszył. On się cieszył, że to zrobił. To było widać. To nie był taki agresywny człowiek, który wbiega, coś robi i zaraz ucieka. On po prostu chlubił się tym, co zrobił – podkreśliła pani Joanna.

„Napastnik trzymał nóż w jednym ręku i mikrofon”

Małżeństwo stojące przed sceną w Gdańsku opisało dziennikarzom napaść na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Według nich nikt na scenie ani bezpośrednio przed nią nie zdawał sobie sprawy w momencie ataku, co zaszło.

Napastnik trzymał nóż w jednym ręku i mikrofon, który wydarł prowadzącemu – mówiła dziennikarzom Bożena Koniecka, która z mężem stała w pierwszym rzędzie przed sceną, na której trwała gdańska impreza WOŚP. Myśmy myśleli, że to jakiś przerywnik, przed występem następnego zespołu. Mnie się wydawało, że ten człowiek śpiewa. Dopiero po jakimś czasie zobaczyliśmy nóż – powiedziała kobieta. On mówił, że to wina Platformy. Platforma posadziła go na 5 lat do więzienia – relacjonowała kobieta. Wtedy dopiero zorientowaliśmy się, że jest coś nie tak – mówiła dziennikarzom mieszkanka miasta. Jej zdaniem to było tak nagłe zdarzenia, że mało kto – nawet na scenie – zorientował się co się dzieje i co się stało.

Myśmy byli przekonani, że reanimacja dotyczy tego zbrodniarza, że może się prądem poraził, bo tyle tam było przewodów – powiedziała.

Kobieta stwierdziła, że napastnik po przemówieniu prezydenta „kręcił się po scenie – widziałam go dwa razy” – stwierdziła kobieta. Jej mąż Jerzy Koniecki dodał, że zauważył, iż po ataku prezydent Gdańska przysiadł, a mężczyzna wrócił na scenę.

Zdaniem kobiety „reakcja ochroniarska była trochę późna”. Dodała, że nóż został odrzucony w kierunku barierek i widowni. To był czarny sztylet, długi na 30 cm – dodała.

Oboje mieszkańcy Gdańska byli na tym koncercie od godziny 16.00 i jak twierdzili nie było tam policji. Zaznaczyli jednak, że przed wejściem do najbliższego sektora przy scenie ochrona sprawdzała wszystkie osoby.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Strzelanina w Ostrowi Mazowieckiej

Najpierw rodzinna kłótnia, a później strzelanina. Nad ranem w Ostrowi Mazowieckiej rozegrały się sceny jak z filmu sensacyjnego! W rolach głównych – ojciec i syn. Pomiędzy 30- a 56-latkiem doszło do kłótni. W pewnej chwili obaj wyciągnęli broń i nacisnęli spust.

Historia miała miejsce przed godziną 5 rano. Syn przyjechał pod dom ojca w Ostrowi Mazowieckiej. Pomiędzy bliskimi wywiązała się awantura. Nagle jeden z nich – nie ma pewności który, sięgnął po broń i zaczął strzelać. Drugi nie pozostał mu dłużny. Na szczęście żadnemu z nich nie stała się krzywda. Na miejsce szybko przyjechali policjanci, którzy zajęli się krewkimi mężczyznami.

56-latek zostanie przesłuchany przez mundurowych. Strzelał, jak wiele wskazuje, z broni na gumowe kule. Jego syn miał natomiast użyć broni gazowej. 30-latek w chwili zatrzymania miał ponad dwa promile alkoholu w organizmie. Policjanci czekają aż wytrzeźwieje.

Obaj mężczyźni wyszli ze strzelaniny bez szwanku. Na razie nie wiadomo, jakie czekają ich konsekwencje. Mundurowi muszą najpierw ustalić dokładne okoliczności strzelaniny i dlaczego do niej doszło.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Marek Majcher przed sądem. Oskarżony o próbę zamachu na prezydenta

Marek Majcher, znany również jako Marek Marecki, stanął dziś przed sądem. Członek stowarzyszenia Młodzi dla Polityki Realnej jest oskarżony o próbę zamachu na ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego 8 marca podczas wiecu w Krakowie. Wszystko przez uniesione w górę krzesło i okrzyk „gdzie jest szogun?”, który był nawiązaniem do kompromitującej wizyty Bronisława Komorowskiego w czasie wizyty dyplomatycznej w Japonii.

W czasie rozprawy Marek Majcher powiedział, że jest niewinny. Z jego zeznań wynika, że stał w odległości 20 metrów od prezydenta, więc nie byłby w stanie dorzucić do niego ciężkim krzesłem. Sam mebel trzymało wielu uczestników wydarzenia, którzy momentami stali nawet bliżej sceny niż Majcher. Mężczyzna został obezwładniony przez funkcjonariuszy policji w cywilu dopiero, gdy odszedł od sceny, na której przebywał prezydent. Jak twierdzi, wykrzykiwał jedynie okrzyki „gdzie jest szogun?” oraz „precz z komuną”, dlatego nie znieważył też głowy państwa. Majcher poinformował również sąd o tym, że na jednym z komisariatów był bity przez kilku funkcjonariuszy.

„Powinien podnieść taczki”

Wątpliwości prokuratora budziły pojawiające się wymiennie imię i nazwisko oskarżonego. Ten wyjaśnił jednak, że Marek Marecki to jego pseudonim polityczny, a on sam uczestniczył w wielu wydarzeniach politycznych oraz w programach telewizyjnych. Sam też dbał o porządek w czasie organizowanych akcji.

– Mojemu klientowi zarzuca się napaść na głowę państwa. W toku postępowania sądowego wykażemy licznymi świadkami niewinność pana Marka Majchera. Żałuję, że mój klient popełnił jeden błąd. Zamiast tego krzesła feralnego powinien podnieść taczki, bo tym samym przedstawiłby wolę narodu pokazaną w powszechny wyborach – mówił Bartłomiej Czech – Kosiński, adwokat oskarżonego.

Przed sądem podnieśli krzesło

Przed rozprawą przedstawiciele partii KORWiN i przyjaciele oskarżonego zorganizowali happening, w czasie którego wiceprezes Konrad Berkowicz podniósł w powietrze krzesło i domagał się zatrzymania go przez policję za próbę zamach na zgromadzonych na konferencji dziennikarzy. Konrad Berkowicz przyznał, że uniesione krzesło było symbolem kompromitującego stylu sprawowania urzędu przez Bronisława Komorowskiego. Odwołał się również do wydarzeń z 8 marca.

– Co ważne, to krzesło uniósł nie tylko Marek, ale też wielu ludzi, którzy przekazywali je sobie z rąk do rąk, ale jakoś tylko Marek został zatrzymany. To jest absolutnie absurdalna rozprawa, która jest polityczna. Dużo bliżej ludzie unosili drzewce, na których były flagi. Równie dobrze można było ich pojmać za próbę zamachu – podkreśla Berkowicz.

Jeszcze dzisiaj przedstawiciele środowisk wolnościowych uruchomią petycję do prezydenta Andrzeja Dudy z apelem o ułaskawienie Marka Majchera.
Żródło info i foto: lovekrakow.pl