Żołnierz, który uciekł na Białoruś jest ścigany listem gończym

List gończy oznacza, że każda z uprawnionych służb będzie mogła zatrzymać mężczyznę, kiedy tylko pojawi się w Polsce – mówi pułkownik Radosław Wiszenko z Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ do spraw wojskowości. Dodaje, że w przyszłości niewykluczony jest także wniosek do białoruskich służb o ekstradycje dezertera. Jednak na tym etapie taki wniosek nie jest przygotowywany.

Emil Cz. Był zawodowym żołnierzem w 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej. W połowie grudnia, podczas służby na granicy polsko-białoruskiej, zbiegł na Białoruś. Tam udzielił serii wywiadów, w których oskarżał polskich żołnierzy, o bezprawne działania przy ochronie granicy.

Emil Cz. był wcześniej karany za znęcanie się nad matką. Został też zatrzymany za jazdę pod wpływem alkoholu. Za dezercję grozi mu do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: radio.bialystok.pl

Marcin K. ps. „Belmondziak” ścigany listem gończym

W styczniu 2018 r. Marcin K. ps. „Belmondziak” odzyskał wolność, kiedy sędzia mimo skazania go na trzy lata odsiadki ulitował się nad prośbą podsądnego. Przyrodni brat „Szkatuły”, prosił bowiem o uchylenie aresztu, aby mógł się uczyć. Jak przebiegała jego edukacja, dowiemy się pewnie dopiero wtedy, gdy schwyta go policja. „Belmondziak” nie stawił się bowiem w 2020 r. do odbycia kary, a od 11 miesięcy jest ścigany listem gończym.

47-letni Marcin K. ps. „Belmondziak” vel „Wściekły” to jedna z barwniejszych postaci kryminalnego podziemia stolicy. Choć przyćmiewa go niesława jego przyrodniego brata Rafała S. ps. „Szkatuła”, bossa jednej z największych grup przestępczych w Warszawie, to jednak i on sam dołożył co nieco do kronik policyjnych.

„Szkatuła” ukrywał się przez blisko dekadę (wpadł w 2011 r.) i to „Belmondziak” był jednym z kilku członków bandy, który mógł mieć z nim osobisty kontakt.

– Rafał był bardziej od kombinowania, a Marcin stawiał na argumenty siły. Jest charakterny. Potrafił się postawić grupie mokotowskiej, a z mniejszymi, choć równie znanymi gangami Warszawy i okolic szedł zdecydowanie na konfrontację – mówi jeden ze stołecznych policjantów, który przez lata rozpracowywał bandę „Szkatuły” i „Belmondziaka”.

– To on doprowadził do zrzeszenia mniejszych grup w sprawny organizm – wyjaśnia funkcjonariusz.

Biorąc pod uwagę rangę Marcina K. w półświatku, nie ma chyba wątpliwości, że to stoi na czele przetrzebionej bandy. Sam zaprzecza oczywiście, jakoby miał cokolwiek wspólnego z przestępczością. Siebie zaś widzi jako ofiarę nierzetelnych mediów, w tym piszącego te słowa.

Bez pośpiechu

Dlatego dziwić może, że musiał minąć rok, odkąd gangster nie raczył stawić się do odbycia kary, aby wydano za nim list gończy. Z informacji uzyskanej w Sądzie Okręgowym w Warszawie wynika, że „zarządzenie do policji z poleceniem niezwłocznego doprowadzenia skazanego do zakładu karnego zostało wydane 11 marca 2020 r. Sąd dał policji aż 10 miesięcy na załatwienie sprawy.

Kiedy okazało się, że „Belmondziak” zniknął, 19 stycznia 2021 r. został wydany za nim list gończy. A dopiero na początku września zdjęcie „Belmondziaka” pojawiło się na stronach stołecznej policji z informacją, że poszukują go kryminalni Komisariatu Policji Warszawa-Białołęka.

W komunikacie stróże prawa zaznaczyli, że „ważna jest każda informacja dotycząca ściganego mężczyzny i jego obecnego miejsca pobytu”. Policjanci zwracają się z prośbą do wszystkich, którzy znają miejsce pobytu poszukiwanego, o kontakt pod numerem telefonu 47 723-51-30, 47 723 52 20, za pomocą poczty elektronicznej: dyzurny.kp-bialoleka, ksp.policja.gov.pl. lub z najbliższą jednostką policji.

Droga do wolności

„Belmondziak” cieszy się wolnością od zimy 2018 r, po tym jak w styczniu Sąd Najwyższy uchylił mu areszt. Stało się to niedługo po tym, jak sąd uznał kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który skazał gangstera na 13 lat więzienia. Była to kara m.in. za handel znacznymi ilościami narkotyków.

Sprawa wróciła do Sądu Okręgowego w Warszawie i toczy się od początku. Sąd Najwyższy uznał, że K. musi wpłacić 150 tys. zł poręczenia majątkowego, co też szybko nastąpiło.

Co ciekawe, na tym posiedzeniu SN obrońca „Belmondziaka” złożył oświadczenie Prezesa Zarządu Fundacji Kamili Skolimowskiej potwierdzające gotowość nawiązania współpracy z Marcinem K.

To był ostatni areszt ciążący na Marcinie K., który za kratami przebywał od 2009 r. Wcześniej udało mu się przekonać sędziego Andrzeja Krasnodębskiego, aby ten też uchylił tak dolegliwy środek zapobiegawczy. Czym przekonał sędziego, znanego z surowych wyroków wobec gangsterów? Rzekomym pędem do wiedzy.

Kiedy 11 grudnia 2017 r. usłyszał wyrok trzech lat więzienia za pomoc w próbie uprowadzenia pewnego złodzieja, przekonywał, że przez areszt nie może korzystać z dobrodziejstwa edukacji za kratami. – Chcę się uczyć. Skończyć jakieś kursy albo liceum – wyjaśniał „Belmondziak”.

Sędzia uznał, że to racjonalny argument i środek zapobiegawczy uchylił. Tyle, że wtedy na gangsterze ciążył jeszcze wspomniany areszt do sprawy narkotykowej.

Gorąca głowa

Na razie niewiele wiadomo o życiu „Belmondziaka” na wolności. Do policjantów i prokuratorów docierały tylko sygnały, że nie zrezygnował z gangsterki. Tym bardziej, że wielu członków bandy było już na wolności. Ale od 2018 r. Marcin K. nie został ani razu zatrzymany za tego rodzaju przestępstwa

Portal tvp.info odkrył jednak, że „Belmondziak” zadebiutował w innej roli – stadionowego chuligana. Będąc zapalonym kibicem Legii Warszawa (wielu członków jego gangu należy Teddy Boys, bojówki drużyny z Łazienkowskiej), pojawił się 1 grudnia 2018 r. na meczu z Koroną Kielce.

Najwyraźniej jednak dał się ponieść emocjom, ponieważ w pewnym momencie wdarł na murawę. Na jego drodze znalazł się porządkowy K.T. „Belmondziak” zadał trzy ciosy pięścią w głowę.

Chwilę potem podbiegł do sektora gości i „prowokował kibiców klubu Korona Kielce do działań zagrażających bezpieczeństwu tej imprezy poprzez wykonywanie przed ich trybuną nieprzyzwoitych gestów”.

Jako że w tumulcie tym brało udział kilka innych osób, osądzenie chuligańskiej akcji zajęło blisko rok. W październiku 2019 r, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Marcina K. za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów.
Źródło info i foto: TVP.info

Wciąż trwa pościg za Jackiem Jaworkiem. Ktoś logował się na jego konto

Policja i prokuratura sprawdzają, kto i z którego miejsca logował się na profilu społecznościowym Jacka Jaworka – mężczyzny ściganego za zabójstwo trzech osób w miejscowości Borowce koło Częstochowy. Do zbrodni doszło w lipcu. Od tego czasu Jaworek jest poszukiwany. Za pomoc w jego ujęciu wyznaczono nawet nagrodę w wysokość 20 tysięcy złotych.

Zbrodnia, która wstrząsnęła Polską

10 lipca w miejscowości Borowce koło Częstochowy w domu jednorodzinnym wezwani do awantury domowej policjanci znaleźli ciała 44-letniego małżeństwa oraz ich 17-letniego syna. Ofiary zostały zastrzelone. Przeżył tylko młodszy z rodziny, 13-letni chłopiec, który zdołał się najpierw ukryć, a potem uciec.

Sprawcą zbrodni jest – jak wszystko na to wskazuje – brat 44-latka, Jacek Jaworek, który mieszkał z rodziną. Tuż po zbrodni uciekł.

Ktoś logował się na konto Jacka Jaworka

Prokuratura poinformowała, że ma informację od policji, iż ktoś w ostatnim czasie logował się na konto Jacka Jaworka w mediach społecznościowych.

Sprawdzamy: kto, z jakiego miejsca i w jakim celu logował się na profilu – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek.

Śledczy zbadają, czy na konto mógł zalogować się sam poszukiwany, czy też ktoś włamał się na jego profil i z jakiegoś powodu pod niego się podszywa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Francja: Były żołnierz strzelał do żandarmów i uciekł do lasu. Trwają poszukiwania sprawcy

29-letni były żołnierz, który był skazany za przemoc domową, przyszedł do swojej byłej partnerki w Lardin-Saint-Lazare we Francji i zaatakował jej obecnego partnera. Kiedy na miejscu pojawili się żandarmi, zaczął do nich strzelać, po czym uciekł do lasu. Trwa obława. Według służb poszukiwany „ma ze sobą strzelbę do polowania na grubą zwierzynę, która jest naładowana potężną amunicją”

Jak podała AFP, Grupa Interwencyjna Żandarmerii Narodowej z Tuluzy i Satory zaangażowała w poszukiwania 300 funkcjonariuszy. Towarzyszy im dwóch negocjatorów. Nad obszarem latają cztery helikoptery.

Ściganym jest były żołnierz, który służył w wojsku między 2011 a 2016 rokiem. Żandarmeria przekazała, że poszukiwany ma 29 lat. – Mężczyzna jest silnie uzbrojony. Jest wysportowany i przemieszcza się bardzo szybko. Ukrywa się na trudno dostępnym, zalesionym obszarze – powiedziała agencji AFP Francine Bourra, burmistrz Lardin-Saint-Lazare.

– Ma ze sobą strzelbę do polowania na grubą zwierzynę, która jest naładowana potężną amunicją – powiedział lokalnej prasie generał Andre Petillot, dowódca oddziału w Nowej Akwitanii. Jak ustaliły źródła AFP, bronią jest winchester kaliber .30 – 30, którego używa się we Francji do polowań na dziki. – Poszukiwany zna bardzo dobrze teren, na którym się przemieszcza – dodał Petillot.

Burmistrz Lardin-Saint-Lazare poinformowała AFP, że podejrzany był wcześniej skazany za przemoc domową i nosił elektroniczną bransoletkę. Około północy pojawił się w domu swojej byłej partnerki i zaatakował jej obecnego partnera. Kiedy na miejscu pojawiła się żandarmeria, otworzył ogień do funkcjonariuszy i uciekł na pobliski zalesiony obszar.

Władze departamentu Dordogne nakazały okolicznym mieszkańcom pozostanie w domach.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Mińsk: Zatrzymano nie tylko Ramana Pratasiewicza

epa09223072 (FILE) Police officers detain a journalist Roman Protasevich attempting to cover a rally in Minsk, Belarus, 26 March 2017 (reissued 23 May 2021). A Ryanair flight from Athens, Greece to Vilnius, Lithuania, with Belarus’ opposition journalist Roman Protasevich onboard, has been diverted and forced to land in Minsk on 23 May 2021, after alleged bomb threat. Protasevich was detained by Belarusian Police after landing, as Belarusian Human Rights Center ‚Viasna’ reports and Lithuanian President Gitanas Nauseda demanded immediate release of Protasevich. EPA/STRINGER *** Local Caption *** 53411871
Dostawca: PAP/EPA.

Samolotem linii Ryanair relacji Ateny-Wilno, który lądował w niedzielę awaryjnie w Mińsku, nie odleciało po starcie z Mińska do Wilna sześć osób – poinformował na komunikatorze Telegram były białoruski minister i dyplomata Pawał Łatuszka.

Samolot lecący z Aten lądował awaryjnie w Mińsku po informacji o bombie na pokładzie. Linie Ryanair poinformowały, że polecenie lądowania otrzymały od kontrolerów lotów na lotnisku w Mińsku. Informacja o bombie po sprawdzeniu samolotu nie potwierdziła się. Jednak w Mińsku zatrzymany został i wyprowadzony z samolotu żyjący na emigracji opozycyjny aktywista Raman Pratasiewicz, który poszukiwany był przez białoruskie organy ścigania listem gończym.

Teraz okazuje się, że nie tylko Pratasiewicz pozostał w stolicy Białorusi. Jak informuje były białoruski minister i dyplomata Paweł Łatuszka, z Mińska do Wilna nie odleciało dwóch obywateli Białorusi i czterech obywateli Rosji – napisał Łatuszka. Nie jest jasne, czy wśród tych osób uwzględnia on Pratasiewicza.

Radio Swaboda podaje natomiast – za niewskazanym kanałem na komunikatorze Telegram – że na pokładzie samolotu zabrakło również dziewczyny Ramana Pratasiewicza.

Na lotnisku w Mińsku poinformowano, że na pokładzie jest 123 pasażerów. Z kolei strona litewska podała informację o prawie 170 pasażerach z 12 krajów. Ponad 90 wśród tych pasażerów to obywatele Litwy. Po ponad siedmiogodzinnym postoju w Mińsku samolot odleciał do Wilna, gdzie wylądował w niedzielę ok. godz. 21:25. 
Źródło info i foto: Rado ZET.pl

Gruba afera w warszawskim świecie mody. Stał za tym gang pruszkowski

Gang pruszkowski stał za aferą wyłudzeń w warszawskim światku modowym – dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM. Z ustaleń prokuratury wynika, że jeden z członków „starego zarządu” tej grupy Krzysztof O. uczestniczył w wystawianiu lewych faktur, między innymi dla znanego projektanta mody. Adwokat Łukasza J. tłumaczy, że jego klient został w aferę wmanewrowany.

Krzysztof O. pseudonim „Kręcony” – jak wynika z materiałów śledztwa – miał nakłaniać jednego z przedsiębiorców do wystawiania fałszywych faktur dla kilku warszawskich firm, działających w branży modowej. Wśród nich była spółka znanego projektanta. W przypadku Łukasza J. mowa o 8 fakturach opiewających na blisko 350 tysięcy złotych brutto.

„Kręcony” jest od początku marca ścigany listem gończym. Poza wymuszeniami, których miał się dopuścić z innymi członkami zarządu „starego Pruszkowa”, jest też podejrzany właśnie o pomoc w wyłudzeniach podatków.

Śledztwo w sprawie projektanta mody prowadzone było odrębnie. Akt oskarżenia z początkiem roku trafił do jednego z warszawskich sądów. Łukasz J. jest oskarżony o wyłudzenia VAT oraz pomoc w takich wyłudzeniach, której miał udzielić innej firmie modowej – między innymi przez udostepnienie kontaktu do osoby, która załatwiała lewe faktury.

Adwokat projektanta: Mój klient jest ofiarą

Mój klient jest ofiarą mafii wyłudzającej VAT – mówi adwokat znanego projektanta mody Łukasza J. Jacek Ciepluch. Z jego tłumaczeń wynika, że Łukasz J. miał się dać podpuścić oszustom, został w tę aferę wmanewrowany.

Do firmy projektanta zgłosiła się spółka, która zaoferowała stworzenie nowych kanałów sprzedaży jego towarów. Pobrała za to wynagrodzenie i wystawiła faktury, jednak – jak mówił mecenas Ciepluch – nie odprowadziła podatku. „Gdyby mój klient miał świadomość tego procederu, nigdy nie podjąłby współpracy z tą firmą” – dodał. Zapewnił też, że projektant gdy dowiedział się o sprawie, skorygował swoje zeznania podatkowe i uregulował należność z odsetkami.

Mecenas Ciepluch zapewnia też, że jego klient nie zna Krzysztofa O., a jeśli nawet go widział, nie wie kim jest.

W akcie oskarżenia Łukaszowi J. postawiono zarzut, jakoby miał przekazywać swojej znajomej namiary na firmę, która załatwiała lewe faktury. Mój klient temu zaprzecza, nie zgadzamy się z tym zarzutem – odpowiedział prawnik.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano ściganego od 5 lat mężczyznę. Produkował fałszywe środki farmaceutyczne

Przejęcie 3 tabletkarek oraz innych urządzeń służących do produkcji fałszywych środków farmaceutycznych, a także zatrzymanie mężczyzny poszukiwanego od 5 lat listami gończymi, to efekt ostatnich działań CBŚP. Oferowane do sprzedaży środki miały działać odchudzająco, anabolicznie, a nawet leczyć ciężkie choroby np. nowotwory, schorzenia wątroby lub krążenia. „Farmaceutyki” były oklejane etykietami zawierającymi nazwę handlową, opis oraz hologram.

Policjanci z Zarządu w Bydgoszczy CBŚP zatrzymali w Warszawie 28-letniego mieszkańca województwa świętokrzyskiego. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że mężczyzna poprzez internet oferował m.in. leki, które zazwyczaj są dostępne na recepty, a także sterydy i inne środki o deklarowanym działaniu zdrowotnym. Tabletki miały działać odchudzająco, anabolicznie, a nawet leczyć ciężkie choroby np. nowotwory, schorzenia wątroby lub krążenia.

Wszystko na to wskazuje, że mężczyzna próbował ukryć swoją aktywność w internecie przy pomocy specjalistycznych aplikacji, lecz to nie przeszkodziło policjantom w ustaleniu jego tożsamości oraz miejsca pobytu. Został zatrzymany w momencie, gdy wychodził z jednej z placówek medycznych na terenie Warszawy. Był kompletnie zaskoczony działaniem funkcjonariuszy CBŚP, choć właściwie powinien tego się spodziewać, ponieważ od 5 lat był poszukiwany m.in. dwoma listami gończymi w związku z wcześniejszymi sprawami dotyczącymi oszustw internetowych. Według śledczych mężczyzna ukrywał swoją tożsamość posługując się fałszywymi dokumentami, na które założył kilka kont bankowych.

W trakcie przeszukania wynajętego przez niego domu, policjanci odkryli kompletną linię produkcyjną nielegalnych farmaceutyków wraz z urządzeniami służącymi do produkcji tabletek. Funkcjonariusze znaleźli m.in. trzy tabletkarki o wysokim stopniu wydajności produkcyjnej, automatyczne urządzenie służące do mieszania substancji chemicznych, nalewak wypełniający ampułki, a nawet elektroniczną liczarkę tabletek. Pigułki były produkowane w różnych kształtach i wielkościach, czemu służyły odpowiednio przygotowane stemple. Wytworzone w ten sposób „farmaceutyki” były oklejane etykietami zawierającymi nazwę handlową, opis, a nawet hologram.

Ponadto w zlokalizowanym na poddaszu biurze znajdowały się przygotowane do wysyłki tysiące opakowań lekarstw, anabolików i innych preparatów, a nawet kilkadziesiąt pieczątek lekarzy różnych specjalności, drukarka do recept oraz hologramy.

Zatrzymanego doprowadzono do najbliższego aresztu śledczego, a postępowanie przygotowawcze będzie nadzorowała Prokuratura Rejonowa Warszawa-Urysnów. Zabezpieczone substancje są poddawane analizie przez biegłych, którzy ustalą dokładnie m.in. ich skład chemiczny.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zatrzymano poszukiwanego czerwoną notą Interpolu

Sylwester G. wyszedł pięć lat temu z więzienia, ale miał do niego szybko wrócić – żeby odsiedzieć wyroki m.in. wyroki za rozboje z użyciem broni palnej. Mężczyzna rozpłynął się w powietrzu i był poszukiwany czerwoną notą przez Interpol. Dopiero teraz udało się go namierzyć w Bełchatowie (woj. łódzkie). W tym samym czasie wpadł też inny ścigany od lat przestępca – z Opola.

Nadkomisarz Iwona Jurkiewicz, rzecznik Komendanta Centralnego Biura Śledczego Policji, informuje, że ścigany od 2015 roku Sylwester G. działał pod parasolem ochronnym „łódzkiej ośmiornicy”, brutalnej grupy przestępczej, której szczyt aktywności przypadał na koniec lat 90.

Sylwester G. do 2015 roku odsiadywał zasądzoną mu karę. Wtedy to opuścił zakład karny, do którego jednak miał wrócić. Ale zamiast tego zaczął się ukrywać.

– Był poszukiwany do odbycia kary pozbawienia wolności za takie przestępstwa jak: udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym, usiłowanie zabójstwa, posiadanie broni palnej bez zezwolenia, rozboje, w tym z użyciem broni palnej, podrobienie dokumentu z zamiarem wykorzystania go jako autentyczny czy próby napadów z użyciem broni palnej – wylicza nadkom. Jurkiewicz.

Ustalenia funkcjonariuszy CBŚP były takie, że przestępca często zmieniał miejsce pobytu. Przebywał na zmianę w Niemczech i Polsce. Kiedy był w kraju, ukrywał się na terenie województwa świętokrzyskiego i łódzkiego.

– Nowo poznanym ludziom przedstawiał się jako mechanik samochodowy, pochodzący z powiatu bełchatowskiego – informuje nadkom. Iwona Jurkiewicz.

„Mechanik”
W tym czasie Sylwester G. był ścigany na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania oraz czerwonej noty Interpolu, jako osoba mogąca posiadać broń palną. Policja – chociaż podążała śladem ściganego – przez lata była krok za nim. Do czasu.

W ubiegłym tygodniu mężczyzna został namierzony na jednym z osiedlowych parkingów w Bełchatowie. Z policyjnego rozpoznania wynikało, że okoliczni mieszkańcy mają go za mechanika samochodowego. Sam G. dbał o to, żeby przedstawiona legenda była możliwie wiarygodna.

– Ubierał się w roboczą odzież, żeby nie wzbudzać zainteresowania mieszkańców bloku. Liczył, że nieschludny wygląd oraz zasłanianie znacznej części twarzy maseczką higieniczną w związku z pandemią COVID-19 pozwoli mu skutecznie się ukrywać – mówi nadkom. Iwona Jurkiewicz.

Sylwester G. został zatrzymany na osiedlowym parkingu. Został już osadzony w areszcie, z którego zostanie przewieziony do więzienia – żeby odsiedział zasądzony mu wyrok.

Ścigany i niebezpieczny

W ostatnim czasie funkcjonariuszom CBŚP zatrzymali jeszcze jednego ściganego od lat mężczyznę: 37-latka z Opola. Ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości od kiedy został skazany na osiem lat pozbawienia wolności – m.in. za rozbój, kradzież z włamaniem, a także przestępstwo narkotykowe.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Bułgar oskarżony o sutenerstwo. Ścigany był za handel ludźmi i czerpanie korzyści z prostytucji

Po pięciu latach poszukiwań udało się namierzyć i zatrzymać Bułgara Kadira D., ściganego za handel ludźmi i czerpanie korzyści z prostytucji. Śledczy z pomorskich „pezetów” Prokuratury Krajowej ustalili, że mężczyzna wraz ze swoim bratem i synem „kontrolowali” dwie swoje rodaczki i Polkę, którym zabierano niemal cały zarobek, a często brutalnie „dyscyplinowano”.

Sprawa miała swój początek jesienią 2014 roku, gdy pogranicznicy Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku i śledczy z miejscowych „pezetów” przerwali działalność szajki bułgarskich sutenerów działających w północnej Polsce. Liderem tej ekipy miał być Kadir D., którego w zależności od sytuacji zastępował syn Sasho S. lub brat Pavel P.

Śledczym udało się zebrać dowody, że mężczyźni zarabiali na przydrożnej prostytucji dwóch swoich rodaczek oraz Polki. Każdy z członków klanu „opiekował” się jedną kobietą. Prostytutki musiały im oddawać większą część zarobku, a często i cały utarg. Kobiety były tak podporządkowane swoim alfonsom, że mieszkały razem z nimi i ponosiły wszystkie koszty utrzymania mężczyzn oraz wynajmu mieszkania. Nie mogły nic odłożyć dla siebie na przyszłość, za to ich „opiekunowie” żyli pełnią życia.

Brutalne „dyscyplinowanie”

Według śledczych Kadir D. był głównym nadzorcą prostytutek. Herszt miał bardzo często brutalnie „dyscyplinować” kobiety, kiedy te wykazały się choćby najmniejszym nieposłuszeństwem. Normą było poniżanie ofiar.

Szczególnie miał się znęcać nad jedną z rodaczek, która prawdopodobnie podstępem została zwerbowana do uprawiania przydrożnej prostytucji. Według herszta szajki, „nie przykładała się do pracy” i zarabiała najmniej ze wszystkich kobiet. Karą za to miało być jej regularne głodzenie i groźby zabójstwa. Kadir D. wykorzystywał to, że nie znając języka polskiego, nie mając także pieniędzy na powrót do ojczyzny kobieta była całkowicie zależna od swoich oprawców.

Koszmar Bułgarki i podły los jej towarzyszek niedoli miał trwać co najmniej rok. W końcu jedna z kobiet powiadomiła o wszystkim śledczych. Zatrzymano Sasho S., jednak jego ojciec i wuj zniknęli.

Europejski nakaz aresztowania

Za Kadirem D. i jego bratem Pavlem P. wydano europejski nakaz aresztowania. Herszt rodzinnej szajki sutenerów wpadł w grudniu ubiegłego roku w Bułgarii. Przewieziono go do Polski, gdzie usłyszał zarzuty, a po kilku miesiącach Pomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Gdańsku akt oskarżenia przeciwko niemu.

Kadir D. odpowie za handel ludźmi oraz czerpanie korzyści z prostytucji w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Pod koniec 2016 roku na mocy wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku syn herszta został skazany na karę trzech lat więzienia i sześć tysięcy złotych grzywny. Pavlo P. wciąż figuruje na stronach policji jako poszukiwany.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymano poszukiwanego pseudokibica. Ukrywał się 4 lata

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Pseudokibiców zatrzymali poszukiwanego 37-latka, który od 4 lat ukrywał się przed organami ścigania. Mężczyzna za chuligańskie pobicie ma spędzić w zakładzie karnym 2 lata i 10 miesięcy.

Policjanci od pewnego czasu „deptali po piętach” poszukiwanemu pseudokibicowi jednej z łódzkich drużyn piłkarskich, który ukrywał się przed organami ścigania. 37-latek w 2015 roku został prawomocnie skazany za pobicie o charakterze chuligańskim, do którego doszło w lutym 2011 roku. Od tego czasu mężczyzna zmieniał adresy zamieszkania, aby nie trafić za kratki.

W rezultacie funkcjonariusze ustalili, że może przebywać w domu jednorodzinnym w gminie Andrespol. – Funkcjonariusze poprzedzili akcję odpowiednim rozpoznaniem, zdając sobie sprawę, że poszukiwany będzie próbował uciekać. 20 lutego 2020 roku wczesnym rankiem, policjanci pojawili się pod drzwiami wytypowanej posesji. Drzwi otworzyła żona 37-latka, twierdząc że męża nie ma w domu. W tym czasie poszukiwany przez jedno z okien na I piętrze wyskoczył na dach garażu z zamysłem ucieczki na sąsiednią posesję. Nie spodziewał się jednak, że stoją tam policjanci z grupy realizacyjnej Wydziału Kryminalnego KWP w Łodzi. Poszukiwany widząc, że nie uniknie zatrzymania, szybko odstąpił od zamiaru ucieczki i wrócił do domu. Oddał się w ręce oczekujących funkcjonariuszy. Przyznał, że wizyta stróżów prawa jest dla niego kompletnym zaskoczeniem. Jak stwierdził od pewnego czasu jest bezrobotny – opisuje policja.

37-latek w przeszłości był wielokrotnie notowany między innymi za pobicia i udział w tzw. ustawkach, jak również w zorganizowanej grupie przestępczej. Bezpośrednio po zatrzymaniu trafił do celi aresztu śledczego. Za kratami może spędzić prawie 3 lata.
Źródło info i foto: se.pl