Poseł Lewicy Tomasz Trela składa doniesienie do prokuratury na Krystynę Pawłowicz

Tomasz Trela złożył doniesienie do prokuratury wobec Krystyny Pawłowicz. Poseł Lewicy chciał, aby sędzia Trybunału Konstytucyjnego udostępniła swoje oświadczenie majątkowe. Była posłanka Prawa i Sprawiedliwości w wulgarny sposób odpowiedziała, nazywając Trelę między innymi „V ruską kolumną” i „łachem”. „Nie odpuszczę, obiecuję!” – zadeklarował poseł Lewicy.

„Składam doniesienie do prokuratury w trybie art. 226 kk. przeciwko Pani Krystynie Pawłowicz. Dość tego chamstwa, bufonady i arogancji w pani wykonaniu. I proszę opublikować swoje oświadczenie majątkowe, natychmiast. Nie odpuszczę, obiecuję!” – napisał na Twitterze Tomasz Trela.

Zawiadomienie, jakie złożył poseł Lewicy, ma związek z czwartkowym wpisem na Twitterze Krystyny Pawłowicz. Tomasz Trela domagał się od sędzi, aby udostępniła swoje oświadczenie majątkowe. W odpowiedzi został zaatakowany przez byłą posłankę PiS.

„Ty chamie! Łobuzie! Dziadu kalwaryjski! Udowodnij najpierw, że brałam łapówki! V ruska kolumno! Łachu jeden! Albo na kolana, pod stół i odszczekać!” – napisała w mediach społecznościowych.

Jak informowali dziennikarze Wirtualnej Polski Krystyna Pawłowicz mimo tego, że zna przepisy, które sama uchwalała będąc posłanką Prawa i Sprawiedliwości źle wypełniła oświadczenie majątkowe.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

10 lat od zabójstwa małej Madzi z Sosnowca

To była jedna z najgłośniejszych i najbardziej wstrząsających spraw kryminalnych ostatniej dekady. Zabójstwo małej Madzi z Sosnowca na zawsze zmieniło oblicze polskich mediów, a Krzysztof Rutkowski, na stałe wpisał się w krajobraz tamtej sprawy. Co dziś sądzi o tamtych wydarzeniach?

Magda, miałaby dzisiaj 10 lat, chodziła do czwartej klasy i jak jej rówieśnicy, czekała na nową część serii o Harry Potterze. To się jednak nigdy nie wydarzy, bo została w okrutny sposób pozbawiona życia przez swoją matkę. Dokładnie dziesięć lat temu półroczna Madzia została zabita przez matkę Katarzynę W. – wyrachowaną morderczynię.

To była jedna z najgłośniejszych i najbardziej wstrząsających spraw kryminalnych ostatniej dekady. Śledziło ją 75 dziennikarzy z 70 redakcji. W poniedziałek 24 stycznia, mija dokładnie dokładnie 10 lat od zabójstwa małej Madzi z Sosnowca.

Ta sprawa na zawsze zmieniła oblicze mediów, ale także dała popularność Krzysztofowi Rutkowskiemu, który dziś uważa, że to właśnie jego działanie doprowadziło do zatrzymania Katarzyny W.

– Myślę, że zrobiłby tak samo, jak wtedy zrobiłem. Mimo, że to doprowadziło do zatrzymania mojej klientki – mówi Krzysztof Rutkowski w rozmowie z Super Expressem.

We wtorek wieczorem, 24 stycznia 2012 roku do wszystkich redakcji na Śląsku i w Zagłębiu trafił policyjny komunikat o porwanej w Sosnowcu sześciomiesięcznej dziewczynce. Jej matka Katarzyna miała zostać napadnięta, a dziecko porwane z wózka przy ulicy Lwowskiej w Sosnowcu. Postawiono na nogi cały garnizon, o zaginięciu dziewczynki mówiły wszystkie stacje telewizyjne i radiowe. Zdjęcia dziewczynki były na pierwszych stronach gazet i portali internetowych. Wówczas liczył się czas. Była jednak jedna osoba, której nie zależało na kontakcie z mediami. Katarzyna W., nie chciała się pokazywać, nie chciała skorzystać z żadnej formy oferowanej jej pomocy, na którą przecież zdecydowałaby się każda zrozpaczona matka, której dziecko było w niebezpieczeństwie. O tym, jak wygląda mama Madzi, po raz pierwszy dowiedzieliśmy się podczas konferencji prasowej. Zorganizował ją Krzysztof Rutkowski w Mysłowicach w hotelu „Trojak”.

– Kiedy przyjmowałem pełnomocnictwa od Katarzyny, myślałem, że może być coś na rzeczy. I nie pomyliłem się – mówi Krzysztof Rutkowski i dodaje: – Podczas pierwszej rozmowy, miałem już pierwsze sygnały. Zaproponowałem jej ochronę, negocjatorów, którzy mieli by wziąć na siebie rozmowy z porywaczami i koordynowali sprawę. Odmówiła. Odmawiała prawie wszystkiego, co jej oferowaliśmy. Odmawiała każdej pomocy, której się oczekuje w takich przypadkach. Ludzie płacą za to nie małe pieniądze. Katarzyna W., miała to wszystko od nas za darmo.
Źródło info i foto: se.pl

W poniedziałek rusza proces Eryka S. 23-latek wielokrotnie ugodził nożem swoją ofiarę

Proces 23-letniego Eryka S., oskarżonego o zabójstwo 16-letniej mieszkanki Dzierzgowa (Łódzkie) rozpoczyna się w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Łodzi. Mężczyźnie, który wielokrotnie ugodził swoją ofiarę nożem, grozi dożywocie. Rozprawa ma odbywać się przy drzwiach zamkniętych. Jak poinformowała rzeczniczka prasowa ds. karnych Sądu Okręgowego sędzia Iwona Konopka, postanowienie o wyłączeniu jawności zapadło na posiedzeniu wstępnym, które odbyło się bez udziału publiczności.

– Sąd Okręgowy w Łodzi (…) wyłączył jawność rozprawy, mając na uwadze, iż okoliczności, które będą ewentualnie ujawniane w trakcie rozprawy, mogłyby naruszyć ważny interes prywatny pokrzywdzonej i obrażać dobre obyczaje – podkreśliła sędzia Konopka.

Do zabójstwa 16-latki doszło w lipcu ubiegłego roku na terenie posesji w Dzierzgowie w pow. łowickim. Dziewczyna kosiła trawę, kiedy niespodziewanie podszedł do niej mężczyzna i wielokrotnie ugodził ją nożem. Świadkami zbrodni byli brat ofiary, ojciec i babcia. Mimo natychmiastowego wezwania pomocy, nastolatki nie udało się uratować.

„Przez krótki czas byli parą”

Napastnik uciekł w stronę pobliskiego lasu. Został zatrzymany ok. kilometra od miejsca zbrodni przez policjanta po służbie. Jak ustalono, 22-letni wówczas zabójca i jego ofiara znali się – przez krótki czas byli parą. Mężczyzna kontaktował się wcześniej z dziewczyną i próbował umówić się z nią na spotkanie, jednak ona nie wyraziła takiej chęci. W chwili zatrzymania mężczyzna był trzeźwy, jednak z uwagi na stan zdrowia został przewieziony do szpitala, gdzie go przesłuchano i przedstawiono mu zarzut zabójstwa. Jak zrelacjonował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania, mężczyzna odmówił wówczas złożenia wyjaśnień oraz odpowiedzi na pytanie, czy przyznaje się do zarzucanego mu czynu.

Ze szpitala – decyzją sądu – Eryk S. trafił do aresztu. Biegli psychiatrzy ustalili, że jest w pełni poczytalny i może odpowiadać za zarzucone mu czyny. Za zabójstwo grozi mu nawet dożywocie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wielka akcja CBA w całym kraju

Prokuratura i agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego wzięli pod lupę jednego z łódzkich sędziów, który w oświadczeniu majątkowym miał zataić, że dodatkowo zarabiał udzielając porad prawnych. W mediach pojawiły się informacje, że chodzi o sędziego Kamila F., działacza stowarzyszenia „Iustitia” i byłego członka Unii Wolności, który w ten sposób dodatkowo zarobił 200 tys. zł.

Agenci CBA do akcji przystąpili w czwartek 9 września. Działając na polecenie Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej w Warszawie przesłuchali ponad 20 osób i zabezpieczyli materiał dowodowy w kilkudziesięciu miejscach na terenie województwa łódzkiego, mazowieckiego, podlaskiego, śląskiego i zachodniopomorskiego.

Sędzia złożył fałszywe oświadczenie majątkowe?

– Prokuratura Krajowa prowadzi śledztwo w sprawie złożenia fałszywego oświadczenia majątkowego przez funkcjonariusza publicznego – sędziego łódzkiego okręgu sądowego. Wszystko wskazuje na to, że sędzia w dniu 20 marca 2020 roku przedłożył oświadczenie majątkowe, za rok 2019, nie ujawniając w nim części uzyskanych dochodów z dodatkowej działalności, to jest udzielania porad prawnych. Zgromadzony materiał dowodowy zostanie teraz przeanalizowany w toku prowadzonego postępowania przygotowawczego – informuje zespół prasowy centrali CBA w Warszawie.

CBA nie udziela więcej informacji i kieruje do gospodarza postępowania, czyli do Prokuratury Krajowej w Warszawie. W odpowiedzi na nasze pytania służby prasowe prokuratury poinformowały nas, że działania śledczych cały czas trwają – chodzi o przesłuchania i przeszukania w różnych częściach kraju.

– Dotychczasowe ustalenia śledztwa wskazują, iż sędzia co najmniej od roku 2019 prowadził niezarejestrowaną działalność o charakterze zarobkowym pozostającą poza zakresem sprawowanego przez niego urzędu sędziowskiego, świadcząc usługi doradztwa prawnego na rzecz osób fizycznych oraz podmiotów gospodarczych. Działalność sędziego miała zorganizowany i stały charakter i była prowadzona m.in. przy współpracy z profesjonalnymi kancelariami prawnymi – informuje prokurator Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.

I dodaje, iż sędzia pracuje w sądzie rejonowym podległemu Sądowi Okręgowemu w Łodzi (chodzi zapewne o Sąd Rejonowy dla Łodzi Śródmieścia), śledztwo ma charakter rozwojowy i że za złożenie fałszywego oświadczenia majątkowego grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: dzienniklodzki.pl

Pijany sędzia z Wrocławia prowadził auto

Badania laboratoryjne krwi potwierdziły, że sędzia z Wrocławia był pijany, gdy w poprzednią sobotę prowadził auto. Mając 2,2 promila alkoholu w organizmie jechał drogą wojewódzką na Opolszczyźnie. Od tygodnia jest odsunięty od orzekania w sądzie. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu prok. Stanisław Bar powiedział w poniedziałek, że wyniki badań krwi pobranej od sędziego po jego zatrzymaniu potwierdziły, że w organizmie miał 2,2 promila alkoholu.

– Następnym krokiem prokuratury będzie teraz złożenie wniosku do sądu dyscyplinarnego o zgodę na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej – powiedział prokurator.

Rzecznik Sądu Okręgowego we Wrocławiu sędzia Sylwia Jastrzemska powiedziała w poniedziałek, że sędzia decyzją prezesa już od poprzedniej niedzieli jest odsunięty od orzekania w sądzie.

– Gdy tylko dotarła informacja, że został zatrzymany, został odsunięty. Formalnie jest to przerwa w orzekaniu. Gdy wpłynie wniosek prokuratury, sąd dyscyplinarny będzie mógł go zawiesić, a następnie uchylić immunitet, by możliwe było postawienie zarzutów – powiedziała sędzia.

„Był arogancki”

Policję w poprzednią sobotę rano zaalarmowali uczestnicy ruchu drogowego, którzy jechali drogą wojewódzką nr 401 na Opolszczyźnie.

– Przekazali, że kierowca z trudem utrzymuje prosty kierunek jazdy. W miejscowościach najeżdża na krawężniki, zjeżdża na lewy pas jezdni. W okolicy miejscowości Kolnica pojazd został zatrzymany do kontroli. Policjanci wyczuli od kierowcy woń alkoholu. Kierowca był arogancki, nie wykonywał poleceń i nie chciał się poddać badaniu alkomatem. Użyto wobec niego środków przymusu bezpośredniego – powiedział wówczas prokurator Bar. Dziennikarze brzeg24.pl poinformowali, że pijany kierowca miał problemy z utrzymaniem równowagi.

Bar dodał, że kierowca został przewieziony do placówki medycznej, w której pobrano mu próbki krwi, dzięki którym będzie można sprawdzić stan trzeźwości. Dopiero w trakcie spisywania protokołu na komendzie policji mężczyzna poinformował, że jest sędzią Sądu Okręgowego we Wrocławiu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zastrzelił sąsiadkę, ranił jej 19-letniego syna. Jest wyrok

25 lat więzienia – taki wyrok wydał Sąd Okręgowy Warszawa-Praga wobec 66-letniego Andrzeja K., oskarżonego m.in. o zastrzelenie sąsiadki oraz dwukrotne dźgnięcie nożem jej syna. Do zbrodni doszło w lipcu 2019 roku podczas kontroli budowlanej przy ul. Łąkocińskiej w Warszawie. Sędzia Adam Radziszewski uznał oskarżonego o pięć czynów Andrzeja K. za winnego i wymierzył mu karę 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok jest nieprawomocny. Obrona w przemowie kończącej proces wnosiła, by sąd wymierzył oskarżonemu najłagodniejszy możliwy wymiar kary.

Sędzia Radziszewski uznał również, że oskarżony ma obowiązek naprawienia szkody w kwocie 21 tysięcy zł. Ma też wypłacić 140 tys. zł zadośćuczynienie wobec pokrzywdzonych.

Sąsiedzki konflikt

Do zbrodni doszło 12 lipca 2019 r. przy ulicy Łąkocińskiej 3. Pod tym adresem, w piętrowym budynku, zamieszkiwali pokrzywdzeni – Agnieszka G. oraz Adrian G. – i oskarżony Andrzej K. Lokatorzy byli skonfliktowani.

W dniu tragedii na posesji pojawił się inspektor budowlany. Został wezwany przez pokrzywdzonych, którzy zgłosili, że K. zbudował na podwórku nielegalne szambo. To właśnie podczas tej kontroli Andrzej K. sięgnął, jak ustalili śledczy, po broń palną czarnoprochową i oddał pięć strzałów do Agnieszki G., raniąc ją w tułów oraz ramię.

Oskarżony próbował również – według prokuratury – zamordować syna kobiety. Z relacji świadka wynika, że Andrzej K. chciał postrzelić 19-latka, ale broń nie wypaliła. Wówczas oskarżony chwycił nóż schowany pod kurtką i ugodził chłopaka w okolice żeber i brzucha. Sąd zmienił opis oraz kwalifikację tego czynu, uznając go za próbę spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a nie usiłowanie zabójstwa.

Przyznał, że planował zbrodnię

Później Andrzej K. udał się do znajdującej się na posesji altany, z której korzystali pokrzywdzeni i podpalił ją przy pomocy benzyny oraz improwizowanych materiałów wybuchowych. W związku z tym zdarzeniem 66-latek odpowiadał przed sądem także za zniszczenie mienia. Prokuratura oskarżyła go również o przetwarzanie materiałów wybuchowych bez wymaganego zezwolenia, bo w jego garażu ujawniono tzw. koktajle Mołotowa, a w mieszkaniu substancje chemiczne i dwa przyrządy wybuchowe.

Po zatrzymaniu powiedział śledczym, że zbrodnia była zaplanowana. Podtrzymał swoje wyjaśnienia także podczas kolejnych przesłuchań w prokuraturze oraz przed sądem. Oskarżony opisał konflikt z Agnieszką G. i jej rodziną.

Jak wyjaśnił, jego prawo do zarządzania nieruchomością było ograniczane, mimo że był współwłaścicielem budynku. Andrzej K. wyjaśniał, że przez kilka tygodni nie było go w domu, miał wrócić dzień przed zdarzeniem. Twierdził, że w czasie jego nieobecności pokrzywdzeni rozebrali należące do niego budynki gospodarcze i pozbyli się należących do niego rzeczy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nie było zamachu na żonę Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego

Prokuratura w Gliwicach umorzyła śledztwo w sprawie rzekomego zlecenia zamachu na sędzię Małgorzatę Hencel-Święczkowską. Jak informuje „Gazeta Wyborcza” nie było dowodów, aby ktoś planował taką akcję wobec żony Bogdana Święczkowskiego, który jest szefem Prokuratury Krajowej.

„Gazeta Wyborcza” w tekście Marcina Pietraszewskiego informuje, że w ubiegłym roku służby zdobyły informacje o tym, że jeden ze śląskich przestępców miał planować zlecenie zamachu na Małgorzatę Hencel-Święczkowską. Na co dzień jest ona prezesem Sądu Rejonowego w Sosnowcu.

Śledztwo, które było prowadzone bardzo skrupulatnie, w tej sprawie wszczęła Prokuratura w Gliwicach. Śledczy nie znaleźli jednak żadnych dowodów, aby planowany był zamach na sędzie. Postępowanie zostało więc umorzone, a decyzja jest prawomocna.

„GW” przypomina, że Małgorzata Hencel-Święczkowska była przez wiele miesięcy ochraniana przez specjalny zespół z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Miało to związek z innym postępowaniem dotyczącym jej męża. Dolnośląski oddział Prokuratury Krajowej oskarżyła dwóch gangsterów o planowanie zamachu na Bogdana Święczkowskiego.
Źródło info i foto: onet.pl

Sąd w Białej Podlaskiej odrzucił wniosek lekarza Macieja T. o odroczenie kary pozbawienia wolności

Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej nie uwzględnił kolejnego wniosku bialskiego lekarza Macieja T. o odroczenie wykonania kary pozbawienia wolności.

We wtorek sąd nie podzielił argumentu lekarza jakoby osadzenie jego w więzieniu miało przynieść zbyt ciężkie skutki dla neonatologa oraz jego rodziny. Sędzia Barbara Markowska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie, poinformowała nas, że to postanowienie nie jest prawomocne.

W lutym 2020 r. Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej uznał lekarza neonatologa winnego tego, że w lipcu 2018 roku „w krótkich odstępach czasu w wykonaniu z góry powziętego zamiaru wielokrotnie kontaktował się z małoletnią za pośrednictwem portalu internetowego i składał jej propozycje obcowania płciowego, poddania się i wykonania innych czynności seksualnych oraz zmierzał do ich realizacji. ” Ponadto sąd uznał Macieja T. winnym tego, że także wtedy doprowadził 14-letnią dziewczynę do poddania się innym czynnościom seksualnym oraz doprowadził do wykonania przez nią „innych czynności seksualnych”. Obrońcy doktora wnieśli apelację, ale w październiku 2020 r. Sąd Okręgowy w Lublinie zaskarżony wyrok utrzymał w mocy
Źródło info i foto: bialasiedzieje.pl

Sąd zdecydował, że zatrzymanie rzeczy sędzi Beaty M. było legalne

Postanowienie prokuratorskie o zatrzymaniu rzeczy sędzi Beaty M., w tym laptopa i nośników danych, było legalne, zasadne i prawidłowe. Tak orzekł Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, rozpatrując zażalenie pełnomocników sędzi – przekazała w piątek Prokuratura Krajowa. Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej prowadzi postępowanie w sprawie przywłaszczenia środków publicznych, łapownictwa oraz przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. – Osobą podejrzewaną w śledztwie jest sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie Beata M. – podała PK.

Jak zaznaczyła PK, w toku postępowania prokurator sporządził postanowienie o żądaniu wydania przez Beatę M. rzeczy i ich zatrzymaniu. Prokurator zastrzegł, że w razie odmowy wydania rzeczy przeprowadzone zostanie przeszukanie pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych zajmowanych przez Beatę M. Sędzia dobrowolnie wydała przedmioty funkcjonariuszom Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a prokurator odstąpił od przeszukania.

– Postanowienie prokuratorskie o zatrzymaniu rzeczy sędzi Beaty M., w tym laptopa i nośników danych, było legalne, zasadne i prawidłowe. Tak orzekł Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, rozpatrując zażalenie pełnomocników sędzi – przekazała w piątek Prokuratura Krajowa.
Źródło info i foto: interia.pl

Przemyśl: Sędzia miał przyjąć 100 tys. złotych łapówki

Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej oskarżył sędziego Marka Z. z Sądu Okręgowego w Przemyślu o przyjęcie stu tysięcy złotych łapówki w zamian za umorzenie postępowania. Akt oskarżenia skierowano także przeciw czterem innym osobom, które pośredniczyły w korupcyjnym procederze. 20 stycznia do Sądu Rejonowego w Jarosławiu skierowano akt oskarżenia przeciwko Markowi Z., byłemu sędziemu Sądu Okręgowego w Przemyślu.

Prokuratura zarzuca mu przyjęcie 100 tys. zł łapówki w zamian za wydanie wyroku umarzającego przepadek kwoty blisko 2 mln zł; miało się to stać na początki 2018 roku, a żądanie skierowano do Macieja M. Za to przestępstwo grozi mu kara 10 lat pozbawienia wolności. Marek Z. od lipca 2020 roku przebywa w areszcie śledczym.

Ustalił z sędzią „załatwienie sprawy”

Maciej M. nawiązał kontakt ze swoją znajomą Agnieszką K., która z kolei skontaktowała go z Bogusławem P. Ten ostatni, powołując się na układy w sądzie, obiecał załatwić korzystne rozstrzygnięcie sprawy Macieja M. „Bogusław P. ustalił z sędzią, że załatwienie sprawy będzie kosztować 100 tys. złotych” – poinformowali śledczy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl