Śmierć małżeństwa lekarzy. Są wstępne ustalenia śledczych

Są już znane wstępne wyniki sekcji małżeństwa medyków, których ciała w ubiegłym tygodniu znaleziono na ich prywatnej posesji we wsi Zajezierce koło Zabłudowa (Podlaskie). Wykluczono porażenie prądem i bezpośrednie przyczynienie się osób trzecich. Ostateczna przyczyna śmierci powinna być znana po serii szczegółowych badań.

Chodzi o okoliczności śmierci 63-letniego prof. dr hab. Tadeusza Wojciecha Łapińskiego, wieloletniego pracownika Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku i pracownika naukowego miejscowego Uniwersytetu Medycznego oraz jego 53-letniej żony – dr Małgorzaty Michalewicz.

Ciała obojga znaleziono w minioną środę na ich prywatnej posesji. Z nieoficjalnych informacji podawanych wówczas w mediach wynikało, że na numer alarmowy zadzwonił mężczyzna, który miał udzielać pierwszej pomocy swojej żonie, wszystko działo się przy basenie zlokalizowanym na tej posesji. Po przyjeździe służb medycznych na miejsce okazało się, że nie żyją dwie osoby.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Białymstoku. Przyjęta przez nią obecnie kwalifikacja prawna, to nieumyślne spowodowanie śmierci człowieka. Kluczowe dla ostatecznej oceny będą opinie specjalistów z Zakładu Medycyny Sądowej.

– Zgromadzony do tej pory materiał dowodowy pozwolił na wykluczenie możliwości porażenia prądem oraz bezpośrednie przyczynienie się osób trzecich. Dalej będziemy dążyli do ustalenia, co było bezpośrednią przyczyną zgonu tych państwa, na przykład czy był to niefortunny zbieg okoliczności z fatalnym skutkiem – poinformował we wtorek szef tej prokuratury Karol Radziwonowicz. Dodał, że śledczy czekają na pełne wyniki sekcji, wciąż zbierane są inne dowody.

O tragedii poinformował uniwersytet

W specjalnym komunikacie wydanym w ubiegłym tygodniu Uniwersytet Medyczny w Białymstoku poinformował, że zmarli to prof. Tadeusz Wojciech Łapiński i jego żona dr Małgorzata Michalewicz.

„Z głębokim żalem zawiadamiam, że w dniu 2 czerwca br. zmarli tragicznie prof. dr hab. Tadeusz Wojciech Łapiński i jego żona dr Małgorzata Michalewicz, wieloletni pracownik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, przedstawicielka Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Pan Profesor był pracownikiem Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii, lekarzem, wieloletnim nauczycielem akademickim, absolwentem Wydziału Lekarskiego UMB w 1984 roku” – poinformowała na swojej stronie internetowej uczelnia.

Podpisany pod nekrologiem rektor UMB prof. Adam Krętowski złożył – w imieniu społeczności akademickiej – wyrazy współczucia bliskim zmarłych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Norwegia: Policja ustaliła dane chłopca, którego ciało znaleziono na plaży

Norweska policja poinformowała w poniedziałek o ostatecznym ustaleniu tożsamości chłopca, którego ciało znaleziono w styczniu na plaży w gminie Karm?y. To 1,5-roczny Artin, który zginął w tragicznych okolicznościach wraz z czterema członkami swojej rodziny. Szczątki dziecka zostały znalezione na plaży w norweskiej gminie Karmøy. W trakcie sekcji zwłok zabezpieczono materiał do analizy DNA.

Jak poinformowała w poniedziałek norweska policja, znaleziony chłopiec miał 1,5 roku, pochodził z Iranu i miał na imię Artin. Dziecko zginęło w wyniku zatonięcia łodzi, do którego doszło 27 października w kanale La Manche. Wówczas zginęli także jego rodzice oraz dwoje starszego rodzeństwa.

Norwegia. Wiadomo, kim był 1,5-roczny chłopiec

Funkcjonariusze od pewnego czasu podejrzewali, że znalezione dziecko mogło zginąć w październikowej katastrofie. W ostatecznym ustaleniu tożsamości chłopca mógł krewny z Norwegii, który przekazał swoje DNA policji. Jak podaje BBC, rodzina chłopca próbowała dostać się z Francji do Wielkiej Brytanii. Szczątki dziecka mają być pochowane w Iranie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Śmierć profesora Tadeusza Łapińskiego. „Kluczowe wyniki sekcji zwłok”

Profesor Tadeusz Łapiński nie żyje. Ciało lekarza i jego żony znaleziono na prywatnej działce we wsi Zajezierce k. Zabłudowa na Podlasiu. Przyczyna śmierci małżeństwa wciąż nie jest znana. Kluczowe będą wyniki sekcji zwłok.

Profesor Tadeusz Łapiński i jego żona nie żyją. Informację potwierdził w czwartek Uniwersytet Medyczny w Białymstoku. „Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w dniu 2 czerwca zmarli tragicznie prof. dr hab. Tadeusz Wojciech Łapiński i jego żona dr Małgorzata Michalewicz, wieloletni pracownik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, przedstawicielka Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Pan Profesor był pracownikiem Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii, lekarzem, wieloletnim nauczycielem akademickim, absolwentem Wydziału Lekarskiego UMB w 1984 r.” – poinformowano w sieci.

Wcześniej policja podała, że w środę wieczorem znaleziono zwłoki 53-letniej kobiety i 63-letniego mężczyzny. Z nieoficjalnych informacji podawanych w mediach wynikało, że do służb zadzwonił mężczyzna, który miał udzielać pierwszej pomocy swojej żonie na prywatnej działce pod Zabłudowem. Po przyjeździe służb medycznych na miejsce okazało się, że nie żyją dwie osoby.

Profesor Łapiński i dr Michalewicz nie żyją, prokuratura czeka na wyniki sekcji zwłok

Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Białymstoku. Jak powiedział w piątek Polskiej Agencji Prasowej jej szef Karol Radziwonowicz, kluczowe dla kolejnych czynności są wyniki sekcji zwłok zmarłych. Wstępna opinia zakładu medycyny sądowej powinna być znana na początku przyszłego tygodnia.

Prof. Tadeusz Łapiński przez ostatni rok był zaangażowany w walkę o życie pacjentów zakażonych koronawirusem. – Był wieloletnim pracownikiem szpitala i nauczycielem akademickim wielu pokoleń lekarzy. Przez ostatnie miesiące bardzo ciężko pracował na pierwszej linii frontu w klinice, która jako pierwsza zaczęła leczyć pacjentów covidowych. Był bardzo oddany pacjentom, empatyczny z olbrzymią wiedzą praktyczną. Po ponad roku pracy z pacjentami zakażonymi koronawirusem był autorytetem. Jego śmierć to olbrzymia strata dla naszego szpitala i całego środowiska akademickiego – powiedziała w rozmowie z Radiem Białystok rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku Katarzyna Malinowska-Olczyk.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Brutalne zabójstwo w miejscowości Lipie. Zatrzymano syna ofiary

Tragedia w miejscowości Lipie w Wielkopolsce. Policja aresztowała 32-letniego mężczyznę. Jak informują służby, mógł on zabić młotkiem własną matkę. Do tragedii w miejscowości Lipie w Wielkopolsce doszło w niedzielę 23 maja. Pierwsze zgłoszenie do służb wpłynęło około godziny 12 i dotyczyło odkrycia zwłok 67-letniej kobiety.

Wielkopolska. Kobieta zabita młotkiem. Zatrzymano syna

Na miejsce wysłano policję oraz prokuraturę. Patrol w Lipiu potwierdził zgłoszenie. W mieszkaniu na jednej z posesji znaleziono ciało 67-letniej kobiety. Według ustaleń śledczych kobieta zginęła najpóźniej dobę przed odkryciem zwłok. 67-latka miała rozległe obrażenia głowy. Z sekcji, którą przeprowadzono w poniedziałek, wynika, że kobietę mogły zabić ciosy młotkiem ślusarskim, który znaleziono i zabezpieczono na miejscu zbrodni w Lipiu.

Jak informują służby, z powodu podejrzenia, że do śmierci kobiety przyczyniły się osoby trzecie, aresztowany został 32-letni syn kobiety. Nie ustalono jednak bezpośrednich świadków zabójstwa.

We wtorek 32-latkowi przedstawiono zarzut zabójstwa matki, do którego się nie przyznał, a w wyjaśnieniach zanegował, aby miał związek ze sprawą. W środę, jak poinformował prok. Jacek Mastalerz, sąd zdecydował przychylić się do wniosku prokuratury i zezwolić na tymczasowy areszt 32-latka.

– Przy czym zmodyfikował jego wykonywanie poprzez określenie, iż ten środek izolacyjny ma być wykonywany w areszcie śledczym lub zakładzie karnym dysponującym oddziałem psychiatrycznym – zaznaczył w rozmowie z PAP prok. Mastalerz.

Prokuratura złożyła także wniosek o jednorazowe badanie psychiatryczne 32-letniego syna zabitej kobiety. Mężczyzna miał wcześniej leczyć się psychiatrycznie, a w 2014 roku prowadzono przeciwko niemu śledztwo w sprawie o charakterze seksualnym. – Finalnie zostało umorzone wobec jego niepoczytalności – przekazał prok. Jacek Mastalerz.

Teraz za zabójstwo 67-letniej matki mężczyźnie może grozić co najmniej 8 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności lub kara dożywocia.
Źródło info i foto: wp.pl

Zabójstwo 11-letniego Sebastiana. Mieszkańcy aglomeracji w szoku

Mieszkańcy aglomeracji śląskiej i sąsiedzi zamordowanego Sebastiana nie mogą pogodzić się z tragedią. ”Diabeł czeka na Ciebie”, ”Pedofil” – to napisy, które pojawiły się na murach zakładu optycznego, w którym pracował morderca 11-latka. 

– „Przemiłe dziecko, spokojniutkie. Ja to dziecko widzę przed oczami i wyobrażam sobie, że to mogłoby spotkać mojego wnuka. W mojej głowie się nie mieści, jak można coś takiego zrobić dziecku” – mówiła w rozmowie z reporterką Radia ZET sąsiadka zamordowanego chłopca.

Jak pisze ”Dziennik Zachodni”, mieszkańcy aglomeracji śląskiej dają upust agresji po śmierci 11-latka. ”Szybko wytropili, kim jest mężczyzna, który przyznał się do zabójstwa Sebastiana” – czytamy. Na murach zakładu optycznego, w którym pracował 41-latek, pojawiły się napisy: ”Diabeł czeka na Ciebie”, ”Pedofil” i ”Śmierć pedofilom”. 

W poniedziałek w zakładzie medycyny sądowej przeprowadzono sekcję zwłok zamordowanego Sebastiana z Katowic. Według wstępnej opinii, która została przesłana śledczym, dziecko zmarło w wyniku uduszenia. W postępowaniu od początku brane jest pod uwagę seksualne tło zbrodni. Według nieoficjalnych informacji, 41-latek jest sosnowieckim optykiem, po rozwodzie, ma dwoje dzieci. Był już znany policji. W 2008 roku porwał inne dziecko, któremu robił zdjęcia, następnie je wypuścił. W 2018 roku w związku z uszkodzeniem ciała żony miał zakaz zbliżania się do niej. Kilka lat temu na jego nośnikach elektronicznych zabezpieczono treści pedofilskie.

41-latek usłyszał zarzut zabójstwa z art. 148 par. 2 Kodeksu karnego, który jest rozwinięty w czterech punktach, opisując m.in. zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, w związku z wzięciem zakładnika, zgwałceniem albo rozbojem i w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Prokuratura nie ujawnia dokładnej kwalifikacji, nie podaje też treści drugiego zarzutu, tłumacząc to dobrem postępowania. Podejrzanemu grozi kara więzienia na czas nie krótszy niż 12 lat, 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie.

Na wtorek rano zaplanowano kontynuowanie przesłuchania podejrzanego. Po zakończeniu tych czynności zapadnie decyzja w sprawie środka zapobiegawczego. Kiedy prokuratura wystąpi o aresztowanie 41-latka, sąd na rozpoznanie jej wniosku będzie miał 24 godziny.

Sebastian zaginął w sobotę – wyszedł na plac zabaw w Dąbrówce Małej w Katowicach, miał wrócić o godz. 19, ale wysłał mamie sms-a, w którym poprosił o zgodę na przedłużenie zabawy o pół godziny. Mama się zgodziła, 11-latek jednak nie wrócił do domu i nie nawiązał już kontaktu z rodziną.

Poszukiwania z udziałem policjantów i strażaków trwały od sobotniego wieczora, kiedy matka chłopca zgłosiła zaginięcie. Mundurowi przeczesywali okolicę miejsca zaginięcia i sąsiednie dzielnice. Potencjalnego sprawcę udało się wytypować w niedzielę, na podstawie analizy zapisu kamer monitoringu, które zarejestrowały samochód należący do 41-latka w pobliżu placu zabaw. Ciało dziecka było ukryte na terenie budowy w sosnowieckiej dzielnicy Niwka – kilka kilometrów od Dąbrówki Małej, gdzie chłopiec mieszkał. Do sąsiedniego Sosnowca sprawca zawiózł go samochodem. Miejsce ukrycia zwłok wskazał wkrótce po zatrzymaniu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Odbędzie się sekcja zwłok nastolatków z Ledna

Śmierć nastolatków z Ledna na Ziemi lubuskiej, Filipa i Marka, wstrząsnęła całą Polską. Odnalezione ciała chłopców poddano sekcji zwłok. Polsat News dotarł do ustaleń prokuratury – przyczyną śmierci nastolatków było utonięcie wskutek nieszczęśliwego wypadku.

13-letni Filip z Ledna zaginął w zeszły poniedziałek, wraz z 15-letnim Markiem. Policja natychmiast wszczęła poszukiwania, ale w pierwszych dniach nie przyniosły one skutków. Ich finał okazał się tragiczny. W piątek 14 maja zwłoki młodszego z chłopców odkryto w Odrze. Rzeka zniosła ciało młodszego z chłopców wiele kilometrów od domu. 

Sekcja zwłok nastolatków z Ledna. Zmarli wskutek utonięcia

W niedzielę w innym miejscu rzeki, bliżej rodzinnego domu, odnaleziono zwłoki 15-letniego Marka. Serwis Fakt.pl dotarł do ustaleń z sekcji zwłok młodszego z chłopców. „Przyczyną śmierci chłopca było utonięcie” – powiedział „Faktowi” Zbigniew Fąfera, rzecznik zielonogórskiej prokuratury okręgowej.

W poniedziałek po południu Polsat News podał, że takie same ustalenia wynikają po sekcji zwłok 15-letniego Marka. Śledczy przekazał też, że w toku sekcji wykluczony został udział osób trzecich w zdarzeniu. Oznacza to, że do śmierci doszło wskutek nieszczęśliwego wypadku. Czy doszło do niego wskutek tego, że jeden z chłopców rzucił się na pomoc drugiemu, tonącemu? Ten wątek pozostanie już wyłącznie w sferze domniemywań.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gniezno: Prokuratura bada sprawę śmierci mężczyzny

Na jednym z gnieźnieńskich osiedli ujawniono zwłoki mężczyzny. Sprawę wyjaśnia policja pod nadzorem prokuratora. Lokalny portal gniezno24.com donosi, że do śmierci mogły przyczynić się osoby trzecie. Czy doszło do zabójstwa w Gnieźnie?

W miniony weekend na osiedlu Arkuszewo w Gnieźnie ujawniono zwłoki mężczyzny. Dokładnie w okolicy ul. Wschodniej i Kujawskiej. Na miejscu pojawiły się służby, a prokurator nakazał zabezpieczyć ciało do sekcji zwłok. Jak informuje portal gniezno24.com do śmierci mężczyzny mogły przyczynić się osoby trzecie. Policja na razie nie udziela informacji na ten temat. Do sprawy będziemy wracać.
Źródło info i foto: se.pl

Poznań: Ciało mężczyzny przed wejściem do parku

Policja znalazła zwłoki mężczyzny przed wejściem do poznańskiego parku Wilsona. W sprawie zatrzymano drugiego mężczyznę, który może mieć związek ze zdarzeniem. Jak poinformował PAP w niedzielę kom. Maciej Święcichowski z wielkopolskiej policji, ciało mężczyzny zaleziono w nocy z soboty na niedzielę.

Ok. godz. 1 w nocy operator monitoringu zauważył dwie osoby, które leżały przy wejściu do parku Wilsona. Kiedy policjanci przyjechali na miejsce okazało się, że jedna z tych osób nie żyje. Ustalamy teraz tożsamość tego mężczyzny i będziemy czekali na wyniki sekcji, która da nam, mam nadzieję, odpowiedź na pytanie o to, co było przyczyną śmierci tego mężczyzny – powiedział.

Drugi z mężczyzn został zatrzymany w pobliżu parku; był nietrzeźwy. Święcichowski podkreślił, że na poniedziałek zaplanowano sekcję zwłok. W poniedziałek ma też być przesłuchany zatrzymany w sprawie mężczyzna.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest areszt dla 26-letniej Magdaleny C., która przyznała się zabójstwa córki

Jest tymczasowy areszt dla 26-letniej Magdaleny C., która w kamienicy przy ul. Winklera zabiła swoją 3-letnią córkę Zuzię. W środę wieczorem poznański sąd podjął decyzję o aresztowaniu kobiety na trzy miesiące. 26-latka przyznała się do zabójstwa dziecka. Są znane również wyniki sekcji zwłok dziewczynki. Zabójstwo przy ul. Winklera w Poznaniu: Jest areszt dla 26-letniej Magdaleny C., która zabiła 3-letnią córeczkę

– „W środę późnym wieczorem sąd zadecydował, że odbędzie się posiedzenie aresztowe. Mam informację, że ta pani została tymczasowo aresztowana na trzy miesiące” – wyjaśnia prok. Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Znane są również wstępne wyniki sekcji zwłok dziewczynki.

– „Bezpośrednia przyczyna zgonu Zuzanny był ostry krwotok zewnętrzny i wewnętrzny spowodowany raną kłutą klatki piersiowej penetrującą do prawej i lewej komory serca. Jedna skuteczna rana spowodowała krwotok, a wcześniej uszkodzenie serca” – podaje prokurator.

Przypomnijmy, do zabójstwa doszło we wtorek, 4 maja w kamienicy przy ul. Winklera w Poznaniu. 26-letnia Magdalena C. zabiła swoją 3-letnią córeczkę, zadając jej co najmniej trzy ciosy nożem. Dziewczynka z głęboką raną serca trafiła do szpitala. Niestety nie udało się jej uratować. Dziecko zmarło na stole operacyjnym. 26-latka została zatrzymana, przyznała się do wini, złożyła też obszerne wyjaśnienia.

– „Tłumaczyła, że wcześniej sama się okaleczała, miała problemy emocjonalne po rozwodzie rodziców. Bała się, że nie będzie mogła dokładać się matce do finansów i nie da rady utrzymać siebie i dziecka” – mówił prok. Wawrzyniak.

Kobieta przyznała śledczym, że od piątku planowała samobójstwo rozszerzone. Chciała odebrać sobie życie, ale nie chciała zostawić córki samej, dlatego najpierw ją zabiła, ale potem nie była już w stanie targnąć się na swoje życie.
Źródło info i foto: polskatimes.pl

Tajemnicza śmierć braci na Podhalu. Zwłoki odnaleziono w dwóch domach

Dopiero sekcja zwłok wyjaśni, co było przyczyną śmierci dwóch braci w Szaflarach koło Nowego Targu na Podhalu. Zwłoki 41 i 45-latka odnaleziono wczoraj w dwóch oddzielnych domach. Bracia mieszkali samotnie w dwóch gospodarstwach położonych w niewielkiej odległości. Rodzina starszego z nich zaniepokojona tym, że nie ma z nim kontaktu od dłuższego czasu, poprosiła sąsiadów o sprawdzenie, co się z nim dzieje. Sąsiedzi po wejściu do domu odnaleźli zwłoki 45-latka. Wezwana na miejsce policja chciała powiadomić o zgonie jego brata i wtedy okazało się, że on także nie żyje.

Policja wstępnie wykluczyła, by do zgonu mężczyzn mógł się ktoś przyczynić. Prokuratura wszczęła w tej sprawie dwa odrębne śledztwa. Jutro prawdopodobnie zostanie przeprowadzona sekcja zwłok obu mężczyzn.
Źródło info i foto: RMF24.pl