Uderzenie CBŚP w sieć klubów go-go

Policjanci CBŚP wspólnie z funkcjonariuszami CBA i KAS, pod nadzorem dolnośląskiego pionu PZ Prokuratury Krajowej, rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, której członkowie są podejrzani o rozboje i oszustwa na szkodę klientów klubów nocnych w wielu polskich miastach. Podczas akcji, w której udział wzięło ponad 500 funkcjonariuszy zatrzymano 22 osoby i zabezpieczono ogromne ilość dokumentacji, dyski z monitoringiem, serwery i inne. Zabezpieczono także należące do podejrzanych mienie warte ponad 1,2 mln zł. Łącznie podejrzanym przedstawiono blisko 400 zarzutów.

Akcja była efektem wielomiesięcznej pracy policjantów z Zarządu w Krakowie, Poznaniu i Wydziału do zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Kryminalnej i Aktów Terroru Centralnego Biura Śledczego Policji, ściśle współpracujących z innymi komórkami CBŚP i Komend Wojewódzkich Policji, Komendy Stołecznej Policji, funkcjonariuszami Centralnego Biura Antykorupcyjnego i Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego (Krajowa Administracja Skarbowa). Wszystkie czynności były wykonywane pod nadzorem Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. Ogromne zaangażowanie, drobiazgowa weryfikacja informacji i dokumentów pozwoliła na zgromadzenie materiału dowodowego i rozbicie zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie mogli działać na terenie wielu polskich miast.

Wykonane czynności potwierdziły przypuszczenia śledczych, że w 22 klubach w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku, Sopocie, Lublinie, Rzeszowie, Łodzi, Katowicach, Bydgoszczy i Zakopanym dochodziło do popełniania przestępstw na szkodę klientów. Z ustaleń wynika, że najprawdopodobniej do napojów dodawano klientom niedozwolone substancje, które powodowały ograniczone możliwości psychofizyczne tych osób. Dotychczas śledczy ustalili, że oszukanych mogło zostać nawet kilka tysięcy klientów, w tym cudzoziemcy, którzy stracili od kilku tysięcy złotych do nawet miliona złotych. Z zebranego materiału wynika, że za pomocą telefonów poszkodowanych dokonywano manipulacji na ich kontach bankowych, zwiększając limit dzienny, podwyższając progi operacji kartą kredytową, a nawet zaciągano pożyczki w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych, które to pieniądze w ciągu kilku godzin wydawano w lokalu.

W działaniach, rozpoczętych późnym wieczorem w piątek, udział wzięło ponad 500 funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji, wielu Komend Wojewódzkich Policji, Komendy Stołecznej Policji, Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Krajowej Administracji Skarbowej. Wówczas to zatrzymano 22 osoby podejrzane m.in. o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, której członkowie dokonywali oszustw i rozbojów na klientach lokali klubów go-go. Trzy osoby są podejrzane o kierowanie tym gangiem oraz pranie pieniędzy.

W jednym z miejsc w Krakowie znajdowała się centrala, z której jak wynika z ustaleń śledczych, kierowano i nadzorowano pracą wszystkich klubów tej sieci, dokonywano zakupów, rekrutowano oraz szkolono nowych pracowników. Tam też znajdowały się serwery monitoringu nagrywające obraz z klubów z różnych miast. Zarówno 8 serwerów, cały sprzęt informatyczny oraz ponad 4 tysiące dysków z nagranym m.in. monitoringiem zabezpieczyli funkcjonariusze do sprawy.

W trakcie czynności zabezpieczono m.in. ogromną ilość dokumentacji księgowej i bankowej, dokumenty tożsamości należące do klientów oraz dokumentację dotyczącą działalności klubów. Na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono pieniądze w różnej walucie o równowartości ponad 728 tys. zł, 3 samochody warte około 450 tys. zł, 3 luksusowe zegarki i złotą biżuterię. Wstępnie oszacowano zabezpieczone mienie na ponad 1,2 mln zł. Dodatkowo zabezpieczono także pieniądze znajdujące się na rachunkach bankowych spółek zarządzanych przez podejrzanych. Zebrany materiał dowodowy nie budził wątpliwości sądu, który zadecydował o tymczasowym aresztowaniu większości zatrzymanych.
Źródło info i foto: POlicja.pl

Gangsterzy założyli agencję nieruchomości, żeby zorganizować sieć agencji towarzyskich

Siedleccy gangsterzy założyli agencję nieruchomości, aby pod jej przykrywką wynajmować lokale prostytutkom. Kobiety płaciły od 200 do 300 zł za dzień z korzystania lokalu, bez względu na to ilu miały klientów. Interes popsuli śledczy z mazowieckich „pezetów” i funkcjonariusze CBŚP, którzy zatrzymali pięciu sutenerów i zlikwidowali w kilku miejscowościach sześć lupanarów. Co ciekawe jeden z przybytków rozkoszy działał naprzeciwko prokuratury.

Biznes rozkręcili młodzi gangsterzy z Siedlec, którzy byli przekonani, że wpadli na dobry sposób zamaskowania dodatkowej działalności. Założyli bowiem firmę, która oficjalnie zajmowała się wynajmem nieruchomości.

Następnie przestępcy wynajęli kilka lokali, głównie w Siedlcach, Mińsku Mazowieckim czy Łukowie, których właściciele nie mieli pojęcia, do czego posłużą. A to właśnie te mieszkania, były później wynajmowane prostytutkom. Już oficjalnie jako zasoby gangsterskiej agencji nieruchomości.

– „Panienki” musiały płacić za dzień wynajmu. W zależności czy była to kawalerka, czy mieszkanie dwupokojowe stawka wynosiła 200 lub 300 zł. Prostytutki nie musiały już oddawać gangsterom nawet części zarobku. A niektóre potrafiły zarobić nawet do 1,5-2 tysiąca złotych dziennie. Dodatkowo „agenci” zaopatrywali lokale w stosowne akcesoria czy lubrykanty – mówi tvp.info jeden ze śledczych.

Sutenerzy płacili nawet stosowne podatki za wynajem mieszkań, w których działały „mieszkaniówki”. Nie mieli też najmniejszego problemu z najemczyniami. Kontaktowali się z nimi za pomocą popularnych serwisów z seksualnymi anonsami. Według informacji portalu tvp.info, dochodziło do sytuacji, że do sutenerów zgłaszały się kobiety chętne na pracę na ich terenie, ale musiały czekać, aż konkurentki zwolnią lokale.

Upadek

Na trop sutenerów wpadli śledczy z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Razem z funkcjonariuszami CBŚP z Warszawy rozpracowywali grupę przez blisko rok. Przez ten czas zdobyli wiele dowodów, w tym tych wynikających z inwigilacji przestępców. Przez lokale gangu przewinęło się od połowy 2018 roku co najmniej 60 kobiet, ale liczba ta jest pewnie znacznie większa.

Niedawno zapadła decyzja o zatrzymaniu przedsiębiorczych gangsterów. Na terenie Siedlec i okolicznych miast zatrzymano pięć osób w wieku od 30 do 59 lat. Najstarszym z podejrzanych jest ojciec jednego z gangsterów, który nie mógł znaleźć pracy i syn wkręcił go w seksbiznes.

W mazowieckich „pezetach” wszyscy usłyszeli zarzuty „ułatwiania uprawiania prostytucji oraz czerpania z tego korzyści majątkowych”. Dodatkowo dwóch mężczyzn odpowie za „wprowadzanie do obrotu i posiadanie znacznych ilości narkotyków”, a jeden za nielegalne posiadanie broni. Czterech podejrzanych trafiło do aresztów.

Policjanci zlikwidowali także sześć „mieszkaniówek” na terenie Siedlec, Mińska Mazowieckiego i Łukowa. Jeden z takich przybytków rozkoszy co najmniej od połowy 2018 roku działał w budynku naprzeciwko miejscowej prokuratury.

Podczas przeszukań funkcjonariusze znaleźli między innymi pistolet maszynowy skorpion oraz narkotyki: amfetaminę, marihuanę czy kokainę. Policjanci zabezpieczyli także sprzęt do uprawy konopi.
Źródło info i foto: TVP.info

Sieć McDonald’s oskarżona o „systemowe molestowanie” pracowników na całym świecie

Skarga została złożona przez międzynarodową koalicję związków zawodowych i dotyczy licznych przypadków nękania, w tym próbę gwałtu – informuje brytyjski dziennik „The Guardian”. Do siedziby Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju w Holandii wpłynęła skarga złożona przeciwko McDonald’s. Międzynarodowa koalicja związków zawodowych zarzuca gigantowi wśród fast foodów, systemowe molestowanie seksualne swoich pracowników na całym świecie. Wymienia przy tym m.in. wielokrotne przypadki nękania, próbę gwałtu, awans w zamian za seks w Brazylii oraz zainstalowaną ukrytą kamerę telefonu komórkowego w szatni dla kobiet we Francji – czytamy w „The Guardian”.

Głos w sprawie zabrała m.in. sekretarz generalna Międzynarodowej Unii Związków Pracowników Żywności Sue Longley, która stwierdziła, że McDonald’s „nie podjął zdecydowanego działania w sprawie rozwiązania tego problemu”. – Na samej górze jest zepsuta kultura – powiedziała podczas konferencji prasowej w Rio de Janeiro.

Jak przekazują autorzy skargi, trafiła ona do organów nadzoru w Holandii, ponieważ holenderskie biura McDonald’s były „centrum nerwowym” firmy w Europie. Związki zawodowe twierdzą, że wszelkie działania podjęte w Stanach Zjednoczonych, gdzie McDonald’s ma swoją siedzibę, nie odniosłyby żadnego skutku, ponieważ molestowanie seksualne „przenika tam najwyższe stanowiska w zarządzie korporacyjnym”.

Jednym z największych wyzwań – jak twierdzą związki zawodowe – jest to, że firma utrzymuje, że nie jest odpowiedzialna za pracowników swoich franczyzobiorców, którzy stanowią ponad 90 proc. restauracji McDonald’s na całym świecie.

Jak czytamy w „The Guardian”, McDonald’s Corporation wydał oświadczenie, w którym deklaruje, że rozpatrzy skargę po jej otrzymaniu. Firma przekonuje, że ​​rozmowa na temat bezpiecznych i pełnych szacunku miejsc pracy jest „bardzo ważna”, a zarówno firma, jak i jej partnerzy „mają obowiązek podjąć działania w tej sprawie i są zaangażowani w promowanie pozytywnych zmian”.

W maju 2019 r. McDonald’s zalała fala skarg dotyczących molestowania seksualnego w Stanach Zjednoczonych. W tym samym czasie, w Brazylii wszczęto dochodzenie w sprawie systemowego molestowania seksualnego i rasizmu w McDonald’s.
Źródło info i foto: onet.pl

Grupa wyłudzała dotacje unijne

Policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją KWP we współpracy z Prokuraturą Okręgową w Łodzi zatrzymali 11 osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się wyłudzeniami dopłat unijnych. Ustalenia śledczych wskazują, że grupa mogła wnioskować o wypłatę ponad 11 milionów złotych z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Łęczycy.

Od pewnego czasu funkcjonariusze analizowali dokumentację i przesłuchiwali świadków w sprawie możliwości wyłudzeń dopłat rolnośrodowiskowych i innych. Zgromadzony w sprawie, bardzo obszerny materiał dowodowy wskazuje, że grupę tworzyły osoby i podmioty gospodarcze z terenu powiatu łęczyckiego.

W skład grupy wchodziły m.in podstawione osoby tzw. słupy oraz byli już pracownicy ARMiR w Łęczycy. Osoby te miały wykonywać zadania ściśle określone przez organizatorów procederu. Kluczową rolę wypełniali byli pracownicy agencji, przez ręce których przechodziła większość złożonych wniosków o dopłaty. Dzięki „pilotowaniu” spraw osób powiązanych z grupą dochodziło do wypłat środków. W przypadku planowanych kontroli urzędnicy informowali beneficjentów, którzy mogli podjąć określone kroki i uniknąć ewentualnych konsekwencji.

Ustalenia śledczych wskazują, że członkowie grupy występowali do agencji o dopłaty na działkach, na których w ogóle nie było upraw. Dodatkowo na cudzych działkach lub na gruntach, które już objęto wnioskami. Dzięki kontaktom z urzędnikami w przypadku zakwestionowania wniosków, były one wycofywane lub podmioty wymieniały się działkami aby zachować ciągłość procedur. Urzędnicy pomagali również w fałszowaniu wniosków bądź dopisywali określone dane aby dokumenty nie zostały zakwestionowane. Działalność grupy przypada na okres od 2011 do 2017 roku. Dotyczy wniosków na grunty z powiatów łęczyckiego, kolskiego, wielkopolskiego i zgierskiego. Beneficjenci dzięki informacjom z agencji posiadali wiedzę, które działki nie zostały jeszcze objęte wnioskami o dotacje. Wówczas często bez wiedzy ich właścicieli występowali o dopłaty.

Policjanci realizując postanowienia prokuratury, 4 kwietnia 2108 roku, zatrzymali na terenie powiatu łęczyckiego i Łodzi 11 osób w wieku od 28 do 67 lat. Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że opierając się na wspomnianych schematach, grupa mogła wnioskować o wypłatę ponad 11 milionów złotych. Jej członkowie posiadali nawet kilkanaście kont, na które wpływały dopłaty. Były one przeznaczane na zakup nieruchomości. W skali roku członkowie grupy nabywali lub wymieniali się nawet kilkunastoma działkami. Dodatkowo nabywali maszyny rolnicze i traktory. Śledczy sukcesywnie starają się zająć zgromadzony w nielegalny sposób majątek.

Podejrzani już usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się wyłudzeniami nienależnych dopłat unijnych. Grożą im kary do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

ABW zablokowała stronę z propagandą IS

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zablokowała zarejestrowaną na polskiej domenie stronę internetową, która zajmowała się szerzeniem propagandy tzw. Państwa Islamskiego. Taką informację podał rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Strona internetowa zamieszczona na polskiej domenie, która zajmowała się szerzeniem propagandy tzw. Państwa Islamskiego, została zablokowana w następstwie działań podjętych przez Centrum Antyterrorystyczne ABW – powiedział Żaryn. Według niego, w przyszłości należy spodziewać się prób odnowienia działalności propagandowej tzw. Państwa Islamskiego na „polskich lub zagranicznych serwerach”. Ma na to wskazywać dotychczasowa aktywność tej organizacji.

Mamy świadomość, że Polska jest częścią świata zagrożonego działalnością terrorystyczną, w tym także propagandową Państwa Islamskiego – podkreślił Żaryn. Zapewnił też, że ABW na bieżąco prowadzi działania mające na celu „rozpoznanie tego zagadnienia”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sprzedaż broni w sieci kwitnie. Pas szahida można kupić bez problemów

Pas samobójcy za 50 dolarów, pociski przeciwpancerne, a nawet czołgi – to wszystko reklamują w sieciach społecznościowych sprzedawcy z Syrii. Sporą część rynku stanowią pozostałości po amerykańskim programie uzbrajania syryjskich rebeliantów. Pozyskanie broni przez terrorystów być może nigdy nie było tak łatwe.

Pozyskanie broni w strefie wojny nigdy nie było zbyt trudne. Ale teraz, dzięki internetowi i szyfrowanemu komunikatorowi Telegram, jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek. Działanie syryjskiego czarnego rynku na kanałach popularnej wśród dżihadystów sieci opisali dziennikarze portalu „Foreign Policy”. Skala procederu jest ogromna. Grupy, za pomocą których sprzedawcy uzbrojenia reklamują swój towar, mają czasem po kilka tysięcy członków. Aby go zareklamować, nie potrzebują wyszukanego marketingu. Wystarczy zdjęcie, cena i nazwa produktu. Czasem dodawany jest nawet i numer telefonu. Skwapliwe utrzymywanie anonimowości nie jest konieczne, bo większość sprzedawców znajduje się prowincji Idlib, na terenach zdominowanych przez Hajat Tahrir asz-Szam, syryjskiego odłamu Al-Kaidy.

Co oferują internetowi sprzedawcy? Niemal każdy typ broni, który przewinął się przez Syrię w ciągu sześciu lat jej wojny. Spora część uzbrojenia pochodzi prawdopodobnie ze sponosorwanego przez amerykańskiego programu szkolenia zbrojenia oddziału syryjskich rebeliantów do walki z Państwem Islamskim oraz dostaw broni CIA do tych walczących z reżimem Baszara al-Asadem. Oba okazały się spektakularną klęską – i to nie tylko dlatego, że sformowany przez Pentagon oddział liczył zaledwie 150 osób i szybko się rozwiązał. W rezultacie, na internetowym czarnym rynku w Syrii można znaleźć takie rzeczy jak karabiny M16, M4A1, czy części pocisków przeciwpancernych TOW. Niektóre ze sztuk miały wytłoczony napis „własność rządu USA”.
Źródło info i foto: wp.pl

ISIS sprzedawało drukarki na eBay-u. Wyniki śledztwa FBI

Śledztwo FBI ujawniło globalną sieć powiązań ISIS. Terroryści mieli wykorzystywać znaną platformę zakupową eBay do przesyłania pieniędzy do Stanów Zjednoczonych. Środki te miały być przeznaczone na „działania operacyjne”.

Sprzedaż drukarek za pośrednictwem eBay miała służyć ukryciu przepływu gotówki między przedstawicielem ISIS a sympatykami i bojownikami Państwa Islamskiego w USA. Wykorzystując płatności PayPal, przesyłali pieniądze przez sieć od Wielkiej Brytanii po Bangladesz – podaje „Wall Street Journal”.

Domniemanym beneficjentem środków płynących z Syrii do USA miał być 30-latek, którego aresztowano niecały rok temu w Maryland. Młody mężczyzna był instruowany, by pieniądze wykorzystać do celów operacyjnych – wynika z raportu FBI. Nie przyznał się jednak do winy ani do przynależności do ISIS. Obecnie znajduje się w areszcie federalnym, a jego prawnik odmawia komentarza – podaje „WSJ”.

FBI alarmuje, że terroryści coraz częściej wykorzystują nowe technologie i internet do finansowania światowego terroryzmu. Po zamachach z 11 września USA i inne kraje skoncentrowały się na formalnych systemach bankowych, śledząc podejrzane międzynarodowe transakcje, za którymi mogłyby stać grupy terrorystyczne.

Jak zauważają eksperci think tanku The Washington Institute for Near East Policy, Państwo Islamskie wyjątkowo biegle posługuje się mediami społecznościowymi, by tam pozyskiwać donatorów. Jak pisaliśmy w money.pl, roczne przychody ISIS z tego źródła stanowią około 50 mln dolarów.
Źródło info i foto: Money.pl

Sekty działające w sieci skłoniły już 130 dzieci do samobójstwa

Moskwa ogłasza, że stworzyła „cyberwojska”. Rosyjskie specsłużby wyłapują w internecie każdą „buntowniczą myśl”, ale patologie w rosyjskiej sieci specjalnie ich nie obchodzą. W niedzielę w syberyjskim Ust-Ilimsku dwie uczennice dziewiątej klasy skoczyły razem z dachu wieżowca. Jak podała agencja RIA Nowosti, powołując się na rzecznika praw dziecka w obwodzie irkuckim, dziewczynki najpewniej zrobiły to pod wpływem jednej z tzw. grup śmierci – tajemniczych sekt, które poprzez internet i media społecznościowe cierpliwie, systematycznie nakłaniają dzieci do popełnienia samobójstw.

Ich ofiarami padło już ponad 130 młodych Rosjan.

Wieloryby i motyle

23 listopada 2015 r. Rina, 16-latka z Syberii, starannie złożywszy swoją kurtkę przy torach kolejowych, skoczyła pod nadjeżdżający pociąg. Nie była tam sama. Ktoś sfotografował zmasakrowane ciało dziewczyny natychmiast po śmierci, a potem błyskawicznie rozprowadził fotografie w sieci.

Od tej tragedii rozpoczęła się w Rosji fala wyraźnie przez kogoś sterowanych samobójstw dzieci. Niecały miesiąc po śmierci Riny w internecie pojawiła się mapa Rosji, na niej cztery miasta zaznaczone czerwonymi kropkami. 25 grudnia w każdym z tych miast jeden nastolatek skoczył z dachu. Każdy obok miejsca, skąd rzucił się w dół, zostawił starannie złożoną kurtkę. A na ścianie klatki schodowej, którą wchodził na górę, zostawił wizerunki wielorybów.

Zdjęcia zmasakrowanego ciała Riny, a potem mapa zapowiadająca tragedie znalazły się w sieci poprzez witryny zamkniętych grup młodzieżowych, które mają w swej nazwie słowo „kit” (wieloryb) lub „motyl”. Jak ocenia „Nowa Gazieta”, takich grup jest w Rosji ponad 1,5 tys.

Przyciągają one m.in. dziewczęta „zbyt grube” i chłopców „przegranych”, a więc zakompleksionych, nieakceptowanych przez rówieśników nastolatków. Są wabieni np. hasłami o tym, że najpiękniejsze na tym świecie jest to, co zaczyna się na literę „s” – jak seks czy samobójstwo. Tego rodzaju manifesty są ilustrowane fotografiami nadjeżdżających pociągów czy widokami z wysokich dachów. Oprawą muzyczną są piosenki o odejściu do gwiazd.

Symbolami „grup śmierci” są: wieloryb, bo te zwierzęta czasem popełniają rodzaj samobójstwa, wpływając na brzeg, oraz motyl, też zawsze bliski śmierci – żyje tylko kilka dni.

Przerażeni rodzice na własną rękę próbują rozszyfrować taktykę i motywy, którymi się kierują ludzie wciągający dzieci w świat „wielorybów” i „motyli”. Ale to nie jest proste.

Matce Eli, jednej z czwórki tych, którzy skoczyli 25 grudnia 2015 r., udało się zarejestrować u „wielorybów”. Podała się za „otyłą nastolatkę” i przeszła przez kilka etapów, w czasie której wbijano jej do głowy, że śmierć samobójcza jest spełnieniem. Ale kiedy próbowała trafić do najbardziej wtajemniczonego kręgu, gdzie uczestnikom wyznacza się już datę i sposób odejścia, okazało się, że jest ona szczelnie zamknięta dla tych, którzy wcześniej wzbudzili choćby najmniejsze podejrzenia.

27 miesięcy łagru za karykaturę

Informacje o sterowanych samobójstwach w maju opisała „Nowa Gazieta”. Opisała kilka spośród 130 samobójstw nastolatków należących do „grup śmierci”. Domagała się od MSW wszczęcia dochodzeń w sprawie tych, jak oceniła, „sekt”.

Policji w listopadzie ubiegłego roku udało się zatrzymać niejakiego Filippa Budejkina, który kilka miesięcy wcześniej otwarcie przyznawał się, że jego celem jest oczyszczenie przeludnionego świata z „biośmieci”. Zdaniem policjantów zatrzymany, który dziś siedzi w areszcie domowym, odpowiada za nakłonienie do 15 samobójstw dzieci. To na razie jedyny areszt w tej sprawie.

W innych cybersłużby są znacznie aktywniejsze. Od czasu śmierci Riny przed sądami w Rosji stanęło kilkuset ludzi (dokładnej statystyki za ubiegły rok jeszcze nie ma), bo organy ścigania uznały zawartość ich kont w internecie za antypaństwowe.

Przykłady? Na koncie Andrieja Bubiejewa z Tweru w portalu społecznościowym Wkontaktie znalazły ściągniętą z ukraińskiego internetu karykaturę na temat przynależności Krymu do Rosji. Sąd skazał za to internautę na 27 miesięcy łagru.

Uwadze służb nie uchodzą także lajki. Wytropiły, że opozycyjny polityk z Kazania, Witold Filippow, zalajkował kadr z filmu, na którym obnażony do pasa aktor miał wytatuowaną na piersi swastykę. Sąd uznał to za „propagandę ideologii faszystowskiej” i wymierzył grzywnę w wysokości 1 tys. rubli.

Po informatyce do „kompanii naukowej”

W środę minister obrony Siergiej Szojgu ogłosił oficjalnie, że Rosja dysponuje „wojskami technologii informacyjnych”. Świat przyjął to jako rewelację, choć o tworzeniu „cyberwojsk” już w 2012 r. mówił wicepremier Dmitrij Rogozin. A szef sztabu generalnego Walerij Gierasimow jesienią ubiegłego roku informował, że „wojska technologii informacyjnych” brały udział w manewrach „Kaukaz 2017”.

Służy w nich ok. tysiąca ludzi. To przede wszystkim wyróżniający się studenci informatyki wcielani do służby zasadniczej i kierowani do tzw. kompanii naukowych. Znajomi informatycy opowiadali mi też o swoich zdolnych kolegach, którzy najpierw ni stąd ni zowąd popadali w konflikt z prawem, a wkrótce potem nagle okazywało się, że służą w armii na kontraktach.

„Cyberwojska”, jak twierdzą dowódcy armii, stoją na straży „bezpieczeństwa informacyjnego” kraju, odpierają ataki hakerów. Ich działania nie ograniczają się jednak do operacji defensywnych. Zapewne biorą udział w informacyjnych atakach na te instytucje i siły polityczne na Zachodzie, które Kreml uważa za wrogie.

Moskwa koncentruje siły na wewnętrznym i zewnętrznym froncie wojny informacyjnej. Według ekspertów brytyjskich pod względem wysokości wydatków na „cyberwojska” Rosja znajduje się na piątym miejscu na świecie (po USA, Chinach, Wlk. Brytanii i Korei Północnej).

Na skuteczną walkę z „grupami śmierci”, jak przypomina niedzielna tragedia w Ust-Ilimsku, sił jej już jednak nie wystarcza.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Masowe aresztowania w Turcji

Turecka prokuratura wydała nakazy aresztowania ponad 400 osób, w tym wojskowych i funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, w 48 prowincjach kraju. Osoby te są podejrzane o związek z nieudanym ubiegłorocznym puczem – poinformowała publiczna telewizja Haberturk.

Poszukiwani przez turecką prokuraturę są podejrzani o używanie aplikacji na smartfony, zapewniającej szyfrowaną łączność. Według tureckich władz z aplikacji tej korzystała sieć Fethullaha Gulena, któremu Ankara zarzuca zainspirowanie próby zamachu stanu z 15 lipca 2016 roku – podaje Haberturk.

Gulen, założyciel wpływowego bractwa religijnego, od 1999 r. korzysta z prawa azylu w USA. Zaprzecza, by był w jakikolwiek sposób powiązany z próbą puczu. Po nieudanym zamachu stanu w lipcu 2016 roku, tureckie władze przystąpiły do czystek na niespotykaną dotąd skalę w urzędach, wymiarze sprawiedliwości, wojsku, policji, oświacie i mediach. Według oficjalnych danych aresztowano ponad 41 tysięcy osób, a ponad 100 tysięcy – w tym w wojsku i sądownictwie – zwolniono lub zawieszono w obowiązkach. Wśród podejrzanych, wobec których nakazy aresztowania wydano w ostatnich dniach, jest m.in. 123 marynarzy floty wojennej i 187 funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa – podaje Haberturk. Według tego źródła w Ankarze i Stambule zatrzymano już 12 osób.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Atak hakerów na bank Tesco. 20 tysięcy kradzieży z kont klientów

Brytyjski bank, prowadzony przez sieć supermarketów Tesco, padł ofiarą hakerów. Przyznano, że przestępcy uzyskali dane aż 40 tys. indywidualnych rachunków bieżących, z czego podczas weekendu z 20 tys. skradziono fundusze, średnio po kilkaset funtów. Dyrektor Tesco, Benny Higgins przeprosił klientów. Nie ujawnił jednak, czy doszło do hakerskiego wykradzenia danych bankowych, czy też był to przeciek informacji.

Tesco obiecuje poszkodowanym, że już we wtorek otrzymają pełen zwrot skradzionych pieniędzy, ale wielu skarży się, że zostało teraz z zablokowanymi kartami debetowymi. Inni mogą ucierpieć, kiedy bank odmówi zapłacenia przelewem rachunków telefonicznych i za energię.

Bank Tesco uprzedza też, że zawiesił do wyjaśnienia wszelkie płatności za zakupy w internecie.
Żródło info i foto: TVP.info