Nazwano go „rzeźnikiem z Buczy”. Nowe fakty

Choć do końca nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za masakrę ludności cywilnej w podkijowskiej Buczy, wiele śladów wskazuje na to, że może być to Azatbek Omurekow. Do sieci wciąż wyciekają nowe informacje na temat dowódcy, którego część mediów okrzyknęła już „rzeźnikiem z Buczy”. Z ostatnich doniesień wynika, że miał on zostać pobłogosławiony przed wydaniem rozkazu ludobójstwa. Kilka dni temu część zagranicznych mediów okrzyknęła podpułkownika Azatbeka Omurekowa – dowódcę 64. Oddzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych – „rzeźnikiem z Buczy” po tym, jak na jaw wyszły zdjęcia przedstawiające liczne ofiary cywilne, leżące na ulicach podkijowskiej miejscowości.

Choć nie jest jasne, który z dowódców wydał rozkaz ludobójstwa na cywilach w Buczy – niektóre media oraz hakerzy z grupy InformNapalm wskazują na majora rosyjskiej Floty Pacyfiku Aleksieja Bakumienkę – pewnym jest, że na terenie miasta działała 64. Brygada Strzelców Zmotoryzowanych.

Według ustaleń ukraińskich służb to właśnie żołnierze Azatbeka Omurekowa mieli dopuścić się zabicia co najmniej 300 Ukraińców. Teraz na jaw wychodzą nowe informacje o dowódcy 64. Oddzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych. Z danych, do których dotarli ukraińscy hakerzy, wynika, że Omurekow na kilka miesięcy przed działaniami na terenie Buczy miał zostać pobłogosławiony przez prawosławnego księdza. W czasie uroczystości w cerkwi miał wypowiedzieć słowa przepełnione hipokryzją.

„Historia pokazuje, że większość naszych bitew toczymy duszą. Broń nie jest najważniejsza” – miał powiedzieć Omurekow, cytowany przez hakerów InformNapalm.

Grupa podkreśla jednocześnie, że żołnierze podpułkownika Aztabeka Omurekowa to najpewniej niejedyna grupa, która dopuściła się zbrodni wojennych na ukraińskiej ludności w podkijowskich miejscowościach. Za osobę „decyzyjną” uważany jest także Aleksiej Bakumienko – zastępca szefa wydziału operacyjnego 520. Urodzony w 1990 roku major Rosyjskiej Floty Pacyfiku udzielał w trakcie wywiadów rosyjskim mediom propagandowym – w tym m.in. w Russia Today.
Źródło info i foto: interia.pl

Hakerzy zaatakowali Totolotek. Mogło dojść do wycieku danych

​Totolotek zaatakowany przez hakerów. Jak poinformowała firma zajmująca się zakładami bukmacherskimi, przestępcy mogli uzyskać dostęp do „archiwalnych danych” – chodzi o loginy, adresy mailowe, numery telefonów czy adresy zamieszkania klientów. Do ataku doszło 30 września 2021 roku. Jak podaje Totolotek, w jego wyniku „doszło do zaszyfrowania części archiwalnych danych, dotyczących okresu sprzed 22 lipca 2019 roku”. Systemy zostały odłączone od sieci.

Hakerzy mogli uzyskać dostęp „do danych osobowych części klientów” Totolotka. Firma przyznaje, że chodzi o loginy, adresy email, numery telefonów, imiona, nazwiska, numery dowodów osobistych, numery PESEL, adresy zamieszkania czy numery rachunku bankowego. Totolotek zapewnił, że poinformował o tym swoich klientów, a zdarzenie „nie ma wpływu na bieżącą działalność operacyjną”.

O sprawie poinformowano policję, Urząd Ochrony Danych Osobowych oraz CERT – zespół do reagowania na zdarzenia naruszające bezpieczeństwo w internecie. Totolotek zapewnia, że podjął „niezbędne działania”, by podobne zdarzenia nie miały miejsca w przyszłości.

Niebezpiecznik.pl podaje, że Totolotek został „trafiony ransomwarem”, czyli wirusem wymuszającym okup. Portal przekonuje, że sytuacja jest poważna, gdyż ze zdobytymi danymi łatwiej można np. wyłudzić pożyczki lub skraść tożsamość.
Źródło info i foto: RMF24.pl

38-letnia Polka maltretowana w Tunezji. Została uwolniona

Udało się uwolnić i sprowadzić do kraju 38-letnią Polkę, która była uwięziona w Tunezji. Kobieta poznała Tunezyjczyka przez internet i pojechała do niego w wakacyjną podróż, która zamieniła się w koszmar. Jak relacjonuje śląska policja, która pomogła kobiecie wyrwać się z rąk oprawcy, 38-latka była przetrzymywana przez mężczyznę, którego poznała w sieci. Tunezyjczyk bił ją i planował kontakt z rodziną kobiety w celu wymuszenia okupu.

38-latka w ubiegłym tygodniu skontaktowała się z policjantem z Zespołu do Walki z Handlem Ludźmi Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Miała do niego kontakt w związku ze sprawą, w której występowała jako świadek. Policja udostępniła fragment korespondencji funkcjonariusza z przetrzymywaną kobietą.

Po otrzymaniu sygnału od kobiety śląscy policjanci podjęli współpracę m.in. z ambasadą Polski. Informacja o porwaniu została przekazana do Interpolu i tunezyjskiej policji, która namierzyła porywacza i uwolniła 38-latkę. Napastnik został zatrzymany.

Jak informuje policja, w sprawę pomocy dla 38-latki zaangażowana została Fundacja La Strada, zajmująca się wsparciem ofiar handlu ludźmi. Kobieta została już sprowadzona do Polski.

„Apelujemy o ostrożność i mniej zaufania do osób, które kontaktują się z nami za pomocą mediów społecznościowych, usiłując nawiązać zażyłą relację. Jest to tym bardziej ryzykowne i niebezpieczne, jeżeli osoba, którą jesteśmy zainteresowani, namawia nas do opuszczenia kraju i przyjazdu do jej ojczyzny. Pamiętajmy, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć prawdziwych intencji drugiego człowieka. Często podróż w miejsce odległe i nieznane, w którym obowiązuje inne prawo, kultura i obyczaje, może całkowicie odbiegać od naszej wizji i nieść ze sobą wiele pułapek oraz niebezpieczeństw – od trudności życia codziennego (brak środków do życia, problemy osobiste) po sytuacje, w których stajemy się ofiarą przestępstwa” – ostrzega śląska policja w komunikacie. „Ich wachlarz jest bardzo duży. Mogą to być kradzieże, wymuszenia, przymusowa praca, zmuszanie do prostytucji, przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu oraz wiele innych” – wylicza.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Parlament Europejski zagłosował za nowymi przepisami o tropieniu pedofilii w internecie

Parlament Europejski opowiedział się za przyjęciem w Unii Europejskiej tymczasowych przepisów, które pozwalają internetowym firmom zajmującym się tropieniem pedofilów, na usuwanie materiałów pornograficznych z udziałem dzieci. W środę debatowano także na temat węgierskiej ustawy dot. ochrony osób do 18. roku życia przed pornografią oraz homoseksualizmem. Do grudnia 2020 firmy internetowe na własną rękę zajmowały się tropieniem pedofilii. W tym czasie, jeśli coś wykryły, to zgłaszały wykryte przypadki molestowania dzieci służbom, oraz dobrowolnie kasowały nielegalne treści pornograficzne.

Związane ręce

W grudniu ubiegłego roku „Łowcy pedofilii” nie mogli już przetwarzać internetowych danych bez zgody i wiedzy internautów, nawet jeśli miałoby to służyć ujawnieniu działalności przestępczej jak pedofilia. Wszystko przez obowiązujący przepis o prywatności komunikacji elektronicznej, który objął poczty i komunikatory internetowe zapisami unijnej dyrektywy o prywatności i łączności elektronicznej tzw. e-Privacy Directive.

– To związało firmom internetowym ręce. Niektóre przestały zgłaszać tego typu materiały, bojąc się zarzutów o naruszenie prywatności użytkowników. W ciągu kilku miesięcy raportowanie przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci spadło o 53 proc. To oznacza tylko, że ofiary zostały na łasce swoich oprawców – przekazała komisarz Unii Europejskiej ds. wewnętrznych Ylva Johansson.

Ochrona zwykłych użytkowników?

Teraz zmiana przepisów może wejść w życie. W kwietniu Parlament a Rada doszły do wstępnego porozumienia w sprawie rozporządzenia, który miałby zmienić przepis z grudnia 2020.

Po trzech miesiącach, we wtorek (6 lipca), PE przegłosował nowe regulacje, które umożliwią internetowym „Łowcom pedofilii” dotychczasową działalność. Na razie przepisy będą przejściowe, ale w niedalekiej przyszłości ma się to zmienić.

– Zgodziliśmy się na wyjątki od dyrektywy o prywatności. Serwisy nadal będą mogły skanować bez zgody właściciela prywatne wiadomości pod kątem przeciwdziałania nadużyciom seksualnym wobec dzieci. Dzięki temu będzie można wykrywać np. pornograficzne zdjęcia lub filmy i porównywać je z tzw. cyfrowym odciskiem palców sprawcy. Musimy jednak pamiętać o zabezpieczeniu prywatności zwykłych użytkowników – powiedziała niemiecka europosłanka Birgit Sippel z grupy socjaldemokratów.

Tymczasowo na trzy lata

Nowe przepisy będą obowiązywały przez maksymalnie trzy lata. Mogą być krócej, ale tylko w przypadku, kiedy zostaną uzgodnione nowe, stałe przepisy dotyczące seksualnego wykorzystywania dzieci w internecie. Komisja Europejska ma jeszcze w tym roku przestawić związany z tym projekt.

– To rozwiązanie przejściowe, które musieliśmy pilnie przyjąć. Ale już niedługo KE zaproponuje nowe zasady unijne, które nałożą na serwisy internetowe obowiązek wykrywania i zgłaszania przypadków molestowania dzieci. Rozwiązanie oparte na dobrowolności już nie wystarcza -powiedziała Ylva Johansson.

Wykorzystywanie w pandemii

W dobie pandemii koronawirusa Komisja Europejska zauważyła, że jest zdecydowanie więcej treści związanych z wykorzystywaniem dzieci. Z ich danych wynika, że w ubiegłym roku w sieci opublikowano pół miliona zdjęć i filmów przedstawiających gwałt na nieletnich.

Coraz częściej pedofile stosują „cyber-grooming” wobec nieletnich. Są to próby uwodzenia dzieci przez internet, w tym namawiania ich do udziału w pornografii dziecięcej.

Węgierska ustawa dot. pornografii i homoseksualizmu

W środę w Parlamencie Europejskim debatowano także na temat węgierskiej ustawy dot. ochrony osób do 18. roku życia przed pornografią oraz homoseksualizmem.

– Szereg przepisów tego aktu prawnego (…) jednoznacznie dyskryminuje ludzi w oparciu o ich orientację seksualną i narusza fundamentalne wartości Unii Europejskiej. Godność ludzka, równość i poszanowanie praw człowieka – tych wartości nie możemy poświęcić. Ochrona dzieci przed pedofilią i przestępcami to bez wątpienia wspólny cel, który realizują wszystkie instytucje UE i wszystkie państwa członkowskie. Wszakże uzasadniony interes publiczny nie może być pretekstem dla wprowadzania przepisów, które naruszają prawa podstawowe i dyskryminują grupy mniejszości w oparciu o ich orientację seksualna i tożsamość płciową – mówiła wiceszefowa Komisji Europejskiej Viera Jourova w PE.

– Przy wdrażaniu prawa unijnego państwa członkowskie muszą w pełni szanować Europejską Kartę Praw Podstawowych i spełniać zasady rynku wewnętrznego Unii Europejskiej. (…) Węgierski akt prawny narusza w związku z tym przepisy zakazujące dyskryminacji ze względu na płeć i orientację seksualną zapisane w art. 21 karty. (…) Ustawa potencjalnie powoduje również obawy związane z wykonaniem budżetu europejskiego na Węgrzech. (…) 30 czerwca Komisja otrzymała odpowiedź Węgier na nasze pismo dot. nowego aktu prawnego. Oceniamy tę odpowiedź. Nie zawahamy się przed podjęciem działań zgodnie z nasza rolą strażniczki traktatów – zapowiedziała wiceszefowa KE.

Praworządność w Polsce

W debacie, która dotyczyła też praworządności w Polsce, wzięli udział polscy europarlamentarzyści.

– Rządy w Polsce i na Węgrzech chcą zbudować brunatną koalicję, autorytaryzm, dyktatura, rasizm, prześladowanie osób LGBT, prześladowanie kobiet. Co zrobić? Najlepiej zastosować sankcje i zrobić kolejną debatę. A może znów wezwać, by Polskę i Węgry zagłodzić. Gdzie są granice absurdu? – pytał europoseł Joachim Brudziński (PiS).

– Jaki sens ma przypominanie wam, że kiedy w Hiszpanii, Francji, Niemczech palono na stosach i prześladowano Żydów, to w Polsce znaleźli schronienie i bezpieczeństwo. W języku jidysz Polin znaczy tutaj spocznij, tutaj spocznij bezpiecznie. Jaki sens ma przypominanie wam, że w Polsce homoseksualizm nigdy nie był karany, a Polki jako jedne z pierwszych kobiet w świecie miały prawa wyborcze. (…) Czy to się wam podoba, czy nie, Polska i Węgry są integralną częścią Europy – mówił Brudziński, zwracając się do europosłów.

Europoseł Andrzej Halicki (PO) powiedział, że „Europa ma dość tego, co wyprawiają Kaczyński i Orban”. – Ma dosyć polityki opartej na nienawiści, nietolerancji, na dyskryminacji. Europa ma dosyć niszczenia tego, co jest podstawą państwa demokratycznego. (…) Chcę użyć słów Donalda Tuska, który wrócił do polskiej polityki. Powiedział wprost: my się do tego nie przyzwyczaimy. Polacy się do tego nie przyzwyczają i nie może przyzwyczaić się Europa – powiedział.

Halicki zaapelował o wykorzystywanie procedury art.7 traktatu „wobec rządu PiS, a nie Polski”. – To rząd PiS, Prawo i Sprawiedliwość zawiera brunatną koalicję ze spadkobiercami najgorszych idei w Europie, które tyle złego uczyniły. Zapisujecie się do klubu przyjaciół Putina, wroga demokratycznej Polski i wspólnej Europy – powiedział.

„Upominamy się o mechanizm warunkowości”

Europosłanka Sylwia Spurek (Zieloni) mówiła, że procedura art. 7 wobec Polski i Węgier nie działa. – Dlatego upominamy się o mechanizm warunkowości. Apelujemy, prosimy, zacznijcie działać, zacznijcie bronić demokracji i praw człowieka. (…) Gdzie jest Ursula von der Leyen, gdy ludzie tracą kolejne prawa, gdy naruszana jest ich godność – powiedziała. – Na Węgrzech z każdym dniem jest coraz gorzej – dodała Spurek.

Zdaniem europosłanki Jadwigi Wiśniewskiej (PiS), PE po raz kolejny daje dowód łamania praworządności. – Bowiem zgodnie z art. 5 traktatu, UE działa wyłącznie w granicach przyznanych jej kompetencji przez państwa członkowskie. Zgodnie z art. 4 traktatu, UE szanuje tożsamość narodową państw członkowskich, a więc prawa do decydowania o edukacji, ochronie dzieci, prawodawstwie. Przyjęta przez parlament węgierski ustawa ma umocowanie nie tylko w prawie UE, ale także w prawie międzynarodowym. Niestety, lewicowo-liberalna większość w PE chce nawet ingerować w węgierską konstytucję, kwestionując oczywisty zapis, że kobieta jest matką, a mężczyzna ojcem – powiedziała.

Ustawa przyjęta 15 czerwca

Parlament węgierski przyjął 15 czerwca ustawę, w której zapisano, że szkolne zajęcia podejmujące kwestie seksualności nie mogą propagować zmiany płci ani homoseksualizmu. Takie zajęcia poza pedagogami szkolnymi będą mogły prowadzić tylko osoby i organizacje występujące w oficjalnym, aktualizowanym rejestrze. Ponadto państwo ma chronić prawo dziecka do zachowania tożsamości odpowiadającej płci w chwili urodzenia. W ustawie zakazano też udostępniania osobom poniżej 18. roku życia treści pornograficznych, a także popularyzujących zmianę płci zapisanej w chwili urodzenia, jak również homoseksualizm.

Ustawa zaostrza ponadto kary przewidziane w kodeksie karnym za niektóre przestępstwa związane z pornografią dziecięcą nawet do 20 lat pozbawienia wolności i przewidujące stworzenie ewidencji osób, które dopuściły się pedofilii.

Niektórzy politycy w UE uznali, że nowe regulacje są wymierzone w homoseksualistów. Do ustawy krytycznie odniosła się Komisja Europejska i jej szefowa Ursula von der Leyen. Władze Węgier argumentują, że ustawa gwarantuje prawa rodziców do seksualnego wychowania dzieci i nie dotyczy praw związanych z orientacją seksualną osób powyżej 18. roku życia, zatem nie zawiera żadnego elementu dyskryminującego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sąd zdecydował ws. patostreamerów, którzy znęcali się nad niepełnosprawnym chłopakiem

Youtuber, któremu zarzuca się znęcanie się nad niepełnosprawnym chłopakiem, pozostanie w areszcie jeszcze dłużej. Sąd Rejonowy w Szczecinie przedłużył areszt dla Łukasza W., znanego jako „Kamerzysta” o kolejny miesiąc. Sąd przyznał rację prokuratorowi, który twierdził, że przebywając na wolności youtuber może mataczyć.

Nagranie na którym pokazano jak grupa młodych ludzi w upokarzający sposób traktuje niepełnosprawnego chłopaka trafiło do sieci w kwietniu 2021 roku i wstrząsnęło całą Polską. Patostreamerzy kazali mu m.in. taplać się prawie nago w błotnej kałuży, rozbijać cegły głową czy jeść kocie odchody. Łukasz W., czyli youtuber o pseudonimie „Kamerzysta” został zatrzymany i trafił do aresztu na miesiąc. Sąd Okręgowy w Szczecinie zmienił postanowienie Sądu Rejonowego i przedłużył mężczyźnie areszt o kolejny miesiąc. Łukasz W. miał pozostać za kratkami do 15 czerwca.

Prokurator złożył jednak wniosek o przedłużenie aresztu dla patostreamera, w obawie, że ten może mataczyć. Sąd przychylił się do wniosku, uznając, że mężczyzna musi pozostać w izolacji, by nie utrudniać śledztwa. Łukasz W. pozostanie więc w areszcie przez kolejny miesiąc. Orzeczenie nie jest prawomocne, co oznacza, że podejrzany może złożyć od niego zażalenie do Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Patostreaming to niepokojące zjawisko, które pojawiło się zaledwie kilka lat temu i niestety wciąż narasta na sile. Dla sławy i pieniędzy youtuberzy często posuwają się często do obrzydliwych rzeczy, publicznie poniżając i upokarzając osoby słabsze. Główną widownią filmów publikowanych przez patostreamerów są niestety bardzo młodzi ludzie, którzy często biorą przykład ze swoich „idoli” i próbują ich naśladować w prawdziwym życiu, co może mieć fatalne skutki.
Źródło info i foto: se.pl

Zatrzymano mężczyzn, którzy udostępniali w sieci brutalną pornografię

W Poznaniu doszło do zatrzymania dwóch mężczyzn, którzy zajmowali się produkcją i publikacją na publicznym portalu brutalnej pornografii. Mężczyznom grozi do 12 lat więzienia. W przypadku jednego z podejrzanych zadecydowano także o zastosowaniu tymczasowego aresztu.

Policja Wielkopolska poinformowała o zatrzymaniu dwóch mężczyzn, którzy publikowali w Internecie „skrajnie brutalną pornografię”. Podejrzanym grozi do 12 lat więzienia.

O zagranicznym serwerze, na którym znajdowały się brutalne nagrania, poznańscy funkcjonariusze z Wydziału ds. z cyberprzestępczością dowiedzieli się rok temu. Na publicznym portalu publikowano filmy zawierające „skrajną seksualną przemoc” – kobiety w nich występujące miały być poddawane wymyślnym torturom oraz brutalnym aktom seksualnym.

Najpierw ustalono, że kobiety występujące w nagraniach to Polki. Później okazało się, że same filmy również nagrywane były na terytorium kraju i że są one produkowane i publikowane przez dwóch mężczyzn – z Poznania i z Czeladzi.

Zebrane materiały dowodowe dały podstawę do przedstawienia Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu zarzutów z art. 202, par. 3 kodeksu karnego – „kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, przechowuje lub posiada albo rozpowszechnia lub prezentuje treści pornograficzne z udziałem małoletniego albo treści pornograficzne związane z prezentowaniem przemocy lub posługiwaniem się zwierzęciem, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12”.

Na wniosek prokuratury i policji jeden z podejrzanych został tymczasowo aresztowany. Drugi natomiast został oddany pod dozór policji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ciemna strona pandemii. Pornografia dziecięca miała wielu amatorów

Analiza zgłoszeń do Dyżurnet.pl w 2020 r. pokazuje, że choć w sieci coraz trudniej ukryć nielegalne treści, to chętni na nie wciąż istnieją

Materiały pokazujące seksualne wykorzystanie dzieci stanowiły najwięcej przeanalizowanych i potwierdzonych przypadków ze wszystkich zgłoszeń – wynika z najnowszego raportu ekspertów Dyżurnet.pl. Działają oni w ramach NASK i odpowiadają za przyjmowanie sygnałów dotyczących nielegalnych treści w internecie. – W 2020 r. było ich więcej niż w poprzednich latach – precyzuje szefowa ośrodka Martyna Różycka. Przyznaje, że nie ma jasnej diagnozy co do przyczyn: czy takich treści po prostu przybyło, czy może w pandemicznym roku zwiększyła się nasza wrażliwość na przestępstwa, których ofiarami są dzieci.

Krajowe prawo zabrania produkowania, rozpowszechniania, prezentowania, przechowywania, uzyskiwania dostępu oraz posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletnich.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Policjant uciekał przed tłumem koronasceptyków

Do sieci trafiło nagranie wideo z ostatniego „Marszu o Wolność” w Warszawie, zorganizowanego przez środowiska koronasceptyków i antyszczepionkowców. Widzimy na nim, jak rozwścieczona grupa osób goni jednego z policjantów. Wcześniej między policjantami, a tłumem doszło do ostrych przepychanek. Ostatecznie protest został uznany za nielegalny.

„Marsz o Wolność”, zorganizowany w ostatnią sobotę w stolicy przez środowiska koronasceptyków, antyszczepionkowców i wspierających ich polityków skrajnej prawicy, został rozwiązany przez policję ok. godz. 12.00. Komenda Stołeczna Policji na swoim profilu na Twitterze poinformowała, że w związku z otrzymaniem informacji od przedstawicieli stacji sanitarno-epidemiologicznej, że zachowania osób biorących udział w zgromadzeniu na Pl. Defilad prowadzą do zagrożenia dla zdrowia i życia ludzkiego, wystąpiła do przedstawiciela organu gminy o rozwiązanie zgromadzenia.

Większość z protestujących nie zasłaniała twarzy i ust. Według policji było to łącznie kilkaset osób. Niektórzy z uczestników manifestacji mieli ze sobą transparenty z napisami: „Fałszywa pandemia”, „Stop segregacji sanitarnej”, czy „Szczepionka Astra Zeneca – niebezpieczna”. Widać było też biało-czerwone flagi z przekreślonym napisem Covid-19 opatrzone napisem game over. Manifestacja z pl. Defilad miała przejść na Pole Mokotowskie, gdzie o godz. 13 zaplanowano tzw. piknik wolności.

Podczas protestu doszło do ostrych przepychanek uczestników marszu z policją. W sieci opublikowano liczne nagrania przedstawiające starcia koronasceptyków z mundurowymi. Na jednym z materiałów widzimy jednak niecodzienną scenę. W pewnym momencie wyraźnie przerażony funkcjonariusz ucieka przed rozwścieczoną grupą osób. W tyle słychać krzyki: „Co robisz pajacu j****y”, w*********j”. „To jest kompromitacja policji” – mówi w rozmowie z Onetem anonimowy policjant.

„W tego typu sytuacjach używa się pododdziałów zwartych, które w ramach procesu szkolenia są uczone szyków, komend, a wszystkie działania podejmuje się na rozkaz dowódcy. Ich zadaniem jest przejęcie dominacji nad tłumem. A tutaj widzimy jakiegoś samotnego gościa biegnącego z pałką szturmową, który lata między ludźmi i finał jest taki, że to ludzie go osaczyli i cud, że nie doszło tam do linczu” – przekonuje.

Anonimowy policjant tłumaczy, że tłum mógł zabrać policjantowi środki przymusu bezpośredniego, np. broń, a następnie jej użyć. „Zwłaszcza że taki tłum jest anonimowy i działa na bazie wysokich emocji. Dla mnie ta sytuacja to jest jakaś abstrakcja i nigdy nie powinna mieć miejsca. No ale widocznie taki mamy teraz poziom przygotowania policji do tego typu działań” – dodaje.

Sobotnie wydarzenia skomentował m.in. minister zdrowia Adam Niedzielski. „Oczywiście jest to skandaliczna sytuacja. Dzisiaj na Rządowym Zespole Zarządzania Kryzysowego rozmawialiśmy właśnie o stosowaniu polityki zero tolerancji dla takich sytuacji” – powiedział.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Meksyk: Blogerka dla sławy sfingowała własne porwanie. Kobieta nie żyje

By zdobyć większą popularność i przyciągnąć internautów na TikToka meksykańska blogerka Areline Martinez sfingowała własne porwanie. Nie wszystko poszło najwidoczniej tak, jak zaplanowała. Ciało 20-latki z raną postrzałową głowy policja znalazła na północy kraju. Z dotychczasowych ustaleń śledztwa policji wynika, że doszło do tragicznej pomyłki. Nagranie ostatnich chwil życia blogerki wyciekło do sieci.

Nagranie przedstawia prawdopodobnie Martinez na krótko przed śmiercią. Widać na nim, jak z grupą znajomych przygotowuje się do zarejestrowania filmu z porwania. Jeden z „napastników” mierzy do „porwanej” i jej kompana z broni, celuje m.in. w głowę.

Wideo nie zdradza, co wydarzyło się później. Wiadomo jednak, że policja w piątek w nocy odnalazła ciało 20-latki w mieście Chihuahua na północy Meksyku. Towarzysze ulotnili się z miejsca tragedii.

Z relacji świadka, który zadzwonił później na policję, wynika, że do zabójstwa doszło przez przypadek w trakcie nagrań. Śledczy wskazują na nieostrożne obchodzenie się z bronią, co mogło być przyczyną tragedii. Media podają, że nie było to pierwsze sfingowane przez Martinez porwanie, którym chciała zyskać rozgłos w mediach.
Źródło info i foto: TVP.info

CBA zatrzymało dwie osoby. Korupcja i ustawianie przetargów

Delegatura CBA w Warszawie wspólnie z Prokuraturą Okręgową w Warszawie zatrzymała dwie osoby podejrzane o ustawianie przetargów. Zatrzymani to zastępca kierownika sieci kanałowej ds. eksploatacji w MPWIK w Krakowie oraz były kierownik Działu TSU w PWiK Przemyśl – poinformował Wydział Komunikacji Społecznej CBA. Zatrzymani są podejrzani o ustawienie przetargów na korzyść spółki. Miała ona dostarczyć do MPWiK w Krakowie i Przmyślu zestaw do inspekcji rur i kanałów, a także samochód specjalistyczny do czyszczenia kanałów. Miało do tego dojść w 2018 r.

Podejrzani usłyszeli zarzuty. Prokurator zastosował wobec nich wolnościowe środki zapobiegawcze. To kolejne zatrzymania w sprawie ujawnionych przestępstw korupcyjnych. W lipcu 2019 r. zarzuty przedstawiono m.in. dyrektorowi jednej z warszawskich spółek miejskich.
Źródło info i foto: TVP.info