W strzelaninie w Indianapolis zginęło 8 osób

Amerykańska policja przekazała wiadomość o strzelaninie w placówce firmy kurierskiej FedEx w Indianapolis. Policja poinformowała, że zginęło osiem osób. Sprawca popełnił samobójstwo. Jak informuje Polsat News, amerykańska policja przekazała wiadomość o strzelaninie w placówce firmy kurierskiej FedEx. Miejsce to leży blisko międzynarodowego lotniska.

Jeden ze świadków opisywał w lokalnej telewizji, że napastnik strzelał z broni automatycznej. Do zdarzenia doszło w czwartek około godz. 23 czasu lokalnego (piątek, godz. 5 rano w Polsce).

Jak pisze portal Insider, funkcjonariuszka Departamentu Policji Metropolitalnej Indianapolis Genae Cook przekazała podczas konferencji prasowej, że podejrzany odebrał sobie życie. Poinformowała też, że wiele ofiar z ranami postrzałowymi zostało przeniesionych do szpitali. Według informacji przekazanej przez policję, w strzelaninie zginęło osiem osób. Od 1:20 czasu lokalnego nie ma zagrożenia dla społeczności.

– Bezpieczeństwo jest naszym najwyższym priorytetem, kierujemy nasze myśli do wszystkich, u których zostało ono naruszone. Pracujemy, aby zebrać więcej informacji i współpracujemy z organami śledczymi – napisał Jim Masilak, rzecznik prasowy firmy FedEx.
Źródło info i foto: interia.pl

CBA przeszukało biura należące do PZPN

Centralne Biuro Antykorupcyjne po raz kolejny przeszukiwało biura należące do Polskiego Związku Piłki Nożnej. Jest to związane z tzw. aferą melioracyjną i niejako kontynuacją działań rozpoczętych we wrześniu ubiegłego roku. „Analiza zgromadzonej dokumentacji pozwoliła na zidentyfikowanie nowych wątków związanych z potencjalnym przywłaszczaniem części środków z umów sponsorskich” – napisano w komunikacie CBA.

„W związku ze śledztwem prowadzonym pod nadzorem XI Wydziału Zamiejscowego ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją Prokuratury Krajowej w Szczecinie, funkcjonariusze CBA przeszukali 9 miejsc na terenie województw Małopolskiego, Śląskiego, Podkarpackiego oraz Mazowieckiego. W czynnościach brało udział około 50 funkcjonariuszy CBA ze Szczecina, Krakowa, Rzeszowa, Katowic i Warszawy. Realizacja objęła zarówno miejsca zamieszkania osób fizycznych, jak i podmiotów gospodarczych. Czynności były wykonywane między innymi w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej, podmiotu zajmującego się doradztwem gospodarczym a także jednego z krakowskich deweloperów” – możemy przeczytać w komunikacie CBA, opublikowanym na oficjalnej stronie biura.

Przypomnijmy, że we wrześniu 2020 r. CBA wkroczyło do siedziby piłkarskiej centrali i związków terenowych na polecenie prokuratora Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie.

Przeprowadzono wtedy kilkanaście przeszukań w postępowaniu dotyczącym tzw. afery melioracyjnej. W jednym z wyłączonych już wątków tego postępowania już 3 lipca 2019 r. prokurator skierował akt oskarżenia przeciwko Stanisławowi G. Oskarżono 32 osoby o popełnienie 94 przestępstw.

Wszystko to ma związek z tzw. aferą melioracyjną, w której teraz pojawiły się nowe wątki, stąd ponowna wizyta CBA w siedzibie PZPN.

„Czynności są wynikiem przeszukań przeprowadzonych przez funkcjonariuszy CBA we wrześniu ubiegłego roku. Wówczas zabezpieczono obszerną dokumentację między innymi w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej w związku ze śledztwem dotyczącym tzw. afery melioracyjnej. Analiza zgromadzonej dokumentacji pozwoliła na zidentyfikowanie nowych wątków związanych z potencjalnym przywłaszczaniem części środków z umów sponsorskich” – czytamy dalej w komunikacie CBA.
Źródło info i foto: onet.pl

Kulisy działania Państwowej Komisji do spraw Pedofilii

Siedziba w 30-piętrowym biurowcu w centrum Warszawy, podwyższone przez prezydenta zarobki, status na równi z wiceministrami – w takich warunkach, według ustaleń „Gazety Wyborczej”, mają pracować członkowie Państwowej Komisji do spraw Pedofilii. Informatorzy dziennika twierdzą, że „instytucja jest sparaliżowana”, a osobą, która „faktycznie rządzi” w komisji jest zastępczyni przewodniczącego Barbara Chrobak, która ma wprowadzać tam „atmosferę terroru”.

Komisja do spraw pedofilii utworzona została na mocy ustawy, która weszła w życie we wrześniu 2019 roku. Jej powstanie zapowiadał wcześniej premier Mateusz Morawiecki po emisji filmu braci Tomasza i Marka Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Członkowie komisji złożyli ślubowanie w lipcu 2020 roku. W skład komisji wchodzi siedmiu członków reprezentujących: Sejm, Senat, prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka. W grudniu przewodniczący Błażej Kmieciak informował, że do tamtego czasu komisja skierowała do prokuratury 20 spraw dotyczących przestępstw pedofilii.

W ostatnim czasie komisja prowadziła postępowanie w sprawie księdza Andrzeja Dymera. Jednak 17 lutego je zakończyła w związku ze śmiercią kapłana. Był on oskarżany o wykorzystywanie seksualne nieletnich. Szczecińscy biskupi mieli wiedzieć o jego czynach już w połowie lat 90. ubiegłego wieku.

Podwyższenie zarobków członkom komisji

Wtorkowa „Gazeta Wyborcza” pisze o warunkach pracy, a także o zarobkach członków tej komisji. Donosi, że 3 grudnia 2020 roku Błażej Kmieciak zwrócił się do prezydenta, by ten „uwzględnił członków komisji w zmianach ustawy dotyczącej wynagrodzeń osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe”. Miał to tłumaczyć tym, że, „członkom komisji został przypisany status osób na równi z sekretarzami stanu”, czyli wiceministrami.

„30 grudnia Duda wydał rozporządzenie włączające komisję do grupy płac przysługujących sekretarzom stanu. Teraz każdy z nich zarabia 12 650 zł. Plus dodatki funkcyjne. Jak wysokie? Tego nie wiadomo. Do tego dochodzą mieszkania służbowe (dla osób spoza Warszawy) oraz służbowe samochody – jeden z nich każdego dnia dowozi przewodniczącego do domu, 110 km od Warszawy. Drugi jest do wyłącznej dyspozycji „minister Chrobak”, która – jak podają nasze źródła – specjalnie w tym celu zmieniła wewnętrzny regulamin” – informuje dalej dziennik. Wspomniana Barbara Chrobak to zastępczyni Kmieciaka na stanowisku przewodniczącego komisji. „Wyborcza” zauważa, że Chrobak w minionej kadencji Sejmu była posłanką Kukiz’15, a w 2020 roku przystąpiła do Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.

„Koszt wynajmu luksusowej siedziby może więc sięgać 1,5 mln zł rocznie”

Gazeta opisuje również szczegółowo warunki, w jakich pracuje komisja. „Siedziba komisji zajmuje 12. piętro w Spektrum Tower przy ul. Twardej 18. To 30-piętrowy biurowiec w centrum stolicy z panoramicznymi windami i pięciokondygnacyjnym garażem podziemnym. Miesięczny czynsz wynosi tu ok. 25 euro za metr kwadratowy” – czytamy.

„Powierzchnia piętra to ok. 850 m kw., więc czynsz może dochodzić do 80 tys. zł miesięcznie. Za garaż płaci się 185 euro od stanowiska. Koszt wynajmu luksusowej siedziby może więc sięgać 1,5 mln zł rocznie” – wylicza dalej dziennik.

W komentarzu pisze o „Bizancjum w komisji do spraw pedofilii”.

Posłowie niewpuszczeni na kontrolę

W piątek posłowie Koalicji Obywatelskiej Kamila Gasiuk-Pihowicz, Katarzyna Piekarska i Dariusz Joński nie zostali wpuszczeni do siedziby komisji do spraw pedofilii, gdzie mieli zamiar przeprowadzić kontrolę poselską. Nie została udostępniona im dokumentacja.

„Ta komisja ma budżet rzędu 12 milionów złotych rocznie. Chcieliśmy wiedzieć, co robi za te pieniądze. Usłyszeliśmy, że komisja jest niezależna i nie możemy wejść. Tłumaczyliśmy, że jest niezależna w działaniach i decyzjach, ale jako urząd powołany przez Sejm musi podlegać kontroli” – mówił cytowany przez „Wyborczą” poseł Joński.

„Jeśli chcą zobaczyć dokumenty, to ja się nie zgadzam”

Do sprawy przewodniczący Błażej Kmieciak odniósł się w piątek w programie „Sprawdzam” w TVN24. Jak podkreślił, komisja nie jest „instytucją rządową”. – Nie jesteśmy ministerstwem do spraw pedofilii, nie jesteśmy też organizacją samorządową ani spółką Skarbu Państwa. Jesteśmy niezależnym od innych organów organem państwowym, który w sprawach postępowań wyjaśniających jest de facto quasi-sądem – mówił.

Kmieciak zapewnił jednocześnie, że „jeżeli jakikolwiek poseł i senator, bez względu na barwy polityczne, chce porozmawiać na temat wsparcia ofiar albo tego, jak pomagamy osobom skrzywdzonym, to nie ma najmniejszego problemu”.

Przewodniczący komisji odniósł się też do zapowiedzi posłów, że we wtorek ponownie będą próbowali przeprowadzić kontrolę poselską.

– Jeśli chcą zobaczyć dokumenty, to ja się na to nie zgadzam. Nie dlatego, że jestem taki zły, niedobry, (…) chcę chronić ludzi, którzy nam zaufali. Te ponad 100 spraw, które prowadzimy, dotyczy najbardziej intymnych kwestii i show polityczny, który chce zrobić taki czy inny polityk, nie robi na mnie wrażenia, bo nie jesteśmy powołani dla polityków, tylko dla tych, którzy cierpią – mówił dalej Kmieciak.

Instytucja „sparaliżowana”
W dalszej części artykułu „Wyborcza” informuje, że „kilka dni temu” do jej redakcji zgłosiły się osoby, które pracują w komisji.

„Ich zdaniem ‚instytucja jest sparaliżowana’, a osobą, która w komisji ‚naprawdę rządzi’, jest Barbara Chrobak. Nazywana ‚panią minister’ była posłanka Kukiz’15 jest jedną z bardziej znaczących postaci w układzie, który stworzył w prokuraturze duet Ziobro & Święczkowski” – pisze gazeta, powołując się na swoich rozmówców z komisji.

„Atmosfera terroru”

Następnie dziennik przytacza jej zawodowy życiorys.

„Karierę zaczynała jako urzędniczka w strukturach katowickiej prokuratury apelacyjnej, gdzie poznała Święczkowskiego. Jest wiceszefową Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury Rzeczypospolitej Polskiej, organizacji zrzeszającej prokuratorów oddanych obecnej władzy. Należący do tego związku prowadzą najważniejsze dla władzy śledztwa. Mogą liczyć na awanse i nagrody. Według naszych rozmówców z komisji Barbara Chrobak wprowadziła na Twardej ‚atmosferę terroru” – relacjonuje dalej „Wyborcza”.

Gazeta, prezentując te informacje, powołuje się na anonimową notatkę złożoną w redakcji przez informatorów.

Twierdzą, że „w tej chwili nie ma 80 proc. Biura Administracyjno-Finansowego (są na zwolnieniach lub złożyli wypowiedzenia)”.

„Pracownicy urzędu są mobbingowani, nie mogą rozmawiać między sobą, muszą ubierać się, jak Komisja sobie życzy, nie można razem jeść, śmiać się. Zakaz komunikowania się podczas posiłków nawet w pomieszczeniach do tego przeznaczonych” – przytacza dalej treść notatki.

„Osobiście ingeruje w zakupy sprzętu”

W innym miejscu informatorzy opisują, że „Pani Chrobak odesłała do domu pracownicę sekretariatu, żądając, by ta przebrała się w inne ubranie”. Pracownicy zrobiono zdjęcia pokazujące, jak jest ubrana.

„Wyborcza” pisze, że „zdaniem rozmówców z komisji ‚pani minister’ osobiście ingeruje w zakupy sprzętu, domagając się lepszych mebli oraz telefonów Apple’a zamiast samsungów dostarczonych przez administrację rządową”. „Ma też nadużywać samochodu komisji” – czytamy.

„Pani Barbara Chrobak użytkuje samochód służbowy do celów prywatnych. Przebieg 2 tys. km tygodniowo. Pani Chrobak kazała wozić się do domu pod Wrocławiem i z powrotem, mimo że ma w Warszawie mieszkanie służbowe zapewnione przez KPRM. W celu dowolnego korzystania z samochodu służbowego zmieniła par. 8 pkt. 3 regulaminu Komisji” – piszą informatorzy, dodając kopię zmienionego regulaminu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zatrzymani po protestach przed siedzibą TK

Co najmniej kilka osób zostało zatrzymanych podczas czwartkowego protestu przed Trybunałem Konstytucyjnym. W Warszawie policja otoczyła manifestujących kordonem, ogłaszając, że wypuści jedynie tych, którzy zostaną wylegitymowani. Protesty odbyły się też w wielu innych miastach, a na piątek są zapowiedziane kolejne. W Warszawie w czwartek wieczorem odbywała się manifestacja zorganizowana m.in. przez Ogólnopolski Strajk Kobiet. Jej uczestnicy zebrali się na placu Na Rozdrożu i przeszli pod Trybunał Konstytucyjny w alei Szucha. Jak podawała telewizja TVN24, w manifestacji brało udział w szczytowym momencie od tysiąca do dwóch tysięcy osób.

W trakcie manifestacji dwóch mężczyzn przedarło się przez ogrodzenie Trybunału, odpaliło racę przed siedzibą TK i przybiło do drzwi budynku plakat Strajku Kobiet. Zostali zatrzymani przez policję. Funkcjonariusze poinformowali na Twitterze, że łącznie zatrzymano trzy osoby, które wkroczyły na teren TK. Strajk Kobiet podał, że wśród nich była działaczka OSK, Klementyna Suchanow.

Łącznie w czwartek miało zostać zatrzymanych co najmniej pięć osób. – Jedna osoba jest na Żytniej, trzy są w Grodzisku Mazowieckim. Tropimy tajemnicę zatrzymanej piątej osoby, do której policja nie chce się przyznać – informowała po godz. 21 Marta Lempart. Po godz. 22. zatrzymana została także uczestniczka, która miała, według relacji funkcjonariusza, uderzyć policjanta w twarz. Kobieta zaprzeczała i twierdziła, że to policjant używał wobec niej wulgarnych określeń. Inne osoby próbowały jej bronić.

Funkcjonariusze ogłaszali przez megafon, że opuszczenie manifestacji będzie możliwe, ale pod jednym warunkiem. – Wszystkie osoby przed opuszczeniem tego miejsca muszą zostać wylegitymowane. Proszę o podchodzenie do policjantów stojących w kordonie – mówili.

– Policja nie ma prawa legitymować ludzi za stanie na ulicy – reagowała Marta Lempart, namawiając manifestujących do tego, by nie pokazywali funkcjonariuszom swoich dowodów osobistych. Policja wygłaszała komunikaty dotyczące obowiązku wylegitymowania się przez uczestników. Protestujący puszczali własne – skierowane do policjantów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Nowe ustalenia po szturmie na Kapitol

Celem tłumu, który 6 stycznia przypuścił szturm na siedzibę amerykańskiego Kongresu, było schwytanie i zamordowanie polityków, w tym wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a: o takich ustaleniach federalnych prokuratorów donosi, cytując dokumenty sądowe, agencja informacyjna Associated Press. Śledczy piszą o „silnych dowodach”.

Przypomnijmy, bulwersujące wydarzenia rozegrały się w Waszyngtonie 6 stycznia po wiecu, w czasie którego Donald Trump – od tygodni powtarzający hasło o „ukradzionych wyborach” – powiedział swym sympatykom m.in.: „Jeśli nie będziecie walczyć jak diabli, nie będziecie już mieć kraju”.

Po tym przemówieniu Trumpa tłum jego zagorzałych zwolenników ruszył na Kapitol i wtargnął do gmachu Kongresu, który zajmował się akurat ostatecznym zatwierdzeniem zwycięstwa Joe Bidena w listopadowych wyborach prezydenckich. Kongresmenów, a także obecnego na miejscu wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a, ewakuowano.

Protestujący głośno domagali się, by Donald Trump pozostał prezydentem Stanów Zjednoczonych, skandowali m.in. hasło: „Zatrzymać oszustwo!”. Część z nich była uzbrojona: służby przejęły kilka sztuk broni, znaleziono również dwie bomby rurowe.

Aresztowano tego dnia ponad 80 ludzi. W trakcie zamieszek zginęło czworo demonstrantów, a dzień później w szpitalu zmarł policjant, który odniósł w starciach poważne obrażenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Policjant piątą ofiarą zamieszek na Kapitolu

Trump supporters try to break through a police barrier, Wednesday, Jan. 6, 2021, at the Capitol in Washington. As Congress prepares to affirm President-elect Joe Biden’s victory, thousands of people have gathered to show their support for President Donald Trump and his claims of election fraud.(AP Photo/John Minchillo), APTOPIX

Nie żyje jeden z policjantów, którzy bronili dostępu demonstrantów na Kapitol – podała w czwartek telewizja CNN, powołując się na trzy źródła. To piąta ofiara zamieszek w siedzibie amerykańskiego Kongresu. Donald Trump zobowiązał się do płynnego przekazania władzy do 20 stycznia, a jego zastępca nie widzi potrzeby, by wcześniej – na podstawie 25 poprawki do konstytucji USA – usunąć go z urzędu. Zamieszki w Kongresie USA, do których podżegał prezydent Donald Trump, doprowadziły do śmierci pięciu osób. Ostatnia z nich zmarła minionej nocy – jak podała CNN, jest nią jeden z policjantów chroniących budynek Kapitolu przed demonstrantami.

Wcześniej potwierdzono śmierć czterech osób, w tym Ashli Babbit z San Diego, byłej pilotki sił powietrznych Stanów Zjednoczonych. Rannych zostało łącznie ok. 50 funkcjonariuszy policji.

Piąta ofiara zamieszek na Kapitolu. CNN: To policjant

Serwis telewizji CNN napisał, że zmarły tragicznie oficer zmarł w czwartek w szpitalu w wyniku obrażeń odniesionych w starciach podczas szturmu tłumu. Więcej szczegółów nie podano. Tragizm wydarzeń z Kapitolu postawił pod znakiem zapytania ostatnie dni prezydentury Donalda Trumpa. Choć główny zainteresowany potępił przemoc i zobowiązał się do płynnego przekazania władzy, pojawiają się głosy, że powinien zostać już teraz usunięty z urzędu. Natychmiastowego impeachmentu domaga się kilkudziesięciu senatorów z ramienia demokratów, również szefowa Izby Reprezentantów Nancy Pelosi.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Warszawa: Strzał w okno siedziby SLD. Zatrzymano sprawcę

– Okno w siedzibie SLD zostało ostrzelane z broni pneumatycznej – informuje rzeczniczka prasowa partii Anna Maria Żukowska. Na oknie wisiał plakat Roberta Biedronia, kandydata Lewicy na prezydenta. – Nienawiść w naszym kraju przekracza wszelkie granice – komentuje Biedroń.

Ślad po kuli w oknie siedziby Sojuszu Lewicy Demokratycznej w centrum Warszawy zauważył w poniedziałek późnym wieczorem asystent Anny Marii Żukowskiej, rzeczniczki SLD. W oknie wisiał plakat Roberta Biedronia, kandydata Lewicy na prezydenta.

„Strzelano do plakatu Biedronia”

– Mój asystent zdejmował plakat, wtedy zobaczył, że w oknie, tuż pod plakatem jest dziura, najprawdopodobniej po kuli – mówi Żukowska. Okno w siedzibie SLD przy ul. Złotej 9/4, gdzie znalazł się ślad po kuli, jest jednocześnie biurem poselskim Żukowskiej. Posłanka Lewicy zawiadomiła policję. Technicy znaleźli kulę.

– Usłyszałam dokładnie, że jest to pocisk z broni pneumatycznej kaliber 4,5 mm – relacjonuje. – Policja poinformowała mnie również, że ktoś celował najprawdopodobniej do plakatów Roberta Biedronia, bo wskazuje na to trajektoria lotu.

Rzecznik śródmiejskiej policji Robert Szumiata potwierdza, że do uszkodzenia szyby doszło „najprawdopodobniej na skutek strzału z broni pneumatycznej”. Policja wyjaśnia okoliczności zdarzenia.

Do sprawy odniósł się sam Robert Biedroń. „Nienawiść w naszym kraju przekracza wszelkie granice. Politycy, którzy ją wzniecają dla swoich wyborczych zysków, powinni z całej siły stuknąć się w łeb” – napisał na twitterze.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl

Niepokojąca przesyłka w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej

„Do centrali partii na Nowogrodzkiej wpłynęła przesyłka. Jej zawartość wzbudziła niepokój w pracownikach” – poinformował na antenie Polsat News Radosław Fogiel, wicerzecznik Prawa i Sprawiedliwości. Jak przekazał polityk, wdrożono „stosowną procedurę”, a o sprawie została powiadomiona policja. Podejrzana paczka została zatrzymana na etapie biura podawczego.

Według informacji zastępcy rzecznika PiS, przesyłka została „sprawdzona chemicznie”, a wstępne wyniki wskazują, że „nie ma się czego obawiać”. Policja prawdopodobnie będzie prowadziła dochodzenie w tej sprawie – powiedział Fogiel. Pracownicy biura przerwali pracę, ale – według zapewnień wicerzecznika – ewakuacja nie była konieczna.
Źródło info i foto: interia.pl

Marian Banaś złożył zażalenie na działania CBA

„Immunitet i tajemnica kontrolerska nie pozwalały na wejście do mieszkania Mariana Banasia w Warszawie, a zwłaszcza do jego gabinetu w siedzibie NIK” – twierdzi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Marek Małecki, pełnomocnik Mariana Banasia. Do sądu w Białymstoku wpłynęło zażalenie na działania CBA, które pod koniec lutego przeszukało 20 miejsc powiązanych z szefem NIK.

W środę 26 lutego Centralne Biuro Antykorupcyjne weszło do 20 miejsc w związku ze sprawą Mariana Banasia, w tym do mieszkań szefa NIK, w których były jego żona i córka, a także do pokoju hotelowego, w którym przebywał jego syn, Jakub. Czynności przeprowadzono też w gabinecie szefa NIK. Funkcjonariusze opuścili go w środę przed godziną 22. Dzień później agenci CBA kontynuowali czynności w sprawie Banasia, pojawiając się w mieszkaniu syna prezesa NIK, Jakuba.

CBA przeszukało mieszkania i gabinet Mariana Banasia. Szef NIK skarży działania służb

Mec. Marek Małecki, pełnomocnik Banasia, stwierdził w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że „immunitet i tajemnica kontrolerska nie pozwalały na wejście do mieszkania […] Mariana Banasia, a zwłaszcza do jego gabinetu w siedzibie NIK”. Do sądu w Białymstoku wpłynęło już zażalenie na niedawne działania służb, w którym znalazło się żądanie zwrócenia rzeczy zabezpieczonych w trakcie przeszukań oraz uchylenia prokuratorskich postanowień, na mocy których agenci CBA zapukali do drzwi szefa NIK.

Śledczy utrzymują natomiast, że podjęte przez nich czynności były zgodne z prawem, ponieważ „immunitet formalny nie chroni miejsc i pomieszczeń, a tylko osobę fizyczną”.

– W mojej ocenie sposób prowadzenia czynności wskazuje na prowadzenie postępowania przeciwko Marianowi Banasiowi, który nie ma uchylonego immunitetu, więc prokuratura stosuje triki proceduralne, by obejść brak zezwolenia na ściganie – mówi dziennikowi „Rzeczpospolita” Małecki. Adwokat twierdzi, że prokuratorzy z pełną świadomością nie stawiają szefowi NIK żadnych zarzutów. A takie „pozorne” śledztwo, w którym nie podjęto postanowienia o przedstawieniu zarzutów, może – zdaniem Małeckiego – naruszać konstytucję.

– Niewystarczający materiał nie mógłby doprowadzić do skutecznego uchylenia immunitetu, a skierowanie takiego wniosku obnażyłoby manipulację prokuratury i CBA oraz medialne rozgrywanie tej sprawy – dodaje Małecki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Meksyk: Sprawca strzelaniny wszedł „za potrzebą” na dziedziniec jednego z budynków. Gdy zwrócono mu uwagę, zaczął strzelać

W sobotę w pobliżu Pałacu Narodowego, siedziby prezydenta Meksyku, doszło do strzelaniny. Według wstępnych ustaleń policji, napastnik wszedł „za potrzebą” na dziedziniec jednego z budynków. Gdy zwrócono mu uwagę, zaczął strzelać. Według wstępnych ustaleń policji uzbrojony mężczyzna wszedł „za potrzebą” na dziedziniec jednego z budynków mieszkalnych w wąskiej uliczce prowadzącej do Pałacu Narodowego, siedziby prezydenta Meksyku. Gdy mieszkańcy domu zwrócili mu uwagę na niestosowne zachowanie, mężczyzna wyciągnął pistolet i otworzył ogień.

Napastnik strzelił do czterech osób. Trzy z nich zabił

Przybyli na miejsce policjanci znaleźli na dziedzińcu cztery osoby z ranami postrzałowymi. W wymianie ognia zastrzelili napastnika. Służby medyczne stwierdziły następnie śmierć dwóch z czterech postrzelonych osób. Trzecia z nich zmarła w drodze do szpitala. W czasie incydentu prezydenta Andresa Manuela Lopeza Obradora nie było w stolicy.

Prezydent powołał Gwardię Narodową, aby zwalczać przemoc

22 kwietnia tego roku, po masakrze 14 osób we wschodnim stanie Veracruz, Obrador obiecał, że w ciągu sześciu miesięcy doprowadzi do zmniejszenia przemocy w kraju dzięki skierowaniu do walki z przestępczością zorganizowaną nowo powołanej przez niego formacji militarnej – Gwardii Narodowej złożonej z wojskowych i członków policji. Pod koniec października Lopez Obrador przyznał, że ustanowiony przez niego półroczny termin upłynął bez uzyskania rezultatów.
Źródło info i foto: tvn24.pl