Marek Suski ujawnił skalę inwigilacji Pegasusem?

Podczas czwartkowej konferencji prasowej polityk PiS Marek Suski wypowiedział się nt. inwigilacji za pomocą Pegasusa. „Mówienie o jakiejś masowej inwigilacji to jest w ogóle jakiś wymysł z księżyca. Bo to były niewielkie ilości, nieprzekraczające kilkuset osób w ciągu roku” – powiedział.

Poseł PiS na czwartkowej konferencji był pytany o to, czy jest możliwość powstania w Sejmie komisji śledczej, która zajęłaby się doniesieniami o inwigilacji. – Myślę, że nie ma – odpowiedział Suski.

„Mówienie o masowej inwigilacji to wymysł”

– Te zarzuty dotyczące jakiejś masowej inwigilacji – na posiedzeniu komisji zajmowaliśmy się tym tematem. Ja mogę państwa zapewnić, że mówienie o jakiejś masowej inwigilacji to jest w ogóle jakiś wymysł z księżyca. Bo to były niewielkie ilości, nieprzekraczające kilkuset osób w ciągu roku, ani milionów. Nie mogę oczywiście podać dokładnych danych, bo to jest objęte tajemnicą – powiedział Marek Suski.

Na pytanie o to, czy pegasusem mogło być inwigilowanych kilkaset osób, Suski odparł, że „w różnych latach bardzo różnie”. – Nie mogę podać ilości – dodał. – Niektóre służby mówiły, że miały dosłownie poniżej dziesięciu nawet w trakcie roku tych działań operacyjnych, na wniosek prokuratorów, za zgodą sądu.

W Senacie od zeszłego tygodnia działa komisja nadzwyczajna (bez uprawnień śledczych), która także wyjaśnia przypadki nielegalnej inwigilacji z użyciem oprogramowania Pegasus.

Według ustaleń działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab, senator KO Krzysztof Brejza był inwigilowany za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus. Do telefonu Brejzy miano się włamać 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Polityk był wówczas szefem sztabu KO przed wyborami parlamentarnymi. Wcześniej Citizen Lab informowała, że inwigilowani za pomocą Pegasusa mieli być także adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek.

Przedstawiciele rządu wielokrotnie zapewniali, że żadna służba w tej sprawie nie złamała prawa, a kontrola operacyjna – jeśli była podejmowana – była prowadzona legalnie. Z kolei prezes PiS, wicepremier Jarosław Kaczyński mówił w tygodniku „Sieci”, że powstanie i używanie Pegasusa jest wynikiem zmiany technologicznej, rozwoju szyfrowanych komunikatorów, których za pomocą starych systemów monitorujących nie można odczytać. – Źle by było, gdyby polskie służby nie miały tego typu narzędzia – powiedział. Zapewnił jednak, że nie był on używany wobec opozycji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

53-latek zaatakował siekierą brata

Policjanci z komisariatu w Skale interweniowali w sprawie rodzinnej awantury wywołanej przez 53-letniego mężczyznę. Groził on swojemu bratu pozbawieniem życia, aż w końcu uderzył go w głowę siekierą. Na szczęście cios okazał się niegroźny dla życia ofiary. 53-latek przyznał się do usiłowania zabójstwa brata. Grozi mu dożywocie.

W miniony weekend policjanci z komisariatu w Skale powstrzymali 53-letniego mężczyznę przed dokonaniem zabójstwa. Agresor groził pozbawieniem życia swojemu o dziesięć lat starszemu bratu. Realność tych gróźb była tym większa, że napastnik biegał po posesji z siekierą. W końcu między mężczyznami doszło do konfrontacji fizycznej. 53-latek uderzył swojego brata siekierą w głową. Na szczęście pokrzywdzony zdołał się obronić blokując ręce napastnika i hamując siłę uderzenia, przez co otrzymał niezagrażający życiu cios obuchem niebezpiecznego narzędzia.

Agresor został zatrzymany. Funkcjonariusze wyczuli od niego woń alkoholu, jednak mężczyzna nie zgodził się na badanie alkomatem, dlatego pobrano od niego krew do testu trzeźwości. Zatrzymany usłyszał w prokuraturze trzy zarzuty: usiłowania zabójstwa swojego brata, kierowania wobec niego gróźb karalnych pozbawienia życia oraz znęcania się psychicznego nad członkami rodziny. 53-latek przyznał się do stawianych mu zarzutów i potwierdził przy tym, że miał zamiar zabić brata. Został aresztowany na trzy miesiące. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Ujawniono skalę niemieckich zbrodni w obozach koncentracyjnych na Alderney

Brytyjscy śledczy tuż po II wojnie światowej zebrali dokładne informacje na temat zbrodni popełnionych przez Niemców w obozów koncentracyjnych na wyspie Alderney – jedynych obozach na Wyspach Brytyjskich – ale władze nic z tym nie zrobiły i nie pociągały do odpowiedzialności sprawców. Dziś o sprawie znów zrobiło się głośno.

Do sieci czterech obozów na Alderney na Wyspach Normandzkich trafiło ponad 6000 osób z 27 narodowości. Największą grupę stanowili wśród nich rosyjscy, polscy i ukraińscy jeńcy wojenni, a następnie francuscy Żydzi oraz niemieccy i hiszpańscy więźniowie polityczni. Według ostrożnych szacunków, zginęło w nich prawie tysiąc osób – najczęściej z wycieńczenia, głodu lub zabitych dla zabawy przez niemieckich strażników.

Historia obozów na Alderney

Szczegóły dotyczące warunków panujących w obozach na Alderney opisał „The Sunday Times”, który zapoznał się ze znajdującym się w rosyjskich archiwach brytyjskim raportem na ten temat. Sporządzony on został przez oficera brytyjskiego wywiadu, kapitana Theodore’a Pantcheffa, który po wyzwoleniu wyspy zebrał relacje od 3000 osób – byłych więźniów, niemieckich żołnierzy i jej mieszkańców.

Historia obozów na Alderney zaczęła się po upadku Francji w czerwcu 1940 r. Brytyjski rząd uznał wówczas, że leżące u jej wybrzeży Wyspy Normandzkie, które są dependencjami Korony Brytyjskiej, są w tej sytuacji zbyt trudne do obrony i mają zbyt małą wartość strategiczną, więc podjął decyzję o ewakuacji stamtąd wojska. W październiku 1940 r. Adolf Hitler zapowiedział, że chce, aby wyspy stały się elementem sieci fortyfikacji wzdłuż wybrzeży Atlantyku, które będą chroniły przed inwazją aliantów.

Ponieważ Alderney – trzecia co do wielkości wyspa w archipelagu – liczyła tylko ok. 1400 mieszkańców, czyli znacznie mniej niż Jersey i Guernsey, całą jej populację przesiedlono i Niemcy wybrali ją jako miejsce utworzenia obozów pracy. Cztery obozy – nazwane Borkum, Helgoland, Sylt i Norderney – zaczęły funkcjonować w styczniu 1942 r., przy czym ostanie dwa w 1943 r. przeszły pod kontrolę SS i stały się obozami koncentracyjnymi. Do obozów zwożono więźniów z różnych krajów europejskich, nakazując im budową fortyfikacji.

„Zostało wykazane, jak sądzę, że zbrodnie o systematycznie brutalnej i okrutnej naturze były popełniane na brytyjskiej ziemi w ciągu ostatnich trzech lat” – napisał w raporcie Theodore Pantcheff. Jak wskazał, w obozach na Alderney Niemcy stosowali politykę „Vernichtung durch Arbeit”, czyli wyniszczenia poprzez pracę.

Według jego raportu, robotnicy przymusowi zwożeni statkami na wyspę „byli trzymani pod pokładem w skrajnie ciasnych warunkach, w jednym przypadku mając mniej niż jeden metr kwadratowy przestrzeni pokładowej na osobę, a na pokładzie nie było żadnych urządzeń sanitarnych”. Niektórzy z więźniów zmarli już w czasie transportu. Pantcheff przywołuje relację niemieckiego oficera, który powiedział, że z jednego statku, czekającego w porcie pięć dni, wyniesiono 14 ciał.

Więźniowie mieszkali w drewnianych barakach otoczonych drutem kolczastym. Wiele z nich było zalanych wodą i konstrukcyjnie nietrwałych, poddających się wiatrom i burzom. Więźniowie spędzali większość czasu na zewnątrz zajmując się wyłącznie pracą. Pantcheff napisał, że „zagraniczni robotnicy wykonywali 12 godzin ciężkiej pracy budowlanej dziennie, czasem więcej, z przerwą w południe, wahającą się od 10 minut do pół godziny, przez siedem dni w tygodniu”.

Wskazywał, że więźniowie otrzymywali głodowe racje żywnościowe, które obejmowały „pół litra kawy, bez mleka i cukru na śniadanie, pół litra cienkiej zupy kapuścianej na obiad oraz podobną porcję zupy i 1-kilogramowy bochenek na 5-6 mężczyzn na kolację”, w efekcie czego zagłodzenie było najczęstszą przyczyną śmierci. Z kolei próbę zjedzenia czegokolwiek poza tymi racjami, jak resztek ze śmierci, znalezionego ziemniaka czy ślimaka była karana, czasem nawet śmiercią.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Berlin: Operacja policji przeciwko arabskiemu klanowi Remmo

Śledczy z wydziału ds. przestępczości zorganizowanej wkroczyli w czwartek do ponad 20 obiektów w Berlinie i Brandenburgii. Zakrojona na szeroką skalę operacja była skierowana głównie przeciwko członkom arabskiego klanu Remmo, odpowiedzialnym za handel narkotykami i bronią oraz napady. Według informacji portalu Spiegel i Spiegel TV w centrum uwagi niemieckich służb znajduje się członek klanu Remmo, Nasser R.

Eksperci z Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) i Krajowego Urzędu Kryminalnego (LKA) przez wiele miesięcy pracowali w tajemnicy, a teraz uderzyli – pisze portal.

Od wczesnych godzin rannych śledczy z wydziału ds. przestępczości zorganizowanej podejmują działania przeciwko podejrzanym w kilku postępowaniach prowadzonych przez berlińską prokuraturę. Oprócz ponad 20 domów i mieszkań w aglomeracji berlińskiej przeszukiwany jest również magazyn w Brandenburgii, w którym gang trzymał znaczne ilości narkotyków na sprzedaż.

Do tej pory zatrzymano dwie osoby: Nassera R. i jego wspólnika Franka G. – podaje dziennik „Bild”.

Według informacji portalu Spiegel i Spiegel TV kluczowe ustalenia policji opierają się na danych z szyfrowanych telefonów komórkowych, których używali podejrzani. Przez prawie rok funkcjonariusze z centrali BKA w Wiesbaden badali ogromny zbiór danych; są to wiadomości na czacie od klientów firmy Encrochat.

Przez lata firma z siedzibą w Holandii oferowała przestępcom szyfrowane telefony komórkowe ze specjalną usługą komunikatora, która przez długi czas była nie do spenetrowania przez policję. Nieistniejący już serwis określano jako „WhatsApp dla gangsterów”.

Encrochat

Encrochat miał ok. 60 tys. klientów w ponad 120 krajach, w tym podejrzanych z Berlina. Wiosną francuskim organom bezpieczeństwa udało się zinfiltrować serwer Encrochat i przez wiele miesięcy potajemnie odczytywać czaty dziesiątek tysięcy użytkowników. Około 8 milionów wiadomości na czacie od użytkowników Encrochat w Niemczech trafiło do BKA.

Według informacji niemieckiego portalu Nasser R., urodzony w Bejrucie i należący do owianego złą sławą klanu Remmo, jest uważany za głównego podejrzanego. Poufne akta śledztwa w sprawie tego mężczyzny ujawniają typową karierę członka gangu, który już przed laty miał zostać deportowany, ale został wpływową postacią berlińskiego półświatka.

Lista zarejestrowanych dochodzeń prokuratorskich przeciwko Nasserowi R. jest długa. Oszustwa, napady z bronią w ręku, przekupstwo, handel narkotykami. Nasser R. miał brać brał udział w ataku na Czeczenów w listopadzie w Berlinie. Walki między członkami klanu pochodzenia arabskiego a ich czeczeńskimi rywalami podsyciły wtedy obawy przed eskalacją wojny gangów w stolicy Niemiec.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

W sprawie Sławomira Nowaka zabezpieczono 4 mln złotych

Gotówka ukrywana w specjalnych skrytkach, luksusowy samochód do dyspozycji – to część nowych ustaleń Centralnego Biura Antykorupcyjnego w sprawie byłego ministra transportu Sławomira Nowaka. Jak ustaliliśmy, śledczy zabezpieczyli majątek o wartości ok. 4 mln zł. Twierdzą również, że skala działania Nowaka była dużo większa niż do tej pory sądzono.

Śledczy ujawnili nieznany dotychczas majątek ukrywany przez Sławomira Nowaka. Agenci CBA w trakcie działań zabezpieczyli m.in. pieniądze w rożnych walutach – w sumie ponad 4 mln zł. Część z nich miała być przechowywana w specjalnych skrytkach, które były przygotowane do składowania pieniędzy.

Nowe ustalenia pozwoliły zabezpieczyć także inne składniki majątku, jakim dysponował były minister – np. samochód marki Land Rover w luksusowej wersji. Śledczy podkreślają, że ujawnione pieniądze oraz samochód pochodzą z przestępstw korupcyjnych popełnionych przez Sławomira Nowaka.

– Nowe ustalenia pokazują dużo większą skalę działania Sławomira Nowaka niż do tej pory sądzono – przekonują śledczy.

Śledztwo ma się teraz skupiać na poszukaniu kolejnych składników majątkowych należących do byłego polityka.

Zatrzymany pod koniec lipca

Były minister transportu i były szef ukraińskiej agencji drogowej Sławomir Nowak został zatrzymany w końcu lipca w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano byłego szefa jednostki wojskowej GROM Dariusza Z. i przedsiębiorcę Jacka P.

Po złożeniu wyjaśnień w prokuraturze Nowak usłyszał zarzut kierowania w okresie od października 2016 r. do września 2019 r. zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji. Były polityk jest podejrzany o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych i osobistych w zamian za przyznawanie prywatnym podmiotom kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy. W efekcie tych przestępstw miał uzyskać 1,3 mln zł.

Dariuszowi Z. i Jackowi P. postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy oraz przyjmowania korzyści majątkowych.

Tymczasowe areszty

Wobec Sławomira Nowaka i Jacka P. sąd zastosował areszt tymczasowy na okres trzech miesięcy. Wobec Dariusza Z. zastosowano areszt warunkowy; jeśli wpłaci 1 mln zł poręczenia majątkowego, wyjdzie na wolność. 6 sierpnia sąd zdecydował o zastosowaniu tymczasowego trzymiesięcznego aresztu wobec kolejnej osoby – Aleksandra D. zatrzymanego w śledztwie prowadzonym przeciwko byłemu ministrowi transportu.

Mężczyzna, reprezentujący polską spółkę zajmującą się zarządzaniem projektami infrastrukturalnymi, został zatrzymany w środę jako czwarta osoba w śledztwie dotyczącym korupcji i prania brudnych pieniędzy w związku z inwestycjami drogowymi na Ukrainie.

Jeszcze tego samego dnia Aleksander D. usłyszał zarzut obietnicy udzielenia 700 tys. zł korzyści majątkowej Nowakowi, pełniącemu wówczas funkcję szefa ukraińskiej państwowej agencji drogowej Ukrawtodor. Grozi mu za to 12 lat więzienia
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Trzeci dzień poszukiwań Dawida Żukowskiego bez rezultatu

W sobotę wieczorem policja przerwała zakrojone na szeroką skalę poszukiwania 5-letniego Dawida, który zaginął w środę w okolicach Warszawy. Chodzi o działania pododdziałów zwartych. W niedzielę rano funkcjonariusze policji wracają do poszukiwań.

W sobotę poszukiwania dziecka prowadzono wzdłuż autostrady A2 w rejonie węzła Konotopa w miejscowości Duchnice i w Natolinie. Policjanci, żołnierze i strażacy przeczesywali wielokrotnie metr, po metrze łąki, zarośla i lasy. Funkcjonariuszom pomagały specjalnie wyszkolone psy tropiące. W akcji uczestniczyły śmigłowce. Policjanci używali również dronów.

Poszukiwania chłopca rozpoczęły się o północy w środę, kiedy utratę kontaktu z nim i jego ojcem zgłosiła rodzina. 5-letni Dawid został zabrany przez ojca z Grodziska Mazowieckiego około godz. 17 w środę. Według ustaleń policji, tego samego dnia przed godz. 21 ojciec odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg.

Sprawdzono ponad 2 tys. ha

Od środowej nocy służby sprawdziły już ponad 2 tysiące hektarów. Przeczesywane są przede wszystkim punkty szczegółowo wyselekcjonowane przez policję. Łącznie w poszukiwaniach uczestniczyło już ponad tysiąc osób. Rzecznik stołecznej policji kom. Sylwester Marczak, podkreślił w jednej ze swych wypowiedzi, że najistotniejsze są działania pododdziałów zwartych, których praca po zmroku jest ograniczona. Poszukiwania zatem prowadzone są przede wszystkim w dzień, ale działania operacyjne trwają także w nocy.

Pierwszego dnia poszukiwań chłopca służby skupiły się głównie na trasie między punktem, gdzie znaleziony został samochód ojca chłopca, a miejscem popełnienia samobójstwa przez mężczyznę. Marczak wyjaśnił, że priorytetem dla policji od samego początku było odtworzenie wydarzeń ze środy między godz. 17 a godz. 21, w tym wyznaczenie trasy przejazdu samochodu ojca Dawida. Jak zaznaczył, informacje, które do policji napływają, potwierdzają ich wcześniejsze ustalenia.

Policja nadal apeluje o kontakt do tych, którzy na ustalonej przez policję trasie między Grodziskiem Mazowieckim a Lotniskiem na Okęciu – szczególnie w środę od godz. 17 do godz. 21 – widzieli chłopca, jego ojca lub szarą skodę fabię o numerze rejestracyjnym WGM 01K9, którą mężczyzna jeździł. Samochód znaleziono, ale istotna jest informacja, którędy jechał i gdzie się zatrzymywał.

Wizerunek ojca i dziecka opublikowany jest na stronie warszawskiej policji. W środę mężczyzna ubrany był w czarną kurtkę, granatowe materiałowe spodnie, beżowe wsuwane buty i koszulę polo z jasnym kołnierzykiem. Chłopiec nosił szaroniebieską bluzę dresową, niebieskie jeansy i niebieskie trampki z logo Zygzaka McQueena – czerwonej wyścigówki z bajki „Auta”. Logo z tym samym bohaterem znajduje się na zasłonie przeciwsłonecznej na jednej z szyb samochodu.

Informacje dotyczące zaginięcia chłopca są aktualizowane pod dokładnym adresem internetowym.

Wszelkie zgłoszenia na temat zaginionego Dawida, nawet anonimowe, można przekazywać policjantom z Komendy Powiatowej Policji w Grodzisku Mazowieckim, tel. 22 755 60 10 (-11,-12,-13). Można też zatelefonować do najbliższej jednostki policji lub pod numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Holandia: Przygotowywali zamach na dużą skalę. Siedem osób aresztowanych

Siedmiu mężczyzn podejrzewanych o przygotowywanie zamachu terrorystycznego na dużą skalę aresztowano w czwartek w Holandii – poinformowała tamtejsza prokuratura. Do aresztowań doszło w Arnhem, około 100 kilometrów na południe od Amsterdamu, oraz w Weert na południu kraju, przy granicy z Niemcami i Belgią.

Podejrzani w wieku od 21 do 34 lat próbowali wejść w posiadanie karabinów AK47, broni ręcznej, granatów ręcznych, pasów z materiałami wybuchowymi oraz ładunków wybuchowych do umieszczania w samochodach, a także szukali możliwości ćwiczenia obsługi tej broni. Według prokuratury, przygotowania do ataku były dość zaawansowane. Zatrzymani zamierzali użyć broni automatycznej oraz przymocowanych do ciała ładunków wybuchowych, a w innym miejscu zdetonować bomby umieszczone w samochodach.

Trzech z siedmiu mężczyzn było już w przeszłości zatrzymanych, gdy mieli zamiar wyjechać za granicę w celu dołączenia do dżihadystycznej grupy zbrojnej, a domniemany lider komórki – 34-letni Irakijczyk – w zeszłym roku został skazany za próbę zaciągnięcia się do Państwa Islamskiego. Wszyscy zatrzymani w piątek zostaną przesłuchani.

Do aresztowań doszło niespełna miesiąc po tym, gdy na dworcu kolejowym w Amsterdamie 19-letni Afgańczyk mieszkający w Niemczech dźgnął nożem dwoje amerykańskich turystów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Do końca listopada powstanie dokument o skali pedofilii w polskim Kościele

Do końca listopada powstanie dokument o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez duchownych. Episkopat zbierze też dane o skali zjawiska – poinformował na środowej konferencji prasowej prymas Polski abp Wojciech Polak.

Prymas Polski uczestniczył w dwudniowym 380. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski, które we wtorek rozpoczęło się w Płocku. Po zakończeniu obrad odbyła się konferencja prasowa. Do końca listopada powstanie dokument o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez duchownych – poinformował abp Polak. Wyjaśnił, że nie będzie to dokument prawny, podobny do obowiązujących obecnie „Wytycznych dotyczących wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia”.

„Będzie to dokument, który bardziej ma nam służyć do komunikacji ze społeczeństwem, pokazać nie tylko, jaka jest nasza wola, ale też, jakie działania za tym idą, jakie są kierunki tych działań, co udało się nam zrobić, co widzimy w pewnej perspektywie” – zaznaczył prymas. Zdaniem abp Polaka w sprawie nadużyć seksualnych duchownych Kościół „nie jest na końcu drogi”. „Nie możemy powiedzieć, że wszystko opracowaliśmy i teraz jest tylko czas wcielania w życie tych rzeczy, ale jesteśmy ciągle w pracy. Jest to ciągle podejmowanie tego zagadnienia i troska konkretna, która musi rozwijać się dalej” – ocenił.

W opinii abp Polaka intensywna praca nad dokumentem jest wynikiem „roztropności biskupów”. „Dziś poświęciliśmy dużo czasu na ten temat. Ale musimy (pracować – PAP) z dużym spokojem – żebyście państwo zrozumieli jasno, a przede wszystkim, żeby wierni zrozumieli jasno, jaki jest ten kierunek naszych działań” – podkreślił.

Prymas poinformował, że episkopat będzie pracował także nad zebraniem danych statystycznych o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez duchownych. „Dlatego, że chcemy przede wszystkim także sami wiedzieć, jaka jest skala tych nadużyć w Kościele w Polsce i to, myślę, musi służyć potem budowaniu na tej bazie dobrego programu prewencyjnego (…). Myślę, że to będzie pomagało nam również w pewnej komunikacji z ofiarami, z troską o ofiary, z tym, żebyśmy potrafili tę rzeczywistość ująć i pokazać (…). To jest kierunek, który podczas tej konferencji został nakreślony, został potwierdzony” – powiedział abp Polak.

Wyjaśnił, że biskupi wyjeżdżają z zebrania plenarnego „z zadaniem domowym”. „W skali Polski przeprowadzenie takiego systemu prewencji i szkoleń wymagać będzie dużego zaangażowania, także trenerów z Centrum Ochrony Dziecka, ale nie jesteśmy też bezradni, dlatego że dzięki szkoleniom, które były prowadzone przez o. Adama Żaka (koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży KEP – PAP) i jego zespół, już mamy dość dużą grupę specjalistów, którzy będą takie szkolenia mogli przeprowadzić. Więc patrzymy na to z nadzieją. Być może takie szkolenia będą się odbywać w każdej diecezji” – poinformował prymas.
Źródło info i foto: gazetaprawna.pl

Polska: Powstaje mapa pedofilii w kościele. Start w październiku

Powstaje interaktywna mapa, która ma pokazać skalę nadużyć seksualnych u osób duchownych – podaje czwartkowa „Rzeczpospolita”. Mapa ruszy w październiku i ma znaleźć się na niej ponad 300 punktów. – Wielokrotnie zgłaszaliśmy się do episkopatu o informacje, ale nasze prośby zostały bez odzewu – powiedziała Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka z koła Liberalno-Społeczni.

– Postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Nad mapą pracujemy od półtora roku – dodaje posłanka.

Oprócz niej w projekcie uczestniczą Marek Lisiński z Fundacji „Nie lękajcie się”, autor książek o pedofilii w Kościele Artur Nowak i dziennikarka „Krytyki Politycznej” Agata Diduszko-Zyglewska.

Podobna mapa powstała w 2016 r. we Włoszech

Jak wskazuje „Rz”, mapa pedofilii w Kościele nie jest polskim wynalazkiem. Podobną stworzyła w 2016 r. we Włoszech organizacja L’Abuso. Umieściła na niej pinezki w trzech kolorach. Oznaczały przypadki pedofilii, w których zapadł wyrok, takie, gdzie sąd potwierdził molestowanie, ale sprawca uniknął skazania, oraz przypadki księży z zagranicy przebywających we Włoszech.

Polska mapa ma być nieco inna. – Pinezki w jednym kolorze będą oznaczały sprawców skazanych przez sąd. Nie możemy ujawnić ich danych z powodu zatarcia wyroku, więc umieścimy przykładowo miejscowość i inicjały – powiedział Marek Lisiński.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Afera szpiegowska. Na celowniku wywiadu polska ambasada w Wiedniu?

Władze Austrii żądają od Niemiec „pełnego wyjaśnienia” dlaczego niemiecki wywiad prowadził na szeroką skalę działalność szpiegowską na terenie Austrii.

O skandalu napisał m.in. austriacki dziennik „Der Standard”, który publikuje listę inwigilowanych” obiektów”. Sprawę zbada niemiecki parlament. Austriackie media ujawniły listę instytucji, urzędów, przedstawicieli austriackiego oraz międzynarodowego biznesu, ale także polityków, którzy w latach 1999 – 2006 byli szpiegowani przez niemiecki wywiad BND. Na liście znajduje się także ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Wiedniu.

„Pomiędzy przyjaciółmi takie rzeczy nie powinny mieć miejsca” – powiedział austriacki kanclerz Sebastian Kurz. „To jest niespotykane i nie do zaakceptowania” – dodał prezydent Austrii Alexander Van der Bellen.
Źródło info i foto: Gazeta.pl