Holandia: Przebrani za nazistów odgrywali scenę egzekucji żydowskiego więźnia

Kilku młodych Holendrów przebrało się w nazistowskie mundury i maszerowało po centrum miasta Urk, a następnie przeprowadziło inscenizowaną likwidację żydowskiego więźnia. Policja wszczęła w tej sprawie dochodzenie. W pewnym momencie odegrali scenę likwidacji żydowskiego więźnia z żółtą Gwiazdą Dawida na piersi. Zdjęcia tej sceny zostały opublikowane w mediach społecznościowych.

– To czysta nienawiść – uważa Aron Vrieler, badacz antysemityzmu w Izraelskim Centrum Informacji i Dokumentacji (CIDI). „Banda idiotów”, „ludzie bez szacunku”, „lekceważenie Holokaustu”, „normalizowanie antysemityzmu” – to tylko kilka cytowanych przez dziennik „De Telegraaf” reakcji mieszkańców tej rybackiej miejscowości na zachowanie młodych mężczyzn.

Dziennik „Algemeen Dagblad” przypomina, że w czasie II wojny światowej z Urk deportowano do obozu w Sobiborze 80 Żydów. Z oświadczenia władz gminy wynika, że była to „niedopuszczalna forma protestu przeciwko obostrzeniom wprowadzonym w związku z koronawirusem”.

Jak informuje we wtorek portal NOS, mężczyźni przeprosili za swoje zachowanie. „Chcemy podkreślić, że absolutnie nie jesteśmy antysemitami, ani nie popieramy niemieckiego reżimu z II wojny światowej” – napisali w oświadczeniu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kolejny skandal. Krakowska kuria ukrywała fakt, że jeden z księży molestował niepełnosprawną starszą kobietę

Przez kilka lat krakowska kuria ukrywała fakt, że jeden z księży molestował seksualnie niepełnosprawną starszą kobietę – do takich szokujących informacji dotarli reporterzy śledczy RMF FM. Do bulwersujących zdarzeń dochodziło na oddziale geriatrycznym w jednym ze szpitali na południu Polski. Wszystko działo się jeszcze w 2017 roku. Policja i prokuratura dowiedziały się o tym w lutym tego roku.

Na oddziale geriatrycznym szpitala na południu Polski (miejscowość i nazwa placówki znane redakcji – red.) w 2017 roku kapelanem był jeden z mieszkających w okolicy księży. Codziennie z religijną posługą odwiedzał chorych, leczonych w placówce. Jedna z pacjentek prawie po każdej wizycie duchownego była pobudzona. Co więcej, twierdziła, że odwiedzał ją szatan. Zachowanie kobiety zaniepokoiło personel oddziału.

Ksiądz przyłapany na niewłaściwym zachowaniu, szpital zawiadamia kurię

Według nieoficjalnych informacji, w kwietniu 2017 roku ksiądz został przyłapany na kontaktach z półprzytomną pacjentką, gdy dotykał ją w sposób, który jednoznacznie wskazywał na molestowanie. Wtedy błyskawicznie zareagowały władze szpitala. Zakazały księdzu wstępu do placówki, a ordynator o wszystkim powiadomił kurię w Krakowie.

Jak tłumaczył w rozmowie z nami, przepis o obowiązku powiadomienia policji o takich sytuacjach wszedł w życie w drugiej połowie 2017 roku, już po wydarzeniach, które wyżej opisujemy.

4 lata milczenia krakowskiej kurii

Dopiero w lutym tego roku zawiadomienie trafiło do śledczych z Małopolski, a kapłan Kazimierz K. usłyszał zarzut molestowania seksualnego osoby niepoczytalnej. Będzie odpowiadał za czyn z art. 198 kk. Dziennikarz RMF FM dowiedział się nieoficjalnie, że mężczyzna nie przyznaje się do zarzutów. Rzecznik krakowskiej kurii nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego Kościelne władze przez lata zwlekały z zawiadomieniem prokuratury. Ksiądz Łukasz Michalczewski potwierdza jedynie, że śledczym sprawę urzędnicy kurii zgłosili w tym roku.

„Nie mam informacji, jak to było zgłaszane, kiedy. Nie mogę tego ustalić” – powiedział w rozmowie z dziennikarzem RMF FM.

Czy arcybiskup Marek Jędraszewski odpowie za ukrywanie faktu molestowania niepełnosprawnej kobiety przez księdza?
Z naszych ustaleń wynika, że to lekarze ze szpitala, w którym molestowana była pacjentka, kilka razy pisali do krakowskiej kurii z prośbą, by arcybiskup w końcu zajął się sprawą.

Prokuratorzy prawdopodobnie będą teraz badać, czy arcybiskup Marek Jędraszewski nie popełnił przestępstwa, nie zawiadamiając od razu policji o tym, że podległy mu ksiądz mógł molestować pacjentkę.

Kuria miała obowiązek zawiadomić Stolicę Apostolską

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski mówi dziennikarzowi RMF FM, że abp Jędraszewski – zgodnie z prawem papieskim – miał obowiązek zawiadomić Stolicę Apostolską o fakcie wykorzystania seksualnego osoby „dorosłej bezbronnej” przez księdza oraz wszcząć kościelne dochodzenie.

„Uczciwość wobec ofiary nakazuje powiadomić także władze państwowe. W Kościele jest specyficzny sposób podlegania duchownych pod biskupa, więc on ma oczywiście także obowiązek zgłosić to do prokuratury świeckiej” – wyjaśnia w rozmowie z nami.

Ks. Isakowicz-Zaleski podkreśla przy tym, że ksiądz jest także obywatelem, i jak każdy obywatel ma prawa i obowiązki. „Jeżeli dochodzi do przestępstwa, a tutaj jest przynajmniej podejrzenie przestępstwa, musi być powiadomiona prokuratura” – zaznacza.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Niemcy: Podawała pacjentom sól fizjologiczna zamiast szczepionki na COVID-19

Pielęgniarka podawała pacjentom w Niemczech sól fizjologiczną zamiast szczepionki przeciw COVID-19. Okazała się aktywistką antyszczepionkową. Do ogromnego skandalu doszło w jednym z punktów szczepień w mieście Schortens w Dolnej Saksonii. Jak podaje dziennik „Die Welt”, pielęgniarka zamiast szczepionki wstrzykiwała pacjentom roztwór soli fizjologicznej.

Dotychczas było wiadomo, że kobieta oszukała w ten sposób sześć osób. Tłumaczyła wówczas, że stłukła ampułkę z preparatem BioNTech i nie poinformowała o niczym przełożonych.

– Według policji i prokuratury istnieją jasne przesłanki, że kobieta zaszczepiła roztwór soli zdecydowanie większej liczbie osób – powiedział w szef dolnosaksońskiego sztabu kryzysowego ds. koronawirusa Heiger Scholz.

Mowa nawet o 8557 pacjentach, którzy od 5 marca do 20 kwietnia mogli otrzymać sól fizjologiczną zamiast szczepionki. Dlaczego? Ponieważ kobieta okazała się aktywistką antyszczepionkową.

Starosta powiatu Sven Ambrosy napisał w oświadczeniu prasowym: „Fakt, że musimy wystosować ten apel, bardzo mnie niepokoi, ponieważ wielu naszych obywateli może teraz nie mieć zapewnionej ochrony przed koronawirusem, której chcieli, i do której mają prawo. Dlatego teraz najważniejsze jest dla nas informowanie tych osób, odpowiadanie na ich pytania i oferowanie dalszych szczepień. W związku z tym proszę wszystkich obywateli o kontakt, jeśli otrzymali szczepionkę we wspomnianym okresie”.
Źródło info i foto: wp.pl

Warszawa: Były urzędnik wyprowadził z budżetu ponad 700 tys. złotych

Takiego skandalu i tak bulwersującej afery dawno warszawskim urzędzie nie było. Aż trudno uwierzyć, że w tak bezczelnie prosty sposób urzędnik z Pragi-Północ mógł wyprowadzić z samorządowego budżetu przeznaczonego na oświatę ponad 700 tys. zł! Wystarczyło znaleźć się na odpowiednim stanowisku i stworzyć 15 fikcyjnych etatów w szkołach. Były już urzędnik Dzielnicowego Biura Finansów Oświaty – Mariusz G. został właśnie zatrzymany i doprowadzony w kajdankach do prokuratury…

Tę bulwersującą sprawę „Super Express” opisał jako pierwszy. Dotarliśmy do informacji z kontroli przeprowadzonej w urzędzie na Pradze-Północ, w której już sami kontrolerzy przyznali, że zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa i na konto urzędnika miało wpłynąć co najmniej 360 tys zł. Mariusz G. pracujący na stanowisku kierownika wydziału płac i ubezpieczeń miał stworzyć 15 fikcyjnych etatów m.in. woźnych i pracowników technicznych szkół i przelewać za nich pensje na własne konto. Proceder trwał ponad półtora roku! W styczniu wykryła go dyrektorka DBFO na Pradze-Północ. Mariusz G. został zwolniony jeszcze zanim zakończyła się kontrola. Został też wyrzucony z Platformy Obywatelskiej, z której wcześniej w wyborach samorządowych startował (bez powodzenia) na radnego dzielnicy. Śledczy potwierdzili w postępowaniu, że wyprowadzona przez niego kwota może sięgać ponad 700 tys. zł!…

Urzędnicy weryfikujący ten przekręt nie byli pewni, czy Mariusz G. działał sam. Śledczy potwierdzili – jak ustaliliśmy nieoficjalnie – że wszystkie konta na które wypływały pieniądze z urzędu dzielnicy należały do Mariusza G.
Źródło info i foto: se.pl

Seminarium duchowne w Orchard Lake zakończy działalność. Pokłosie skandalu pedofilskiego

Seminarium w Orchard Lake, którego rektor oskarżony jest o molestowanie seksualne, zakończy działalność. Jako oficjalny powód wskazano „zmiany demograficzne i więcej możliwości zawodowych w Polsce”. Nie wspomniano w ogóle o skandalu wokół ks. Mirosława Króla.

Seminarium duchowne w amerykańskim stanie Michigan, istniejące od 1885 r., ma zakończyć działalność po roku akademickim 2020/2021. W oficjalnym oświadczeniu Orchard Lake Schools tłumaczono, że „ostatnie dwa lata były wypełnione zmianami i dopasowywano ofertę programową, żeby nadążyć za światem”.

Jak podał Onet, obecnie w Orchard Lake uczy się 11 seminarzystów. Jako oficjalny powód zamknięcia placówki wskazano „spadającą rekrutację wynikającą ze zmieniającej się demografii Stanów Zjednoczonych, więcej możliwości zawodowych w Polsce i zmiany, które nie pozwalają polskim seminarzystom na przenoszenie się między seminariami”. W najbliższych miesiącach ma zapaść decyzja ws. budynków uczelnianych.

Kard. Dziwisz zamieszany w sprawę ks. Króla?

W oświadczeniu seminarium w ogóle nie wspomina o sprawie, która obecnie toczy się przed amerykańskim sądem w sprawie ks. Mirosława Króla. Rektor został pozwany w procesie cywilnym przez dwóch byłych podwładnych o napaść i molestowanie seksualne. Sprawę bada również prokurator generalny stanu Michigan. Nikt jeszcze w tej sprawie nie usłyszał zarzutów.

Przypadki molestowania pokazał reportaż „Królestwo”, który w czerwcu wyemitowała telewizja TVN 24. – Zaczął mnie obmacywać. Łapał mnie za moje intymne części ciała, przez spodnie i tak dalej. Obmacywał tutaj wszędzie, po torsie. Próbował mnie całować po szyi. W takim amoku nie wiedziałem, co się dzieje. Udało mi się go odepchnąć – mówił przed kamerą jedna z ofiar molestowania. 

Zdaniem Marcina Gutowskiego, dziennikarza TVN 24 i autora reportażu „Królestwo”, oficjalne oświadczenie seminarium nie brzmi wiarygodnie. – Wspomina się tam o problemach demograficznych, które powodują brak powołań, o rzekomej niemożności zmiany przez polskich kleryków seminariów, co utrudnia im wyjazd do Stanów Zjednoczonych i z tych powodów oficjalnie, po 136 latach, zamyka się najstarsze seminarium w stanie Michigan i jedno z najstarszych w Stanach Zjednoczonych – mówił na antenie TVN 24.

Reportaż pokazał również bliskie relacje ks. Króla z kard. Stanisławem Dziwiszem, osobistym sekretarzem papieża Jana Pawła II. Hierarcha miałbym głównym patronem awansów kościelnych ks. Króla. Rektor seminarium w Orchard Lake był również prezesem Fundacji św. Jana Pawła II „Nie lękajcie się”. Zbierała ona środki na budowę krakowskiego sanktuarium poświęconego polskiemu papieżowi. Sekretariat kard. Dziwisza podkreślił, że kontakty z ks. Królem wynikały z „obowiązków związanych z funkcją pełnioną przez Księdza Kardynała w Kościele”. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: Pieniądze z zasiłków dla bezrobotnych trafiały do organizacji przestępczych

Nawet połowa pieniędzy wypłaconych w USA w czasie pandemii koronawirusa w ramach zasiłków dla bezrobotnych mogła trafić do zagranicznych grup przestępczych – podał portal Axios. Kwota skradzionych funduszy może sięgać 400 mld dolarów.

Portal powołuje się na szefa serwisu ID.me, który specjalizuje się w zapobieganiu oszustwom tego typu. W jego ocenie USA straciły za sprawą oszustów ponad 400 mld dolarów. Większość z tych pieniędzy miało paść łupem zagranicznych grup przestępczych, m.in. z Chin, Rosji czy Nigerii – i zostać wytransferowanych za granicę. Ale aktywne w tym procederze były też miejscowe uliczne gangi.

Mechanizm kradzieży publicznych pieniędzy był dość prosty i opierał się przede wszystkim na kradzieży lub wyłudzaniu danych osobowych od ludzi w internecie. Pieniądze, które wpływały na konta fałszywych bezrobotnych, były później pobierane z bankomatów przez „słupy” na miejscu i wyprowadzane za granicę.

– Te zagraniczne grupy są z pewnością wspierane przez państwa – ocenił w rozmowie z Axios Haywood Talcove, szef firmy zajmującej się bezpieczeństwem LexisNexis Risk Solutions.

Według ekspertów kryminaliści wykorzystali pośpiech we wprowadzaniu pomocy państwa. Przed pandemią oszustwa tego typu były stosunkowo rzadkie, jednak podczas pandemii zasiłki dla bezrobotnych zostały radykalnie rozszerzone, a stanowe władze były nieprzygotowane do wykrywania nieprawidłowości. Wyłudzenia miały miejsce głównie w stanach, które nie miały systemów wykrywania oszustw.
Źródło info i foto: TVP.info

Kolejny skandal we Francji. Wystawne, tajne kolacje elit w czasie lockdownu

Francuscy prokuratorzy wszczęli dochodzenie w sprawie informacji, jakoby ministrowie rządu i inni zamożni goście brali udział w tajnych kolacjach w paryskich restauracjach z naruszeniem obostrzeń związanych z pandemią. Doniesienia o spotkaniach wywołały we Francji oburzenie – poinformowały media.

Prokuratura w Paryżu podała, że w niedzielę wszczęto dochodzenie w sprawie możliwych zarzutów „narażania życia innych” i „pracy nierejestrowanej”. Dochodzenie będzie miało na celu „zweryfikowanie, czy kolacje i przyjęcia zostały zorganizowane z naruszeniem zasad zdrowotnych, a także ustalenie, kto był możliwym organizatorem i uczestnikiem”.

Nagranie z ukrytej kamery

Skandal wybuchł po tym, jak w piątek kanał telewizyjny M6 wyemitował nagranie z ukrytej kamery rzekomo z wysokiej klasy restauracji, w której pokazano gości delektujących się kawiorem i szampanem w ramach menu degustacyjnego kosztującego do 490 euro. Adres był znany tylko „nielicznym uprzywilejowanym” – twierdzi M6.

Ze względu na pandemię Covid-19 francuskie restauracje i kawiarnie są zamknięte od końca października. Na nagraniu było widać, że goście nie przestrzegają zalecanych zasad związanych z pandemią, w tym nie zachowują dystansu, nie noszą maseczek, a niektórzy witają się pocałunkami w policzek. Personel również był bez maseczek.

W materiale wyemitowanym przez M6 jeden z gości anonimowo powiedział, że wśród uczestników kolacji byli ministrowie. „W tym tygodniu jadłem obiad w dwóch lub trzech restauracjach, tak zwanych tajnych restauracjach, z kilkoma ministrami” – stwierdził.

Gość został później zidentyfikowany jako były prezenter telewizyjny Pierre-Jean Chalencon, właściciel luksusowego Palais Vivienne w Paryżu. Francuska telewizja zasugerowała, że właśnie to miejsce działa jako „tajna restauracja”. Prawnik Chalencona w oświadczeniu dla AFP przyznał, że były prezenter był osobą z nagrania, ale zaprzeczył, by ministrowie byli obecni na nielegalnych kolacjach. Stwierdził, że miał to być tylko żart.

Akcja w mediach społecznościowych

Po tym, jak pojawiły się spekulacje dotyczące tego, kto mógł uczestniczyć w kolacjach, na Twitterze popularnością zaczął się cieszyć hashtag #OnVeutLesNoms (#ChcemyNazwisk). Wiceminister spraw wewnętrznych Marlene Schiappa powiedziała francuskiej telewizji, że jeśli ministrowie lub posłowie uczestniczyli w tajnych kolacjach, powinni zostać „ukarani grzywną i karą jak każdy inny obywatel”.

– Jeśli ministrowie złamali zasady, muszą zostać ukarani jak każdy inny – stwierdził z kolei minister gospodarki Bruno Le Maire.

Minister spraw wewnętrznych Gerald Darmanin powiedział, że jeśli doniesienia o kolacjach są prawdziwe, to każdy, kto byłby obecny, powinien zostać postawiony w stan oskarżenia. – Nie ma dwóch typów obywateli – tych, którzy mają prawo do imprez, i tych, którzy go nie mają – powiedział.

Osoby, które uczestniczyły w spotkaniu, mogą zostać ukarane grzywną za nienoszenie masek i nieprzestrzeganie godziny policyjnej obowiązującej od 19 do 6.

Rzecznik rządu Gabriel Attal powiedział w niedzielę wieczorem w telewizji LCI, że władze od miesięcy badają doniesienia o potajemnych imprezach i restauracjach, a 200 podejrzanych zostało zidentyfikowanych i grozi im „surowa kara”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Skandal w Szwecji. Firma razem z żywnością przewoziła…martwe płody

Firma transportowa Best przewoziła w Sztokholmie niezabezpieczone martwe płody, ciała noworodków, próbki krwi razem z torbami z jedzeniem oraz koszami pełnymi owoców – wynika z dziennikarskiego śledztwa dziennika „Aftonbladet”. Jak długo trwał ten proceder?

W otwartym kartonie znajdowały się niebieskie plastikowe torby, zawierające od 10 do 15 martwych płodów, obok w większym kartonie znajdowało się ciało noworodka – opisał były kierowca firmy Best, który przekazał gazecie makabryczne zdjęcie. Z jego relacji wynika, że tym samym kursem przewoził również inne towary, w tym skrzynkę z chlebem.

Podobne historie opowiedzieli gazecie również inni kierowcy. Według nich zwykłymi w furgonetkami zmuszeni byli przewozić trumny z płodami razem z torbami z jedzeniem, koszami pełnymi owoców. To były urny z prochami, kawa, wino, wszystko pomieszane. Mógł to być też materiał biologiczny z oddziału patologii – stwierdził inny pracownik. Nie miało znaczenia, że samochód nie jest do tego przeznaczony – dodał.

Według „Aftonbladet” proceder mógł trwać kilka lat, a o warunkach przewozu płodów oraz ciał nie wiedzieli zleceniodawcy usług ani rodziny zmarłych.

Gazeta skontaktowała się z firmą Medicarrier, zlecającą Best usługi transportowe ze szpitali. Według przedstawicielki Medicarrier Hanny Radoncic „poczyniono już pewne postępy”, a „trumny z płodami nie są już przewożone”.

„Aftonbladet” alarmował wcześniej o trudnych warunkach pracy kierowców i niskich pensjach w firmie Best.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Brutalna akcja policji w USA. Zakuli w kajdanki i spryskali gazem 9-latkę

Funkcjonariusze policji w Rochester, w stanie Nowy Jork, zakuli w kajdanki i spryskali gazem pieprzowym 9-latkę – podała w poniedziałek CNN. Mundurowi interweniowali na wezwanie o sporze rodzinnym, a dziewczynka protestowała, kiedy ją chcieli wsadzić do samochodu. Funkcjonariusze zostali zawieszeni.

Na nagraniu widać policjantów, w tym jedną kobietę, krępujących dziewczynkę, zakładających jej kajdanki i próbujących wsadzić ją samochodu. Wyrywa się ona, płacze i woła ojca. W pewnym momencie jeden z funkcjonariuszy mówi: „Zachowujesz się jak dziecko”. (…) „Jestem dzieckiem” – odpowiada dziewczynka.

Ponieważ dziewczynka wykonywała poleceń, jeden z funkcjonariuszy spryskał ją gazem pieprzowym. Policja przewiozła następnie ją do szpitala w Rochester, skąd później została zwolniona.

Akcję policji skrytykowały lokalne władze, a jak informuje CNN, na konferencji prasowej p.o. szefowej policji w Rochester Cynthia Herriott-Sullivan przyznała, że sposób, w jaki potraktowali dziewczynkę funkcjonariusze, był nie do przyjęcia.

– Nie zamierzam mówić wam, że spryskanie gazem pieprzowym 9-latki jest w porządku. Tak nie jest. (…) Nie uważam, że takimi jesteśmy jako policja. Zamierzamy wykonać pracę, aby upewnić się, że podobne rzeczy się nie powtórzą – przytacza CNN wypowiedź Herriott-Sullivan.

Według zastępcy szefa policji Rochester Andre Andersona, kiedy w piątek został wezwany patrol, funkcjonariuszom powiedziano, że dziewczynka ma „myśli samobójcze”, mówiła rzekomo, że chce się zabić i chce zabić swoją mamę. Próbowała uciec przed funkcjonariuszami, którzy usiłowali udzielić jej pomocy.

Anderson zwrócił zarazem uwagę, że „nie ma usprawiedliwienia dla tego, co się wydarzyło”. Jak dodał, departament policji dąży do wprowadzenia „zmian kulturowych”.

Do incydentu odniosła się także burmistrz Rochester Lovely Warren. Podkreśliła, że poleciła szefowi policji przeprowadzenie pełnego i dokładnego dochodzenia. Oczekuje na raport w tej sprawie rady odpowiedzialnej za działalność policji miejskiej.

– Z nagrania jasno wynika, że musimy zrobić więcej, aby wspierać nasze dzieci i rodziny – oceniła Warren.
Źródło info i foto: onet.pl

Do Izraela wywieziono przedmioty z terenu dawnego getta warszawskiego

Do Izraela potajemnie wywieziono przedmioty znalezione na budowie na terenie dawnego getta warszawskiego. „To skandal, złamanie prawa” – komentują historycy. O sprawie pisze wtorkowa „Gazeta Wyborcza”.

Jak relacjonuje „GW” w swym stołecznym dodatku, pracownicy jednej z budów na terenie byłego getta warszawskiego na Muranowie odkryli podziemny bunkier. Jeden z robotników, który wszedł do środka, znalazł w nim filakterie, pudełeczka z ustępami Tory. To przedmioty modlitewne wykonane ze skóry koszernych zwierząt. O odkryciu napisała w poniedziałek izraelska gazeta „Israel Hayom” – informuje „Wyborcza”.

Według „GW”, w artykule napisano, że z robotnikami potajemnie skontaktowali się emisariusze Shem Olam Faith and the Holocaust Institute for Education, Documentation and Research (Instytutu Wiary Shem Olam dla Edukacji, Dokumentacji i Badań). Po długich negocjacjach filakterie zostały przekazane emisariuszom instytutu i w sekrecie przed polskimi władzami w ostatnim czasie przywieziono je do Izraela – czytamy w gazecie.

„Doszło do przestępstwa”

„Wyborcza” przypomina, że wywożenie z Polski przedmiotów wytworzonych przed 1945 rokiem bez zgody władz jest nielegalne. W sytuacji kiedy inwestor na budowie odkryje cenne przedmioty, powinien to zgłosić do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jeżeli tego nie zrobił, to doszło do przestępstwa – podkreśla w rozmowie z dziennikiem Karolina Gałecka, rzeczniczka stołecznego ratusza.

Jak informuje „GW”, urzędnicy próbują ustalić, na której z budów mogły zostać odkryte filakterie, bo tego izraelscy dziennikarze nie podali. „Sprawdzą, czy wykopaliska zostały zgłoszone do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jeżeli nie, ratusz zawiadomi prokuraturę” – dodaje „Gazeta Wyborcza”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl