Skatowali i porzucili w lesie 34-latka. 19-latce i jej partnerowi grozi do 8 lat więzienia

Cztery dni spędził w lesie pobity do nieprzytomności 34-latek z Suchej Beskidzkiej. Jak się okazało w ten sposób „policzyła” się z nim jego była dziewczyna i jej nowy partner. Teraz grozi im do ośmiu lat więzienia. 19-latce nie podobało się, że jej były chłopak nadal ją adoruje. Postanowiła więc ze swoim nowym 17-letnim partnerem dać mu nauczkę.

Nastolatkowie zwabili 34-latka w umówione wcześniej miejsce. Tam uderzyli go kilka razy drewnianym kijem w głowę. Nieprzytomnego mężczyznę była dziewczyna z nowym chłopakiem zaciągnęli do lasu w rejonie Makowa Podhalańskiego.

Zaniepokojona zniknięciem 34-latka rodzina po kilku dnia zawiadomiła policję. Przy jednym z drzew znaleźli półprzytomnego mężczyznę. Jego stan okazał się na tyle poważny, że został przewieziony do specjalistycznego szpitala w Krakowie. Prawdopodobnie nigdy nie wróci w pełni do zdrowia.

Policjanci już po kilku dniach złapali młodych sprawców pobicia. Sad aresztował ich na trzy miesiące.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Skatowany 3,5-latek w Grudziądzu. Matka i konkubent dostaną dożywocie?

Po śmierci ciężko pobitego 3,5-latka z Grudziądza będzie zmiana zarzutów dla matki dziecka i jej konkubenta, który skatował dziecko. Kobiecie i mężczyźnie będzie groziło nawet dożywocie – dowiedział się reporter RMF FM Paweł Balinowski. Lekarze od poniedziałku walczyli o życie chłopca, jednak dziecko zmarło wczoraj wieczorem. Mężczyzna usłyszy zarzut nie tylko ciężkiego pobicia ze skutkiem śmiertelnym, ale też długotrwałego znęcanie się nad chłopcem. Z opinii lekarzy wynika, że 3,5-latek był bity wielokrotnie.

Kobiecie, matce dziecka, śledczy zarzucają to, że nie reagowała i nie zaprowadziła syna do lekarza, choć – ich zdaniem – musiała dobrze wiedzieć, co się dzieje. W ten sposób pośrednio miała doprowadzić do śmierci dziecka.

Para nie przyznaje się do winy. Co więcej, kobieta broniła swojego konkubenta. Prokuratorzy formalnie rozszerzą zarzuty po zakończeniu sekcji zwłok, która odbędzie się dziś po południu. Niewykluczone, że będą tez potrzebne opinie biegłych. W sprawie przesłuchano też około 20 świadków, głównie sąsiadów pary.

Chłopiec trafił do szpitala w poniedziałek. Pogotowie ratunkowe wezwał konkubent matki dziecka, który miał twierdzić, że 3,5-latek spadł z łóżka. Po jego zbadaniu lekarze zaalarmowali policję mając poważne podejrzenia, że chłopiec był bity.

Sześcioro rodzeństwa chłopca trafiło do ośrodka opiekuńczego.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ciało 28-letniego mężczyzny znalezione w Jastrzębiu-Zdroju

Zwłoki 28-letniego mężczyzny z obrażeniami głowy znaleziono w Jastrzębiu-Zdroju na Górnym Śląsku. Według wstępnych informacji miały skatować go cztery osoby. Mężczyźni są już w rękach policji, ale muszą wytrzeźwieć zanim zostaną przesłuchani. W chwili zatrzymania każdy z nich miał około 1,5 promila w wydychanym powietrzu.

Według wstępnych ustaleń policji, mężczyźni napadli 28-latka – bili go i kopali po całym ciele. Zostali zatrzymani na miejscu zdarzenia. W tej chwili policja szuka piątego sprawcy, który według świadków miał pomagać w skatowaniu ofiary.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kamil S. katował 4-letnią Oliwkę

Joanna N. (27 l.), matka zakatowanej na śmierć Oliwki (+4 l.), wiedziała, że Kamil S. (33 l.), z którym się związała, znęca się nad jej córeczką. Widziała siniaki na ciele dziecka, a mimo to zostawiała je pod jego opieką. On pod jej nieobecność zamieniał się w kata. Brał skórzany pas i bił bezbronną dziewczynkę do krwi. Aż zabił.

O tej szokującej zbrodni, do której doszło w miniony wtorek w Łodzi, pisaliśmy wczoraj. Martwą Oliwkę do stacji pogotowia ratunkowego przyniosła jej matka. Z jej słów wynikało, że gdy dziewczynka była pod opieką jej partnera, spadła z huśtawki. Gdy lekarze zobaczyli obrażenia na ciele dziecka, nie mieli wątpliwości, że było ono ofiarą przemocy domowej. Joanna N. i Kamil S. zostali zatrzymani przez policję.

Następnego dnia odbyła się sekcja zwłok Oliwki. Jej wyniki są przerażające. Dziewczynka zmarła z powodu rozległych obrażeń wielonarządowych. Miała rozległy uraz głowy z krwiakiem i obrzękiem mózgu, złamane, choć gojące się już żebro, obojczyk i kość łokciową, pęknięte jelito oraz wiele siniaków na całym ciele. Powstały podczas bicia ręką, ale przede wszystkim skórzanym pasem. Kamil S. zadawał razy tak długo, aż z ran zaczęła sikać krew. Gdy tuż po zatrzymaniu pary policjanci weszli do ich wynajmowanego mieszkania, krwawe, zaschnięte plamy były dosłownie wszędzie.

W środę mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa i znęcania się nad Oliwką ze szczególnym okrucieństwem. Wczoraj sąd aresztował go na trzy miesiące. Grozi mu dożywocie.

Do aresztu trafiła również matka dziecka. Jest podejrzana o narażenie swojej córki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Z zeznań kobiety wynika bowiem, że doskonale wiedziała o horrorze, który Kamil S. zgotował jej Oliwce. – Widziałam te siniaki, zdawałam sobie sprawę, że on bił moją córkę. Smarowałam te miejsca maścią – powiedziała. Ona w więzieniu może spędzić pięć lat.
Żródło info i foto: se.pl

Harlow: Są świadkowie pobicia Polaków

Na policję zgłosili się świadkowie pobicia Polaków w Harlow. Poinformowali o tym funkcjonariusze z Essex. W rozmowie z Polskim Radiem policjanci zastrzegli, że na razie nie mają przesłanek do tego, aby łączyć incydent, do którego doszło w nocy z sobotę na niedzielę, ze skatowaniem polskiego obywatela sprzed ponad tygodnia.

W niedzielę w brytyjskim Harlow znów pobito Polaków. Kilka dni wcześniej w tym mieście na skutek podobnej napaści zginął polski obywatel. Policja bada incydent, jako potencjalnie motywowany nienawiścią na tle narodowościowym. Według MSZ pobici w niedzielę Polacy opuścili już szpitale, a ich zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Żródło info i foto: wp.pl

Śmiertelne pobicie didżeja w Jastrzębiu

Młody mężczyzna przez tydzień walczył o życie w szpitalu. W piątek zmarł. Do tragedii doszło w jednym z klubów na jastrzębskim osiedlu Przyjaźń. – Jak podają świadkowie, 40-letni didżej, Krzysztof Linde miał nie zagrać piosenki, o którą prosili go sprawcy i za to został skatowany – donosi „Dziennik Zachodni”.

Anonimowi świadkowie mówią, że bandyci skakali didżejowi po głowie. „Zachodni” pisze także, że ciężko ranny mężczyzna został wywleczony przed klub, tylko po to, żeby właściciele mogli zamknąć lokal. – Gdy barmanka wychodziła z lokalu, on leżał na ławce. Później, gdy po południu szła do pracy, nadal tam leżał i dopiero wtedy zareagowała – twierdzą anonimowi świadkowie cytowani przez „Dziennik Zachodni”.

40-latek przez tydzień walczył o życie w szpitalu. Jednak w piątek zmarł. Policja nadal poszukuje podejrzanego o śmiertelne pobicie Krzysztofa. Śledczy nie wiedzą, czy działał sam.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Jest wyrok w sprawie Dominika B.

Jest wyrok w głośnej sprawie Dominika B. – skatowanego prawie dwa lata temu za to tylko, że żądał zaległej wypłaty: tysiąca złotych. Sąd w Radomiu skazał szefa firmy, która zatrudniała mężczyznę i jego współpracownika – odpowiednio – na 12 i 10 lat więzienia. 23-letni poszkodowany ma też dostać 150 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Prokurator chciał dla obydwu oskarżonych 25 lat więzienia i 500 tysięcy dla Dominika B.

Obrońca oskarżonego pracodawcy dowodził, że żadne dowody nie wskazują na związek Szymona F. ze sprawą i wnosił o jego uniewinnienie. Według adwokata oskarżonego Mateusza R., nie miał on zamiaru zabójstwa, a jedynie chciał dokonać obrażeń ciała u swojej ofiary. Dlatego m.in. obrońca wnioskował o zmianę kwalifikacji czynu z usiłowania zabójstwa na spowodowanie ciężkich obrażeń ciała, co wiązałoby się z łagodniejszą karą dla Mateusza R. Obrońca domagał się też niższego zadośćuczynienia – w wysokości 50 tys. zł.

24-letni obecnie mieszkaniec Katowic Dominik B. pracował na czarno w firmie budowlano-remontowej na Mazowszu. Gdy nie mógł wyegzekwować wypłaty od pracodawcy, zagroził, że doniesie do Państwowej Inspekcji Pracy, iż szef zatrudnia pracowników na czarno. Wówczas pracodawca wraz z innym pracownikiem wywiózł go do lasu w okolicach Grójca. Tam – zgodnie z ustaleniami prokuratury – brutalnie go pobili i okaleczyli, przysypali ziemią i uciekli, myśląc, że nie żyje.

Poszkodowany resztką sił dotarł do krajowej „siódemki”, gdzie znaleźli go kierowcy. Mężczyzna miał liczne rany cięte głowy i karku oraz połamane i pokaleczone cztery palce.

Właściciel firmy budowlanej Szymon F. nie przyznał się do winy. Powiedział śledczym, że nie ma nic wspólnego z brutalnym pobiciem Dominika B. Według niego to Mateusz R. miał zrobić krzywdę 23-latkowi. Szymon F. zeznał, że był świadkiem ich kłótni w aucie. 22-letni Mateusz R. przyznał się w sądzie do winy i przeprosił Dominika B. za doznane szkody. Według Mateusza R. to Szymon F. zaplanował zemstę i kazał Szymonowi R. zadać pokrzywdzonemu ciosy przygotowanym wcześniej tasakiem.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymano rodziców w sprawie pobicia półtorarocznego dziecka

Lubelscy policjanci zatrzymali parę 25-latków z Chełma. Podczas szarpaniny, jaka się między nimi wywiązała, ucierpiał ich 1,5-roczny synek, który z poważnymi obrażeniami wewnętrznymi i urazem głowy został zabrany do szpitala. W sobotę para została doprowadzona do prokuratury, gdzie zapadną decyzję o jej dalszym losie. Z relacji mężczyzny wynika, że chłopca skatowała matka.

Do zdarzenia doszło w minioną środę około godziny czwartej nad ranem w Chełmie. W jednym ze śródmiejskich mieszkań wybuchła awantura pomiędzy 25-letnimi rodzicami półtorarocznego dziecka. Jak wstępnie ustalili policjanci kobieta spożywała alkohol. W trakcie kłótni doszło do szarpaniny pomiędzy rodzicami. W tym czasie 18-miesięczny chłopiec znajdował się na rękach u ojca. Dziecko znajdując się pomiędzy szarpiącymi się rodzicami doznało poważnych wewnętrznych obrażeń ciała m.in. pęknięcia śledzionej oraz urazu głowy.

Ojciec dziecka podczas wstępnego przesłuchania zeznał, że dziecko zostało uderzone dwukrotnie przez 25-latkę. Po awanturze matka dziecka wyszła z domu, natomiast ojciec zabrał chłopca do swojej matki. Tego samego dnia w południe 25-latek postanowił powiadomić o zdarzeniu kuratora sądowego, który sprawuje nadzór nad rodziną. Ten, gdy zobaczył chłopca, od razu wezwał karetkę pogotowia. Dyspozytor powiadomił policję.

Dziecko po wstępnych badaniach śmigłowcem pogotowia ratunkowego zostało przetransportowane do szpitala w Lublinie.
Żródło info i foto: wp.pl

Skatowany maczetą bezdomny leżał w zsypie na śmieci

Do scen jak z horroru doszło w Bielsku-Białej (woj. śląskie), gdzie dwóch napastników z maczetą odcięło bezdomnemu palce i ucho. Skatowanego mężczyznę znaleziono w niedzielę w zsypie na śmieci. We wtorek policja poinformowała o zatrzymaniu sprawców, którym teraz grozi nawet 12 lat więzienia.

Funkcjonariusze zaczęli działać w niedzielę nad ranem, gdy w zsypie na śmieci przy ulicy Malczewskiego w Bielsku-Białej odnaleziono poranionego i pobitego 52-letniego mężczyznę. Bezdomny miał rozległe obrażenia na całym ciele oraz odcięte palce dłoni i ucho. Został przewieziony do szpitala. Kryminalni rozpoczęli poszukiwania sprawców. Sprawdzali każdą informację, każdy ślad. Szybko ustalili, że związek atakiem na 52-latka mogą mieć dwaj mężczyźni, wynajmujący mieszkanie w pobliskim bloku.

W mieszkaniu napastników policja znalazła narkotyki

Policjanci zatrzymali 34-latka z powiatu nowosądeckiego oraz jego o rok starszego wspólnika, mieszkańca powiatu gliwickiego. W ich mieszkaniu znaleźli ponad 10.000 działek dilerskich amfetaminy i 200 porcji marihuany o czarnorynkowej wartości blisko 200 tys. zł, a także ponad 5 kg proszku, służącego jako domieszka do amfetaminy. Zabezpieczyli także maczetę, którą napastnicy zaatakowali bezdomnego. Mężczyźni zostali przewiezieni do policyjnego aresztu. Wkrótce usłyszą zarzuty i zostaną doprowadzeni do prokuratury oraz sądu z wnioskiem o ich tymczasowe aresztowanie.
Żródło info i foto: TVP.info

Niemcy: zasztyletowali gwałciciela

27-letni mężczyzna został brutalnie zaatakowany na parkingu w południowych Niemczech. Mimo natychmiastowej pomocy, zmarł w drodze do szpitala Samosąd w Niemczech! 27-letni mężczyzna został zaatakowany i skatowany przez kilku oprawców. Jak donosi sfora.pl na mężczyźnie został wykonany wyrok za gwałt. Kilka dni temu młoda dziewczyna z płaczem wyjawiła swoim bliskim, że została zgwałcona. Gwałciciela rozpoznała i podała jego nazwisko rodzicom. Na reakcję nie trzeba było długo czekać – 27-letni mężczyzna został zaatakowany na parkingu samochodowym przez grupę bliskich ofiary. – „To była zemsta. Zabili go bliscy kobiety, którą miał zgwałcić 12 czerwca w Müllheim” – twierdzą policjanci. Żródło info i foto: Fakt.pl