Holandia: Nastolatkowie uważali się za „łowców pedofilów”. Samosąd na 73-latku

We wtorek holenderski sąd w Amsterdamie skazał pięciu nastolatków za udział w śmiertelnym pobiciu 73-letniego mężczyzny w październiku 2020 roku. Nastolatkowie uważali, że są „łowcami pedofilów”, a emerytowanego nauczyciela poznali na portalu randkowym. Według sędziego zabawili się w samosąd, zamiast zgłosić mężczyznę wymiarowi sprawiedliwości.

W październiku 2020 roku doszło do głośnego pobicia 73-letniego emerytowanego nauczyciela z miejscowości Arnhem. Mężczyzna na internetowym czasie umówił się z osobą nieletnią na seks. Jak donosiła prokuratura 73-letni emerytowany nauczyciel został dotkliwie pobity na ulicy. Nie jest jasne, czy mężczyzna wiedział, że rozmawia z nastolatkami, którzy postanowili zostać „łowcami pedofilów”. Został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł.

W sumie w październiku aresztowano siedmiu podejrzanych, jednego 18-latka i sześciu nieletnich.Ostatecznie przed sądem stanęło pięciu nastolatków w wieku od 15 do 19 lat. Młodzież, której tożsamość nie została ujawniona, otrzymała wyroki od sześciu miesięcy do roku w areszcie dla nieletnich.

Sąd wymierzył im kary od 6 do 12 miesięcy pozbawienia wolności oraz prace społeczne. Są również zobowiązani zapłacić 60 tys. euro rodzinie zamordowanego. Sędzia w uzasadnieniu wyroku, dostępnym na stronie internetowej sądu w Amsterdamie, stwierdził, że społeczeństwo nie może pozwalać na samosądy. „Nie tak działa nasz system prawny. Obywatele nie mogą zastępować policji i wymiaru sprawiedliwości”.
Źródło info i foto: se.pl

Łukasz B. skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo Krzysztofa Leskiego

Sąd skazał Łukasza B. na 25 lat więzienia za zabójstwo Krzysztofa Leskiego – podaje warszawska „Gazeta Wyborcza”.

Krzysztof Leski został zamordowany w styczniu ubiegłego roku. Zginął z rąk swojego współlokatora, którego przygarnął do swojego mieszkania niedługo przed śmiercią. W trakcie śledztwa Łukasz B. mówił, że to diabeł kazał mu zabić. – Byłem pięć miesięcy temu w Niemczech i wziąłem taką tabletkę, że się znalazłem po tamtej stronie. Podpisałem pakt z diabłem, że od tego roku będę co miesiąc zabijał człowieka i tak zacząłem. To mieli być przypadkowi ludzie. Pan Leski też był przypadkowym człowiekiem – powiedział. Przed końcem procesu B. zmienił swoją wersję zdarzeń. Stwierdził, że bronił się przed atakiem Leskiego.

W środę Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że Łukasz B. spędzi w więzieniu 25 lat – informuje warszawska „Gazeta Wyborcza”. Karę będzie odbywał w systemie terapeutycznym. Skazany wcześniej leczył się psychiatrycznie, jednak biegli orzekli, że w chwili zabójstwa był poczytalny. – Zabił swego dobroczyńcę, który dał mu przysłowiowy dach nad głową, pomagał mu wyjść z nałogu, znaleźć pracę, stanąć na nogi. Zabił człowieka dobrego, ufnego i życzliwego, który całe życie pracował jako dziennikarz i pomagał innym w potrzebie – uzasadniał swoją decyzję, jak podaje „Wyborcza”, sąd.

Prokuratura wnioskowała o dożywocie. Taką samą karę chciała wymierzyć Łukaszowi B. jedna sędzia – Agnieszka Domańska.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Lider sekty skazany na 120 lat więzienia. Głodził i gwałcił kobiety

Wykorzystywał seksualnie, zmuszał do niewolniczej pracy, głodził i szantażował kobiety. Sąd w Nowym Jorku skazał go na 120 lat więzienia. Keith Raniere założył organizację marketingową NXIVM, która miała promować samodoskonalenie się i rozwój osobisty. W drogich szkoleniach organizowanych przez NXIVM brali często udział znani artyści i celebryci. Niestety, jak się okazało, była to też sekta, a jej założyciel dopuszczał się straszliwych rzeczy.

Jak podał Reuters, sąd skazał mężczyznę na 120 lat więzienia. Udowodniono mu, że m.in. głodził kobiety, stosował wobec nich przemoc i kazał im uprawiać ze sobą seks. Gromadził rozbierane zdjęcia kobiet, by potem je szantażować.

Wykorzystywał nastolatkę

Jedną z ofiar Keitha Reniere’a, założyciela sekty, była 15-latka. Jak podaje Reuters, dziś dorosła kobieta zeznała, że trwało to 12 lat. Raniere zaczął ją wykorzystywać, gdy miała 15 lat, a on miał 45.

„Od tak dawna grzebał w moim umyśle, że próba znalezienia siły i jasności do opowiedzenia mojej historii była powolną i bolesną podróżą” – powiedziała Camila, którą cytuje reuters.com.

Keith Reniere nie wyraził skruchy podczas procesu

„Wierzę, że jestem niewinny tych zarzutów […]. To prawda, że nie okazuję skruchy za przestępstwa, o których mniemam, że ich wcale nie popełniłem” – mówił. Jego słowa cytuje RMF24.
Źródło info i foto: o2.pl

Słowacja: Sąd skazał zabójcę Jana Kuciaka

Sąd w Pezinoku koło Bratysławy w poniedziałek skazał na 23 lata pozbawienia wolności Miroslava Marczeka, który przyznał się do zastrzelenia w lutym 2018 roku słowackiego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kusznirovej. Marczek przyznał się też do zabicia w grudniu 2016 r. przedsiębiorcy Petra Molnara.

Prokuratur Ladislav Novocky i oskarżyciel posiłkowy Daniel Lipszyc wnioskowali o karę 25 lat więzienia. Zwracali uwagę na fakt, że zabójstwa dziennikarza i jego narzeczonej dokonano z zimną krwią, zbrodnia została zaplanowana, a sprawca nie rokuje szans na resocjalizację. Kary dożywocia domagał się przedstawiciel prawny Zlaticy Kusznirovej, matki zamordowanej kobiety.

Marczek na własną prośbę nie uczestniczył w poniedziałkowej rozprawie. Wyrok nie jest prawomocny. Prokurator powiedział dziennikarzom, że odwoła się do Sądu Najwyższego. Przewodnicząca składu sędziowskiego Rużena Sabova uznała, że oskarżony miał znaczny udział w wyjaśnieniu zbrodni, ale dokonał zabójstw z zimną krwią. Zwróciła uwagę, że chociaż skazany współpracował z wymiarem sprawiedliwości, to na współpracę zdecydował się dopiero wtedy, gdy ujawniane przed sądem fakty zaczęły świadczyć na jego niekorzyść.

Sabova szczególną uwagę zwróciła na zamordowanie narzeczonej Kuciaka, której nie obejmowało zlecenie zabójstwa. Podkreśliła, że morderca chciał pozbyć się świadka. Sędzia podkreśliła, że ofiary zabójstwa łączyły z ich rodzinami bardzo bliskie stosunki, i w związku z tym wymierzyła dodatkową karę finansowego odszkodowania.

Marczek, 37-letni były żołnierz, przyznał się do zabójstwa Kuciaka i jego narzeczonej w styczniu br. Jego relacji o tym, jak strzelał do dziennikarza i Kusznirovej wysłuchali obecni na sali sądowej rodzice Kuciaka i matka zamordowanej. Wyraził skruchę z powodu dokonanych zbrodni, co zaznaczali w poniedziałek jego obrońcy.

Marczek jest drugą osobą skazaną w sprawie o zamordowanie Kuciaka i jego narzeczonej, w grudniu 2019 r. karę 15 lat więzienia wymierzono Zoltanowi Andrusce, który przyznał się do udziału w przekazaniu zlecenia zabójstwa bezpośredniemu wykonawcy.

Po przyznaniu się Marczeka do winy postępowanie w jego sprawie wyłączono z głównego procesu, w którym oskarżonym o zlecenie zabójstwa Kuciaka pozostaje przedsiębiorca Marian Koczner, opisywany przez Kuciaka w jego artykułach.

Na ławie oskarżonych zasiadają także współpracownica Kocznera Alena Zsuzsova, która miała przekazać zlecenie morderstwa, oraz kuzyn Marczeka, Tomasz Szabo, również oskarżony o zabójstwo Kuciaka i jego narzeczonej. Najbliższa rozprawa zaplanowana jest na przyszły tydzień.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Mateusz K. ma trafić za kratki na 25 lat za udział w podwójnym zabójstwie. Nie wiadomo gdzie przebywa

Mateusz K. pomagał w podpaleniu kasyna, w pożarze zginęły dwie osoby. Najpierw sąd skazał go na dwa lata więzienia za groźby, jednak prokuratura dążyła do skazania mężczyzny za udział w podwójnym zabójstwie. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu do wniosku oskarżyciela publicznego się przychylił i skazał K. na 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok jest prawomocny, ale skazany na razie i tak nie trafi do więzienia. Jego miejsce pobytu nie jest znane.

W kwietniu 2015 roku w jednym z kasyn na terenie Zgorzelca doszło do pożaru. – Piotr G. i Mateusz K. po oblaniu dwóch znajdujących się w nim mężczyzn benzyną, podpalili ją i doprowadzili do ich śmierci – informuje Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. I dodaje, że ustalenia prokuratury wskazywały, że sprawcy najpierw wspólnie przyjechali do kasyna, później K. wręczył kanister z benzyną G., a ten po wylaniu jego zawartości na dwóch mężczyzn podpalił ją.

Płonący mężczyźni wybiegli na ulicę. Świadkowie relacjonowali: „Jeden biegał, drugi leżał, obaj płonęli”. Ranni trafili do szpitala. Tam zmarli po kilku dniach.

Najpierw sąd skazał go za groźbę w celu wymuszenia pieniędzy

W tej sprawie już wcześniej na dożywocie skazano Piotra G. Na początku 2019 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońcy Piotra G. A decyzja ta oznaczała, że wcześniej wymierzone – przez sądy dwóch instancji – dożywocie jest karą ostateczną.

– O współudział w zabójstwie oskarżono również Mateusza K., a w jego sprawie toczyło się odrębne postępowanie – przekazuje Czułowski. Jednak Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze uznał, że K. nie dopuścił się zabójstwa, a jedynie groźby, by wymusić należne mu pieniądze. Miało chodzić – jak wcześniej informowali śledczy – o 150 złotych z zaległej wygranej należącej do jego kolegi.

I za to skazał go na dwa lata więzienia. Taki wyrok nie spodobał się oskarżycielowi publicznemu i rodzinom zmarłych mężczyzn. Od rozstrzygnięcia się odwołano. W apelacji domagano się, by K. uznać za winnego udziału w zabójstwie. Wnioskowano też o wymierzenie mu kary dożywocia.

Wyrok jest, nie ma skazanego

Sprawa trafiła na wokandę Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. A ten skazał Mateusza K. na 25 lat pozbawienia wolności. Tym samym uwzględnił wnioski prokuratury i oskarżyciela posiłkowego. Wyrok jest prawomocny, choć na razie nie można go wykonać. Jak przekazuje prokuratura aktualne miejsce pobytu mężczyzny nie jest znane. Prawdopodobnie przebywa on za granicą.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Indie: Przez pięć lat torturowali i gwałcili dziewczynki z domu dziecka Balika Grih w Muzaffarpur. Sąd skazał ich na dożywocie

Sąd skazał na karę dożywocia 12 osób, które przez pięć lat miały odurzać, torturować i gwałcić 42 dziewczynki z domu dziecka. Jak podaje indyjski miesięcznik, 11 z nich zaginęło lub zostało zamordowanych. Przez pięć lat 42 dziewczynki w domu dziecka Balika Grih w Muzaffarpur na północy Indii były odurzane, a potem torturowane, molestowane i gwałcone. Ich krzyki słyszeli ludzie mieszkający w sąsiedztwie, jednak nie reagowali z obawy o własne bezpieczeństwo.

„The Caravan”: Co najmniej 11 wykorzystywanych dziewczynek zaginęło lub zostało zamordowanych
20 stycznia 19 osób zostało uznanych winnymi zarzucanych im przestępstw. Wśród nich jest Brajesh Thakur, właściciel ośrodka, w którym przebywały dziewczynki i szef siatki pedofilów.

Zgodnie z indyjskim prawem wymiar kary ogłoszono na oddzielnej rozprawie. We wtorek sąd w Delhi skazał 12 osób na dożywocie. Adwokat skazanych zapowiedział apelację do sądu wyższej instancji.

W domu dziecka, w którym rozegrał się dramat, stanowi i miejscy urzędnicy wielokrotnie przeprowadzali kontrole. Kilku z nich usłyszało zarzuty.

Jak podaje miesięcznik „The Caravan”, co najmniej 11 wykorzystywanych dziewczynek zaginęło lub zostało zamordowanych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Częstochowa: Adrian Ś. skazany na 15 lat więzienia za brutalne zabójstwo sąsiadki

Na 15 lat więzienia skazał częstochowski sąd okręgowy Adriana Ś., oskarżonego o zabicie 2018 r. 75-letniej sąsiadki na tle rabunkowym. W chwili zbrodni Ś. miał 16 lat. Ofiara miała obrażenia głowy oraz związane ręce i nogi. Sprawca zabrał z domu pieniądze, kosztowności i dokumenty, a następnie podpalił ofiarę.

Prokuratura, która żądała dla oskarżonego 25 lat więzienia – czyli maksymalnej kary dla sprawcy w tym wieku – zapowiada apelację.

Obrażenia głowy oraz oparzenia

Do zbrodni doszło we wrześniu 2018 r. w dzielnicy Kiedrzyn w Częstochowie. Oficer dyżurny policji otrzymał zgłoszenie pożaru domu. Kiedy strażacy weszli do środka, w jednym z pomieszczeń odkryli nadpalone ciało kobiety. 75-latka miał związane ręce i nogi oraz uraz głowy. W domu widoczne były ślady plądrowania. Jak podawała policja, sprawca uderzył kobietę, skrępował, okradł, a następnie oblał benzyną i podpalił.

Adriana Ś., mieszkającego na sąsiedniej posesji, policjanci zatrzymali jeszcze tego samego dnia. W Prokuraturze Rejonowej Częstochowa-Północ usłyszał zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie oraz rozboju i kradzieży. Sąd rodzinny zgodził się, by odpowiadał jak dorosły. Został aresztowany.

Przyczyną śmierci kobiety były obrażenia głowy oraz oparzenia

Rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie Dominik Bogacz powiedział, że Ś. został skazany na 15 lat więzienia z zastrzeżeniem, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie się mógł ubiegać najwcześniej po 10 latach.

Prokuratura złoży apelację

Z wyrokiem nie zgadza się oskarżenie. Jak powiedział Piotr Wróblewski w Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, zostanie złożony wniosek o pisemne uzasadnienie orzeczenia, a później apelacja.

Zgodnie z ogólnymi zasadami za przestępstwo nie odpowiada osoba, która nie ukończyła 17. roku życia, ale w wyjątkowych sytuacjach – np. zabójstwa, gwałtu zbiorowego lub porwania – do odpowiedzialności karnej może być pociągnięty już 15-latek. Decyduje o tym sąd rodzinny i dla nieletnich, biorąc pod uwagę m.in. okoliczności sprawy i stopień rozwoju sprawcy.

Zgodnie z Kodeksem karnym, wymierzając karę nieletniemu albo młodocianemu, sąd kieruje się przede wszystkim tym, aby sprawcę wychować. Wobec sprawcy, który w czasie popełnienia przestępstwa nie ukończył 18 lat, nie orzeka się kary dożywocia. Maksymalna kara dla takiej osoby to 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sąd skazał gang porywaczy

Mieszkał obok rodziny M., obserwował ich. Oni nigdy nie widzieli jego twarzy. Uznał, że są majętni. Przebrał się za policjanta, uprowadził żonę prezesa, a od niego zażądał ponad miliona euro. – To miało być najbardziej kulturalne porwanie w historii – mówił w sądzie. Było ostatnie, ale nie pierwsze. On i jego wspólnicy właśnie zostali skazani.

Marta M. została porwana przez grupę Grzegorza P. Za dnia, z ulicy przed własnym domem w małej miejscowości pod Bielskiem-Białą. To miasto i okolice były terenem działania gangu, a ona była jego czwartą ofiarą. Zatrzymała się swoim samochodem, bo wyglądali jak brygada antyterrorystyczna, w czarnych mundurach kupionych w sklepie z militariami, z naszywkami „policja” z internetu, atrapami karabinów. Za każdym razem się tak przebierali, by – jak wyjaśniał potem w sądzie P. – „porwanie wyglądało łagodnie”.

– To będzie najbardziej kulturalne porwanie w historii – zapowiedział swoim wspólnikom (powtórzył te słowa przed sądem).

Założyli Marcie czarny worek na głowę, rzucili na podłogę samochodu, wywieźli do wcześniej wynajętego domu w Bielsku i zamknęli w piwnicy z łóżkiem polowym, przenośną toaletą i zabitym blachą oknem. W podobnych warunkach przetrzymywali wszystkie ofiary.

– Nasłuchiwałam. Wymyślałam, czym się tu bronić, jak wkroczą. Miałam tylko plastikową butelkę po wodzie. Byli pod drzwiami, mieli włączone radio, raz po raz słyszałam otwieranie puszek. Co to za ludzie, co im może strzelić do głowy po tym piwie? Czy mi czegoś nie dosypią do wody, nie zgwałcą? – opowiadała reporterce tvn24.pl Marta M.

P. uspokajał ją, że nic jej się nie stanie, że chodzi tylko o kasę. Zażądał od jej męża Dariusza M. miliona euro, a potem jeszcze dwustu tysięcy euro za to, że powiadomił policję o zaginięciu żony. To był największy okup w historii polskiej policji. Dariusz M. był prezesem giełdowej spółki, ale nie miał takich pieniędzy w gotówce. Na szczęście miał przyjaciół. Pożyczył od nich część i przekazał porywaczom we współpracy z policją. Wcześniej, nocami, spisywał z funkcjonariuszami numery seryjne banknotów, a potem zapakował do plecaka i sam wyniósł je w miejsce wyznaczone w górach. Plecak był tak ciężki, a on tak się spieszył, że pozrywał sobie ścięgna. Nie wszystkie ofiary gangu P. zawiadomiły policję. Dariusz M. też bał się to zrobić. Jak mówił, P. groził mu, że wtedy nie zobaczy już swojej żony.

– Inne ofiary pewnie słyszały od P. to samo, co Marta: ja tu jestem tylko wykonawcą, zrobiłem co do mnie należało, ale moi szefowie wszystko obserwują, mają kontakty w policji. „Jeden dziki ruch i twój synek znika” – opowiadał reporterce tvn24.pl Dariusz M.

Jego żona została uwolniona po czterech dniach od porwania, a tydzień później zatrzymano P. i jego wspólników. 5 listopada 2019 roku, dwa lata od porwania Marty M., w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej zapadł wyrok.

Odzyskali trzy miliony złotych

Informację o wyroku kilka dni temu podała Prokuratura Krajowa, ponieważ to jej Śląski Wydział Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Katowicach prowadził śledztwo.

Akt oskarżenia dotyczył nie tylko porwań czterech ludzi w celu wymuszenia okupu, dokonanych w latach 2015 – 2017. Obejmował w sumie 48 przestępstw. Zarzuty postawiono czterem osobom. Wszyscy dostali kary bezwzględnego więzienia. Grzegorz P., uznany przez sąd za organizatora przestępczego procederu, został skazany na łączną karę 12 lat pozbawienia wolności. Jego wspólnicy: Janusz C. 5 lat i 6 miesięcy, Jacek S. na 4 lata, Sławomir G. na 2 lata i 11 miesięcy. Jak informuje Prokuratura Krajowa, oprócz kar pozbawienia wolności, „z uwagi na wyjątkowo bulwersujący charakter przestępstw oraz okoliczności ich popełnienia”, sprawcy dostali wysokie kary grzywny, mają także obowiązek naprawienia szkody oraz zadośćuczynienia dla każdego pokrzywdzonego.

Sąd ustalił, że członkowie gangu za każdym działali podobnie: typowali osobę do porwania – głównym kryterium był stan majątkowy ofiary, obserwowali ją, rozpoznając jej codzienne zwyczaje i w dogodnym momencie, przebrani za policjantów, z atrapami broni palnej, porywali i więzili we wcześniej przygotowanej kryjówce. Następnie od członków rodzin żądali zapłaty okupu w kwotach od 50 tysięcy do 4 milionów złotych. Po otrzymaniu pieniędzy ofiary były wypuszczane. Policja odzyskała trzy miliony złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kara śmierci za przemyt fentanylu z Chin do Stanów

Sąd w Chinach skazał dziewięć osób za przemyt fentanylu do USA, w tym jedną na karę śmierci w zawieszeniu i dwie na dożywocie. Rozbicie szajki przedstawiono jako pierwszą taką sprawę, rozwiązaną dzięki współpracy organów ścigania z obu krajów.

Fentanyl jest syntetycznym opioidem, 50-krotnie silniejszym od heroiny. Ze względu na niską cenę często wykorzystywany jest do produkcji nielegalnych narkotyków. Odgrywa istotną rolę w tzw. kryzysie opioidowym w USA.

W 2017 r. odnotowano w tym kraju ponad 28 tys. zgonów z powodu przedawkowania syntetycznych opioidów. W większości fentanylu i substancji pokrewnych – wynika z danych amerykańskich Centrów Kontroli i Prewencji Chorób (CDC).

Amerykańskie służby antynarkotykowe wskazywały Chiny jako główne źródło fentanylu trafiającego do USA. Zaprzeczały temu władze chińskie, które twierdzą, że Stany Zjednoczone powinny robić więcej, by ograniczyć popyt na tę substancję. Prezydent USA Donald Trump zarzucił w sierpniu przywódcy Chin Xi Jinpingowi, że nie wypełnił obietnicy walki z fentanylem i zbliżonymi do niego substancjami.

Informacja o ukaraniu przemytników została ogłoszona w czasie, gdy oba kraje przygotowują się do podpisania wstępnej umowy, mającej zakończyć trwający od 16 miesięcy spór handlowy.

– Gang przemycający fentanyl i inne opioidy do USA za pośrednictwem kurierów został rozbity dzięki współpracy chińskich i amerykańskich organów ścigania – powiedział urzędnik Chińskiej Państwowej Komisji Kontroli Narkotyków Yu Haibin w mieście Xingtai na północy Chin, gdzie członkowie szajki byli sądzeni.

Jeden z nich usłyszał wyrok śmierci (w zawieszeniu na dwa lata). Wyroki takie z reguły zamieniane są na dożywocie. Dwaj inni członkowie gangu zostali skazani na dożywotnie pozbawienie wolności, a sześciu pozostałych otrzymało mniejsze kary.
Źródło info i foto: TVP.info

Rok więzienia za pomoc w porwaniu 3-latki i jej mamy

Sąd w Białymstoku skazał na rok więzienia mężczyznę, który pomógł ojcu 3-letniej Amelki w uprowadzeniu jej i jej mamy. Do porwania kobiety i jej córki doszło 7 marca na jednym z białostockich osiedli. Jak podawała policja, dwaj sprawcy wepchnęli 25-latkę i jej 3-letnią córkę do samochodu i odjechali. Kilkaset metrów dalej porzucili ciemnoniebieskiego citroena, którym uciekali i przesiedli się do kolejnego auta.

Jeszcze tego samego dnia po południu, w związku z zaginięciem dziecka, ogłoszony został tzw. Child Alert, opublikowany był również wizerunek matki dziecka, a dzień później zdjęcia męża porwanej kobiety – ojca dziecka. To on w Łomży wypożyczył samochód użyty do uprowadzenia.

Akcja poszukiwawcza trwała ponad dobę. Jak wynika z informacji ze śledztwa, następnego dnia między porywaczami doszło do kłótni w samochodzie. Z chwili nieuwagi skorzystała uprowadzona kobieta, która razem z córką uciekła porywaczom z auta. W okolicach Ostrołęki (Mazowieckie) zabrał je z drogi kierowca i zawiózł na policję.

W związku z tymi wydarzeniami zatrzymani zostali Cezary R., czyli ojciec dziecka – mąż 25-latki, oraz jego znajomy. To właśnie wobec tego drugiego mężczyzny zapadł we wtorek wyrok; przyznał się on do swojej roli w przestępstwie i opisał jego szczegóły. Zgodził się on na wyrok skazujący bez przeprowadzania rozprawy. Śledztwo w sprawie Cezarego R. wciąż trwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl