Synobójca z Jelcza-Laskowic skazany na dożywocie

Dożywocie dla Andrzeja K. za zastrzelenie syna w 2021 roku w Jelczu Laskowicach na Dolnym Śląsku. Tak wyrok zapadł dziś we wrocławskim sądzie. Do rodzinnej tragedii w Jelczu Laskowicach doszło 11 stycznia 2021 roku. Andrzej K. zastrzelił swojego syna w hurtowni, gdzie ten pracował. Oddał jeden strzał z rewolweru czarnoprochowego w tył głowy 37-latka. Po wszystkim ojciec sam się okaleczył. 68-latek usłyszał zarzut zabójstwa. Przyznał się do winy. Jako motyw działania wskazał sprawy ekonomiczne. Ustalono, że mężczyzna wcześniej przygotowywał się do zbrodni. Wrocławski sąd nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że oskarżony zabił. Skazał go na dożywocie. Zasądził też w sumie 150 tysięcy złotych zadośćuczynienia rodzinie zastrzelonego. Chodzi między innymi o partnerkę i syna ofiary.

Dzisiejszy wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ryszard Bogucki zwolniony przez sąd z więzienia

Sąd Okręgowy w Częstochowie zwolnił skazanego za zabójstwo „Pershinga” Ryszarda Boguckiego z odbywania pozostałej części kary 25 lat więzienia. Prawomocny wyrok w tej sprawie zapadł w 2004 roku. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie zaskarżyła decyzję o zwolnieniu Boguckiego. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie zaskarżyła postanowienie Sądu Okręgowego w Częstochowie Wydział III Penitencjarny i Nadzoru nad Wykonywaniem Orzeczeń Karnych z 6 czerwca, którym Sąd zwolnił Ryszarda Boguckiego z odbycia reszty orzeczonej wobec niego łącznej kary 25 lat więzienia. Bogucki był skazany m.in. za zabójstwo, kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, wymuszenie rozbójnicze, porwanie oraz oszustwo.

Jak ustaliła PAP, zdaniem Sądu skazany odbył już karę w takim wymiarze, że dalsze oddziaływanie resocjalizacyjne nie rokuje większych postępów. Dodatkowo, według Sądu, analiza okoliczności dotyczących procesu resocjalizacji, pozwala na wysnucie wniosku, że u skazanego ukształtowały się właściwe postawy wobec obowiązku przestrzegania porządku prawnego. To natomiast pozwala sądzić, że pomimo niewykonania pozostałej do odbycia części kary, nie popełni on ponownie przestępstwa i będzie przestrzegał porządku prawnego.

Wniosek o zwolnienie Boguckiego negatywnie zaopiniował natomiast Zastępca Dyrektora Zakładu Karnego w Herbach z uwagi na negatywną prognozę kryminologiczno–społeczną. Podobne zdanie miał prokurator. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie zaskarżyła postanowienie Sądu. Według prokuratury Sąd skoncentrował się tylko na okolicznościach związanych z regulaminowym pobytem Boguckiego w więzieniu i uzyskiwaniem przez niego nagród i ulg, właściwą postawą wobec przełożonych. Prokuratura zauważyła, że podczas wydawania decyzji ws. zwolnienia Ryszarda Boguckiego pominął okoliczności związane z postawą skazanego, właściwościami i warunkami osobistymi, okolicznościami popełnionych przestępstw oraz zachowaniem po ich popełnieniu.

Bogucki bowiem nie przyznał się do popełnienia przestępstw i nie wyraził skruchy. Prokurator zaskarżenie decyzji Sądu argumentował także tym, że skazany poza zabójstwem dopuścił się wielu bardzo poważnych przestępstw o wysokim stopniu społecznej szkodliwości, w tym założenia oraz kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, porwania, czy też wymuszenia rozbójniczego. Prokuratura zaznaczyła, że skazany odbywa karę łączną 25 lat więzienia za przestępstwa, których popełnieniem wykazał niewątpliwy brak poszanowania dla podstawowych wartości, jakimi są życie i zdrowie człowieka. Najpoważniejszym z nich było zabójstwo, którego dopuścił się z użyciem broni palnej, mające w istocie charakter egzekucji na Andrzeju Kolikowskim ps. Pershing.

Jak ustaliła PAP Bogucki, odbywając karę w systemie programowego oddziaływania, wywiązywał się z zadań jedynie w stopniu umiarkowanym. Podczas długiego procesu izolacji brał udział jedynie w trzech programach, a w grudniu 2021 r. definitywnie zrezygnował z uczestnictwa w następnych. Dodatkowo skany nie pracuje odpłatnie, jak też nie udziela się w pracach nieodpłatnych na rzecz oddziału mieszkalnego.

Bogucki w 2021 r. ubiegał się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. W czerwcu 2021 r., Sąd Okręgowy w Częstochowie odrzucił wniosek skazanego. Negatywną decyzję utrzymał w mocy postanowieniem z września 2021 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach.

Zaskarżenie decyzji o zwolnieniu Boguckiego

Zaskarżenie decyzji sądu o zwolnieniu Ryszarda Boguckiego z odbywania pozostałej części kary potwierdził PAP rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej Łukasz Łapczyński. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie złożyła zażalenie na postanowienie Sądu. Ponadto obecny na posiedzeniu prokurator złożył sprzeciw od tej decyzji. Ostatecznie czy Ryszard B. pozostanie w Zakładzie Karnym i odbędzie resztę orzeczonej wobec niego kary, zdecyduje Sąd Apelacyjny w Katowicach, który rozstrzygnie zażalenie prokuratora – powiedział prokurator.

Bogucki w 2003 r. został skazany m.in. za zabójstwo „Pershinga”. Wyrok ten stał się prawomocny w 2004 r. W 2009 r. warszawska prokuratura skierowała oskarżenia przeciwko Andrzejowi Z. ps. „Słowik” i Boguckiemu, zarzucając im m.in. nakłanianie do zabójstwa b. szefa policji generała Marka Papały, zastrzelonego w Warszawie w 1998 r. W 2013 r. warszawski SO uniewinnił obu mężczyzn, krytycznie oceniając wiele działań organów ścigania w sprawie, a dowody uznając za „kruche”. Wyrok ten stał się prawomocny – prokuratura nie apelowała.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ukraina: Rosyjski żołnierz skazany na dożywocie

Prokurator generalna Ukrainy Iryna Wenediktowa przyznaje, że dopuszcza możliwość wymiany Wadima Szyszymarina, rosyjskiego żołnierza skazanego na dożywocie za zabicie cywila. Dodała, że Ukraina w tej sprawie będzie ściśle przestrzegać prawa. 21-letni rosyjski sierżant Wadim Szyszymarin został wczoraj skazany na dożywocie za zabicie cywila. To pierwszy taki wyrok wydany od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę. Sąd uznał, że 21-letni żołnierz dopuścił się umyślnego zabójstwa. Odrzucił argument obrony, że Szyszymarin wykonywał rozkaz.

Zdaniem sądu skrucha, którą żołnierz wyraził na procesie, nie była szczera. Wyrok zapadł przed sądem w Kijowie. Wcześniej Szyszymarin przyznał się do zastrzelenia 62-letniego Ołeksandra Szelipowa, mieszkańca wsi Czupachiwka w obwodzie sumskim na północy Ukrainy.

Szczerze żałuję. Byłem wtedy zdenerwowany, nie chciałem zabić (…) Tak do tego doszło – zeznał przed sądem.

28 lutego wystrzelił kilka pocisków z karabinu w głowę nieuzbrojonego Szelipowa, który szedł poboczem drogi, prowadząc rower. Szyszymarin miał otrzymać taki rozkaz od przełożonego, który bał się, że cywil poinformuje siły ukraińskie o obecności wojsk rosyjskich.

„Można wymienić osobę po wyrokach sądowych”

Tymczasem prokurator generalna Ukrainy Iryna Wenediktowa podkreśliła – cytowany przez Ukraińską Prawdę – że dopuszcza możliwość wymiany Szyszymarina.

Można wymienić osobę po wyrokach sądowych. Tak, technicznie jest to możliwe – podkreśliła.

Ale nie chcę wdawać się w tę kwestię, bo to jest polityka i dyplomacja, chcę pozostać w kompetencjach prokuratora i mówić o obiektywnych tematach wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych – dodała.

Podkreśliła, że Ukraina będzie działać wyłącznie na polu prawnym, zgodnie ze standardami międzynarodowego prawa humanitarnego.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Mirosław G. został prawomocnie skazany

Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał w mocy wyrok skazujący dr Mirosława G. za narażenie pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Kardiochirurg w 2006 roku zostawił kawałek gazika w lewej komorze serca pacjenta. Został skazany na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu i grzywnę. To po zatrzymaniu Mirosława G. przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w 2007 r. ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wypowiedział słynne słowa: „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”. Po kilku latach musiał za nie przeprosić Mirosława G.

Dla oskarżyciela publicznego najistotniejsze jest prawomocne uznanie winy oskarżonego – powiedział PAP prok. Przemysław Ścibisz z Prokuratury Regionalnej w Warszawie po ogłoszeniu decyzji Sądu Okręgowego. Tym samym potwierdzenie przez sąd wersji prokuratury, zgodnie z którą w procesie leczenia pokrzywdzonego pacjenta doszło do rażących zaniedbań oraz naruszenia standardów sumiennego lekarza operatora – dodał prokurator.

Jesienią 2006 r. 46-letni wówczas Mirosław G., pełnił funkcję kierownika Kliniki Kardiochirurgii w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie. Pracował tam od pięciu lat. Miał opinię wybitnego kardiochirurga i transplantologa.

18 października do przyszpitalnej przychodni zgłosił się Florian M. Mężczyzna źle się czuł, nie był w stanie przejść kilku kroków bez konieczności odpoczynku. Lekarz zrobił mu echo serca, które wykazało trzepotanie przedsionków.
Florian M. miał złożoną wadę serca. Został zakwalifikowany do operacji, jako osoba, której życie jest zagrożone. Badająca pacjenta lekarka zwróciła się do Mirosława G. o pilne leczenie. Mężczyzna trafił na stół operacyjny 22 października, około godziny 13. Była to druga operacja serca przeprowadzana tego dnia przez dra G.

Z akt sprawy wynika, że ryzyko śmierci pacjenta podczas operacji wszczepienia sztucznej zastawki serca i po niej wynosi od 9 do 13,7 proc. Śledczy ustalili, że niemal wszystkie czynności przeprowadzone przez zespół kierowany przez Mirosława G. były „typowe”.

Mirosław G. umieścił w komorze serca, poniżej zastawki aortalnej, zrolowany kilkucentymetrowy gazik, który wyłapywał drobinki wapnia opadające z oczyszczanej zastawki serca. Kardiochirurg zapomniał o usunięciu rolgazy, która nie wypłynęła podczas płukania serca roztworem fizjologicznym.

Braku gazika w czasie operacji nie doliczyła się także żadna z dwóch pielęgniarek, których zadaniem jest kontrola ilości narzędzi czy gazy na stoliku i w polu operacyjnym. Operację zakończono z wynikiem pozytywnym dwie godziny później. Stan Floriana M. był dobry.

Około godzinę po zabiegu pielęgniarka Ewa C. liczyła ponownie sprzęt i narzędzia. Przeszukała salę operacyjną i uświadomiła sobie, że w ciele pacjenta musiał zostać jeden gazik. Powiedziała o tym obecnym na oddziale lekarzom. Skontaktowała się telefonicznie z doktorem G. U operowanego wykonano badanie RTG klatki piersiowej, ale nie wykazało żadnego ciała obcego. Lekarze chcieli reoperować Floriana M., ale Mirosław G. miał zapewniać swoich podwładnych, że wszystko jest w porządku. Miał twierdzić, że nie używał rolgazy podczas wszczepiania zastawki. Powtórną operację odwołano.

Następnego dnia pacjent został wybudzony, świadkowie zeznali, że był w stanie funkcjonować, a kolejne badania, w tym echo serca, wskazywały, że nowa zastawka działa prawidłowo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były reprezentant Polski skazany za oszustwo finansowe

Były koszykarz reprezentacji Polski, Kordian K., został skazany za oszustwo finansowe. Wedle wyroku sądu mężczyzna miał wyłudzić od byłej już partnerki prawie 800 tysięcy złotych. „Omotał mnie, obiecywał miłość, ale wszystko po to, by doić ze mnie pieniądze. Po latach walki o sprawiedliwość mam nadzieję, że ten wyrok sprawi, że już nikogo nie oszuka” – opowiada poszkodowana, Joanna z Żor. Orzeczenie nie jest prawomocne, a Kordian K. zapowiedział apelację.

Były reprezentant Polski w koszykówce został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz na karę grzywny w wysokości 5 tysięcy złotych za oszustwo finansowe. Miał wyłudzić od swojej byłej partnerki, Joanny, prawie 800 tysięcy złotych. Wyrok nie jest prawomocny, a Kordian K. zapowiedział, że będzie się odwoływał.

„To absurdalny wyrok, gdybym rzeczywiście wyłudził te pieniądze kara byłaby wyższa. Zostałem tylko draśnięty karą. Wszystko przez szykany ze strony prokuratury. Będę składał apelację” – OŚWIADCZYŁ NA ŁAMACH „FAKTU”.

Zupełnie innego zdania jest kobieta, która – wedle orzeczenia sądu – została poszkodowana przez byłego sportowca. Joanna z Żor gorzko ocenia swoją relację z mężczyzną. Ten miał obiecywać jej miłość, wspólne założenie rodziny, lecz nic z tego nie wyszło. „Tak naprawdę chodziło mu tylko o kasę” – wspomina w rozmowie z „Faktem”. „Omotał mnie, obiecywał miłość, ale wszystko po to, by doić ze mnie pieniądze. Po latach walki o sprawiedliwość mam nadzieję, że ten wyrok sprawi, że już nikogo nie oszuka” – dodaje.

Joanna i Kordian związali się kilka lat temu. Kobieta zakochała się i kiedy partner opowiedział jej o swojej trudnej sytuacji finansowej, postanowiła mu pomóc. „Najpierw dałam mu 100 tys. zł potem 90 tys. zł. Przez dwa lata wyciągnął ode mnie 796 tys. zł. Manipulował moimi uczuciami. Straszył, oczerniał i upokarzał. Nie miałam siły się przeciwstawić, bo go kochałam, a on stosował szantaż emocjonalny” – mówi.

W 2017 roku postanowiła powiadomić o tym prokuraturę w Żorach, a potem wszystko ciągnęło się jeszcze 2 lata. W 2019 roku sąd umorzył sprawę. Orzeczono, że nie było podstaw do wniesienia aktu oskarżenia. Po odwołaniu sąd apelacyjny uznał decyzję za bezzasadną. Proces ruszył.

Kordian K. obiecał, że spłaci byłą partnerkę. Ostatecznie oddał jej 70 tysięcy złotych. Od przeszło roku na konto Joanny nie wpłynęła już żadna suma od mężczyzny. Dlaczego? „Miałem problemy ze zdrowiem. Płacić zacznę za kilka miesięcy” – wyjaśnia były koszykarz.

Głos w sprawie zabrał mec. Michał Pyrzkowski, który reprezentuje pokrzywdzoną kobietę.

„Sąd uznał wszystkie racje mojej klientki i skazał Kordiana K. na rok w zawieszeniu na 3 lata. Musi też spłacić pani Joannie pozostałą kwotę, czyli 726 tys. 520 zł. Sąd dodatkowo wymierzył mu też grzywnę w wysokości 5 tys. zł. Oszustwo, którego się dopuścił nie jest zwykłym oszustwem tylko kwalifikowanym, bo wartość wyłudzonych pieniędzy jest duża” – STWIERDZIŁ.
Źródło info i foto: interia.pl

15-letni Polak skazany w Wielkiej Brytanii za zabójstwo

Sąd w Lincoln we wschodniej części Wielkiej Brytanii skazał 15-letniego Marcela G. na 17 lat więzienia za zabójstwo. Rok temu Polak zwabił do lasu swojego 12-letniego kolegę i zadał mu 70 ciosów nożem. Do zbrodni doszło w ubiegłym roku na terenie dystryktu Boston (hrabstwo Lincolnshire). Jak podaje w komunikacie lokalna policja, 12 grudnia w miejscowości Fishtoft znaleziono ciało 12-letniego Roberta. Chłopiec miał rany kłute szyi, klatki piersiowej i brzucha. Dzień później aresztowano w sprawie Marcela G., wówczas 14-latka.

Podczas procesu G. utrzymywał, że działał w obronie własnej. Twierdził, że „stracił kontrolę”, gdy 12-latek chciał go pchnąć nożem. Prokurator ocenił, że nie ma dowodów na to, aby jego młodszy kolega był uzbrojony. Śledczy ocenili, że zbrodnia była w znacznym stopniu zaplanowana i dokonano jej z premedytacją. Sprawca, jak wynika ze zgromadzonych dowodów, próbował odciąć głowę ofierze. Po dokonaniu zabójstwa, próbował ukryć przestępstwo i usunąć dowody, m.in. poprzez spalenie ubrań.

Jak podaje BBC, podjęcie decyzji ws. G. zajęło ławie przysięgłych dwie godziny. Na rozprawie ojciec zabitego chłopca odczytał oświadczenie. Powiedział, że czuje się „pusty” po śmierci dziecka. – Żaden ojciec nie powinien chować swojego syna. Straciłem swoje przeznaczenie i cel. Moje życie jest na cmentarzu – powiedział.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest wyrok ws. byłego księdza Pawła K.

Wrocławski sąd uznał b. księdza Pawła K., skazanego za wykorzystywanie seksualne nieletnich, za osobę stwarzającą zagrożenie. Po wyjściu z więzienia nie trafi on jednak do zamkniętego ośrodka, tylko zostanie objęty nadzorem prewencyjnym. Będzie też musiał poddać się terapii dla przestępców seksualnych. Paweł K. został w 2015 r. skazany przez wrocławski sąd na 7 lat więzienia za wykorzystanie seksualne trzech małoletnich chłopców. Sąd zakazał mu też dożywotnio pracy z młodzieżą i orzekł leczenie zaburzeń preferencji seksualnych. K. był jednym z bohaterów filmu dokumentalnego „Tylko nie mów nikomu” autorstwa braci Sekielskich.

Wrocławski sąd zajął się sprawą byłego księdza na wniosek dyrektora Zakładu Karnego nr 1 we Wrocławiu, który chciał, by został on uznany za osobę stwarzającą zagrożenie. K. ma opuścić więzienie 22 września.

„Osoba stwarzająca zagrożenie” i nadzór prewencyjny

Na wtorkowej rozprawie Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał Pawła K. za osobę stwarzającą zagrożenie dla innych i postanowił zastosować wobec niego nadzór prewencyjny. Nie podjął jednak decyzji, aby umieścić go w ośrodku Gostyninie. Trafiają tam sprawcy najpoważniejszych przestępstw, którzy odbyli karę więzienia, ale powinni być nadal izolowani, bo z powodu preferencji seksualnych lub zaburzeń osobowości mogą popełniać kolejne przestępstwa.

„Sąd nałożył też na Pawła K. obowiązek poddania się postępowaniu terapeutycznemu w warunkach ambulatoryjnych w postaci terapii dla preferencyjnych sprawców przestępstw przeciwko wolności seksualnej oraz terapii mieszanych zaburzeń osobowości w Centrum Psychiatrii Środowiskowej” – poinformowało Biuro Rzecznika Prasowego Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

Sąd zarządził także umieszczenie wyników analizy DNA, odcisków linii papilarnych, zdjęć, szkiców i opisów wizerunku K. w odpowiednich bazach danych.

Orzeczenie sądu nie jest prawomocne.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Robert Aaron Long skazany. Przeprowadził ataki na azjatyckie salony masażu

Robert Aaron Long został skazany na karę dożywotniego więzienia za przeprowadzenie ataków na azjatyckie salony masażu w Atlancie i okolicach. W ich wyniku zginęło osiem osób. Sąd hrabstwa Cherokee w amerykańskim stanie Georgia nie przewiduje możliwości warunkowego zwolnienia.

Na karę dożywotniego więzienia bez możliwości warunkowego zwolnienia skazany został we wtorek przez sąd hrabstwa Cherokee w amerykańskim stanie Georgia zabójca ośmiu osób, pracujących w azjatyckich salonach masażu w Atlancie i okolicach. Oskarżony Robert Aaron Long przyznał się do winy.

Wyrok dotyczy czterech zabójstw. Long będzie jeszcze odpowiadał w Atlancie za pozostałe cztery.

Ataki na azjatyckie salony masażu

Do zabójstw doszło w marcu. Ich sprawca najpierw zaatakował spa w centrum handlowym w Acworth w hrabstwie Cherokee, około 50 km na północ od Atlanty, gdzie od strzałów z jego broni zginęły cztery osoby. Kilka godzin później do strzelaniny doszło w Atlancie, w dwóch salonach masażu, położonych przy tej samej ulicy. Na miejscu zginęły dwie osoby, trzy ciężko ranne zostały przetransportowane do szpitala, dwie zmarły.

Niedługo potem, około 240 kilometrów na południe od Atlanty, aresztowany został 22-letni Robert Aaron Long z Woodstock, który został oskarżony o wszystkie te ataki i o zabójstwo ośmiu osób. Siedem z nich to kobiety azjatyckiego pochodzenia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Zmarł seryjny zabójca. Nie doczekał egzekucji

W sobotę w więziennym szpitalu zmarł seryjny morderca i gwałciciel Rodney Alcala. 77-latek oczekiwał na egzekucję, która została na niego nałożona w związku z zabójstwem czterech młodych kobiet i 12-letniej dziewczynki. Śledczy podejrzewają jednak, że Rodney Alcala miał na sumieniu o wiele więcej ofiar, niż udało się to udowodnić w toku postępowania. Sprawy, za które został skazany, dotyczą porwań i zabójstw, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych głównie w latach 1977-1980.

W latach 70. Rodney Alcala wziął udział w programie randkowym „The Dating Game”, która w Polsce znana jest pod nazwą „Randka w ciemno”. Samotne kobiety wybierały w programie jednego z trójki anonimowych mężczyzn. Parter był dobierany tylko na podstawie odpowiedzi na pytania – kobiety nie widzą więc kandydatów przed podjęciem decyzji. Alcala, który został przedstawiony jako utalentowany fotograf, został wybrany przez uczestniczkę, która finalnie odmówiła randki, opisując jego zachowanie jako „dziwaczne”.

W prowadzonym przeciwko niemu śledztwie udowodniono mu, że w latach 1977-1979 zabił cztery kobiety: 18-letnią Jill Barcomb, 21-letnią Jill Parenteau, 27-letnią Georgię Wixted i 32-letnią Charlotte Lamb. Jego ostatnią ofiarą była uprowadzona i zamordowana w 1980 roku 12-letnia Robin Samsoe. Dziewczynka została przez niego porwana, gdy wracała do domu na rowerze po lekcji baletu.

Nazywany „Dating Game Killer” („Zabójcą z Randki w ciemno”) Alcala miał pozbawiać życia swoich ofiar w bardzo okrutny sposób. Prokuratura opisywała, że seryjny zabójca torturował kobiety przed śmiercią. Najczęściej dusił je do momentu, aż stracą przytomność. Po tym, jak się wybudzały, dusił je kolejny raz. Proces ten był powtarzany tak długo, aż umierały.

Śledczy udowodnili „randkowemu zabójcy” pięć morderstw, za co w 2010 roku został skazany na śmierć. Prokuratura podejrzewa jednak, że jego ofiar było dużo więcej – mówi się nawet o zabójstwie 130 kobiet. Na jego udział w innych morderstwach wskazuje wiele poszlak, jednak w pozostałych sprawach nie zdobyto wystarczająco mocnych dowodów, by powiązać te śmierci z Alcalą.

W 2012 roku oskarżono go o zabójstwa Cornelii Crilley (1971) oraz Ellen Jane Hover (1977). Do zbrodni tych przyznał się, w związku z czym rok później został skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności. W 2016 roku Alcala został oskarżony o zabicie 28-letniej Christine Ruth Thornton, która była w szóstym miesiącu ciąży.

Rodney Alcala zmarł w sobotę 24 lipca 2021 roku w szpitalu w więzieniu stanowym Corcoran w Kalifornii. Powodem śmierci 77-latka były przyczyny naturalne.

Kara śmierci została zdelegalizowana w USA na szczeblu stanowym i federalnym w 1972 roku. Cztery lata później kary śmierci zostały przywrócone, a w 1988 roku przyjęto ustawę, która umożliwiła ich stosowanie w orzecznictwie federalnym. Od 2003 roku kary śmierci na szczeblu federalnym nie były jednak praktykowane. Przerwa ta została zakończona przez Donalda Trumpa, który w 2019 roku wydał decyzję o wykonaniu zaległych wyroków. Obecnie tylko w celach w Kalifornii przebywa 700 skazanych na karę śmierci
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niesłusznie skazany za potrójne morderstwo Zenon K. walczy o gigantyczne odszkodowanie

Zenon K. (70l) ze Stalowej Woli, domaga się od Skarbu Państwa ogromnej kwoty za bezzasadne aresztowanie. Mężczyzna za kratkami spędził dwa lata i 9 miesięcy, zanim został przez sąd prawomocnie uniewinniony od zarzutu zabójstwa trzech mężczyzn. W poniedziałek starał się przekonać Sąd, że te pieniądze mu się należą. Do zbrodni doszło w połowie listopada 2015 roku. w 2017 sąd wydał wyrok 25 lat pozbawienia wolności za potrójne zabójstwo. W połowie lipca 2018 okazało się, że oskarżony jest niewinny.

Historia zbrodni ze Stalowej Woli, o której dokonanie oskarżony został Zenon K.(70l), miała miejsce w bloku przy. ul. Popiełuszki owianym bardzo złą sławą. Przede wszystkim doskonale znanym policji, jako miejsce nieustannych libacji i burd. Jednak w nocy z 15 na 16 listopada 2015 roku nie skończyło się na zwyklej popijawie jakich wiele. W jednym z mieszkań zginęło 3 mężczyzn w wieku 40, 57 i 63 lat Wszyscy zostali zadźgani nożem. Śledczy wytypowali dwóch podejrzanych – Zenona K., oraz Krzysztofa S., który miał wówczas 29 lat. Młodszy z podejrzanych nie został oskarżony, gdyż według lekarzy psychiatrów w chwili zdarzenia był i wciąż jest niepoczytalny. Z tego względu sąd umieścił go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu stanął jedynie Zenon K., oskarżony o to, że wspólnie i w porozumieniu z Krzysztofem S. zamordował nożem trzech kompanów od kieliszka. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu w listopadzie 2017 roku uznał Zenona K. za winnego zarzucanych mu czynów i wymierzył karę łączną: 25 lat pozbawienia wolności. Od tego wyroku odwołał się obrońca oskarżonego. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie przyznał mu rację! W lipcu 2018 roku wydał prawomocny wyrok, uniewinnił Zenona K. od zarzutu dokonania zabójstwa trzech mężczyzn! Rzeszowski Sąd nie miał wątpliwości, że potrójnej zbrodni dokonał Krzysztof S., a Zenon K. zadał trzy lub cztery ciosy nożem nie mogące spowodować śmierci żadnej z ofiar.

Zenona K. nagrały na mieście kamery monitoringu ze sklepu, około godziny 21.30. I to właśnie wtedy miało dość do zbrodni, o którą oskarżano siedemdziesiąceiolatka. Ostatecznie za niepowiadomienie organów ścigania o odkryciu zwłok w jego mieszkaniu Zenon K. skazany został na 2 lata i 9 miesięcy, czyli dokładnie tyle, ile spędził w tymczasowym areszcie. Potem wyszedł na wolność i zaczął starać się o odszkodowanie za czas spędzony w areszcie.
Źródło info i foto: se.pl