Atak nożownika w polskim sklepie w Smethwick pod Birmingham

17-latek został śmiertelnie ugodzony nożem w polskim sklepie w Smethwick pod Birmingham w środkowej Anglii – poinformowała policja hrabstwa West Midlands. Wszystko wskazuje na to, że miejsce zabójstwa było przypadkowe, a ofiara wbiegła do sklepu uciekając przed napastnikami. Do zdarzenia doszło w sobotę po godz. 16. Jak informują media, powołując się na relacje świadków, 17-latek uciekając, wbiegł do sklepu Nowa Polka. Tam jednak dwóch napastników go dopadło i zadało kilka ciosów nożem.

Rannego chłopaka próbowali ratować przypadkowi ludzie, odwożąc go samochodem do szpitala. Auto zderzyło się niestety z dwoma innymi pojazdami. Ostatecznie nastolatek został zabrany przez karetkę pogotowia do szpitala, gdzie stwierdzono zgon.

18-latek aresztowany

W nocy z soboty na niedzielę policja aresztowała 18-latka, który jest podejrzany o zadanie śmiertelnych ciosów. Jak na razie mundurowi nie ujawnili personaliów ani ofiary, ani domniemanego sprawcy. Gazeta „Express and Star” z pobliskiego Wolverhampton poinformowała, że to już trzeci poważny akt przemocy w tych okolicach w ostatnich kilku tygodniach. Nieco ponad tydzień wcześniej inny nastolatek został poważnie ranny wskutek dźgnięcia nożem. Pod koniec marca z kolei dwie osoby zostały ranne w strzelaninie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Napad na konwojenta w Łodzi. Skradziono 3 mln złotych

Nieznani sprawcy napadli w sobotę po godzinie 18 na konwojenta, który odbierał pieniądze ze sklepów w Łodzi. Mężczyzna został pobity, a napastnicy zabrali pieniądze, które miał w walizce. Zniknęły także worki z gotówką z samochodu, którym jeździł. Policja poszukuje świadków przestępstwa.

Zaatakowany konwojent był nieuzbrojony i nie miał wsparcia. Samodzielnie odbierał pieniądze z placówek handlowych, gdy w sobotę po godz. 18 przy ul. Ogrodowej w Łodzi doszło do napadu. Sprawcami byli najprawdopodobniej dwaj mężczyźni.

Obezwładniony konwojent

– 16 stycznia około godz. 18 przez jednym ze sklepów przy ul. Ogrodowej w Łodzi nieznani sprawcy zaatakowali konwojenta, który wychodził z utargiem. Po jego obezwładnieniu i doprowadzeniu do stanu bezbronności ukradli pieniądze, które przewoził – powiedziała Polsat News podkomisarz Aneta Sobieraj z łódzkiej policji.

Reporter Polsat News dowiedział się, że łup to utarg z kilku placówek handlowych.

Po zabraniu walizki z pieniędzmi złodzieje splądrowali samochód konwojenta i zabrali z niego worki z gotówką. Nieoficjalnie wiadomo, że zginęły około 3 mln zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Napad na sklep w Ząbkach. Nie żyje właściciel, trwają poszukiwania sprawcy

Fot. Lukasz Solski/East News, Przemysl 5.03.2020. Patrol policji na ulicy miasta

Napad na sklep w podwarszawskich Ząbkach zakończył się tragicznie. Do dramatu doszło w niedzielę. W wyniku napaści zmarł 67-letni właściciel sklepu. Policja szuka sprawcy przestępstwa. Napad na sklep pod Warszawą. Policjanci poszukują sprawcy napadu na 67-letniego właściciela sklepu w Ząbkach (Mazowieckie) – poinformował w poniedziałek PAP rzecznik wołomińskiej policji asp. sztab. Tomasz Sitek. Dodał, że 67-latek zmarł w szpitalu kilka godzin po napadzie.

Jak przekazał rzecznik wołomińskiej policji do zdarzenia doszło w niedzielę w jednym ze sklepów przy ulicy Powstańców w podwarszawskich Ząbkach. – Otrzymaliśmy zgłoszenie, że 67-latek został zaatakowany we własnym sklepie – podkreślił asp. sztabowy. – Poszkodowany mężczyzna został przewieziony do szpitala w Warszawie. Po kilku godzinach otrzymaliśmy informację, że zmarł – podał.

Wskazał, że sprawą zajęli się kryminalni z Komendy Powiatowej Policji w Wołominie oraz ich koledzy z komisariatu w Ząbkach. – Prowadzimy czynności w tej sprawie. Dążymy do ustalenia i zatrzymania sprawcy – zaznaczył. – Ze względu na dobro śledztwa na tym etapie nie udzielamy więcej informacji – dodał.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Dolny Śląsk. Ojciec zastrzelił syna. Na miejscu pracuje prokurator

W poniedziałek w sklepie w Jelczu Laskowicach na Dolnym Śląsku ojciec zastrzelił swojego dorosłego syna – powiedziała polsatnews.pl prokurator rejonowa w Oławie Renata Procyk-Jończyk. Do zdarzenia doszło ok. godz. 8 rano w sklepie z armaturą przy ul. Kolejowej w Jelczu Laskowicach. – Ojciec oddał strzał w kierunku syna – informuje prok. Renata Procyk – Jończyk. Mężczyzna, który zginął był osobą dorosłą. 

Na miejscu trwają czynności pod nadzorem prokuratora. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Holandia: Kolejna eksplozja w sklepie z polskimi produktami

Czwarty wybuch w sklepie z polskimi produktami w Holandii w ciągu ostatnich kilku dni. W sobotę o godz. 4:30 zniszczona została witryna sklepu w centrum handlowym w Beverwijk. To ten sam punkt, który został zniszczony w wyniku eksplozji w środę 8 grudnia. Informując o wybuchu w centrum handlowym De Beverhof holenderska policja napisała o „poważnych uszkodzeniach”. Wcześniej informowano, że w pobliżu miejsca eksplozji płonie samochód. Nie wiadomo, czy obie sprawy są ze sobą powiązane.

Po środowej eksplozji w Beverwijk pod Amsterdamem policja wszczęła śledztwo. Dodano, że częścią dochodzenia jest ewentualny związek tego wypadku z wtorkowymi eksplozjami w dwóch innych sklepach w Holandii. We wtorek do wybuchów doszło w podobnych sklepach w Aalsmeer niedaleko Amsterdamu oraz w Heeswijk-Dinther w Brabancji Północnej. W wypadkach nikt nie ucierpiał, ale wybuchy spowodowały poważne szkody materialne.

Holenderska policja apeluje na swoich stronach internetowych do osób, które były świadkami tych eksplozji lub mają o nich jakieś informacje o kontakt. Oprócz tego, że toczy się w tej sprawie dochodzenie nie przekazano żadnych dalszych informacji.

Biuro rzecznika prasowego polskiego MSZ poinformowało, że poszkodowani właściciele sklepów nie są obywatelami polskimi, a w związku z tymi wydarzeniami do ambasady w Hadze nie zgłosili się jak dotąd o pomoc żadni polscy obywatele.

Polska dyplomacja „zaniepokojona”

MSZ podkreśliło, że polskie służby dyplomatyczne pozostają w kontakcie z holenderską policją, która ustala sprawców, motywy i szczegóły tych wypadków.

„W Niderlandach działa wiele sklepów oferujących polskie produkty. Ich klientami są, obok Holendrów, przede wszystkim Polacy oraz obywatele innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. W większości przypadków właścicielami tych firm nie są obywatele RP” – przekazały służby prasowe MSZ.

W środę wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk przekazał, że polska dyplomacja wyraziła zaniepokojenie tymi wypadkami i zwróciła się do władz holenderskich z prośbą o szczegółowe i pilne śledztwo oraz zapewnienie bezpieczeństwa polskim obywatelom.

Jak donoszą holenderskie media, właścicielem sklepów w Beverwijk i Aalsmeer jest Mohamad Mahmoed, a sklepu w Heeswijk-Dinther – Shawn Rabati Mahmoud. Obydwaj przedsiębiorcy są Kurdami. Wszystkie uszkodzone sklepy noszą nazwę „Biedronka”, ale nie są związane z polską siecią supermarketów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejny wybuch w polskim sklepie w Holandii

W środę nad ranem doszło do kolejnej eksplozji w polskim sklepie w Holandii. We wtorek ładunki wybuchowe eksplodowały w dwóch innych marketach. Policja nie informuje o tym, czy wybuchy są ze sobą powiązane. O dwóch eksplozjach w polskich sklepach w Holandii informowaliśmy we wtorek. Wczoraj do wybuchów doszło w Aalsmeer niedaleko Amsterdamu oraz w małym miasteczku w prowincji Brabancja Północna. Oba sklepy nosiły nazwę Biedronka, ale nie należą do dużej sieci sklepów budżetowych o tej samej nazwie w Polsce.

Wybuch w Aalsmeer miał miejsce ok. godz. 3 nad ranem i spowodował poważne uszkodzenia sklepu i pobliskich budynków, a także spowodował zapalenie się zaparkowanego w pobliżu samochodu. W miasteczku Heeswijk-Dinther w Brabancji Północnej policja ewakuowała prewencyjnie 20 osób, ponieważ wybuch zniszczył nie tylko znaczną część sklepu, ale naruszył też konstrukcje sąsiednich budynków.

W środę rano holenderskie media poinformowały o trzeciej eksplozji. Tym razem miała miejsce w centrum handlowym Beverhof w Beverwijk krótko po godzinie 5 nad ranem. Budynek marketu został uszkodzony, nikt nie został ranny. Budynkowi nie grozi zawalenie. Nikt też nie był ewakuowany, w pobliżu nikt nie mieszka.

Na miejscu pracuje lokalna policja. Śledczy wyjaśniają trzy zdarzenia.
Źródło info i foto: TVP.info

Radom: Skatował ekspedientkę, bo nie sprzedała mu papierosów

W sieci pojawiło się nagranie z monitoringu, na którym widać, jak pracownica sklepu została napadnięta przez dwóch klientów. Jeden ze sprawców jest już w rękach policji, tożsamość drugiego została ustalona – poinformowała rzecznika KMP w Radomiu. Do brutalnej napaści doszło w niedzielę wieczorem przez Żabką w Radomiu. Po godz. 20.30 pracownica sklepu zamykała lokal. Wtedy do środka wszedł mężczyzna z zamiarem zakupu papierosów.

Ekspedientka powiedziała klientowi, że kasa jest już nieczynna, dlatego nie może sprzedać mu towaru. To wzbudziło agresję nieznajomego. Chwycił drewnianą paletę i rzucił nią w szybę, uszkadzając drzwi do sklepu. 50-latka wybiegła za napastnikiem, chcąc powstrzymać go przed dalszym niszczeniem lokalu. Wówczas mężczyzna uderzył ją pięścią w głowę.

Za kobietą podążyło dwóch młodych mężczyzn – według relacji świadków był to syn sprzedawczyni i jego kolega. Na chwilę powalili agresora na ziemię. Wtedy do akcji wkroczyła kolejna osoba, prawdopodobnie znajomy agresywnego klienta. Kiedy napastnik podniósł się z ziemi, ponownie zaczął wymierzać ciosy, przewrócił ekspedientkę na ziemię i zaczął ją kopać po głowie. Bił i uderzał paletą także innych pracowników, którzy usiłowali pomóc 50-latce.

Sprzedawczyni trafiła do szpitala. Jak poinformowała w rozmowie z portalem tvp.info Justyna Leszczyńska, rzeczniczka radomskiej policji, miała przede wszystkim obrażenia głowy. „Z informacji, które mamy, wynika, że jej 19-letni syn i jego kolega nie wymagali hospitalizacji” – relacjonowała.

Jak dodała policjantka, mundurowi już po kilku godzinach od incydentu znali tożsamość sprawców. W poniedziałek jeden z nich był już w rękach policji. 40-letni radomianin został zatrzymany. We wtorek zostanie doprowadzony do Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód. Prokurator zadecyduje o kwalifikacji prawnej tego przestępstwa.

Ustalono też tożsamość drugiego ze sprawców, a jego zatrzymanie – jak poinformowała policja – jest kwestią czasu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymano 23-latka podejrzanego o kradzież rozbójniczą

Patrol z bydgoskich Wyżyn zatrzymał 23-latka podejrzanego o kradzież rozbójniczą. Mężczyzna ukradł w sklepie dwa damskie perfumy. Policjanci zauważyli jak ochroniarz szarpie się z mężczyzną. Po krótkim pościgu bydgoszczanin został zatrzymany. Teraz za swoje postępowanie będzie odpowiadać przed sądem.

Do zdarzenia doszło w środę (2.09.2020) późnym popołudniem, wówczas patrol z bydgoskich Wyżyn przejeżdżając ulica Szpitalną w Bydgoszczy zauważył niepokojącą sytuację przed jednym z sieciowych sklepów. Policjanci zauważyli jak dwie osoby szarpią się. Szybko dostrzegli też, że jeden z nich miał ubrany uniform pracownika ochrony. Funkcjonariusze natychmiast zatrzymali się.

W tym momencie młody mężczyzna, używając siły, wyrwał się ochroniarzowi i wybiegł ze sklepu. Zaczął uciekać pomiędzy blokami przy ulicy Szpitalnej. Mundurowi natychmiast ruszyli za nim. Po krótkim pościgu mężczyzna wpadł w ich ręce. Okazało się, że 23-latek ukradł ze sklepu dwa perfumy. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu.

Śledczy z bydgoskich Wyżyn na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego przedstawili mu zarzut kradzieży rozbójniczej. W piątek (4.09.2020) został doprowadzony do prokuratury. Tam oskarżyciel po jego przesłuchaniu postanowił zastosować wobec 23-latka policyjny dozór. Teraz dwa razy w tygodniu będzie „odwiedzać” komisariat. Za to przestępstwo grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Luizjana: Policja zastrzeliła czarnoskórego mężczyznę. Miał trzymać nóż

Policja w Luizjanie zastrzeliła czarnoskórego mężczyznę, który chciał wejść do sklepu z nożem – przekazały w sobotę władze. Zarejestrowana na wideo strzelanina wywołała silną reakcję w mediach społecznościowych jako przykład niesprawiedliwego traktowania osób czarnoskórych. Czarnoskóry mężczyzna zastrzelony przez policję w USA. Policja stanowa poinformowała w oświadczeniu, że funkcjonariusze w mieście Lafayette zostali wezwani do sklepu w piątek o godzinie 20 z powodu zamieszania z udziałem mężczyzny z nożem. Kiedy próbowali go zatrzymać, ten uciekł. Oficerowie użyli paralizatorów, ale były one nieskuteczne – głosi oświadczenie.

Według policji mężczyzna był nadal uzbrojony w nóż, kiedy próbował wejść do innego sklepu spożywczego, w którym znajdowało się dużo ludzi. Wtedy został – jak słychać na nagraniu wideo udostępnionym już na YouTube – wielokrotnie i z bliskiej odległości postrzelony.

Ofiara, zidentyfikowana jako 31-letni Trayford Pellerin, została zabrana do pobliskiego szpitala, gdzie stwierdzono zgon. Żaden oficer nie został ranny. Stanowy oddział Amerykańskiego Związku Swobód Obywatelskich (ACLU) potępił wydarzenie i zażądał śledztwa w sprawie zabójstwa.

„Po raz kolejny nagranie wideo uchwyciło przerażający i śmiertelny przypadek policyjnej przemocy wobec czarnoskórego, który został brutalnie zabity na naszych oczach” – przekazała w wydanym w sobotę oświadczeniu dyrektorka oddziału ACLU Alanah Odoms Hebert.

Prawo stanu Luizjana nie zabrania otwartego ani ukrytego noszenia noży.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

44-latek z Bydgoszczy odpowie za brutalny atak na ekspedientkę. Kobieta zwróciła mu uwagę, że nie ma maseczki

44-letni mieszkaniec bydgoskich Kapuścisk uderzył ekspedientkę pięścią w twarz. Wcześniej kobieta zwróciła mu uwagę, że nie ma maseczki. Teraz mężczyzna odpowie za swoje zachowanie – grozi mu kara do dwóch lat więzienia.

Do ataku doszło w środę po godzinie 14 przy ul. Baczyńskiego w Bydgoszczy. Do jednego ze sklepów wszedł mężczyzna bez maseczki ochronnej. Ekspedientka poinformowała 44-latka, że go nie obsłuży. Mężczyzna najpierw wulgarnie zwrócił się do kobiety, następnie próbował zasłonić twarz koszulką, jednak sprzedawczyni pozostała nieugięta. 44-latek wyszedł ze sklepu, grożąc kobiecie i ją wyzywając.

Bydgoszcz. Uderzył ekspedientkę w twarz. Zwróciła mu uwagę, że nie ma maseczki

Po chwili przyszedł ponownie, lecz tym razem z maseczką na twarzy. Kobieta poinformowała go, że w związku z jego wcześniejszym zachowaniem w stosunku do niej, nic mu nie sprzeda. Mężczyzna zignorował jej słowa, odzywając się niestosownie, a następnie podszedł do lodówki, próbując wyjąć z niej piwo. Ekspedientka zwróciła mu uwagę, że w sklepie towar podaje tylko sprzedawca. Mężczyzna nie reagował. Kobieta podeszła do niego i próbowała mu uniemożliwić wyciagnięcie alkoholu. Wtedy mężczyzna lekko ją odepchnął i uderzył pięścią w twarz, po czym wyszedł, nic nie wynosząc ze sklepu
– czytamy w oświadczeniu bydgoskiej policji.

Po uderzeniu kobieta straciła przytomność. Zauważył ją jeden z klientów, który zadzwonił po pogotowie i na policję. 23-latka trafiła do szpitala.

W czwartek mężczyzna trafił w ręce policji. 44-latek podczas zatrzymania był nietrzeźwy, miał około promil alkoholu w organizmie. Trafił do aresztu. Po wytrzeźwieniu usłyszy zarzut uszkodzenia ciała, za co grozi do 2 lat pozbawienia wolności, a także gróźb karalnych. Policja poinformuje też sanepid o złamaniu przez niego obowiązujących przepisów dotyczących obostrzeń.

Właściciel sklepu w rozmowie z TVN24 powiedział, że 44-latek jest stałym klientem, który regularnie przychodził bez maseczki ochronnej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl