Rosyjscy żołnierze okradają sklepy. Odnotowano również włamania do banków

Taktyka odcinania rosyjskich oddziałów od zaopatrzenia, stosowana przez Ukrainę, przynosi rezultaty. W mediach społecznościowych pojawiają się filmy pokazujące, jak najeźdźcy w poszukiwaniu jedzenia plądrują sklepy. Rosyjscy żołnierze mieli także starać się obrabować bank. Ukraina stosuje taktykę wpuszczania oddziałów rosyjskich głębiej na swój teren, a następnie odcinania ich od zaopatrzenia. Konwoje z paliwem i żywnością są ustawicznie niszczone, co owocuje między innymi porzucaniem przez Rosjan pojazdów z pustymi bakami. Najeźdźcom kończą się także racje żywnościowe. Z tego powodu, jak widać na filmach publikowanych w sieci, okradają ukraińskie sklepy.

Anglojęzyczna platforma informacyjna Ukraine World poinformowała o napaści rosyjskich żołnierzy na sklep spożywczy w obwodzie sumskim na północnym wschodzie kraju. Rosjanie mieli ukraść pożywienie.

To nie jest odosobniony przypadek. Wiceminister obrony Ukrainy Anna Mallar już w sobotę podkreślała, że rosyjskie wojska poniosły duże straty i ostrzegła, że w celu uzupełnienia zapasów Rosjanie mogą uciekać się do kradzieży.

Oczekuje się, że wróg wykorzysta możliwość uzupełnienia zapasów kosztem ludności cywilnej (…), małych i średnich przedsiębiorstw, głównie poprzez grabieże i inne działania przestępcze. Siły zbrojne Ukrainy apelują do obywateli o zjednoczenie się i opór. – Anna Malar.

Braki w zaopatrzeniu dają się przede wszystkim we znaki ludności cywilnej. W atakowanym niemal bez przerwy Kijowie kończą się zapasy żywności i leków.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Niemcy: Seria antysemickich incydentów w sklepach

Niezidentyfikowane osoby przykleiły na witrynach sklepowych w Bruchsal w Badenii-Wirtembergii karteczki z napisem: „Nieszczepieni ludzie są tu niepożądani” i „żydowską gwiazdą” (Judenstern) narysowaną pod spodem – informuje w poniedziałek portal SWR. Według policji, w centrum miasta umieszczono w sumie 14 takich kartek formatu A4. Miały one najwyraźniej nawiązywać do zasady 2G (wstęp tylko dla osób zaszczepionych i wyzdrowiałych z Covid-19), obowiązującej w handlu detalicznym w celu zwalczania pandemii koronawirusa. Policja prowadzi dochodzenie w sprawie popełnienia przestępstwa. Kartki zostały dostrzeżone w niedzielę i natychmiast usunięte.

Handlowcy oburzeni

Handlowcy, których to dotyczyło, byli oburzeni, że ogłoszenia zostały umieszczone na ich sklepach – pisze SWR. Miasto Bruchsal potępiło akcję. To jest absolutnie nie do przyjęcia i musi być natychmiast ścigane z całą stanowczością – mówi cytowana przez portal burmistrz Cornelia Petzold-Schick.

Rysunki mają być aluzją do czasu narodowego socjalizmu, kiedy Żydom nakazywano noszenie identyfikujących ich opasek z gwiazdą Dawida. Po licznych antysemickich incydentach na demonstracjach koronasceptyków w Niemczech, m.in. w Monachium, zakazano w zeszłym roku noszenia żółtej gwiazdy jako znaku protestu podczas manifestacji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci zatrzymali gang włamywaczy

Włamywali się do sklepów z elektroniką w całej Polsce i kradli najdroższe telefony. Wpadli po włamaniu w Oświęcimiu w wyniku skoordynowanej akcji kryminalnych z kilku jednostek.

Od kilku miesięcy, na terenie Polski dochodziło do kradzieży z włamaniem lub usiłowania włamania do dużych sklepów z elektroniką. Przestępcy kradli przede wszystkim drogie telefony komórkowe. Wszystko wskazywało na to, że za włamaniami stoi jedna i ta sama grupa, gdyż modus operandi sprawców w każdym przypadku był podobny.

Aby skoncentrować policyjne działania, w celu rozpracowania szajki została powołana specjalna grupa, złożona z policjantów operacyjnych z Komendy Wojewódzkiej w Krakowie, Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach oraz z przedstawicieli Komendy Głównej Policji, która koordynowała działania grupy.

Dokonane przez kryminalnych ustalenia operacyjne wskazywały na przestępczą szajkę z Rumunii. Sprawcy mieli co kilka – kilkanaście tygodni przyjeżdżać do Polski, gdzie dokonywali włamania do sklepów, z których kradli telefony. Po dokonanym przestępstwie sprawcy natychmiast wyjeżdżali z Polski.

W nocy z 24 na 25 lipca br. około godziny 3.00 w Oświęcimiu doszło do włamania do jednego ze sklepów z elektroniką. Ze sklepu skradziono telefony (jak później ustalono) o wartości około 200 tys. złotych. Ochrona sklepu błyskawicznie powiadomiła o tym fakcie oświęcimską Policję. Informacja o włamaniu zaraz trafiła także do policjantów z grupy operacyjnej.

Metoda działania wskazywała na rozpracowywaną grupę Rumunów. Rozpoczęły się intensywne poszukiwania i pościg za uciekającymi z miejsca zdarzenia. W ich wyniku przed godziną 6.00 w miejscowości Zelczyna na terenie powiatu krakowskiego trzej mężczyźni, jadący dwoma samochodami zostali zatrzymani przez policjantów z krajowej specgrupy i oświęcimskich kryminalnych. W przeszukanych pojazdach ujawniono skradziony z oświęcimskiego sklepu towar.

Trójka zatrzymanych obywateli Rumunii w wieku 29, 37 i 42 lat usłyszała rankiem zarzuty kradzieży z włamaniem do sklepu w Oświęcimiu. Grozi im za to do 10 lat pozbawienia wolności. 25 lipca br. Sąd Rejonowy w Oświęcimiu na wniosek miejscowej prokuratury zastosował wobec podejrzanych tymczasowy areszt na 3 miesiące. Odzyskane tamtej nocy mienie wróciło do sklepu w Oświęcimiu.

Sprawa jest rozwojowa i sprawcy muszą się liczyć z kolejnymi zarzutami dotyczącymi ich przestępczej działalności w innych województwach.
Źródło info i foto: Policja.pl

Holandia: Ataki na „polskie sklepy były skoordynowaną akcją”

W ostatnim tygodniu doszło do czterech wybuchów przed sklepami z polskimi produktami w Holandii. Teraz policja, jak informuje nltimes.nl, zakłada w śledztwie, że ataki były skoordynowaną akcją i apeluje do świadków o zgłaszanie się.

Wciąż jednak nie są znane motywy podkładania wybuchów przed polskimi sklepami. Właściciele polskich sklepów w Holandii zwrócili uwagę w rozmowie z NOS, że na rynku sklepów szaleje „brutalna konkurencja”. Wskazują, że nowi właściciele takich sklepów często otwierają je tuż obok podobnego już istniejącego sklepu, by wypchnąć ich następnie z rynku. Wypowiadający się dla NOS poprosili o zachowanie anonimowości.

W sobotę, 12 grudnia o 4.30 rano w polskim supermarkecie w centrum handlowym De Beverhof w Beverwijk doszło do eksplozji. Atak na ten konkretny sklep przeprowadzono już drugi raz, wcześniejszy miał miejsce 8 grudnia. Był to już czwarty atak na „polskie sklepy” w Holandii w ciągu tygodnia. O ponownym ataku na supermarket poinformowała miejscowa policja. W mediach społecznościowych pojawiły się też nagrania z miejsca zdarzenia.

Holenderska policja poinformowała o zniszczeniu fasady sklepu, na ulicy leżał gruz. – Zniknęła cała fasada, uszkodzenia są znaczne – powiedział jeden z funkcjonariuszy cytowany przez holenderskie media.

W tym samym sklepie doszło już do eksplozji w nocy z wtorku na środę. Według służb tym razem szkody są większe, bo fala powstała na skutek eksplozji uszkodziła także wnętrze centrum handlowego. Wcześniej policja otrzymała zgłoszenie, że w pobliżu miejsca wybuchu płonie samochód. Możliwe, że obie sprawy są ze sobą powiązane.

„Polskie sklepy” w Holandii. Właścicielami nie są Polacy

W Holandii jest ponad 100 sklepów handlujących polskimi towarami, większość z nich jednak należy do cudzoziemców. – To bardzo ciężka praca, mało kto chce pracować 7 dni w tygodniu – powiedział w rozmowie z „Deutsche Welle” właściciel takiego sklepu w Hillegom, także obcokrajowiec. Prosił jednak, żeby nie podawać ani nazwy marketu, ani jego danych. – Nie chcę mieć problemów – tłumaczył.

Z oferty sklepów korzysta głównie licząca ok. 195 tys. osób holenderska Polonia, a także mieszkający w Niderlandach Rosjanie, Bułgarzy i Łotysze. W mediach pojawiły się informacje, że Polacy mówią o właścicielach sklepów „Turkowie”. Są jednak nimi Kurdowie z Iraku. Holenderskie Biedronki, oprócz nazwy, nie mają nic wspólnego z należącą do portugalskiego koncernu Jeronimo Martins popularną siecią marketów w Polsce.

Kim są właściciele sklepów?

Właścicielami wszystkich sklepów są iraccy Kurdowie. Pierwszy wybuch miał miejsce w nocy 7 grudnia w miejscowości Aalsmeer, 13 km od Amsterdamu. Właściciele to 25-letni piłkarz trzecioligowego klubu Quick Boys Mohamad Mahmoed i jego brat Moshkhal. Drugi wybuch nastąpił tej samej nocy, 100 km dalej, w mieście Heeswijk-Dinther w południowej Holandii. Z ustaleń policji wynika, że materiały wybuchowe zostały przyklejone do szklanej witryny sklepu. Jego właścicielem jest Omroep Brabant Shwana Rabat, który razem z rodziną i przyjaciółmi prowadzi markety z polskimi produktami także w innych miejscowościach.
Źródło info i foto: onet.pl

Mężczyzna odpowie za trzy napady z siekierą na sklepy

W nocy w podpoznańskiej Mosinie mężczyzna napadł z siekierą na trzy sklepy; kilka osób zostało rannych. Sprawca został zatrzymany. Jak poinformowała w czwartek wielkopolska policja, „policjanci z poznańskiej Grupy Realizacyjnej zatrzymali w nocy, w Mosinie napastnika z siekierą”.

„Mężczyzna napadł późnym wieczorem na trzy sklepy i ranił kilka osób. Po zrabowaniu pieniędzy uciekał skradzionym rowerem oraz potem skradzionym samochodem. Gdy auto rozbił, wtargnął do przypadkowego domu i zabarykadował się na strychu. Policjanci otoczyli budynek a mieszkańców ewakuowali” – wskazano.

Grupa Realizacyjna z KMP w Poznaniu zneutralizowała napastnika. Mężczyzna przebywa w areszcie. Sprawa jest wyjaśniana. Policja nie udziela na razie bliższych informacji o zdarzeniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pomorze: Ten oszust wciąż jest nieuchwytny! Okrada sklepy „na kuriera”

Grasuje na Pomorzu, podaje się za kuriera i wyłudza pieniądze od pracowników sklepów, kawiarni i restauracji za rzekomo zamówioną przesyłkę. Szuka go policja, ale on wciąż pozostaje nieuchwytny i kradnie na potęgę.

Niedawno fałszywy kurier odwiedził sklep spożywczy w Miastku. – Podał się za kuriera firmy TNT. Zapłaciłam mu 730 złotych za rzekomą przesyłkę dla szefostwa. Ten facet symulował, że rozmawia z moim szefem i to mnie zmyliło. Wyłożyłam pieniądze z własnej kieszeni. Z kolei szef był zdziwiony, bo niczego nie zamawiał, a w przesyłce były stare cuchnące szmaty – mówi pani Magdalena, sprzedawczyni z Miastka, która za pomoc w ujęciu oszusta zaoferowała 300 złotych nagrody. – Więcej nie mam, bo mnie okradł – tłumaczy kobieta.

Jak się okazało nie był to jedyny występ fałszywego kuriera. Dzień wcześniej taki sam numer wykręcił w kawiarni AniAnicafe w Ustce. Tam też pod pozorem dostarczenia przesyłki dla szefostwa oszukał kelnerkę na 730 złotych. Sprawa została zgłoszona na policję. Za oszustwo fałszywemu kurierowi grozi nawet 8 lat więzienia, ale najpierw trzeba go złapać. W ujęciu oszusta mają pomóc zapisy monitoringu.
Źródło info i foto: se.pl

Starcia w stolicy Francji. Policja użyła gazu łzawiącego

„Dzień apokalipsy” zapowiadają w Paryżu działacze anarchistyczni z Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii. Chcą się przyłączyć do pierwszomajowych demonstracji przedstawicieli ruchu żółtych kamizelek oraz największych central związkowych. Do wczesnego popołudnia aresztowano 165 osób.

Na ulice Paryża wysłanych zostało osiem tysięcy policjantów i żandarmów. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że znowu zapłoną. Władze stolicy Francji poleciły zamknąć pół tysiąca sklepów, barów i restauracji znajdujących się w centrum Paryża.

Na dworcach sprawdzana jest zawartość plecaków i toreb przyjeżdżających do Paryża młodych podróżnych z Europy. Kontrole prowadzone są też na stacjach metra.

Kłęby czarnego dymu w Paryżu

Już przed godziną 14 w Paryżu doszło do pierwszych starć. Korespondent RMF FM donosił o kłębach czarnego dymu w stolicy Francji. Podpalane były ławki, samochody i pojemniki na śmieci.

Prezydent domaga się „stanowczych działań wobec agresywnych grup”

Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział we wtorek podczas sesji rady ministrów, że domaga się „niezwykle stanowczych” reakcji, gdyby podczas obchodów 1 maja doszło aktów przemocy i wandalizmu. Minister spraw wewnętrznych Cristophe Castaner podkreśli, że krajowe służby bezpieczeństwa mają informacje o dwóch tysiącach „radykalnych aktywistów”, którzy mają się pojawić w Paryżu.

Może do nich dołączyć kilka tysięcy osób, które należałoby już nazywać ultra-żółtymi, czyli żółtymi kamizelkami, które się zradykalizowały – tłumaczył.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poszukiwany sprawca napadu na sklepy w Cieszynie

Policjanci z Cieszyna poszukują sprawcy trzech napadów na placówki handlowe w Cieszynie. Napastnik kradł pieniądze grożąc pracownikom nożem. Wizerunek sprawcy zarejestrowały kamery monitoringu. Policja opublikowała zdjęcia poszukiwanego. Osoby, które go rozpoznają, proszone są o kontakt z policją.

Do dwóch przestępstw doszło w grudniu ubiegłego roku. 12 grudnia mężczyzna napadł na sklep przy ul. Zamkowej, 18 grudnia przy ul. Szerokiej. Ostatni rozbój miał miejsce 10 stycznia przy ul. Stary Targ. Policja podejrzewa, że za wszystkie trzy napady odpowiada ten sam sprawca.

Śledczy ustalili, że mężczyzna był ubrany w ciemną kurtkę z kapturem, dżinsy, ciemne buty, szalik lub chustę zasłaniającą twarz. Wygląda na ok. 40-50 lat, jest średniej budowy ciała. Ma ponad 190 cm wzrostu.

Wchodząc do placówek handlowych mężczyzna groził nożem, po czym zabierał pieniądze. Policja prosi, by informacje, które mogą przyczynić się do znalezienia sprawcy, przekazywać Wydziałowi Kryminalnemu Komendy Powiatowej Policji w Cieszynie przy ul. Wojska Polskiego 2, tel. 33 8 516 200, 33 8 516 280, nr alarmowy 112, adres e-mail: dyzurny@cieszyn.ka.policja.gov.pl.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Francja: Milionowe straty po sobotnich protestach w Paryżu

Władze Paryża zaczynają szacować straty po „czarnej sobocie żółtych kamizelek”. Szkody spowodowane zniszczeniami paryskich fasad, sklepów i samochodów oceniono na miliony euro. Oddolny ruch „żółtych kamizelek” od prawie miesiąca protestuje przeciwko podwyżkom akcyzy na paliwo i ciągle wzrastającym kosztom utrzymania. To była już trzecia „czarna sobota” protestów.

Ekonomiści ostrzegają, że nawet miliardy euro mogą one kosztować francuską gospodarkę, która została spowolniona blokadami dróg i ośrodków handlowych przez protestujących przeciw polityce fiskalnej rządu.

Prezes Centrum Pomników Narodowych Philippe Belaval na „setki tysięcy euro, a może i milion euro” szacuje koszty usunięcia szkód z fasad i wnętrza zdewastowanego Łuku Triumfalnego, który „na wiele dni pozostanie zamknięty dla zwiedzających”.

W rozmowie z telewizją BFM przedstawiciel Niezależnego Związku Komisarzy Policji ujawnił, że funkcjonariusze już w nocy z soboty na niedzielę z Łuku Triumfalnego zebrali próbki DNA, co może pomóc w znalezieniu sprawców.

Drobny handel paryski ucierpiał podwójnie – zarówno z powodu konieczności zamykania sklepów i braku klientów odstraszonych wcześniejszymi niepokojami, jak i z powodu wandalizmu, czy też zwykłych rabunków.

– Handlowcy stracili miliardy, przede wszystkim poprzez dramatyczny spadek obrotów – powiedział, cytowany w poniedziałek przez dziennik „Le Figaro” Jacques Creyssel z Federacji Przedsiębiorstw Handlu i Dystrybucji (FCD). Jak twierdzi, w pierwszą sobotę grudniową obroty sięgają normalnie 15 mld euro, a w tym roku spadły aż o ponad 30 proc. Jego zdaniem zakupy zabawek i innych prezentów świątecznych mogą być przesunięte na później, ale „w przypadku żywności straty są nieodwracalne”.

8 milionów euro strat ekskluzywnych butików

W przeciwieństwie do tego, co działo się podczas manifestacji 24 listopada, w minioną sobotę nie ucierpiały luksusowe sklepy na Polach Elizejskich, a to dlatego, że pozostały przez cały dzień szczelnie zamknięte. Oznacza to jednak brak utargu na sumę ok. 8 mln euro. Gorzej było na ulicy Faubourg Saint Honore, gdzie, jak informował w radio France Info prezes komitetu tamtejszych kupców Benjamin Cymerman, rabusie zdewastowali 15 butików, wśród nich salon Chanel.

Straty z powodu manifestacji i występującego przy ich okazji wandalizmu, dotknęły również prowincję. Jeszcze większe problemy powodują jednak trudności w zaopatrzeniu – pisze w „Le Figaro” Valerie Collet, powołując się na dyrektorów sieci hipermarketów Carrefour i Casino. Podczas trzech weekendów mobilizacji „żółtych kamizelek” najbardziej ucierpiały północ, południowy zachód i południowy wschód Francji – pisze.

– Gospodarka spada pod kreskę”- alarmuje regionalny i największy francuski dziennik „Ouest-France”. Jak informuje, w departamencie Manche (Normandia) „szefowie przedsiębiorstw i handlowcy starają się nawiązać dialog z »żółtymi kamizelkami«, aby wspólnie szukać rozwiązań”.

Może spaść wzrost PKB

Specjalistka od makroekonomii Marianne Py zastanawia się w internetowym wydaniu miesięcznika „Le Revenu”, czy „»żółte kamizelki« zaszkodzą nieśmiałemu przejaśnieniu we francuskiej gospodarce”. Zagrożenie – twierdzi pismo – powodowane jest tym, że akcje protestacyjne ruchu przypadły „na kluczowy dla handlu okres, który zasadniczą część obrotów realizuje w trzecim kwartale”.

Przed mobilizacją „żółtych kamizelek” wydawało się, że wzrost gospodarczy spokojnie zmierza do przewidzianych na ten rok przez ekonomistów 1,6 proc. PKB. „Ten scenariusz może jednak ulec zmianie, jeśli ich ruch doprowadzi do generalnego zablokowania gospodarki” – przewiduje specjalistka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kokaina ukryta w kartonach z bananami. Kolejne przypadki w dwóch województwach

W dwóch kolejnych województwach – na Dolnym Śląsku i w woj. łódzkim – znaleziono kokainę ukrytą w kartonach z bananami. W sobotę informowaliśmy o tym, że narkotyki schowane wśród owoców odkryli pracownicy sklepu spożywczego w Sokołowie Podlaskim na Mazowszu.

Do sklepów w ten sposób mogło trafić co najmniej 100 kilogramów narkotyków. Na spodzie kartonów z owocami odkryto w sumie ponad sto paczek ze środkami odurzającymi. Każda z nich waży około kilograma. Wszystkie trafiły do sklepów jednej z popularnych sieci.

W tej sprawie wszczęto już śledztwo. Policjanci ustalają, kto był dostawcą i odbiorcą towaru. Sklepy nie są bezpośrednim importerem bananów z zagranicy.

Możemy potwierdzić, że w popularnych sklepach sieciowych na terenie trzech województw: mazowieckiego, łódzkiego i dolnośląskiego pracownicy tych sklepów ujawnili w kartonach z bananami prawdopodobnie środki odurzające – mówi w rozmowie z RMF FM młodszy aspirant Antoni Rzeczkowski z Komendy Głównej Policji. Dla dobra śledztwa nie możemy ujawniać więcej informacji – dodaje.
Źródło info i foto: RMF24.pl