Aresztowano podejrzanego o zabójstwo sprzed 16 lat

Dariusz P. został aresztowany w związku z zabójstwem 47-letniej Urszuli B., której ciało znaleziono w lipcu 2004 r. w lesie koło Stężycy na Kaszubach. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa w oparciu o badania genetyczne śladów zostawionych na miejscu zbrodni.

Rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk powiedziała, że wspólne działania prokuratury oraz funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku z tzw. Archiwum X oraz Wydziału Kryminalnego pozwoliły na przedstawienie zarzutu w sprawie zabójstwa 47-letniej Urszuli B. z lipca 2004 r.

Mieszkanka Stężycy – Urszula B. – pojechała na rowerze na grzyby rankiem 10 lipca 2004 r. Bezrobotna kobieta starała się dorobić do pensji męża, który był wówczas kierowcą PKS. Mieli sześcioro dzieci. Latem i jesienią kobieta zbierała leśne runo, które sprzedawała w stężyckim skupie. Pieniądze zarobione na zbiorach miały zostać przeznaczone na zakup pralki.

10 lipca 2004 r. pojechała w miejsce, gdzie zwykle zbierała grzyby. Przed godz. 8 rano jej ciało znalazł kierowca ciężarówki, który jechał akurat trasą Gołubie – Stężyca. Zawiadomił policję.

Udusił ofiarę i częściowo ją rozebrał

Według informacji policji zabójca udusił swoją ofiarę i częściowo ją rozebrał. Jej ciało leżało zaledwie dziesięć metrów od drogi. Kilka metrów dalej leżał rower, słoik i reklamówka z kilkoma grzybami. W trakcie śledztwa policjanci znaleźli wiele śladów zabójcy – z nich udało się odtworzyć profil DNA podejrzanego o morderstwo.

– Decyzja o przedstawieniu zarzutów została poprzedzona żmudną analizą materiału dowodowego ujawnionego i zabezpieczonego na miejscu zdarzenia. Zastosowano współczesne metody badania śladów biologicznych – tłumaczyła prokurator Wawryniuk.

Był przesłuchiwany jako świadek

Jak informuje prokuratura, weryfikacja genetyczna śladów biologicznych doprowadziła do wytypowania, a następnie zatrzymania podejrzanego o tę zbrodnię.

– Mężczyzna ten był przesłuchiwany w charakterze świadka w toku śledztwa prowadzonego w 2004 r. – dodała Wawryniuk.

We wtorek policja zatrzymała w Gdańsku 32-letniego Dariusza P.
Źródło info i foto: interia.pl

Ukraina: Zatrzymano podejrzanego o zgwałcenie i zabójstwo 7-latki

Zatrzymano mężczyznę podejrzanego o zabójstwo i zgwałcenie siedmiolatki w obwodzie chersońskim na Ukrainie – poinformował w niedzielę główny komendant policji Ukrainy Ihor Kłymenko. Według śledczych podejrzanym jest 52-letni mężczyzna, który przez kilka dni ukrywał zwłoki dziecka.

Marija Borysowa zaginęła w niedzielę po południu we wsi Szczasływe w obwodzie chersońskim na południu Ukrainy. 7-letnia dziewczynka po raz ostatni była widziana ok. godz. 17.30 niedaleko swojego domu, gdzie bawiła się z innymi dziećmi.

Zwłoki dziecka znaleziono w czwartek w worku, w budynku gospodarczym, podczas powtórnego przeszukania wioski. Na ciele dziewczynki stwierdzono ślady zastosowania przemocy. Wstępnie za przyczynę zgonu uznano uduszenie.

Główny komendant policji poinformował w niedzielę, że po znalezieniu zwłok w kręgu podejrzanych znaleźli się wszyscy mieszkańcy wioski. Kilkadziesiąt osób przesłuchano przy wykorzystaniu wykrywacza kłamstw – dodał. Dzięki działaniom śledczych ustalono możliwego sprawcę.

Kiedy funkcjonariusze przyszli do domu podejrzanego, zobaczyli, że mężczyzna leży w łóżku z podciętymi żyłami. „Samobójstwo jako sposób uniknięcia odpowiedzialności? Tak nie będzie!” – napisał komendant na Facebooku.

Jak przekazała przedstawicielka biura prokuratora generalnego Julia Usenko, według śledczych podejrzany przez cztery dni, kiedy trwały poszukiwania siedmiolatki, ukrywał jej zwłoki, a następnie przeniósł je do budynku gospodarczego, gdzie ciało zostało znalezione.

Do akcji poszukiwawczej prowadzonej przez policję i Gwardię Narodową włączali się wolontariusze z całego kraju, a także setki okolicznych mieszkańców.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wstawiła zdjęcie pobitego 2-latka. Trafiła do aresztu

Fot. Damian Klamka/East News. Krakow, 20.12.2020. N/Z policjant na sluzbie

Zdjęcie pobitego 2-letniego dziecka na jednym z portalu społecznościowych znalazła internautka, która natychmiast powiadomiła policję. Funkcjonariusze zatrzymali 20-letnią matkę chłopczyka, Dziecko miało na sobie liczne ślady przemocy fizycznej.

Zdjęcie pobitego dziecka udostępniła na portalu społecznościowym jedna z jego użytkowniczek. – jakiś czas później 20-letnia kobieta z Łodzi została zatrzymana przez policję. – Jest podejrzewana o pobicie swojego 2-letniego syna. Dziecko przewieziono do szpitala – podała w niedzielę podkom. Aneta Sobieraj z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Zadzwoniła zaniepokojona kobieta, która zauważyła na jednym z portali społecznościowych post, a na nim zdjęcie pobitego dziecka i treść sugerującą, że sprawczynią tego pobicia jest jego matka – przekazała.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Warszawa: 27-latek zniszczył kilkanaście aut

Policjanci z warszawskiego Targówka zatrzymali 27-latka podejrzanego o zniszczenie kilkunastu samochodów – poinformowała mł. asp. Irmina Sulich z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Do zdarzenia doszło kilka dni temu na warszawskim Targówku. Jak przekazała mł. asp. Irmina Sulich na ul. Wolbromskiej i Potulickiej młody mężczyzna demolował zaparkowane pojazdy. – Na miejscu mundurowi ujawnili kilkanaście zniszczonych samochodów, które miały wybite szyby – powiedziała policjantka.

– Na miejsce przybyła grupa dochodzeniowo-śledcza, która zabezpieczyła ślady i dokonała oględzin pojazdów. Policjanci bardzo szybko dotarli do większości właścicieli zniszczonych aut i przyjęli od nich zawiadomienie, część z nich już podała wartość strat, pozostali w najbliższym czasie ustalą, jakie straty ponieśli i jaki jest koszt naprawy uszkodzonych samochodów – tłumaczyła.

Wskazała, że sprawą zajęli się kryminalni z komisariatu przy ul. Chodeckiej, który pracując nad sprawą zabezpieczyli m.in. zapis monitoringu z pobliskich budynków. – Po kilku dniach zatrzymali 27-latka, który ukrywał się przed nimi w hostelu – wyjawiła dodając, że podczas rozpytania mieszkaniec Targówka przyznał, że uderzał w szyby młotkiem.

– Po zebraniu materiału dowodowego 27-latek został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty zniszczenia cudzego mienia. Prokurator zastosował wobec mieszkańca Targówka dozór policyjny – dodała.

Za zarzucane mu czyny może grozić do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo 63-letniego mężczyzny pod Koninem. Skrępowane ciało

Zwłoki 63-letniego mężczyzny ujawniono w piątek wieczorem w jednej z miejscowości gminy Krzymów (pow. koniński, woj. wielkopolskie). Jak poinformowała w sobotę PAP konińska prokuratura, ślady na miejscu zdarzenia wskazują, że mężczyzna został zabity. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Koninie prok. Aleksandra Marańda przekazała PAP, że w piątek po godz. 21 policja została powiadomiona o ujawnieniu w jednym z domów jednorodzinnych zwłok 63-latka. Zabezpieczone na miejscu zdarzenia ślady, jak również obrażenia na ciele denata wskazywały, iż mogło dojść do zbrodni zabójstwa – powiedziała.

Marańda poinformowała, że ciało 63-latka zabezpieczono do sekcji zwłok, którą zaplanowano na poniedziałek. Prokurator dodała, że ze względu na charakter sprawy i dobro postępowania nie może udzielić więcej informacji. Jak nieoficjalnie ustaliła PAP, ze źródeł zbliżonych do śledztwa, ciało mężczyzny było skrępowane, a ofiara mogła zginąć dwa lub trzy dni przed ujawnieniem zwłok.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śląsk: 67-latek zabił swoją byłą partnerkę?

Jak relacjonuje śląska policja, zwierzę próbowało obronić swoją właścicielkę przez napastnikiem. Ślady, które zostawiło, pomogły wytypować podejrzanego. W piątek 11 grudnia przed godz. 22:00 funkcjonariusze z Komisariatu Policji w Rydułtowach dostali zgłoszenie o leżącej kobiecie, która nie dawała oznak życia. Informator przekazał także, że przy jej ciele czuwa pies.

Na miejsce zdarzenia zostali skierowani policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, którzy wspólnie z kryminalnymi z Wodzisławia wyjaśniali okoliczności tego zdarzenia. Przedstawiciele służb stwierdzili, że doszło do zabójstwa, a obrażenia, które znajdowały się na ciele mieszkanki Rydułtów wskazywały na atak z użyciem ostrego narzędzia.

Dzień później zatrzymano podejrzanego o dokonanie zbrodni 67-latka, który spotykał się z ofiarą dwa lata temu, a mimo upływającego czasu nie mógł się pogodzić z rozstaniem. Jak podaje śląska policja, mężczyzna czekał na swoją byłą partnerkę w parku, a gdy kobieta wyszła na spacer z psem, zaatakował ją.

Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że czworonóg chciał obronić kobietę, a na nodze napastnika zostawił ślady pogryzienia. To właśnie te świeże ślady pozwoliły na wytypowanie podejrzanego, który w momencie ich ujawnienia, przyznał się do dokonania zbrodni i wskazał przedmiot, którym zaatakował ofiarę – informuje policja. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Bezpieka zatrzymała lekarza i dziennikarkę ws. śmierci Bandarenki

W Mińsku zatrzymano Kaciarynę Barysiewicz – dziennikarkę największego białoruskiego portalu internetowego TUT.by, która opisywała historię śmierci Ramana Bandarenki. To 31-letni Białorusin, który zmarł przed tygodniem po tym, jak ze śladami pobicia został przewieziony do szpitala z komisariatu milicji. Kilka dni temu Komitet Śledczy Białorusi poinformował, że zmarły Raman Bandarenka był pijany. Jednak lekarze ze szpitala, do którego przywieziono mężczyznę, udostępnili mediom kartę przyjęcia pacjenta, z której wynikało, że w jego krwi nie było alkoholu. Historię opisał portal.

W czwartek dziennikarka Kaciaryna Barysiewicz, która napisała artykuł na ten temat, została zatrzymana przez ludzi w maskach, najpewniej milicyjny OMON.

Aresztowany został również lekarz, który prawdopodobnie udostępnił dane zmarłego. Prokuratura Generalna oświadczyła, że doktor umyślnie i bez służbowej konieczności przekazał wyniki badań. Tym samym ujawnił tajemnicę służbową, przy czym – zdaniem prokuratury – miał przekazać niedokładne dane.

Pogrzeb Ramana Bandarenki odbędzie się w piątek w Mińsku.
Źródło info i foto: TVP.info

Ciało 49-latka z licznymi ranami wyłowiono z Bzury. Zatrzymano 2 osoby

​Ciało 49-letniego mężczyzny z licznymi ranami wyłowiono w nocy z Bzury w Nakielnicy w powiecie zgierskim – dowiedzieli się dziennikarze RMF FM. Dwie osoby zostały zatrzymane. Mężczyzna mieszkał w pobliskim Aleksandrowie Łódzkim. Policja i prokuratura zabezpieczyła ślady w tym lokalu.

Jak podaje PAP, ciało 49-latka utknęło na kamieniach po tym jak – prawdopodobnie – zostało zrzucone z mostu do rzeki. Było zawinięte w dywan, a na szyi denata stwierdzono ciętą ranę, prawdopodobnie od noża.

Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury w rozmowie z PAP wyjaśnił, że cała sprawa zaczęła się od zawiadomienia policji o zaginięciu 49-latka. Złożyła je siostra mężczyzny. Funkcjonariusze udali się do jego mieszkania. Na miejscu zauważyli ślady krwi i brak dużego fragmentu dywanu. W wyniku specjalistycznych badań ustalono, że krew była zmywana z podłogi.

Z relacji sąsiadów wynika, że w miniony czwartek (12 listopada) w mieszkaniu odbyła się głośna impreza. Uczestniczył w niej 49-latek, 28-letnia kobieta, która z nim mieszkała i mówiła do niego „wujku” oraz 29-letni mężczyzna. Sąsiedzi zeznali, że w pewnym momencie było słychać odgłosy awantury.

Według wstępnych ustaleń śledczych, prawdopodobnie 49-latek został zamordowany podczas imprezy. Następnie sprawcy zawinęli ciało w dywan i samochodem dostawczym zawieźli na most nad Bzurą. Następnie zrzucili ciało do rzeki. Zwłoki jednak utknęły pomiędzy kamieniami.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nawalny żąda od Rosji zwrotu ubrań i wskazuje na „ważny dowód”

Aleksiej Nawalny zwrócił się do władz Rosji z żądaniem natychmiastowego zwrócenia ubrań, w których przywieziono go do szpitala w Omsku. Jak wskazuje, są one „ważnym dowodem” w sprawie, bo mogą się na nich znajdować ślady nowiczoku. Tymczasem rosyjska prokuratura generalna poinformowała, że chce przesłuchać Nawalnego.

W Rosji upłynął trzydziestodniowy termin na wszczęcie postępowania karnego w sprawie próby otrucia Aleksieja Nawalnego. Rosyjskie MSW poinformowało, że prowadzi czynności sprawdzające, a prokuratura generalna – że chce przesłuchać Nawalnego. Śledczy wskazali, że interesują ich zwłaszcza szczegóły przygotowań wyjazdu Nawalnego do Tomska i Nowosybirska. Chcą także ustalić personalia wszystkich osób, które towarzyszyły mu w podróży.

Jednocześnie strona rosyjska wciąż nie potwierdziła wersji o otruciu opozycjonisty gazem bojowym z grupy nowiczoków, choć wskazują na nie badania przeprowadzone w kilku niezależnych zagranicznych laboratoriach. Unia Europejska i Stany Zjednoczone domagają się od Rosji wszczęcia śledztwa, a Moskwa odmawia wszczęcia sprawy karnej, twierdząc, iż na razie nie ma do tego podstaw prawnych. Postępowanie przygotowawcze dotyczące możliwego otrucia Nawalnego prowadzi jedynie miejscowa policja.

Tymczasem Aleksiej Nawalny (jego stan zdrowia z każdym dniem się poprawia) napisał na swoim blogu, że organy ścigania wykorzystują czas, aby ukryć jego ubrania, które są „ważnym dowodem” w sprawie. Jak relacjonuje, ubrania ukryto po tym, jak rozebrano go do naga, gdy leżał nieprzytomny w szpitalu w Omsku. „Żądam wydania zabranej mi odzieży” – napisał, dodając, że na ubraniach mogą być ślady nowiczoku, którym próbowano go otruć.

Współpracownik opozycjonisty, dyrektor Fundacji Walki z Korupcją Iwan Żdanow, podkreślił, że „w związku z upłynięciem terminu 30 dni powinna zostać wydana decyzja o wszczęciu postępowania lub odmowie wszczęcia”. Żdanow dodał, że w związku z tym, iż taka decyzja nie została podjęta, współpracownicy Aleksieja Nawalnego nie będą stawiać się na przesłuchania. Żdanow i rzeczniczka Aleksieja Nawalnego Kira Jarmysz powiedzieli dziennikarzom, że zostali już wezwani na przesłuchanie, ale się na nim nie pojawili.

Rosyjski niezależny publicysta Michaił Fiszman w rozmowie z radiem Echo Moskwy wyraził opinię, że „sprawa Nawalnego nie ruszy z miejsca, dopóki nie zechce tego Władimir Putin”. Już wcześniej współpracująca z Aleksiejem Nawalnym opozycyjna polityk Lubow Sobol oświadczyła w Radiu Swoboda, że sygnał do zamachu na Nawalnego dał prezydent Rosji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Barwice: Znęcanie się nad dziećmi w przedszkolu. Dyrektorka z prokuratorskimi zarzutami

Dyrektorka przedszkola usłyszała zarzuty w sprawie znęcania się nad trzyletnim dzieckiem. Kolejny zarzut został przedstawiony jej mężowi. We wtorek oboje zostali przesłuchani przez prokuratora. Przypomnijmy, do znęcania się nad trzylatkiem miało dojść w niepublicznym przedszkolu w Barwicach (woj. zachodniopomorskie). O sytuacji poinformowała policję jedna z matek. Według niej, trzyletniemu dziecku naruszono nietykalność cielesną, sklejając mu ręce taśmą. Następnie ślady miały być zacierane. Okazało się bowiem, że nagrania z monitoringu, na których miały być zarejestrowane momenty znęcania się nad dzieckiem, zniknęły w nieustalonych okolicznościach.

W poniedziałek zatrzymano dyrektorkę placówki i jej męża. We wtorek zostali oni przesłuchani w szczecineckiej prokuraturze i usłyszeli zarzuty.

– Dyrektorka i właścicielka przedszkola usłyszała trzy zarzuty – mówi prok. Ryszard Gąsiorowski z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. – Pierwszy to naruszenie nietykalności cielesnej przedszkolaka, poprzez wiązanie mu rąk taśmą klejącą. Zarzut drugi to nakłonienie dwóch osób pracujących w przedszkolu do składania fałszywych zeznań, kiedy sprawą zainteresowała się policja. I trzeci zarzut to, że pani dyrektor również złożyła w trakcie przesłuchań na policji fałszywe zeznania.

Katarzyna H. przyznała się do tego, że naruszyła nietykalność cielesną dziecka i do tego, że złożyła fałszywe zeznania. Kobieta nie przyznała się do podżegania innych osób do składania fałszywych zeznań. Grozi jej od roku do nawet ośmiu lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl