Siedlce: 17-latek zaatakowany nożem

Młody mężczyzna został ranny i trafił do szpitala po bójce, do której doszło przed galerią handlową w mazowieckich Siedlcach. W trakcie bójki użyto ostrych narzędzi. Pierwszą informację o tej sprawie otrzymaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. Do zajścia doszło przed siedlecką galerią w piątek wieczorem.

Młodzi mężczyźni w trakcie bójki mieli użyć ostrych narzędzi. Na miejscu interweniowała policja. Mężczyzna, który najprawdopodobniej nożem zaatakował nastolatka, był przesłuchiwany przez funkcjonariuszy. Nie ma jeszcze informacji, czy został formalnie zatrzymany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rodzinny dramat w Staszowie to rozszerzone samobójstwo?

Rozszerzone samobójstwo – to według śledczych najbardziej prawdopodobna przyczyna śmierci małżeństwa, którego ciała znaleziono w piątek w lesie w Staszowie w woj. świętokrzyskim. Jutro wieczorem ma się odbyć sekcja zwłok obojga małżonków. Zwłoki 55-letniej kobiety znaleziono w zaparkowanym w lesie samochodzie. Miała obrażenia szyi. Kilkadziesiąt metrów dalej odkryto ciało jej 60-letniego męża wiszące na drzewie.

Szef prokuratury w Staszowie Piotr Okarski powiedział RMF FM, że śledczy biorą pod uwagę kilka wersji wydarzeń. Przyznał jednak, że ta mówiąca o rozszerzonym samobójstwie wydaje się być bardzo prawdopodobna. Przypuszczalny przebieg tego zdarzenia był taki, że mężczyzna zabił swoją żonę, a potem się powiesił. Prokurator potwierdził, że w kieszeni 60-latka znaleziono list pożegnalny. Na miejscu zostały zebrane różne ślady, a jutro wieczorem ma się odbyć sekcja zwłok obojga małżonków. Ona wyjaśni m.in., czy mężczyzna powiesił się sam.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kraków: Małżeństwo zabójców trafiło do aresztu

Sąd w pełni podzielił argumentację prokuratury i przychylił się do wniosku o areszt dla Aleksandry S. i Adriana S., którzy zamordowali 27-latka w rejonie torów przy ul. Chełmońskiego –– poinformował w środę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko. Alekandra S. i Adrian S. byli małżeństwem, ale kobieta mieszkała z zamordowanym 27- letnim kochankiem w mieszkaniu przy ul. Chełmońskiego w Krakowie. Jak ustalili śledczy, Aleksandra S. i Adrian S., mieszkaniec województwa świętokrzyskiego, wspólnie zaplanowali zbrodnię i dokonali jej w ramach podziału ról. Ich bezpośrednim celem było zabójstwo. Małżeństwo ustaliło, że kobieta skontaktuje się z kochankiem i pod pretekstem rozmowy spotka z nim w sobotę, kiedy będzie wracał z pracy.

Podczas spotkania Aleksandra S. zaprowadziła mężczyznę w ustronne, nieoświetlone miejsce w okolicy ul. Chełmońskiego. Tam, zgodnie z planem, czekał na nich jej mąż Adrian S., który wykorzystując element zaskoczenia zaszedł od tyłu pokrzywdzonego i zadał mu ciosy nożem w okolicę głowy. Kiedy pokrzywdzony upadł na ziemię, Adrian S. zaczął uderzać go pięściami po głowie, twarzy oraz innych częściach ciała, a także kopać. Potem zadał mu kilkanaście ciosów nożem po całym ciele. Powstały obrażenia wielonarządowe, co skutkowało śmiercią – powiedział rzecznik prokuratury.

Małżeństwo przeniosło ciało ofiary w krzaki, by je ukryć. Podejrzani z miejsca zdarzenia zabrali rzeczy należące do pokrzywdzonego, po czym wrócili do mieszkania przy ul. Chełmońskiego.

Przyznali się do winy

Ciało mężczyzny znalazł w niedzielę rano przypadkowy przechodzień w zaroślach. W tym czasie Adrian S. otrzymał od żony 800 zł i już zdążył wsiąść do pociągu w drogę powrotną do Ostrowca Świętokrzyskiego. Mundurowi aresztowali go na stacji kolejowej w Skarżysku-Kamiennej. Kobietę tego samego dnia w Krakowie. Podczas przesłuchania 30-letnia Aleksandra S. i jej mąż 30-letni Adrian S. przyznali się do winy i złożyli obszerne wyjaśnienia. Za zarzut „zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie” grozi im kara dożywotniego pozbawienia wolności
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci z podlaskiego Archiwum X rozpracowali zabójstwo sprzed 30 lat

Policjanci z podlaskiego Archiwum X zatrzymali podejrzanego o zabójstwo sprzed 30 lat. Śledczy rozwikłali sprawę śmierci wówczas 40-letniego mężczyzny, którego ciało z raną ciętą znaleziono na ulicy Żelaznej w Białymstoku. Podejrzany o tę zbrodnię 50-latek w białostockiej Prokuraturze Okręgowej, która nadzoruje postępowanie, usłyszał zarzut zabójstwa w warunkach recydywy. Decyzją sądu trafił do aresztu na trzy miesiące. Zgodnie z obowiązującym wówczas kodeksem karnym grozi mu kara 25 lat pozbawienia wolności.

Policjanci z podlaskiego Archiwum X wyjaśnili kolejną zbrodnię, tym razem sprzed 30 lat. To już ich 6 sprawa rozwikłana w ciągu 4 lat działania Zespołu do Spraw Przestępstw Niewykrytych Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Dzięki determinacji funkcjonariuszy z Archiwum X, sprawcy, pomimo upływu lat, nie pozostają bezkarni. Tym razem śledczy wyjaśnili zbrodnię, do której doszło w maju 1992 roku w Białymstoku. Wówczas to, na ulicy Żelaznej w Białymstoku został znaleziony martwy mężczyzna z raną ciętą brzucha. Początkowo, praca śledczych nie przyniosła przełomu w sprawie i po roku została umorzona. W tamtym czasie nie było wystarczających dowodów, aby wyjaśnić okoliczności śmierci mężczyzny.

Z inicjatywy Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, pół roku temu sprawa, trafiła do policjantów z Archiwum X. Pomimo upływu 30 lat od zbrodni, najbardziej doświadczeni funkcjonariusze służby śledczej zaczęli ją wnikliwie analizować ściśle współpracując z prokuraturą. Policjanci, prowadząc szereg dodatkowych czynności procesowych z jednoczesnym wykorzystaniem nowoczesnych metod badawczych, kilka miesięcy później ustalili podejrzanego o tę zbrodnię. Do zatrzymania 50-letniego białostoczanina doszło na osiedlu Białostoczek. Niczego nie podejrzewający mężczyzna wpadł w ręce podlaskich kontrterrorystów, chwilę po tym, jak wyszedł z pracy. Dzień później został doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, gdzie usłyszał zarzut zabójstwa w warunkach recydywy. Jak ustalili śledczy, 50-latek ma już na koncie wyrok za zabójstwo, do którego doszło 2 miesiące po zbrodni na 40-latku. Decyzją sądu mężczyzna trafił na 3 miesiące do aresztu. Mężczyzna będzie sądzony zgodnie z kodeksem karnym, który obowiązywał w 1992 roku. Podejrzanemu grozi 25 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.gov.pl

33-latek miał zabić męża partnerki, a jego ciało ukryć w krzakach. Są zarzuty

Policja z Rybnika zatrzymała 33-latka podejrzanego o zabójstwo 41-letniego rybniczanina. Według śledczych mężczyzna pobił męża swej obecnej partnerki i zostawił go w lesie. Kobieta, która była świadkiem pobicia, nie udzieliła pomocy i nie zgłosiła przestępstwa. Oboje zostali aresztowani. Jak przekazało we wtorek biuro prasowe śląskiej policji, zwłoki odkryli 2 sierpnia w lesie w okolicy kąpieliska Ruda pracownicy zieleni miejskiej. Rybniccy kryminalni ustalili, że mężczyzną był 41-letni mieszkaniec Rybnika. Dalsza praca śledczych pozwoliła na ustalenie okoliczności jego śmierci oraz związanych z nią osób.

Zgodnie z ustaleniami dochodzenia 21 lipca w kompleksie leśnym 41-latek spotkał się ze swoją 22-letnią żoną, z którą nie mieszkał od ub. roku. Po chwili dołączył do nich 33-letni obecny partner kobiety. Pomiędzy mężczyznami doszło do szarpaniny, w trakcie której 33-latek brutalnie pobił pokrzywdzonego, a jego ciało ukrył w krzakach. 4 sierpnia kryminalni z Rybnika zatrzymali podejrzanego o zabójstwo 33-latka oraz 22-letnią żonę pokrzywdzonego. Oboje zostali doprowadzeni do Prokuratury Rejonowej w Rybniku, gdzie usłyszeli zarzuty.

Mężczyzna odpowie za zabójstwo. Grozi mu dożywotni pobyt w więzieniu. Kobiecie postawiono zarzut nieudzielenia pomocy zmarłemu oraz niepowiadomienia organów ścigania o popełnionym przez inną osobę przestępstwie zabójstwa. Grożą jej 3 lata więzienia. Na wniosek policjantów i prokuratora Sąd Rejonowy w Rybniku tymczasowo aresztował parę na trzy miesiące.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

44-letni prezes spółki kapitałowej ze Świlczy oskarżony o przywłaszczenie blisko 50 mln złotych

44-letni Mieszko C., prezes spółki kapitałowej ze Świlczy na Podkarpaciu, stanie przed sądem za przywłaszczenie prawie 49 milionów zł. Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Jak poinformował prokurator Krzysztof Ciechowski, mężczyzna odpowie za popełnienie czterech przestępstw. Zdaniem prokuratury Mieszko C. tworzył fałszywe wyobrażenia, że obligacje jego spółki są to „oferty wyselekcjonowane, sprawdzone, kierowane do grupy wybranych inwestorów i ściśle ograniczone w czasie”.

– Zatajając tym samym prawdziwe dane, które mogły w istotny sposób wpłynąć na ocenę zdolności emitenta do wykonania zobowiązań wynikających z obligacji, jak również rozpowszechniał nieprawdziwe informacje i przemilczał informacje o stanie majątkowym oferenta, mające znaczenie dla nabycia wyemitowanych papierów wartościowych – przekazał w komunikacie prok. Ciechanowski.

44-letni C. odpowie za cztery przestępstwa

Mieszko C., odpowie też za to, że od maja 2018 roku do sierpnia 2020 r. przywłaszczył sobie pieniądze uzyskane ze sprzedaży obligacji emitowanych przez kierowaną przez siebie spółkę, nie dokonując ich wypłaty w dniu ich zapadalności. Poszkodowanych zostało 356 osób, na kwotę ponad 48,6 mln zł.

Prokuratura oskarżyła mężczyznę też o to, że pomimo grożącej niewypłacalności kierowanej przez siebie spółki uszczuplił zaspokojenie wielu wierzycieli przez to, że przepisał swój majątek o wartości ponad 1,5 mln zł na swoją matkę. Chodzi o kilka nieruchomości i dwa jachty. Mieszko C. usłyszał też zarzut, że jako prezes spółki nie złożył wniosku o jej upadłość, pomimo że powstały warunki uzasadniające upadłość.
Źródło info i foto: interia.pl

Wyniki sekcji zwłok 67-letniego mężczyzny znalezionego w polu. Śledczy: wcale nie został pogryziony przez psy

67-letni mieszkaniec gminy Jeziorzany (województwo lubelskie), którego ciało zostało znalezione w czwartek w polu zboża, nie zmarł w wyniku pogryzienia przez psy. Takie przypuszczenia wysnuwała wcześniej policja, łącząc sprawę z niedawnym zagryzieniem przez okoliczne zwierzęta 48-letniego rowerzysty. W czwartek 28 lipca wieczorem w polu zboża w miejscowości Krępa w powiecie lubartowskim zostało znalezione ciało mężczyzny. Wcześniej w tej samej okolicy ujawniono ciało 48-latka zagryzionego przez psy. W poniedziałek 1 sierpnia RMF FM przekazało jednak informację, że wbrew wcześniejszym przypuszczeniom śmierć 67-latka nie ma związku z atakiem zwierząt.

– Wstępne wyniki sekcji zwłok 67-latka nie wskazują na to, żeby przyczyną śmierci mężczyzny było pogryzienie przez psy – przekazał reporterowi RMF FM Krzysztof Sokołowski, wiceszef prokuratury rejonowej w Lubartowie, dodając, że na ciele zmarłego „brak jest śladów” świadczących o kontakcie z psami, które kilka dni temu pogryzły 48-letniego mężczyznę, ale także z innymi zwierzętami. Takie przypuszczenia wysnuwała bowiem wcześniej lubelska policja.

„Denatem okazał się 67-letni mieszkaniec gminy Jeziorzany. Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że mężczyzna najprawdopodobniej został pogryziony przez psy. Świadczyć o tym miały liczne rany znajdujące się na jego ciele. Ustalenia wskazują też, że do śmierci 67-latka doszło najprawdopodobniej tydzień wcześniej. […] Jak wskazują wstępne czynności, śmierć 67-latka może mieć związek z podobnym zdarzeniem, które równolegle miało miejsce pod koniec ubiegłego tygodnia. Przy jednej z gruntowych dróg zostały znalezione zwłoki 48-letniego rowerzysty pogryzionego przez psy” – podawał 29 lipca nadkomisarz Andrzej Fijołek, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Lublinie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Narkotyki ukryte w transporcie hiszpańskiego wina

Funkcjonariusze CBŚP i KaOSG przejęli 44 kg marihuany o czarnorynkowej wartości 850 tys. zł. Na poczet ewentualnej grzywny śledczy zabezpieczyli ładunek ponad 2 tys. butelek hiszpańskiego wina, w którym ukryto narkotyki. Z ustaleń śledczych wynika, że zatrzymany mężczyzna może być powiązany ze środowiskiem pseudokibiców jednego z krakowskich klubów sportowych. Sprawę nadzoruje małopolski pion PZ Prokuratury Krajowej.

Policjanci z Zarządu w Krakowie Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z funkcjonariuszami Karpackiego Oddziału Straży Granicznej ustalili, że do Polski zmierza transport narkotyków z Hiszpanii. Funkcjonariusze przeprowadzili wspólne działania i przeszukali halę magazynową znajdującą się na terenie powiatu krakowskiego. W tym czasie trwał rozładunek palet z samochodu ciężarowego, na których znajdowały się kartony z hiszpańskim winem. Pomiędzy paletami funkcjonariusze znaleźli 44 kilogramy marihuany, zapakowane próżniowo w torbach foliowych. Z takiej ilości narkotyku można by przygotować blisko 44 tysiące działek dilerskich, a szacunkowa czarnorynkowa wartość przejętych środków odurzających to blisko 850 tysięcy złotych.

Śledczy na poczet ewentualnych kar zabezpieczyli ponad 2 tysiące butelek wina wartych około 230 tysięcy złotych.

Prokurator Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie przedstawił 42-letniemu mężczyźnie zarzut przemytu znacznych ilości środków odurzających. Tego typu przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności do 15 lat. Z ustaleń śledczych wynika, że zatrzymany może mieć związek ze środowiskiem pseudokibiców jednego z krakowskich klubów sportowych. Decyzją sądu został on tymczasowo aresztowany.
Źródło info i foto: Policja.pl

Jest gotowa opinia ws. śmierci 32-latka po interwencji policji

Zatrzymanie krążenia spowodowane ostrą niewydolnością krążeniowo-oddechową było przyczyną śmierci 32-letniego mężczyzny, który zmarł w grudniu 2020 r. po policyjnej interwencji – ustalił portal Gazeta.pl. Śledczy czekają jeszcze na dodatkową analizę biegłego, który ma ocenić prawidłowość działań funkcjonariuszy. Chodzi m.in. o to, czy policjanci musieli rzeczywiście użyć gazu pieprzowego, który przyczynił się do niedotlenienia mężczyzny. Policja zaznacza, że funkcjonariusze przeprowadzili interwencję zgodnie z etyką zawodową. Prokuratorskie śledztwo na razie zawieszono.

Do policyjnej interwencji doszło 20 grudnia 2020 r. w Płocku. Funkcjonariusze próbowali zatrzymać samochód, którego kierowca zlekceważył sygnalizację świetlną. Doszło do krótkiego pościgu.

„Kierowca seata w trakcie podejmowanych w stosunku do niego czynności przez funkcjonariuszy był bardzo agresywny i arogancki. Miał bełkotliwą mowę i używał wulgaryzmów, a także groził policjantom. Nie reagował na polecenia funkcjonariuszy i unikał badania na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu” – informowała Komenda Miejska Policji w Płocku.

Razem z mężczyzną autem jechała kobieta i 1,5-miesięczne dziecko. Według policji kierowca „szarpał się, kopał i uderzał policjantów, powodując u funkcjonariuszy urazy ciała, uszkadzając telefon i umundurowanie służbowe”. Policjanci nie mogli zakuć mężczyzny w kajdanki, użyto gazu pieprzowego.

„Pasażerka seata w trakcie czynności również była agresywna i wulgarna, zaatakowała funkcjonariuszy, za co usłyszała w płockiej komendzie zarzuty za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy oraz wymuszenie czynności urzędowych” – podawano w komunikacie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kustosz wynosił zabytkowe monety z muzeum

Śledczy ustalili sprawcę, który wynosił zabytkowe monety z Muzeum Okręgowego w Toruniu. To kustosz, który przekazywał numizmaty paserowi. Oskarżonym grozi do 15 lat więzienia. Śledztwo było prowadzone od 2019 roku przez Wydział Kryminalny Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Toruniu. Dotyczyło przywłaszczenia 194 zabytkowych monet z okresu od XVI do XIX wieku. Postępowanie wszczęto po tym, jak dyrekcja Muzeum Okręgowego w Toruniu zgłosiła zaginięcie ponad 300 monet.

W toku śledztwa ustalono, że Muzeum Okręgowe w Toruniu utraciło 361 numizmatów, z których 282 stanowiły własność muzeum, natomiast pozostałe 79 – było depozytem Toruńskiego Towarzystwa Naukowego. Udało się odzyskać 59 skradzionych monet, które – jak wykazało śledztwo – były oferowane do sprzedaży w domach aukcyjnych oraz na akcjach internetowych – zarówno w Polsce jak i za granicą.
Źródło info i foto: RMF24.pl