USA: Matka odpowie za zabójstwo 12-letniego syna

Kobietę z Chicago oskarżono o morderstwo 12-letniego syna. Fallon Harris miała wielokrotnie postrzelić dziecko w głowę z powodu zagubienia karty pamięci. Całość zdarzenia zarejestrowała domowa kamera. Do postrzelenia doszło w sobotni poranek w domu Harris w południowym Chicago. Wtedy to 37-latka miała mierzyć pistoletem do 12-letniego syna Kadena Ingrama. Wcześniej zażądała od niego zagubionej karty pamięci. Gdy chłopiec powiedział, że jej nie ma, Harris miała oddać pierwszy strzał w głowę. Zdarzenie zarejestrował domowy monitoring. Według śledczych dziecko było wtedy jeszcze przytomne i płakało.

Odebrała telefon i oddała drugi strzał

Kobieta – podczas gdy Kaden leżał na podłodze w kuchni – miała odebrać telefon, wrócić do niego i ponownie poprosić o kartę pamięci. Następnie oddała drugi strzał w stronę syna. Policję zaalarmowali członkowie rodziny, do których Harris miała zadzwonić i przyznać się do tego, co zrobiła. Funkcjonariusze znaleźli chłopca z licznymi ranami postrzałowymi głowy. Kadena przewieziono do szpitala, gdzie uznano go za zmarłego.

Fallon Harris oskarżono o morderstwo pierwszego stopnia. Odrzucono wniosek zwolnienia za kaucją. Sędzia nakazał też sprawdzenie stanu zdrowia psychicznego 37-latki. Rodzina kobiety przekazała śledczym, że przed strzelaniną zachowywała się ona paranoidalnie. Harris miała pozwolenie na broń. Posiadała jej dwie sztuki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejna akcja CBŚP. Narkotyki i środowisko pseudokibiców

Policjanci CBŚP z Lublina wyeliminowali z rynku prawie 80 kg marihuany, wartej ponad 3 mln zł. Podczas akcji zatrzymano 2 mężczyzn, którym w Lubelskim Wydziale Zamiejscowym Prokuratury Krajowej przedstawiono zarzuty dot. przestępczości narkotykowej. Według śledczych w przestępczy proceder zamieszani są pseudokibice jednego ze śląskich klubów sportowych.

Z ustaleń policjantów z Zarządu w Lublinie Centralnego Biura Śledczego Policji wynikało, że osoby mające związek z pseudokibicami jednego ze śląskich klubów sportowych zajmują się na dużą skalę obrotem narkotykami. Środki odurzające były rozprowadzane na terenie województwa śląskiego, lubelskiego i mazowieckiego, szczególnie w Warszawie.

Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte w Lubelskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie.

W minionym tygodniu policjanci CBŚP uderzyli w przestępczość narkotykową. Akcja rozpoczęła się od zatrzymania kuriera na trasie wiodącej z Warszawy do Katowic. Kierowca samochodu dostawczego przewoził w pojeździe ponad 20 kg marihuany. Narkotyki były ukryte w przestrzeni bagażowej. Zapakowany w woreczki foliowe susz znajdował się w dwóch torbach podróżnych.

W Warszawie policjanci weszli do mieszkania, w którym w dwóch pokojach znajdowały się kartony wypełnione hermetycznie zapakowanymi woreczkami z narkotykiem. Wtedy to, zabezpieczono ponad 58 kg marihuany.

Na terenie województwa śląskiego, na jednej z ulic zatrzymano drugiego podejrzanego. Z informacji policjantów wynikało, że mężczyzna może planować opuszczenie kraju, więc działania zostały przeprowadzone błyskawicznie.

Obu zatrzymanych doprowadzono do Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie, gdzie przedstawiono im zarzuty dotyczące posiadania oraz udziału w obrocie znacznych ilości środków odurzających. Na podstawie zebranego materiału dowodowego obaj podejrzani zostali tymczasowo aresztowani na 3 miesiące.

Sprawa jest rozwojowa i niewykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: Policja.pl

Rosja: Lekarka z oddziału położniczego wyrzuciła dziecko przez okno

Tragiczną historią ze światem podzieliła się 34-letnia Wiktoria Iwanowa z Rosji. Kobieta opisała, że podczas pobytu w szpitalu na oddziale położniczym, jedna z lekarek świadomie wyrzuciła jej nowo narodzonego synka przez okno. Chłopiec nie przeżył upadku z trzeciego piętra. Dramat rozegrał się w Sterlitamak na południowym zachodzie Rosji. 29-letnia lekarka Alina Araslanowa przebywała na oddziale położniczym, ponieważ sama kilka godzin wcześniej urodziła dziecko.

34-letnia Wiktoria Iwanowa urodziła syna, którego nazwała Wołodia. Matka synka wyszła na chwilę z pokoju, zostawiając go samego. Wtedy lekarka miała porwać noworodka i bez przyczyny wyrzucić go przez okno z trzeciego piętra. Kobieta została błyskawicznie zatrzymana.

Rozdzielono ją także z nowo narodzoną córką. Śledczy starają się zrozumieć motywy jej postępowania.

Pracująca jako nauczycielka tańca Wiktoria ma dwójkę innych dzieci. Rosjanka zdecydowała się opowiedzieć o tej tragedii w mediach i przekazuje, że o ile jej sytuacja jest bardzo trudna, to próbuje normalnie funkcjonować ze względu na swoje dzieci.
Źródło info i foto: onet.pl

Irlandzki boss „Mnich” zatrzymany w okolicach Malagi

58-letni Gerry H. ps. „Mnich”, uważany za jednego z najgroźniejszych irlandzkich gangsterów, został zatrzymany w Maladze przez funkcjonariuszy Guardia Civil. Śledczy uważają, że to on stał za strzelaniną w hotelu Regency w Dublinie w 2016 r., kiedy to podczas ważenia przed galą bokserską zamordowano członka klanu Kinahan. Wojna gangów, która wówczas wybuchła, pochłonęła blisko 20 osób w Irlandii i Hiszpanii.

„Mnich”, który swój przydomek zawdzięcza ponoć niechęci do wszelakich używek, wyjechał z Irlandii w 2016 r. i osiadł w Hiszpanii. Przed kilkoma miesiącami wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Śledczy z Irlandii uznali, że zebrali mocne dowody na to, że Gerry H. stał za brawurowym zamachem na członków klanu Kinahan w lutym 2016 r. Wtedy do hotelu Regency w Dublinie, gdzie odbywało się ważenie przed galą bokserską „Clash of the Clans”, weszło kilku mężczyzn w mundurach policyjnych, ale uzbrojonych w „kałasznikowy”, i zaczęło strzelać do kilku widzów.

Na miejscu zginął David Byrne, członek jednego z gangów podporządkowanych klanowi Kinahan. Dwie inne osoby zostały ranne.

Policja podejrzewała, że celem ataku był syn głowy klanu, a sam zamach zemstą za zamordowanie w 2015 r. w okolicach Marbelli siostrzeńca „Mnicha”. Pewne jest, że po strzelaninie w Regency wojna między Kinahan a gangiem H. rozgorzała na dobre.

Zresztą kilka dni po tym zamachu zamordowano Eddiego H., brata „Mnicha”. Sama wojna pochłonęła w sumie 20 ofiar.

Miesiącami nie wychodził z kryjówki

Boss miał wyjechać z Irlandii, krótko po tych wydarzeniach i osiąść w Hiszpanii, gdzie już wcześniej miał prowadzić nielegalne interesy. Twierdził, że wycofał się z półświatka i jest na emeryturze. 58-letni mężczyzna starał się jednak nie rzucać w oczy i regularnie zmieniał miejsca zamieszkania.

Specjalny zespół pościgowy Guardia Civil namierzył w kwietniu „Mnicha” na Wyspach Kanaryjskich. Ten jednak zdążył zniknąć, gdy okazało się, że wydano za nim ENA.

Zaczęto więc operacyjnie zajmować się ludźmi Gerry’ego H. działającymi na Costa del Sol. I odkryto, że boss jest na kontynencie, a jego podwładni zapewniają mu wszystko, czego potrzebuje, aby się skutecznie ukrywać.

Przed kilkoma dniami funkcjonariusze Gwardii odkryli, że zbieg mieszka w centrum miasta Fuengirola na obrzeżach Malagi. „Mnich” wyszedł z domu i ruchliwymi uliczkami ruszył do na spacer.

Po drodze kilkakrotnie sprawdzał czy nie jest śledzony. Dopiero gdy był przekonany, że nie ma „ogona”, dotarł do ulubionej restauracji. Tam ku swemu zaskoczeniu został zatrzymany.

„Mnich” ma zostać wydany irlandzkim śledczym. Według hiszpańskich mediów od czasu dotarcia w okolice Malagi boss tylko dwa razy opuścił kryjówkę.

Podczas zatrzymania miał przy sobie fałszywy chorwacki paszport. Szukał kraju, z którym Irlandia nie ma umowy o ekstradycji.
Źródło info i foto: TVP.info

Kolejny skandal. Krakowska kuria ukrywała fakt, że jeden z księży molestował niepełnosprawną starszą kobietę

Przez kilka lat krakowska kuria ukrywała fakt, że jeden z księży molestował seksualnie niepełnosprawną starszą kobietę – do takich szokujących informacji dotarli reporterzy śledczy RMF FM. Do bulwersujących zdarzeń dochodziło na oddziale geriatrycznym w jednym ze szpitali na południu Polski. Wszystko działo się jeszcze w 2017 roku. Policja i prokuratura dowiedziały się o tym w lutym tego roku.

Na oddziale geriatrycznym szpitala na południu Polski (miejscowość i nazwa placówki znane redakcji – red.) w 2017 roku kapelanem był jeden z mieszkających w okolicy księży. Codziennie z religijną posługą odwiedzał chorych, leczonych w placówce. Jedna z pacjentek prawie po każdej wizycie duchownego była pobudzona. Co więcej, twierdziła, że odwiedzał ją szatan. Zachowanie kobiety zaniepokoiło personel oddziału.

Ksiądz przyłapany na niewłaściwym zachowaniu, szpital zawiadamia kurię

Według nieoficjalnych informacji, w kwietniu 2017 roku ksiądz został przyłapany na kontaktach z półprzytomną pacjentką, gdy dotykał ją w sposób, który jednoznacznie wskazywał na molestowanie. Wtedy błyskawicznie zareagowały władze szpitala. Zakazały księdzu wstępu do placówki, a ordynator o wszystkim powiadomił kurię w Krakowie.

Jak tłumaczył w rozmowie z nami, przepis o obowiązku powiadomienia policji o takich sytuacjach wszedł w życie w drugiej połowie 2017 roku, już po wydarzeniach, które wyżej opisujemy.

4 lata milczenia krakowskiej kurii

Dopiero w lutym tego roku zawiadomienie trafiło do śledczych z Małopolski, a kapłan Kazimierz K. usłyszał zarzut molestowania seksualnego osoby niepoczytalnej. Będzie odpowiadał za czyn z art. 198 kk. Dziennikarz RMF FM dowiedział się nieoficjalnie, że mężczyzna nie przyznaje się do zarzutów. Rzecznik krakowskiej kurii nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego Kościelne władze przez lata zwlekały z zawiadomieniem prokuratury. Ksiądz Łukasz Michalczewski potwierdza jedynie, że śledczym sprawę urzędnicy kurii zgłosili w tym roku.

„Nie mam informacji, jak to było zgłaszane, kiedy. Nie mogę tego ustalić” – powiedział w rozmowie z dziennikarzem RMF FM.

Czy arcybiskup Marek Jędraszewski odpowie za ukrywanie faktu molestowania niepełnosprawnej kobiety przez księdza?
Z naszych ustaleń wynika, że to lekarze ze szpitala, w którym molestowana była pacjentka, kilka razy pisali do krakowskiej kurii z prośbą, by arcybiskup w końcu zajął się sprawą.

Prokuratorzy prawdopodobnie będą teraz badać, czy arcybiskup Marek Jędraszewski nie popełnił przestępstwa, nie zawiadamiając od razu policji o tym, że podległy mu ksiądz mógł molestować pacjentkę.

Kuria miała obowiązek zawiadomić Stolicę Apostolską

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski mówi dziennikarzowi RMF FM, że abp Jędraszewski – zgodnie z prawem papieskim – miał obowiązek zawiadomić Stolicę Apostolską o fakcie wykorzystania seksualnego osoby „dorosłej bezbronnej” przez księdza oraz wszcząć kościelne dochodzenie.

„Uczciwość wobec ofiary nakazuje powiadomić także władze państwowe. W Kościele jest specyficzny sposób podlegania duchownych pod biskupa, więc on ma oczywiście także obowiązek zgłosić to do prokuratury świeckiej” – wyjaśnia w rozmowie z nami.

Ks. Isakowicz-Zaleski podkreśla przy tym, że ksiądz jest także obywatelem, i jak każdy obywatel ma prawa i obowiązki. „Jeżeli dochodzi do przestępstwa, a tutaj jest przynajmniej podejrzenie przestępstwa, musi być powiadomiona prokuratura” – zaznacza.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Oskarżała księdza, zwrot w sprawie Marii K.

​Zaskakujący zwrot w śledztwie dotyczącym Marii K. spod Miechowa, która twierdziła, że jako 12-latka była gwałcona i okaleczana przez księdza z miejscowej parafii. Jak dowiedział się reporter RMF FM, zarzuty za kontakty seksualne z nastolatką usłyszał jej były chłopak Dawid L. Podejrzany przyznał się do winy.

Na razie miechowska prokuratura nie rezygnuje z badania wątku wykorzystywania przez księdza Kamila N. nieletniej dziewczyny. Natomiast wygląda na to, że oskarżenia Marii K. straciły na wiarygodności.

Śledczy ponownie zlecili ekspertyzy psychologiczne, dotyczące zeznań pokrzywdzonej składanych w prokuraturze i przed sądem. Dodatkowo do odrębnego postępowania wyłączono kwestię „ewentualnego fałszywego oskarżenia księdza o przestępstwa seksualne wobec nieletniej poniżej 15 roku życia”.

W sprawie Dawida L. kluczowe były kolejne badania genetyczne, którym poddano odzież poszkodowanej. Jak usłyszał nasz dziennikarz, obecnie metody te są skuteczniejsze.

Na tej odzieży wykryto ślady należące do byłego chłopaka Marii K. Przyznał się do przestępstw seksualnych, których miał się dopuścić w Książu Wielkim w maju 2015 roku.

Mężczyzna usłyszał też zarzuty kierowania gróźb pozbawienia życia wobec jednego ze świadków w śledztwie. Na trzy miesiące trafił do aresztu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójstwo młodej Afganki w Niemczech. Bracia wywieźli jej ciało w walizce

Młoda kobieta została zabita przez swoich braci, ponieważ nie byli oni zadowoleni z jej stylu życia. Maryam H. nie żyła tak ściśle po islamsku, jak jej bracia. Po zbrodni mężczyźni wywieźli ciało siostry w walizce do Bawarii i tam ją pochowali. „Niemcy są w szoku” – pisze prasa. Afganka Maryam H., 34-letnia matka dwójki dzieci, została zamordowana w Berlinie przez swoich braci.

Bracia wywieźli jej ciało w walizce pociągiem do Bawarii i pochowali. Motywem zbrodni był zachodni styl życia kobiety, który nie pasował do wartości moralnych dwóch Afgańczyków – przekazuje dziennik „Bild”.

Do zbrodni miało dojść w połowie lipca. Obaj bracia przebywają w areszcie od ubiegłego tygodnia. „Kobieta początkowo została uznana za zaginioną, ale pojawiły się coraz silniejsze przesłanki, że mogła zostać zabita. Dziesięć dni po zaginięciu kobiety, śledczy z wydziału zabójstw i technicy kryminalistyczni przeszukali jej mieszkanie” – informuje dziennik „Tagesspiegel”.

W wyniku śledztwa za podejrzanych o zabójstwo uznano braci. Prokuratura uzyskała nakazy aresztowania obu.

Po przeprowadzeniu śledztwa w Bawarii wspólnie z tamtejszymi władzami, w ubiegłym tygodniu, znaleziono ciało kobiety w pobliżu domu starszego z braci w Neuburg an der Donau.

„Śledztwo w tej makabrycznej sprawie jest w toku. Wydaje się jednak, że istnieje zgoda co do motywu: prokuratura zakłada, że młoda kobieta została zabita przez swoich braci, ponieważ nie byli oni zadowoleni z jej stylu życia. Maryam H. nie żyła tak ściśle po islamsku jak jej bracia” – relacjonuje „Bild”.

„Była rozwiedziona, podobno miała nowego partnera, nosiła makijaż, ubierała się w stylu zachodnim – i to bez chusty na głowie” – pisze o zamordowanej „Tagesspiegel”.

„Żyła w ciągłym strachu przed śmiercią”

Od dwóch lat Maryam mieszkała z dziećmi (9 i 13 lat) w ośrodku dla uchodźców w Berlinie-Lichtenbergu. „Według mieszkańców schroniska, bracia wielokrotnie wywierali presję na Maryam H., starając się uniemożliwić jej kontakt z innymi osobami. Żyła w ciągłym strachu przed śmiercią” – pisze „Bild”.

Szczególnie młode kobiety o pochodzeniu migracyjnym są wielokrotnie ofiarami zastraszania i przemocy ze strony swojego środowiska rodzinnego – mówi cytowany przez „Bild” lider chadeckiej partii CDU w Berlinie Kai Wegner, który podkreśla też: „Potrzebujemy otwartej debaty na temat nieudanej integracji z powodu archaicznych wartości, przyniesionych do Niemiec z krajów pochodzenia”.

Wegner zauważa też, że „Niemcy to wolny kraj, w którym każdy może robić, co mu się podoba. Ale podstawą współistnienia jest system wartości ustawy zasadniczej, a nie szariat”.

Czołowa polityk berlińskiej socjaldemokratycznej partii SPD Franziska Giffey napisała w niedzielę na Twitterze: „Jestem głęboko wstrząśnięta okrutnym morderstwem młodej żony i matki Maryam. Jej życie zostało odebrane z powodu zranionego poczucia honoru, ponieważ żyła tak, jak chciała”. Zdaniem Giffey „trzeba jasno powiedzieć, że to nic innego jak straszne zabójstwo honorowe. Tylko wtedy, (…) gdy przymusowe małżeństwa i zabójstwa honorowe, a także ich religijne i kulturowe pochodzenie nie będą tematami tabu, będziemy mogli skutecznie walczyć z przyczynami”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Są wyniki śledztwa ws. gubernatora Nowego Jorku. Miał molestować wiele kobiet

Gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo molestował seksualnie wiele kobiet, w tym zatrudnionych w stanowych instytucjach – tak wynika ze śledztwa wszczętego po pojawieniu się zarzutów pod jego adresem. Ustalenia poczynione przez śledczych ogłosiła prokuratorka generalna stanu Nowy Jork, Letitia James. Sam gubernator zaprzecza zarzutom. Twierdzi, że nigdy nikogo nie dotykał w nieodpowiedni sposób.

– Niezależne śledztwo wykazało, że gubernator Andrew Cuomo molestował seksualnie co najmniej 11 kobiet, a tym samym naruszył prawo federalne i stanowe – powiedziała Letitia James na konferencji prasowej. W 165-stronicowym raporcie stwierdzono, że Cuomo „napastował obecne i byłe pracownice stanu Nowy Jork, dotykając je wbrew ich woli i wygłaszając liczne komentarze o charakterze seksualnym”.

Dochodzenie wykazało również, że Cuomo i jego współpracownicy podjęli działania odwetowe wobec co najmniej jednej byłej pracownicy, która ujawniła swoją historię.

– Raport ujawnił głęboko niepokojący, ale jasny obraz. Rzucił też światło na niesprawiedliwość, która może być obecna na najwyższych szczeblach władzy. Jestem wdzięczna wszystkim kobietom, które zdecydowały się opowiedzieć swoje historie, bo dzięki temu śledczy mogli dotrzeć do prawdy. Żadnemu mężczyźnie, nieważne jak wpływowemu, nie można pozwolić na to, by molestował kobiety i naruszał prawa człowieka – mówiła prokuratorka generalna stanu Nowy Jork.

James zapowiedziała, że dowody ze śledztwa zostaną upublicznione wraz z oficjalnym raportem. W sprawie zeznawało co najmniej osiem kobiet. Przesłuchano łącznie 179 osób.

Wśród kobiet, które publicznie oskarżyły Cuomo o molestowanie jest jego była współpracowniczka, Lindsey Boylan. „Tak, gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo molestował mnie seksualnie przez lata. Wiele osób to widziało” – napisała w grudniu 2020 r. na Twitterze. Inna z kobiet, Charlotte Bennett, do listopada ubiegłego roku pracowała jako doradczyni ds. polityki zdrowotnej w administracji. W lutym na łamach „The New York Times” wyznała, że Cuomo miał m.in. zadawać jej pytania dotyczące jej życia seksualnego, pytać o to, czy jej związki były monogamiczne i czy kiedykolwiek uprawiała seks ze starszym mężczyzną. W obu przypadkach biuro gubernatora zaprzeczyło relacjom kobiet.

Cuomo zaprzecza, by kogokolwiek molestował seksualnie i odrzuca wezwania do rezygnacji, które pochodzą także od innych polityków Partii Demokratycznej. Kiedy pierwsze oskarżenia wobec polityka ujrzały światło dzienne, o konieczności jego dymisji mówiła m.in. kongresmenka Kathleen Rice. Nowojorski senator Partii Demokratycznej, Chuck Schumer, stwierdził wówczas, że gubernator stracił już zaufanie i powinien ustąpić.

W marcu prezydent Joe Biden powiedział, że jeśli oskarżenia przeciwko Cuomo okażą się prawdziwe, to powinien on zrezygnować z funkcji gubernatora.

Po ogłoszeniu ustaleń śledczych Cuomo raz jeszcze podkreślił, że „nigdy nie dotknął nikogo w niewłaściwy sposób”, dodając, że „fakty znacznie różnią się od tego, co przedstawiono w raporcie”.

– Mam 63 lata i całe moje dorosłe życie byłem na widoku publicznym. To po prostu nie ja, nigdy nie byłem takim człowiekiem – stwierdził w oświadczeniu. Zaznaczył też, że „ma tendencję do przytulania lub całowania ludzi w policzek”, a zachowania te – jak mówił – służyły jedynie „okazywaniu ciepła, niczemu więcej”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Opozycjonistka Lubow Sobol skazana w Rosji. Jest współpracowniczką Aleksieja Nawalnego

Wyrok 1,5 roku ograniczenia wolności usłyszała we wtorek Lubow Sobol, współpracowniczka rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Taką karę wymierzył jej moskiewski sąd. Sobol była oskarżona o zachęcanie do naruszenia przepisów sanitarnych podczas styczniowej demonstracji w stolicy Rosji. Sprawy karne wobec współpracowników Nawalnego, w tym Sobol, wszczęto po demonstracji zorganizowanej 23 stycznia w Moskwie w obronie aresztowanego opozycjonisty. Śledczy twierdzili, że na protest przyszły osoby zakażone koronawirusem. 

Zgodnie z decyzją sądu Sobol nie może opuszczać domu pomiędzy godziną 22 i 6 rano, uczestniczyć w demonstracjach ani wyjeżdżać poza rejon zamieszkania.

– Ograniczenie wolności będzie u mnie kontrolowane poprzez bransoletkę na nodze i specjalne urządzenie. Jeśli wykryte zostaną naruszenia, to kara może być zaostrzona – powiedziała Sobol po wyroku.

Tuż przed ogłoszeniem wymiaru kary sąd nakazał wyprowadzenie Sobol z sali rozpraw za to, że robiła zdjęcia podczas posiedzenia. Wyrok wydała sędzia Weronika Sirategjan. Prokurator żądał dla Sobol kary dwóch lat ograniczenia wolności.

Prokuratura: organizatorzy protestów wywołali ryzyko masowych zakażeń

Uznając opozycjonistkę za winną, sędzia powtórzył de facto treść aktu oskarżenia i ustalenia śledztwa – mówił mediom przed ogłoszeniem wyroku adwokat Sobol, Władimir Woronin. Sąd oświadczył, że opozycjonistka poprzez portale społecznościowe wzywała obywateli, by przyszli na demonstrację, która odbywała się bez zezwolenia władz. Na tym zgromadzeniu – według śledczych – były osoby zakażone koronawirusem.

Sobol – prawniczka, która pracowała w założonej przez Nawalnego Fundacji Walki z Korupcją (FBK) – jest pierwszą skazaną spośród grupy opozycjonistów związanych z Nawalnym, wobec których wszczęto sprawy karne po protestach wywołanych jego aresztowaniem. Śledczy utrzymują, że opozycjoniści, rozpowszechniając w mediach społecznościowych informacje o protestach, wywołali „zagrożenie masowych zachorowań”.

Demonstrowali w całej Rosji

Wśród oskarżonych znaleźli się poza Sobol m.in.: brat opozycjonisty Oleg Nawalny; niegdysiejszy koordynator sztabu Nawalnego w Moskwie Oleg Stiepanow, rzeczniczka opozycjonisty Kira Jarmysz, uczestniczka punkrockowej grupy Pussy Riot, Maria Alochina, szefowa związku zawodowego Związek Lekarzy Anastazja Wasiljewa oraz kilkoro niezależnych radnych z Moskwy.

Demonstracje w obronie aresztowanego w styczniu br. Nawalnego odbyły się 23 i 31 stycznia oraz 2 lutego w całej Rosji. Wobec tysięcy zatrzymanych wszczęto około stu spraw karnych. Większość oskarżeń dotyczyła użycia przemocy wobec funkcjonariuszy policji.

Wkrótce potem Nawalny został skazany na odbywanie wcześniejszego wyroku w zawieszeniu i osadzony w kolonii karnej w obwodzie włodzimierskim. W czerwcu br. organizacje założone przez Nawalnego, w tym FBK, zostały uznane za organizacje ekstremistyczne. Sobol, która najpierw zamierzała startować w wyborach parlamentarnych we wrześniu br., musiała po zdelegalizowaniu FBK zrezygnować z prowadzenia kampanii wyborczej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Są zarzuty po brutalnym zabójstwie w Pleszewie

Zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem usłyszało w prokuraturze troje młodych mieszkańców wielkopolskiego Pleszewa. Chodzi o zbrodnię, do której w minioną niedzielę doszło na tamtejszych ogródkach działkowych, gdzie znaleziono ciało 43-latka. Jak donosi reporter RMF FM Mateusz Chłystun, według śledczych sprawcy działali z wyjątkową brutalnością. Obrażenia na ciele zamordowanego mężczyzny wskazują, że przed śmiercią był dotkliwie pobity, uderzany kamieniem, zadawano mu również ciosy nożem.

Tym, co dodatkowo szokuje w tej historii, jest wiek podejrzanych. Najmłodszy z nich ma zaledwie 17 lat. W policyjnym areszcie są też jego o 3 lata starszy kolega i 26-letnia kobieta.

Po zatrzymaniu śledczy przeprowadzili z nimi eksperyment procesowy w miejscu zbrodni. Jak informował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim prok. Maciej Meler, sprawcy chcieli wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Ustalono, że tego samego dnia, kilkanaście godzin wcześniej, 43-latek miał pobić swoją 40-letnią partnerkę. „Kobieta trafiła do szpitala, ale po kilkunastu minutach opuściła go na własne żądanie” – wyjaśnił śledczy.

Po tym zdarzeniu – jak relacjonował – do domku letniskowego, w którym przebywał 43-latek, przyjechał 17-letni syn kobiety ze swoją dziewczyną i kolegą.

„Z naszych wstępnych ustaleń wynika, że zatrzymani w sprawie postanowili wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę” – podał prok. Meler.

Dwójce starszych podejrzanych grozi dożywocie. Wiadomo również, że 17-latek będzie sądzony jak dorosły, grozi mu 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl