Stomatolog z 2400 zarzutami

Ponad 2400 zarzutów ma stomatolog z Wodzisławia Śląskiego, który według ustaleń śledztwa składał fałszywe wnioski o rozliczenie świadczonych usług do Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak wyliczyła policja, w ten sposób dentysta naraził Skarb Państwa na stratę 190 tys. zł. O skierowaniu do sądu aktu oskarżenia w tej sprawie poinformowała we wtorek wodzisławska komenda. Śledztwo prowadzili tamtejsi policjanci zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Wodzisławiu Śląskim.

„Postępowanie zostało wszczęte na początku 2021 roku, na podstawie materiałów zebranych przez wodzisławskich śledczych. Nielegalny proceder stomatologa z Wodzisławia Śląskiego polegał na składaniu fałszywych wniosków o rozliczenie świadczonych usług do Narodowego Funduszu Zdrowia. Mężczyzna naraził Skarb Państwa na utratę prawie 190 tys. złotych” – podała policja.

Podczas śledztwa policjanci przesłuchali blisko 4 tysiące osób, które korzystały z usług dentysty w latach 2015-2019. Stomatolog dostał 2417 zarzutów dotyczących poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej w celu uzyskania korzyści majątkowej i jeden zarzut oszustwa. Wobec podejrzanego prokurator zastosował poręczenie majątkowe w wysokości 220 tys. zł. Mężczyźnie może grozić kara do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Sąd ponownie zajmie się sprawą tragedii w Suszku

Sąd Okręgowy w Łodzi uwzględnił apelację prokuratury i uchylił wyrok sądu I instancji, który w ub. r. uniewinnił organizatorów obozu w Suszku w pow. chojnickim (woj. pomorskie), gdzie latem 2017 roku podczas burzy zginęły dwie harcerki a ponad 30 uczestników zostało rannych. Sprawą ponownie zajmie się sąd rejonowy.

Chodzi o wydarzenia z nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 r., gdy nad Pomorzem przeszły gwałtowne burze z silnymi porywami wiatru. Zniszczony został wówczas zorganizowany w Suszku k. Chojnic obóz harcerski. Zginęły dwie harcerki w wieku 13 i 14 lat. 38 kolejnych uczestników obozu trafiło z różnymi obrażeniami do szpitali. Większość z nich pochodziła z Łodzi.

W czerwcu ub. r. Sąd Rejonowy w Łodzi uniewinnił dwóch organizatorów obozu: 28-letniego Mateusza I., który pełnił funkcję komendanta oraz jego zastępcy 51-letniego Włodzimierza D. Z tym wyrokiem nie zgodziła się prowadząca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Słupsku, która wniosła do Sądu Okręgowego w Łodzi apelację. Wskazała w nim m.in. na fakt, że sąd I instancji pomimo wniosku prokuratora zaniechał bezpośredniego przesłuchania na rozprawie blisko 250 świadków.

W poniedziałek Sąd Okręgowy w Łodzi uchylił wyrok uniewinniający organizatorów obozu oraz przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

Sąd podzielił zarzuty, jakie w środkach odwoławczych wskazali oskarżyciel publiczny i oskarżyciele posiłkowi, a mianowicie błędy w zakresie przeprowadzonej przez sąd I instancji oceny zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego – zaznaczyła sędzia Małgorzata Pąśko.

Dodała, że dotyczy to zarówno dowodów, które zostały przeprowadzone bezpośrednio na rozprawie oraz tych, wobec których sąd zaniechał wezwania świadków i zaliczył ich zeznania z postępowania przygotowawczego. Chodzi m.in. o zawarte w akcie oskarżenia kwestie braku zastosowania środków prewencyjnych w postaci nieprzeprowadzenia próbnych alarmów, niewyznaczenia bezpiecznego miejsca zbiórki podczas ewakuacji oraz niezarządzenia ewakuacji uczestników obozu.

Sąd Okręgowy utrzymał natomiast w mocy wyrok dla Andrzeja N. urzędnika starostwa, który – według śledczych – nie dopełnił obowiązków służbowych i miał nie przekazać alertu pogodowego o nadchodzącej nawałnicy. Został on skazany, ale sąd warunkowo umorzył postępowanie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Strzelanina w USA. Były mistrz UFC aresztowany

Cain Velasquez został aresztowany. Były mistrz UFC jest podejrzany o udział w strzelaninie na autostradzie i usiłowanie zabójstwa. Hiszpański dziennik „Marca” poinformował, że prokuratura postawiła Cainowi Velasquezowi aż 10 zarzutów. Najważniejsze z nich to: usiłowanie zabójstwa, napaść z użyciem broni i strzelanie do pojazdu mechanicznego z pasażerami w środku. Do strzelaniny miało dojść na autostradzie w Kalifornii. Według śledczych, były mistrz świata UFC strzelał do ojczyma Harry’ego Goularta. Mężczyzna przeżył, jego życiu nie zagra niebezpieczeństwo.

Sam Velasquez, według dziennikarzy „Marca”, oddalił się z miejsca zdarzenia, ale szybko został zatrzymany przez policję. Nie stawiał oporu. W jego samochodzie znaleziono pistolet z magazynkiem na 10 naboi, z czego brakowało w nim 8.

Dlaczego były zawodnik MMA w ogóle miał zaatakować auto z dwoma mężczyznami w środku? „Marca” informuje, że Goulart był podejrzany o molestowanie „bliskiego krewnego” Velasqueza. Dokładnych danych personalnych nie ujawniono, ale portal mmarocks.pl – powołując się na nieoficjalne informacje – twierdzi, że chodzi o córkę byłego mistrza UFC.

W poprzednim tygodniu Goulart stanął przed sądem, ale został warunkowo zwolniony z aresztu. Najprawdopodobniej Velasquez zdecydował się wziąć sprawy w swoje ręce i trzy dni po wypuszczeniu Goularta miał zaatakować samochód, w którym podejrzany o molestowanie podróżował ze swoim ojczymem.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp.pl

Rodzice skatowanego 3-latka trafią do aresztu?

Prokuratura Rejonowa w Kozienicach skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie matki i ojca 3-latka, który pobity, w stanie krytycznym, trafił do szpitala w Radomiu – poinformował PAP prokurator Andrzej Stojak z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

Ojciec usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i znęcania się nad dzieckiem od 2019 r. do sierpnia 2021 r. Matce przedstawiono zarzut pomocnictwa do usiłowania zabójstwa i narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia – powiedział prokurator.

Według śledczych 3-latek był rzucany o ścianę i podłogę, miał obrażenia głowy ze stwierdzonym krwiakiem podoponowym. Posiedzenie sądu w sprawie tymczasowego aresztu odbędzie się w piątek. We wtorek rano dyżurny policji otrzymał zgłoszenie od pracowników Centrum Powiadamiania Ratunkowego, że z mieszkania w jednej z gmin pow. kozienickiego zostało zabrane przez pogotowie ratunkowe 3-letnie dziecko. Miało ono z obrażenia ciała spowodowane najprawdopodobniej stosowaniem przemocy. Karetką pogotowia z dzieckiem pojechała do szpitala matka. Rodzina nie była objęta procedurą Niebieskiej Karty. Jedyna interwencja policji pod tym adresem, która miała miejsce około pół roku temu, nie miała związku z przemocą w rodzinie – powiedziała Kucharska.

Jak przekazała PAP w czwartek rzeczniczka mazowieckiego szpitala Karolina Gajewska, stan dziecka określany jest jako krytyczny. 3-latek z zatrzymaniem krążenia i urazem głowy trafił na oddział neurochirurgii szpitala, gdzie został poddany operacji usunięcia krwiaka. Obecnie przebywa na Oddziale Anestezjologii, Intensywnej Terapii i Leczenia Bólu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Śmierć po skażonej kokainie. W sprawę zamieszani policjanci

Gang, który na początku lutego skaził w argentyńskiej prowincji Buenos Aires kokainę, doprowadzając do śmierci 24 osób, był złożony z przemytników narkotyków, a także z policjantów. Poszukiwanych jest co najmniej pięciu funkcjonariuszy powiązanych z procederem. Z informacji śledczych, na których powołuje się w sobotę dziennik „La Nacion”, wynika, że szefem gangu handlarzy narkotyków, który skaził kokainę, jest osadzony aktualnie w więzieniu Argentyńczyk. Kierował on gangiem za pośrednictwem obywatela Paragwaju, który został już aresztowany.

Według stołecznej gazety ważną częścią grupy przestępczej są policjanci, którzy stanowili pomost pomiędzy osadzonym przywódcą a dealerami działającymi w rejonie stolicy kraju, Buenos Aires. Dziennik wskazał, że skorumpowanych funkcjonariuszy jest co najmniej pięciu.

„La Nacion” odnotował, że w trakcie ostatnich badań laboratoryjnych wykryto, że kokaina została skażona karfentanylem, środkiem z grupy opioidów, który jest 10 tys. razy silniejszy od morfiny. Gazeta wskazała, że substancja ta jest stosowania m.in. do usypiania słoni.

Wskutek skażenia kokainy na początku lutego do soboty zmarły 24 osoby, a ponad 80 zatruło się tym narkotykiem. Około 30 osób wciąż przebywa w szpitalach. Według prokuratury generalnej Argentyny jedną z hipotez w śledztwie jest możliwość celowego skażenia kokainy. Inspektorzy przypuszczają, że dealerzy zatruli ją, aby wyeliminować z rynku rywali handlujących narkotykami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rozbito gang narkotykowy. Wprowadzili do obrotu ponad tonę narkotyków

To był obrót narkotykami na wielka skalę. Przerwali to dopiero policjanci zwalczający tę przestępczość z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim. Śledczy udowodnili wprowadzenie do obrotu blisko tony narkotyków- mariuhuany, amfetaminy, kokainy, tabletek ecstasy oraz metamfetaminy. Do sprawy zatrzymano łącznie 22 osoby, z których 14 zostało tymczasowo aresztowanych. Przedstawiono 63 zarzuty. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do Sądu.

Uzyskanie wiedzy o tym, że taki proceder w ogóle ma miejsce możliwe było tylko dzięki skutecznym czynnościom operacyjnym policjantów z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim. Z kolei dokumentowanie i zbieranie materiału dowodowego, jego wszechstronna analiza, wybór kierunków procesowych dzięki którym możliwe było rozbicie grupy, to domena policjantów z Wydziału Dochodzeniowo- Śledczego.

Cała sprawa dotyczy działalności zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się obrotem narkotykami na wielka skalę. Została ona zainicjowana pod koniec 2019 roku. Już miesiąc później miały miejsce pierwsze zatrzymania osób, u których zabezpieczono środki odurzające i substancje psychoaktywne. Wówczas to rozpoczął się żmudny proces śledczy mający na celu dotarcie do kolejnych osób, zabezpieczenie narkotyków, zebranie materiału dowodowego świadczącego o wprowadzaniu do obrotu znacznych ilości narkotyków i przypisanie tego faktu poszczególnym osobom systematycznie zatrzymywanych przez Policję. Ilości narkotyków zabezpieczanych oraz tych, które już zostały wprowadzone na rynek zaskoczyły nawet najbardziej doświadczonych stróżów prawa, którzy w obszarze zwalczania tego rodzaju przestępczości mają kilkunastoletnią praktykę.

Efektem wspólnych działań funkcjonariuszy Lubuskiej Policji oraz Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim było zatrzymanie do sprawy łącznie 22 osób, z których 14 zostało tymczasowo aresztowanych, a 11 przypisano udział w zorganizowanej grupie przestępczej. To mężczyźni w wieku od 22 do 44 lat. Poza tym zatrzymani usłyszeli zarzutu za posiadanie, obrót, przemyt oraz produkcję narkotyków. Łącznie policjanci udowodnili, że w latach 2016-2020 na terenie województw lubuskiego, zachodniopomorskiego oraz wielkopolskiego członkowie grupy przestępczej wprowadzili do obrotu blisko tonę środków odurzających oraz substancji psychoaktywnych. To miedzy innymi 623 kg marihuany, 312 kg amfetaminy, 36 tysięcy tabletek ecstasy, 10 kg metamfetaminy oraz 5 kg kokainy. Większość narkotyków pochodziła z Polski i Holandii. Łącznie zatrzymanym przedstawiono 63 zarzuty. Najpoważniejsze zarzuty są zagrożone karą nawet do 12 lat pozbawienia wolności. Podczas prowadzonego śledztwa policjanci zabezpieczyli także u podejrzanych mienie wartości 1,2 mln złotych.

Dzięki wytężonym i skutecznym działaniom śledczych z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie oraz Prokuratury Okręgowej możliwe było sporządzenie i skierowanie aktu oskarżenia w tej sprawie do Sądu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Wciąż trwają poszukiwania Jacka Jaworka

– W tej sprawie sprawdzany jest każdy sygnał, który dociera do policji, w tym wersja pana Jackowskiego. Jednak informacje były na tyle ogólne, że na ten moment nie pomogły policjantom – przekazała Interii podinsp. Aleksandra Nowara, rzeczniczka śląskiej policji, pytana o trwające poszukiwania Jacka Jaworka, który miał zabić trzy osoby we wsi Borowce koło Częstochowy. Jasnowidz Krzysztof Jackowski w grudniu ubiegłego roku stwierdził, że Jaworek nie żyje, a jego zwłok należy szukać w Poraju, wsi położonej na Śląsku.

Jacek Jaworek jest poszukiwany od ponad pół roku, kiedy to 10 lipca 2021 roku we wsi Borowce koło Częstochowy doszło do tragedii. W domu jednorodzinnym policja odkryła zwłoki trzech osób: małżeństwa 44-latków i ich 17-letniego syna. Uratował się jedynie drugi, 13-letni syn zamordowanego małżeństwa, który zdołał się ukryć.

Według ustaleń śledczych sprawcą zbrodni jest Jacek Jaworek, brat zamordowanego 44-latka. Mężczyzna wciąż jest poszukiwany.

Jacek Jaworek. Jasnowidz twierdzi, że poszukiwany nie żyje

W grudniu ubiegłego roku znany jasnowidz Krzysztof Jackowski stwierdził, że wie co stało się z Jackiem Jaworkiem. Powiedział, że poszukiwany mężczyzna nie żyje, a jego zwłok policja powinna szukać w Poraju – wsi położonej na Śląsku. Zapytaliśmy policję, czy sprawdziła ten trop. – W tej sprawie sprawdzany jest każdy sygnał, który dociera do policji, w tym wersja pana Jackowskiego. Jednak informacje od tego ostatniego, były na tyle ogólne, że na ten moment nie pomogły policjantom – przekazała nam podinsp. Aleksandra Nowara, rzeczniczka śląskiej policji.

Dodała, że w sprawie Jaworka nadal aktualne są hipotezy dotyczące zarówno jego śmierci, jak i wyjazdu za granicę. – Dlatego w działania jest również zaangażowane Biuro Współpracy Międzynarodowej KGP – wyjaśnia rzeczniczka.

W poszukiwania Jaworka zaangażowani się także m.in. policjanci z Wydziału Kryminalnego KWP w Katowicach, funkcjonariusze policji z Częstochowy oraz specjaliści zajmujący się zwalczaniem cyberprzestępczości.

Czerwona nota Interpolu i nagroda za zatrzymanie Jaworka

52-latek jest poszukiwany listem gończym, Europejskim Nakazem Aresztowania, wystawiono za nim czerwoną notę Interpolu. 16 lipca 2021 r. komendant wojewódzki policji w Katowicach wyznaczył też nagrodę w wysokości 20 tys. zł za informacje, które pomogą zatrzymać Jaworka lub odnaleźć jego ciało. Jacek Jaworek od pewnego czasu mieszkał z bratem i jego rodziną. Wcześniej pracował w Niemczech, jednak ze względu na pandemię musiał ograniczyć wyjazdy za granicę. Kilka dni po tragedii w Borowcach częstochowska prokuratura informowała, że możliwym motywem zbrodni był konflikt rodzinny.

Wszystkie osoby, które znają aktualne miejsce pobytu Jacka Jaworka, mogące pomóc w ustaleniu jego miejsca pobytu, lub które mogą mieć istotne dla śledztwa informacje, proszone są o pilny kontakt z Komendą Miejską Policji w Częstochowie pod nr telefonu 47 858 12 55 lub nr alarmowym 112.
Źródło info i foto: interia.pl

Praga: Ukradł cenne obrazy i odjechał tramwajem

Praska policja poszukuje od początku grudnia złodzieja obrazów. Nieznany mężczyzna włamał się do jednej z galerii w centrum miasta, zabrał płótna warte około 20 tys. euro i odjechał z nimi tramwajem. Mundurowi udostępnili zapisy wideo z nagraniem złodzieja trzymającego pięć obrazów i udającego się w stronę przystanku tramwajowego. Odjechał on wozem linii 9 i ślad po nim zaginął. Władze apelują o pomoc w identyfikacji sprawcy, ponieważ praca śledczych nie przyniosła dotąd rezultatu.

Zabierając obrazy z galerii, sprawca rozbił jeszcze cenną ceramiczną lampę. Grozi mu pięć lat więzienia. Policja przyznała, że nie zna sposobu, dzięki któremu sprawca otworzył drzwi od galerii.
Źródło info i foto: interia.pl

Mediolan: Śledztwo ws. molestowania kobiet przed katedrą w noc sylwestrową

Ruszyło śledztwo ws. molestowania co najmniej pięciu dziewcząt i młodych kobiet w noc sylwestrową na placu przed katedrą w Mediolanie – informuje agencja Ansa. Przypadków molestowania seksualnego mogło być więcej. W Mediolanie prowadzone jest śledztwo w sprawie zgłoszonych co najmniej pięciu przypadków molestowania seksualnego dziewcząt i młodych kobiet w noc sylwestrową na placu przed katedrą w Mediolanie – podała w piątek Ansa. Według cytowanych śledczych były to „bardzo poważne” czyny. Przypadków molestowania może być więcej.

Liczba zgłoszonych incydentów na Piazza del Duomo i w jego okolicach w stolicy Lombardii może jeszcze wzrosnąć – przypuszczają prowadzący postępowanie. Dotyczy ono grupowej napaści seksualnej, ponieważ – jak zaznaczono – czyny te zostały popełnione przez młodych ludzi zachowujących się jak „banda”. Według lokalnych mediów grupa ta liczyła około 30 napastników. Ansa zauważa, że forma ataku przypomina zdarzenia z Sylwestra w Kolonii w Niemczech w 2015 roku, gdzie molestowano i okradziono dziesiątki kobiet.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano sprawców napadu na ciężarówkę. Straty sięgają 6.5 mln złotych

Policjanci zatrzymali trzech mężczyzn podejrzanych o „napad” na tira. W zatrzymaniu brało udział kilkudziesięciu funkcjonariuszy między innymi z Łomży i Białegostoku. Do zdarzenia doszło w październiku na terenie gminy Śniadowo. Mężczyźni ukradli blisko 10 milionów sztuk papierosów o wartości ponad 6,5 miliona złotych. Okazało się, że zamieszany w sprawę był kierowca tira, który upozorował całe zdarzenie. Decyzją sądu mężczyźni najbliższe trzy miesiące spędzą w areszcie śledczym.

Pod koniec października łomżyńscy policjanci otrzymali zgłoszenie o napadzie na kierowcę tira. Zgłaszający zeznał, że podczas krótkiego postoju w okolicach Łomży podszedł do niego mężczyzna, który trzymając broń palną, groził pozbawieniem życia i kazał wykonywać wszystkie polecenia. Zgodnie z jego instrukcją kierowca zjechał na stacje paliw w gminie Śniadowo, gdzie czekało dwóch kolejnych podejrzanych i drugi tir. Następnie doszło do przeładunku towaru. Zgłaszający dodał, że napastnicy podali mu jakieś tabletki, po których zasnął. Gdy się obudził, towaru w postaci blisko 10 milionów sztuk papierosów już nie było. Pokrzywdzeni oszacowali wartość strat na ponad 6,5 miliona złotych.

Zebrany przez łomżyńskich i białostockich policjantów materiał dowodowy pozwolił na wytypowanie trzech mężczyzn zamieszanych w napad. Okazało się, że całe zdarzenie zostało wyreżyserowane przez kierowcę tira, który wraz z dwoma innymi podejrzanymi ukradł przewożony towar. Do zatrzymania wszystkich podejrzanych doszło w ubiegłą niedzielę na terenie województwa podlaskiego i mazowieckiego. W akcji brało udział łącznie kilkudziesięciu funkcjonariuszy z Komendy Miejskiej Policji w Łomży, Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku, Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Białymstoku oraz z Komendy Głównej Policji. 44 i 43-letni mieszkaniec województwa podlaskiego i 41-letni województwa mazowieckiego trafili do policyjnego aresztu. W mieszkaniach 43-latka i o dwa lata młodszego kompana mundurowi dodatkowo znaleźli kokainę. Funkcjonariusze zabezpieczyli również łącznie blisko 200 tysięcy złotych, biżuterię oraz samochody o wartości około 150 tysięcy złotych.

W poniedziałek (20.12.2021) wszyscy zatrzymani usłyszeli zarzuty kradzieży z włamaniem. 41 i 43-latek dodatkowo usłyszeli zarzuty posiadania środków odurzających. Najstarszy z nich oprócz kradzieży z włamaniem usłyszał zarzut fałszywego zawiadomienia o przestępstwie i składania fałszywych zeznań. Wszyscy podejrzani usłyszeli zarzuty w warunkach recydywy.

Następnego dnia decyzją sądu mężczyźni trafili do aresztu śledczego, gdzie spędzą najbliższe trzy miesiące.

Zgodnie z kodeksem karnym za kradzież z włamaniem grozi do 10 lat pozbawienia wolności, a w warunkach recydywy kara może zostać zwiększona o połowę.
Źródło info i foto: Policja.pl