Szczątki dziecka znalezione w walizce w piwnicy domu

05.10.2020 Zielona Gora Ewakuacja przez wojsko zolnierzy i wojsko obrony terytorialnej podopiecznych domu pomocy spoleczej dla kombatantow z powodu ogniska zakazen kronawirusem kronawirus N/z Policja policyjna tasma fot. Piotr Jedzura/REPORTER

Szczątki ukryte w walizce, znalezione w piwnicy domu w Kamieńcu Ząbkowickim (woj. dolnośląskie), to zwłoki noworodka — wynika z przeprowadzonej w poniedziałek sekcji. Świdnicka prokuratura potwierdziła wcześniejsze przypuszczenia i wszczęła śledztwo w kierunku dzieciobójstwa.

Szczątki, przypuszczalnie należące do noworodka, znalazł mieszkaniec Kamieńca Ząbkowickiego, który sprzątał dom po byłych lokatorach, członkach dalszej rodziny. Zwłoki były w walizce, w piwnicy. O makabrycznym odkryciu w Kamieńcu Ząbkowickim na Dolnym Śląsku informowała reporterka Radia ZET. 

Policja podejrzewała, że szczątki należą do człowieka, jednak zachowywała w sprawie dużą ostrożność, ponieważ zwłoki były w stanie rozkładu. Założono jednak, że należały do noworodka i przekazano je do Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu.

Są już wyniki sekcji zwłok. W poniedziałek potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. – Prokurator rejonowy w Ząbkowicach Śląskich przekazał mi, że szczątki są na pewno pochodzenia ludzkiego — przekazał Maciej Kroczak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Świdnicy w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Biegli pobiorą teraz materiały do badań DNA i ewentualnych badań toksykologicznych. Jak dodał prokurator, chodzi o ustalenie, jaki był wiek dziecka i kiedy doszło do zgonu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Skandal w Areszcie Śledczym. Strażnicy pomagali gangsterom

Grypsujący z Aresztu Śledczego na Białołęce mieli dostęp do narkotyków, sterydów i alkoholu – wynika z aktu oskarżenia, który trafił do sądu. Substancje dostarczały m.in. adwokatki, a także strażnicy więzienni. Wśród oskarżonych są Andrzej Z. ”Słowik”, Sebastian L. ”Lepa” i Wojciech S. Wojtas”.

Śledztwo w sprawie grupy przestępczej składającej się z więźniów, strażników i adwokatów prowadzi Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie. W sprawie podejrzanych było prawie 40 osób. Akt oskarżenia dotyczący siedmiu z nich został w połowie lipca skierowany do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. Wśród oskarżonych są szef mafii pruszkowskiej Andrzej Z. „Słowik”, bossowie gangu mokotowskiego Sebastian L. „Lepa”, Wojciech S. „Wojtas”, Artur N. „Arczi”, Andrzej Z. „Słowik”, Tomaszowi R. „Garbaty” oraz Adam M. „Japa” i Krzysztof P. „Mały Krzyś”.

Prokurator zarzucił oskarżonym udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która handlowała narkotykami na terenie aresztu śledczego i korumpowała funkcjonariuszy, mieli też wyłudzać poświadczenia nieprawdy w dokumentach i posługiwać się nimi, by mataczyć w toczących się przeciwko nim postepowaniach karnych. Kierowanie więziennym gangiem oskarżyciel publiczny przypisuje „Lepie”, ale ani on, ani żaden z pozostałych oskarżonych, nie przyznali się do winy, a kierowane przeciwko nim zarzuty niektórzy z nich określili jako „nagonkę”. Wyparli się również znajomości z człowiekiem, który ich obciążył.

Zawiadomienie od członka gangu

O tym, że na terenie aresztu działa grupa przestępcza złożona z najbardziej rozpoznawalnych postaci stołecznego półświatka, prokuratura dowiedziała się dzięki zawiadomieniu, które złożył jeden z członków narkotykowej bandy. Sebastian K. napisał w kwietniu 2019 r. list, w którym ujawnił śledczym strukturę grupy i zakres jej działalności. K. posiadał liczne dokumenty potwierdzające rozliczenia finansowe, wpłaty, dysponował również własnymi zapiskami i obszernym grypsem. Przemycano amfetaminę, kokainę, marihuanę, mefedron.

W jednym z jego zeszytów były notatki, z których wynikało, że w proceder przemycania narkotyków na teren aresztu mogą być zaangażowane dwie panie adwokat – Monika Ch. oraz Olga J. – które miały przywozić środki odurzające na Białołękę i przekazywać je w trakcie widzeń adwokackich z osadzonymi.

Zanim prokuratura zatrzymała i przesłuchała „Lepę” i pozostałych, szczegółowo zweryfikowano opisane przez Sebastiana K. treści. On sam usłyszał zarzuty brania udziału w tym procederze i przyznał się do winy. Prokuratorowi powiedział, że na Białołęce siedzi od 27 marca 2017 r. i od tamtej pory „nieprzerwanie trudnił się obrotem narkotykami i środkami psychotropowymi”, pomagał także w dystrybucji sterydów i telefonów komórkowych.

„Opłata za leasing”

Narkotyki zwykle odbierał od „Japy”, który z kolei miał je dostawać od swojego syna, Krystiana M., będącego w związku z adwokat Moniką Ch., która przynosiła mu używki na widzenia, ukryte w gumowych rękawicach. Rachunek bankowy pani mecenas miał być jednym ze sposobów na przekazywanie pieniędzy z rozliczeń narkotykowych. Prokuratura dotarła do przelewów, które opisywane były jako „SEBA”, albo „opłata za leasing”, a które w rzeczywistości były finalizacją nielegalnych transakcji.

„Wojtasowi” na widzenia adwokat Anna C. miała przynosić zeskanowane materiały z toczącej się przeciwko niemu sprawy, grypsy i anaboliki, zapakowane tak, by nie wyszły na prześwietleniu. Próbowała także wnieść silny lek nasenny.

Z kolei paczki żywnościowe, listy, które nie przechodziły cenzury, sterydy i strzykawki, gumy do ćwiczeń, suplementy, ubrania, telefony komórkowe, czytniki do kart mikro-SD, perfumy, alkohol (0,5 litra kosztowało od 50 do 100 zł) a nawet pas i rękawice bokserskie, wnoszono na teren aresztu dzięki „przychylności” funkcjonariuszy aresztu śledczego, którzy za konkretne usługi pobierali ustalone wcześniej wynagrodzenie.

Sebastian K. wskazał też, że „Lepa” i „Arczi” opłacili mu adwokata – Olgę J. – która reprezentowała też dwóch pozostałych, by mogli spotykać się razem podczas widzeń i tam ustalać szczegóły obrotu narkotykami oraz dokonywać rozliczeń. Ale sposobów na omawianie „interesów” mimo obowiązującej więźniów izolacji, było więcej. Bossowie „Mokotowa” umawiali się np. w jednym czasie do dentysty. Wykorzystywali też skorumpowanych funkcjonariuszy, by swobodnie przemieszczać się między oddziałami.

W grudniu 2019 roku Sebastian K. opowiedział prokuraturze o tym jak wyglądało przekupywanie funkcjonariuszy. Ustalono m.in., że na korumpowanie funkcjonariuszy Służby Więziennej przeznaczano 20 proc. od kwoty zysku z obrotu narkotykami. Każdy ze strażników miał swój pseudonim, przypisany był też do konkretnej funkcji w grupie, niektórzy mieli tylko „przymykać oko” na naruszanie regulaminu, inni ułatwiali popełnianie przestępstw np. dostarczając za 500 zł mikrotelefony komórkowe (najczęściej L8STAR, albo w zegarku) lub sami brali udział w przestępstwach np. rozprowadzając narkotyki. U skorumpowanego strażnika specjalne usługi mogli wykupić sobie tylko grypsujący, których wcześniej zaakceptowało szefostwo grupy. Część „klawiszy” brała miesięcznie pensję w wysokości 1000 zł, inni dostawali pieniądze po wykonaniu konkretnego zadania.

Nie posiadają źródła dochodu

Większość funkcjonariuszy SW nie przyznała się do winy. Jeden z podejrzanych strażników potwierdził słowa Sebastiana K. i przyznał, że wielokrotnie przekazywał paczki, które nigdy nie powinny znaleźć się na terenie aresztu śledczego. Powiedział również, że w ramach „współpracy” z osadzonymi strażnicy informowali również o planowanych przeszukaniach cel mieszkalnych, by tamci zdążyli ukryć nielegalnie posiadany towar. Funkcjonariusz wyjaśnił, że za przekazanie jednej przesyłki brało się około 500 zł, co było „normą”, a tygodniowy dostęp do telefonu bez limitów kosztował 100 zł. Kolejne 100 zł kosztowała możliwość nielimitowanego korzystania z telewizora w celi mieszkalnej przez tydzień. Za 50 zł pozwalali też osadzonym dłużej korzystać z łaźni albo spacerniaka.

Prokuratura ustaliła, że cennik usług nie był stały, strażnicy mieli inne stawki dla „Lepy”, a inne dla „Małego Krzysia”. Niektórzy za przekazanie paczki brali 200-300 złotych, ale trzeba im było „dopłacić” np. papierosami.

Na podstawie wyjaśnień skruszonego przestępcy i innych dowodów, które przez ponad rok gromadziła Prokuratura Krajowa, 24 września 2020 r. zatrzymano ponad 20 osób, w tym „Lepę”, „Słowika”, „Wojtasa”, „Arcziego” i „Garbatego”. Większość z nich była kilkukrotnie skazana za przestępstwa narkotykowe i przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, w tym porwania czy zabójstwa.

Jesienią 2020 r. zatrzymane zostały także adwokatki Olga J. i Monika Ch., ta druga została od tymczasowo aresztowana. Decyzję o aresztowaniu Olgi J. sąd podjął dopiero po rozpoznaniu zażalenia prokuratora.

Z treści aktu oskarżenia przeciwko „Lepie” i innym wynika, że większość oskarżonych nie posiada obecnie żadnego stałego źródła dochodu. Wyjątkiem jest Andrzej Z. ps. „Słowik”, który w prokuraturze oświadczył, że co miesiąc zarabia 3 tysiące złotych „z tytułu profitów pochodzących ze sprzedaży książki”.

Do narkotykowego gangu działającego w areszcie miał należeć także Zbigniew C. „Daks”, którego w tej sprawie nie oskarżono, ponieważ zmarł w 2019 r.
Źródło info i foto: interia.pl

Brazylia: Minister środowiska ścigany za nielegalny handel drewnem z Amazonii. Jest nakaz aresztowania

Najwyższy Sąd Federalny Brazylii wydał nakaz aresztowania ministra ochrony środowiska Ricardo de Aquino Sallesa w związku z toczącym się przeciwko niemu śledztwem. Wykazało ono, iż polityk aprobował nielegalną wycinkę najcenniejszych gatunków drzew w Puszczy Amazońskiej.

Operacja policyjna pod kryptonimem „Akuanduba” ma na celu ustalenie rozmiarów korupcyjnych praktyk z udziałem wysokich urzędników brazylijskiej administracji państwowej i przedsiębiorców zajmujących się nielegalnym wyrębem cennych gatunków drzew w lasach amazońskich oraz wykrycie mechanizmów ułatwiających nielegalny eksport drewna do USA i Europy.

Śledztwo wobec ministra

Jak poinformowały brazylijskie media, policja federalna dokonała dotąd 35 aresztowań w Dystrykcie Stołecznym i innych stanach kraju.

Prezes Najwyższego Trybunału Federalnego Alexandre de Moraes podpisał nakazy aresztowania i listy gończe wobec dziesięciu wyższych urzędników Ministerstwa Ochrony Środowiska oraz wobec szefa Brazylijskiego Instytutu Ochrony Środowiska i Zasobów Naturalnych (IBAMA),Eduardo Bima. De Moraes unieważnił jednocześnie zarządzenie tego Instytutu z lutego ubiegłego roku, które umożliwiało eksportowanie bez zezwoleń odpowiednich organów kontrolnych cennych gatunków drewna pochodzącego z lasów amazońskich. Według komunikatu policji Salles jako minister ochrony środowiska autoryzował własnym podpisem decyzje, które umożliwiły wyekspediowanie za granicę „ponad 8 tys. ładunków drewna nielegalnego pochodzenia”.
Źródło info i foto: TVP.info

Wspólna akcja IPN i ABW. Ważne dokumenty w domu byłego esbeka

Archiwalne dokumenty znalezione w domu kolejnego byłego esbeka przejęli na Śląsku prokuratorzy z Instytutu Pamięci Narodowej oraz funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. To działania w śledztwie dotyczącym byłego wiceszefa delegatury Urzędu Ochrony Państwa w Katowicach, pułkownika Witolda Z, u którego natrafiono na pokaźne archiwum tajnych akt.

Odnaleziono kilkanaście dokumentów wytworzonych przez organy bezpieczeństwa z lat 1975-1990. Jak przekazał RMF FM Robert Janicki z IPN – to różnego rodzaju instrukcje czy rozkazy. Nie mają klauzuli tajności, jednak zgodnie z prawem musiały być przekazane do archiwów.

Przeszukania prowadzono w związku z informacjami uzyskanymi podczas śledztwa w sprawie „szafy pułkownika Z.”. Prokuratorzy i agenci zdecydowali się na przeszukanie w domu i na posesji byłego funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej, który w przeszłości zajmował kierownicze stanowisko służbowe w Urzędzie Spraw Wewnętrznych jednego z miast województwa katowickiego. Mężczyźnie grozi 8 lat więzienia.

We wrześniu 2020 r. u pułkownika Witolda Z. zabezpieczono ponad 100 dokumentów wytworzonych w latach 1970-1990 przez jednostki organizacyjne Służby Bezpieczeństwa. W dokumentach znaleziono m.in. nieznane szyfrogramy dotyczące pacyfikacji kopalni Wujek, ale także szczegółowe informacje dotyczące działających w służbie bezpieczeństwa specgrup do zwalczania opozycji, Kościoła i związków wyznaniowych. Dokumenty obejmują dane o składach tych grup, dowódcach, plany operacji specjalnych, taktykę i sposoby działania tajnych komórek.

Wśród dokumentów z początku lat 80. są też teczki opisujące sytuację na Śląsku po wprowadzeniu stanu wojennego. Chodzi o zakłady pracy ze szczególnym uwzględnieniem strajków. Jak się dowiedzieli reporterzy RMF FM, w materiałach są również akta powstałe na podstawie notatek informatorów. Znajdują się w nich dane o szkoleniach służb specjalnych z Czechosłowacji, które przygotowywano do tłumienia rozruchów z Polsce w 1981 roku.

Pułkownik Witold Z. w czasach PRL był funkcjonariuszem SB Departamentu I MSW. Pracował w Niemczech. Po dojściu do władzy demokratycznej opozycji, wrócił do kraju. Pozytywnie przeszedł weryfikację i trafił na eksponowane stanowisko w Urzędzie Ochrony Państwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Syn Aleksandra Grada zatrzymany przez CBA

Paweł G., syn Aleksandra Grada, byłego posła z okręgu tarnowskiego i ministra skarbu w rządzie Donalda Tuska został zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA. Według prokuratury Paweł G. miał wręczyć Łukaszowi Z., współpracownikowi byłego ministra transportu Sławomira N. korzyść majątkową w kwocie około 77 tysięcy złotych w zamian za wspieranie jednej z małopolskich spółek.

Zatrzymanie Pawła G. ma związek ze śledztwem prokuratury prowadzonym przeciwko Sławomirowi N., byłemu ministrowi transportu i byłemu szefowi Państwowej Służby Dróg Samochodowych Ukrainy (Ukravtodor). Paweł G. jest przedsiębiorcą i synem Aleksandra Grada, byłego posła z okręgu tarnowskiego oraz ministra skarbu w pierwszym rządzie Donalda Tuska. Prokuratura zarzuca mu wręczenie współpracownikowi Sławomira N. korzyści majątkowej w kwocie około 77 tysięcy złotych w zamian za wspieranie firmy, w której Paweł G. jest wiceprezesem w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego dotyczącego obsługi autostrad w obwodzie lwowskim. Prokuratura nie zdradza, o którą spółkę chodzi, jednak Paweł G. jest wiceprezesem jednego z przedsiębiorstw mających swoją siedzibę w Tarnowie.

– Łukasz Z. usłyszał również zarzut przyjęcia, wspólnie i w porozumieniu ze Sławomirem N., od Pawła G. korzyści majątkowej w kwocie około 77 tysięcy złotych w zamian za wspieranie małopolskiej spółki, w której wiceprezesem jest Paweł G., w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego dotyczącego obsługi autostrad w obwodzie lwowskim. Udzielenie łapówki nastąpiło w formie opłacenia faktury za usługi doradcze, które nie miały miejsca. Czyn ten został objęty zarzutami sformułowanymi zarówno wobec Łukasz Z., jak i Pawła G. Za zarzucane przestępstwa podejrzanym mężczyznom grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności – czytamy w komunikacie Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Źródło info i foto: se.pl

ABW prowadzi kolejne przesłuchania świadków torturowania Polaków na Białorusi

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przesłuchała kolejnych świadków w związku ze śledztwem w sprawie zatrzymania, pobicia i torturowania trzech Polaków po wyborach prezydenckich na Białorusi – dowiedział się nieoficjalnie dziennikarz RMF FM Patryk Michalski. Sprawą brutalności białoruskich służb zajmuje się Prokuratura Krajowa, ale wykonywanie czynności zostało zlecone ABW.

Z informacji Patryka Michalskiego wynika, że wśród przesłuchanych są funkcjonariusze białoruskich służb mundurowych, którzy zdecydowali się wypowiedzieć posłuszeństwo reżimowi. Byli oni świadkami torturowania Polaków.

Ich zeznania są cenne, bo ujawniają mechanizmy stosowane przez władze w Mińsku wobec protestujących, pomagają dowiedzieć się, jak wyglądał system wydawania rozkazów. W sprawie cały czas pojawiają się nowe wnioski dowodowe. Zajścia na Białorusi z udziałem Polaków udało się odtworzyć niemal minuta po minucie od chwili ich zatrzymania.

W związku ze sprawą zgłaszają się kolejni funkcjonariusze białoruskiego reżimu, którzy deklarują, że chcą być świadkami. Nie wszyscy jednak są wiarygodni – nieoficjalnie ustalił nasz dziennikarz. Dlatego przechodzą weryfikację. Niektórzy z nich wciąż pracują dla reżimu, a ich prawdziwym zadaniem jest wyciągnięcie informacji na temat trwającego śledztwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Hunter Biden, syn amerykańskiego prezydenta elekta, objęty śledztwem w związku z podatkami

Hunter Biden, syn amerykańskiego prezydenta elekta Joego Bidena, został objęty śledztwem prokuratorskim. Sprawa dotyczy zobowiązań podatkowych. Śledztwo wszczęła prokuratura federalna w stanie Delaware, ale nie podaje żadnych szczegółów. Biden junior oświadczył, że dowiedział się o sprawie we wtorek i traktuje ją „bardzo poważnie”. Podkreślił, że jest przekonany, iż „obiektywna ocena” wykaże, że rozliaczał się z podatków w sposób „zgodny z prawem” oraz „właściwie”.

BBC podaje, że zespół przygotowujący Joe Bidena do objęcia prezydentury wskazał, iż prezydent elekt jest „bardzo dumny ze swojego syna”. W komunikacie zaznaczono, że Hunter „walczył w ostatnich miesiącach z trudnymi wyzwaniami, w tym z okrutnymi atakami osobistymi”. Zapewniono, że dzięki tym doświadczeniom „stał się silniejszy”.

Podczas tegorocznej kampanii prezydenckiej 50-letni Hunter Biden był wielokrotnie krytykowany przez prezydenta Donalda Trumpa i jego współpracowników. Wypominano mu prowadzenie podejrzanych interesów na Ukrainie i w Chinach gdy jego ojciec był wiceprezydentem USA odpowiedzialnym w administracji Baracka Obamy za relacje z tymi krajami.

W grudniu ubiegłego roku Trump został postawiony w stan oskarżenia przez Izbę Reprezentantów, w której Demokraci mają większość, pod zarzutem nadużycia władzy. Prezydent miał stosować naciski na prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, by ten dał haki na Bidena.
Źródło info i foto: TVP.info

Przeszukanie domu Romana Giertycha we Włoszech. Znaleziono „istotne dokumenty”

Prokuratura przekazała, że włoscy karabinierzy w asyście funkcjonariuszy CBA przeszukali nieruchomość należącą do Romana Giertycha, znajdującą się we Włoszech. Jak informuje PAP, przeszukanie miało związek z trwającym śledztwem w sprawie wyprowadzenia i przywłaszczenia łącznie ok. 92 mln zł z giełdowej spółki deweloperskiej Polnord. Informację potwierdziła w piątek rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Poznaniu prokurator Anna Marszałek.

Rzeczniczka podała, że w działaniach uczestniczyli funkcjonariusze wrocławskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Dodała, że w trakcie czynności zabezpieczone zostały „istotne dla sprawy dokumenty”.

Prok. Marszałek podkreśliła, że szersze informacje odnośnie przeszukania powinny zostać podane w przyszłym tygodniu. W piątek Prokuratura Regionalna w Poznaniu poinformowała o złożeniu zażalenia na sobotnią decyzję sądu i podkreśliła, że niezastosowanie aresztów wobec podejrzanych umożliwi im „wpływanie na prawidłowy tok postępowania, w tym na przeprowadzenie dowodów – zwłaszcza osobowych”.

„Obawa o bezprawne wpływanie na bieg śledztwa jest tym bardzo zasadna, że podejrzani usłyszeli zarzuty działania wspólnie i w porozumieniu, w różnych układach personalnych” – wskazano.

Prokuratura zaznaczyła jednocześnie, że zgromadzony dotychczas przez śledczych materiał dowodowy „jednoznacznie wskazuje na popełnienie przez Ryszarda K. i jego wspólników przestępstwa wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord i działania na szkodę jej akcjonariuszy”. Wnioski o areszty dla podejrzanych Prokuratura Regionalna w Poznaniu skierowała w związku z prowadzonym od 2017 r. śledztwem, które wszczęto po zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa złożonym przez nowy zarząd pokrzywdzonej spółki giełdowej Polnordu.

Roman Giertych z zarzutami

Przypomnijmy, że na tymczasowe aresztowanie Ryszarda Krauze i czterech innych podejrzanych w sprawie wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord nie zgodził się Sąd Rejonowy w Poznaniu.

Z kolei wobec podejrzanego w sprawie Romana Giertycha prokuratura zastosowała środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w wysokości 5 mln zł, a także zawieszenia w czynnościach adwokata, zakazu opuszczania kraju oraz dozoru policji połączonego z zakazem kontaktowania się z pozostałymi podejrzanymi.
Źródło info i foto: wp.pl

Szwecja: Rozwiązano zagadkę zabójstwa premiera w 1986 roku

Stig Engström, znany w szwedzkich mediach jako Skandiaman, stoi za zabójstwem premiera Olofa Palmego, do którego doszło w lutym 1986 roku – oświadczył w środę (9 czerwca) szef szwedzkiej prokuratury Krister Petersson. Szef prokuratury poinformował, że Stiga Engströma nie można osądzić, ponieważ zmarł w 2000 r. W związku z tym śledztwo zostanie zamknięte – podaje serwis thelocal.se
eŹródło info i foto: interia.pl

Prokuratura drugi raz umorzyła śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci Igora Stachowiaka

Prokuratura Okręgowa w Poznaniu po raz drugi umorzyła śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci Igora Stachowiaka. Ojciec Stachowiaka w rozmowie z Onetem podkreśla, że jest zbulwersowany decyzją śledczych. 25-latek zmarł 15 maja 2016 roku we wrocławskim komisariacie.

Jak pisze Onet, postępowanie ws. nieumyślnego spowodowania śmierci Igora Stachowiaka przez czterech policjantów, poznańska prokuratura wznowiła na kilka tygodni przed wyrokiem pierwszej instancji, który zapadł w czerwcu 2019 r.

Wcześniej śledztwo w tej sprawie zostało umorzone. Decyzję o wznowieniu wydał sąd po tym, jak rodzice Igora Stachowiaka zaskarżyli postanowienie prokuratury w tym zakresie. Teraz sprawa ponownie została umorzona. Byli policjanci nie usłyszą więc kolejnych zarzutów.

O umorzeniu postępowania dowiedziałem się wczoraj od moich pełnomocników. Jestem tym faktem zbulwersowany – mówi Onetowi Maciej Stachowiak, ojciec Igora Stachowiaka.

Jestem zbulwersowany tym, że do dziś nikt nie naładował baterii paralizatora, którego użyto wobec Igora i nie włączył go, by sprawdzić, czy była ingerencja w jego zapis albo próba usunięcia zapisu. To karygodne – dodaje.

W ocenie ojca Igora wielu ważnych świadków, m.in. załoga pogotowia, które przyjechało na komisariat, do dziś nie zostało przesłuchanych.

Rodzice 25-latka już zapowiedzieli, że po raz kolejny zaskarżą decyzję prokuratury.
Źródło info i foto: RMF24.pl