Brakuje pieniędzy w policyjnej kasie. Błędy w liczeniu czy kradzież?

Nowe fakty ws. ujawnionych przez RMF FM nieprawidłowości w kasie kaliskiego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji. Ponad pół roku temu informowaliśmy, że tamtejsi funkcjonariusze nie mogą się doliczyć 150 tysięcy złotych – chodziło o gotówkę zabezpieczoną w mieszkaniu podejrzanego. Teraz dotarliśmy do osób, które twierdzą, że pieniądze mogły zostać po prostu skradzione przez samych policjantów, a w raporcie zapisano mniejszą kwotę.

Jak ujawniliśmy w marcu, w notatce sporządzonej po akcji kaliskiego CBŚP znalazła się informacja o zabezpieczeniu u zatrzymanego 350 tysięcy złotych. Mężczyzna przekonywał tymczasem, że miał w domu pół miliona złotych. Śledztwo w tej sprawie na początku wszczęła Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim. Okazało się jednak, że ci śledczy współpracują na co dzień z kaliskim biurem CBŚP. W tej sytuacji wszczęte już śledztwo przekazano do Sieradza. Sprawę wyjaśniają też wewnętrzne służby policji. Podstawą wszczęcia śledztwa jest niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień.

Według naszego informatora – byłego funkcjonariusza jednego z zarządów CBŚP, przywłaszczanie pieniędzy zabezpieczanych u przestępców podczas zatrzymania było normą dla nieuczciwych funkcjonariuszy. Niekiedy o procederze mogli wiedzieć przełożeni.

Nasz informator relacjonuje, że kiedy funkcjonariusze przeszukiwali miejsce zatrzymania przestępcy i znajdowali sporą sumę pieniędzy lub cenne przedmioty, nie wpisywali całej zabezpieczonej kwoty do protokołu albo fakt znalezienia gotówki nie był nigdzie ujmowany.

Część przestępców w ogóle tego nie zgłaszała. O tym, że tak się dzieje, wiedzą też policjanci, ale w CBŚP wygląda to tak, że są policjanci zastraszani. Każda niepokorna osoba albo jest zmuszana do tego, żeby odeszła z policji, albo jest tzw. kara poprzez delegowanie. (…) Przestępcy nie zgłaszają takich nieprawidłowości zazwyczaj, bo te pieniądze pochodzą często z nielegalnych źródeł – wyjaśnia anonimowo informator RMF FM.

„Uczciwi funkcjonariusze się boją”

Według jednego z naszych rozmówców, nieuczciwym policjantom najłatwiej było ukryć kradzież w trakcie zatrzymań obcokrajowców i przeszukań ich mieszkań. Chodzi m.in. o podejrzanych z Azji.

Jak dodaje były funkcjonariusz, tego rodzaju praktyki mogłyby ukrócić kamery nasobne, w które mogliby zostać wyposażeni policjanci CBŚP. Wtedy wszystkie ich działania byłyby rejestrowane. To zmniejszyłoby ryzyko nieuczciwych zachowań i uniemożliwiłoby ewentualne późniejsze pomówienia policjantów przez bandytów – słyszymy od naszego informatora.

Najczęściej jest tak, że uczciwi funkcjonariusze się boją. Chodzi o zmowę milczenia, wynikającą z obawy przed konsekwencjami. Najczęściej, jeżeli taka sprawa zostaje ujawniona, przełożeni w CBŚP szukają nie w pierwszej kolejności winnych nieprawidłowości, tylko szukane są osoby, które w jakikolwiek sposób doprowadziły do tego, że ta prawdziwa informacja wyszła na jaw – dodaje nasz rozmówca.

Według naszego informatora, historia zna przypadki, kiedy funkcjonariusze próbujący walczyć z nielegalnym procederem byli delegowani do mniejszych jednostek, np. komend powiatowych. Musieli zajmować się sprawami mniejszego kalibru niż te, do których zostali przeszkoleni. Najczęściej taki bieg zdarzeń był tłumaczony pilną potrzebą służby. Policjanci nie mieli możliwości odwołania się od decyzji przełożonych.

Śledztwo prokuratury i czynności wyjaśniające CBŚP

Najczęściej jest tak, że uczciwi funkcjonariusze się boją. Chodzi o zmowę milczenia, wynikającą z obawy przed konsekwencjami. Najczęściej, jeżeli taka sprawa zostaje ujawniona, przełożeni w CBŚP szukają nie w pierwszej kolejności winnych nieprawidłowości, tylko szukane są osoby, które w jakikolwiek sposób doprowadziły do tego, że ta prawdziwa informacja wyszła na jaw – dodaje nasz rozmówca.

Według naszego informatora, historia zna przypadki, kiedy funkcjonariusze próbujący walczyć z nielegalnym procederem byli delegowani do mniejszych jednostek, np. komend powiatowych. Musieli zajmować się sprawami mniejszego kalibru niż te, do których zostali przeszkoleni. Najczęściej taki bieg zdarzeń był tłumaczony pilną potrzebą służby. Policjanci nie mieli możliwości odwołania się od decyzji przełożonych.

Śledztwo prokuratury i czynności wyjaśniające CBŚP

CBŚP w Kaliszu znalazło się pod lupą prokuratury już dużo wcześniej, z powodu zupełnie innej sprawy. Chodzi o nieprawidłowości związane z obowiązkowym dla funkcjonariuszy tej jednostki testem sprawnościowym, którego elementem było strzelanie z broni palnej. Test miał miejsce 1 czerwca 2017 roku. Nie stawiło się na nim dwóch policjantów. Oficjalnie – wyjechali w delegację. Ich nieobecność wyszła na jaw m.in. po tym, jak w magazynie zostało 60 sztuk amunicji. Każdemu przysługiwało bowiem po 30 nabojów. Prowadzący szkolenie oficerowie zawiadomili o tym przełożonych.

Według naszych informacji, podpisy nieobecnych funkcjonariuszy już później pojawiły się na liście obecności i odbioru amunicji. Stało się tak, mimo że do dowódców trafiła notatka z informacją o nieprawidłowościach. Formalnie uznano też, że skoro podpisy funkcjonariuszy znalazły się na liście obecności – zaliczyli oni obowiązkowy test strzelecki, choć w ogóle nie było ich na miejscu.

Według naszych ustaleń, dwaj policjanci wzięli udział w teście strzeleckim dopiero kilka miesięcy później, jesienią. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Poddębicach, która prowadziła śledztwo pod kątem przekroczenia uprawnień i sfałszowania dokumentu. To zostało jednak umorzone. Nie dopatrzono się znamion czynu zabronionego i nie wykryto sprawców – poinformowali śledczy.

Postępowanie przygotowawcze w tej sprawie toczyło się w oparciu o dwa paragrafy Kodeksu karnego. Pierwszy z nich dotyczył przekroczenia uprawnień, a drugi fałszerstwa materialnego. Poddane ocenie prawno-karnej zachowania nie wyczerpały znamion przestępstwa, przy czym pozostały w gestii odpowiedzialności dyscyplinarnej – czytamy w odpowiedzi prokuratury.

Śledczy uznali ponadto, że funkcjonariusze nie działali na szkodę interesu publicznego, a ich przewinienie to niedopełnienie obowiązków służbowych. To, jak czytamy, „nie realizuje jeszcze znamion czynu zabronionego”. Jeśli zaś chodzi o samo sfałszowanie podpisów w tabeli z listą obecności, śledczy przekonują, że nie udało się wykryć osoby, która je naniosła. Jednocześnie wobec nieautentyczności podpisów ustalonych funkcjonariuszy na listach obecności i braku ustalenia osoby, która je naniosła, postępowanie w tym zakresie umorzono wobec niewykrycia sprawcy – czytamy w odpowiedzi prokuratury.

Co istotne, Prokuratura Rejonowa w Poddębicach formalnie podlega Prokuraturze Okręgowej w Sieradzu – tej samej, która prowadzi obecnie śledztwo w sprawie manka w kasie kaliskiego zarządu i która współpracowała wcześniej z kaliskim zarządem CBŚP.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci CBŚP rozbili zorganizowaną grupę przestępczą. Był to rodzinny „biznes”

Policjanci CBŚP, przy wsparciu KPP w Brzegu rozbili zorganizowaną grupę przestępczą. Z ustaleń śledztwa wynika, że osoby związane z pseudokibicami jednego z dolnośląskich klubów sportowych wprowadzali do obrotu znaczne ilości marihuany, amfetaminy i mefedronu. W śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Opolu obecnie występuje 9 podejrzanych o przestępstwa narkotykowe.

Policjanci z Zarządu w Opolu Centralnego Biura Śledczego Policji od kilku miesięcy rozpracowywali zorganizowaną grupę przestępczą, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Opolu. Ze wstępnych ustaleń wynikało, że członkowie gangu handlowali dużymi ilościami różnego rodzaju narkotyków. Według śledczych niektórzy z nich mogli mieć związek z pseudokibicami jednego z dolnośląskich klubów sportowych.

Pierwsze uderzenie w grupę policjanci przeprowadzili w maju br., gdy przejęli 2 kg amfetaminy oraz zatrzymali 2 mężczyzn na autostradzie w rejonie Brzegu. Narkotyki były ukryte w bagażniku samochodu, którym jechali podejrzani. Wówczas zatrzymani usłyszeli zarzuty posiadania i wprowadzania do obrotu znacznych ilości narkotyków, a następnie zostali tymczasowo aresztowani na okres 3 miesięcy.

Okazało się, że trzon grupy przestępczej mogli stanowić mieszkańcy Brzegu. Funkcjonariusze CBŚP i KPP w Brzegu szybko połączyli siły i po kilku miesiącach gromadzenia dowodów przeprowadzili kolejne uderzenie. Tym razem, przy wsparciu Zespołów Specjalnych CBŚP z Opola i Poznania oraz funkcjonariuszy z Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Opolu, zatrzymano 7 osób. Wśród podejrzanych jest czworo członków jednej rodziny. Podczas akcji policjanci zabezpieczyli także amfetaminę, marihuanę, mefedron oraz niebezpieczne przedmioty np. broń czy kije bejsbolowe. Na poczet przyszłych kar i grzywien przejęto ponad 85 tys. zł w gotówce.

Zatrzymane osoby doprowadzono do Prokuratury Okręgowej w Opolu, gdzie przedstawiono im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, z czego jeden z zatrzymanych jest podejrzany o kierowanie nią. Dodatkowo osobom tym grozi odpowiedzialność za posiadanie i wprowadzanie do obrotu znacznych ilości środków odurzających i psychotropowych. Decyzją sądu 3 osoby zostały tymczasowo aresztowane, a 4 objęte dozorem policyjnym.

Policjanci i prokuratorzy nadal wykonują czynności w śledztwie.
Źródło info i foto: Poicja.pl

Śmiertelne pobicie 25-latka w Zakopanem. Jest śledztwo

Jeszcze dziś zostanie wszczęte śledztwo w sprawie śmiertelnego w skutkach pobicia 25-letniego mężczyzny w Zakopanem. Sprawców tej brutalnej napaści do tej pory nie zatrzymano. Mieszkaniec powiatu bocheńskiego zostawił żonę w ciąży i 3-letnią córeczkę. Do stolicy Tatr przyjechał, żeby bawić się na wieczorze kawalerskim. Do tragicznych wydarzeń doszło na zakopiańskich Krupówkach w nocy z soboty na niedzielę.

Mężczyzna z powiatu bocheńskiego przyjechał pod Tatry z grupą przyjaciół na wieczór kawalerski. Według relacji policji, ok. godz. 2:00 na skrzyżowaniu Krupówek i ul. Kościuszki grupę zaatakowali nieznani mężczyźni. Wywiązała się bijatyka, w wyniku której 25-latek, najprawdopodobniej po uderzeniu w głowę, stracił przytomność. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Sprawcy tej brutalnej napaści są wciąż poszukiwani.

„Nie jest znana ich tożsamość. Kluczowe będą analizy monitoringu i przesłuchania świadków” – powiedział zastępca prokuratora rejonowego w Zakopanem Rafał Porębski.

Dziś ma zostać wszczęte śledztwo w związku ze śmiercią 25-latka. Mężczyzna pochodzący z powiatu bocheńskiego osierocił 3-letnią córeczkę, zostawił też żonę, która spodziewa się kolejnego dziecka. Na jutro zaplanowano natomiast sekcję zwłok – poinformował RMF FM prokurator Porębski.

Śledczy przesłuchali już w charakterze świadków osoby, które były w grupie pobitego 25-latka. Poszukiwani są także inni świadkowie, którzy mogą mieć wiedzę o tym, co się wydarzyło, ale nie brały udziału w samej bójce. Za pobicie, którego następstwem jest śmierć człowieka, grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śmierć 25-letniego Ukraińca w izbie wytrzeźwień. Są nowe informacje

30 lipca bieżącego roku we wrocławskiej izbie wytrzeźwień zmarł 25-letni obywatel Ukrainy. Najprawdopodobniej pod koniec września świdnicka prokuratura otrzyma od biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu opinię dotyczącą przyczyn śmierci mężczyzny. Na razie pracę stracił jeden z policjantów biorących udział w interwencji. Do tragedii doszło 30 lipca 2021 roku we Wrocławiu. Właśnie tego dnia ratownicy medyczni wezwali policję na jeden z przystanków MPK. Pracownicy pogotowia uznali, że agresywny mężczyzna, do którego przyjechali, nie kwalifikuje się do hospitalizacji, za to nadaje się na izbę wytrzeźwień. Przybyli na miejsce funkcjonariusze zabrali 25-latka.

Niestety, obywatel Ukrainy w izbie wytrzeźwień zmarł. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasza Orepuk poinformował PAP, że opinia biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej dotycząca śmierci 25-latka trafi do prokuratury najprawdopodobniej pod koniec września.

Przypomnijmy, że według nagrań, do których dotarła „Gazeta Wyborcza”, funkcjonariusze bili 25-letniego obywatela Ukraińcy. Gdy nie potrafili sobie z nim poradzić, przyciskali go kolanami do ziemi. W pewnym momencie na mężczyźnie usiadło aż dziewięć osób. Szczegóły postępowania prokuratury nie są ujawniane ze względu na dobro sprawy. Śledztwo prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Pewne jest jednak to, że na razie pracę w policji stracił jeden z funkcjonariuszy biorących udział w akcji. Policjant miał w sposób nieuzasadniony użyć pałki służbowej i przekroczyć przepisy dotyczące zasady stosowania przymusu bezpośredniego. Zdaniem rzecznika policji, Kamila Rynkiewicza, złamanie zasad polegało na uderzaniu i zadawaniu ciosów.

Od 1 września, po tym jak sprawę nagłośniła „Gazeta Wyborcza”, zawieszonych jest za to trzech innych funkcjonariuszy, biorących udział w interwencji. Powodem takiej decyzji według rzecznika dolnośląskiej policji jest fakt, iż podczas działań nie włączyli oni kamer. W tej chwili jest to obowiązek, co oznacza, że policjanci nie zachowali się właściwie i czekają ich w związku z tym konsekwencje.
Źródło info i foto: wp.pl

Jest śledztwo ws. byłego prezesa PKO BP. Szczegóły utajnione

Jest śledztwo w sprawie byłego, wieloletniego prezesa PKO BP Zbigniewa Jagiełły. Już w listopadzie ubiegłego roku wszczęła je prokuratura regionalna w Lublinie – ustalił reporter RMF FM. W maju prezes Jagiełło w niejasnych okolicznościach zrezygnował z funkcji w strategicznej spółce. Okazuje się, że prawie dwa lata temu zawiadomienie w sprawie byłego prezesa PKO BP złożył prezes NIK Marian Banaś. To był efekt kontroli „Odprawy dla kadry kierowniczej w strategicznych spółkach Skarbu Państwa w latach 2011-2017” – prowadzonej jeszcze za poprzedniego szefa Izby – Krzysztofa Kwiatkowskiego.

Postępowanie dotyczy wyrządzenia bankowi w latach 2011-2012 szkody majątkowej w wielkich rozmiarach. Miało do tego dojść poprzez nadużycie uprawnień, niedopełnienie obowiązków i nienależytą dbałość o interesy majątkowe spółki. Szczegóły są tajne.

Z raportu Izby wynika natomiast, że kontrolerzy mieli wątpliwości dotyczące wydania w sumie prawie 5,5 miliona złotych. Chodzi między innymi o wynagrodzenia, odprawy, odszkodowania z tytułu zakazu konkurencji oraz ekwiwalent za niewykorzystany urlop. Nikt dotąd w tym śledztwie nie usłyszał zarzutów.

Jagiełło zrezygnował w niejasnych okolicznościach

„Zarząd PKO Banku Polskiego informuje, że 11 maja 2021 r. Pan Zbigniew Jagiełło złożył ze skutkiem na datę przyszłą, tj. z upływem dnia zamknięcia Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Banku zwołanego na dzień 7 czerwca 2021 r., rezygnację z funkcji Prezesa Zarządu Banku, jak również ze składu Zarządu Banku” – napisał bank w wydanym w maju oświadczeniu.

Powody decyzji o rezygnacji ze stanowiska prezesa PKO BP nie zostały oficjalnie przekazane. Nieoficjalnie, jak wskazywał jeszcze w maju Krzysztof Berenda, dziennikarz ekonomiczny RMF FM, możliwe powody mogły być dwa. Pierwszy to problemy zdrowotne Jagiełły, o których informowano już wcześniej.

Drugi powód to możliwy konflikt polityczny. Ekipa Zbigniewa Ziobry już od jakiegoś czasu, jak RMF FM dowiedziało się nieoficjalnie, chciała uderzyć w Zbigniewa Jagiełłę. Przyczyną miała być w tym przypadku kwestia zarządzania problemem franków szwajcarskich. Również ludziom z Prawa i Sprawiedliwości nie podobało się, że największy polski i do tego państwowy bank niechętnie zawiera ugody z frankowiczami, co osłabia politycznie PiS.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Afganistan: Talibowie oskarżani o zabójstwo ciężarnej policjantki

Talibowie są oskarżani o morderstwo funkcjonariuszki policji. Kobieta była w ciąży. Popełnienie zbrodni zarzuca im syn kobiety. Organizacja bojowników przekonuje, że oskarżenia są nieprawdziwe. Rzecznik Talibanu informuje, że w sprawie toczy się śledztwo. Sprawę opisuje CNN. Do zabójstwa Negar Masoomi doszło w sobotę, w prowincji Ghor. Fakt, że doszło do zbrodni potwierdził jeden z lokalnych dziennikarzy.

Jednocześnie CNN dotarło do nagrania, w którym syn zamordowanej opowiada o tragicznym zdarzeniu. Kobieta pracowała w miejscowym więzieniu, była w ósmym miesiącu ciąży. Syn kobiety oskarża o o zabójstwo talibów. Z jego relacji wynika, że talibowie weszli do ich rodzinnego domu. Następnie wyprowadzili na zewnątrz jej synów i związali. – Zabili naszą matkę na naszych oczach. Zabili ją nożem – powiedział mężczyzna. W związku z tym, że kobieta była w ciąży, mężczyzna zarzucił talibom dwa zabójstwa.

Rzecznik Talibanu, cytowany przez CNN, odrzucił te oskarżenia. – Ona nie została zabita przez mudżahedinów Islamskiego Emiratu, ale prawdopodobnie z powodu osobistej wrogości – powiedział. Dodał, że śledztwo w tej sprawie trwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Śmiertelny strzał podczas policyjnej interwencji. Koniec śledztwa

Prokuratura umorzyła sprawę śmiertelnego postrzelenia 35-latka podczas policyjnej interwencji w Warninie (Zachodniopomorskie). Jak od początku informowali funkcjonariusze, mężczyzna miał być agresywny i atakować policjantów, dlatego ci oddali strzały z broni palnej.

Alicja Macugowska-Kyszka z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie przekazała w poniedziałek, że sprawa śmiertelnego postrzelenia 35-latka przez policjanta została umorzona „ze względu na brak znamion czynu zabronionego”. Do tragicznej interwencji doszło w listopadzie 2020 roku w Warninie pod Koszalinem. Na policję zadzwoniła wtedy kobieta z prośbą o pomoc z powodu agresywnego zachowania jej 35-letniego syna. Rodzice zabarykadowali się przed nim w pokoju.

Policjanci, którzy przyjechali na miejsce zastali mężczyznę z nożami w rękach.

– Pomimo wezwania do odrzucenia niebezpiecznych przedmiotów mężczyzna zaatakował nimi funkcjonariuszy. W związku z tym policjanci oddali strzały ostrzegawcze, a następnie użyli broni w stosunku do napastnika. Jeden z oddanych strzałów ranił 35-latka – mówiła w listopadzie 2020 roku komisarz Monika Kosiec, oficer prasowy koszalińskiej policji.

Mężczyzny nie udało się uratować

Kula miała trafić 35-latka w okolice szyi. Na miejscu była wezwana już wcześniej karetka pogotowia. – Natychmiast załoga karetki i policjanci przystąpili do udzielenia pomocy medycznej mężczyźnie, jednak nie udało się przywrócić mu funkcji życiowych. 35-latek zmarł – dodała wtedy komisarz Kosiec.

Jak w każdym tego typu przypadku śledczy badali zasadność użycia broni i okoliczności interwencji. Decyzja o umorzeniu sprawy nie jest prawomocna. Jak przekazała Macugowska-Kyszka, zostało już wniesione zażalenie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Umorzono śledztwo ws. śmierci czteroosobowej rodziny

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku umorzyła śledztwo w sprawie śmierci czteroosobowej rodziny i wybuchu w jej domu. Do tragedii doszło w Białymstoku pod koniec sierpnia 2020 roku. Sprawa została umorzona ze względu na śmierć sprawcy – ustalił PAP w prokuraturze.

Od początku podejrzewano, że doszło do tzw. rozszerzonego samobójstwa. Pierwotne informacje wskazywały jednak, że trzy kobiety: 10-letnia dziewczynka, jej 40-letnia matka, 72-letnia babcia dziewczynki oraz 47-letni ojciec dziewczynki mogli zginąć na skutek wybuchu gazu w ich domu. Sekcja zwłok wykazał jednak, że kobiety miały rany zadane ostrym narzędziem, ślady obrony. Mężczyzna miał na szyi pętlę, co wskazywało na samobójstwo.

Śledztwo było prowadzone w sprawie śmierci osób i spowodowania wybuchu, który mógł zagrażać mieniu wielkich rozmiarów. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Łukasz Janyst poinformował we wtorek PAP, że w śledztwie jednoznacznie stwierdzono, że to zmarły mężczyzna „spowodował u swojej matki, żony i córki obrażenia, które skutkowały ich śmiercią” i nie ma wątpliwości, że działał on umyślnie. Jako umyślne działanie prokuratura uznała także spowodowanie przez mężczyznę wybuchu gazu w domu, do którego doszło – jak podał Janyst – już po śmierci kobiet oraz samego sprawcy.

Biegły medycyny sądowej zaopiniował, że nie można dokładnie określić momentu śmierci, a jedynie wskazać jej orientacyjny przedział czasowy. – Nie stwierdzono również, by do śmierci mężczyzny przyczyniły się osoby trzecie, stąd uznano, iż miała ona charakter samobójczy – podała prokuratura.

Źródła policyjne i prokuratorskie informowały gdy doszło do zdarzenia, że mężczyzna miał czasowy nakaz opuszczenia domu w związku z zarzutami znęcania się nad bliskimi. Rodzina miała założoną w maju 2020 r. tzw. niebieską kartę (związaną z przypadkami przemocy domowej), bo funkcjonariusze zostali raz wezwani do przypadku przemocy mężczyzny wobec bliskich i podejmowali tam interwencję. Sprawa zakończyła się zarzutami i aktem oskarżenia o znęcanie się psychiczne i fizyczne nad żoną oraz znęcanie się psychiczne nad małoletnią córką oraz kierowanie gróźb karalnych wobec matki.

Oskarżony miał w listopadzie 2020 r. stanąć przed sądem, a do 1 września, czyli do dnia po zdarzeniu, miał zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi, zbliżania się do nich oraz nakaz opuszczenia domu, w którym z nimi mieszkał.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Pijana lekarka przyjmowała pacjentów w Świdnicy. Miała dwa promile

Dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu miała lekarka, przyjmująca pacjentów w stacji dializ w Świdnicy na Dolnym Śląsku. Tamtejsza prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie 38-letniej lekarki, które dotyczy narażenia pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Informację o pijanej lekarce w Świdnicy (woj. dolnośląskie) podał portal swidnica24.pl. W sobotę (21 sierpnia), około godziny 13:00, świdnicka policja otrzymała zgłoszenie o lekarce, która prawdopodobnie pracuje, będąc pod wpływem alkoholu. Badania krwi zlecone po interwencji mundurowych wykazały, że kobieta miała 2 promile alkoholu w organizmie. Policjanci ustalili, że lekarka przyjęła 19. pacjentów w niepublicznej stacji dializ działającej na terenie szpitala w Świdnicy. – Świdnicka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie 38-letniego lekarza, na którym ciążył obowiązek opieki nad pacjentami – mówi prokurator Beata Piekarska-Kaleta z Prokuratury Rejonowej w Świdnicy, cytowana przez RMF FM. Śledztwo dotyczy narażenia pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Źródło info i foto: se.pl

Wrocław: Tragiczny finał poszukiwań. Z rzeki wyłowiono ciało mężczyzny

We Wrocławiu zakończono poszukiwania osoby, która miała pływać w Odrze. Wodna Służba Ratownicza wyłowiła z rzeki ciało mężczyzny. Akcja trwała od piątkowej nocy, gdy zgłoszono policji, że ktoś wskoczył do rzeki.

Policja we Wrocławiu otrzymała zgłoszenie, że przy moście Pomorskim ktoś wskoczył do rzeki i pływa w Odrze. Poszukiwania trwały od nocy z piątku na sobotę w rejonie mostów Pomorskiego i Uniwersyteckiego – przekazał sierżant sztab. Paweł Noga. Policjant dodał, że poszukiwania były kontynuowane w kolejnych dniach.

– W poniedziałek po śladach odzieży pracownicy z Wodnej Służby Ratowniczej dotarli do ciała nieżyjącego mężczyzny. Powiadomiono prokuratora, zostały wcześniej zabezpieczone nagrania monitoringu. Śledztwo wyjaśni, jak doszło do tej śmierci – powiedział policjant.

Wodna Służba Ratownicza przekazała, że w poszukiwaniach wykorzystano nowoczesny sonar zakupiony w 2021 roku. Jest to nowe urządzenie, które pozwala na szybsze i bardziej precyzyjne szukanie ciał w wodzie. To już trzecia akcja, gdy nowy sprzęt okazał się przydatny.

Wakacje 2021 przyniosły już blisko 200 ofiar śmiertelnych jeśli chodzi o utonięcia w Polsce. W czerwcu utonęło 70 osób, z kolei w lipcu ofiar śmiertelnych było jeszcze więcej, bo 78. Według statystyk policji z 22 sierpnia, w tym miesiącu zatonęły już 43 osoby.

Każdego roku w Polsce tonie kilkaset osób. W 2020 roku zatonęło 460 osób. Policja apeluje o ostrożność i zwraca uwagę, że najczęściej do tragedii nad wodą prowadzi brawura, nietrzeźwość i bezmyślność.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl