Truli właścicieli mieszkań, które przejęli podstępem. Nowe fakty

Prokuratura Krajowa przejmuje śledztwo w sprawie oszustów, którzy w Warszawie przejmowali mieszkania i truli ich właścicieli – dowiedział się reporter RMF FM. Na polecenie Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga zatrzymano 4 mężczyzn, którzy mają m.in. odpowiadać za zabójstwo 6 osób i jedno usiłowanie zabójstwa. Jak dowiedział się reporter RMF FM, decyzja o przejęciu śledztwa zapadła ze względu na bardzo dużą wagę sprawy. Zarzuty stawiane zatrzymanym są wyjątkowo poważne, a postępowanie – rozwojowe.

Z ustaleń RMF FM wynika, że śledczy analizują przypadki niewyjaśnionych śmierci starszych osób – właścicieli mieszkań w Warszawie, którzy znajdowali się w trudnej sytuacji życiowej. Nie chodzi jedynie o przejmowanie lokali w stolicy, ale także działek i gotówki należącej do ofiar. Mężczyźni, którzy usłyszeli zarzuty w tej sprawie to 38-latek, 43-latek, 64-latek i 72-latek. Prokuratura twierdzi, że podejrzani przez dłuższy czas nawiązywali przyjacielskie stosunki z seniorami. Wyłudzali od nich oświadczenia, że mogą ich reprezentować w sprawach majątkowych. Potem takim osobom mieli podawać zatruty alkohol, doprowadzając je do śmierci.

38-latek, 43-latek i 64-latek zostali aresztowani na 3 miesiąca. Wobec 72-latka orzeczono zakaz opuszczania kraju z zatrzymaniem paszportu, a także poręczenie majątkowe.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Mediolan: Śledztwo ws. molestowania kobiet przed katedrą w noc sylwestrową

Ruszyło śledztwo ws. molestowania co najmniej pięciu dziewcząt i młodych kobiet w noc sylwestrową na placu przed katedrą w Mediolanie – informuje agencja Ansa. Przypadków molestowania seksualnego mogło być więcej. W Mediolanie prowadzone jest śledztwo w sprawie zgłoszonych co najmniej pięciu przypadków molestowania seksualnego dziewcząt i młodych kobiet w noc sylwestrową na placu przed katedrą w Mediolanie – podała w piątek Ansa. Według cytowanych śledczych były to „bardzo poważne” czyny. Przypadków molestowania może być więcej.

Liczba zgłoszonych incydentów na Piazza del Duomo i w jego okolicach w stolicy Lombardii może jeszcze wzrosnąć – przypuszczają prowadzący postępowanie. Dotyczy ono grupowej napaści seksualnej, ponieważ – jak zaznaczono – czyny te zostały popełnione przez młodych ludzi zachowujących się jak „banda”. Według lokalnych mediów grupa ta liczyła około 30 napastników. Ansa zauważa, że forma ataku przypomina zdarzenia z Sylwestra w Kolonii w Niemczech w 2015 roku, gdzie molestowano i okradziono dziesiątki kobiet.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratura chce dla Jakuba Żulczyka pięciu miesięcy prac społecznych. Chodzi o znieważenie prezydenta

Na 10 stycznia Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył wyrok w procesie pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Prokuratura domaga się przeprosin oraz pięciu miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych; obrona chce uniewinnienia. Sprawa dotyczy wpisu na portalu społecznościowym z listopada 2020 r., w którym – komentując wpis prezydenta Andrzeja Dudy po wyborach prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał go „debilem”. Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się po zawiadomieniu osoby prywatnej. Akt oskarżenia wpłynął do warszawskiego Sądu Okręgowego pod koniec marca ub.r.

Na pierwszej, listopadowej rozprawie pisarz nie przyznał się do zarzutu znieważenia prezydenta. Tłumaczył, że wpis miał być wyrazem krytyki i zaniepokojenia działaniami Andrzeja Dudy – te, zdaniem Żulczyka, „narażały na szwank międzynarodową reputację Polski”.

W środę w charakterze świadka sąd przesłuchał językoznawcę Michała Rusinka, który sporządził opinię filologiczną dotyczącą wpisu Żulczyka. Jak przekonywał, wpis należy potraktować w kategorii felietonu nacechowanego hiperbolizacją. Podkreślał też, że dla formy tej charakterystyczna jest subiektywna ocena sprawy przez autora. Po krótkim przesłuchaniu proces zakończył się, a strony przeszły do wygłaszania mów końcowych.

Pierwsza głos zabrała prokuratura, która wniosła o wymierzenie pisarzowi kary 5 miesięcy ograniczenia wolności w postaci wykonywania prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Oprócz tego – po uprawomocnieniu się wyroku – Żulczyk miałby opublikować przeprosiny na Facebooku. Jak wskazano, powinny tam widnieć co najmniej przez miesiąc.

– Trzeba przyznać, że prezydent jest często narażony na ostrzejszą krytykę niż inne osoby niebędące osobami publicznymi. Nie oznacza to, że może być ona dowolna i bez ograniczeń – argumentowano. Zdaniem prokuratury nie można twierdzić, że pociągnięcie Żulczyka do odpowiedzialności karnej ogranicza jego wolność słowa, bowiem w sprawie nie chodzi o samą krytykę, a o sposób jej wyrażenia. W opinii prokuratora wyrok uniewinniający będzie oznaczał zgodę na wulgaryzację debaty publicznej.

Obrona przekonywała natomiast, że do znieważenia prezydenta w ogóle nie doszło, a Żulczyk powinien być uniewinniony. Adwokaci zwracali uwagę na znikomą szkodliwość społeczną czynu oraz fakt, że do skazań w sprawach o znieważenie głowy państwa dochodziło, gdy obelżywe słowa padły bez żadnego kontekstu. Jak wskazywali, pisarz ewentualnie mógłby być oskarżony o zniesławienie, które jest ścigane z oskarżenia prywatnego.

– Jeśli rzeczywiście prezydent Andrzej Duda czuje się pomówiony przez Jakuba Żulczyka o to, że intelektualnie nie dorasta do funkcji prezydenta, to ma ku temu specjalny tryb. Nie ma jednak podstaw do tego, by urząd prokuratorski, w imieniu Rzeczypospolitej, oskarżał Jakuba Żulczyka o znieważenie głowy państwa – mówił mec. Krzysztof Nowiński.

„To nie jest napis na płocie”

– „Andrzej Duda jest debilem” to nie jest napis na płocie, to nie jest napis na murze Pałacu Prezydenckiego – wskazywał z kolei inny z obrońców mec. Grzegorz Kucharski. Jak mówił, chodzi o fragment dłuższej, choć „mocno krytycznej wypowiedzi”. – Prokuratura nie ma racji w tym, że to sformułowanie jest wyjęte z kontekstu – podkreślił. Jak wskazał, kontekstem jest postępowanie prezydenta Andrzeja Dudy w związku z wygranymi wyborami prezydenckimi przez obecnego prezydenta USA Joe Bidena.

Sam Żulczyk podkreślił natomiast, że jego krytyczny stosunek do obecnych władz do Polsce nie jest tajemnicą, jednak to, czy „prezydent Duda jest osobą bardziej mądrą czy mniej mądrą”, niekoniecznie ma znaczenie dla jego sprawy. Jak wskazywał, znaczenie ma za to „możliwość krytyki i władzy i wyrażania sprzeciwu”.

– Jakie mamy możliwości działania, kiedy władza zachowuje się źle, głupio, kiedy kłamie? Czy władza może nas pouczać, w jaki sposób możemy ją krytykować? – pytał. Podkreślił przy tym, że w żaden sposób nie czuje się osobą prześladowaną, bo byłoby to obraźliwe w stosunku do ludzi, którzy faktycznie cierpią z tego powodu.

– Moją sprawę traktuję bardziej jako kłopot – trochę śmieszny, trochę straszny, a trochę istotny. Istotny, gdyż wierzę, że ta sprawa jest pewnym papierkiem lakmusowym, jednym z wielu drobnych testów, podczas których sprawdzamy jako społeczeństwo nasze możliwości obywatelskiego oporu – mówił.

 – Stojąc przed sądem za słowa, które napisałem na Facebooku, czuję się jak poddany, jak petent, jak członek ciemnego ludu, który władzę ma jedynie wielbić, bo od tego władza przecież jest. Nie uważam tak. W demokratycznym społeczeństwie (…) to władza jest dla nas, ma nas reprezentować, ma nam pomagać, a my mamy prawo, nawet obowiązek reagowania, gdy ta władza działa przeciwko naszym interesom – nawet kosztem bon tonu, savoir vivre’u, ładnej polszczyzny i dobrego wychowania – podsumował pisarz.

Wpis Jakuba Żulczyka

Po wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze: „Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA”. Wpis ten skomentował pisarz Jakub Żulczyk.

„Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak »nominacja przez Kolegium Elektorskie«. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem” – napisał na Facebooku.

Pisarz oskarżony jest z art. 135 par. 2 Kodeksu karnego, który przewiduje karę do 3 lat więzienia. Sąd wyznaczył termin wydania wyroku na przyszły poniedziałek, 10 stycznia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Leszek K. w areszcie. Trwa śledztwo prokuratury

Kochał ryzyko i jazdę na krawędzi. To dało mu cztery tytuły mistrza Polski i uwielbienie fanów. Obecnie Leszek K. przebywa w areszcie. Prokuratura zarzuca mu oszustwa podatkowe. Jak ustaliła prokuratura, członkowie grupy wykorzystywali przepisy unijne do kupowania za granicą samochodów klasy premium. Następnie auta trafiały do kraju, a ich wartość była obniżona o podatek VAT i akcyzę. Co ciekawe, był on wówczas twarzą kampanii ministerstwa finansów, dlatego pracownicy biegali po mieście i niemalże w panice zrywali jego plakaty, by uniknąć skandalu.
Źródło info i foto: wp.pl

Rosja chce międzynarodowego śledztwa ws. słów dezertera

​Rosja udzieli Białorusi wsparcia w razie wszczęcia „gruntownego międzynarodowego śledztwa” dotyczącego działań polskich władz na granicy polsko-białoruskiej – oświadczyła rzeczniczka rosyjskiego MSZ Marija Zacharowa na konferencji prasowej. Stanisław Żaryn komentuje: – Żołnierz uciekinier jest zakładnikiem białoruskich służb specjalnych, a jego tezy nie mają wiarygodności.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ oznajmiła, że jeśli „białoruscy koledzy” zainicjują śledztwo dotyczące „skandalicznych faktów”, o których mówił żołnierz (Emil) Czeczko, „udzielimy im niezbędnego wsparcia, w tym w ramach naszych wzajemnych zobowiązań wynikających z programu wspólnych działań w sferze polityki zagranicznej”. Według niej twierdzenia zbiegłego na Białoruś polskiego żołnierza o tym, że „polscy żołnierze mieli związek z zabijaniem uchodźców”, wymagają „gruntownego międzynarodowego śledztwa”.

– Dziwne, że zamiast odpowiedzi opartej na argumentach polska strona próbuje zdyskredytować tę osobę, w istocie odwracając uwagę – oświadczyła.
Źródło info i foto: interia.pl

Firma Łukasza Mejzy pod lupą prokuratury

Wiemy, jakie zarzuty wobec wiceministra sportu Łukasza Mejzy bada prokuratura. W posiadaniu Onetu znajduje się kopia zawiadomienia o przestępstwie, które przeciwko Mejzie złożyły władze samorządowe regionu lubuskiego. Z dokumentu wynika, że wiceminister jest podejrzewany o przekręty na dotacjach unijnych.

Spółka Łukasza Mejzy otrzymała niemal 900 tys. zł z lubuskiej Agencji Rozwoju Regionalnego na przeprowadzenie szkoleń współfinansowanych z pieniędzy unijnych. Grupę priorytetową stanowili nisko wykwalifikowani pracownicy w wieku powyżej 50 lat — to ich miała szkolić firma Mejzy. W projekcie mogły wziąć udział drobne przedsiębiorstwa z województwa lubuskiego.

„W toku postępowania ustalono, iż istnieje podejrzenie obciążenia budżetu Unii Europejskiej nieuzasadnionymi wydatkami. Stwierdzono różne sposoby działania jednego z podmiotów świadczącego usługi rozwojowe — FUTURE WOLVES Łukasz Mejza, prawdopodobnie ukierunkowane na wykorzystanie uzyskanych środków dotacyjnych niezgodnie z ich przeznaczeniem” — czytamy w doniesieniu o popełnieniu przestępstwa, które trafiło do Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze.

W doniesieniu podpisanym przez marszałek województwa Elżbietę Anna Polak wymienione są konkretne zastrzeżenia wobec firmy Mejzy.

Po pierwsze, „brak materiałów szkoleniowych udostępnionych na platformie szkoleniowej przez firmę — FUTURE WOLVES Łukasz Mejza”. To — wedle doniesienia do prokuratury — uniemożliwia zweryfikowanie, jakie materiały szkoleniowe Mejza wykorzystywał do szkoleń.

Podejrzenia budzą także inne elementy szkoleń. Zdaniem władz samorządowych część szkoleń była całkowicie fikcyjna — np. uczestnicy włączali prezentację on-line firmy Mejzy bez oglądania jej lub wypełniali test, znając wcześniej odpowiedzi. Z doniesienia do prokuratury: „ze zgromadzonej dokumentacji wynika, iż podczas szkoleń przeprowadzonych przez FUTURE WOLVES Łukasz Mejza odnotowano:

logowania w godzinach nocnych przez uczestników szkoleń,

logowania rozpoczynające się jednego dnia, a kończące kolejnego dnia

realizację poszczególnych modułów szkolenia w czasie znaczne krótszym niż przewidziano w informacji o usłudze, np. przewidziano realizację modułu w czasie 5 godzin, a zrealizowano w czasie 1,5 godz. a także czas przewidziany na zrobienie testu wynosił 55 minut, a uczestnicy realizowali test np. w 10 minut”.

Firma Future Wolves należąca do Mejzy przeprowadzała w ramach projektu cztery rodzaje szkoleń w formie e-learningu:

„Skuteczne zarządzanie i budowanie zespołu”
„Customer experience, czyli obsługa klienta na poziomie PRO”
„Internetowy Lider, czyli wizerunek firmy w social mediach”
„Skuteczny PR w Twojej firmie od podstaw”.

Firma Mejzy szkoliła 76 pracowników z 37 firm — to zazwyczaj jednoosobowe działalności gospodarcze: sklepy spożywcze, agencje ubezpieczeniowe, studia kosmetyczne, salony fryzjerskie, firmy budowlane, siłownie.
Źródło info i foto: onet.pl

Policjanci CBŚP zatrzymali podejrzanego o przemyt narkotyków awionetką z Hiszpanii

Policjanci CBŚP zatrzymali 2 mężczyzn, obywatela Polski i Niemiec w ramach śledztwa nadzorowanego przez Prokuraturę Krajową. Jest to kolejna akcja w sprawie przemytu narkotyków awionetką z Hiszpanii do Polski. Tym razem jeden z zatrzymanych jest podejrzany o kierowanie gangiem, a drugiemu zarzuca się udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Obaj zostali tymczasowo aresztowani.

Policjanci z Zarządu w Gorzowie Wielkopolskim Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie prowadzą śledztwo w sprawie działania zorganizowanej grupy przestępczej, której członkowie przemycali marihuanę. Szlak przemytniczy prowadził z Hiszpanii przez Francję, Niemcy do Polski.

Sprawa zaczęła się, gdy policjanci CBŚP, przy wsparciu KWP w Gorzowie Wlkp. przejęli 73 kg marihuany, wartej ponad 3,6 mln zł. Narkotyki były przemycone awionetką z Hiszpanii do Polski. Wówczas to zatrzymano 2 mężczyzn, jak się okazało 2 pilotów. Awionetkę wartą 900 tysięcy złotych sprowadzono w częściach z Ukrainy najprawdopodobniej do przemytu narkotyków. O sprawie pisaliśmy w artykule pt.: Awionetka miała służyć do przemytu narkotyków – CBŚP i PK przejęły marihuanę i samolot.

Dalsze czynności doprowadziły policjantów do kolejnych dwóch podejrzanych. Jednym z nich jest obywatel Niemiec podejrzany o pomoc w wewnątrzwspólnotowym nabyciu co najmniej 20 kg marihuany. Z zebranego materiału wynika, że mężczyzna organizował dla przemytników bazę noclegową na terenie Niemiec oraz odbierał przetransportowaną samolotem do Niemiec marihuanę w celu dalszej jej dystrybucji. Drugim podejrzanym jest obywatel Polski, podejrzany o zorganizowanie tego procederu.

Obaj mężczyźni zostali zatrzymani w minionym tygodniu, a następnie zostali doprowadzeni do Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie, gdzie przedstawiono Polakowi zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i przemytu znacznych ilości narkotyków. Natomiast obywatel Niemiec jest podejrzany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz udzielania pomocy do przemytu marihuany. Czyny zarzucane podejrzanym zagrożone są karą do 15 lat pozbawienia wolności.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego i na wniosek prokuratora, sąd zadecydował o zastosowaniu środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania wobec obu podejrzanych.

Sprawa jest rozwojowa i śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Żołnierz, który zdezerterował będzie świadkiem w śledztwie białoruskich służb

Polski żołnierz, który zdezerterował na Białoruś, będzie świadkiem w śledztwie prowadzonym przez tamtejsze służby przeciwko naszemu krajowi. Chodzi o postępowanie wszczęte po starciach cudzoziemców z polskimi mundurowymi na przejściu Bruzgi-Kuźnica w połowie listopada. Powodem wezwania polskiego żołnierza na świadka przez białoruskie służby jest wywiad, którego udzielił dzień po zniknięciu z Polski. Opowiadał w nim historie o przestępstwach, których na pograniczu mieli się dopuszczać polscy mundurowi. Oskarżył ich o podwójne zabójstwo.

Teraz białoruscy prokuratorzy tłumaczą, że chcą sprawdzić fakty, które podał wojskowy, dlatego będzie wezwany do komitetu śledczego.

Dyplomaci: Polski żołnierz będzie bohaterem białoruskich mediów

Emil C. będzie jeszcze długo bohaterem białoruskich mediów i udzieli wielu wywiadów – przekonują w rozmowie z RMF FM polscy dyplomaci, pracujący na Białorusi.

Nasi rozmówcy przyznają, że jego wypowiedzi są przez dużą część Białorusinów przyjmowane bezkrytycznie i szeroko dyskutowane. Pewnym jest też to, że cała sprawa bardzo zaszkodziła mieszkającym tu Polakom i stosunkom polsko-białoruskim. Emil C., polski żołnierz stacjonujący na granicy, porzucił służbę i uciekł na Białoruś. Należał do 11. Mazurskiego Pułku Artylerii 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej.

Prokuratura Rejonowa Białystok-Północ wszczęła śledztwo w sprawie jego dezercji. Śledczy ustalają obecnie, gdzie jest mężczyzna, by móc postawić mu zarzuty. Możliwy jest wniosek do sądu o areszt tymczasowy i list gończy za żołnierzem.

Białoruski Państwowy Komitet Graniczny (GPK) podał, że polski żołnierz poprosił o azyl na Białorusi. Białoruscy pogranicznicy podali, że „w związku z brakiem zgody na politykę Polski w sprawie kryzysu migracyjnego oraz praktyki nieludzkiego traktowania uchodźców, żołnierz wystąpił o azyl polityczny w Republice Białorusi”.

Starcia na przejściu Bruzgi-Kuźnica. 12 polskich mundurowych rannych

Do starć przy przejściu granicznym Bruzgi-Kuźnica doszło 17 listopada. W stronę polskich służb rzucane były m.in. kamienie. Policja użyła armatek wodnych. Działania polskich służb wobec grup agresywnych osób na przejściu granicznym, trwały ponad dwie godziny. Policja informowała, że „w wyniku ataku osób inspirowanych przez stronę białoruską jeden z policjantów został dość poważnie ranny (…) prawdopodobnie doszło do pęknięcia kości czaszki po uderzeniu przedmiotem”. Łącznie przy przejściu granicznym w Kuźnicy rannych zostało 12 osób z polskich służb – 9 funkcjonariuszy policji, dwóch strażników granicznych i jeden żołnierz.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śmierć 9-miesięcznej Blanki. Matka i jej partner staną przed sądem

Prokuratura zakończyła śledztwo w sprawie śmierci dziewięciomiesięcznej Blanki z Olecka (Warmińsko-Mazurskie). Dziewczynka miała liczne złamania, stłuczenie płuc i serca. Jak ustalili biegli, bezpośrednią przyczyną śmierci dziecka było gwałtowne uduszenie. Przed sądem staną matka dziewczynki Anna W. oraz jej ówczesny partner Grzegorz W.

Śledztwo w sprawie zabójstwa dziewięciomiesięcznej Blanki z Olecka prowadziła Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Suwałkach. Jak przekazała Marzena Muklewicz, rzeczniczka prasowa Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, prokurator oskarżył Annę W. o kilkumiesięczne, fizyczne znęcanie się nad córką ze szczególnym okrucieństwem, skutkiem czego był szereg obrażeń ciała doznanych przez dziecko, w tym liczne złamania żeber. Dodatkowo kobieta została oskarżona o to, że – działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia jej życia, ze szczególnym okrucieństwem – doprowadziła do jej śmierci.

– Ponadto Annę W. oskarżono o kierowanie gróźb karalnych w stosunku m.in. do swojej siostry. Jak ustalono w toku śledztwa, podłożem tych gróźb było zaniedbywanie przez Annę W. obowiązków macierzyńskich – dodała prokurator Muklewicz.

Jak poinformowała, aktem oskarżenia objęto również ówczesnego partnera kobiety – Grzegorza W. Prokurator zarzucił mu umyślne narażenie małoletniej, nieporadnej ze względu na wiek Blanki, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia poprzez „zaniechanie sprawowania nad nią opieki i pozostawienie jej pod wyłączną opieką Anny W., której właściwości osobiste i dotychczasowy sposób życia stanowiły zagrożenie dla zdrowia i życia pokrzywdzonej”.

Liczne złamania, stłuczenia płuc i serca

Do zbrodni doszło 20 czerwca 2019 roku w Olecku w mieszkaniu Anny W. Funkcjonariusze ujawnili w łóżeczku dziecięcym owinięte w koc zwłoki dziewczynki.

– Na ciele dziecka widoczne były liczne obrażenia ciała, w tym zasinienia twarzy, klatki piersiowej i pleców. Obecna na miejscu matka dziecka nie potrafiła wskazać czasu i przyczyny zgonu, zmieniała też wersje dotyczące okoliczności śmierci – tłumaczyła prokurator Muklewicz.

21 czerwca 2019 roku zatrzymano matkę dziewczynki Annę W. oraz jej ówczesnego partnera Grzegorza W.

Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu dziecka była ostra niewydolność krążeniowo–oddechowa w przebiegu tępych urazów głowy i klatki piersiowej. Stwierdzono liczne złamania, stłuczenia płuc i serca. Biegły potwierdził, że śmierć 9-miesięcznej Blanki nastąpiła w następstwie działania osób trzecich. Bezpośrednią przyczyną śmierci dziecka było uduszenie gwałtowne. Czynnikiem dodatkowym przyczyniającym się do śmierci dziecka były obrażenia w obrębie klatki piersiowej w postaci wielomiejscowego złamania żeber, powodujące trudności w oddychaniu.

Opinie sądowo-lekarskie wskazują na to, że dziewczynka była maltretowana przez Annę W. przez dłuższy czas. Podczas sekcji ujawniono m.in. wygojone złamania pięciu żeber. Lekarze potwierdzili, że charakter i ilość obrażeń wskazują na tzw. zespół dziecka maltretowanego.

Materiał dowodowy potwierdził sprawstwo matki dziewczynki

Jak dodała prokurator, w toku śledztwa zgromadzono obszerny materiał dowodowy – zabezpieczono i poddano analizie szereg śladów ujawnionych na miejscu zdarzenia. Śledczy otrzymali opinie biegłych różnych specjalności, w tym z zakresu badań biologicznych, genetycznych, chemicznych, toksykologicznych, daktyloskopijnych, mechanoskopijnych, fonoskopijnych, z zakresu antroposkopii i profilowania kryminalnego, informatyki śledczej, medycyny sądowej, psychiatrii, psychologii, badań poligraficznych.

– Dokonano również analizy połączeń telekomunikacyjnych. Przeprowadzono odtworzenie utrwalonych zapisów z rejestratorów wizyjnych oraz zapisy rozmów telefonicznych. Przesłuchano także ponad 100 świadków – przekazała Muklewicz.

Według prokuratury, materiał dowodowy potwierdził sprawstwo matki dziewczynki.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Niemcy: Pielęgniarka mająca COVID-19 szła do pracy z seniorami. Miała fałszywy certyfikat szczepień

Niemiecka prokuratura w Hildesheim (Dolna Saksonia) prowadzi śledztwo w sprawie pielęgniarki z tamtejszego domu opieki, która miała sfałszowany certyfikat szczepień i przychodziła do pracy pomimo infekcji COVID-19. Od początku epidemii w ośrodku zmarło trzech podopiecznych.

– Wstępne zarzuty wobec kobiety dotyczą narażenia zdrowia i życia – poinformowała rzeczniczka prokuratury Christina Wotschke.

Dochodzenie rozpoczęło się pod koniec zeszłego tygodnia na wniosek pracodawcy. Kierownictwo domu opieki podejrzewało, że certyfikat szczepień kobiety, która deklarowała się jako przeciwniczka szczepień, może być podrobiony. – Kiedy w końcu znalazła się na kwarantannie z objawami infekcji, potwierdzono niespójności w informacjach o szczepieniach – opisuje „Die Welt”.

W prywatnym domu opieki w Hildesheim przebywa 124 pensjonariuszy. Ostatnio kilku z nich, a także personel pielęgniarski, zostało zarażonych koronawirusem (nie podano dokładnej liczby przypadków). Prokuratura chce teraz ustalić, czy pielęgniarka pełniła dyżur mimo potwierdzonej infekcji COVID-19 i czy mogła zarazić w tym czasie inne osoby. Dom opieki już rozwiązał z nią umowę o pracę w trybie natychmiastowym.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl