Zabił brata bliźniaka. Są wyniki sekcji zwłok

Co wstąpiło w 26-letniego Mateusza G. z Kłecka (woj. wielkopolskie), że z nożem rzucił się na brata bliźniaka i dźgał go na oślep? Tego ataku Patryk G. nie przeżył. Jeden z ciosów – w brzuch – okazał się śmiertelny. Mateusz G. Usłyszał zarzut zabójstwa. Nie przyznaje się. – Nie składał żadnych wyjaśnień – mówi Małgorzata Rezulak-Kustosz z Prokuratury Rejonowej w Gnieźnie.

Bliźniacy Mateusz G. i Patryk G. dopiero co wynajęli mieszkanie w centrum Kłecka (woj. wielkopolskie). Wyprowadzili się od mamy z rodzinnego domu, ale w nowym mieszkaniu nie zdążyli się jeszcze nawet zadomowić. W sobotę – jak mówią nowi sąsiedzi braci – miała być parapetówka w nowym domu. Niestety, między braćmi doszło do krwawej jatki. Mateusz G. Zdaniem prokuratury rzucił się na Patryka G. z nożem. Dźgał na oślep.

– Jeden z ciosów, w brzuch, trafił w tętnicę – mówi Małgorzata Rezulak-Kustosz.

Finał był dramatyczny. Gdy na miejscu pojawili się zaalarmowani policjanci, Patryk leżał już zakrwawiony na podłodze. Mundurowi ruszyli do reanimacji. Po chwili zjawiło się pogotowie. Mimo przewiezienia Patryk G. do szpitala w Gnieźnie, medykom nie udało się go uratować. Mężczyzna zmarł.
Źródło info i foto: se.pl

Ofiarami cyberataku miało paść 150 ministrów i parlamentarzystów

150 ministrów i parlamentarzystów miało paść ofiarą nieznanego hakera, który przejął ich skrzynki e-mailowe – podaje nieoficjalnie „Rzeczpospolita”. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

„Lista z nazwiskami jest pilnie strzeżona” – podaje „Rzeczpospolita”, dodając, że wśród 150 nazwisk są osoby zarówno z obozu rządzącego, jak i opozycji.

– Znam jeden taki przypadek od nas. Chodzi o posłankę. O tym, że została zhakowana, dowiedziała się od policji. Szczegółów nie zna – stwierdził w rozmowie z „Rz” szef klubu Koalicji Obywatelskiej Cezary Tomczyk.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Belgia: Znaleziono ciało poszukiwanego żołnierza. Groził władzom i wirusologom

Ciało znalezione dziś w lesie koło Maaseik w Belgii to zwłoki poszukiwanego od ponad miesiąca Jürgena Coningsa. Wskazują na to wstępne ustalenia – poinformowała belgijska prokuratura. Chodzi o żołnierza, który w połowie maja zbiegł z bronią maszynową oraz wyrzutnią rakiet i groził belgijskim władzom i wirusologom.

Jürgen Conings był poszukiwany od 17 maja nie tylko przez belgijskie służby, ale także przez Interpol. 46-latek miał powiązania z ugrupowaniami skrajnie prawicowymi i rasistowskimi.

Według wstępnych wyników śledztwa, prawdopodobnie Conings zastrzelił się. „Nie zostało to jednak jeszcze potwierdzone przez dochodzenie medyczno-prawne” – zastrzega prokuratura.

Ciało znalazł burmistrz miasta Maaseik Johan Tollenaere, który wybrał się rano na przejażdżkę rowerem górskim. W lesie Dilserbos poczuł ostry zapach rozkładających się zwłok. Sam nie rozpoczął poszukiwań, ale wezwał policję. Jak twierdzi, od razu pomyślał, że może chodzić o Coningsa.

Zwłoki znajdowały się nieco pozą strefa pierwszych poszukiwań mężczyzny, w których uczestniczyło ponad pół tysiąca policjantów, żołnierzy i komandosów. Przy ciele znaleziono broń, a mężczyzna miał na sobie kamizelkę kuloodporną.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowy Jork: Była policjantka była wielokrotnie gwałcona i bita przez innych funkcjonariuszy. Jest dochodzenie

Maria Mendez, była nowojorskiej policjantka z komisariatu w Harlemie, była wielokrotnie gwałcona i bita przez innych funkcjonariuszy. Policja wszczęła dochodzenie po wniesieniu pozwu do sądu federalnego przez Mendez, w którym zarzuciła przełożonym, że zignorowali jej skargi.

Maria Mendez napisała w pozwie, że była wielokrotnie gwałcona, upokarzana i bita przez policjantów, z którymi pracowała w 32. komisariacie w Harlemie. Mendez zarzuciła współpracownikom, że działo się to od czerwca 2014 roku.

Marrero często uciekał się do przemocy fizycznej i szantażu. Podczas jednej z imprez bożonarodzeniowych nowojorskiej policji, wymusił stosunek seksualny wkładając Mendez pistolet do ust. Zaciągnął ją na tylną kanapę samochodu i zgwałcił oralnie, analnie i waginalnie. Policjantka stawiała opór, ale Marrero „kazał jej się zamknąć”. Szantażował ją nagimi zdjęciami, do których zrobienia ją zmusił. Mówił, że jeśli nie przestanie się opierać, pokaże zdjęcia jej mężowi. Potem zawołał drugiego policjanta, żeby „mógł też się trochę zabawić z dominikańską dziwką, którą jest Mendez”.

Była policjantka stwierdziła, że Marrero wielokrotnie gwałcił ją w miejscach publicznych w Harlemie, w pobliżu głównego komisariatu nowojorskiej policji, a także sądu na Manhattanie, kiedy byli tam na przesłuchaniach. Mendez dodała, że gwałty miały miejsce w hotelach, samochodach służbowych, poczekalni dla policjantów, kobiecej łazience i szatni oraz podczas jednej z interwencji, gdy Marrero rzekomo zmusił ją do wejścia na krawędź dachu i groził, że ją zrzuci.

Marrero wielokrotnie brutalnie bił i dusił Mendez. Wepchnął jej pięść do jej odbytu i pochwy, powodując szereg obrażeń, w tym takie wymagające pomocy medycznej. Znęcał się też nad policyjnym psem, bijąc go na oczach Mendez, by ją zastraszyć. Często też opowiadał o tym, jak lubi uprawiać seks z nieprzytomnymi kobietami, ponieważ nie walczą, i pokazywał jej nagie zdjęcia nastoletnich dziewcząt, z którymi rzekomo uprawiał seks.

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa

Mendez zdecydowała się złożyć zawiadomienie do prokuratury, w którym opisała gwałty i inne nadużycia. Oprócz policjantów miał ją zgwałcić także strażak, od którego Mendez była zmuszana przez policjantów z jej komisariatu kupować silne leki przeciwbólowe, które kradł z mieszkań zmarłych ludzi. Przedstawiła też dowody – nagrania, zapisy ze służbowych protokołów, a także bieliznę ze śladami DNA. Śledczy odmówili jednak wniesienia aktu oskarżenia, tłumacząc, że „prokuratura nie jest w stanie udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że doszło do przestępstwa”.

Wobec tego Mendez zdecydowała się wnieść pozew do sądu federalnego. Była policjantka napisała w nim, że w wyniku niezliczonej liczby gwałtów doznała „deformacji pochwy i odbytu wymagających zabiegów chirurgicznych”. Wieloletnie cierpienia odbiły się poważnie na jej psychice. Miała myśli samobójcze, stany lękowe, depresję i zespół stresu pourazowego.

Była policjantka stwierdziła, że nadużycia zaczęły się wiele lat wcześniej, w 2006 roku. Była nękana wyzwiskami o charakterze seksualnym, a także padała ofiarą licznych napaści fizycznych i molestowania ze strony współpracowników i przełożonych. Upokarzali ją, robiąc zdjęcia, gdy odciągała z piersi pokarm. Opisywali też w wulgarny sposób czynności seksualne, które zamierzają z nią odbyć.

Przełożeni obwiniali policjantkę

Mendez zgłaszała to przełożonym. Zwierzyła się policjantce Filastin Srour i opowiedziała jej o ciągłych gwałtach i nadużyciach, których doświadczała. Srour rzekomo nie podjęła niezbędnych działań, do których była zobowiązana jako przełożona. Zamiast tego nazwała Mendez „szmatą” i zagroziła, że jeśli „nie przestanie wysuwać fałszywych oskarżeń przeciwko dobrym funkcjonariuszom, będzie zmuszona do podjęcia działań przeciwko niej”.

Mendez złożyła ostatnią skargę w styczniu 2019 roku, która również została zignorowana, po czym zrezygnowała z pracy w policji po 14 latach służby. Była policjantka domaga się teraz 90 milionów dolarów odszkodowania.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nie było zamachu na żonę Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego

Prokuratura w Gliwicach umorzyła śledztwo w sprawie rzekomego zlecenia zamachu na sędzię Małgorzatę Hencel-Święczkowską. Jak informuje „Gazeta Wyborcza” nie było dowodów, aby ktoś planował taką akcję wobec żony Bogdana Święczkowskiego, który jest szefem Prokuratury Krajowej.

„Gazeta Wyborcza” w tekście Marcina Pietraszewskiego informuje, że w ubiegłym roku służby zdobyły informacje o tym, że jeden ze śląskich przestępców miał planować zlecenie zamachu na Małgorzatę Hencel-Święczkowską. Na co dzień jest ona prezesem Sądu Rejonowego w Sosnowcu.

Śledztwo, które było prowadzone bardzo skrupulatnie, w tej sprawie wszczęła Prokuratura w Gliwicach. Śledczy nie znaleźli jednak żadnych dowodów, aby planowany był zamach na sędzie. Postępowanie zostało więc umorzone, a decyzja jest prawomocna.

„GW” przypomina, że Małgorzata Hencel-Święczkowska była przez wiele miesięcy ochraniana przez specjalny zespół z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Miało to związek z innym postępowaniem dotyczącym jej męża. Dolnośląski oddział Prokuratury Krajowej oskarżyła dwóch gangsterów o planowanie zamachu na Bogdana Święczkowskiego.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest zażalenie prokuratury ws. Sławomira Nowaka

Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował 2 czerwca, że Sławomir Nowak, były minister w rządzie Donalda Tuska, ma wrócić do aresztu śledczego, chyba, że wpłaci poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln złotych. Sędzia Dorota Radlińska wstrzymała wykonalność postanowienia do 19 czerwca, dając podejrzanemu czas na wpłatę sumy do 18 czerwca. Jeżeli pieniądze nie wpłyną, Nowak powinien zostać aresztowany.

Zażalenie Prokuratury Okręgowej zostało skierowane do sądu w środę 16 czerwca. „Sąd Apelacyjny w Warszawie na skutek zażalenia prokuratora warunkowo zastosował wobec Sławomira N., podejrzanego o poważne przestępstwa korupcyjne, środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Postanowienie sądu zostało zaskarżone m.in. w zakresie zastrzeżenia warunkowej zmiany tymczasowego aresztowania na środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego w przypadku wpłacenia kwoty 1 miliona złotych oraz wstrzymania wykonania orzeczenia o tymczasowym aresztowaniu” – wyjaśniła prokurator Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Referent postępowania przeciwko Sławomirowi Nowakowi podzielił większość argumentów przedstawionych przez sędzię Dorotę Radlińska z Sądu Apelacyjnego w Warszawie w pisemnym uzasadnieniu, m.in. w kwestii istnienia przesłanek do stosowania środków zapobiegawczych w postaci obawy matactwa, obawy ucieczki oraz grożącej obawy wymierzenia surowej kary. Oskarżyciel publiczny nie zgadza się jednak z przedstawioną przez sąd oceną, że z uwagi na obszerność zgromadzonego materiału dowodowego możliwe było stosowanie wolnościowych środków zapobiegawczych na obecnym etapie śledztwa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Seryjny morderca zatrzymany w Meksyku

Meksykańscy śledczy odkryli 3787 fragmentów kości należących do 17 osób w położonym na obrzeżach stolicy kraju domu, który należał do mężczyzny podejrzanego o serię morderstw. Przeszukiwanie domu trwało od połowy maja. Planowane jest także przekopanie gruntu pod budynkiem.

W trakcie śledztwa odnaleziono dowody osobiste oraz inne przedmioty należące do osób, które zaginęły wiele lat temu. Liczba znalezionych fragmentów kości ludzkich sugeruje, że ciała ofiar zostały pokrojone na wiele części. Tezę potwierdza fakt, że podejrzany w przeszłości miał być rzeźnikiem i miał wprawę w ćwiartowaniu mięsa.

Nie ujawniono tożsamości 72-latka ze względu na meksykańskie prawo chroniące dane osobowe podejrzanych. „Z naszych analiz wynika, że fragmenty kości mogły należeć do 17 osób” – przekazało biuro prasowe prokuratury.

Rozczłonkował żonę komendanta policji

Mężczyzna odpowie przed sądem za zabójstwo swojej ostatniej ofiary, 34-letniej kobiety, której ciało miał rozczłonkować piłą do metalu oraz nożami. Do zdarzenia zaszło w połowie maja. Podejrzany miał towarzyszyć kobiecie, żonie komendanta policji, w zakupach. Ponieważ nie wróciła do domu, jej mąż uzyskał dostęp do monitoringu ulic i odkrył, że ostatnio widziano ją na ulicy, przy której mieszkał domniemany zabójca.

Funkcjonariusz udał się do jego domu, skonfrontował z podejrzanym i odkrył szczątki swojej żony. Śledczy odnaleźli jej ubrania, dokumenty osobiste oraz materiały dźwiękowe i kasety wideo sugerujące, że sprawca nagrywał to, co robił swoim ofiarom.
Źródło info i foto: TVP.info

Zabójstwo 21-latka w Nowej Soli

W nocy na ogródkach działkowych w Nowej Soli (Lubuskie) doszło do zabójstwa 21-letniego mężczyzny. Podejrzewany o jego dokonanie jest 34-latek, który trzeźwieje w policyjnym areszcie – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Zbigniew Fąfera. Ze wstępnych ustaleń wynika, że tragedia rozegrała się w sobotę, między godziną pierwszą a drugą w nocy. Mężczyźni na ogródkach działkowych pili alkohol i doszło między nimi do kłótni. Starszy z nich chwycił za nóż i inne narzędzie. W wyniku zadanych nimi obrażeń 21-latek zmarł.

34-latek zgłosił się na policję i powiadomił o dokonaniu zabójstwa. Policjanci go zatrzymali, a na miejscu zbrodni zostały przeprowadzone oględziny i zabezpieczono dowody.

Po wytrzeźwieniu mężczyzna zostanie przesłuchany i prawdopodobnie usłyszy zarzut zabójstwa zagrożony karą nawet dożywotniego więzienia – powiedział prokurator Fąfera.

Śledztwo, mające ustalić okoliczności tego tragicznego w skutkach wydarzenia, prowadzi Prokuratura Rejonowa w Nowej Soli. Rzecznik dodał, że sprawa jest rozwojowa, zapowiedział też podanie za kilka dni nowych informacji z nią związanych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Łódź: Rodzice kręcili dziecięcą pornografię z udziałem kilkuletniej córki

Małżeństwo z Łodzi zostało zatrzymane i trafiło do aresztu w związku z pornografią dziecięcą. Prokuratura przedstawiła im m.in. zarzut utrwalania treści pornograficznych z udziałem małoletniej córki oraz posiadania pornografii z udziałem innych dzieci, a także jej rozpowszechniania. Poinformował o tym w czwartek rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

42-letni małżonkowie zostali zatrzymani we wtorek przez policję na polecenie prowadzącej śledztwo Prokuratury Rejonowej Łódź-Widzew. Wydano je na podstawie zebranego wcześniej materiału dowodowego wskazującego, że mieszkająca na łódzkim Widzewie para może utrwalać pornografię dziecięcą i być w jej posiadaniu.

Mają trójkę dzieci

– Wraz z małżonkami zamieszkiwała ich trójka dzieci. Niestety, przeprowadzone w mieszkaniu czynności doprowadziły do potwierdzenia podejrzeń. Policjanci zabezpieczyli różne nośniki elektroniczne, w tym m. in. telefony, laptopy, karty pamięci, płyty oraz pendrive. Ujawnili aplikacje i czaty, a na nich wiele zdjęć wskazujących na wymianę pornografii dziecięcej pomiędzy użytkownikami – przekazał prok. Kopania.

Dodał, że wśród zabezpieczonych materiałów znajdują się także takie, które zawierają wizerunek ich kilkuletniej córki oraz 42-latka. Małżeństwu po doprowadzeniu do prokuratury przedstawiono zarzuty utrwalania treści pornograficznych z udziałem małoletniej córki, posiadania zdjęć i filmów zawierających pornografię dziecięcą.

Dodatkowe zarzuty

Mężczyźnie zarzucono dodatkowo przestępstwa związane z posiadaniem pornografii z udziałem innych dzieci, a także jej rozpowszechnianie za pośrednictwem internetu, poprzez przekazywanie innym użytkownikom i dokonywanie wymiany. Na wniosek prokuratury sąd zastosował w czwartek wobec pary tymczasowy areszt na trzy miesiące. Obojgu grożą kary do lat 12 więzienia.

Troje dzieci podejrzanych trafiło do placówki opiekuńczej. O ich dalszym losie zdecyduje sąd rodzinny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nie będzie odtajnienia akt śledztwa dotyczącego szefa NIK

Nie będzie odtajnienia akt śledztwa dotyczącego majątku szefa NIK Mariana Banasia, czego on sam by chciał. Zdaniem prokuratury upublicznienie dowodów mogłoby storpedować śledztwo – podaje w „Rzeczpospolita”. „Rzeczpospolita” przypomina, że prokurator krajowy lub generalny może skorzystać z art. 12 prawa o prokuraturze i w wyjątkowych sprawach ujawnić materiały z toczącego się postępowania. Zaapelował o to prezes NIK – w Białymstoku od półtora roku jest prowadzone śledztwo w sprawie jego oświadczeń majątkowych.

Zdaniem Banasia ma to służyć wyłącznie do „szukania haków na niego i jego rodzinę”.

Gazeta twierdzi jednak, że prokurator krajowy Bogdan Święczkowski i prokuratura nie skorzysta w tym przypadku ze swojego uprawnienia i nie odtajni akt śledztwa. Śledztwo toczy się swoim trybem, ma wiele wątków i nie będziemy tylko dlatego, że Banaś tego chce, publicznie mówić o tym, co w tym śledztwie zostało zgromadzone – mówi gazecie „rozmówca z kręgów prokuratorskich”.

„Zbieranie haków na mnie i moją osobę”

Prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś składa wniosek o upublicznienie materiałów zgromadzonych przez CBA i prokuraturę w śledztwie w jego sprawie. Marian Banaś oświadczenie w tej sprawie opublikował w poniedziałek na swoim profilu na Twitterze. Sprawa ma związek ze wszczętym pod koniec 2019 roku przez Prokuraturę Regionalną w Białymstoku śledztwem dotyczącym m.in. podejrzeń nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych Mariana Banasia. Podstawą wszczęcia postępowania były trzy zawiadomienia, które wpłynęły do białostockiej prokuratury od grupy posłów opozycji, Generalnego Inspektora Informacji Finansowej oraz z Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Banaś, jak wyjaśnił, domaga się jasnej odpowiedzi na pytanie o cel tego śledztwa. „Od niemal dwóch lat zespół funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego i prokuratury zbiera dowody na popełnienie przeze mnie rzekomych przestępstw, o których tak chętnie informuje się i szeroko komentuje w mediach. Szykanowani są moi bliscy, dzieci, żona, synowa, nawet moje wnuki były świadkami czynności operacyjnych służb w domu syna. Moi byli współpracownicy, znajomi oraz ich firmy są obiektem przeszukań przez funkcjonariuszy CBA. Ogromne siły i środki zaangażowane zostały w jednym celu: zebrania haków na mnie i moją rodzinę” – napisał.
Źródło info i foto: RMF24.pl