Zaginionego 14-latka odnaleziono na terenie Słowacji

Dzięki dobrej współpracy ze słowackimi służbami ratowniczymi i policjantami, chłopiec został odnaleziony na terenie Słowacji i przekazany rodzicom. W Polsce, w działania zaangażowani byli policjanci, strażacy, ratownicy GOPR, członkowie Podhalańskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej, Straż Graniczna i okoliczni mieszkańcy.

14-letni chłopiec mieszkający w Lipnicy Wielkiej wyszedł z domu w piątek (25 czerwca br.) po godz. 13, aby pojeździć na hulajnodze. Kiedy po kilku godzinach nie wrócił do domu, zaniepokojeni rodzice złożyli zawiadomienie o zaginięciu.

Policjanci natychmiast rozpoczęli działania poszukiwawcze. Jednak z uwagi na porę nocną w obawie o życie i zdrowie 14-latka do dalszych działań zaanagżowano także policjantów z Nieetatowej Policyjnej Grupy do Działań Poszukiwawczych, strażaków z PSP w Nowym Targu, członków Podhalańskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej z Czarnego Dunajca, ratowników Grupy Podhalańskiej GOPR, GOPR Beskidy i Grupy Krynickiej GOPR. Na miejscu obecni byli też strażacy ochotnicy z OSP Lipnica Wielka – Przywarówka, Centrum, Murowanica, OSP Kiczory, OSP Lipnica Mała, OSP Jabłonka, OSP Nowy Targ – Kowaniec, JRG Nowy Targ i JRG Rabka-Zdrój, a także fumkcjonariusze Straży Granicznej i okoliczni mieszkańcy. W terenach leśnych działania prowadzone były przede wszystkim pieszo z wykorzystaniem psów tropiących z GOPR i Policji oraz z wykorzystaniem radiowozów, wozów strażackich, samochodów ratowniczych i quadów. Następnego dnia rano do poszukiwań zaginionego użyto również śmigłowca TOPR i dronów.

Z uwagi na to, że trop za 14-latkiem prowadził na teren sąsiedniej Słowacji, nawiązano kontakt z Centrum Współpracy Policyjnej i Celnej w Trstenie. Tam, po stronie słowackiej w poszukiwania zaangażowali się policjanci i słowackie służby ratownicze. W sobotę około godziny 17, otrzymaliśmy informację o odnalezieniu zaginionego 14-latka w jednej z sąsiednich miejscowości na terenie Słowacji. Chłopiec był w dobrej kondycji fizycznej i szczęśliwie został przekazany rodzicom.

W trakcie prowadzonych działań za zaginionym 14-latkiem z Lipnicy Wielkiej, w sobotę po godzinie 16, dyżurny nowotarskiej komendy otrzymał kolejne zgłoszenie o zaginięciu. Tym razem 8-letniego chłopca na terenie Nowego Targu , który wyjechał z domu rano na rowerze i do tej pory nie wrócił. W poszukiwania 8-latka zaanagżowano kolejnych funkcjonariuszy a część przekierowano z Lipnicy Wielkiej. Na szczęście chłopiec został szybko odnaleziony przez policjantów na boisku na terenie miasta i przekazany zaniepokojonej mamie.

To było kilkanaście wyczerpujących godzin dla wszystkich osób zaangażowanych w poszukiwania. Na szczęście wszystko zakończyło się szczęśliwie. Serdecznie dziękujemy za pomoc w poszukiwaniach wszystkim osobom zaangażowanym w akcję.
Źródło info i foto: Policja.pl

3 lata od zabójstwo dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej

Ostatnie zatrzymania potwierdzają, że doniesienia o korupcji, nagłośnione przez dziennikarza Jana Kuciaka, są prawdziwe – oświadczyła prezydent Słowacji Zuzana Czaputova. Mijają trzy lata od morderstwa Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kusznirovej. Przez cały dzień w różnych miastach Słowacji składano kwiaty i zapalano światła dla upamiętnienia Kuciaka i zamordowanej razem z nim narzeczonej Martiny Kusznirovej.

W centrum Bratysławy przy pamiątkowej tablicy kwiaty złożyła prezydent Czaputova. Jej zdaniem podejrzenia o korupcję, o których pisał dziennikarz, były prawdziwe. Wyraziła nadzieję, że osądzeni zostaną nie tylko bezpośredni mordercy, ale także ci, którzy zlecili zabójstwo. Jej zdaniem to najważniejsza z prób, przed którą stoi słowacki wymiar sprawiedliwości.

Prezydent zaproponowała także, by w związku z sytuacją pandemiczną każdy w domu zapalił światło dla zamordowanych Jana i Martiny. Premier Igor Matovicz w mediach społecznościowych wykorzystał rocznicę śmierci Kuciaka do oceny dziennikarzy na Słowacji. „Nie wystarczy mieć wolność i prawo wpływania na opinię publiczną, jeśli celem jest manipulowanie ludźmi” – napisał premier. Do dziennikarzy zaapelował by „stali się Janami Kuciakami”.

Sytuacja epidemiczna zmusiła organizatorów akcji pamięci do przeniesienia ich do mediów społecznościowych. W jednej z nich, zorganizowanej przez ludzi, którzy bezpośrednio po śmierci Kuciaka inicjowali uliczne protesty, wystąpił ojciec dziennikarza i matka zamordowanej z nim Martiny. Dziękowali za pamięć o swoich dzieciach i wyrażali nadzieję, że sprawiedliwość ostatecznie zatriumfuje.

Zastrzeleni we własnym domu

Kuciak i Kusznirova zostali zastrzeleni przed trzema laty w domu, w którym mieszkali w miejscowości Veka Macza w pobliżu Trnawy na zachodzie Słowacji. Prokuratura oskarżyła biznesmena Martina Kocznera o zlecenie zabójstwa, a jego znajomą Alenę Zsuzsovą o pośrednictwo w znalezieniu wykonawców. Oboje zostali uniewinnieni z braku bezpośrednich dowodów winy, ale odsiadują kary więzienia zasądzone w innych sprawach.

Wysokie wyroki w procesie dotyczącym zabójstwa dziennikarza otrzymali: zabójca i jego kierowca, a także inny pośrednik, odpowiedzialny za przekazanie informacji o tym, kto ma zostać zabity. Po uniewinnieniu Kocznera i Zsuzsovej prokuratura złożyła odwołanie do Sądu Najwyższego, który analizuje akta, ale termin rozpatrzenia sprawy nie został jeszcze ustalony.
Źródło info i foto: interia.pl

Słowacja: Atak nożownika na szkołę. Nie żyje nauczyciel

Atak na słowacki zespół szkół i przedszkole. Napastnik zabił nauczyciela i ranił 5 osób, w tym dwoje dzieci. Nie wiadomo, jakie były jego motywy. Mężczyzna rzucił się z nożem na nauczyciela i dzieci. Słowacka policja poinformowała o ataku nożownika, do którego doszło około godziny 10 w mieście Vrutky na północy kraju. W zaatakowanym budynku mieszczą się przedszkole, szkoła podstawowa i średnia.

W ataku zginęły dwie osoby: nauczyciel, a potem napastnik. Do szpitala trafiło 5 rannych wśród nich są dyrektor szkoły i dwoje dzieci z poważnymi obrażeniami głowy. Sam napastnik również był pracownikiem tej szkoły. Kiedy zaatakował dzieci, wicedyrektor szkoły podstawowej bronił uczniów i sam zginął od ciosów noża.

„Sytuacja jest już pod kontrolą” – zapewnia słowacka policja.

Nie wiadomo nic na temat motywów ataku. Lokalna policja wyjawiła na razie, że napastnik miał 22 lata i pracował w szkole we Vrutky. Został zastrzelony w trakcie policyjnego pościgu.
Źródło info i foto: o2.pl

Kulisy zatrzymania Magdaleny K.

Trwa procedura ekstradycyjna ws. zatrzymanej na Słowacji Magdaleny K., podejrzanej o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą związaną ze środowiskiem pseudokibiców Cracovii, która zajmowała się handlem narkotykami na szeroką skalę. 32-latka była poszukiwana listem gończym i Europejskim Nakazem Aresztowania. W trakcie zatrzymania – jak powiedział nam Sebastian Gleń z małopolskiej policji – „zaprzeczała, że jest Magdaleną K.”.

Przypomnijmy, Magdalena K. była ścigana w związku z podejrzeniem kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, której członkowie są podejrzani m.in. o międzynarodowy obrót środkami odurzającymi i psychotropowymi oraz przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu.

32-latka była poszukiwana w kraju od listopada 2018 roku na podstawie listu gończego, zaś w lutym 2019 r., za kobietą wydany został Europejski Nakaz Aresztowania. Otrzymała także czerwoną notę Interpolu, która oznacza najwyższy stopień międzynarodowych poszukiwań w celu aresztowania i ekstradycji.

Magdaleny K. poszukiwali policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji, z grupy tzw. „łowców cieni”, wspólnie z policjantami z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie i z Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.

„Uzyskaliśmy informację, że poszukiwana znajduje się na Słowacji. Nawiązaliśmy kontakt ze słowacką policją, którzy wspólnie z policjantami Centralnego Biura Śledczego zatrzymali poszukiwaną w Zwoleniu na Słowacji” – relacjonował w rozmowie z RMF FM Sebastian Gleń z małopolskiej policji.

Zatrzymania dokonano w piątek.

„Poszukiwana zaprzeczała, że jest Magdaleną K., mówiła, że to pomyłka. Trzeba zaznaczyć, że zmieniła wygląd – kolor włosów, po to, by uniknąć identyfikacji” – dodał Gleń.

„To oczywiście nie zmyliło śledczych. Została zatrzymana i w tej chwili przebywa w areszcie na Słowacji. Słowacja ma teraz 60 dni na wydanie decyzji, czy podda ją ekstradycji do Polski” – podsumowuje rzecznik małopolskiej policji.

Kierownictwo nad grupą miała przejąć po zastrzeleniu jej partnera i aresztowaniu jego brata
Według ustaleń śledczych, zorganizowana grupa przestępcza działała w latach 2015-18 na terenie Krakowa i innych miejscowości województw: małopolskiego, śląskiego i pomorskiego, a jej członkowie zajmowali się popełnianiem przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, mieniu, bezpieczeństwu publicznemu oraz wprowadzaniem do obrotu i obrotem substancjami psychotropowymi i środkami odurzającymi.

Do grudnia 2017 roku grupą, do której należało co najmniej kilkudziesięciu ludzi, kierowali bracia Adrian i Mariusz Z., ps. „bracia zieloni”. W grudniu 2017 Adrian Z. został zastrzelony, gdy w czasie próby zatrzymania zaatakował policjanta i usiłował odebrać mu broń. Mariusz Z. trafił natomiast do tymczasowego aresztu. To wtedy – jak ustalili śledczy – kierownictwo nad grupą przejęła partnerka Mariusza Z., Magdalena K.

Według prokuratury, działalność gangu była podzielona na dwa piony: zbrojno-narkotykowy i ekonomiczny, związany z inwestowaniem i tzw. praniem pieniędzy pochodzących z przestępstw.

W części zbrojnej i narkotykowej – jak ustalili śledczy – część ludzi delegowana była do pracy w Hiszpanii przy pakowaniu i ładowaniu narkotyków, część była odpowiedzialna za przyjmowanie narkotyków w Polsce i ich wyładowanie oraz rozwiezienie do dilerów narkotykowych, inne osoby odpowiedzialne były za przywożenie narkotyków. Dodatkowo – według prokuratury – grupa wykorzystywała także kierowców firm transportowych, którzy nieświadomie uczestniczyli w przestępczym procederze.

W skład „ekonomicznej” części grupy wchodzić mieli m.in. przedstawiciel spółki deweloperskiej, osoba inwestująca nielegalne środki w spółki i nieruchomości czy podstawione osoby, na które nabywano nieruchomości.

Według prokuratury, łączna wartość mienia poddanego praniu brudnych pieniędzy wynosiła prawie 7 mln złotych i ponad 55 tysięcy euro.
Źródło info i foto: interia.pl

Słowacja: Jest akt oskarżenia ws. zabójstwa Jana Kuciaka i jego narzeczonej

Słowacka prokuratura poinformowała, że przekazała sądowi akt oskarżenia wobec czterech osób, uznanych przez nią za współsprawców zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kusznirovej. 27-letniego Kuciaka i 27-letnią Kusznirovą zastrzelono pod koniec lutego 2018 roku w ich domu w miejscowości Velka Macza na południowym zachodzie Słowacji.

Przed śmiercią Jan Kuciak pracował w Ringier Axel Sringer nad materiałami na temat aktywności włoskiej mafii na Słowacji i jej powiązaniach z osobami z otoczenia ówczesnego premiera Roberta Fico.

Zabójstwo dwojga młodych ludzi wywołało masowe demonstracje uliczne na rzecz uzdrowienia życia publicznego. Polityczny kryzys doprowadził do ustąpienia Fico, objęcia urzędu premiera przez Petera Pellegriniego oraz rekonstrukcji rządu w ramach dotychczasowej koalicji.

Według rzeczniczki prokuratury, oskarżonymi są przedsiębiorca Marian Koczner, który zlecił zabójstwo i zapłacił za nie co najmniej 70 tys. euro, a także pośrednicząca w przekazaniu pieniędzy Alena Zsuzsova i dwaj bezpośredni wykonawcy zbrodni – były policyjny śledczy Tomasz Szabo i były żołnierz Miroslav Marczek. Wszystkim im grozi w razie skazania kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Natomiast oskarżony Zoltan Andrusko, który osobiście wynajął Szabo i Marczeka, zawarł w ubiegłym tygodniu ugodę z prokuratorem, co daje mu duże szanse na łagodniejsze potraktowanie przez sąd.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Trzech Polaków skazanych po bijatyce w stolicy Słowacji

Po bójce, w której uczestniczyli kibice Cracovii, Ajaxu Amsterdam, a także Lewskiego Sofia, policja w Bratysławie zatrzymała w sumie 107 osób, w tym 41 Polaków, informuje portal rmf24.pl. Trzech polskich chuliganów usłyszało wyrok sześciu miesięcy więzienia i trzech lat zakazu wjazdu na teren Słowacji. Taki sam wyrok usłyszało czterech stadionowych bandytów z Holandii.

Chuligani odsiedzą wyrok w słowackich zakładach karnych o najniższym stopniu dozoru. Po trzech miesiącach będą mogli zwrócić się o warunkowe zwolnienie.

To konsekwencje masowej bójki chuliganów związanych z Cracovią i Ajaksem Amsterdam oraz Lewskim Sofia. Do fatalnego spotkania doszło w Bratysławie. Polacy jechali na mecz 1. rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy do Dunajskiej Stredy, a Bułgarzy na spotkanie ich drużyny do Rużomberoka. Z kolei Holendrzy jechali na sparing Ajaksu z Istambul BB, który odbył się w Austrii.

Gdy doszło do spotkania grup w centrum Bratysławy, rozpętało się piekło. Chuligani niszczyli wszystko, co wpadło im w ręce. Latały kawiarniane stoliki i krzesła. Słyszano dwie silne eksplozje, prawdopodobnie petard hukowych. W sumie dziewięć osób z powodu obrażeń zostało przewiezionych do szpitala, jak podaje portal rmf24.pl.

Siedmiu pseudokibiców zostało oskarżonych o udział w zamieszkach. W niedzielę usłyszeli wyroki w tzw. trybie przyspieszonym. Możliwe, że oskarżenia usłyszą także kolejni uczestnicy bójki. Policja wzywa świadków do przekazywania nagrań z telefonów komórkowych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Tragiczny wypadek na Słowacji. Polacy poczekają na proces w areszcie

Sąd na Słowacji wydał decyzję o areszcie dla kolejnego kierowcy z Polski, który brał udział w śmiertelnym wypadku w Dolnym Kubinie. Chodzi o Adama S., który pędził żółtym ferrari. Wcześniej tego dnia zapadła decyzja o areszcie dla 26-letniego Łukasza K. – mężczyzna czarnym mercedesem jechał na czele pędzącej kolumny. W ubiegłym tygodniu aresztowany został z kolei Marcina L.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe informacje dotyczące uczestników tragicznie zakończonego rajdu drogami Słowacji

Do wypadku doszło w niedzielę 30 września w okolicy miasta Dolny Kubin na północy Słowacji. Trzy luksusowe samochody na polskich tablicach rejestracyjnych z dużą prędkością wyprzedzały inne auta, jadąc pasem do jazdy z naprzeciwka. Skończyło się tragicznym wypadkiem, w którym zginął kierowca skody, 57-letni Słowak Stefan Onczo. Reporter „Uwagi!” TVN udał się na Słowację, by ustalić, kim są uczestnicy szaleńczego rajdu.

Stefan Onczo mieszkał w Orawskim Podzamczu, niewielkiej miejscowość, w której wszyscy doskonale się znają. Tragedia była wstrząsem dla sąsiadów rodziny tragicznie zmarłego.

– Wiem, że był bardzo dobrym człowiekiem. Razem z żoną i synem wiedli spokojne życie. To straszna wiadomość dla nas, dla mieszkańców tej ulicy i całej miejscowości. – powiedziała Zdenka Svibova, mieszkanka Orawskiego Podzamcza. – To niezwykle niebezpieczne, że ludzie jeżdżą w tak nieodpowiedzialny sposób, z taką prędkością na lokalnej drodze. Doskonale widzieli przecież inne auta, a ceną ich szaleństwa okazało się ludzie życie – dodała.

Podczas mszy pogrzebowej ksiądz zwrócił uwagę, że „minął zaledwie rok, odkąd matka zmarłego pochowała jeszcze młodszego swojego syna”. – A dziś znów stoi nad trumną drugiego syna. Syna, który zginął przez arogancję kierowcy – powiedział. – Z taką właśnie arogancją kierowców wszyscy codziennie mamy do czynienia na naszych drogach. Igramy na nich z życiem naszym i innych – ocenił duchowny.

– Żeby powiedzieć całą prawdę o Stefanie, musielibyśmy opowiadać wam przez cały miesiąc. A i to byłoby mało – stwierdził w rozmowie z reporterem „Uwagi!” TVN Marian, mieszkaniec Orawskiego Podzamcza. – Żaden człowiek, który go znał, złego słowa o nim nie powie. Jego syn mówił mi, że gdyby ojciec w ostatniej chwili nie skręcił w prawo kierownicą, on zginąłby razem z nim – podzielił się Marek.

– Nawet niebo płacze. Od dnia wypadku codziennie płacze, taka to tutaj tragedia. W Dolnym Kubinie sucho, a tu w Orawskim Podzamczu – zobaczcie – powiedział Marian, wskazując na niebo. – Co to jest, jeśli nie boży znak – dodał. – Jak już będą sądzić tych waszych kierowców, to niech proces toczy się na Słowacji, a nie po polskiej stronie – życzył sobie mieszkaniec Orawskiego Podzamcza.

„Całej trójce postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa”

Wstrząsający finał wyprawy polskich kierowców na słowacką Orawę utrwaliła kamera przypadkowego kierowcy. Na nagraniu widać, że brawurowe wyprzedzanie rozpoczął kierowca mercedesa. Prowadzący żółte ferrari, widząc nadjeżdżającą z przeciwka skodę, gwałtownie zahamował, lecz jadący tuż za nim kierowca porsche nie zdążył powtórzyć manewru. Chwilę później uderzył w prawidłowo jadącą skodę, zabijając Stefana Onczo i raniąc jego żonę.

– Zatrzymaliśmy trzech kierowców. Zostali przewiezieni na komendę, gdzie przeprowadzono czynności procesowe. Potem całej trójce postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa. 42-letniemu kierowcy porsche grozi od dwóch do pięciu lat więzienia. Pozostałym mężczyznom grozi od trzech miesięcy do trzech lat pozbawienia wolności – poinformował Radko Moravcik, rzecznik Komendy Policji w Żilinie.

– Na tym etapie nie mogę tego ujawnić – stwierdził na pytanie o to, czy sprawcy wypadku przyznali się do winy. Zdaniem rzecznika policji dzięki „ujawnieniu nagrania rejestrującego wypadek wszyscy ludzie mogą zobaczyć, jak wyglądała i jak skończyła się drogowa brawura”.

– Wszyscy oglądając ten film mogą uświadomić sobie, dlaczego warto przestrzegać przepisów na drodze i nie wolno się zachowywać arogancko wobec innych kierowców – powiedział Moravcik.

Zorganizowane rajdy

Po wypadku szybko wyszło na jaw, że szalejący kierowcy z Polski nie spotkali się na Słowacji przypadkiem. Uczestniczyli w jednej z płatnych imprez podczas, których posiadacze szybkich aut zwiedzają wybrany zakątek Europy pod okiem tak zwanego lidera. Organizatorem tego i podobnych wyjazdów był kierujący mercedesem 26-letni Łukasz K., działający w internecie bloger, który na co dzień promuje najdroższe marki luksusowych samochodów.

– To cykl spotkań przeznaczonych dla właścicieli aut ekskluzywnych. W Polsce jesteśmy obecni od trzech sezonów i do tej pory zorganizowaliśmy dziewięć spotkań tego typu. Przekrój samochodów bardzo różny, jak i przekrój właścicieli tych aut jest dość potężny. Mamy osoby tutejsze, przyjezdne i ludzi, którzy jeżdżą po wszystkich naszych polskich i międzynarodowych imprezach – opowiadał Łukasz K. portalowi trojmiasto.pl.

Podczas jednej z organizowanych przez Łukasza K. imprez młodego blogera poznał Jerzy Dziewulski, dawniej policyjny antyterrorysta, a dziś wielbiciel sportowych aut i rajdowiec z licencją. O oskarżonym Łukaszu K. powiedział, że „odbierał go pozytywnie”.

– Z tych organizatorów, z którymi miałem do czynienia, jeżeli inni jego koledzy byli nieco bardziej agresywni czy nerwowi, to on jawił mi się jako człowiek z pewnym dystansem, niezwykle spokojny – ocenił.

Dziewulski również dostał zaproszenie na feralny wyjazd na Słowację. – Proponowano mi start z Zakopanego, później przejazd słowackimi drogami. Zaproponowano określone, bardzo dobre hotele. Otwarcie powiem, że miałem ochotę pojechać, ale nie zdecydowałem się i zostałem w domu – opowiedział.

Tomasz Bonar, szef firmy produkującej internetowe filmy na temat sportowych aut poznał Łukasza K. podczas nagrywania jednego z organizowanych przez niego spotkań. – Taki wyjazd można traktować jako urlop, rozrywkę, trochę spotkanie z przyjaciółmi i nawiązanie motoryzacyjnych znajomości – powiedział Bonar. Organizacja podobnej imprezy w Polsce kosztuje około 2-3 tysiące złotych. – Zagraniczne wyjazdy są droższe. To 2-3 tysiące euro za tygodniowy wyjazd – poinformował Bonar.

Jerzy Dziewulski nie krył zdumienia, tym że jednym ze sprawców wypadku był właśnie Łukasz K. – On był na czele tej kolumny. Jego wykroczenie bez wątpienia polega na przejechaniu przez linię ciągłą i nadmierną prędkość. Natomiast patrząc na reakcję kierowcy ferrari, no ręce składają się do tego, żeby zdjąć pasek i tyłek stłuc temu młodemu człowiekowi, który po prostu nie nadążał intelektem i sprawnością techniczną, pojęciem o tym, w czym siedzi – ocenił były antyterrorysta.

Dziennikarze sprawdzili, że jadące tuż za mercedesem Łukasza K. żółte ferrari prowadził pochodzący z rodziny wielkopolskich biznesmenów 27-letni Adam Sz. Kolumnę zamykał 42-letni Marcin L., przedsiębiorca z branży informatycznej z Pomorza – właściciel kolekcji luksusowych samochodów,
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tragiczny wypadek na Słowacji. Kierowca porsche w tymczasowym areszcie

Tymczasowo aresztowany został 42-letni Marcin L., kierowca porsche – zadecydował sąd w Dolnym Kubinie. Mężczyzna bezpośrednio spowodował wypadek, w którym zginął 57-letni Słowak. Sędzia sądu powiatowego w Dolnym Kubinie w kraju żylińskim zdecydował o zastosowaniu wobec 42-letniego Marcina L. aresztu jako środka zapobiegawczego. Jest on oskarżony o wywołanie ogólnego zagrożenia oraz spowodowanie śmierci obywatela Słowacji.

Policja i prokuratura zarzucają Polakowi nadmierną prędkość i przekraczanie ciągłej linii. Grozi mu kara od 2 do 5 lat więzienia. Podczas wypadku mężczyzna prowadził porsche cayenne.

27-letniemu Adamowi Sz., który kierował samochodem ferrari i 26-letniemu Łukaszowi K. prowadzącemu mercedesa postawiono zarzut spowodowania ogólnego zagrożenia. Sędzia uznał, że mogą odpowiadać z wolnej stopy, z tym że Adam Sz. musiał zapłacić kaucję, której wysokości nie podano.

Prokurator prokuratury powiatowej w Dolnym Kubinie Marcela Szuvadova powiedziała dziennikarzom, że złoży zażalenie na treść postanowień wobec Adama Sz. i Łukasza K. Prokuratura wnioskowała o areszt dla całej trójki, argumentując , że „istnieje obawa możliwego kontynuowania czynów karalnych oraz obawa ucieczki”.

Dziś odbył się pogrzeb 57-latka niedaleko miejscowości Dolny Kubin. Tragiczny wypadek miał miejsce w niedzielę w okolicy miasta Dolny Kubin. Zginął w nim 57-letni Słowak, który zmarł na oczach syna. Wydarzenie oburzyło opinię publiczną zarówno w Słowacji, jak i w Polsce.

Trzej polscy kierowcy, jadąc szybko, wyprzedzali inne samochody na ciągłej linii.

– Śledztwo wykazało, że 27-letni kierowca, obywatel polski, jechał ferrari z Dolnego Kubina. Za nim 42-letni Polak jechał porsche cayenne. Obaj rozpoczęli wyprzedzanie kolumny samochodów w miejscu, gdzie zakazuje tego ciągła linia. Następnie kierowca porsche uderzył w jadące przed nim ferrari, które zwolniło i wróciło na swój pas. (Kierowca) porsche jednak nie zdołał już tego zrobić i miał czołowe zderzenie z jadącą w przeciwnym kierunku skodą fabią, którą prowadził 57-letni mężczyzna, mieszkaniec rejonu Dolnego Kubina – mówił rzecznik lokalnej policji Radko Moravczik.
Źródło info i foto: TVP.info

Sprawcy tragicznego wypadku na Słowacji trafili do aresztu. Jednym z nich jest synem bogatego biznesmena

Rok temu pochował brata, trzy lata temu ojca. Teraz to śmierć Stefana O. († 57 l.) opłakują mieszkańcy Orawskiego Podzamcza. Do tragedii doprowadziła brawurowa jazda trzech Polaków. Jeden z nich to dziennikarz motoryzacyjny, drugi to prawdopodobnie syn bogatego biznesmena.

Dziennikarze Faktu pojechali na Słowację, gdzie mieszkał Stefan O., rozmawiali z jego sąsiadami i odtworzyli jego ostatnie chwile. W niedzielę, 30 września pan Stefan z żoną Emilią (50 l.) odwozili syna Michała (21 l.) do Żylina, gdzie zaczął studia. Pani Emilia siedziała z tyłu a Michał obok ojca.

Niedaleko Dolnego Kubina w ich skodę wjechało rozpędzone porsche. Stefan O. zmarł w drodze do szpitala. Jego ciężko ranna żona jest po operacji. Jej stan się poprawia. Lekko ranny w rękę Michał po opatrzeniu wrócił do domu. Współczuje mu cała wioska. Rodzina cieszy się tam dużą sympatią.

– To kochająca się porządna rodzina. Nie wiem, jak Emilia poradzi sobie ze stratą męża – mówi sąsiadka. Inna martwi się o 88-letnią mamę Stefana. Rok wcześniej pochowała swojego młodszego syna, który zmarł na raka a dwa lata wcześniej męża.

Moment wypadku, który kosztował życie Stefana O. nagrał jeden z kierowców jadących tą samą drogą. Na filmie widać, jak czarny mercedes, żółte ferrari i czarne porsche (wszystkie z polskimi tablicami rejestracyjnymi) z ogromną prędkością wyprzedzają samochody ignorując zupełnie linię ciągłą, która rozdziela przeciwległe pasy. Nagle w kadrze pojawia się jadąca z naprzeciwka skoda. Kierowca mercedesa zjeżdża na właściwy pas i unika zderzenia. Porsche, uderza w tył ferrari, a potem czołowo w skodę.

Kierowcy wszystkich trzech luksusowych aut trafili do aresztu. 42-latkowi z porsche grozi 5 lat więzienia. Kierowcom ferrari i mercedesa po 3 lata za kratami. Pierwszy, to według nieoficjalnych informacji RMF24 Adam Sz. (27 l.) syn biznesmena z Wielkopolski. Auto należało do jego ojca. Drugi to jak ustalił dziennik.pl Łukasz K. (26 l.) dziennikarz motoryzacyjny ForzaMagazine i Cars & Coffee Poland. Mercedesa wypożyczył.

– Samochód był użyczony na określonych przez nas warunkach i przekazany dziennikarzowi do tego, by pokazał jak on wygląda, czym się charakteryzuje i przybliżył go potencjalnym nabywcom. Zastrzegamy, że auta nie mogą być wykorzystywane do swego rodzaju wyścigów rajdowych – powiedział Fakt24 Tomasz Mucha z Mercedes-Benz Polska.

Tożsamość trzeciego kierowcy nie została ujawniona.
Źródło info i foto: Fakt.pl