Znaleźli ładunek wybuchowy w sklepie z polskimi produktami. Wcześniej był atakowany

Policja w holenderskim Beverwijk znalazła materiał wybuchowy w sklepie z polskimi produktami. Zatrzymano podejrzanego o jego podłożenie. Ten sam supermarket dwa razy był wcześniej celem ataku. Około godziny 1 w nocy z niedzieli na poniedziałek policja otrzymała zgłoszenie o podejrzanym ładunku – informuje stacja RTL. Na miejscu znaleziono materiały wybuchowe. Służby nie udzielają żadnych informacji poza tym, że zatrzymano podejrzanego o podłożenie ładunku.

Seria ataków na sklepy z polskimi produktami

Polski supermarket był dwukrotnie celem ataku. Druga z eksplozji zniszczyła fasadę budynku. To niejedyny taki przypadek, gdyż w ostatnich miesiącach w Niderlandach często dochodzi do ataków na sklepy z polskimi produktami. W Panningen na południu Holandii w ostatnich tygodniach stało się to trzy razy. W grudniu 2020 i na początku stycznia 2021 roku doszło do ataków na „polskie supermarkety” w Aalsmeer, Heeswijk-Dinther, Beverwijk i Tilburgu.

Zwykle sklepy te prowadzone są przez irackich Kurdów, dlatego policja podejrzewa, że mogą to być porachunki między kurdyjskimi gangami. Zdaniem policji nic nie wskazuje na to, by eksplozje były skierowane przeciwko Polakom. Na początku czerwca aresztowano czterech podejrzanych o podłożenie ładunków wybuchowych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rosyjski naukowiec aresztowany za szpiegostwo w Niemczech

– „Rosyjski naukowiec pracujący na niemieckim uniwersytecie został aresztowany w piątek pod zarzutem szpiegostwa” – poinformowała w poniedziałek prokuratura federalna RFN.

Mężczyzna, przedstawiony jako Ilnur N., „jest podejrzewany o pracę dla rosyjskich służb specjalnych najpóźniej od początku października 2020 roku” – wynika z oświadczenia prokuratury. Do aresztowania Ilnur N. pracował jako asystent w katedrze naukowo-technicznej na jednym z uniwersytetów w w Niemczech.

Rosyjskie tajne służby

Między październikiem 2020 a czerwcem 2021 r. „co najmniej trzy razy spotkał się z funkcjonariuszem rosyjskich tajnych służb. Przynajmniej na dwóch z tych spotkań przekazywał informacje z terenu uczelni. W zamian oskarżony otrzymywał wypłaty gotówkowe” – twierdzi prokuratura.

Wielu rosyjskich dyplomatów oskarżonych o szpiegostwo zostało w ostatnich miesiącach wydalonych z Włoch, Bułgarii, Holandii, Austrii, Francji i Czech.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjanci zlikwidowali szlak przerzutowy marihuany z Hiszpanii

CBŚP zatrzymało 6 osób oraz we współpracy z francuskimi służbami przejęło 72 kg marihuany. Działania realizowano współpracując w ramach Europolu, a podczas jednej z akcji wsparcia udzieliła również dolnośląska KAS. Śledztwo dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze narkotykowym nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Częstochowie. Śledczy szacują, że wartość zabezpieczonych narkotyków to około 2,5 mln zł. Z takiej ilości narkotyków można by uzyskać około 72 tysiące porcji handlowych.

Policjanci Zarządu w Katowicach Centralnego Biura Śledczego Policji pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Częstochowie prowadzą śledztwo w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej o międzynarodowym charakterze, zajmującej się przemytem marihuany z Hiszpanii do Polski oraz Francji, a następnie wprowadzaniem jej do obrotu. Z ustaleń śledczych wynika, że grupa rozpoczęła działalność w 2019 roku. Marihuana była ukrywana w ładunkach, w specjalnie do tego celu przygotowanych skrytkach w przewożonym towarze, a następnie przemycano ją drogą lądową przy wykorzystaniu legalnie działających firm transportowych.

Pierwsze działania miały miejsce w marcu na terenie powiatu bolesławieckiego w województwie dolnośląskim, kiedy to policjanci CBŚP przy wsparciu funkcjonariuszy Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego przejęli zamknięte próżniowo worki foliowe zawierające 19 kg marihuany, ukryte w metalowej obudowie urządzenia do przemysłowego osuszania pomieszczeń, stanowiącego przewożony ładunek. Sprzęt wraz z narkotykami był transportowany przez dwóch kierowców, którzy wszystko na to wskazuje, nie byli świadomi tego, że uczestniczą w przemycie nielegalnych substancji.

Na tym działania policjantów CBŚP się nie zakończyły i w ostatnim czasie funkcjonariusze przeprowadzili następną akcję, tym razem w powiecie krakowskim. Zatrzymali 6 podejrzanych, w wieku od 32 do 77 lat, mieszkańców województw małopolskiego i śląskiego. W wyniku przeprowadzonych przeszukań w miejscach zamieszkania zatrzymanych, jak również w użytkowanych przez nich samochodach, a także w magazynach, zabezpieczono kolejne 34 kg marihuany. W ramach tej samej realizacji za pośrednictwem oficera łącznikowego CBŚP przy Europolu przekazano informację stronie francuskiej, na podstawie której francuskie służby w miejscowości Morvillars we wschodniej Francji, przejęły 19 kg marihuany. Transportujący towar, polski kierowca najprawdopodobniej także nie miał świadomości, że przewozi narkotyki.

Łącznie w ramach tej sprawy zarzuty usłyszało 6 osób i przejęto 72 kg marihuany o czarnorynkowej wartości około 2,5 mln zł. Z takiej ilości narkotyków można by uzyskać około 72 tysiące porcji handlowych. Podejrzanym w prokuraturze przedstawiono zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a także przemytu, posiadania i wprowadzania do obrotu znacznych ilości marihuany.
Źródło info i foto: Policja.pl

Międzynarodowa operacja Pangea XIV. Ponad połowa przejętych medykamentów to bezwartościowe testy na COVID-19

Ponad dziewięć milionów wyrobów medycznych i nielegalnych leków przechwycono podczas międzynarodowej operacji Pangea XIV, koordynowanej przez Interpol. Służby z 92 krajów doprowadziły także do zamknięcia ponad 113 tys. stron internetowych, oferujących leki i środki przeciw COVID-19. Ponad połowa wszystkich medykamentów oraz sprzętu dotyczyła fałszywych lub niecertyfikowanych testów do wykrywania koronawirusa.

Operacja Pangea to cykliczne działania służb policyjnych, celnych i sanitarnych z całego świata, wymierzone w handlarzy i producentów podrobionych oraz nielegalnych leków i produktów medycznych. W tegorocznej akcji uczestniczyły 92 państwa.

Według Interpolu, bardzo niepokojący jest stały wzrost internetowych sklepów lub „aptek”, które stały się jeszcze bardziej popularne za sprawą izolacji ogromnej rzeszy ludzi w związku z pandemią koronawirusa. – Ponieważ pandemia zmusiła więcej ludzi do przeniesienia swojego życia online, przestępcy szybko „wycelowali w tych nowych klientów – powiedział sekretarz generalny Interpolu Jürgen Stock.

Pandemia zwiększyła zyski gangów farmaceutycznych

Według Interpolu operacja Pangea XIV doprowadziła do usunięcia rekordowej liczby ponad 113 tys. fałszywych „aptek” internetowych oraz stron oferujących medykamenty. To najwyższa liczba wyeliminowanych takich stron, od 2008 r. Najpopularniejszymi medykamentami kupowanymi w sieci są m.in.: leki psychotropowe i uspokajające, tabletki na zaburzenia erekcji, leki przeciwbólowe, leki przeciwnowotworowe, sterydy anaboliczne oraz wszelakie wyroby medyczne związane z pandemią (testy na obecność koronawirusa, maski ochronne, rzekome lekarstwo na tę chorobę).

Służby ostrzegają, że leki z internetowych „aptek” mogą być bardzo niebezpieczne, gdyż często mogą zawierać niewłaściwą ilość substancji czynnej (zbyt mało, zbyt dużo, lub w ogóle), mają zmienione daty ważności lub były źle przechowywane. Większość produkowana jest w Azji i przemycana na resztę kontynentów.

W Wenezueli aresztowano np. mężczyznę, który „otworzył” sklep z nielegalnymi lekami na jednym z popularnych komunikatorów. Był przekonany, że skoro w internecie nie ma jego strony, to nie sposób będzie go namierzyć.

Obfite „łupy” zebrały służby na terenie Wielkiej Brytanii. Przejęto tam trzy miliony leków oraz sprzętu medycznego o wartości ponad 13 mln dolarów. Do kompletu zamknięto 43 strony internetowe, a z sieci usunięto ponad 3 tys. linków reklamujących sprzedawców nielegalnych leków.

Dochodowy patogen

Operacja potwierdziła, że wciąż najbardziej dochodowym zajęciem gangów „farmaceutów” jest sprzedaż medykamentów oraz środków ochrony przeciwko pandemii. Ponad połowę medykamentów zajętych podczas tych działań, stanowiły fałszywe lub nieautoryzowane testy, mające wykrywać koronawirusa.

We Włoszech przechwycono ponad 500 tys. fałszywych masek chirurgicznych oraz zajęto 35 urządzeń do wyroby takich środków bezpieczeństwa. Podczas prowadzonych przez tydzień działań aresztowano 277 osób, przejęto też dziewięć milionów nielegalnych leków o wartości ponad 23 mln dolarów.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Raport odnośnie ataku na Kapitol. „Służby nie były przygotowane, zignorowano zagrożenie”

​Policja Kapitolu miała informacje na temat planowanych zamieszek 6 stycznia, ale nie były one rozpowszechniane wewnątrz instytucji. Ani policja, ani żadna ze służb nie miała też żadnego planu ochrony gmachu – wynika z opublikowanego we wtorek raportu Senatu. 127-stronicowy dokument przedstawiony przez połączone komisje Senatu jest wynikiem kilkumiesięcznego śledztwa.

W raporcie stwierdzono, iż „federalna społeczność wywiadowcza – przewodzona przez FBI i Departament Bezpieczeństwa Krajowego – nie ostrzegła o potencjalnej przemocy 6 stycznia”. Zdaniem autorów dokumentu „wywiadowcze oddziały USCP (Policji Kapitolu) nie przekazały posiadanych przez nie pełnych informacji nt. zagrożeń”, a USCP „nie była odpowiednio przygotowana, by zapobiec lub odpowiedzieć na zagrożenia bezpieczeństwa 6 stycznia, co przyczyniło się do wtargnięcia na Kapitol”.

Służby uznały, że zagrożenie nie jest poważne

Dołączone materiały sugerują też, że ani odpowiedzialne za to ministerstwo sprawiedliwości, ani sama policja nie miały żadnego planu na wypadek przemocy. Stało się tak, mimo że USCP od grudnia zbierała informacje na temat planów ekstremistów, w tym planów infiltracji tunelów pod Kapitolem i wtargnięcia do biur parlamentarzystów.

Jak się jednak okazało, informacje zbierane przez analityków nie zostały przekazane ani szefostwu, ani samym policjantom. Nie zrobiła tego też FBI, uważając zagrożenie ze strony sympatyków Donalda Trumpa za mało poważne. Dochodzenie ustaliło również, że nieprzejrzyste procedury biurokratyczne spowolniły odpowiedź na zamieszki i wezwanie na pomoc Gwardii Narodowej.

– Byliśmy źle przygotowani. Nie byliśmy informowani. Zostaliśmy zdradzeni – powiedział senatorom jeden z funkcjonariuszy. – Byłem przerażony, że żaden z szefów nie był z nami w łączności przez radio i nie pomagał nam. Przez godziny krzyki w radiu były okropne, widoki niewyobrażalne i doszło do kompletnej utraty kontroli. Przez godziny żaden z szefów nie przejął dowództwa i kontroli. Funkcjonariusze błagali o pomoc i opiekę medyczną – mówił inny.

„Błędy są oczywiste”

W konkluzjach raportu senatorowie zalecili m.in. całkowitą zmianę struktury dowodzenia i podejmowania decyzji w USCP, zmianę szefa instytucji, wzmocnienie działań wywiadowczych i uproszczenie procedur w sytuacjach nadzwyczajnych.

– Błędy są oczywiste. Wszystko to zostało dobrze podsumowane przez jeden fragment w naszym raporcie, gdzie jeden z funkcjonariuszy zadał tragicznie proste pytanie za pomocą radia: „Czy ktokolwiek ma jakiś plan?”. Niestety, nikt nie miał – powiedziała przewodnicząca komisji regulaminowej Senatu, Demokratka Amy Klobuchar.
Źródło info i foto: interia.pl

Były policjant strzelał do przechodniów. Dwie osoby ranne

Były policjant oddał co najmniej 10 strzałów do przechodniów w dzielnicy Khimmash w Jekaterynburgu w Rosji – podaje agencja TASS. Dwie osoby zostały ranne. Służby otoczyły budynek, w którym znajdował się mężczyzna. Ogień w kierunku przechodniów otworzył mieszkaniec jednego z domów przy ul. Borodin. Ranna została dziewczynka i funkcjonariusz Rosgwardii. Oboje trafili do szpitala. Stan dziecka jest poważny.

Jak informuje agencja TASS, sprawca oddał co najmniej 10 strzałów. Z dotychczasowych doniesień wynika, że mężczyzna ma przy sobie karabin myśliwski. Nie jest wykluczone, że Rosjanin jest pod wpływem alkoholu. Teren wokół domu jest otoczony, służby ewakuowały budynek.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Starcia migrantów z policją na granicy z Ceutą

Około 1000 obywateli Maroka zaatakowało w środę wieczorem policjantów pilnujących granicy z Ceutą w miejscowości Castillejos. Do konfrontacji migrantów z funkcjonariuszami doszło kilka godzin po przywróceniu kontroli przez marokańskie służby na granicy z tą należącą do Hiszpanii enklawą.

Tymczasem, jak podała hiszpańska policja, w środę rano doszło pod ambasadą Maroka w Madrycie do protestu w związku z sytuacją w Ceucie. Funkcjonariusze zatrzymali pięciu najbardziej krewkich uczestników manifestacji, na którą przybyło blisko pół tysiąca osób. Część z nich wzięła udział w starciach z policją.

Po ponad 72 godzinach od rozpoczęcia masowego napływu nielegalnych imigrantów do Ceuty, hiszpańskiej enklawy w Afryce Północnej, władze Maroka przywróciły w środę kontrolę na granicy z tym autonomicznym miastem. Od poniedziałku dotarła tam, głównie wodą, rekordowa liczba obywateli Maroka.

Starcia z policją

Relacjonujący zamieszki portal „El Faro de Ceuta”, odnotował, że wśród osób próbujących siłą sforsować kordon marokańskiej policji byli głównie młodzi, często nieletni Marokańczycy. Liczni uczestnicy zamieszek rzucali kamieniami w policjantów, a także podpalali w ich pobliżu stosy opon samochodowych. W starciach z policją biorą udział młodzi mieszkańcy Castillejos, a także przybyli do tego przygranicznego miasta liczni młodzi pochodzący z kilku regionów Maroka.

Mieli mieć wszystko pod kontrolą

W środę po południu władze Maroka przywróciły kontrole na granicy z Ceutą, gdzie od poniedziałku dotarła, głównie wodą, rekordowa liczba obywateli tego północnoafrykańskiego kraju. Ze statystyk MSW Hiszpanii wynika, że do środowego popołudnia deportowano do Maroka ponad 5600 nielegalnych imigrantów z łącznej grupy 8000, którzy wtargnęli do Ceuty od poniedziałku. Według hiszpańskich służb deportacji nie będą podlegali nieletni. Ich grono szacowane jest na 1500.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Białoruś: Milicjant będzie mógł więcej. Prezydent zwalnia ich z odpowiedzialności

​Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka podpisał ustawy rozszerzające uprawnienia funkcjonariuszy służb i innych organów państwowych krajów, a także przewiduje nowe środki ochrony dla nich i dla ich bliskich – informuje białoruska agencja BiełTA. Oznacza to, że policjanci będą zwolnieni z odpowiedzialności za szkody wyrządzone np. w trakcie tłumienia protestów.

Pierwsza ustawa zwalnia funkcjonariuszy organów ścigania z odpowiedzialności za szkody wyrządzone w wyniku użycia siły fizycznej, środków specjalnych, broni, sprzętu wojskowego i specjalnego, jeśli tylko było to „zgodne z wymogami aktów prawnych”.

Ponadto przepisy zezwalają funkcjonariuszom na użycie sprzętu wojskowego i specjalnego w celu „rozproszenia zamieszek”. Milicja będzie miała także prawo zakazać obywatelom nagrywania filmów, rejestrowania dźwięku czy robieniu zdjęć służbom podczas wykonywania obowiązków.

Będą mogli też dokonywać rewizji osobistej obywateli, przeszukiwać ich rzeczy oraz pojazdy.

Druga z ustaw poszerza krąg osób podlegających ochronie państwa i dodaje do nich m.in. żołnierzy, pracowników prezydenckich, urzędników, sędziów, dziennikarzy, członków komisji wyborczych i ich bliskich. Jeśli pojawi się groźba zamachu na ich życie, wówczas te osoby będą mogły skorzystać z szerokiego zakresu pomocy państwa, włącznie z umożliwieniem zmiany wyglądu lub miejsca pracy.

Przepisy ustawy wchodzę w życie miesiąc po ich ogłoszeniu.

W sierpniu 2020 roku na Białorusi rozpoczęły się masowe demonstracje, po tym jak w wyborach prezydenckich ponownie zwyciężył rządzący krajem od 1994 roku Alaksandr Łukaszenka. Wielu obywateli, a także obserwatorzy zagraniczni, stwierdzili, że wyniki wyborów zostały sfałszowane. Białoruskie służby brutalnie pacyfikowały manifestujących.

Wobec protestujących i działaczy wszczęto setki spraw karnych. Służby prześladowały dziennikarzy niezależnych mediów, polityków opozycyjnych, prawników i pracowników organizacji pozarządowych, którzy pomagali manifestującym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Lublin: Zwłoki mężczyzny na daszku klatki schodowej

Koszmarny poranek przy ul. Fantastycznej w Lublinie. Interweniowały tam służby, które zostały zawiadomione o tym, że na daszku klatki schodowej leży ciało mężczyzny. Zawiadomienie o osobie niedającej oznak życia służby ratunkowe otrzymały w niedzielę około godz. 7:00. Jak relacjonuje portal lublin112.pl, mężczyzna leżał na daszku klatki schodowej przy jednym z bloków mieszkalnych na ul. Fantastycznej w Lublinie.

Na miejscu zdarzenia pojawiły się wszystkie służby – straż pożarna, pogotowie ratunkowe i policja. Oczywiście miejsce zdarzenia zostało odpowiednio zabezpieczone.
Źródło info i foto: o2.pl

Rodzice błagali o pomoc w odnalezieniu dziecka. Ojciec został oskarżony o morderstwo

W środę rodzice pięciotygodniowego Caleba na konferencji prasowej błagali o pomoc w odnalezieniu dziecka, które miało zaginąć dwa dni wcześniej. Służby niedługo później znalazły ciało niemowlęcia i oskarżyły ojca o zabójstwo.

Telefon na 911 Caleb Michael Whisnand wykonał w poniedziałek przed 23:00 lokalnego czasu. Whisnand dzwonił ze stacji benzynowej przy autostradzie na obrzeżach Montgomery, dokąd pojechał z pięciotygodniowym dzieckiem. Mężczyzna twierdził, że poszedł zapłacić za benzynę, a gdy wrócił, dziecka nie było. Małego Caleba jr. ostatni raz widać na niewyraźnym nagraniu kilka minut przed telefonem o zaginięciu. Chłopiec, jak mówił w zgłoszeniu ojciec, ważył ok. 4,5 kilogramów i miał na sobie śpiochy moro.

W środę rodzice dziecka zwołali konferencję prasową, na której błagali o pomoc w poszukiwaniach dziecka. Whisnand pytany o to, kiedy ostatni raz widział dziecko, mówił, że niewiele pamięta. Miał problem z kończeniem zdań, nie potrafił podać żadnych szczegółów na temat tego, co się wydarzyło przed telefonem na policję. Z kolei matka dziecka, 28-letnia Angela Gardner powiedziała, że była w tym czasie w domu z drugim, dwuletnim dzieckiem, kiedy partner zabrał dziecko do sklepu przy stacji benzynowej.

Służby w czasie konferencji otrzymały nowe informacje na temat zaginięcia dziecka i krótko później odnaleziono zwłoki na odludziu, około pół godziny drogi od stacji benzynowej. Ojcu postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Kwalifikację czynu zmieniono jednak po sekcji zwłok małego Caleba jr. Badanie wykazało obrażenia wskazujące na zabójstwo. W Alabamie, jako jednym z zaledwie kilku stanów, funkcjonuje termin „capital murder”, czyli morderstwo zagrożone karą śmierci. Chodzi o morderstwo np. poprzedzone torturami, morderstwo dziecka, funkcjonariusza publicznego na służbie czy morderstwo ze względu na rasę, narodowość i inne tego typu cechy.

Policja poinformowała w czwartek, że śmierć dziecka nastąpiła między 15:45 a 17:30, a więc wiele godzin przed telefonem na 911. Śledczy wciąż ustalają, jaki był przebieg wydarzeń. Opinię publiczną zdecydowano się jednak poinformować jak najszybciej, ponieważ wiele osób było zaangażowanych w poszukiwania Caleba.

„Nie mogę uwierzyć, że ten sk***ysyn zabił jej dziecko”

Whisnand został aresztowany bez możliwości wyjścia za kaucją. Szeryf poinformował, że na mężczyźnie ciążą też wcześniejsze zarzuty dot. narkotyków. W czerwcu 2020 roku został zatrzymany w związku z chaotyczną jazdą samochodem. Znaleziono przy nim wówczas metamfetaminę i heroinę. Garder i drugie dziecko było z nim w samochodzie. 32-latek wyszedł z aresztu za kaucją, jego proces miał się zacząć w październiku. Na razie nie wiadomo jednak, czy Whisnand był pod wpływem narkotyków w poniedziałek.

28-letniej Angeli Gardner nie postawiono żadnych zarzutów. Jej matka w rozmowie z mediami powiedziała, że córka chciała odejść od partnera i dlatego ten zabrał dziecko. – Angela jest świetną matką, jest wręcz nadopiekuńcza w stosunku do swoich dzieci. Była taka szczęśliwa, gdy urodziła dziecko. Byłam przy porodzie. Nie mogę uwierzyć, że ten sk***ysyn zabił jej dziecko – mówiła.
Źródło info i foto: Gazeta.pl