USA: W strzelaninie w Biloxi zginęły cztery osoby

Police tape surrounds the scene after a second shooting Friday, April 22, 2022, injured three people in northwest Washington, a short distance away from another shooting that occurred earlier in the afternoon. (AP Photo/Jacquelyn Martin)

Sprawca strzelaniny w Biloxi, w stanie Missisipi, został znaleziony martwy po tym jak policja otoczyła go w sklepie w sąsiednim Gulfport – poiformował urząd miejscowego szeryfa. W strzelaninie zginęły cztery osoby. Sprawca tragedii, określany przez policję jako „podejrzany”, zastrzelił właściciela i dwóch pracowników motelu Broadway Inn Express w Biloxi, miejscowości położonej na północnym wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej. Następnie uciekł, raniąc przy tym śmiertelnie jeszcze jedną osobę.

Policja zlokalizowała go i otoczyła w jednym ze sklepów w sąsiednim mieście Gulfport. Według lokalnej stacji telewizyjnej WLOX-TV negocjacje prowadzone ze sprawcą, zidentyfikowanym jako 32-letni Jeremy Alesunder Reynolds, nie przyniosły rezultatu. Szef policji w Gulfport Adam Cooper poinformował, że służby użyły gazu łzawiącego. Po wejściu funkcjonariuszy do sklepu Reynolds został znaleziony martwy. Przypuszcza się, że popełnił samobójstwo.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ukraina: Zatrzymano agentkę. Informowała Rosjan o pozycjach ukraińskiego wojska

W obwodzie charkowskim na wschodzie Ukrainy zatrzymano 29-latkę, która przekazywała rosyjskim służbom informacje o pozycjach sił zbrojnych Ukrainy i infrastrukturze – poinformowała w piątek Służba Bezpieczeństwa Ukrainy.

„Kontrwywiad służby specjalnej w obwodzie charkowskim wykrył i zatrzymał obywatelkę Ukrainy, która pracowała dla przedstawicieli służby specjalnej Rosji” – czytamy w komunikacie.

Kobieta przybyła do obwodu charkowskiego z tymczasowo okupowanego terytorium Ukrainy. Na zlecenie kuratora z rosyjskich służb Ukrainka ustalała lokalizację wojskowej i krytycznej infrastruktury Charkowa, a także miejsca dyslokacji sił zbrojnych Ukrainy i gwardii narodowej.

Wojna na Ukrainie. Agentka pomagała skorygować ogień

29-latka m.in. przekazała współrzędne i pomogła wrogowi skorygować ogień skierowany w oświatowe, medyczne, handlowe obiekty i osiedla mieszkaniowe w centrum miasta – podało SBU. W ostrzałach rakietowych byli ranni i zabici. Podczas przeszukania miejsca jej zamieszkania skonfiskowano środki łączności z rosyjskimi służbami i znaczną sumę pieniędzy w rublach. Kobietę zatrzymano i poinformowano ją o możliwości popełnienia przestępstwa z artykułu dotyczącego szpiegostwa. Grozi jej od 8 do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBŚP prowadziło działania na stacji kontroli pojazdów

W poniedziałkowy poranek, 7 marca do jednej ze znanych stacji kontroli pojazdów w Trzemesznie zawitali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji. W tym samym czasie działania prowadzono w miejscowości Ostrowite. Według relacji świadków zdarzenia, zgromadzeni w stacji kontroli pojazdów w Trzemesznie, którą odwiedziło CBŚP mieli być zaskoczeni „nalotem” służb. Według relacji świadka prowadzonych czynności, mężczyźni zgodnie z rozkazami policjantów leżeli na ziemi. Funkcjonariusze przyjechali na akcję kilkoma samochodami osobowymi i dwoma busami.

Według nieoficjalnych informacji, sprawa, w związku z którą CBŚP prowadziło działania, ma NIE DOTYCZYĆ stacji kontroli pojazdów, ani właścicieli firmy. Niemniej, ani policja, ani CBŚP nie chcą udzielić wypowiedzi w tym temacie. Równocześnie z „odwiedzinami” Centralnego Biura Śledczego w trzemeszeńskiej stacji kontroli pojazdów trwało przeszukanie jednej z posesji w miejscowości Ostrowite, gdzie na parkingu znajdowało się wiele samochodów osobowych z rejestracjami pochodzącymi z okolic Łodzi i Poznania. Śledczy mieli przeszukiwać pojazdy pozostawione w tym miejscu.

O prowadzone w Trzemesznie i Ostrowitem czynności zapytaliśmy podinsp. Iwonę Jurkiewicz, oficera prasowego CBŚP.

– „W tym momencie mogę tylko powiedzieć, że policjanci CBŚP wykonywali czynności, ale ze względu na dobro prowadzonych czynności jeszcze nie możemy zdradzać żadnych szczegółów. Musimy najpierw pozwolić policjantom wykonać zadania, które przed nimi stoją. Jak tylko będzie to możliwe i proces na to pozwoli na pewno powiemy coś więcej” – odpowiedziała kobieta, która na pytanie o zatrzymane osoby odparła: – Wykonywane są czynności z osobami, w tym momencie za wcześnie na podsumowanie – mówiła tajemniczo Jurkiewicz. Na pytanie, czy doszło do zatrzymań, podinspektor odparła: „zazwyczaj po kogoś jedziemy”.

Nadal czekamy na bardziej szczegółowe informacje dotyczące zdarzeń z 7 marca. Póki co, nie ma oficjalnych informacji o zatrzymaniach. Jak poinformowała podinsp. Jurkiewicz, oficjalny komunikat dotyczący śledztwa ma zostać wydany w ciągu kilku dni. Dopiero wtedy zostaną ujawnione szczegóły akcji i ewentualne zarzuty. Do tematu jeszcze wrócimy.
Źródło info i foto: gniezno.naszemiasto.pl

Warszawa: Policjant zastrzelił się na ulicy

Tragedia na Pradze-Północ w Warszawie. W aucie zaparkowanym przy ul. Jagiellońskiej znaleziono zwłoki mężczyzny. Jak podaje RMF24, jest to wysokiej rangi policjant z wydziału zwalczania przestępczości gospodarczej z komendy rejonowej policji Praga-Północ. Mężczyzna prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Na miejscu pracują służby, które wyjaśniają sprawę.

Koszmar rozegrał się w środę (12 stycznia). Jak ustalili dziennikarze RMF24, w okolicach dawnej fabryki samochodów osobowych przy ulicy Jagiellońskiej stało zaparkowane auto. Drzwi do pojazdu były zamknięte, a silnik włączony. Wewnątrz znajdował się nieżywy już mężczyzna z raną głowy po postrzale.

Według ustaleń RMF24, znalezione zwłoki to zastępca naczelnika policji z wydziału zwalczania przestępczości gospodarczej z komendy rejonowej policji Praga-Północ. Mężczyzna jeszcze dzień wcześniej był na służbie. Po pracy jednak nie wrócił do domu, a rano nie stawił się na komendzie. Rozpoczęły się poszukiwania policjanta. Niestety, ich finał okazał się tragiczny.

Informację o śmierci policjanta potwierdza policja. – Potwierdzamy śmierć naszego kolegi. Jest to wielka strata – stwierdziła kom. Monika Trzcinka z policji rejonowej na Pradze-Północ. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, policjant swoje auto pod dawną fabryką na Żeraniu zaparkował już dzień wcześniej około godz. 16.
Źródło info i foto: se.pl

Fala rezygnacji z pracy w CBA

Około 200 osób może z końcem roku odejść z Centralnego Biura Antykorupcyjnego. To najstarsi agenci Biura, wielu z nich trafiło do służby niemal na samym początku jego istnienia w 2006 r. To dość poważny ubytek jeśli chodzi o pracowników Biura. O odejściach z CBA poinformował na Twitterze były szef Biura Paweł Wojtunik. Napisał on o około 200 osobach, które pożegnają się ze służbą pod koniec roku. Wojtunik określił te odejścia wręcz „exodusem”.

Może to być istotny ubytek w ramach służby. Odejdą z niej najstarsi, najbardziej doświadczeni funkcjonariusze. Częstokroć ci, którzy realnie tworzyli służbę i byli w niej od początku jej istnienia. CBA zatrudnia łącznie nieco ponad 1300 osób. Mniej niż 1200 osób to funkcjonariusze. Reszta to pracownicy cywilni. Jeśli odejść ma około 200 osób, będzie to oznaczać spore braki kadrowe. Sam Wojtunik, pytany przez o2.pl, mówi, że to rekordowa fala odejść.

„Jakieś 16-18 procent. Dużo. Pewnie poczekali do końca roku, wezmą należne nagrody i premie i fru” – mówi nam osoba znająca realia pracy w Biurze.

Dodaje, że to ci agenci (CBA jako jedyna służba specjalna w Polsce ma „agentów” w rozumieniu funkcjonariuszy), którzy służbę rozpoczynali po stworzeniu CBA.

„Ogólnie to ci, których po odejściu z CBA wziąłbym do roboty w innej służbie” – dodaje nasz rozmówca.
Źródło info i foto: o2.pl

Żołnierz, który zdezerterował będzie świadkiem w śledztwie białoruskich służb

Polski żołnierz, który zdezerterował na Białoruś, będzie świadkiem w śledztwie prowadzonym przez tamtejsze służby przeciwko naszemu krajowi. Chodzi o postępowanie wszczęte po starciach cudzoziemców z polskimi mundurowymi na przejściu Bruzgi-Kuźnica w połowie listopada. Powodem wezwania polskiego żołnierza na świadka przez białoruskie służby jest wywiad, którego udzielił dzień po zniknięciu z Polski. Opowiadał w nim historie o przestępstwach, których na pograniczu mieli się dopuszczać polscy mundurowi. Oskarżył ich o podwójne zabójstwo.

Teraz białoruscy prokuratorzy tłumaczą, że chcą sprawdzić fakty, które podał wojskowy, dlatego będzie wezwany do komitetu śledczego.

Dyplomaci: Polski żołnierz będzie bohaterem białoruskich mediów

Emil C. będzie jeszcze długo bohaterem białoruskich mediów i udzieli wielu wywiadów – przekonują w rozmowie z RMF FM polscy dyplomaci, pracujący na Białorusi.

Nasi rozmówcy przyznają, że jego wypowiedzi są przez dużą część Białorusinów przyjmowane bezkrytycznie i szeroko dyskutowane. Pewnym jest też to, że cała sprawa bardzo zaszkodziła mieszkającym tu Polakom i stosunkom polsko-białoruskim. Emil C., polski żołnierz stacjonujący na granicy, porzucił służbę i uciekł na Białoruś. Należał do 11. Mazurskiego Pułku Artylerii 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej.

Prokuratura Rejonowa Białystok-Północ wszczęła śledztwo w sprawie jego dezercji. Śledczy ustalają obecnie, gdzie jest mężczyzna, by móc postawić mu zarzuty. Możliwy jest wniosek do sądu o areszt tymczasowy i list gończy za żołnierzem.

Białoruski Państwowy Komitet Graniczny (GPK) podał, że polski żołnierz poprosił o azyl na Białorusi. Białoruscy pogranicznicy podali, że „w związku z brakiem zgody na politykę Polski w sprawie kryzysu migracyjnego oraz praktyki nieludzkiego traktowania uchodźców, żołnierz wystąpił o azyl polityczny w Republice Białorusi”.

Starcia na przejściu Bruzgi-Kuźnica. 12 polskich mundurowych rannych

Do starć przy przejściu granicznym Bruzgi-Kuźnica doszło 17 listopada. W stronę polskich służb rzucane były m.in. kamienie. Policja użyła armatek wodnych. Działania polskich służb wobec grup agresywnych osób na przejściu granicznym, trwały ponad dwie godziny. Policja informowała, że „w wyniku ataku osób inspirowanych przez stronę białoruską jeden z policjantów został dość poważnie ranny (…) prawdopodobnie doszło do pęknięcia kości czaszki po uderzeniu przedmiotem”. Łącznie przy przejściu granicznym w Kuźnicy rannych zostało 12 osób z polskich służb – 9 funkcjonariuszy policji, dwóch strażników granicznych i jeden żołnierz.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Polski żołnierz porzucił służbę i uciekł na Białoruś. Jego przełożeni odwołani

Polski żołnierz stacjonujący na granicy porzucił służbę i uciekł na Białoruś. Informacje podawane przez białoruskie i rosyjskie media najpierw nieoficjalnie potwierdził w polskich służbach dziennikarz RMF FM. Po południu Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych również przekazało, że doszło do takiego incydentu. Według naszych informacji, żołnierz sprawiał problemy. Jego przełożeni o tym wiedzieli, ale czekali aż sam odejdzie ze służby. Zostało mu do odsłużenia kilka dni.

Żołnierz wczoraj po południu zniknął z posterunku, zostawił broń. Kilka godzin trwały poszukiwania. Według naszych ustaleń przeszedł na białoruską stronę i tam zatrzymano go na pasie granicznym. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych potwierdziło RMF FM, że zaginął żołnierz 11. Mazurskiego Pułku Artylerii podczas służby w okolicach miejscowości Narewka, Siemianówka i jeziora Siemianowskiego.

Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn powiedział, że na razie nie komentuje sprawy „do czasu, gdy będzie wiadomo, jaki jest faktyczny stan w tej sprawie”. Na razie z tego komunikatu wynika jedynie, że zauważono nieobecność jednego żołnierza i tyle, jeżeli chodzi o stan faktyczny – powiedział dziennikarzom Żaryn.

Żołnierz, który wczoraj zaginął miał poważne kłopoty z prawem i złożył wypowiedzenie z wojska. Nigdy nie powinien zostać skierowany do służby na granicę. Zażądałem wyjaśnień, kto za to odpowiada – napisał na Twitterze szef MON Mariusz Błaszczak.

Białoruski Państwowy Komitet Graniczny podał, że żołnierz to urodzony w 1996 roku Emil Czeczko. Należał do 11. Mazurskiego Pułku Artylerii 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej.

Sytuacja już jest wykorzystywana przez białoruski aparat propagandowy. Pogranicznicy podali, że „w związku z brakiem zgody na politykę Polski w sprawie kryzysu migracyjnego oraz praktyki nieludzkiego traktowania uchodźców, żołnierz wystąpił o azyl polityczny w Republice Białorusi”.

Białoruskie media przeprowadziły z żołnierzem wywiady. Dziennikarka kanału Biełaruś-1 Ksienija Labiedziewa na kanale Telegram opublikowała zdjęcie z rozmowy z żołnierzem oraz jego kartę identyfikacyjną grupy krwi. Po południu szef Ministerstwa Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak odwołał ze stanowisk przełożonych żołnierza, który zdezerterował. Są to: dowódca baterii, dowódca plutonu i dowódca 2. dywizjonu w Węgorzewie.

Po stanie wyjątkowym

Od początku roku straż graniczna zanotowała kilkadziesiąt tysięcy prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. Wszystko przez działania reżimu Alaksandra Łukaszenki, który sprowadzał migrantów z Bliskiego Wschodu, a następnie wysyłał ich na granicę. Działania te miały na celu m.in. wywarcie presji na Unię Europejską, by zrezygnowała z sankcji nałożonych po zeszłorocznych wyborach prezydenckich, które zostały uznane przez międzynarodową społeczność za sfałszowane.

Od 2 września w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią obowiązywał stan wyjątkowy. Został on wprowadzony na 30 dni na mocy wydanego na wniosek Rady Ministrów rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy. Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego do 30 listopada.

Natomiast od 1 grudnia do 1 marca na mocy rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego na terenie przy granicy z Białorusią obowiązuje zakaz przebywania. Obejmuje on 115 miejscowości województwa podlaskiego i 68 miejscowości województwa lubelskiego.

Wprowadzenie zakazu przebywania w strefie nadgranicznej umożliwia nowelizacja ustawy o ochronie granicy państwowej. Nowelę podpisał prezydent Andrzej Duda.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejna próba forsowania granicy. Ucierpiał żołnierz, migranci rzucali petardami hukowymi

Polski żołnierz został poszkodowany podczas nocnego ataku migrantów w okolicach Mielnika. Udzielono mu pomocy medycznej – poinformowała PAP w środę rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska. Migranci forsowali ogrodzenie graniczne w kilku miejscach. Rzucali w polskie służby kamieniami, kawałkami drzewa, stosowali też petardy hukowe. Wszystkie wyłapane osoby pouczono i odstawiono na granicę.

Rzeczniczka Straży Granicznej Anna Michalska powiedziała w środę, że w nocy z wtorku na środę doszło do trzech ataków migrantów z Białorusi na polskie służby i wojsko strzegące granicy.

– W Mielniku były dwie próby nielegalnego przekroczenia granicy. Około godz. 20.30 grupa ok. 40 migrantów próbowało się przedostać na terytorium Polski. Ok. 30 cudzoziemców przedostało się na teren naszego kraju. Atakujący rzucali kamieniami, kawałkami drzewa w funkcjonariuszy i żołnierzy. Jeden z żołnierzy doznał obrażeń głowy. Została mu udzielona pomoc medyczna – powiedziała PAP Michalska.

Grupa, która wdarła się do Polski, została zatrzymana. Migrantów pouczono o obowiązku opuszczenia terytorium Polski i doprowadzono do granicy. Przed północą kolejna ok. 30-osobowa grupa zaatakowała polskie służby i żołnierzy. W kierunki służb poleciały nie tylko znane już kamienie i kawałki drzew, ale i petardy hukowe. – Poza kamieniami, kawałkami drewna rzucali oni petardami hukowymi. Grupie tej udało się przejść na terytorium Polski, jednak wszystkie osoby zostały zatrzymane, pouczone o konieczności opuszczenia terytorium naszego kraju, a następnie doprowadzone do linii granicznej – powiedziała rzeczniczka SG.

Największa z nocnych prób forsowania granicy miała miejsce w okolicach Dubicz Cerkiewnych. Około godz. 20 grupa podjęło ją ok. 100 osób. – Te osoby były bardzo agresywne, rzucały kamieniami w kierunku polskich funkcjonariuszy, przerzucały kładki przez concertinę (zaporę z drutu kolczastego, red.), migranci cięli elementy zapory. Całemu zdarzeniu asystowali białoruscy żołnierze. Również pomagali cudzoziemcom – relacjonowała Michalska.

Podobnie jak we wcześniejszym przypadku, 100-osobowa grupa została zatrzymana, pouczona o obowiązku opuszczenia terytorium Polski i doprowadzona do granicy. 

Strażniczka przekazała, że dwaj z zatrzymanych w Polsce migrantów, uskarżali się na zły stan zdrowia. – To dwaj obywatele Iraku. Jeden z mężczyzn mówił, że boli go noga, drugi twierdził, że źle się czuje. Została do nich wezwana pomoc medyczna. Przewieziono ich do szpitala. Te osoby są w dobrym stanie zdrowia i nic nie zagraża ich zdrowiu i życiu – poinformowała Michalska.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ukraina: Służby zapobiegły zamachowi na ministra polityki rolnej

Szef MSW Ukrainy Denys Monastyrski poinformował w czwartek, że ukraińskie służby zapobiegły zamachowi na obecnego ministra polityki rolnej Romana Łeszczenkę. Według służb zamach zlecili obywatel USA i obywatelka Ukrainy.

Monastyrski powiedział na pilnie zwołanym briefingu, że zatrzymano osoby, które planowały zamach na ministra. Jak dodał, w sierpniu policja dowiedziała się, że obywatelka Ukrainy poszukiwała płatnego zabójcy. Głównym zleceniodawcą był natomiast obywatel USA.

„Zabójca”, z którym kontaktowała się kobieta, był podstawiony przez ukraińskie służby, które później upozorowały porwanie i zabójstwo wskazanej przez nią osoby. Następnie zleceniodawcy zwrócili się do tego samego „zabójcy” o zabicie Łeszczenki w związku z jego rzekomymi długami – kontynuował minister.

W środę odbyło się spotkanie zleceniodawców i „zabójcy”, podczas którego przekazano zaliczkę w wysokości 20 tys. dolarów – powiedział Monastyrski. Do zabójstwa miało dojść po opuszczeniu przez obywatela USA terytorium Ukrainy. Zabójstwo zlecono w związku z działalnością Łeszczenki w 2018 r., kiedy jeszcze nie pełnił funkcji państwowej – dodał.

Łeszczenko, który również był obecny na briefingu, powiedział, że dowiedział się o sytuacji w czwartek. Zapewnił, że padł ofiarą oszustwa ze strony Amerykanina. 33-letni Łeszczenko sprawuje funkcję ministra od 2020 roku.

Pod koniec września ukraińska policja poinformowała, że z broni automatycznej został ostrzelany samochód pierwszego doradcy prezydenta Serhija Szefira. Ranny został kierowca.
Źródło info i foto: TVP.info

Brutalny mord na 16-latce w Niemczech

Kolejny brutalny mord na nastolatce w Niemczech. Ciało 16-latki znaleciono w Bawarii w pobliżu lotniska w Memmingen. W sprawie zatrzymano dwie osoby. Tragiczne doniesienia z Niemiec. We wtorek 16 listopada policja z Bawarii poinformowała o brutalnym zabójstwie 16-letniej dziewczyny. Na ciało nastolatki natknięto się w poniedziałek w pobliżu lotniska w Memmingen.

Z informacji służb wynika, że 16-latka została brutalnie zamordowana dzień wcześniej. Także w niedzielę jej rodzice zgłosili zaginięcie córki. Zagraniczne media donoszą, że w sprawie zabójstwa 16-latki w Niemczech zatrzymane zostały dwie osoby. To 25-letni mężczyzna, a także 15-letnia dziewczyna. 25-latek był już wcześniej znany organom ścigania.

Policja w Niemczech potwierdziła już, że zamordowana 16-latka znała się ze swoimi oprawcami. Służby nie informują jeszcze o możliwym motywie zbrodni.

To nie pierwsze brutalne morderstwo na nastolatce w Niemczech w ostatnim czasie. Na początku listopada zamordowana została 14-latka z Aschersleben. Dziewczyna została zasztyletowana. W sprawie została zatrzymana jedna osoba – to 14-letni mężczyzna, który był wcześniej związany z nastolatką. Do podobnie brutalnej zbrodni doszło też na początku września na podwórzu garażowym w Grossroehrsdorf w Saksonii. Zabita została wówczas 16-letnia Wiktoria z Gorzowa Wielkopolskiego. W tym przypadku narzędziem zbrodni również okazał się nóż.

Jak w przypadku 14-latki z Aschersleben winnym okazał się także chłopak ofiary. Policja w Niemczech zatrzymała 15-letniego sprawcę zbrodni.
Źródło info i foto: wp.pl