Holandia: Polak zmarł po zatrzymaniu przez ochroniarzy na festiwalu muzycznym

Mężczyzna z Polski został zatrzymany przez ochroniarzy podczas festiwalu muzycznego w Bredzie w Holandii; po zatrzymaniu w niejasnych okolicznościach przestał oddychać i zmarł po przewiezieniu do szpitalu. Jak informuje w poniedziałek lokalna policja, podejrzanych o spowodowanie śmierci 37-latka jest sześciu ochroniarzy. Z policyjnego komunikatu wynika, że Polak miał sprawiać kłopoty podczas festiwalu Breda Barst, który odbywał się 17 września br. w parku Valkenberg. Mężczyzna miał stawiać opór i został zatrzymany przez ochroniarzy. Nie jest jasne, co takiego zaszło w pomieszczeniu, gdzie przebywał zatrzymany, jednak po przybyciu policji okazało się, że 37-latek nie oddycha.

Funkcjonariusze przystąpili do reanimacji; „(Polak) został przewieziony w stanie ciężkim do szpitala, gdzie zmarł w ubiegłą niedzielę” – podaje rzecznik policji, cytowany w komunikacie.

Zatrzymanie ochroniarzy

Po zdarzeniu zatrzymano czterech ochroniarzy w wieku 19 do 59 lat – wynika z informacji przekazanych przez rzecznika. Policja podejrzewa dwóch pozostałych pracowników ochrony o udział w zajściu. Obecnie trwa analiza nagrań z kamer oraz zeznań świadków.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Trwają poszukiwania sprawcy śmiertelnego wypadku

Aleksandrowscy policjanci prowadzą śledztwo pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Aleksandrowie Kujawskim, w sprawie śmiertelnego wypadku do jakiego doszło 25 sierpnia 2022 roku około godziny 21.00 w Aleksandrowie Kujawskim. Do sprawy poszukiwany jest kierowca bmw – Krystian Markowski.

Aleksandrowscy policjanci prowadzą śledztwo pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Aleksandrowie Kujawskim w sprawie śmiertelnego wypadku, do jakiego doszło w Aleksandrowie Kujawskim 25 sierpnia około godziny 21.00. Przypomnijmy: kierujący bmw, jadąc z nadmierną prędkością ulicą Chopina, potrącił przechodzącego przez przejście dla pieszych mężczyznę. W wyniku tego zdarzenia 49-latek poniósł śmierć na miejscu. Kierujący bmw uciekł z miejsca wypadku i do chwili obecnej jest poszukiwany przez policjantów prowadzących postępowanie:

Krystian Markowski

s. Adama, Barbary

ur. 06.06.1986 r.

zam. Aleksandrów Kujawski

Mężczyzna jest krępej budowy ciała. Ma około 164 cm wzrostu, może ważyć około 87 kilogramów. Twarz owalna, oczy ciemne, śniada cera, czoło wysokie z zakolami, włosy czarne krótkie

Wszystkie osoby, które wiedzą gdzie może przebywać mężczyzna prezentowany na zdjęciach, były świadkami tego zdarzenia lub mogą pomóc policjantom w tej sprawie proszone są o pilny kontakt pod numerami telefonów: alarmowym 112 lub Komendy Powiatowej Policji w Aleksandrowie Kujawskim 47 753 62 00.
Źródło info i foto: Policja.pl

Iran: Po śmierci 22-latki zapłonęły ogniska z hidżabów

Iran jeszcze bardziej zaostrzył zasady dot. kontroli ubioru kobiet, a po śmierci 22-latki ludzie wyszli na ulice. Niektóre osoby palą hidżaby i skandują „śmierć dyktatorowi”. – Jednak władze w Teheranie się nie cofną – mówi iranistka prof. Agata S. Nalborczyk. Jak dodaje, wcześniej na protestujących wykonywano nawet wyroki śmierci.

Nie gasną trwające od kilku dni protesty w Iranie po śmierci 22-letniej kobiety zatrzymanej przez tzw. policję obyczajową. Pochodząca z irańskiego Kurdystanu Mahsa Amini została zatrzymana w ubiegłym tygodniu. Powodem było nieodpowiednie – według służb – zakrywanie włosów hidżabem oraz noszenie nieodpowiednich spodni. Zakrywanie włosów hidżabem (chustą) przez kobiety jest nakazane prawem od czasu Rewolucji Islamskiej.

Według różnych relacji mediów miała „upaść” lub doznać udaru podczas pobytu w placówce korekcyjnej. Zabrano ją do szpitala. Kobieta zapadła w śpiączkę, a po kilku dniach zmarła. Jak opisuje „Le Monde”, służby zapewniły, że „nie doszło do fizycznego kontaktu” funkcjonariuszy i 22-latki. Jednak w to nie dowierza ani rodzina Amini, ani tysiące Irańczyków i Iranek, którzy wyszli na ulice w ramach protestu.

Demonstracje odbyły się m.in. w kurdyjskiej części Iranu, skąd pochodziła kobieta, a także w Teheranie i Isfahanie. Na nagraniach widać, że w kilku miejscach kobiety i mężczyźni palili hidżaby. Skandowano hasła antyrządowe. Protestowali także studenci w stolicy – na jednym z nagrań widać, jak kobieta pisze sprayem na murze nazwisko zmarłej. Inne kobiety w geście protestu publicznie ścinały swoje włosy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Mąż poderżnął jej gardło i rzucił pod pociąg. Kobieta zmarła po roku walki

Marika Dzioba, która przeżyła bestialski atak swojego męża, zmarła w toruńskim szpitalu – podał serwis „Nowości”. W maju 2021 roku Maciej D. próbował ją zabić. Poderżnął kobiecie gardło, a potem rzucił się pod pociąg. Od tego czasu lekarze walczyli o jej życie. Pani Marika była bohaterką jednego z reportaży programu „Interwencja”.

– Tę bolesną informację z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego na Bielanach w Toruniu odebrałam telefonicznie dziś (środa, 21 września), po godzinie 11.00. Marika odeszła. Niestety stan Mariki od dawna był zły i liczyliśmy się już z takim scenariuszem. Córka dusiła się; tchawica i krtań dosłownie się zapadały. Wiemy, że lekarze robili wszystko, co w ich mocy – mówiła dla „Nowości” Marzena Suska. matka zmarłej. 

Marika Dzioba osierociła dwójkę dzieci – córkę i syna. Po tragicznym zdarzeniu opiekę nad nimi przejęła babcia. 32-latka trafiła do szpitala z podciętym gardłem i niedotlenieniem mózgu. Miała przecięte struny głosowe. W maju 2021 roku pani Marika została zaatakowana przez swojego męża na ich podwórzu w miejscowości Kościelec pod Inowrocławiem (woj. kujawsko-pomorskie).

„Interwencja”: Podciął żonie gardło i rzucił się pod pociąg 
Pani Marika wyszła za mąż za Macieja D. 12 lat temu. Z dwojgiem dzieci – dziś 13-letnią Zuzanną i sześcioletnim Mateuszem, mieszkali pod Inowrocławiem. W małżeństwie nie układało się dobrze. Pani Marika postanowiła rozstać się z mężem. 

Do rozwodu i wyprowadzki od męża nie doszło. 30 maja 2021 roku Maciej D. podjął próbę morderstwa żony, a następnie popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg.   

 – Wyglądało jakby chciał jej odciąć głowę, szwy ma od ucha do ucha, do tego rany na rękach, bo się broniła. Zadzwonił jeszcze żeby dzieci zabrać do brata. Przyznał, że zabił Marikę. Tam była rzeź. Jak syn samochód przyprowadził, to był cały we krwi, ociekał nią. Policja powiedziała, że to nie było w afekcie, że to było wszystko zaplanowane – mówiła „Interwencji” Marzena Suska, matka pani Mariki. 

– Nie zdążyła złożyć tego pozwu, spakować się i po prostu odejść. Może by do tego nie doszło. Jak byliśmy na urodzinach u siostry, to robiła z nami ostanie zdjęcia. Jeszcze przytuliła Olka, jakby miał to być ostatni raz, jakby coś wisiało w powietrzu, tylko my o tym nie wiedzieliśmy – dodała Emilia Polatowska, krewna pani Mariki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Iran: Starcia po śmierci zatrzymanej kobiety. Są ofiary

Pięć osób zginęło w poniedziałek w kurdyjskim regionie Iranu w trakcie protestów w związku ze śmiercią młodej Iranki, która zmarła po zatrzymaniu jej przez policję ds. moralności, egzekwującej surowe przepisy dotyczące nakrycia głowy – poinformowały kurdyjskie grupy prawnicze.

Mahsa Amini, 22-latka z kurdyjskiej prowincji w Iranie, zapadła w śpiączkę i zmarła po aresztowaniu w Teheranie w zeszłym tygodniu. Wydarzenie to wywołało falę protestów, które trwają od trzech dni. Według lokalnych organizacji praw człowieka dwie osoby zginęły, gdy siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do protestujących w kurdyjskim mieście Sakez, rodzinnym mieście Amini.

Bezpośredni ostrzał

Dwie inne osoby zostały zabite w mieście Divandarreh w „bezpośrednim ostrzale” sił bezpieczeństwa, a jedna zginęła w Dehgolan, również w regionie kurdyjskim. Teheran nie potwierdził tych danych. Oficjalna agencja informacyjna Irna poinformowała, że w wielu miastach w siedmiu prowincjach odbyły się „ograniczone” protesty, które zostały rozpędzone przez policję. Telewizja państwowa podała, że aresztowano wielu protestujących, ale zaprzeczyła „niektórym twierdzeniom o śmierci w mediach społecznościowych”.

Władze rozpoczęły dochodzenie w sprawie śmierci Mahsy Amini po tym, jak zażądał tego prezydent Iranu Ebrahim Raisi. Policja twierdzi, że 22-latka zachorowała, gdy czekała wraz z innymi zatrzymanymi kobietami na posterunku policji ds. moralności. Zgodnie z irańskim (islamskim) prawem Szariatu, narzuconym po rewolucji w 1979 r., kobiety są zobowiązane do zakrywania włosów i noszenia długich, luźnych ubrań, aby ukryć swoją sylwetkę. Łamiącym prawo grozi publiczne upomnienie, grzywna lub areszt.
Źródło info i foto: TVP.info

Rodzinny dramat w Staszowie to rozszerzone samobójstwo?

Rozszerzone samobójstwo – to według śledczych najbardziej prawdopodobna przyczyna śmierci małżeństwa, którego ciała znaleziono w piątek w lesie w Staszowie w woj. świętokrzyskim. Jutro wieczorem ma się odbyć sekcja zwłok obojga małżonków. Zwłoki 55-letniej kobiety znaleziono w zaparkowanym w lesie samochodzie. Miała obrażenia szyi. Kilkadziesiąt metrów dalej odkryto ciało jej 60-letniego męża wiszące na drzewie.

Szef prokuratury w Staszowie Piotr Okarski powiedział RMF FM, że śledczy biorą pod uwagę kilka wersji wydarzeń. Przyznał jednak, że ta mówiąca o rozszerzonym samobójstwie wydaje się być bardzo prawdopodobna. Przypuszczalny przebieg tego zdarzenia był taki, że mężczyzna zabił swoją żonę, a potem się powiesił. Prokurator potwierdził, że w kieszeni 60-latka znaleziono list pożegnalny. Na miejscu zostały zebrane różne ślady, a jutro wieczorem ma się odbyć sekcja zwłok obojga małżonków. Ona wyjaśni m.in., czy mężczyzna powiesił się sam.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Brutalna zbrodnia w Indiach. Nastolatki zgwałcone i zamordowane. Sprawcy powiesili ciała na drzewie

Sześciu mężczyzn usłyszało zarzuty w związku ze śmiercią dwóch sióstr w wieku 15 i 17 lat ze stanu Uttar Pradesh w Indiach. Przed zamordowaniem nastolatki zostały zgwałcone. Ich ciała powieszono na drzewie. Ofiary należały do dalitów – przedstawicieli najniższej kasty w Indiach. Do zbrodni doszło w środę po południu w dystrykcie Lakhimpur. Policja poinformowała, że grupa mężczyzn zabrała obie siostry na pole trzciny cukrowej. Następnie nastolatki zostały zgwałcone i zamordowane. Ich ciała powieszono na drzewie. Sprawcy jako lin użyli szali, które nosiły ofiary.

W sprawie zatrzymano sześciu mężczyzn, w tym sąsiada nastolatek. Mężczyźni usłyszeli zarzuty gwałtu, morderstwa i ukrywania zbrodni. Relacja policji o tym, jak doszło do zbrodni różni się od relacji matki nastolatek. Według służb dziewczyny same z siebie miały pójść za mężczyznami, a po dokonanym na nich gwałcie miały „nalegać, by mężczyźni się z nimi ożenili”. Matka ofiar twierdzi z kolei, że dwóch mężczyzn pojawiło w jej domu, porwało jej córki, a gdy próbowała ich powstrzymać „została dotkliwie pobita”.

Zbrodnie wobec pariasów

Zbrodnia wywołała poruszenie wśród lokalnej społeczności. Wiceminister stanu Uttar Pradesh Brajesh Pathak zapewnił, że sprawcy brutalnego morderstwa otrzymają taką karę, że dusze członków „ich przyszłych pokoleń będą się jej bały”. Ofiary należały do dalitów, których potocznie nazywa się pariasami. To określenie stosowane wobec osób, które należą do najniższych kast w Indiach lub żyją poza systemem kastowym. Tradycyjnie do „niedotykalnych” zalicza się osoby wykonujące pracę fizyczną lub „nieczyste zawody” – polegające m.in. na zabijaniu zwierząt (rzeźnicy, rybacy) i te mające kontakt z płynami ustrojowymi drugiego człowieka (sprzątacze, pracze).

Pomimo uznania stosowania sankcji wobec dalitów za bezprawne w konstytucji z 1950 r., system kastowy nadal stosowany jest w hinduskim społeczeństwie.

„The Guardian” przypomina, że w czerwcu 13-latka z dalitów została zamordowana w dystrykcie Chitrakoot w Uttar Pradesh. Z kolei w 2021 r. w dwóch osobnych przypadkach grupy mężczyzn zgwałciły dwie dziewczynki – sześcio- i dziewięciolatkę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Śmierć w trakcie interwencji w Radymnie. Czy policjanci przekroczyli swoje uprawnienia?

Prokuratura Okręgowa w Przemyślu prowadzi postępowanie pod kątem ewentualnego przekroczenia uprawnień przez policjantów podczas zatrzymania. W Radymnie na Podkarpaciu podczas wczorajszej interwencji zmarł 42-letni mężczyzna.

Policja dostała zgłoszenie o agresywnie zachowującym się 42-latku, który siekierą uszkodził drzwi domu swojej kuzynki. Patrol znalazł go w pobliskim sklepie. Policjanci obezwładnili go i założyli mu kajdanki. W pewnym momencie zatrzymany zaczął tracić funkcje życiowe, a policjanci rozpoczęli reanimację. Na miejsce przyjechała karetka, ale życia mężczyzny nie udało się uratować. Postępowanie przygotowawcze w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Przemyślu.

Jak powiedziała RMF FM Beata Starzecka, zastępca Prokuratora Okręgowego w Przemyślu, przedmiotem postępowania jest przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy policji w związku ze zdarzeniem, do jakiego doszło 12 września br., w efekcie którego doszło do zgonu pokrzywdzonego. Jak zaznaczyła, ustalenia są na początkowym etapie, materiał dowodowy jest gromadzony, dlatego informacje dotyczące przebiegu zdarzeń, jakie miały miejsce do momentu zgonu, zostaną podane w późniejszym terminie.

Nie była to z pierwsza z interwencji podjętych wobec 42-latka

Takowe były zgłaszane w przeszłości przez tę samą osobę, która była członkiem jego rodziny. Jako, że dyżurny KPP w Jarosławiu miał wiedzę co do tego, w jaki sposób przebiegały poprzednie interwencje, na miejsce zdarzenia zadysponował patrol w zwiększonym składzie, jak również karetkę pogotowia – wyjaśniła Beata Starzecka.

Jak podkreśliła, w przeszłości wobec denata było również prowadzone postępowanie karne, które wiązało się z popełnieniem czynów zabronionych, kwalifikowanych jako groźby karalne na szkodę osoby zgłaszającej interwencję.

To postępowanie zakończyło się skierowaniem do sądu wniosku o warunkowe umorzenie i zastosowanie wobec niego środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia go w szpitalu psychiatrycznym. Takowy środek został przez sąd zastosowany. Przy czym postanowienie do czasu interwencji nie uprawomocniło się – mówiła Beata Starzecka.

Jak dodała, nie posiada ona informacji, ile takich interwencji było wcześniej, ale miały one związek z prowadzonym postępowaniem karnym wobec 42-latka.

Na miejscu interwencji, w początkowym etapie było to dwóch funkcjonariuszy. Później przyjechało czterech, w sumie sześciu oraz karetka pogotowia. Nie posiadam wiedzy, czy policjanci są zwieszeni. Dotychczas nikomu w tym postępowaniu nie przedstawiono żadnych zarzutów, ani też nie ma podstaw ku temu, aby takowe zarzuty stawiać. Postępowanie jest prowadzone w sprawie. Zabezpieczono materiał dowodowy w postaci nagrań z wewnątrz sklepu, a także z budynku zlokalizowanego obok sklepu jest poddawany dalszym czynnościom procesowym – mówi Beata Starzecka.

Po dzisiejszej sekcji powinna być znana przyczyna zgonu mężczyzny. Czasami się zdarza, że konieczne będą kolejne badania – zaznaczyła.

Jak dodała Beata Starzecka, interwencja była konieczna, ponieważ dotyczyła agresywnego zachowania mężczyzny, miał mieć przy sobie niebezpieczne przedmioty.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szczecin: Eksplozja tajemniczej substancji, nie żyje mężczyzna

Eksplozja nieznanej substancji przy ul. Rymarskiej w Szczecinie. W wyniku wybuchu zginął 55-letni mężczyzna. Mieszkańców okolicznych budynków ewakuowano. Eksplozja nieznanej substancji w budynku gospodarczym przy ul. Rymarskiej w Szczecinie. Do zdarzenia doszło w sobotę 10 września o godz. 9.30.

– W wyniku tego wybuchu śmierć na miejscu poniósł mężczyzna, który znajdował się w pomieszczeniu – powiedziała oficer prasowa KMP w Szczecinie mł. asp. Ewelina Gryszpan.

Policja ustaliła tożsamość zmarłego. To 55-latek, mieszkaniec pobliskiego budynku. Mł. asp. Gryszpan przekazała, że na miejscu zdarzenia pracują policjanci z KMP w Szczecinie pod nadzorem prokuratora.

– Mężczyzna miał 55 lat, osierocił czwórkę dzieci. Dusza człowiek. Często siedział w tej swojej komórce i coś tam robił. Nikt się nie spodziewał, że trzyma tam jakieś niebezpieczne substancje – powiedziała w rozmowie z „Głosem Szczecińskim” kobieta mieszkająca w sąsiedztwie.

– Ustalamy przyczyny i okoliczności tego wybuchu. Na czas prowadzonych działań przez pirotechników mieszkańcy z czterech klatek budynku sąsiadującego z pomieszczeniami gospodarczymi zostali poproszeni o ewakuację – poinformowała oficer prasowa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sąd zdecydował ws. dzieciobójczyni z Wilanowa

32-letnia Magdalena D.-M., podejrzana o zabójstwo miesięcznej córeczki oraz usiłowanie zabójstwa dwóch synów, została tymczasowo aresztowana na trzy miesiące. Posiedzenie aresztowe w sprawie 32-latki odbyło się we wtorek popołudniu. Wniosek prokuratora o zastosowanie tymczasowego aresztowania rozpatrywał Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie.

– Sąd podzielił argumentację prokuratora i zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy – powiedziała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.

– We wtorek przeprowadzono czynności z udziałem podejrzanej, której przedstawiono zarzuty zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa małoletnich. Podejrzana przyznała się do zarzucanych jej czynów jak również złożyła wyjaśnienia, których treść objęta jest tajemnicą śledztwa – informowała wcześniej rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Prokurator Aleksandra Skrzyniarz przekazywała też, że prokuratura posiada już wstępne wyniki sekcji zwłok miesięcznej dziewczynki, której ciało znaleziono w ostatni weekend w mieszkaniu na Wilanowie. Wynika z nich, że dziewczynka zmarła na skutek odniesionych obrażeń, czyli ran kłutych. Do tragicznej śmierci noworodka doszło w nocy z soboty na niedzielę. Wcześniej pomiędzy jej rodzicami 32-letnią Magdaleną D.-M. i jej mężem miało dojść do kłótni. W końcu mężczyzna wyszedł z mieszkania, a kobieta została sama z trójką dzieci. Wtedy doszło do tragedii.

Zginęła od ran kłutych

Miesięczna dziewczynka zginęła od ran kłutych w klatkę piersiową. Również jej bracia zostali ranni. Trzylatek miał uraz głowy, a dziewięciolatek – ranę ciętą szyi. Starszy z braci tragicznej nocy napisał SMS do babci, że „mama chce ich pozabijać”. Rodzina wezwała na miejsce policję.

Nieoficjalnie udało się też ustalić, że dziadkowie i stryj przyjechali do mieszkania na warszawskim Wilanowie. Nie mogli się do niego dostać, bo drzwi były zamknięte. Jednak udało im się skontaktować dziewięciolatkiem, który zrzucił klucze przez balkon. Matka przez przyjazdem rodziny i policji uciekła z mieszkania. Do czasu zatrzymania na cmentarzu w Starych Babicach kobieta błąkała się m.in. po Ożarowie Mazowieckim. Po zatrzymaniu została przewieziona do szpitala, przebywa pod nadzorem policji.

O zatrzymaniu 32-letniej kobiety poinformował na niedzielnej konferencji rzecznik stołecznej policji nadkom. Sylwester Marczak. – Zadziałała dobra koordynacja działań poszukiwawczych. W jednej chwili do wszystkich patroli trafiła informacja o osobie poszukiwanej wraz z jej zdjęciem – powiedział.

Podał przy tym, że zatrzymanie przebiegło bardzo spokojnie. Na miejsce w tym czasie przyjechała też policja, która razem z rodziną małżeństwa M. weszła do mieszkania. W środku były tylko dzieci.
Źródło info i foto: TVP.info