Zarzuty dla kierowcy, który wjechał w grupę rowerzystów i uciekł. Grozi mu 12 lat więzienia

Sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, ucieczka z miejsca zdarzenia oraz nieudzielenie pomocy to zarzuty postawione kierowcy, który wjechał w grupę rowerzystów koło Tarczyna na Mazowszu. Jedna osoba zginęła na miejscu, pięć trafiło do szpitala. 45-letni kierowca został przesłuchany w piątek w Prokuraturze Rejonowej w Grójcu. Jakub O. przyznał się do winy – podaje Onet. Do sądu wpłynął wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztu wobec mężczyzny na okres trzech miesięcy.

– Mężczyzna przyznał się do stawianych zarzutów i złożył wyjaśnienia. Z informacji policji wynika, że Jakub O. był w stanie nietrzeźwości w momencie zatrzymania, ale będziemy jeszcze prowadzić czynności zmierzające do ustalenia, czy był pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających również w chwili samego zdarzenia, co może również mieć wpływ na wysokość wymierzonej kary – podała w rozmowie z Onetem prok. Katarzyna Głowacz.

Za sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym zagrażającą życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach grozi kara do 10 lat więzienia. Jeżeli w następstwie takiej katastrofy ginie człowiek kara może sięgać 12 lat.

Do wypadku doszło w środę wieczorem w miejscowości Przypki, w powiecie piaseczyńskim na Mazowszu. Według ustaleń policji, kierowca hondy zjechał na lewe pobocze, a po chwili wrócił na lewy pas i wjechał w grupę 14 kolarzy. Jakub O. uciekł z miejsca wypadku. Jego poszukiwania trwały w nocy ze środy na czwartek. Policja zatrzymała sprawcę, którym okazał się 45-letni mieszkaniec Tarczyna, w jego mieszkaniu. W chwili zatrzymania miał prawie promil alkoholu w organizmie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ciało 16-latki znalezione na mokradłach. Podejrzanym syn sędziego

16-letniej Malwiny poszukiwano w całej Polsce. Ciało nastolatki znalazł wędkarz. Było ukryte w lesie, na mokradłach. Podejrzanym jest 19-letni syn sędziego. To z nim Malwina umówiła się w dniu zaginięcia. Kiedy dziewczyny szukała policja, Jakub P. na zdjęciu profilowym jednego z portali społecznościowych zamieścił kadr przedstawiający postać wycierającą nóż z krwi. Materiał „Interwencji”. Malwina także miała ugodzenie po nożu. Ale czy przyczyną śmierci było zasztyletowanie czy utopienie? Ustalą to biegli. 

W połowie lutego w miejscowości Moryń koło Szczecina zaginęła 16-letnia Malwina. Dziewczyna wyszła na umówione spotkanie z 19-letnim Jakubem i już nie wróciła do domu. Ponieważ już wcześniej uciekła z domu, na początku rodzina sama usiłowała ją odnaleźć.

– Pierwszy dzień jak nie wróciła, było do niej dzwonione na telefon. Był sygnał, a po północy włączała się już skrzynka. Sam próbowałem szukać w CPN-ie, żeby mi monitoring udostępnili. Bez rezultatu – mówi Paweł Narkiewicz, ojciec nastolatki.

Dopiero po kilku dniach bezskutecznych poszukiwań rodzice zawiadomili policję. W internecie i mediach pojawiły się komunikaty. Finał poszukiwań okazał się tragiczny. 18 marca ciało zaginionej nastolatki z Morynia znalazł ukryte głęboko w lesie na mokradłach pan Krzysztof.

– Znalazłem but, trzewik. Nie wiedziałem, co to jest i zacząłem nogą dotykać. Dreszcz mnie przeszedł, gdy zboczyłem część ciała – opowiada.

– To ciało było w wodzie, ale było tam na tyle płytko, że ciało tej biednej dziewczyny nie było pod wodą. Było przysypane gałęziami, trawą – mówi Jakub Stankiewicz, dziennikarz „Gazety Gryfińskiej”.

– Jak prokurator wziął ją na sekcję, to się okazało, że została dźgnięta nożem – mówi z kolei Ryta Narkiewicz, matka dziewczyny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelanina w Gorzewie. Napastnik nie żyje. Ranni policjanci

W miejscowości Gorzewo (woj. wielkopolskie) doszło do strzelaniny. Policjanci próbowali zatrzymać do kontroli drogowej dostawcze Iveco. Kierowca zaczął uciekać, a następnie otworzył ogień. Do zdarzenia doszło we wtorek ok. godz. 13.50. Mężczyzna nie zatrzymał się do kontroli drogowej w miejscowości Ryczywół w Wielkopolsce. Policjanci podjęli pościg. Po około dwóch kilometrach, w miejscowości Gorzewo, kierowca skręcił w polną drogę, wysiadł z samochodu, wyciągnął pistolet i zaczął strzelać. Funkcjonariusze odpowiedzieli ogniem. 

„W wyniku tego napastnik zginął. Natomiast jeden z policjantów został ranny w nogę, drugi w brzuch” – informuje Wielkopolska Policja w komunikacie na Facebooku. Obaj policjanci trafili do szpitala. 

„Na miejscu są zabezpieczane ślady, zbieramy informacje i ustalamy przebieg całego zdarzenia. O zdarzeniu poinformowaliśmy prokuraturę” – dodała Wielkopolska Policja. 

– Na chwilę obecną nie wiemy dlaczego mężczyzna tak się zachował, co kierowało jego postępowaniem. Trwają ustalenia. Na miejscu pracują policjanci oraz śledczy z prokuratury – powiedziała na antenie Polsat News insp. Iwona Liszczyńska z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

– Napastnik to 53-letni mieszkaniec powiatu czarnkowsko-trzcianeckiego. W przeszłości był wielokrotnie notowany przez policję za różnego rodzaju przestępstwa. W chwili zdarzenia nie był osobą poszukiwaną. Ustaliliśmy, że strzelał do policjantów z rewolweru czarnoprochowego – powiedziała na antenie Polsat News insp. Liszczyńska. 

– Wiemy, że stan policjantów jest stabilny. W najbliższym czasie będą musieli przejść operację – dodała. 

Jeden z policjantów został przetransportowany lotniczym pogotowiem ratunkowym do szpitala w Poznaniu, natomiast drugi trafił do szpitala w Obornikach.  

Rzeczniczka prasowa Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia w Poznaniu Zuzanna Pankros przekazała, że we wtorek po południu do placówki trafił funkcjonariusz postrzelony w brzuch. Jak powiedziała, „pacjent został przyjęty w stanie dobrym, to znaczy, że był przytomny, wydolny oddechowo i krążeniowo”. Dodała jednak, że obrażenia pacjenta są dość poważne. – Pacjent właśnie jest operowany – powiedziała Pankros.

Drugi z funkcjonariuszy został przewieziony do szpitala w Obornikach. Starszy lekarz szpitala powiedział, że „pacjent jest na oddziale chirurgicznym, stan pacjenta jest dobry i jest przygotowywany do zabiegu”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nożownik zaatakował w Świnoujściu. Nie żyje kobieta

Około godz. 15:30 we wtorek, 17 maja przed budynkiem prokuratury w Świnoujściu 44-letnią kobietę zaatakował uzbrojony w nóż mężczyzna. Nie udało jej się uratować. Nożownik został zatrzymany. Informację jako pierwszy podał portal RMF24. Oficer Prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Świnoujściu sierż. Kamil Zwierzchowski w rozmowie z Gazeta.pl. potwierdził te doniesienia.

Jak przekazał, napastnik zadał ofierze wiele ciosów w klatę piersiową. Mimo reanimacji, kobiety nie udało się uratować. Mężczyzna został już zatrzymany przez służby. Teraz wyjaśnione zostaną motywy ataku. Prace wyjaśniające prowadzi policja i prokuratura. Policja odmówiła udzielania bardziej szczegółowych informacji, na ten moment nie wiadomo też nic na temat motywów napastnika. Tekst zostanie zaktualizowany po otrzymaniu komentarza ze strony prokuratury.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tragiczna śmierć matki i córki. Podejrzany rzucił się z nożem na policjantów

Wyszkowscy policjanci zatrzymali w środę 57-letniego mężczyznę, który może mieć związek z pożarem domu, w którym znaleziono ciała dwóch kobiet – poinformowała PAP rzeczniczka komendanta wojewódzkiego policji podinsp. Katarzyna Kucharska. Podczas zatrzymania 57-latek próbował zaatakować policjantów.

57-latka zatrzymano w środę ok. godz. 11 w lesie w okolicy miejscowości Leszczydół. Jak informuje policja, mężczyzna może mieć związek z pożarem domu, w którym znaleziono zwłoki dwóch kobiet. Podczas zatrzymania 57-latek próbował zaatakować policjantów nożem. Rzeczniczka komendanta wojewódzkiego policji podinsp. Katarzyna Kucharska przekazała, że policjanci musieli użyć broni. Mężczyzna został zraniony w nogę i obezwładniony, a następnie w asyście policjantów przewieziony do szpitala.

– Od wtorku, kiedy to w pożarze jednego z domów jednorodzinnych przy ul. Białostockiej w Wyszkowie ujawniono zwłoki dwóch kobiet w wieku 58 i 83 lat, trwały bardzo intensywne czynności związane z ustaleniem okoliczności ich śmierci. Do zadań zostali wytypowani najlepsi policjanci z Wyszkowa oraz Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu – zaznaczyła rzeczniczka KWP podinsp. Katarzyna Kucharska.

Śledczy przesłuchali kilkanaście osób, zabezpieczono monitoringi, a na miejscu zdarzenia zabezpieczono ślady. – Wstępne czynności wskazywały, że związek ze zdarzeniem może mieć mąż młodszej kobiety, dlatego rozpoczęto poszukiwania 57-latka, w których brało udział kilkudziesięciu policjantów, w tym specjalna grupa poszukiwawcza. Wykorzystany również został policyjny helikopter oraz drony. W poszukiwaniach policjantów wspierali strażacy – podkreśliła Kucharska.

Mężczyznę zatrzymano w trakcie sprawdzania lasu w okolicy miejscowości Leszczydół, gdzie ukrywał się 57-latek. – Mężczyzna na widok policjantów wybiegł z miejsca ukrycia z nożem i zaczął uciekać. Funkcjonariusze ruszyli w pościg i wezwali uciekiniera do zatrzymania się, a następnie oddali strzał ostrzegawczy. Wtedy mężczyzna odwrócił się i próbował zaatakować nożem policjantów. Funkcjonariusze oddali kolejny strzał w kierunku mężczyzny, a następnie obezwładnili go. 57-latek został ranny w nogę – zaznaczyła Kucharska.

Dodała, że policjanci udzielili mu pomocy przedmedycznej i wezwali na miejsce służby ratunkowe. Mężczyzna przytomny, w asyście policjantów został przewieziony do szpitala. – Nad sprawą cały czas pracują wyszkowscy policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Wyszkowie – przekazała rzeczniczka.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ekwador: Krwawe walki gangów w więzieniu. Nie żyją 44 osoby

44 więźniów zginęło w zamieszkach, do których doszło w zakładzie karnym Bellavista w prowincji Santo Domingo de los Tsachilas, na północnym zachodzie Ekwadoru – podała w komunikacie prokuratura generalna tego kraju. Media przekazały, że w trakcie starć ponad 200 aresztantów zbiegło z zakładu – dotychczas udało się zatrzymać 115 z nich.

Z szacunków prokuratury generalnej w Ekwadorze wynika, że zwłoki 41 więźniów zostały znalezione wewnątrz zakładu karnego, zaś trzej inni aresztanci zmarli wskutek odniesionych ran w szpitalu. Do tragedii doszło w poniedziałek rano w efekcie walk pomiędzy osadzonymi w więzieniu członkami dwóch antagonistycznych gangów, tzw. Wilków oraz R7. Wskutek starć rannych zostało 13 aresztantów. Powołująca się na źródła w ekwadorskiej policji telewizja Tele Sur podała, że do wtorkowego poranka funkcjonariuszom udało się zatrzymać 115 więźniów, którzy, wykorzystując zamieszki, zbiegli z zakładu karnego. Około 100 innych uciekinierów wciąż jest poszukiwanych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Areszt dla 27-letniego Armeńczyka

Mieleccy policjanci zatrzymali 27-letniego obywatela Armenii, mogącego mieć związek ze śmiercią 24-letniego obywatela Ukrainy. Wczoraj prokurator przedstawił podejrzanemu zarzuty oraz zwrócił się z wnioskiem do sądu o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci dwumiesięcznego aresztu. Sąd przychylił się do wniosku prokuratora. W sprawie trwają dalsze czynności. Policjanci z Mielca wyjaśniają przyczyny i okoliczności śmierci 24-letniego obywatela Ukrainy. Do zdarzenia doszło w nocy, z soboty na niedzielę. Policjanci ustalili, że pomiędzy obywatelem Ukrainy, a zatrzymanym 27-letnim obywatelem Armenii, doszło do nieporozumienia, następnie do szarpaniny, która dla 24-latka skończyła się śmiercią.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił przedstawić podejrzanemu zarzut narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu 24-letniego mężczyzny oraz znieważenia policjantów podczas zatrzymania. Wczoraj sąd przychylił się do wniosku prokuratury o tymczasowy areszt dla podejrzanego. W sprawie trwają dalsze czynności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Obława za kierowcą, który śmiertelnie potrącił 16-latka

W szpitalu zmarł 16-latek ranny w poniedziałkowym wypadku drogowym w pobliżu Radomska (woj. łódzkie). Trwają poszukiwania kierowcy, który uciekł, nie udzielając pomocy poszkodowanym. Jak informuje policja, jego auto ma najprawdopodobniej uszkodzoną lewą stronę nadwozia. Do wypadku doszło w poniedziałek nieopodal miejscowości Pukarzów w gminie Żytno nieopodal Radomska (woj. łódzkie). Policjanci późnym wieczorem dowiedzieli się, że samochód zjechał na przeciwny pas ruchu i potrącił dwie osoby prawidłowo idące poboczem. Kierowca uciekł z miejsca zdarzenia, nie zatrzymując się i nie udzielając rannym pomocy. Dzień później, na skutek obniesionych obrażeń, w szpitalu zmarł jeden z przechodniów – 16-latek.

Chłopaka z miejsca wypadku do Krakowa zabrał śmigłowiec LPR. Życiu towarzyszącej mu wtedy 36-letniej kobiety nie zagraża niebezpieczeństwo.

Trwa policyjna obława za sprawcą wypadku. – Samochód, którym się poruszał, najprawdopodobniej ma uszkodzoną lewą stronę nadwozia – wskazała – dodała nadkom. Aneta Wlazłowska.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zarzuty po śmierci 9-latki. Zginęła pod kołami terenówki

Do koszmarnego zdarzenia doszło w Kudowie-Zdroju. Pod kołami terenówki zginęła 9-letnia Zosia. Kierowca i jego pasażer usłyszeli zarzuty. Koszmar wydarzył się w piątek, 29 kwietnia o godz. 18:00 przy ul. Tkackiej w Kudowie-Zdroju. Zosia udała się na spacer z mamą. Potem wraz z koleżanką weszła na pagórek, z którego wspólnie chciały podziwiać pociągi. W pewnym momencie z drugiej strony pagórka wyjechała potężna terenówka. Auto wyskoczyło na wzniesieniu, a chwilę później spadło na Zosię. Druga dziewczynka zdołała uciec.

„Podbiegłam. Mama kucała przy dziewczynce. Inna pani dzwoniła po pogotowie. Dopóki nie przyjechała karetka, zaczęłyśmy z mamą dziewczynki reanimację. Na miejscu interweniowało też Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Reanimacja trwała około godziny, jednak dziewczynki nie udało się uratować” – powiedziała „Faktowi” pani Edyta, świadek tragedii.

Za kierownicą jeepa siedział 23-latek. Rozmówczyni tabloidu spostrzegła, że sam bawił się w tym miejscu, gdy był młodszy. Powinien zatem wiedzieć, że dzieci często się tam pojawiają. Szymon M. i jego pasażer uciekli z miejsca wypadku, ale szybko zostali zatrzymani. „Fakt” ustalił w prokuraturze, że kierowca jeepa usłyszał już zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca wypadku.
Źródło info i foto: o2.pl

Świadek koronny, „Loczek”, nie żyje

Nie żyje jeden z najsłynniejszych polskich świadków koronnych – donoszą media. Według wstępnych ustaleń ciało Krzysztofa P. ps. „Loczek” znaleziono w zakładzie karnym w Tarnowie. Informację o śmierci świadka koronnego Krzysztofa P. pierwsi podali dziennikarze RMF FM. Jak ustalono, ciało mężczyzny znaleziono w monitorowanej celi w zakładzie karnym w Tarnowie, gdzie „Loczek” trafił w 2021 roku po tym, jak usłyszał zarzuty w głośnej sprawie potrójnego zabójstwa w Jurczycach w Małopolsce.

Z doniesień mediów wynika, że Krzysztof P. nie miał problemów ze zdrowiem. Mężczyzna w ostatnim czasie nie skarżył się na żadne poważniejsze dolegliwości. Służby nie zabierają głosu w sprawie śmierci „Loczka”. W rozmowie z portalem straż więzienna podkreśla, że jest za wcześnie na to, by mówić o okolicznościach tragicznego zdarzenia. Teraz policyjni śledczy oraz prokuratura będą musieli ustalić, jak doszło do śmierci jednego z najsłynniejszych polskich świadków koronnych.

„Loczek” trafił do więzienia w Tarnowie pod koniec 2021 roku. Wówczas to usłyszał zarzut potrójnego zabójstwa w Jurczycach sprzed 21 lat. Jak podkreślała wówczas prokuratura, Krzysztof P. nie mógł stracić statusu świadka koronnego, ze względu na fakt, że nie nie został prawomocnie skazany przez sąd.

Do zbrodni w Jurczycach doszło w 2000 roku. W jednym z domów dokonano egzekucji na 44-letniej kobiecie, jej 37-letnim partnerze oraz 30-letnim mężczyźnie, który przyjechał do nich, prawdopodobnie w interesach. Napastnicy najpewniej użyli broni z tłumikiem. Ciała znaleziono w łazience.

Sprawa na wiele lat utknęła w martwym punkcie. Nie znaleziono sprawców zbrodni. Dopiero gdy zbrodni przyjrzeli się „dochodzeniowcy” ze specjalnej grupy „Archiwum x”, okazało się, że w sprawie pojawiają się dowody świadczące o tym, że do morderstwa mógł przyczynić się Krzysztof P. Wówczas do śledztwa włączyła się prokuratura, która zawnioskowała o trzymiesięczny areszt dla „Loczka”.

Krzysztof P. zyskał status świadka koronnego, gdy zaczął zeznawać przeciwko członkom gangu Janusza T. „Krakowiaka”. Dzięki przekazanym informacjom za kratki na długie lata trafił sam szef grupy przestępczej. Zeznania „Loczka” pozwoliły służbom na aresztowanie i osadzenie wielu innych gangsterów z południa Polski.
Źródło info i foto: interia.pl